30.03.2023, 20:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2023, 21:48 przez Mellvyn Ollivander.
Powód edycji: poprawki v2
)
Mellvyn Gavin Ollivander
Urodzenie: 23.06.1938 | rak | numerologiczna 5
Stan cywilny: kawaler
Krew: półkrwi
Pochodzenie: Syn Gerainta Ollivandera i świętej pamięci Estelli Figg, starszy brat Delliana Ollivandera i kuzyn Fergusa Ollivandera. Urodzony w Londynie i wychowany w Londynie; opuścił to miasto jako dwudziestolatek, niedługo po śmierci matki. Przez następne 14 lat tułał się po Socjalistycznej Federalnej Republice Jugosławii, głównie pozostając na terenach należącej do niej Republiki Serbii. Powrócił na początku roku 1972.
Stan cywilny: kawaler
Krew: półkrwi
Pochodzenie: Syn Gerainta Ollivandera i świętej pamięci Estelli Figg, starszy brat Delliana Ollivandera i kuzyn Fergusa Ollivandera. Urodzony w Londynie i wychowany w Londynie; opuścił to miasto jako dwudziestolatek, niedługo po śmierci matki. Przez następne 14 lat tułał się po Socjalistycznej Federalnej Republice Jugosławii, głównie pozostając na terenach należącej do niej Republiki Serbii. Powrócił na początku roku 1972.
Kształtowanie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉○○○○
Zauroczenie: ◉○○○○
Nekromancja: ○○○○○
Translokacja: ○○○○○
Percepcja: ◉○○○○
Aktywność fizyczna: ◉◉◉○○
Charyzma: ◉◉○○○
Rzemiosło: ◉◉◉○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○
Wiedza o świecie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉○○○○
Zauroczenie: ◉○○○○
Nekromancja: ○○○○○
Translokacja: ○○○○○
Percepcja: ◉○○○○
Aktywność fizyczna: ◉◉◉○○
Charyzma: ◉◉○○○
Rzemiosło: ◉◉◉○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○
Wiedza o świecie: ◉◉○○○
Poziom spaczenia: II
Różdżka: pióro pegaza | sosna | 11 cali | giętka
Zwierzę totemiczne: jaskółka
Aura: w manii czerwona, w depresji ciemnoszara, w okresie stabilności różowa
O zdolnościach: Z większością dziedzin magii radzi sobie gorzej niż przeciętnie. Warzenie eliksirów i wiedza przyrodnicza (z naciskiem na magiczne zwierzęta) to jego główne mocne strony. Całkiem dobrze wypada też w zajęciach wymagających kondycji fizycznej i/lub sprawności manualnej. Ma jakieś, dosyć blade, pojęcie o różdżkarstwie i stolarce; do niedawna zdarzało mu się dziergać i haftować, teraz w wolnym czasie preferuje dokonywanie drobnych kradzieży.
Snycerze: Wytrzymałość wszystkich przedmiotów drewnianych tworzonych przez Ollivanderów jest zwiększona o 1.
Tworzenie eliksirów i maści [II]: Jeśli miałby uznać, że posiada jakiś talent, to byłoby nim właśnie warzenie eliksirów. Przy nauce innych przedmiotów napotykał problemy mniejsze i większe, ale eliksiry zawsze szły mu gładziutko. SUMa zdał z nich na Wybitny, później jednak ze względu na nasilające się wahania nastroju zaniedbał naukę na tyle, że aż został po cichu wyproszony z Klubu Ślimaka. Na Owutemach ledwo wyciągnął pozytywną ocenę, co też przekreśliło jego nadzieje na staż w Szpitalu Św. Munga.
