• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja

[20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
01.10.2023, 20:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:10 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Czuł się lepiej. Naprawdę czuł się o wiele lepiej po tych dwóch tygodniach jakie minęły od "małego wypadku" w New Forest. Przebywanie tam nie było problemem dopóki nie zapadała noc. Przebywanie w rodzinnym domu było jednak jeszcze większym kłopotem. Edward bardzo sprytnie wysłał swoją żonę do Turcji, ale można było sobie wyobrazić, jaka była zachwycona, kiedy wróciła i znowu mieli ze sobą wspaniałe spotkanie. Blondyn nie chciał się z nią kłócić i nie miał na to siły - po prostu wrócił do siebie. Edward stawał na rzęsach, dwoił się i troił, skacząc wokół tematu, podczas gdy syn spoglądał na niego ze znużeniem i chciałabym napisać, że popijając herbatkę, ale prawda była taka, że głowa rodu Prewett jak nikt inny potrafiła wywierać presję. I on nigdy nie prosił, a jakiekolwiek formy sprzeciwu były nieprzyjemne. Chyba nawet gdyby nie wróciła Aydaya to nie wytrzymałby tam zbyt długo, nie czuł się na siłach, żeby dźwigać wesoły uśmiech i dobrze się bawić w towarzystwie ojca, a tym bardziej nie miał nerwów (były zbyt poszarpane), żeby stać prosto, kiedy ten czynił swoje czary słowem. Więc tak - z całą pewnością czuł się lepiej. Choć brzmiało to na absolutnie niewykonalne i absurdalne. Było jednak kilka czynników łagodzących sytuację, bo z tego nacisku Edwarda wyszła chociaż jedna dobra rzecz - wymuszona opowieść o tych okropieństwach do jakiegoś stopnia go oczyściła. Tak jak pomogło to, że dźwigany przez tyle lat sekret został podzielony z chociaż jedną osobą. Ale przede wszystkim doświadczył czegoś tak romantycznego i tak uskrzydlającego, że nawet pomimo tego wszystkiego mógłby chodzić ze stokrotką w dłoniach i obrywać jej płatki.

Nie pojawił się bezpośrednio w kominku tym razem, ponieważ i tak był w okolicy. Więc w południe zawitał na Aleję horyzontalną i zapukał do drzwi Bulstrodów ciekaw, czy zastanie tam Florence, a może ją i jej braci? To było w zasadzie bardzo miłe - spotkać się z całą ich trójką. Nie pamiętał, pomijając święta, kiedy ostatni raz mieli takie spotkanie. Nie było jednak żadnym zawodem, kiedy otworzyła Florence i okazało się, że nikogo innego nie ma.

- Dzień dobry. - Przywitał się, obejmując ją dłuższą chwilę. - Czy to tylko moje wrażenie, czy wyglądasz naprawdę kwitnąco? - Zapytał, oceniając Florence. Zazwyczaj w czasach szkolnych, tego typu słowa zapowiadały jakieś bardzo duże krętactwa i manipulacje, jakie Laurent sobie obmyślił i próbował urobić Florence dokładnie tak samo, jak urabiał innych. Nie to, żeby teraz zaniechał tych praktyk. On je po prostu opanował do perfekcji i stały się niezwykle subtelne. Tym razem jednak nie przyszedł z niczym konkretnym. Tym razem po prostu... chciał z nią spędzić czas. - Jesteś bardzo zajęta czy może masz mi ochotę potowarzyszyć na kubek gorącej czekolady czy... innej herbaty? - Wyciągnął rękę dokładnie tak, jak wyciąga się ją do każdej damy. Laurent miał bardzo dużo admiracji dla Florence i traktował ją niemal jak swoją matkę mimo tego, że nie dzieliło ich wcale tak dużo lat różnicy. Nie było w jego ruchach ani spojrzeniu niczego niepoprawnego. Wręcz przeciwnie - czyste ciepło i szczera miłość, jaką chował dla tej kobiety, migotała w jego morskich oczach jak słońce na falach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
01.10.2023, 21:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 21:35 przez Florence Bulstrode.)  
Niewiele osób wiedziało, gdzie przy ulicy Horyzontalnej znajduje się przejście wiodące do domu Bulstrodów, kiedy więc ktoś zapukał do drzwi, Florence mogła domyśleć się, że to jakiś krewny bądź bliski przyjaciel domu. A że sama właśnie upewniała się, że salon na parterze spełnia jej rygorystyczne wymogi dotyczące czystości, pośpieszyła otworzyć sama, nie czekając aż zrobi to skrzatka. Ze szpitala wyszła już godzinę temu – po bardzo długim i bardzo męczącym, ale i satysfakcjonującym dyżurze – zdążyła więc przebrać się, zjeść i uczesać. Gdy otwierała więc Laurentowi drzwi, wyglądała dokładnie… dokładnie jak Florence, dość typowa czystokrwista: w szarej koszuli i błękitnej spódnicy, jak zwykle doskonale do siebie dopasowanych. Ba, pasowały nawet do niebieskich, domowych pantofli…
- Witaj, Laurencie – przywitała się, a na jej ustach zamajaczył uśmiech, kiedy odkryła, że na progu stoi kuzyn. Uśmiech poszerzył się nieco, gdy powiedział, że wygląda kwitnąco, chociaż Florence nie należała do osób słabych wobec komplementów i znała na pamięć wszystkie sztuczki młodego Prewetta. – Doprawdy? To może mieć coś wspólnego z tym, że bardzo miło zakończyłam dzień pracy. Wyobraź sobie, że znalazłam dwójkę stażystów w schowku, gdy powinni być na dyżurze. Zapewnili, że weszli tam posprzątać. Doceniłam ich zaangażowanie i zapowiedziałam, że to doskonale, jutro rano sprawdzę, czy udało im się wszystko uporządkować tak, jak należy… Doceniam tę inicjatywę, miałam zamiar zrobić tam porządki w przyszłym tygodniu – stwierdziła. Nie, nie wyolbrzymiała. Wręcz nie opowiedziała wszystkiego: na przykład jak spytała, czy te rozchełstane ubrania to od tego, jak bardzo pochłonęło ich sprzątanie. I o tym, że zasadniczo w chwili, w której zostawiła ich, aby faktycznie posprzątali, zostało im do końca pracy zaledwie pół godziny, a by posprzątać schowek nawet w dwójkę będą potrzebowali minimum trzech.
Cóż, sami byli sobie winni. Mieli być zupełnie gdzieś indziej.
Ale to właśnie z takich powodów Florence w szpitalu uważano za potwora.
– Zapraszam, mój drogi – powiedziała, przesuwając się, aby wpuścić Prewetta do środka, a potem skierowała się wprost do wspólnego salonu. – Oczywiście, że znajdę dla ciebie czas – zapewniła, zerkając na niego przez moment, i próbując odgadnąć, czy wydarzyło się coś, co wymagało omówienia albo pomocy, czy może Laurent po prostu znalazł się w pobliżu i postanowił sprawdzić, czy ktoś z Bulstrodów jest w domu. Trzasnęło, kiedy Florence przywołała skrzatkę i poprosiła, aby przyniosła herbatę oraz ciasteczka. – Siadaj, proszę. Czy jadłeś już obiad? Atreusa nie ma w domu, jeżeli to z nim lub o nim chciałeś porozmawiać – dodała jeszcze, bo przecież miała w pamięci list, jaki dostała od Laurenta i całkiem niedawne wyznanie, jakie poczynił jej brat. Rozważała przez moment nawet, czy powinna spytać Prewetta, czy doczekał się chociaż przeprosin… ale być młodzieniec nie chciał poruszać tego tematu i Florence nie powinna niepotrzebnie się nad nim rozwodzić.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
01.10.2023, 21:56  ✶  

Laurent zawsze uważał, że Florence by niezwykle wiele zyskała na zainteresowaniu płcią przeciwną, gdyby tylko chciała na siebie włożyć coś odważniejszego, śmielszego, albo nawet nie - po prostu nie takiego... sterylnego. I chociaż z chęcią ubrałby swoją ukochaną kuzynkę w coś odpowiedniego to był ostatnią osobą, która powinna była kogokolwiek pouczać w kwestii związków albo tego, jak powinno się żyć. Więc tego nie robił. Z jego ust nie można było usłyszeć marudzeń, komentarzy czy porad dotyczących tego, jak ktoś powinien się w parze zachowywać, chyba że został o to zapytany. Co najwyżej wspominał czasem, że bardzo chętnie by zobaczył z kimś Florence, albo że uważał, że byłaby wspaniałą matką - zdarzyło mu się coś takiego powiedzieć. Na tym się to kończyło. Tak samo jak i sam nigdy nie mówił o swoim życiu towarzyskim, ale o nim można było się trochę nasłuchać z plotek. Najbardziej urocze było to, że niekoniecznie w nie wierzono, a wcale nie leżały tak daleko od prawdy. Urocze na opak.

Och, uśmiech! Bardzo się cieszył widząc jej uśmiech, więc i sam odrobinę bardziej rozpromieniał. Ostatnio nie przynosił jej dobrych nowin, wszystko kręciło się wokół... smutku i bólu. Więc chciał przynieść teraz zapewnienie, że wszystko jest dobrze i porozmawiać z nią o... w zasadzie o wszystkim, o czym tylko chciałaby rozmawiać. Albo i chociaż posiedzieć i pomilczeć. Dawno nie słyszał z jej ust, że powinien coś zjeść, zaś w jej towarzystwie wszystko smakowało o wiele lepiej. Chciało się przede wszystkim jeść.

