- Och, pan Heinzel dzień dobry, to nie ma najmniejszego sensu – i wtedy rozlewali się po pokładzie, spływali po drewnianych schodach w dół, moczyli ciemny, czerwony dywan.
Ale nie wszystkich mijanych to spotykało. Niektórzy, po prostu się z nim witali, inni olewali go – jakby go nie rozpoznawali, zbyt zajęci czynnościami, które właśnie wykonywali.
Sam statek zaś… no cóż, na swój czas musiał być prawdziwą perłą firmy transportowej. Poza restauracją na samej górze znajdowały się jeszcze leżanki ze zdobnymi stoliczkami obok. Dla ozdoby poustawiano tu donice z wielkimi roślinami, a schody prowadzące w dół miały ozdabiane drewnianymi ornamentami poręcze. Zejść się po nich dało ku korytarzom, na których umieszczone były kajuty klasy pierwszej i niżej ku korytarzom z kajutami klasy drugiej, i jeszcze niżej aż do atrium. Uformowane były na kształcie kwadratu a stojąc na ich szczycie i opierając się rękami o balustradę dało się zobaczyć, że na samym dole – w recepcji (która jednocześnie była także barem) krążyli kelnerzy.