Opieka nad magicznymi stworzeniami [III]: W Hogwarcie dobrał ten przedmiot na III roku tylko po to, żeby uniknąć czytania nudnych podręczników, ale z biegiem czasu żywo się nim zainteresował. Mocno przypominał mu zielarstwo, z tym że obiekty zainteresowania były bardziej ruchliwe i kapryśne. Przez tendencję do podejmowania zbędnego ryzyka, już na tych zajęciach nazbierał kilka pierwszych blizn, z wiekiem swoją kolekcję jedynie powiększając - od około 23. roku życia praca z garborogami stała się jego wyłącznym źródłem utrzymania. Niedługo po 32. urodzinach przeniósł się do Wojwodiny, żeby pomagać z hodowlą zagrożonego wyginięciem gatunku długoroga rumuńskiego, ale nie pozostał tam na długo, niecałe dwa lata później wracając do rodzinnej Anglii.
Język [I] - bośniacko-chorwacko-serbski: Przez lata spędzone w Serbii wyuczył się lokalnego języka. Wciąż zupełnie nie brzmi jak rodacy, ale jest w stanie porozumiewać się z nimi na przyzwoitym poziomie.
Walka wręcz [I]: Podczas manii często jest bardzo drażliwy; dzięki powtarzającym się atakom gniewu zdobył trochę praktyki, w Jugosławii zdecydował się podjąć faktyczne lekcje krav magi. Część zdobytych na nich umiejętności przydaje się podczas obcowania z większymi zwierzętami.
Złodziejstwo [I]: Gdy nie jest stabilny, jest bardzo rozrzutny. Zdawało mu się wydać całą pensję na trzy noce świetnej zabawy... a jeść coś trzeba, zapalić trzeba, wciągnąć od czasu do czasu też.
Znajomość półświatka [I]: Poza pieniędzmi potrzeba do tego też kontaktów. Gdy do gry wkraczała mania, natychmiast stawał się nader towarzyski i rozmowy, skłonny do ryzyka i poszukujący ostrych wrażeń. Już jako nastolatek przeprowadzał pierwsze eksperymenty z psychotropowymi ziołami, eliksirami... Sieć znajomości tworzyła się sama. Tutaj ugotował coś dla znajomego, tam pomógł komuś przemycić paczkę, na przerwę świąteczną raz czy dwa pojechał do tego kolegi. Po zawaleniu egzaminów gotował na boku, teraz znowu wrócił do tego, bo w Londynie nie znalazł za dużo bestii klasy XXXX, którymi mógłby się zajmować.
Kłamstwo [I]: Zawsze musiał ukrywać część swojego życia, bo nie potrafił przestać zachowywać się... głupio? Od nastolęctwa działo się z nim coś dziwnego, co tylko przybierało na sile. Na początku mówił o tym bez skrępowania, ale reakcje innych prędko skłoniły go do zatrzymywania tego dla siebie. Gdy opowiadał o swoim stanie, albo niepokoił, albo drażnił i żadna z tych opcji mu nie odpowiadała. Jeśli czuł się źle, naprawdę źle, jakby chciał umrzeć, to nie chciał nikomu o tym mówić, bo przecież za dwa-trzy miesiące już będzie czuł się dobrze. Albo bardzo, bardzo dobrze! A wtedy i tak coś odwali, niezależnie od tego, jak bardzo będzie starał się powstrzymać. Z roku na rok zbierało się coraz więcej drobnego brudu, który musiał ukrywać przed bliskimi... i przed policją. W Jugosławii aresztowany został parę razy, zawsze opowiadał bajki.
Wrażliwy żołądek [I]: Nigdy nie wyrobił sobie licencji na teleportację, oto powód.
Pośmiewisko [I]: We wczesnych latach edukacji towarzysko radził sobie całkiem dobrze. Im był starszy, tym gorzej mu szło. Od IV roku w Hogwarcie przynajmniej dwa razy na semestr zdarzało mu się... odklejać od rzeczywistości. Z czasem wszyscy już wiedzieli, że jest dziwny. I nie omieszkali mu tego uświadamiać; Slytherin nie słynął z łagodnego traktowania wyrzutków.
Miał 15 lat, kiedy po raz pierwszy poczuł się naprawdę źle i na około miesiąc niemalże zniknął z życia szkolnego - rzadko pojawiał się na zajęciach a jeśli już na nie dotarł, to ograniczał się do patrzenia tępo w przestrzeń i usilnego unikania wszelkich interakcji; wybuchał płaczem w nieoczekiwanych momentach a wszędzie, gdzie tylko się nie pojawił, słyszał wrogie szepty. Niezależnie od tego, czy były prawdziwe, czy urojone, doświadczenie to trwale wpłynęło na jego psychikę.
Drobny Lęk [I] - Lecznica Dusz: W najgorszych momentach swojego życia zgodnie z wolą rodziców (i wbrew swojej) przenoszony był na oddział dla Dzieci i Młodzieży w Lecznicy Dusz. Łatwo było mu znienawidzić to miejsce - ciągły nadzór, otępiające lub napędzające lęki eliksiry i niekończące się sesje hipnozy z psychologami, w trakcie których często płakał z niemocy. Szukali w nim traumy, która nie istniała. Z początku się opierał, później zaczął im wierzyć, ale ani jedno, ani drugie nie pomagało. Wracał do zdrowia nagle, bez wyraźnej przyczyny, tak samo jak bez wyraźnej przyczyny zaczynał chorować. Wmawiali mu, że coś może z tym zrobić, ale on nie potrafił zrobić nic. Jedynie piekło go w żołądku od poczucia, że jest nieodwracalnie zepsuty.
Gdy uzyskał wyczekiwaną dorosłość, obiecał sobie, że jego stopa nigdy więcej nie postanie na terenie Lecznicy i przez ostatnie naście lat gorliwie dotrzymuje swojego słowa. Jedynie jego podświadomość wymyka mu się spod kontroli - regularnie miewa koszmary o tym miejscu. Na samą myśl o jego sterylnych korytarzach skacze mu tętno.
Porywczy [I]: Nie zawsze pikował w dół; czasami wznosił się ku niebu, wysoko ponad chmury i wtedy nie bał się niczego. Cyklicznie wpadał w stan, w którym miał więcej energii, niż jego ciało było w stanie pomieścić. Milion pomysłów, milion nowych zobowiązań, nagłych zmian zainteresowań - miał poczucie, że czegokolwiek by nie zrobił, to skończy się to dobrze. Obita morda to nie problem, kłótnie i krzyki to tylko rozrywka, tak samo trwonienie pieniędzy. Jeśli straci pracę, przecież znajdzie drugą! Jak trafi na pogotowie, to albo go wyleczą, albo umrze, a martwi niczym się nie przejmują. Komisariat? Nikogo nie zabił, zaraz go wypuszczą, grzywny się spłaci. Był niezniszczalny, praktycznie nieśmiertelny, był wyjątkowy i wybitny. Nic nie mogło go zatrzymać.
Wyuzdany [I]: Kiedy chciał więcej, chciał więcej wszystkiego. Bez zapowiedzi znikał na parę dni, może na cały tydzień - bezsenne noce spędzał w pubach i klubach. Im bliżej było rana, tym bardziej selekcjonowało się towarzystwo - zostawali tylko ci najbardziej zdesperowani. A on mówił, mówił godzinami, wpatrzony w rozmówcę, jak drapieżnik w zwierzynę. Na pojedynczej zdobyczy żerował kilka godzin lub kilka dni, rzadziej parę tygodni, aż jego mania się wypalała i wracał do normalnego życia.
Kleptoman [I]: Na początku kradł z przymusu, teraz kradnie dla komfortu. Zawsze lepiej mieć więcej, niż mniej. Można odłożyć na przyszłość... do następnego piątku.
Uzależnienie [I]: Substancje przychodziły i odchodziły, nudziły mu się lub tracił do nich dostęp, ale chęć ćpania pozostawała. W manii używa dla zabawy, w depresji używa, żeby poczuć się lepiej. Tak czy siak, nie mógłby po prostu pozostawać trzeźwy.
Bezsenność [II]: Przez ostatnie dwie dekady jego życia bezsenność zazwyczaj pojawiała się w okresach manii lub zaraz przed nimi, lecz zeszły rok okazał się inny. Obecnie bardzo rzadko przesypia więcej, niż 5 godzin dziennie, niezależnie od prób rozkładania obowiązku spania na raty. Nie miewa standardowych koszmarów, ale zdaje mu się, że sen sam w sobie zwyczajnie boli. Po pierwszych dwóch miesiącach męki zaczął podejrzewać, że może dziać się z nim coś poważniejszego, niż standardowa huśtawka emocjonalna, więc zgłosił się do medyka.
Choroba genetyczna [I] - Nocna mara: Diagnoza wbiła go w ziemię. Na kilka tygodni zupełnie zaginął, ostatecznie wygrzebując się spod butelek po rakiji w połowie jesieni, kiedy na nogi postawiła go mania. Nagły przypływ nadziei kazał mu gonić za nieistniejącym lekarstwem na drugi koniec Europy, do rodzinnego Londynu, centrum magicznej nauki. Ojcu powiedział, że stęsknił się, że to tylko towarzyska wizyta, uparcie ukrywając diagnozę śmiertelnej choroby.
Różdżka: pióro pegaza | sosna | 11 cali | giętka
Zwierzę totemiczne: jaskółka
Aura: w manii czerwona, w depresji ciemnoszara, w okresie stabilności różowa
O zdolnościach: Z większością dziedzin magii radzi sobie gorzej niż przeciętnie. Warzenie eliksirów i wiedza przyrodnicza (z naciskiem na magiczne zwierzęta) to jego główne mocne strony. Całkiem dobrze wypada też w zajęciach wymagających kondycji fizycznej i/lub sprawności manualnej. Ma jakieś, dosyć blade, pojęcie o różdżkarstwie i stolarce; do niedawna zdarzało mu się dziergać i haftować, teraz w wolnym czasie preferuje dokonywanie drobnych kradzieży.
Przewaga rodowa
Snycerze: Wytrzymałość wszystkich przedmiotów drewnianych tworzonych przez Ollivanderów jest zwiększona o 1.
Przewagi
Tworzenie eliksirów i maści [II]: Jeśli miałby uznać, że posiada jakiś talent, to byłoby nim właśnie warzenie eliksirów. Przy nauce innych przedmiotów napotykał problemy mniejsze i większe, ale eliksiry zawsze szły mu gładziutko. SUMa zdał z nich na Wybitny, później jednak ze względu na nasilające się wahania nastroju zaniedbał naukę na tyle, że aż został po cichu wyproszony z Klubu Ślimaka. Na Owutemach ledwo wyciągnął pozytywną ocenę, co też przekreśliło jego nadzieje na staż w Szpitalu Św. Munga.
Opieka nad magicznymi stworzeniami [III]: W Hogwarcie dobrał ten przedmiot na III roku tylko po to, żeby uniknąć czytania nudnych podręczników, ale z biegiem czasu żywo się nim zainteresował. Mocno przypominał mu zielarstwo, z tym że obiekty zainteresowania były bardziej ruchliwe i kapryśne. Przez tendencję do podejmowania zbędnego ryzyka, już na tych zajęciach nazbierał kilka pierwszych blizn, z wiekiem swoją kolekcję jedynie powiększając - od około 23. roku życia praca z garborogami stała się jego wyłącznym źródłem utrzymania. Niedługo po 32. urodzinach przeniósł się do Wojwodiny, żeby pomagać z hodowlą zagrożonego wyginięciem gatunku długoroga rumuńskiego, ale nie pozostał tam na długo, niecałe dwa lata później wracając do rodzinnej Anglii.
