• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[30/04/1972] Biuro Caspiana Bonesa, Ministerstwo Magii || Erik & MG

[30/04/1972] Biuro Caspiana Bonesa, Ministerstwo Magii || Erik & MG
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
29.01.2023, 01:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:54 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

—30/04/1972—
Biuro Caspiana Bonesa, Ministerstwo Magii
Erik Longbottom & MG


Nie było dla niego niespodzianką, że zebranie brygadzistów i aurorów, do którego doszło w Dolinie Godryka, a przede wszystkim to jak się ono potoczyło, przetoczy się echem po ministerialnym łańcuchu dowództwa. W końcu sam podpisał jeden z raportów Mavelle skierowany do Szefowej Biura Aurorów, co by nadać treści wiadomości dodatkowej wagi. Mogłem się zjawić wcześniej, pomyślał, przemierzając wieczorem pustoszejące korytarze Ministerstwa Magii. Po dopełnieniu obowiązków służbowych w Dolinie powinien od razu skierować się do Bonesa, jednak koniec końców trafił na przysłowiowy dywanik Pytanie tylko w jakiej roli.

— Z góry przepraszam za zwłokę. Temu dniu przydałoby się kilka dodatkowych godzin, żeby ze wszystkim wyrobić się na czas — odezwał się z niemalże cierpiętniczą miną Longbottom, kiedy już zamknął za sobą drzwi gabinetu i usiadł na wskazanym przez Caspiana krześle. Wymienili pokrótce typowe dla spotkania służbowego uprzejmości, po czym Erik został poproszony o zreferowanie, co tak właściwie zaszło w Dolinie. — Zakładam, że chodzi o sprzeczkę między aurorem Rookwoodem a innymi pracownikami departamentu?

Głupie pytanie. Cała reszta rzeczy związanych z ochroną Beltane została wyjaśniona i przekazana odpowiednim ludziom i tylko kwestia Chestera ciągnęła się za nimi, sprawiając, że współpracownicy Erika postanowili wysłać skargi do dowództwa. Widział po Bonesie, że po całym dniu jest już zmęczony; mógł tylko zgadywać, czy to znużenie miało coś wspólnego z raportami i skargami od Longbottomów. Bo to, że Brenna i Mave przekazały takowe, uznawał za pewnik.

— Cóż, z początku nie było aż tak źle. Pan Rookwood wydawał się profesjonalny, jednak dosyć szybko zaczęło mu działać na nerwy to, że inni pracownicy – przede wszystkim brygadziści – proponowali własne rozwiązania, które mogłyby zostać wcielone do planów ochrony Beltane. Wierzę, że padło stwierdzenie, iż „nie jest to spotkanie klubu dyskusyjnego”. Z tego, co rozumiem, wyszedł z założenia, że przez pełnienie funkcji liderów powinniśmy po prostu narzucić nasze plany reszcie pracowników. — Uśmiechnął się krzywo. Nie był przyzwyczajony do otwartej krytyki innych osób, jednak w tej chwili nie miał innego wyboru, jak tylko mówić samą prawdę i tylko prawdę. — Osobiście uważam to za błędną interpretację rozkazów dowództwa, brak szacunku w stosunku do brygadzistów i aurorów, a także błąd taktyczny. Tak samo, jak wielu innych, tak i ja wyszedł z założenia, że mieliśmy jedynie moderować dyskusję i zadbać o to, aby ustalone działania spełniły określone standardy, a nie narzucić wszystko od A do Z. To staż pracy sprawił, że zostaliśmy wybrani na liderów, ale wykluczenie z zebrania całej reszty, kierując się tym, że powinni się po prostu podporządkować, jest nieco... niemądre.

Głupie, poprawił się w myślach, jednak wolał używać w miarę wyważonego pod kątem emocjonalnym języka. Widząc, że Bonesa proponuje mu pączka, postanowił się poczęstować. Jeśli szef sądził, że wydusi z Erika streszczenie spotkania w dwóch-trzech zdaniach, to raczej go nie znał. Zamierzał wywlec tutaj na światło dzienne wszystko, co pamiętał i jeszcze podzielić się własnymi odczuciami. Nie miał zamiaru zostawić młodszych stażem pracowników samym sobie, jeśli mógł ich nawet nie tyle usprawiedliwić, ile nawet wybronić.

— Rookwood objawił też dosyć negatywny, żeby nie powiedzieć pogardliwy stosunek do pracowników Brygady, Heather Wood oraz Thomasa Hardwicka — Zmarszczył lekko brwi, zanim postanowił kontynuować nieco mniej pewnym głosem, gdy wracał myślami do kolejnych wspomnień. — Właściwie to nawet nie tylko ich. Heather, Brenna oraz Mavelle zostały otwarcie skrytykowane i podważono ich kompetencje, twierdząc, że nie mają upoważnienia do kwestionowania zastrzeżeń Rookwooda w kwestii organizacji spotkania oraz oceniania jego zachowania względem innych pracowników. — Skrzywił się, jakby dopiero teraz zorientował się, jak dużo problemów zostało objawionych w trakcie tak krótkiego zebrania. — Tutaj chciałbym wskazać, że sama Brenna pracuje w Brygadzie od przeszło 9 lat, a Mavelle z powodzeniem mogłaby obecnie pełnić wyższe funkcje, niż obecnie. Heather zaś może jest młoda i pełna ekhm pasji, ale ma doskonałe wzorce w jednostce. Thomas jest też moim partnerem i nie dopatrzyłem się u niego jakichkolwiek uchybień.

Chrząknął, zanim wrócił do swojej przemowy. Zaczynał czuć, że zaczyna go drapać w gardle, ale nie chciał niepotrzebnie przedłużać, żeby prosić o szklankę wody. Wolał wyrzucić z siebie wszystkie potrzebne Caspianowi informacje, a potem otrzymać werdykt. Lub przynajmniej informacje na temat tego, jak będą wyglądać najbliższe dni po tym małym incydencie.

— Jeśli chodzi o próby zażegnania konfliktu z mojej strony, postawiłem na... niedoprowadzenie do eskalacji sytuacji. Zasugerowałem Rookwoodowi złożenie zażalenia oficjalnymi kanałami, skoro uważał, że Brygada Uderzeniowa jest za mało profesjonalna w swoich działaniach. Pozwoliłem sobie także na dokładne wyznaczenie granic w kwestii łańcuchu dowodzenia — Podniósł wzrok na Caspiana, gdyż mogła to być prawdopodobnie bardziej kontrowersyjna część jego przemowy. — I poinformowałem Rookwooda, że w zasięgu jego obecnych kompetencji powinien bardziej zwrócić uwagę ku aurorom, zamiast rozporządzać Brygadą, z którą pożegnał się już dobrych parę lat temu na skutek awansu. Lucy Longbottom próbowała ratować hmm honor Biura Aurorów, więc wydaje mi się, że nawet dla nich ten wyskok był sporym zaskoczeniem.

Można było się kłócić, że Erik powinien był darować sobie ten komentarz. Hierarchia dowodzenia w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów była dosyć jasna, jednak w wypadku współpracy między wydziałami wolał nie widzieć pomiatania pracownikami na niższych szczeblach. Zatrzymał dla siebie fakt, że z lwią częścią zespołu dzielił domostwo, a znał ich na tyle długo, że wiedział, na co stać każde z nich.

— Mam też pozytywne wieści. Udało się wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia na czas Beltane. Ustanowiliśmy, a wręcz poszerzyliśmy drogi ewakuacyjne na wypadek pożaru lub innego incydentu, który mógłby wywołać popłoch wśród gości. Oprócz tego zadbaliśmy o to, aby stoiska handlarzy były rozstawione w stosownej odległości ułatwiającej poruszanie się tłumu. Poprawiliśmy również widoczność poprzez rozświetlenie granicy z lasem i ograniczyliśmy dostęp do ognisk, aby ułatwić prace patroli na miejscu — wyjaśnił dźwięcznym głosem, co by nie przedstawiać spotkania pracowników Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów w samych czarnych barwach.

Osobiście Erik bywał na lepszych odprawach, ale zależało mu na tym, aby podkreślić, że ustalenia, do których z trudem doszli, zostały wprowadzone w życie podobnie, jak plany odnośnie do patroli na czas obchodów. Problemem nie był brak wiedzy na temat strategii, czy beznadziejne pomysły aurora Rookwooda, a zła interpretacja rozkazów z góry i aroganckie, pozbawione szacunku podejście do współpracowników z Brygady Uderzeniowej.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#2
19.02.2023, 01:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2023, 01:18 przez Eutierria.)  
Wysłuchując twojej opowieści, pan Bones wyglądał na zmęczonego. Ewidentnie nie miał nastroju do żartów, nie skomentował też przeprosin za zwłokę. Nie poczęstował cię też żadnym ciastkiem, chociaż dotychczas robił to za każdym razem, kiedy wchodziłeś do gabinetu. Nie dało się ukryć, że sytuacja w Departamencie musiała być napięta.

