Ten dzień okazał się być koszmarem. Dawno nie miała takiego paskudnego dnia, o ile w ogóle kiedykolwiek. Uciekła z domu. Właściwie to wybiegła z własnego mieszkania po tym, jak jej brat postanowił sobie zrobić z niej posiłek, wcześniej pobił się z jej byłym, a jeszcze wcześniej dowiedziała się, że coś na nią poluje.
To nie był jej dzień, zdecydowanie. Nie wiedziała, gdzie powinna się udać, w sumie to wiedziała. Miała jedną opcję, najbardziej konkretną, która znajdowała się całkiem blisko. Osobę, której ufała, która nie powinna wyrzucić jej na bruk. To było strasznie uwłaczające dla Yaxleyówny, że nie miała się dokąd podziać, zawsze pozostawała Piaskownica, ale nie miała zamiaru tam wracać, nie po tym, jak dzisiaj się z nim widziała. Decyzja była więc bardzo prosta, nogi zaniosły ją przed drzwi mieszkanie Florence. Miała ogromne szczęście, że przyjaciółka mieszkała niedaleko niej.
Trochę jej było głupio, że pojawiła się u niej w takim stanie, nawet bardziej głupio niż zazwyczaj, kiedy stawała przed tymi drzwiami ranna, dzisiaj bowiem była poturbowana tyle, że mentalnie.
Nie płakała już po tym, co się wydarzyło, ale oczy miała zaczerwienione, pojedyncze pasma wychodziły z jej zazwyczaj mocno ścisniętego warkocza, wyglądała jak jedno, wielkie nieszczęście.
Otrzeźwiała jednak, chociaż pewnie unosiła się wokół niej woń alkoholu, którego sporą ilość w siebie dzisiaj wlała.
Zastukała do drzwi i czekała na to, aż się otworzą, nie była pewna, czy przyjaciółka jest w domu, nie pytała jej rano o to, czy ma w nocy dyżur, cóż, zawsze pozostawało wierzyć w to, że jeśli nie ona, to któryś z jej braci jej otworzą, co już było naprawdę mocną desperacją, ale to nie był jej dzień.