Język [I] - bośniacko-chorwacko-serbski: Przez lata spędzone w Serbii wyuczył się lokalnego języka. Wciąż zupełnie nie brzmi jak rodacy, ale jest w stanie porozumiewać się z nimi na przyzwoitym poziomie.
Walka wręcz [I]: Podczas manii często jest bardzo drażliwy; dzięki powtarzającym się atakom gniewu zdobył trochę praktyki, w Jugosławii zdecydował się podjąć faktyczne lekcje krav magi. Część zdobytych na nich umiejętności przydaje się podczas obcowania z większymi zwierzętami.
Złodziejstwo [I]: Gdy nie jest stabilny, jest bardzo rozrzutny. Zdawało mu się wydać całą pensję na trzy noce świetnej zabawy... a jeść coś trzeba, zapalić trzeba, wciągnąć od czasu do czasu też.
Znajomość półświatka [I]: Poza pieniędzmi potrzeba do tego też kontaktów. Gdy do gry wkraczała mania, natychmiast stawał się nader towarzyski i rozmowy, skłonny do ryzyka i poszukujący ostrych wrażeń. Już jako nastolatek przeprowadzał pierwsze eksperymenty z psychotropowymi ziołami, eliksirami... Sieć znajomości tworzyła się sama. Tutaj ugotował coś dla znajomego, tam pomógł komuś przemycić paczkę, na przerwę świąteczną raz czy dwa pojechał do tego kolegi. Po zawaleniu egzaminów gotował na boku, teraz znowu wrócił do tego, bo w Londynie nie znalazł za dużo bestii klasy XXXX, którymi mógłby się zajmować.
Kłamstwo [I]: Zawsze musiał ukrywać część swojego życia, bo nie potrafił przestać zachowywać się... głupio? Od nastolęctwa działo się z nim coś dziwnego, co tylko przybierało na sile. Na początku mówił o tym bez skrępowania, ale reakcje innych prędko skłoniły go do zatrzymywania tego dla siebie. Gdy opowiadał o swoim stanie, albo niepokoił, albo drażnił i żadna z tych opcji mu nie odpowiadała. Jeśli czuł się źle, naprawdę źle, jakby chciał umrzeć, to nie chciał nikomu o tym mówić, bo przecież za dwa-trzy miesiące już będzie czuł się dobrze. Albo bardzo, bardzo dobrze! A wtedy i tak coś odwali, niezależnie od tego, jak bardzo będzie starał się powstrzymać. Z roku na rok zbierało się coraz więcej drobnego brudu, który musiał ukrywać przed bliskimi... i przed policją. W Jugosławii aresztowany został parę razy, zawsze opowiadał bajki.
Zawady
Wrażliwy żołądek [I]: Nigdy nie wyrobił sobie licencji na teleportację, oto powód.
Pośmiewisko [I]: We wczesnych latach edukacji towarzysko radził sobie całkiem dobrze. Im był starszy, tym gorzej mu szło. Od IV roku w Hogwarcie przynajmniej dwa razy na semestr zdarzało mu się... odklejać od rzeczywistości. Z czasem wszyscy już wiedzieli, że jest dziwny. I nie omieszkali mu tego uświadamiać; Slytherin nie słynął z łagodnego traktowania wyrzutków.
Miał 15 lat, kiedy po raz pierwszy poczuł się naprawdę źle i na około miesiąc niemalże zniknął z życia szkolnego - rzadko pojawiał się na zajęciach a jeśli już na nie dotarł, to ograniczał się do patrzenia tępo w przestrzeń i usilnego unikania wszelkich interakcji; wybuchał płaczem w nieoczekiwanych momentach a wszędzie, gdzie tylko się nie pojawił, słyszał wrogie szepty. Niezależnie od tego, czy były prawdziwe, czy urojone, doświadczenie to trwale wpłynęło na jego psychikę.
Drobny Lęk [I] - Lecznica Dusz: W najgorszych momentach swojego życia zgodnie z wolą rodziców (i wbrew swojej) przenoszony był na oddział dla Dzieci i Młodzieży w Lecznicy Dusz. Łatwo było mu znienawidzić to miejsce - ciągły nadzór, otępiające lub napędzające lęki eliksiry i niekończące się sesje hipnozy z psychologami, w trakcie których często płakał z niemocy. Szukali w nim traumy, która nie istniała. Z początku się opierał, później zaczął im wierzyć, ale ani jedno, ani drugie nie pomagało. Wracał do zdrowia nagle, bez wyraźnej przyczyny, tak samo jak bez wyraźnej przyczyny zaczynał chorować. Wmawiali mu, że coś może z tym zrobić, ale on nie potrafił zrobić nic. Jedynie piekło go w żołądku od poczucia, że jest nieodwracalnie zepsuty.
Gdy uzyskał wyczekiwaną dorosłość, obiecał sobie, że jego stopa nigdy więcej nie postanie na terenie Lecznicy i przez ostatnie naście lat gorliwie dotrzymuje swojego słowa. Jedynie jego podświadomość wymyka mu się spod kontroli - regularnie miewa koszmary o tym miejscu. Na samą myśl o jego sterylnych korytarzach skacze mu tętno.
Porywczy [I]: Nie zawsze pikował w dół; czasami wznosił się ku niebu, wysoko ponad chmury i wtedy nie bał się niczego. Cyklicznie wpadał w stan, w którym miał więcej energii, niż jego ciało było w stanie pomieścić. Milion pomysłów, milion nowych zobowiązań, nagłych zmian zainteresowań - miał poczucie, że czegokolwiek by nie zrobił, to skończy się to dobrze. Obita morda to nie problem, kłótnie i krzyki to tylko rozrywka, tak samo trwonienie pieniędzy. Jeśli straci pracę, przecież znajdzie drugą! Jak trafi na pogotowie, to albo go wyleczą, albo umrze, a martwi niczym się nie przejmują. Komisariat? Nikogo nie zabił, zaraz go wypuszczą, grzywny się spłaci. Był niezniszczalny, praktycznie nieśmiertelny, był wyjątkowy i wybitny. Nic nie mogło go zatrzymać.
Wyuzdany [I]: Kiedy chciał więcej, chciał więcej wszystkiego. Bez zapowiedzi znikał na parę dni, może na cały tydzień - bezsenne noce spędzał w pubach i klubach. Im bliżej było rana, tym bardziej selekcjonowało się towarzystwo - zostawali tylko ci najbardziej zdesperowani. A on mówił, mówił godzinami, wpatrzony w rozmówcę, jak drapieżnik w zwierzynę. Na pojedynczej zdobyczy żerował kilka godzin lub kilka dni, rzadziej parę tygodni, aż jego mania się wypalała i wracał do normalnego życia.
Kleptoman [I]: Na początku kradł z przymusu, teraz kradnie dla komfortu. Zawsze lepiej mieć więcej, niż mniej. Można odłożyć na przyszłość... do następnego piątku.
Uzależnienie [I]: Substancje przychodziły i odchodziły, nudziły mu się lub tracił do nich dostęp, ale chęć ćpania pozostawała. W manii używa dla zabawy, w depresji używa, żeby poczuć się lepiej. Tak czy siak, nie mógłby po prostu pozostawać trzeźwy.
Bezsenność [II]: Przez ostatnie dwie dekady jego życia bezsenność zazwyczaj pojawiała się w okresach manii lub zaraz przed nimi, lecz zeszły rok okazał się inny. Obecnie bardzo rzadko przesypia więcej, niż 5 godzin dziennie, niezależnie od prób rozkładania obowiązku spania na raty. Nie miewa standardowych koszmarów, ale zdaje mu się, że sen sam w sobie zwyczajnie boli. Po pierwszych dwóch miesiącach męki zaczął podejrzewać, że może dziać się z nim coś poważniejszego, niż standardowa huśtawka emocjonalna, więc zgłosił się do medyka.
Choroba genetyczna [I] - Nocna mara: Diagnoza wbiła go w ziemię. Na kilka tygodni zupełnie zaginął, ostatecznie wygrzebując się spod butelek po rakiji w połowie jesieni, kiedy na nogi postawiła go mania. Nagły przypływ nadziei kazał mu gonić za nieistniejącym lekarstwem na drugi koniec Europy, do rodzinnego Londynu, centrum magicznej nauki. Ojcu powiedział, że stęsknił się, że to tylko towarzyska wizyta, uparcie ukrywając diagnozę śmiertelnej choroby.
Edukacja: Uczęszczał do Hogwartu, co nie jest żadnym zaskoczeniem, a przydzielony został do Slytherinu i to już zaskoczeniem jest sporym. Jako dziecko miał wybitnie wysoką samoocenę i był zapatrzony w tych, którzy posiadali bogactwo i władzę. Uwierało go to, że pochodzi z rodziny, która jedynie im usługuje, i sam chciał się wybić powyżej przygotowanej dla niego pozycji rzemieślnika-sklepikarza. Przez pierwsze kilka lat całkiem dobrze udawało mu się wpasować w grupę ambitnych, bezwzględnych dzieciaków - osiągał naprawdę godne podziwu wyniki w Eliksirach, co zaowocowało nawet otrzymaniem zaproszenia do Klubu Ślimaka. Niedługo po zdaniu SUM-ów jego stan psychiczny znacznie się pogorszył, co skutecznie przeszkodziło mu w socjalizacji i w nauce. Ostatecznie oblał większość Owutemów, zaliczając jedynie Eliksiry, Zielarstwo i ONMS.
Doświadczenie: Po kiepskich Owutemach przez krótki czas przyuczał się do zawodu alchemika, później wyjechał do Jugosławii, gdzie przez kilka lat zajmował się głównie zielarstwem i (przez kilkanaście) opieką nad magicznymi zwierzętami. Po powrocie do Londynu wrócił do warzenia eliksirów.
Aktualne miejsce pracy: Alchemik - wytwarzanie substancji legalnych i nielegalnych. Za ostatnie pieniądze kupił lokal w Podziemnych Ścieżkach pod Ulicą Śmiertelnego Nokturnu. Pracuje tam i mieszka.
Rozpoznawalność: Poziom III - Zwykły czarodziej
Doświadczenie: Po kiepskich Owutemach przez krótki czas przyuczał się do zawodu alchemika, później wyjechał do Jugosławii, gdzie przez kilka lat zajmował się głównie zielarstwem i (przez kilkanaście) opieką nad magicznymi zwierzętami. Po powrocie do Londynu wrócił do warzenia eliksirów.
Aktualne miejsce pracy: Alchemik - wytwarzanie substancji legalnych i nielegalnych. Za ostatnie pieniądze kupił lokal w Podziemnych Ścieżkach pod Ulicą Śmiertelnego Nokturnu. Pracuje tam i mieszka.
Rozpoznawalność: Poziom III - Zwykły czarodziej
Wskazówki dla Mistrza Gry
- Jak najbardziej odpowiadają mi wątki związane z głównym konfliktem. Mellvyn miał sporo kontaktu z dorastającymi do swojej roli śmierciożercami, choć życie daleko poza Anglią zupełnie wybiło mu z głowy zastawianie się nad ideologią czystości krwi, więc obecnie nie stoi po żadnej stronie.
- Przydałyby mi się jakieś sesje związane z poszukiwaniem lekarstwa na Nocną Marę.
- Jako że Mellvyn podejmuje się również średnio legalnych zleceń, miło by było rozegrać jakąś sesję hehe przestępczą.