16 maja 1972r.
Little Hangleton, Cmentarz
Little Hangleton, Cmentarz
Odkąd wrócił z posiadłości rodzinnej do siebie, potrzebował uspokoić swój umysł po spotkaniu i przeżyciu z babką, która musiała narzucać swoje racje, zwyczaje i czepialstwo. Informacji na temat brata, poszukiwał wśród przebywających osób w Kromlechu. Inaczej nie mógł. Nie chciał ryzykować wysyłaniem listów, w obawie o ich przechwycenie. Ale niestety, nikt nic nie wiedział. Albo nie chciał mu powiedzieć. Co się dzieje z Canisem? Jego bratem.
Wtedy dopiero dnia poprzedniego, na jego dłonie trafił list, dostarczony przez skrzydlate stworzenie. Nicholas otworzył i przeczytał. Cerwus wiedział. Coś wiedział. Posiadał pożądane informacje. List spłonął, a Nicholas nie zastanawiając się, dopisał mu niemal natychmiast i zabezpieczył dokument listowny. Zgodził się na jutrzejsze spotkanie, chcąc, aby odbyło się w miarę bezpiecznym miejscu, jakim jest cmentarz w Little Hangleton. Taką wiadomość, odesłał z jego zwierzęciem. Podpisując się jako Papilio.
Dnia, w którym ma dojść do spotkania, pogoda sprzyjała, słońce jednak dawno zaszło. Nastawał późny wieczór. Nicholas zjawił się przed czasem. W szacie śmierciożercy i nałożonej masce. Stał przy wejściu na cmentarz. Jakby go pilnował. Czatował. Oczekiwał przybysza. Niby był cierpliwy, ale także zaniepokojony. Chciałby usłyszeć, że Theon żyje. Że nic mu nie jest. Ale przeczucie mówiło mu, że może być coś inaczej. Ale jak?
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i spacerował w jedną i w drugą stronę, wzdłuż ogrodzenia. Czekał. Był cierpliwy. Miał nadzieję, że to nie była żadna pułapka. Że dostanie informacje. Że nikt nie robi sobie z niego jaj. Zachowywał czujność. Ostrożność. Wsłuchiwał się w otoczenie. Jakby chciał także uchwycić odgłos wędrujących ludzi, jeżeli nie samą naturę.