- Niedobrze - skomentował twój wywód, ewidentnie niepocieszony tym, co mu przekazałeś. - Bardzo niedobrze.

Bones usiadł na swoim krześle, w zamyśleniu pocierając czoło. Po chwili kontynuował:

- Ta sprawa nie zostanie załatwiona w jeden dzień, a my musimy wysłać tam ludzi. Wasz raport mówił o brakach kadrowych. Spróbowaliśmy razem z panną Moody - miał tutaj na myśli Harper, szefową Biura Aurorów - wyciągnąć więcej osób, które można zaangażować w jutrzejsze patrole, ale ta liczba nie zwiększy się zawrotnie, ponieważ pani Jenkins nakazała nam zorganizować obstawy również w innych miejscach, głównie w Londynie. Dotychczasowa lista być może musi się uszczuplić. Na moment naszej rozmowy nie podjęliśmy jeszcze decyzji w sprawie Rookwooda, ale ja wciąż rozważam swoją w sprawie Heather Wood. Otrzymałem, Eriku - Bones sięgnął do szuflady - list od twojej siostry, proszący o zmianę partnera młodszej współpracowniczki. Wytypowała do bycia jej partnerem konkretne osoby, w tym Alastora Moody'ego, uważając go za osobę odpowiedniejszą, być może... bardziej przewidywalną? - Sądząc po jego minie, nie zgadzał się z osądem, jakoby Moody miał być osobą odpowiedniejszą do współpracy z Heather. - Ze względu na rozmiar tegoż wydarzenia poddałem wątpliwości to, czy Harper w ogóle powinna się tam znaleźć. Za lepsze rozwiązanie uważam oddelegowanie jej do innego zadania, w mniej zatłoczonym i trudnym miejscu. - Spojrzał na ciebie, ewidentnie czekał na twoją opinię, a twój osąd wpłynie na to, co stanie się z panną Wood.

Dokument wyciągnięty z szuflady wylądował na środku biurka. Bones skinął głową w jego stronę. W środku koperty znajdował się wysłany przez Mavelle raport, w tym kilka dodatkowych map miejsca, lista zaangażowanych pracowników, w tym lista kilku dodatkowych, zapewne dopisanych po dzisiejszym omówieniu raportu w biurze szefów.

- Bycie liderem podczas Beltane... to prawdopodobnie najważniejsze zadanie, jakie powierzyłem ci w ostatnich latach...

Ciężko było domyślić się, czy jest zadowolony z tego, że nie było tutaj z wami Chestera. Całej rozmowie towarzyszyła atmosfera niepokoju.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
19.02.2023, 17:26  ✶  

Ściągnął brwi, gdy otrzymał informację na temat rozmieszczenia sił Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów w Londynie oraz innych kluczowych zdaniem Ministerstwa Magii lokacjach. Było to dla niego niemałe zaskoczenie. Wprawdzie przeszło mu przez myśl, że braki kadrowe w Beltane były spowodowane części pracowników do innych obowiązków, jednak sądził, że chodziło o obowiązki codzienne, niezwiązane z dodatkowym zabezpieczeniem określonych miejsc.

Potrafił zrozumieć chęć bycia przygotowanym na wszystko. W końcu, jeśli zwolennicy Czarnego Pana faktycznie mogli zaatakować Beltane, to lepiej być przygotowanym na ewentualną dywersję, czyż nie? Mimo to Erik nie potrafił wyzbyć się lekkiego zawodu. Gdyby nie to, że Mavelle postanowiła wystosować mniej lub bardziej oficjalną prośbę o przekazanie im dodatkowych sił, mogli być w dużo gorszej sytuacji. A jak udowodniło spotkanie Brygadzistów z Aurorami na polanie, mogło ich czekać wiele nieprzewidzianych sytuacji.

— Rozumiem — powiedział, starając się brzmieć, jak najbardziej ugodowo. — W takim razie będziemy musieli sobie poradzić z tym, co mamy. Opracowane przez nas rozmieszczenie patroli nie powinno być trudne do zmodyfikowania. Weźmiemy pod uwagę dodatkowych ludzi. — Wzruszył niemrawo ramionami. — Przyda nam się dodatkowa para oczu, chociażby w powietrzu.

Westchnął cicho, wodząc zbolałym spojrzeniem po biurze. Nie sądził, że skarga wpłynie w tak gwałtowny sposób na przebieg przygotowywań do Beltane. Jasne, podejrzewał, że te kilka listów nie przejdzie bez echa, ale sądził też, że konsekwencje względem zachowania Rookwooda sprowadzą się do drobnego wpisu do akt, rozmowy mężczyzny z przełożonym i co najwyżej otrzymaniu przez niego ostrzeżenia o tym, aby na przyszłość dokładniej interpretował otrzymane rozkazy. A teraz jedną osobę mogli już praktycznie wykreślić z listy obecnych na Beltane pracowników. Eh, wolałby, żeby poważniejsze kroki zostały podjęte po Beltane.

Czy Heather miała podzielić jego los w ramach swego rodzaju aktu polubownego między Brygadą a Aurorami? Erik nie mógł tego wykluczyć, jednak w tym wypadku wojenki między biurami nie były jego największym zmartwieniem. Ze słów Bonesa wywnioskował, że reszta Brygadzistów była bezpieczna i nie groziły im konsekwencje, toteż mógł się skupić na tym, aby doprowadzić do porządku kwestię rudowłosej panny Wood. A biorąc pod uwagę wszystkie fakty, nie uważał, aby skarga była powodem ku temu, aby odebrać jej przydział.

— Moim zdaniem, odsunięcie Heather to nie jest dobry pomysł — odezwał się bez większego namysłu Longbottom, skupiając ponownie wzrok na swoim przełożonym. Może gdyby ten inaczej przedstawił mu sprawę problemów z oddelegowaniem do Beltane dodatkowych ludzi, zastanowiłby się, czy nie przekierować Heather gdzie indziej, ale teraz wydawało mu się to mało racjonalne. — Wzięła już udział w zebraniu, zna nasze plany i jest gotowa do pełnienia obowiązków służbowych. Poza tym, jak przed chwilą rozmawialiśmy – mamy braki kadrowe. Dodatkowe zmniejszenie liczby zaangażowanych działa tylko na naszą niekorzyść. Biorąc też pod uwagę, że obecność Rookwooda stoi pod znakiem zapytania, wykluczenie jeszcze jednej osoby znacznie ograniczy nasze możliwości. Co więcej, może negatywnie wpłynąć na morale reszty zespołu. Niektórzy mogą uznać takie postępowania za niesprawiedliwe.

A tego już chyba nie potrzebujemy, dokończył w myślach Erik. Sama konfrontacja z Chesterem wzbudziła dosyć negatywne emocje u niektórych Brygadzistów, a gdyby się okazało, że koniec końców Heather również została ukarana, mogłoby to tylko pogłębić te animozje. A biorąc pod uwagę okoliczności zadbanie o jako tako pozytywną relację między Brygadą Uderzeniową i Biurem Aurorom było im raczej na rękę. Poza tym naprawdę potrzebowali ludzi, jeśli mieli faktycznie zapewnić bezpieczeństwo na Beltane. Kapłani mogli sądzić, że i tak pracowników Ministerstwa było tam zbyt wielu, ale chyba też nie rozumieli, ile pracy trzeba było włożyć w to, aby zaplanować działania związane z ochroną tak dużej grupy odwiedzających.

— Jeśli istnieją poważne obawy względem tego, że Heather może sobie nie poradzić, to mogłaby dołączyć do którejś z par obecnych na patrolu jako trzecia osoba — zaproponował. W ten sposób dziewczyna mogłaby nabyć doświadczenia związanego z szeroko zakrojonymi działaniami departamentu, a miejsce jej i Chestera na patrolu mogliby przejąć dodatkowi pracownicy Ministerstwa, o których wspomniał Caspian.

Wbił spojrzenie zielonych list w kopertę i sięgnął po nią nieśmiało. Chwilę później w jego rękach znalazły się skryte w opakowaniu dokumenty. Pierwszy rzucił mu się w oczy niezmiernie szczegółowy raport kuzynki z uwagi na znajome pismo. Potem rzucił okiem na nieco bardziej oficjalne dokumenty. Rozpoznał nazwiska osób obecnych na zabraniu, jak i tych kilku osób, które zostały przydzielone do patrolowania Beltane. Nie jest ich dużo, ale lepsze to niż nic, pomyślał z lekkim niesmakiem. Nie rozumiał, czemu obrona Beltane nie stała się priorytetem, a Ministerstwo postanowiło tak mocno rozdzielić swoje siły. Pokręcił powoli głową, nie chcąc zapędzać się za daleko. Jeśli teraz zacznie nadmiernie analizować każdą decyzję podjętą w ramach obrony festiwalu Beltane, to będzie tu siedział z Bonesem do rana.

— Doceniam pokładane we mnie nadzieje — mruknął, nie bardzo wiedząc, jak się czuć z tym, że odpowiedzialność za dowodzenie ich ludźmi pozostało w jego rękach. Zwłaszcza że miał tę świadomość, że w trakcie obchodów mogły się pojawić dodatkowe obowiązki, których nie mógł tak po prostu zignorować. Ugh, to nie będzie łatwy dzień. — Postaram się, aby nie doszło już do żadnych problemów, które zakłócą przygotowania. Zostało już tylko parę godzin, więc liczę, że wszystko pójdzie według planu.

Wybałuszył lekko oczy, unosząc przy tym brwi do góry. W gruncie rzeczy najważniejsze aspekty pracy udało im się ustalić podczas zebrania w Dolinie, więc teraz należało tylko zadbać o wdrożenie w życie odpowiednich obowiązków. I żeby nikt się nie obijał w trakcie pracy.

— Najgorsze już chyba za mną — skomentował z krzywym uśmiechem, przyglądając się poprawkom naniesionym na mapę terenów Beltane. — Patrole zostały przydzielone od odpowiednich miejsc, dodatkowe instrukcje przekazane organizatorom sabatu, zadbaliśmy o podstawowe środki bezpieczeństwa na miejscu... Teraz pozostaje tylko zachować trzeźwy umysł i stałą czujność. Może nie skończy się to żadną katastrofą. Ostara przebiegła w miarę spokojnie.

Miał zamiar dać z siebie tyle, ile się dało, a potem jeszcze trochę, starając się być przy tym dobrej myśli. Osoby przydzielone do pracy w Beltane to nie byli czarodzieje i czarownice świeżo po Hogwarcie, a grupa utalentowanych i zdolnych funkcjonariuszy. Lista obowiązków i plany zostały pieczołowicie przygotowany i spora część grupy wzięła udział w najważniejszych ustaleniach, więc tak długo, jak będą się trzymać tych rozkazów, wszystko powinno pójść dobrze. Merlinie, dopomóż nam wszystkim, pomyślał Erik, zerkając na Bonesa. Powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia, więc czekał tylko na ostateczne słowa szefa.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#4
01.04.2023, 18:43  ✶  
Bones pokiwał głową. Nie był człowiekiem szczególnie wylewnym, ale widać po nim było, że darzy cię przynajmniej szczątkowymi pokładami zaufania. Utwierdzał cię w tym jego nos – krótkie pociągnięcia nim, przywodzące czasami na myśl to, w jaki sposób robiła to wąchająca coś Mavelle – kwitowane delikatnym uśmiechem za każdym razem kiedy wchodziłeś do środka.

- Niech więc będzie – powiedział wreszcie, po dłuższej ciszy, którą poświęcił na wpatrywanie się w zasunięte roletami okno na korytarz Ministerstwa. – Wyślę tam Heather Wood – kontynuował, a ty od razu poczułeś, że czegoś w tym zdaniu nie dopowiedział, znalazło się tam jakieś nieme „na twoją odpowiedzialność”, a może to tylko przeczucie, wrodzona intuicja dopowiedziały ci to, co kreowała dla ciebie przyszłość? – No i ludzi z tej listy, którą dla was przygotowaliśmy. Moody nie pozwoliła jednak na wysłanie tam kogokolwiek świeżo po szkoleniu. Wood dobraliśmy do innej osoby, ale młodszej. – Nie wyjaśnił jednak dlaczego podjął taką decyzję.

- Morze, Longbotttom, jest długie i bardzo głębokie. Jeżeli chcesz kiedyś usiąść tutaj – nie wskazał na zajmowane przez siebie miejsce, ale kontekst był tutaj dosyć oczywisty – musisz nauczyć się brać pod uwagę najgorszy z możliwych scenariuszy. Musisz być gotowy na wszystko, bo jeżeli znajdzie się ta jedna, jedyna rzecz, drobnostka, której nie przewidzisz, ktoś może przypłacić to życiem. – Rozłożył ręce w geście bezradności. – To nie jest coś, co ludzka dusza dźwiga z lekkością.

Reszta ich rozmowy przebiegła już wyłącznie w klimacie dopracowywania wspólnie nakreślonych na spotkaniu ustaleń. Bones nie trzymał cię tutaj jednak zbyt długo, nie zamierzając pozbawiać cię dzisiaj snu. Tylko czy ktokolwiek miał śnić dzisiaj coś innego niż koszmary?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2055), Eutierria (632)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa