• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[19.04.72] Pokątna, Pilnuj swoich kieszeni

[19.04.72] Pokątna, Pilnuj swoich kieszeni
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
02.03.2023, 16:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2023, 17:08 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - Bajarz


Odkryj wiadomość pozafabularną
Sesję prowadzi Brenna Longbottom.
Scenariusz Jamila: Znajdowałeś się na Ulicy Pokątnej. Ilość docierających do ciebie bodźców była przytłaczająca. Czułeś się przez to rozproszony. Wystarczyło odwrócić się na chwilę i… nie ma jej! Nie, nie chodzi o żadną kobietę, tylko o… twoją sakiewkę. Kieszonkowiec sprawnie pozbawił cię twoich oszczędności i pędzi właśnie w kierunku Nokturnu. Uda ci się go złapać?

- …i powinieneś odwiedzić Hogsmeade, bo jest tam Miodowe Królestwo. Mają w nim jakieś czterysta rodzajów czekolad. Poza tym w sumie wszyscy w Anglii znają Hogsmeade, bo chodzili tam za czasów Hogwartu, więc jak powiesz „nie byłem nigdy w Hogsmeade” mogą się uznać za kompletnego dziwaka. Ale uważaj tam w herbaciarni. Jak weźmiesz herbatę ze specjalnej oferty, możesz zacząć widzieć motyle. Albo nagle oświadczyć się osobie, z którą siedzisz przy stoliku. Tak podobno doszło do ślubu mojego wujka i mojej ciotki. Potem było mu głupio tłumaczyć, że to wszystko przez magiczną herbatę.
Nell Bagshot – która na wykopaliskach służyła jako uzdrowicielka, specjalistka od map i przy okazji „teleporter”, bo znała zasady teleportacji łącznej - objaśniała Jamilowi tajniki życia w Anglii. Wprawdzie Cathal, gdy powiedział, by zrobiła to przy okazji wyprawy na Pokątną, pewnie zakładał, że raczej będzie mówiła o takich rzeczach jak bank, których miejsc unikać i na co uważać, a nie wskazywała miejsca z najlepszymi słodyczami… ale też pewnie nie byłby zbyt zaskoczony wiedząc, jak sobie to wszystko zinterpretowała.
Blondynka raźno maszerowała ulicą. Wciąż była opalona egipskim słońcem, a jej włosy, wypalone przez bezlitosne promienie słoneczne, zdawały się niemal białe. O ile jednak w Egipcie, jak większość członków wyprawy, ubierała się zwykle w długie spodnie i koszulki z lnu i bawełny oraz w mocne buty – takie prawie do kolan, jak mawiała, by trudniej było ją ukąsić wszelkim skorpionom i wężom, które jakimś cudem skądś wytrzasną Jamil i Leta – o tyle tu postawiła na długą spódnicę, koszulę i płaszcz. Wciąż miała pewne problemy z przestawieniem się na angielską pogodę.
- Zaraz… tak, to ta alejka na Nokturn, chyba tam mamy skręcić – dodała, wskazując na uliczkę przed nimi.
Wędrowali Pokątną z określonych powodów. Trzeba było kupić zapas eliksirów i innych specyfików, aby były pod ręką, gdy zaczną już prace w Walii. Należało też zanieść pewien zaklęty kamień do specjalisty, który mieszkał akurat w alejce dość blisko Nokturnu. Cathal nie chciał puszczać tak blisko Nokturna Nell, która była niska, drobna i w dodatku nieco nazbyt pyskata. Z kolei puszczenie z dużą sumą pieniędzy i cennym kamieniem samego Jamila była proszeniem się o kłopoty. Shafiq nie ufał, że mężczyzna nie zboczy do pierwszego kasyna, które zobaczy.
Tak oto Nell miała pilnować Jamila, a Jamil – Nell.
Wszystko tu było zupełnie inne niż w Kairze czy dowolnym innym, egipskim mieście. Stroje ludzi. Ich zachowanie. Witryny sklepów. Budynki. Mijali kolejne kamienice. Księgarnię, gdzie na ekspozycji ustawiono dziesiątki książek, kwiaciarnię, przed którą w wiadrach i doniczkach rosły kwiaty, jakich Jamil nigdy dotąd nie widział. Klubokawiarnię o szokująco wręcz różowej fasadzie, i wejściu ozdobionym sezonowymi dekoracjami.
- Najpierw możemy zanieść kamień, a potem iść do apteki… Wiesz, w Anglii można dostać masęęęę eliksirów, które nie są dostępne w Egipcie – powiedziała Nell, a na jej oczy jakby zabłysły i na twarz wypłynął uśmiech sadystki. – Mam dużo większy wybór, jakich użyć, jeśli ktoś czymś się otruje albo oberwie jakąś klątwą. W Egipcie strasznie ciężko dość eliksiry, do których przyrządzenia potrzeba śluzu gumochłona.
Nie zauważyła, że zbliżył się do nich jakiś chłopak. Lekko zatoczył się na Jamila, a potem ruszył dalej…
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#2
02.03.2023, 17:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 17:57 przez Jamil Anwar.)  
Sakiewka w kieszeni zdawała mu się ciążyć. Nie przywykł do tego, że była aż tak ciężka, choć sporą rolę odgrywał w tym kamień, który wraz z konkretnymi instrukcjami wcisnął mu Cathal. Umieścił go między własnymi oszczędnościami. Wciąż zostało mu nieco pieniędzy, które zarobił jeszcze w Egipcie, choć z każdym dniem coraz bardziej ubywały. Ceny pokoi w Dziurawym Kotle nie były wysokie, o ile spędzało się tam kilka nocy, a nie kilkanaście. W karty grywał ostatnio o przysługi i darmowe wycieczki po Wielkiej Brytanii, obawiając się utraty ostatnich kosztowności. Nie zmieniało to jednak faktu, że znał siebie samego na tyle dobrze, by pieniądze Shafiqa powierzyć Nell, zostawiając sobie w kieszeni wyłącznie ten przeklęty kamień. Suma galeonów na tyle duża, by Cal nie zauważył, że parę ubyło, kusiłaby go zbyt mocno. Aż w końcu straciłby wszystkie, myśląc, że powieli ich ilość, zostawiając sobie te wygrane. Nie, tym razem ryzykowałby o wiele więcej, bo to za sprawą tej ekipy w ogóle trafił do Anglii. Uratowali mu dupsko przed egipskim czarnoksiężnikiem, który groził mu śmiercią.
- Albo za obcokrajowca – odparł, wzruszając ramionami i wcisnął ręce do kieszeni płaszcza, który kupił gdzieś w sklepie z używaną odzieżą, dostosowując sobie rozmiar przy pomocy magii. Było mu okropnie zimno, chociaż zdawało się, że nie była to najgorsza pogoda, jaką mógł w tym miejscu zastać. Palce zdawały się wręcz soplami lodu. – Czyli twój wujek zgodził się na ślub pomimo tego, że go nie chciał, bo było mu głupio? Idiota! Ale możesz mnie zabrać do Hogsmeade, skoro tak je lubisz – zaproponował, mrugając do niej, chociaż wizja wymuszonych przez herbatę zaręczyn raczej go odstraszała. Akurat w małżeństwo wolał się nie wkręcać, niezależnie od tego, jak bardzo lubił Nell. Jeszcze przypadkiem by go otruła w dniu ślubu.
Miał wrażenie, że po raz pierwszy widział ją w stroju innym niż ten przystosowany do przebywania na pustyni, więc zawiesił na niej wzrok na dłużej, niż wypadało. Mimo tego, że jej skóra była opalona, a włosy niemal białe, to Jamil wciąż bardziej wyróżniał się swoim wyglądem. Nie tylko ze względu na swoją ciemniejszą karnację, ale również dlatego, że opatulił się cienkim szalikiem, jakby przyjechał do Londynu w najgorszą śnieżycę stulecia. 
- Więcej tu ludzi niż na kairskim bazarze – skwitował, ufając Bagshot, że znała trasę. Jemu nazwy uliczek zupełnie nic nie mówiły. Odróżniał tylko Pokątną, która prowadziła prosto do Dziurawego Kotła, a ta ulica, na której znajdowały się kasyna, najwyraźniej była Nokturnem, o którym wspominała blondynka. Do tej pory sądził, że to tylko bardziej zapyziałe przedłużenie tej pierwszej. – Czym, do cholery, jest śluz gumochłona? – zapytał, wyciągając ręce z kieszeni i gestykulując przy tym nadmiernie, by okazać swoje zdziwienie. Patrząc na złowieszczy uśmiech Nell, raczej niczym przyjemnym. – Czemu, jeśli tak bardzo lubisz słodycze, nie dodajesz ich do eliksirów? – jęknął jeszcze, praktycznie nie zwracając uwagi na człowieka, który go potrącił. Na ulicy nie było tłumu, ale też nie zdawało mu się to niczym szczególnym. W Egipcie ludzie non stop się potrącali, a tutaj zaczepiali go z powodu jego wyglądu. Choć sam mężczyzna miał tak śmierdzący oddech, że mimowolnie się za nim obrócił, dostrzegając jego kaptur. Wzdrygnął się i wcisnął ręce z powrotem do kieszeni, nie napotykając jednak oporu z prawej strony. – Nie chcę cię niepokoić, Nell, ale sakiewka z kamieniem wyparowała – powiedział, czując w gardle nieprzyjemną gulę. Wywrócił kieszenie na lewą stronę, doszukując się jakichkolwiek dziur czy odpowiedzi na to, jak mogła zniknąć ich zawartość. Może upuścił ją w momencie, gdy wyciągał ręce z kieszeni, obruszony zadowoleniem Bagshot w związku z gumochłonami? Odwrócił się, rozglądając po chodniku za zgubą.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
02.03.2023, 18:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 18:14 przez Bard Beedle.)  
- Nie, nie. Za obcokrajowca i tak cię wezmą, i tu już będą patrzeć niechętnie, ale jeśli wezmą cię za obcokrajowca – dziwaka, to będzie podwójnie źle – wyjaśniła Nell. Ciężko było powiedzieć, czy miała rację, bo panna Bagshot miewała różne dziwaczne teorie, którymi bardzo chętnie się dzieliła. – Nie nazywaj mojego wujka idiotą, Anwar, bo poproszę Letę, żeby rzuciła na ciebie jakąś paskudną klątwę – prychnęła z oburzeniem, jakby dopiero sama nie opowiedziała absolutnie dziwacznej historii o swoim wuju. (Nawet po części prawdziwej, bo do oświadczyn faktycznie doszło w Hogsmeade i faktycznie wujek mówił, że właściwie to tego nie planował, ale gdy wypił tę herbatkę…)
- Mam wrażenie, że w Kairze jednak ich więcej. I są głośniejsi. I bardziej kolorowi – powiedziała czarodziejka. Mogło jednak wynikać to po części z tego, że po prostu Pokątną doskonale znała, a do egipskich bazarów musiała przywyknąć. I stale się tam pilnować.
– Gumochłony to robaki. O mniej więcej takie. – Tu Nell rozłożyła ręce, pokazując wielkość gumochłona. Właściwie nie do końca były robakami, ale dla niej skoro na takie wyglądały, to do nich się kwalifikowały i już. – Lubią wilgoć, więc w Egipcie o nie trudno. Są pokryte śluzem. Warzy się z niego eliksir wiggenowy, a poza tym można za jego pomocą zagęszczać inne eliksiry… Taaak, muszę zrobić zapasik tych mikstur – oświadczyła radośnie, a potem przewróciła oczami na kolejne pytanie Jamila. Uniosła w górę dłoń i zaczęła po kolei pokazywać kolejne palce.
- Po pierwsze. Bo to może zepsuć właściwości eliksiru. Po drugie. Bo wolę kupować gotowe eliksiry i najwyżej lekko je przerabiać niż je warzyć, opary znad kociołka fatalnie wpływają na cerę i włosy. Po trzecie… bo to eliksiry dla was, a słodycze są dla mnie.
Rzecz jasna, gdy sama potrzebowała jakiejś mikstury, wybierała tę o możliwe najlepszym smaku i zapachu. Nie zawsze było to możliwe, istniały jednak różne eliksiry o podobnych właściwościach. A że w grupie nikt poza nią nie znał się na leczeniu, nie mieli jak kwestionować decyzji…[/b]
Stanęła gwałtownie, kiedy Jamil powiedział, że kamień zniknął.
- Przegrałeś go?! Kiedy?! Byłam w sklepie zielarskim tylko przez pięć minut! – jęknęła, w pierwszej chwili odruchowo zakładając, że gdy ona odwróciła się na moment, to Anwar… zagrał z jakimś dzieckiem na ulicy albo coś takiego. Chyba jednak nawet Nell pojęła zaraz, że to nieco zbyt absurdalna teoria. Jej spojrzenie powędrowało ku chłopakowi, który oddalił się już od nich parę metrów, ale słysząc jej krzyki z jakichś powodów ruszył pędem do alejki… dokładnie tej, w którą mieli zaraz skręcić – prowadzącej na Nokturn.
- Na co czekasz?! Łap go! – krzyknęła, pokazując Jamilowi palcem uciekiniera. Sama ruszyła biegiem. Problem polegał na tym, że chociaż owszem, ciężkie, pustynne warunki hartowały, to Nell nie była stworzona na sportowca. I co jak co, ale pobyt na pustyni na pewno nie zachęcał do biegów. Ani krótko, ani długodystansowych.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#4
02.03.2023, 20:02  ✶  
- Czyli muszę odwiedzić Hogsmeade, albo zostanę skazany na ostracyzm – wywnioskował z jej słów, nie do końca rozumiejąc tę teorię. Nic dziwnego, że Brytyjczycy znali to miejsce, skoro znajdowało się tuż obok ich szkoły. Tylko po co miałyby je odwiedzać osoby spoza Hogwartu? Z drugiej strony wioska zamieszkana wyłącznie przez czarodziejów całkiem go ciekawiła. Nie musiałby jeszcze bardziej obawiać się tego, że nie znał wszystkich obyczajów. – No ale kto nor… – zaczął, ale zaraz przerwał, widząc jej minę. Zrezygnował z dalszego ciągnięcia tej wypowiedzi dla swojego własnego bezpieczeństwa. Nie sądził, by Crouch brudziła sobie ręce rzucaniem na niego uroków za to, że obraził czyjegoś wujka. Z drugiej strony zdawała się mieć dziwną słabość do Nell, skoro były otoczone przez samych mężczyzn. Jedna mała uwaga i Jamil znów miałby przekichane.
- Bo bazar w Kairze to centrum życia, jak rynek w starożytności – wyjaśnił jej, nie po raz pierwszy zresztą. Sam jednak za każdym razem zachwycał się mnogością barw i zapachów w tym miejscu. Miało to głównie na celu przyciąganie potencjalnych klientów, ale pomagało również złodziejaszkom. Rozproszona uwaga równała się temu, że nikt nie zwracał jej na swoje portfele i zakupy. Jamil sam zresztą za dzieciaka nieraz wykorzystywał takie sytuacje, próbując zdobyć coś do jedzenia albo kilka drobniaków do postawienia w karty. Ciężko wyleczyć dawne przyzwyczajenia.
- Planujesz karmić nas robalami? Leta nie będzie zachwycona – przyznał, chociaż sama wizja eliksiru wiggenowego nie brzmiała źle. W przeciwieństwie do większości mikstur Nell, ten smakował całkiem przyzwoicie. Tyle że w Egipcie był towarem deficytowym, a przez to też niebotycznie drogim. Nie spodziewał się jednak, że tym brakującym składnikiem będzie śluz jakiegoś robaka.
- Pierwszą opcję kupuję, ale opary znad kociołka nie mogą być gorsze niż słońce na pustyni – zauważył, wywracając przy tym oczami. – Poza tym mogłabyś się czasem podzielić czekoladą. Ja ci przynosiłem baklawę, kiedy Cal nie dawał nam deseru!
To, że była podkradana z kuchni jego młodszej siostry, kiedy nie patrzyła, to już inna bajka. Domowe ciastka, nawet jeśli zdobyte nie do końca legalnie, zawsze smakowały dobrze. A że poświęcał się i dzielił nimi z Nell, to już chyba tylko świadczyło o jego własnym frajerstwie. Mimo wszystko głupio było, żeby pozostawała jedyną osobą bez deseru. A słodkie lubili akurat wszyscy.
- Nawet nie miałem okazji zagrać – jęknął zdezorientowany tym, że od razu oskarżyła go o przegraną w karty. Ale czy mógł się jej dziwić? Sam by się tego po sobie spodziewał, gdyby nie znał dokładnie sytuacji.
Usłyszawszy ponaglenie Nell, rzucił się biegiem za złodziejem, wpadając w uliczkę, która musiała być tym osławionym Nokturnem. Już tu parę razy był, choć nieświadomy tego, co to za miejsce, czuł się o wiele pewniej. Wyprzedził Bagshotównę, ale nie dlatego, że był jakimś lepszym sportowcem od niej – zwyczajnie miał dłuższe nogi. Poza tym nie mogąc się teleportować przywykł do tego, że w większości przypadków poruszał się na nogach. Zaczynał jednak żałować, że nie przekonał jej, by przeniosła ich prosto pod mieszkanie tego specjalisty, do którego wysłał ich Cathal.
- Widzisz go? – zawołał do Nell, zwalniając nieco, bo miał wrażenie, że gdzieś zgubił kieszonkowca, ale ten zaraz znów pojawił się w zasięgu wzroku, więc – choć z mniejszym zapałem – ruszył znów za nim. Zakapturzona postać przyspieszyła, dostrzegając, że ofiary wykroczenia siedzą jej na ogonie. Jeśli nie odzyskają kamienia, Shafiq udusi ich na miejscu i rzuci tym całym gumochłonom na pożarcie.
- Hej, kalbi! - wrzasnął za złodziejem, by zwrócić jego uwagę i tym samym nieco go spowolnić. Musieli go dopaść!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
03.03.2023, 13:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2023, 13:24 przez Bard Beedle.)  
Gdy Jamil zaczął mówić, Nell rzuciła mu złe spojrzenie nim padło to „normalny”. Niech sobie obraża cudze rodziny, ale od Bagshotów wara! Ona, oczywiście, to co innego: jej wolno było obrażać krewnych, ale już obcym nie. Nie w jej obecności przynajmniej. Poza tym wujek był normalny, nie mogło być inaczej, wszak wszyscy powtarzali, że Nell z zachowania pod wieloma względami bardzo go przypomina.
- Trudno żeby nie, skoro wokół są pustynie, pustynie i pustynie – oświadczyła Nell. Trochę wyolbrzymiając, bo jednak w Egipcie były i miasta, i rzeki, i obszary zaskakująco „żywe”. Mimo wszystko Nell wychowywała się w Anglii, i na Afrykę lubiła narzekać: trudno było powiedzieć, na ile naprawdę myślała to, co mówiła, a na ile robiła to tylko dla zasady.
- Jak będzie umierać od ran, to nie będzie pytać o robaki. Poza tym Leta rzadziej potrzebuje eliksirów. Może powinieneś z nią pogadać? Pamiętasz ten amulet, który wyciągnęliśmy ze ściany grobowca? Ten, na którym ciąży klątwa, że każdy, kto go nosi, będzie miał pecha? Może ta klątwa przeszła na ciebie tylko dlatego, że go dotknąłeś?
Sądząc po tym, co stało się chwilę później, panna Bagshot mogła mieć nawet rację.
I oto biegli. Najpierw Pokątną, później aleją, dzielącą tę „reprezentacyjną ulicę” od tej „mało reprezentacyjnej”. Nie dostali się jeszcze w głąb Nokturna, na tę najpaskudniejszą jego część, gdzie na każdym kroku widać było podejrzane jednostki, budynki sprawiały wrażenie, jakby miały się rozpaść, a z kolei do tych lepiej utrzymanych lepiej było nie wchodzić – bo na pewno nie mieszkał na nich nikt miły. Ale już znikły kolorowe szyldy Pokątnej, ludzi było znacznie mniej – po za nimi ulicą szło ledwo parę osób i nikt nie zdawał się specjalnie zainteresowany pościgiem, chociaż jakieś dwie postacie z bocznej uliczki przyglądały się im uważnie.
- Niby jak?! – krzyknęła Nell. Nie mogła dostrzec złodziejaszka lepiej niż Jamil, bo zwyczajnie została w tyle i Anwara dopędziła dopiero, kiedy on przystanął… i niemal natychmiast ruszył za kieszonkowcem. Nell nawet nie próbowała go gonić: wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w stronę uciekiniera. Musiała zrozumieć, że nigdy go nie dogoni, a jak tak dalej pójdzie, ma sporą szansę skończyć sama w sercu Nokturna. Cathal może i ich zamorduje, ale jego tu nie było, za to łobuzy z Nokturna owszem…
Odkryj wiadomość pozafabularną
Jamil: aktywność fizyczna, złapanie łotrzyka
Rzut O 1d100 - 51
Slaby sukces...

Nell: translokacja, próba rzucenia kieszonkowcem
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!

Czar zadziałał: sprawił, że złodziej poleciał do przodu na tyle gwałtownie, że stracił równowagę, a zanim wstał, Jamil zdołał zmniejszyć dzielącą ich odległość na tyle, by kieszonkowiec znalazł się w zasięgu jego rąk...
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#6
03.03.2023, 22:31  ✶  
Nie ciągnął już dalej rozmowy o jej rodzinie, nie chcąc się narazić. Sam zresztą pewnie by się obraził, gdyby nazwała idiotą któregoś z jego braci, nawet jeśli w istocie nie byli zbyt mądrzy. No ale naprawdę musiał przyznać, że ktoś, kto zmusił się do małżeństwa z powodu wypicia magicznej herbaty nie należał do najinteligentniejszych osób.
- Na wykopaliskach może i byłe pustynie, ale mam wrażenie, że przebywaliśmy w zupełnie innym Kairze – zauważył, unosząc brew w akcie zdziwienia. Nell lubiła wyolbrzymiać, on zresztą też, ale biorąc pod uwagę, że ze swojego własnego mieszkania widział Nil, nie mógł ich otaczać wyłącznie piasek. – Za to w Londynie wszędzie wokół są tylko budynki. Gdzie się nie obrócisz, tam coś stoi!
I tu miał rację, biorąc pod uwagę, że znajdowali się w dość wąskich uliczkach, ukrytych gdzieś pośrodku Londynu. Nie zapuszczał się za bardzo do tej mugolskiej części i nawet jeśli wiedział o istnieniu rzeki czy dość sporych parków, on dostrzegał tylko wieżowce. W dodatku budowali coraz to nowsze i coraz wyższe.
- Nie dotknąłbym go, gdybym wiedział, że nie zdjęła z niego klątwy – odparł z wyrzutem w głosie, znów aż nadto unosząc ton, nad czym nie zawsze panował. W Egipcie wszyscy byli wyjątkowo głośni, więc i on wciąż się w ten sposób zachowywał, nieprzywykły do stonowanych w swoim zachowaniu Brytyjczyków. Chociaż i oni potrafili narobić rumoru, gdy zbyt wiele popili, a biorąc pod uwagę, że Jamil przez dłuższy czas pomieszkiwał w Dziurawym Kotle, miał z takimi do czynienia dość często. – Ale możesz mieć rację, że to z tego powodu ciągle coś mi się dzieje – dodał z przestrachem, wspominając chociażby przeklęte skorpiony, których – o dziwo – jeszcze mu dzisiaj nie wypomniała. W dodatku gdyby prowadziła jakiś zeszyt z zapiskami medycznymi, Jamil pewnie miałby u niej specjalny tom opatrzony swoim własnym nazwiskiem. Nie żeby czasem celowo sobie czegoś nie robił, byleby przyjść pogadać z Nell… Nie musiała tego jednak wiedzieć.
Nie roztrząsał tego dalej, bo musieli ruszyć w pościg za złodziejaszkiem, który postanowił przywłaszczyć sobie sakiewkę Egipcjanina. O ile własne pieniądze jeszcze by jakoś przebolał, tak kamień należący do Shafiqa sprawiał, że chyba wolałby dostać pałką w łeb od tegoż kryminalisty, niż iść do Cathala i przyznać mu się, że stracił jego własność.
Zapuścili się w uliczkę mniej przyjazną oku, a przede wszystkim turystom z obcych krajów. Szarość, smród i upodlenie – właśnie w ten sposób mógłby ją opisać, gdyby miał okazję w ogóle się jej przyjrzeć. Zawiesił jednak wzrok na zakapturzonym chłopaku, który starał się za wszelką cenę zniknąć im z oczu, ale bezskutecznie.
- Nie wiem, może masz bardziej sokoli wzrok – rzucił, nie odwracając się w jej kierunku, by nie zgubić kieszonkowa. Nie miał jednak szans, by go dognać. Był po prostu o wiele szybszy, a Jamil z każdym kolejnym metrem coraz bardziej tracił zapał i siły. I pewnie w końcu nawet by odpuścił, poddając się i postanawiając stanąć oko w oko z śmiercią Cathalem. Bagshot sięgnęła jednak po różdżkę, przewracając przeciwnika, a Jamil wykorzystał ten moment, znajdując się tuż przed nim. Złapał go za fraki i odwrócił twarzą do siebie, wciąż przyszpilając go do ziemi.
- Oddawaj moją sakiewkę, kalbi – warknął, zaciskając pięści na jego pelerynie i licząc na to, że tym razem mu się nie wywinie. Spojrzenie kieszonkowca niezbyt mu się jednak podobało. Uśmiechał się do niego, jakby coś kombinował. A może po prostu był zwyczajnie nienormalny?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
04.03.2023, 11:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2023, 11:49 przez Bard Beedle.)  
Zapewne gdyby Jamil ciągnął temat nienormalnego wujka, prędzej czy później doszłoby do wypominania rzutów skorpionami, a także tego dnia, kiedy Jamila użarły zaklęte węże i tego, kiedy czarnoksiężnicy wpakowali się do obozu odebrać długi. Nell była tym okropnym gatunkiem człowieka, który nie tylko takie rzeczy chętnie wyciągał na wierzch, ale jeszcze lubił mówić „a nie mówiłam”. Może dlatego Bagshotowie uważali ją czasem za czarną owcę…
Gdyby nie pojawienie się złodziejaszka, może oburzyłaby się bardzo na te „budynki, budynki, budynki” i wspomniała o Tamizie, st. James’es Park i parku innych miejscach, gdzie wcale nie było tylko budynków.
Niestety, nie zdążyła.
Kiedy Jamil dorwał kieszonkowca, podbiegła trochę bliżej. Pod nosem przeklinała na czym świat stoi i przy okazji też swoje buty, bo chociaż nie założyła obcasów, to i tak były to jedne z tych bardziej eleganckich pantofli, od których w Egipcie się odzwyczaiła. Mina schwytanego chłopaka musiała się jej bardzo nie spodobać, bo ponownie uniosła różdżkę. Celowała w kieszonkowca, ale rozglądała się po okolicy, czy przypadkiem gdzieś tu nie czekali jego koledzy…
- Bierz tę sakiewkę, jak trzeba, to przywal mu w nos i nas stąd teleportuję – oświadczyła Nell, zatrzymując wzrok na dłużej w jednej z ciemnych uliczek, w której, jak się jej zdawało, coś się poruszało. To nie tak, że panna Bagshot absolutnie nigdy nie była na Nokturnie. Ale nigdy nie zapuszczała się daleko i gdy ten jeden, jedyny raz, weszła tu głupio sama, szybko stchórzyła i się teleportowała. Spacery tutaj były nawet trochę bardziej niebezpieczne niż samotne przechadzki po egipskich miastach, gdy byłaś samotną blondynką… bo tam mogła miotnąć w mugoli bez problemu confundusem, a tu jednak każdy też miał różdżkę. – A ty się ciesz, że cię złapał, nie uśmiechaj się tak! Jakby po ten kamień z sakiewki przyszli właściciele, to byś oberwał klątwą na siedem pokoleń! Albo umarł, nie jestem pewna, co pierwsze – fuknęła, rzecz jasna wyolbrzymiając. No, tak troszkę, bo nie była pewna, czy Leta jednak nie próbowałaby rzucić jakiejś klątwy. Chociaż w Anglii mogłaby to sobie odpuścić, tutaj Ministerstwo działało trochę prężniej niż w Afryce.

Odkryj wiadomość pozafabularną
NPC, próba wyrwania się Jamilowi:
Rzut O 1d100 - 68
Sukces!

Kieszonkowiec tymczasem szarpnął się nagle i zdołał strącić z siebie Jamila. W tej chwili obaj leżeli na ziemi, tuż obok siebie: złodziej zaś podjął próbę poderwania się...
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#8
04.03.2023, 17:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2023, 17:29 przez Jamil Anwar.)  
Gdyby ktokolwiek postanowił kiedyś zagrozić Jamilowi wyciągnięciem na wierzch jakichś brudów, sam podałby tej osobie listę długą na kilkadziesiąt stóp pergaminu, pozwalając wybrać sobie odpowiednie podpunkty. W dodatku z każdym kolejnym tygodniem ta lista coraz bardziej się wydłużała. Naprawdę: fakt, że wciąż jeszcze chodził po tej ziemi, graniczył wręcz z cudem, zwłaszcza że już za dzieciaka podpadał nie tylko rówieśnikom, ale również dorosłym. Zwłaszcza tym sprzedającym daktyle na bazarze. Nic nie mógł poradzić na to, że je uwielbiał, więc przy każdej możliwej okazji, jeszcze w młodzieńczych latach, podwędzał trochę ze straganu.
Strój Nell zupełnie nie nadawał się do pościgów w wąskich uliczkach – bardziej na wyjście do tej dziwacznej herbaciarni w Hogsmeade. Ale również płaszcz Jamila ograniczał mu nieco ruchy, a szalik wciąż podwiewał na twarz, więc ostatecznie rozplątał go z szyi, wciskając do kieszeni. Najwyżej później wepchnie go złodziejowi do gardła, żeby udławił się własnym cwaniactwem.
- Patrząc na niego, to chyba ostatnie pokolenie, które przeżyje – rzucił w kierunku Nell i spróbował zamachnąć się, by rzeczywiście trafić kieszonkowca w nos, ale ten odepchnął go, rzucając na ziemię tuż obok siebie. Już zamierzał się podnieść, mimo że zaniepokojona otoczeniem Bagshot nadal celowała w niego różdżką. Tak, jakby zupełnie jej nie zauważał. Egipcjanin z kolei wiedział, że bagatelizowanie tej blondynki było największą głupotą pod pustynnym słońcem. Z dziką satysfakcją przyglądałby się, jak ich przeciwnik wije się pod ich stopami przemieniony w jakiegoś obślizgłego ślimaka. Albo krzywi, pijąc na siłę równie okropny eliksir, który przemieniłby go w kijankę.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Czy Jamilowi udało się z powrotem chwycić złodzieja?
Rzut O 1d100 - 73
Sukces!

Przekręcił się, znów chwytając złodziejaszka i przyszpilił go do ziemi. Przycisnął jego pierś kolanem, by tym razem nie podniósł się z aż taką łatwością i wymierzył cios w twarz. Trafił w nos, a krew, która zaczęła ciec po twarzy kieszonkowca, zostawiła również ślady na dłoni Jamila.
- Sakiewka – syknął w jego stronę, oczekując jakiegoś ruchu, ale chłopak w ciemnej pelerynie tylko jęczał i przeklinał pod nosem. – Nell, sprawdź mu kieszenie – zawołał do blondynki, samemu starając się przytrzymać przeciwnika przy ziemi.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
05.03.2023, 00:40  ✶  
Nell wolała jednak nie pojedynkować się z tym człowiekiem. Ani na magię, ani na pięści. Wprawdzie planując karierę uzdrowicielską – nawet jeśli z planów odnośnie Munga nic jej nie wyszło – musiała zdać SUMa z OPCM, więc znała to i owo zaklęcie i pewnie zrobiłaby to i owo (na przykład, ze względu na to, że nieźle radziła sobie z translokacją, walnęła kieszonkowca najbliższym kubłem na śmieci), ale do mistrzyni pojedynków było jej bardzo daleko, a swoje sadystyczne skłonności wobec świata zwykle objawiała słowem, złośliwym nałożeniem tego i owego na mapę danego obszaru czy zaserwowaniem paskudniejszej wersji eliksiru.
Nie zdawała się jednak ani trochę przejęta widokiem przemocy, którego była świadkiem. Tak, mogłoby to zszokować standardową Angielkę, ale ona spędziła dość czasu w Egipcie, aby sceny przemocy nie były dla niej szokujące.
Zresztą, co tam jakiś cios w cudzy nos albo szczękę! Przynajmniej nie rzucano w nią skorpionami, prawda?
- Jak się nie pośpieszymy, my nie przeżyjemy – wymamrotała, kątem oka zerkając ku ciemnej alejce. Gdy Jamil zdołał znowu przyszpilić kieszonkowca do ziemi, i jeszcze w dodatku tak ładnie mu walnąć, ponownie machnęła różdżką. Tym razem w prostym accio. Sakiewka poleciała prosto do jej wyciągniętej dłoni. – Jamil, zmywamy się stąd, już – zażądała, pośpiesznie podchodząc do mężczyzny. Położyła mu dłoń na ramieniu, zdecydowana się stąd aportować. Jeżeli nie puściłby kieszonkowca… to nawet z nim.
Bo nie podobało się jej, że w ich stronę z alejki zmierzają dwie kolejne osoby.
Ani że jedna z nich właśnie sięga zza pazuchę…
Nell nawet nie zastanawiała się, czy to koledzy złodziejaszka, czy ktoś, kto uznał ich za łatwy cel, a dostrzegł sakiewkę. Ta, przez kamień, wyglądała na bardzo wypchaną. Machnęła różdżką i świat zawirował przed oczami jej i Jamila, który jeszcze zdążył zobaczyć, jak u Bagshot frunie czerwone światło drętwoty. Na szczęście nie zdążyło trafić: z cichym pyknięciem wylądowali z powrotem w alejce, którą chwilę temu biegli, by wpaść za kieszonkowcem na Nokturn. We dwójkę albo we trójkę. Nell puściła ramię Anwara i podparła się o ścianę, a raczej zatoczyła się na nią, po nieco zbyt gwałtownej teleportacji. Przesunęła ręką po ramieniu drugiej, a potem po twarzy, jakby upewniała się, że nie straciła podczas skoku żadnego kawałka ciała.
- To nie na moje biedne serce! – poskarżyła się. – Ja powinnam się domagać podwyżki pensji za pracę w trudnych warunkach! AHA! I nigdy, przenigdy, nie opowiemy o tym reszcie!
Jeszcze jakimś cudem okazałoby się, że to jej wina, bo przecież miała pilnować Jamila!
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#10
05.03.2023, 02:06  ✶  
Kusiło go, by przywalić kieszonkowcowi raz jeszcze. By zetrzeć mu ten przebrzydły uśmiech z twarzy, mimo że już dawno się nie śmiał. Jamil jednak wciąż miał wspomnienie tej miny przed oczami, wściekły o to, że dał się tak łatwo okraść w biały dzień. Gdyby chociaż nie był trzeźwy albo po prostu przegrał w karty…
- Ten tu raczej nie będzie już zagrożeniem - warknął Egipcjanin i zamachnął się na chłopaka drugi raz, choć już całkowicie zbędny. Szukał po prostu ujścia dla własnych nerwów. Dopiero gdy uniósł wzrok na alejkę przed nimi, dotarło do niego, o czym mówiła Nell. Kolejni natręci, wyglądający o wiele groźniej od tego tu rzezimieszka. W dodatku mieliby nad nimi przewagę liczebną, jeśli postawiliby do pionu swojego kolegę. O ile w ogóle się znali, ale w to Jamil już nie wnikał. Pozwolił się chwycić za ramię i odsunął siebie i Nell od kieszonkowca na tyle, na ile było to możliwe. Poczuł szarpnięcie w żołądku, którego nie znosił i do którego (takie miał przynajmniej wrażenie) nigdy nie przywyknie. Była to mimo wszystko jedna z tych czynności, które kojarzyły mu się z Bagshot. Teleportacja, okropne w smaku eliksiry i skorpiony, które wciąż mu wypominała, choć minął ponad rok. Może powinien zrobić sobie koszulkę z napisem: Nie podskakuj, bo rzucę w Ciebie skorpionem? Nell z pewnością byłaby zachwycona.
- Nawet nie ma opcji - poparł ją, opierając się plecami o chłodną ścianę jakiegoś budynku o szyldzie, który zupełnie nic mu nie mówił. - Cathal rozszarpałby nas na strzępy.
Przetarł czoło szalikiem, który wygrzebał z kieszeni płaszcza, jednocześnie starając się uspokoić swój oddech. Po chwili wytarł jeszcze dłoń, na której wciąż pozostawały ślady krwi przeciwnika. Na drugi cios zdecydowanie nie zasłużył, ale otrzymał go dla zasady.
- Masz tę sakiewkę, prawda? - upewnił się Jamil i z pełną powagą spojrzał na blondynkę. Na szczęście potwierdziła. Coraz mniej podobała mu się ta okolica, a już zwłaszcza fakt, że mieszkał całkiem niedaleko stąd. Mogło się okazać, że któryś z tych kryminalistów to jego sąsiad, a nie sądził, by Eden Lestrange była skora szukać mu drugiego lokum w przeciągu miesiąca. - To gdzie mieszka ten facet? - dopytał jeszcze i odepchnął się od ściany, gdy czuł, że zdoła już utrzymać równowagę po nagłej teleportacji. Im szybciej pozbędą się tego kamienia, tym lepiej dla nich. Jamil odda go specjaliście z ulgą większą, niż ta, gdy Cathal oznajmił mu, że załatwił mu pozwolenie na wyjazd do Wielkiej Brytanii. No dobra, może jednak trochę przesadzał, ale nie byłby sobą, gdyby tego nie robił.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2251), Jamil Anwar (2489)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa