10 maja 1972
Rodzinne sprawy | Posiadłość Traversów
Nie odmawiało się Delilah Travers. Nie można było jej tak po prostu zignorować. Mimo ponad 70 lat na karku, pozostawała wciąż tak samo uciążliwa jak dawniej. A także uparta. Przyszło Ci się o tym przekonać na własnej skórze 10 maja, kiedy na Twoim biurku wylądowała charakterystyczna, czerwona koperta. Nie musiałeś nawet sprawdzać nadawcy. Tylko jednej osobie nie robiło różnicy to, w jakim miejscu przyjdzie komuś odebrać wyjca. Tym kimś była Twoja babka. Kobieta równie urocza, co paskudna z charakteru.
Cokolwiek zdecydowałeś, wiadomość nie mogła czekać w nieskończoność. Nie był to pierwszy wyjec w Twoim życiu, Twoje pierwsze rodeo, wiedziałeś jak skończy się odwlekanie wszystkiego w czasie. W pewnym momencie koperta zaczęłaby pulsować, żeby ostatecznie wybuchnąć, ujawniając zarazem treść znajdującej się w środku wiadomości.
Musiałeś znaleźć czas i ze wszystkim się zapoznać.
Choć być może... być może doskonale wiedziałeś o tym, co takiego przyciągnęło uwagę babki do Twojej osoby. Tym konkretnym razem. Mogłeś mieć pewne podejrzenia. Takie, które wiązałyby się z tymi kilkoma listami, jakie znajdywały się na Twojej szafce nocnej. Odczytanymi, ale... zignorowanymi z pełną premedytacją.
Świadomie.
- NICHOLASIE, SKARBIE, ZACZNĘ OD TEGO, ŻE JESTEM OBECNIE BARDZO TOBĄ ROZCZAROWANA. NIE TAK CIEBIE WYCHOWALIŚMY. NIE ODPISAŁEŚ MI NA TRZY OSTATNIE WIADOMOŚCI. SPRAWA JEST NAPRAWDĘ NIECIERPIĄCA ZWŁOKI, DLATEGO JUŻ NAWET CIEBIE NIE PROSZĘ. MASZ JUTRO POJAWIĆ SIĘ W DOMU. CZEKAMY RAZEM Z TWOIM OJCEM.
Mogłeś zachować się kolejny raz w ten sam sposób. Być może zwyczajowy dla Ciebie? Zignorować to. Udawać, że ten wyjec nigdy nie trafił do Twoich rąk. Jaki to jednak miało sens? Skoro Delilah posunęła się tak daleko, jej następnym krokiem mogła być osobista wizyta. Czy aby na pewno chciałeś, żeby staruszka odwiedziła Ciebie w domu, albo miejscu pracy? Czy faktycznie było to lepszym rozwiązaniem niż poświęcenie tych kilku godzin i zainteresowanie się sprawą, która w jej mniemaniu była niecierpiącą zwłoki?
Zgłoszony przełożonemu, jednodniowy urlop, pozwolił Ci przeznaczyć następny dzień na sprawy rodzinne. Dzięki wyuczonej w czasach szkolnych teleportacji, przeniosłeś się na teren posiadłości dobrze Ci znanej. Przez te wszystkie lata, które spędziłeś poza jej murami, niewiele się tutaj zmieniło. Budynek był zadbany. Wciąż robił duże wrażenie. Trawa miała odpowiednią długość. Nawet krzewy były starannie przystrzyżone. Widać było w tym wszystkim rękę osoby, z którą miałeś się spotkać.
Do pokonania miałeś kilka metrów, które dzieliły Ciebie od ciężkich, drewnianych, częściowo przeszklonych drzwi. Prowadziły one do przestronnego holu. Tylko czy aby na pewno chciałeś wejść do środka już teraz? Byłeś gotowy na to spotkania? Relacje, które łączyły Ciebie z rodziną dalekie były od ideału. Więzi nie były równie silne, co przed laty.
Nie dane było Ci podjąć żadnej decyzji.
Ledwie tylko pojawiłeś się na terenie posiadłości, z charakterystycznym odgłosem, jakby materializującego się powietrza, zmaterializowało się przed Tobą znajome stworzenie. Był to skrzat domowy imieniem Ikra, nazwany tak przez wzgląd na swoją energiczność. Cechy charakteru.
- Panie Nicholasie. - skłonił się nisko, na przywitanie, tak jak był tego nauczony. - Babka i ojciec na pana czekają. Pani prosiła, żeby czym prędzej skierować pana do gabinetu.
A więc skrzaty domowe zostały uczulone, żeby oczekiwać pojawienia się wnuka? Nie wyglądało to dobrze. Nie brzmiało również. Nawet, jeśli na wszystko spojrzymy pod kątem tego, z kim Nicholas miał się spotkać. Co takiego się wydarzyło, skoro Delilah działała w taki sposób? Co zaburzyło spokój babki? Tego Travers miał się dowiedzieć niebawem.