Girls just wanna have traumas
@Septima Ollivander & Crow
@Septima Ollivander & Crow
Żeby myśleć, że nie zadajesz się z typami spod ciemnej gwiazdy, a jedynie z „niezrozumianymi przez prawo handlarzami” człowiek potrzebuje jakiegoś porównania, jakiejś skali pomagającej stanąć w miejscu, w którym faktycznie chciało się stać. Niestety Septima Ollivander, jako córka delikatnego różdżkarza i uczennica jednej z najbardziej prestiżowych szkół z internatem na świecie, miała właściwie mało okazji, aby wyrobić sobie taki obraz świata. Taki, który by ją uczynił bezpieczną, który pozwoliłby uniknąć niemożliwie pechowych dni spędzonych u boku Crowa.
Żeby zrozumieć, w jaki właściwie sposób znaleźli się w zamkniętym przedziale pociągu pędzącego na północ kraju, trzeba było wiedzieć czym oboje się obecnej sytuacji zajmowali. Crow, aktualnie zwijający sobie papierosy w naprawdę pokraczny sposób (z użyciem śliny), wiedział o Septimie niewiele. Wczorajszego ranka Fontaine kazała mu przyjść do sali narad i poinformowała go, że stojąca obok dziewczyna będzie potrzebowała jego pomocy w... Pożyczeniu, bo przecież nie kradzieży, części zasobów ugrupowania zajmującego się eksportem nielegalnych w świetle prawa rdzeni, którymi nieszczególnie chcieli podzielić się z Ollivanderami. Septima bardzo chciała poznać ich sekrety, ale... No właśnie, istniało bardzo duże ale, szybko wyłapane przez wprawionego w bandyctwie mężczyzny - to była jakaś młoda naukowczyni, albo nawet nie naukowczyni - ubierała się jak te stare guwernantki nauczające w domach bogatych paniczyków, co opowiedziało mu w gruncie rzeczy całą historię. On nie miał zielonego pojęcia czym są rdzenie, bo trzymane w dłoni różdżki co najwyżej łamał, ona nie miała pojęcia w jaki sposób mogłaby się tam dostać, bo jej umysł obejmował tylko to, czego nauczyli ją ludzie żyjący zgodnie z prawem. Czy się mylił?
Być może tak. W jakimś przynajmniej stopniu. W końcu współpracowała z Fontaine już od jakiegoś czasu. Zapłatą za pomoc w zdobyciu tej wiedzy, była (zdaniem Fontaine przynajmniej) doskonała różdżka, jakiej właściwości opisywała mu wczorajszego wieczora nie pozwalając zasnąć. Crow absolutnie nienawidził w kobietach tego, jak odpalały się już po powiedzeniu sobie „dobranoc” i gadały na jakiś temat, szturchając go w ramię dla pewności, czy na pewno ich słucha, więc wszystkie te słowa wpadały jednym uchem tylko po to, żeby wypaść drugim, ale jakieś szczątkowe informacje o jej radości wyłapał. Bardziej niż właściwości tejże różdżki, zadziwiało go jednak to, że nawet ktoś, kogo większość osób brało za potwora, potrafił cieszyć się jak dziecko z kawałka drewna. On tego oczywiście nie rozumiał, bo jakby miał to rozumieć - magii nauczyli go Bellowie, a nie nauczyciele tych ich akademii ukrytych w wysokich zamkach. Na temat różdżek był pewien tylko jednego: jeżeli pozbawić ich przeciwników, walki stawały się dziecinnie łatwe.
A teraz siedział wyłożony na siedzisku naprzeciwko członkini jednej z najbardziej znanych rodzin zajmujących się ich wytwórstwem. Odkrył, że nie wzbudzało to w nim żadnych emocji, nie postrzegał tego w kategoriach zaszczytu.
Wyglądała nieco inaczej niż wczoraj, kiedy go informowali o tej wyprawie-niespodziance. Poznał ją głównie po włosach kojarzących mu się z sierścią (tak się na to mówiło?) pudla jego dziewczyny. No i po tym, że się na niego na tym dworcu gapiła, bo on wyglądał identycznie jak wcześniej. Miał nawet tak samo ułożone włosy, co mocno sugerowało, że nie mył się co najmniej od jednego dnia. Przywitali się ze sobą, zajęli swoje miejsca, ale poza tym... Towarzyszyła im cisza. Crow potrafił ciąć językiem tak samo precyzyjnie jak nożem, ale jego dusza była nieco bardziej złożona, wcale nie był taki wygadany, kiedy nie miał nic do powiedzenia. Nicość pomiędzy nimi przerywały więc tylko dźwięki lokomotywy.
- Zaraz będziemy na miejscu - stwierdził nagle, wyglądając przez okno. Kiedy się poruszył, absurdalna ilość żelastwa, którą nosił przy sobie, brzdąknęła ocierając się o łańcuch. To pewnie trochę zastanawiało - jak ktoś tak głośny ubiorem, noszący przy sobie tyle przedmiotów, mógł być dobrym złodziejem. Crow lubił w sobie te zagadki. - To twój pierwszy raz? - Upewnił się, wychodząc już z pewnym założeniem, którego się nie wstydził.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.