- Ach tak... - Jego mimika nabrała subtelnego wyrazu mówiącego o tym, że nie musiała mówić o tym, co też dwójka robiła w tym schowku, bo sam się już tego domyślił. Za to jego rozbawienie było spowodowane tym, że doskonale sobie wyobrażał ich miny i kompletnie niewzruszoną do tego minę samej Florence, gdy na nich spojrzała i zarządziła, że cieszy się, że tak dbają o czystość szpitala. Zaśmiał się cicho, kiedy skończyła, taka uradowana INICJATYWĄ szpitalnych podopiecznych marzących o karierze szpitalnej. - Jak to dobrze, że pod twoimi skrzydłami są młodzi ludzie rwący się do pracy. Nic dziwnego, że kwitniesz. - Fakt, przeciwko Florence w zasadzie nie miał już żadnych kart pułapek, chociaż czasami starał się wymyślić coś bardziej kreatywnego, żeby może akurat ją zaskoczyć. Czymś pozytywnym, bo negatywami to wiedział, że zaskakiwać potrafił. Głównie dlatego, że nikt nie podejrzewał go o to, gdzie i do kogo potrafił wyciągać swoje ręce, jak wariat wierząc w lepszy świat, lepsze jutro. Gubił swoje pióra i wracał do nimi z Florence mając nadzieję, że chociaż doklei je do jego poranionych skrzydeł.

- Miałem nadzieję, że zaproszę cię na randkę. Kiedy ostatnio ktoś cię zabrał do kawiarenki? - Ale mimo to nie protestował, kiedy wyraziła większą chęć zostania w domu. Wkroczył do wnętrza, zostawiając budy przy progu, żeby nie dajcie bogowie nie nanieść nawet jednego pyłku na sterylnie czystą podłogę kobiety, z której można było chyba nawet jeść. 3,2,1... czy jadłeś już obiad? Jego uśmiech poszerzył się. - Nie jadłem, ponieważ wiedziałem, że zapytasz. - Trochę tak, a trochę kłamstwo. Jego jedzenie i posiłki wołały o pomstę do nieba. - Nie, nie z nim. Nie odpisał mi na ostatni list, więc... nie jestem nawet pewien, czy chciałby ze mną rozmawiać. - Zatrzymał się w kuchni, spoglądając na stół kuchenny, słysząc trzask szkła, widząc krew na ręce Atreusa... minął krzesło, na którym siadał zawsze i usiadł na innym. Nie chciał wprowadzać negatywnej atmosfery, ale przez jego głowę przebiegła myśl: ciekawe, jak to robię, że każde miejsce zaczyna być naznaczone bólem i krwią? Oderwał wzrok od tego kawałka ściany, by skupić go na Florence. - Chciałem cię po prostu odwiedzić. - Albo was? Ich? Bo chętnie zobaczyłby całą rodzinkę. - Wiem, że Edward pewnie wysłał ci jakieś dziwne listy... wpadł w tantrum, kiedy się dowiedział. Przepraszam za niego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
01.10.2023, 22:18  ✶  
Żadne ubranie nie sprawiłoby, że Florence nagle zyskałaby tłumy adoratorów – do tego potrzeba by zmienić jej charakter. Nie tylko trzymanie dystansu i pewną surowość w obyciu, demonstrowaną wobec obcych, które odstraszały niektórych mężczyzn. Ale i coś więcej, tkwiącego dużo głębiej. Bo to nie tak, że nikt nigdy nie zainteresował się panną Bulstrode. Nie była przecież paskudna, nie była skrajnie denerwująca, nie była absolutnie ślepa na mężczyzn i umiała zachować się w towarzystwie. Był chłopak, z którym spotykała się przez rok, jeszcze w Akademii Munga, ale wszystko rozpadło się, rozbijając o to, że Florence miała za dużo nauki, a jego nie kochała dość mocno i… cóż, właśnie o to, że był chłopakiem, nie mężczyzną, i dostrzegła, że chyba tym drugim szybko się nie stanie. Był i ktoś, z kim poszła na parę randek podczas kilku miesięcy stażu we Francji i być może miałoby to szansę kiedyś zmienić się w coś trwalszego, ale ponownie Florence dokonała wyboru: i wybrała powrót do kraju, rodziny i Munga.
Nawet najbardziej odważna sukienka nie zmieniłaby pewnych rzeczy.
– Tak, to budujące, że stażyści mają w sobie tyle motywacji – zapewniła Florence bardzo poważnie. A Laurence wiele miał racji w swoim wyobrażeniu, bo Bulstrode naprawdę rozmawiała bardzo spokojnie, wyraz twarzy miała kamienny podczas rozmowy z tamtą dwójką i nie powiedziała ani słowa potępienia. Ale och, ona wiedziała i oni wiedzieli, że ona wie…
– Jeśli wolisz wyjść do kawiarenki, nie mam nic przeciwko, ale równie dobrze możemy zostać i tutaj… i może cię zaskoczę, ale niedawno ze znajomą umówiłyśmy się, że musimy gdzieś kiedyś wyjść – powiedziała Florence. – Wolisz pudding ryżowy, sałatkę czy pieczeń? Chcesz może coś słodkiego, zanim skrzatka je przyniesie? – spytała rzeczowo, kiedy wspomniał, że nie jadł obiadu, bo w takim razie stało się jasne, że nigdzie nie idą i oczywiście, że Laurent musi zjeść coś porządnego. Pieczeń wystarczyło podgrzać, a sałatkę mogła zaserwować od razu. Z najwyższym trudem Florence powstrzymała się przed pogadanką pod tytułem „za mało jesz, za mało o siebie dbasz”, postanawiając zadowolić się tym, że go nakarmi.
Powtarzała sobie, że „jej chłopcy” są już dorośli i nie może traktować ich jak dzieci, ale to nie było takie łatwe.
– Och, Laurent – westchnęła tylko, kiedy wspomniał, że nie był pewien, czy Atreus chciałby z nim rozmawiać. Ona sama sądziła, że to raczej Prewett mógłby mieć powody, aby nie chcieć tej rozmowy. Podeszła do niego bliżej gdy usiadł i na moment ujęła jego bladą, nazbyt szczupłą twarz w dłonie, aby spojrzeć mu w oczy. – Nie zrobiłeś nic złego. Ale czasem nie jest się właściwą osobą, aby zaoferować pomoc.
Sama musiała się tego nauczyć. Były chwile, gdy bliscy ludzie po prostu nie chcieli jej wsparcia… i jeżeli nawet takiego potrzebowali, to być może nie od niej.
Cofnęła ręce i odsunęła sobie krzesło, po czym zajęła miejsce. Jak zawsze siedziała idealnie wyprostowana, chociaż w domu czuła się swobodnie i w jej gestach nie było sztywności.
– Nie przejmuj się Edwardem. Jego list nie zrobił na mnie wrażenia, za to jestem pewna, że mój wyprowadził go z równowagi – powiedziała, przez moment czując ukłucie satysfakcji. Było to może niegodne, ale jej starcia z Edwardem trwały mniej więcej od momentu, w którym Florence miała czternaście lat i lubiła wychodzić z nich zwycięsko.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
02.10.2023, 09:27  ✶  

Określenie jej jako "paskudnej" było ostatnim określeniem, jakim by ją obdarzył i naprawdę wpadłby w złość, gdyby usłyszał takie słowa z ust kogokolwiek. Złość złości nie równa, to że by zacisnął swoje pięści nie znaczyłoby, że gotów byłby jak rycerz rzucać rękawice, bo tylko by się ośmieszył, natomiast na pewno nie pozostawiłby takiego komentarza bez żadnej odpowiedzi. Florence była piękna. Fakt, strój by tutaj niczego wielce nie zmienił pod tym kątem - potencjalnie. Bo kiedy jest się atrakcyjnym i przyciąga spojrzenia to o wiele łatwiej jest o znalezienie potencjalnego partnera. O ile chciało się go szukać. Inny mankament był taki, że jeśli mogłeś sobie pozwolić na bycie sobą, nie udawać niczego i nikogo to najlepiej zawsze było wybrać tę opcję - to tak apropo zakładania na siebie czegoś, czego normalnie nigdy byś nie założył. A kiedy dorosnę, chciałbym być taki, jak Florence. Albo jak Edward. Ta dwójka była od siebie różna i jednocześnie bardzo podobna. Czego jednak chciał, jego niespełnione marzenie, to to, że potrafili być sobą. I nikt nie ośmielił się im powiedzieć, że wypadają przez to źle, albo że tego im nie wolno.

- Umówiłyście się i naprawdę wyszłyście? - Bo to było właściwie tutaj kluczowe. Florence tak go potrafiła ganić za jakie słowne manipulacje, a sama potrafiła czasem coś bardzo zgrabnie wyminąć, ominąć, nie dokończyć. Cwaniara. I oto jak tu się miało - ooo, niby to się umówiły, że gdzieś wyjdą, ale potem była praca, a to "dzieci" (czyli jej rodzeństwo i kuzynostwo), a to coś tam. Tak, już on znał te jej numery... Oczywiście to tak poprzez śmiech, z rozczuleniem. Cieszyło go to, że chociaż wyjechała z Atreusem na parę dni wolnego. Zarówno jej jak i Atreusowi było to potrzebne - jego zdaniem. Pozwalało to odrobinkę spuścić z pary, chociaż przez parę dni dać umysłowi i ciału odpocząć. - Sałatkę. - Jak miał do wyboru jeść sałatę a mięso - zawsze wybierał sałatę. Nie to, że nie jadał mięsa, wędlin, przerobów jakichś - jadał. Natomiast między jednym a drugim wybór był prosty, dopóki nie miał na coś wybitnej ochoty. To ostatnie zdarzało się rzadko. - To teraz ja ciebie zaskoczę - chcę. - Laurent nie lubił słodyczy. Nie słodził kawy ani herbaty, nie był wielbicielem ciast. To się jednak trochę zmieniło od czasu... wypadku. - Dostałem ostatnio poradę, że czekolada pomaga w uspokojeniu się i chyba się od niej uzależniłem. Od czekolady, nie od porady. - Może to efekt placebo, a może po prostu kwestia tego samego co palenie papierosów - pewnego rytuału. Kiedy łapał go jakiś atak paniki zjadał pralinkę i uspakajał się o wiele łatwiej i szybciej. Na szczęście w jego przypadku nadmiar cukru mu nie groził. Tym bardziej w postaci pojedynczej czekoladki, bo więcej nawet nie był w stanie zjeść. Odebrał od Florence małą paczuszkę bombonierek, jeszcze nie otworzonych i powoli je rozpieczętował.

Na moment zamilknął, kiedy Florence złapała jego twarz, żeby spojrzeć w jego oczy. Przez moment odpowiadał tylko spojrzeniem, trochę zdziwionym, a trochę spojrzeniem łani, której duże, czarne oczy spoglądały na ten świat bez wyrzutów, złości i gniewu. Choć tym jego bardzo daleko było kolorem do czerni.

- Wiem. Powiedziałem wtedy za dużo i sprawiłem mu ogromną przykrość. Choć sądzę, że powinien był to usłyszeć. Tylko niekoniecznie w takiej wersji. I najwyraźniej niekoniecznie ode mnie. - Nie bardzo wiedział, jak zachowałaby się Florence, gdyby jej powiedział, że Atreus... że jej kuzyn był bardzo agresywny. Laurent trochę panikował w tamtej chwili. Widząc, jak Atreus się rozpada na tysiące kawałków. Nie chciał jej tego mówić - głównie ze względu na to, że na pewno Atreus nie chciałby, żeby to wyszło. Choć było to naprawdę ciężkie do dźwigania. Laurent chyba czuł się w tym wszystkim... skrzywdzony. Nie bardzo potrafił sobie poukładać w głowie, dlaczego tak się stało, czemu był tak beznadziejny, żeby siebie samego nie zatrzymać, niewystarczająco mądry, żeby inaczej to rozegrać, czemu, czemu, czemuczemuczemu... A odpowiedzią była tylko cisza. I strach, że Atreus naprawdę był zły, że Laurent naprawdę bardzo przesadził, że tylko wszystko pogorszył. Nie zrobiłeś nic złego - chciał w to wierzyć.

To był bardzo dobry moment na to, żeby zjeść czekoladkę. I...

- Na pewno go to zdenerwowało, ale nie sposób powiedzieć, co mu dokładnie dolegało. Sprawa jest dla mnie zamknięta, a postawa Edwarda jest nieprawa. Jego kontakty i... - Zatrzymał się i zamrugał dwa razy. - ... i pro...jekty..? - Co? Na policzkach Laurenta pojawiły się wypieki i automatycznie przyłożył dłoń do ust, jakby chciał je zamknąć, nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje i co z nich wychodzi.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
02.10.2023, 10:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 10:43 przez Florence Bulstrode.)  
Ciężko było powiedzieć, czy Florence miała odwagę do bycia sobą. Była to chyba raczej pewność swego: pewność, wynikająca po części dzięki wychowaniu w takich, a nie innych warunkach. I z tego, że miała rzeczy, częściowo niezależne od niej - bo ani nauka magii, ani teorii, nigdy nie przychodziła jej z trudnością, rodzice zawsze zapewniali jej to, co najlepsze, a z powodu nazwiska i pozycji matki oraz ojca, nikt nigdy nie patrzył na nią z góry. Dodać do tego, że dobre maniery również wyniosła z domu. Florence po prostu była tak pewna, że postępuje właściwie, że niezbyt obchodziło ją, jakie zdanie mieli na ten temat inni. To mogło być już wręcz zadufanie w sobie, nie śmiałość. Poza tym - była też pewna, że te osoby, które naprawdę się liczą, nie znikną nagle z jej życia, a to ułatwiało ignorowanie zdania innych.
- Nie zdążyłyśmy, ponieważ wyjechałam z Londynu - powiedziała Florence, spoglądając na Laurenta z czymś na kształt odrobiny rozbawienia. Kiedy skrzatka pojawiła się z herbatą, poprosiła ją, by naszykowała także sałatkę, a sama za pomocą różdżki przelewitowała imbryk i filiżanki na stół. Bulstrode była jedną z tych czarownic, które bardzo rzadko robiły coś "jak mugole", kiedy mogła użyć magii - swoje zapewne robiło wychowanie w czystokrwistej rodzinie i poza jednym, krótkim epizodem, brak mugolskich kontaktów. - Ale właśnie taki mamy zamiar i to w najbliższych dniach - zapewniła, po czym podeszła do jednej z szafek.
Florence nie była wielką fanką słodyczy. Jeżeli już je jadła, to najczęściej gorzką czekoladę. W otworzonej szafce piętrzyły się jednak słodkości, oczywiście starannie ułożone, tak, aby jak najlepiej zagospodarować przestrzeń. Bogate zaopatrzenie wynikało z trzech czynników. Po pierwsze, Bulstrode zawsze pilnowała, by mieć zapas z Miodowego Królestwa, tych magicznych smakołyków, dodających energii. Po drugie, niekiedy coś dostawała - i chociaż w szpitalu zazwyczaj twardo odmawiała jakichkolwiek podarków, traktując je jako próbę przekupstwa, to zdarzało się, że coś i tak ktoś zostawiał bądź słał pocztą. Po trzecie, niekiedy któryś z braci też coś dostawał albo matka przynosiła skądś całe stosy słodyczy (i rzucała je na prawo i lewo, a Florence metodycznie je segregowała).
- Powiedziałabym, że raczej pobudzają, ale jeżeli ci to pomaga... - powiedziała, wyciągając jedną z bombonierek, by wręczyć ją Laurentowi. - Zdaje się, że to z nowego sklepu na Pokątnej, pewnie ktoś przysłał ją sową - oceniła, zerkając na etykietę, wskazującą na to, że bombonierka była rzemieślniczą robotą. Florence nie pamiętała, żeby taką kupiła, ale było bardzo możliwe, że przyszła na przykład po ostatnim rankingu Czarownicy.
- Mój drogi, nadmiernie skupiasz się na tym, co ty zrobiłeś nie tak i nie dostrzegasz, że to raczej drugiej stronie powinno być wstyd - oceniła, znów zajmując miejsca obok kuzyna. Bo Florence wiedziała, że Atreus był agresywny. I ani trochę nie była z tego zadowolona, nawet jeżeli dostrzegała też, że brat był w złym stanie i domyślała się, co w postępowaniu Prewetta go rozwścieczyło. Nie oznaczało to jednak, że zamierzała zrzucać winę na Laurenta, który tutaj ucierpiał najbardziej.
Zmarszczyła nieco brwi, gdy odpowiedź, jakiej udzielił Laurent odnośnie Edwarda, wydała się jej... nieco dziwnie sformułowana.
- Wszystko w porządku, Laurencie?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
02.10.2023, 11:15  ✶  

Laurent to utożsamiał ze sobą, albo po prostu nie rozebrał tego na czynniki pierwsze. W końcu fakt, że widział we Florence w zasadzie kogoś więcej niż człowieka był oczywisty. Tak jak chyba w każdym, kto chciał go dlatego, że... był sobą. Nie potrzebowali jego idealnej wersji, którą prezentował światu i która pojawiała się na przyjęciach i wśród towarzystwa czystej krwi. Nie chcieli złudzeń i manipulacji, nie przeszkadzało im to, że w gruncie rzeczy był żałosnym człowieczkiem wpatrzonym wzrokiem marzyciela w nieskończoność morza, które zlewało się w jedno z błękitnym niebem. Uwielbiał to. Był im za to tak bardzo wdzięczny, że mijały lata, a jego serce i tak biło w rytmie pragnienia, żeby im to wynagrodzić, co mu ofiarowali. Czasami przynosiło to niekoniecznie chciane i pożądane skutki. Tak jak w rozmowie z Atreusem. Chociaż naprawdę starał się nikogo nie naciskać, nie narzucać, a tamta rozmowa była jakaś... sam nie wiedział, jaka. Chociaż był pewien co do jednego - nacisnął na zły odcisk Atreusa i ten go chyba po prostu źle zrozumiał. Bo tego się w tym wszystkim bał najbardziej - żeby Bulstrode nie odnalazł negatywów w tym, co chciał mu powiedzieć i nie skupił na nich. Trudno było to jednak zweryfikować, kiedy nie było się pewnym, jak ten kontakt miał teraz wyglądać. To było czasami aż niewiarygodne, jak podobni pod pewnymi względami Atreus i Laurent do siebie byli.

Odsunął dłonie od ust, troszeczkę nie wiedząc, co się dzieje. Dobrze, tak, wiedział, że ma skłonności do układania ze zwykłych zdań poematów, mówił mu to chyba każdy (albo o tym myślał), z kim się spotkał. Nie to, że robił to kompletnie celowo, jakiś taki miał nawyk, jakoś... tak po prostu wychodziło. Ale tutaj coś się zmieniło. Bo mówić słowami pięknymi to jedno. Ale on... rymował. To były rymy. I najgorsze było to, że wcale nie chciał rymować. Tylko co się w ogóle stało? Myślał jedno, a z jego ust wydobywało się drugie...

- Spotkanie z przyjaciółką aprobatywnie przyjęte przeze mnie zostało. - Znowu drgnął i schował usta za dłońmi, zawstydzony, zapeszony i zdziwiony jednocześnie. Ale jednocześnie zaśmiał się krótko. Owszem, to było wstydliwe, w zasadzie okropnie zawstydzające i gdyby nie był w towarzystwie Florence to chyba by się popłakał i uciekł, że coś tak nieidealnego i nieeleganckiego mu się przytrafiło. Ale tu, z nią? Potrafił nawet... odnaleźć, jakie to był absolutnie zabawne. - Ten sklep stworzył z czekolady jakiś ulep - deformuję wypowiedzi i rymuję. - Zaśmiał się głośniej, co za absurd! Och, rany, rany! Zdrowe rumieńce już na dobre zagościły na jego twarzy, kiedy rozweselony spojrzał z lekką bezradnością na Florence. Wyciągnął różdżkę i przywołał z szuflady do siebie pergamin i ołówek, żeby napisać na nim: "Nie wiem, co się dzieje. Chcę powiedzieć coś innego, a z moich ust wychodzą absurdalne rymy." Przesunął pergamin w kierunku Florence. Rozmowa na temat Atreusa i to, co powiedziała Florence musiała zdecydowanie poczekać, bo... no właśnie. Tak jak poczekać chyba chwilę musiała sałatka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
02.10.2023, 11:46  ✶  
Florence chyba sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak często i chętnie Laurent udawał. Tak, dostrzegała jego niepewność, bo ciężko byłoby jej nie zauważyć, kiedy spędzasz z kimś wiele czasu przez całe lata i na tej osobie ci zależy. Ale ani to, że była (wbrew temu, co sądzono w szpitalu) całkiem empatyczna i stosunkowo spostrzegawcza, ani to, że umiała odczytać cudze intencje, nie mogło zagwarantować, że dostrzeże wszystko.
Zresztą, Bulstrode nie miała tak naprawdę nadmiernych skłonności do analizowania cudzych zachowań i wypowiedzi. Laurent po prostu był. Był jej bliski. A ona była gotowa wysłuchać wszystkiego, co zechciałby jej powiedzieć.
Gorzej, że teraz mówił rymem.
- Och - powiedziała, nieco szerzej otwierając oczy, a potem gestem jak na nią wyjątkowo gwałtownym, chwyciła bombonierkę i zaczęła pośpiesznie odczytywać skład. Florence nie była mistrzynią eliksirów, ale medykiem już tak i powinna być w stanie wyłapać, jeżeli coś komuś zaszkodzi...
Trzasnęło. Skrzatka pojawiła się z talerzem sałatki. Florence po prostu pochwyciła talerzyk i podsunęła go kuzynowi. Sałatka była tą samą, którą Bulstrode przygotowała dla siebie, a więc pozbawioną mięsa, za to z wielką obfitością warzyw i ze specjalnym sosem.
- Zjedz sałatkę, a mnie daj chwilę - poradziła, bo jeżeli myślał, że posiłek musi poczekać, to naprawdę się pomylił. Oczywiście, że nie musiał czekać. Czemu miałby, zwłaszcza, że Prewett miał chwilowo... drobne problemy z komunikacją, a ona sama była zajęta oględzinami podejrzanej bombonierki? Florence bywała ostrożna, ale trzeba przyznać, że nie miała skłonności do paranoi. Nawet do głowy nie wpadłoby jej sprawdzać tego typu przesyłek... a może powinna zacząć, skoro czasy były niespokojne, a jej bracia pracowali jako aurorzy?
Bulstrode wyciągnęła jedną z czekoladek i położyła ją na pudełeczku, a potem wyciągnęła różdżkę. Zaklęcie mistrza Skarpina sprawiło, że rozwinęła się przed nią lista składników czekoladki. Florence zerkała to na opakowanie, to na widmową listę, porównując ją. Potem znów rzuciła czar, najpierw jeden, potem drugi i wreszcie trzeci, sprawdzając, czy bombonierkę obłożono jakimś czarem... a kiedy odkryła, że tak, czy potrafi go złamać. Odrobina irytacji wkradła się do jej spojrzenia, kiedy odkryła, że i owszem - Prewett zaczął rymować z powodu tej bombonierki.
- Naprawdę bardzo cię przepraszam, mój drogi. Najwyraźniej drobne zaklęcie, jakie nałożono na te czekoladki w połączeniu ze składem sprawia, że osoba, która je zje, przez dwanaście godzin rymuje - powiedziała. Nie wydawała się szczęśliwa, bo Florence nie bawiły takie żarty. Owszem, posiadała pewne poczucie humoru, ale bardzo specyficzne i nieco wisielcze. Nie obejmowało podawania komuś zaklętych bombonierek. - Nie jestem pewna, czy ktoś próbował ze mnie zakpić czy może to żart jednego z przyjaciół chłopców, ale padłeś jego ofiarą.
To nie był problem na tyle wielki, aby przygnieść Florence do ziemi wyrzutami sumienia. Nie należała do osób, które nadmiernie przejmowały się czymś, co w gruncie rzeczy było drobiazgiem. Ale i tak miała odrobinę wyrzutów sumienia, że prawdopodobnie głupia czekoladka popsuła Laurentowi dzień.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
02.10.2023, 12:18  ✶  

Bawiło go to na chwilę obecną, ale zaraz dotrze do niego, że rzeczywiście właściwie to był cały dzień... po prostu zepsuty. Bo nie pokaże się tak nigdzie, nie skontaktuje z nikim, będzie siedział w domu i nawet nie będzie chciał komunikować się z pracownikami. No bo jak? Co by wtedy z niego wyszło, jakim by się pokazał? Oj nie, to byłoby absolutnie straszne i upokarzające. Przede wszystkim w pierwszym odruchu nie przyszło mu do głowy, że to mogłoby być bardziej problematyczne, niż się wydało. Jego głowa zajęta była tym, że w ogóle rymował, jak to się działo i czy był w stanie zatrzymać ten proces. No i - gdzie on się w ogóle zaczynał i gdzie zaczął? Gdyby Florence szybcikiem nie zajęła jego dłoni sałatką (podstępnie) to by sam łapał się za te pralinki, bo to pierwsze, co mu przyszło do głowy. Pierwsze, z czym sam miał do czynienia, jeśli chodziło o zmianę w jego otoczeniu, co mogłoby doprowadzić do takich... zupełnie nieoczekiwanych konsekwencji.

Więc sałatka rzeczywiście nie poczekała. Odłożył ołówek i złapał miseczkę, zanurzając w niej widelec, obserwując trochę z rozbawieniem Florence, ciągle niedowierzając temu, co samo popłynęło z jego ust. Kłócić się z Florence albo jej odmawiać? Brrr... bogowie tylko wiedzieli, jak straszny mógł być gniew tej istoty, gdyby powiedzieć coś nieodpowiedniego i niezgodnego z prawidłami jej świata! Tak żartami mówiąc, ale Laurent nie myślał o tym, żeby wykłócać się o sałatkę, którą i tak chciał zjeść. Nic nie mógł poradzić na to, że w towarzystwie Bulstrodów wszystko smakowało lepiej, dobrze, że nawet chciało się jeść - chociaż z tym ostatnim to też czasami bywało różnie, ale to nie była kwestia towarzystwa tylko ewentualnych zawirowań jego życia. W zasadzie to Laurent bardzo lubił jej matkowanie, nawet jeśli czasami się z niego podśmiewał czy żartował. Lubił to proste, codzienne zmartwienie, czy dobrze spałeś, czy dobrze jadłeś, a nie łaź po nocach, a powinieneś więcej pomidorów jeść, bo mają dużo potasu... i tak dalej.

Nie odzywał się, ale to z oczywistych powodów. Może i było to zabawne przez moment, ale było też nieco frustrujące, że się nie można było całkowicie normalnie porozumieć. Najbardziej jednak wytrącało z równowagi przez śmiech. Ciężko było się skupić na rozmowie, kiedy z twoich ust wypływały same jakieś głupotki.

- D-dwanaście? - Och, no właśnie. To był ten moment, w którym to przestawało być zupełnie zabawne. Z lekkim przestrachem pouciekał oczami na boki, kiedy intensywnie się zastanawiał, czy jest w stanie wszystkie swoje plany... spuścić w toalecie, bo najwyraźniej będzie musiał to zrobić. Nie, to zdecydowanie nie był koniec świata, a tym bardziej nie zamierzał tego brać jakoś zanadto do siebie. Na szczęście to był tylko żarcik. Owszem, nieśmieszny koniec końców, szczególnie, że trwał tak długo. Pewnie ktoś chciał sobie zakpić po prostu z kobiety i tyle. Laurent machnął różdżką, żeby zakląć ołówek na chwilę obecną, by móc mieć ręce nadal zajęte jedzeniem.

- "Jakoś sobie poradzę. Nic się nie stało, skąd mogłaś wiedzieć." - Uśmiechnął się lekko do niej, pokrzepiająco. Trudno. Chciał co prawda z nią żywiej porozmawiać o różnych tematach... ale nie teraz to innym razem. Nic się nie stało.

- To całkiem męczące, gdy tak gadam i rymy opowiadam. Oooch... - Wywrócił oczami, ale mimo to znowu parsknął śmiechem, ubawiony. Chyba jednak coś dobrego z tego wyszło? Na pewno wyszło, bo ewidentnie Laurent miał ubaw i właściwie to nawet zagaił o parę błahych tematów tylko po to, żeby siebie samego posłuchać w tych bzdurkach i po prostu... się pośmiać.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1980), Laurent Prewett (2968)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa