• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[13.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine

[13.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
28.03.2024, 02:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2024, 02:01 przez Erik Longbottom.)  
Wytrzymał spojrzenie Yaxley, wybałuszając tylko na nią bardziej oczy. Czy zasłużyła na słowa krytyki od duetu Longbottom&Bulstrode? Oczywiście, że nie. Wypadki chodziły po ludziach, jednak przed takimi scenariuszami można było się odpowiednio zabezpieczyć lub im zapobiegać. Geraldine ewidentnie nie planowała szukać bezpiecznej kryjówki przed potencjalnymi zagrożeniami, a zamiast tego gnała w ich stronę z nadzieją, że pęd rozbudzi adrenalinę w jej żyłach. A teraz to nawet jej krew z rany nie trysnęła, a jedynie sączyła się leniwie. Czy było warto?

— I zachowałem na tyle zimną krew, żeby nie wylądować jak ona — odparł na uwagę Florence, broniąc się w ten sposób przed ewentualnym atakiem. — Co, jak pragnę zauważyć, okazało się nadzwyczaj fortunne, biorąc pod uwagę okoliczności całego zajścia.

Przecież to nie była jego wina! Robił, co mógł, żeby jak najbardziej pomóc przyjaciółce, ale gdyby zaproponował jej, żeby porozmawiali o uczuciach w herbaciarni w Hogsmeade, to najpierw by go wyśmiała, a potem sama wsadziła szpadę w jego dłoń. Longbottom może i należał do osób, które były szalenie empatyczne i otwarte na innych, ale to nie znaczy, że w tym celu wyważał każde drzwi. Czasem trzeba było wejść oknem, tak jak w tym przypadku; dał kobiecie, to czego chciała, bo liczył, że w ten sposób sama powie prawdę. Wypadek skutecznie pokrzyżował im te plany.

— A co, mam przysłać skrzatkę z Warowni na inspekcję? — Uniósł wymownie brew, po czym westchnął cicho. — Poza tym, to nie będzie jakaś wielka tortura. Poleżysz trochę, podleczysz i wrócisz do formy. Przeżyjesz.

A jak pomacha ci parę razy filiżankę herbaty przed twarzą, ale poza zasięgiem twoich rąk, to nic ci się nie stanie, dokończył bezgłośnie, pozostawiając kąśliwy komentarz pośród swoich prywatnych przemyśleń. Takie chorowanie to też swego rodzaju próba charakteru. Wprawdzie w fachu Geraldine cierpliwość była kluczem do sukcesu, jednak pytanie, czy będzie w stanie po prostu odpoczywać leżąc na kanapie, czy we własnym łóżku i przyjmując kolejne leki.

— Oczywiście. Informację wyśle prosto na pocztę przy pierwszej nadarzającej się okazji — obiecał Longbottom, kiwając stanowczo głową, jak gdyby potwierdzał przyjęcie rozkazu od Bonesa lub Moody.

Skrzywił się mimowolnie na tę myśl, bo przypomniał sobie, że nadal zostało mu kilka dni zawieszenia w obowiązkach służbowych. Mogli go wykluczyć z Brygady na parę dni, ale Brygadzista już chyba nigdy z niego nie wyjdzie. Chociaż tym lekarstwem to bym nie pogardził, pomyślał przelotnie. Niewykluczone, że jeśli komuś było przeznaczone wpaść na trop takowego specyfiku, to bogowie pokierują go w odpowiednim kierunku jako pierwszego. Bądź co bądź, biorąc pod uwagę tendencje własnej siostry, a teraz też bliskiej przyjaciółki, to znalezienie lekarstwa na to okropne schorzenie byłoby jak uśmiech od Pani Księżyca.

— Poczekasz chwilę przy wejściu? — spytał Geraldine dużo łagodniejszym tonem, jak gdyby wszelkie pokłady wredoty uleciały z niego, gdy tylko okazało się, że kobieta jednak przeżyje. — Muszę o coś dopytać. — Uśmiechnął się zdawkowo. — Nie martw się, nie poproszę o to, żeby cię zapisano na zastrzyki na następny kwartał.

Poczekał, aż Yaxley opuści gabinet, po czym wypuścił głośno powietrze z płuc. To był ślepy strzał, bo na dobrą sprawę nie wiedział do kogo się zwrócić o pomoc, ale Bulstrode już raz mu pomogła, więc może los nie spłata mu tym razem figla?

— Jakie jest obecnie stanowisko Munga na te... rytuały majowe, które miały miejsce podczas Beltane? — spytał powoli. Przez długi czas liczył, że magia święta prędzej czy później się wyczerpie, jednak ostatnie tygodnie udowodniły mu, że na dobrą sprawę nie ma na co czekać. Jeśli nie podejmie jakichś poważnych kroków, to prędzej czy później wpędzi siebie albo Norę i Elliota do grobu. Trzeba było ukrócić tę więź i założyć magii kaganiec. — Robicie coś, żeby... Rozłączyć ludzi, którzy zostali połączeni mentalnie, czy... Pomocy trzeba szukać gdzieś indziej?

Mimowolnie zaczął pocierać jedną dłonią o drugą, a gdy zorientował się, że to robi, schował ręce do kieszeni, tak, że tylko kciuki wystawały. Tak naprawdę nie spowiadał się nikomu zbytnio z tego, co się działo na festynie przed atakiem Śmierciożerców. I tak mało kogo to interesowało, biorąc pod uwagę konsekwencje tamtej nocy. Zwłaszcza że Erik nie był jedyną osobą, którą dotknęła magia Beltane. Tym razem był po prostu jedną z wielu osób, która wpadła w to magiczne ''szambo''.

@Florence Bulstrode @Geraldine Yaxley


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#12
30.03.2024, 21:23  ✶  
– Wiem, Geraldine – odparła Florence, trochę łagodniej, kiedy ta wspomniała, że nie podważyłaby jej diagnozy. Tak naprawdę komentarz Bulstrode miał na celu głównie ucięcie jej zapewnień, że nie jest – wcale – tak – źle i uświadomienie pannie Yaxley, że owszem, jest dość marnie. I naprawdę, ale to naprawdę potrzebuje tego odpoczynku. – Zimną krew, czy może miał pan więcej szczęścia, panie Longbottom? Na przyszłość oboje powinniście być ostrożniejsi. Chwila.
Bulstrode podeszła do biurka, by ze swojej torby wyjąć pudełeczko, w którym trzymała sześć starannie posegregowanych fiolek oraz niewielkie pudełeczko. Podręczny zestaw, jaki nosiła ze sobą „na wszelki wypadek” – gdy coś się wyczerpywało, dokupywała brakującą miksturę w aptece Lupinów. Teraz wyciągnęła eliksir wiggenowy i podała go Geraldine.
– Porcja za dwie godziny – przypomniała. – Jeśli by nie wystarczyła, kolejna jutro rano, ale to nie powinno być konieczne. Pamiętaj zgłosić się, gdyby twój stan się nie pogarszał lub nie daj Matko Księżyca, zaczął się pogarszać – ostrzegła. Diagnostyka wprawdzie nie wskazywała na żadne guzy, obrzęki albo krwiaki, ale Florence ufała samej sobie bardziej jeśli szło o klątwy, poza tym w przypadku mózgu stan łatwo mógł się pogorszyć, gdyby doszło do czegoś nieprzewidzianego.
Erik zaintrygował ją nieco, kiedy poprosił Geraldine, aby poczekała przy wejściu. Nijak nie dała jednak tego po sobie poznać: czekała na wyjaśnienie cierpliwie, z tą samą, niewiele wyrażającą miną. A kiedy Longbottom zapytał o majowy rytuał, na twarzy Florence wciąż nie drgnął choćby jeden mięsień i nie zmienił się wyraz jej jasnych oczu.
– Proszę się umówić w recepcji na wizytę – poinstruowała krótko. W takich wypadkach nie oceniała i nie wnikała w żadne szczegóły. – Najlepiej obie osoby, które brały udział w rytuale, choć nie jest to absolutnie konieczne. W tej chwili, przy udziale obojga partnerów, gwarantuję dziewięćdziesięcioprocentową skuteczność i brak poważnych efektów ubocznych – oświadczyła. Był już sierpień: Florence miała trzy miesiące na zebrane informacji, przestudiowanie podobnych przypadków, kilka prób przełamania więzi i zorientowanie się, co zrobić, aby uniknąć przykrych skutków ubocznych czy nawrotu. – Tymczasem… do widzenia, panie Longbottom.
Zerknęła na zegar na ścianie: dyżur skończyła kilka minut temu, a musiała jeszcze uporządkować dokumentację…

Koniec sesji

@Erik Longbottom @Geraldine Yaxley
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (1893), Florence Bulstrode (1681), Geraldine Greengrass-Yaxley (1672)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa