• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[01.07.1972] Pan Mruczkens | Geraldine & Vincent

[01.07.1972] Pan Mruczkens | Geraldine & Vincent
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
15.12.2023, 15:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:10 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Pogoda była cudowna. Słońce znajdowało się wysoko na niebie i grzało, bardzo mocno grzało. Zachęcało do wyłonienia się z domu. Jako, że nie miała akurat żadnego zlecenia, postanowiła wybrać się na spacer, bez szkodników, bo oba psy zostawiła w domu, z nimi zdecydowanie wolała wychodzić kiedy na ulicach nie było tłumów. Wcale nie tak łatwo było być matką dwóch szczeniaków. Na szczęście Triss ostatnio często u niej bywała i pomagała jej doglądać ferajny, co ona by zrobiła bez tej wspaniałej skrzatki!

Szła właściwie zupełnie bez celu, zbliżało się południe. Ubrana była raczej nietypowo jak na siebie, bo w sukienkę, z racji na to, że wyjątkowo nie szła dzisiaj do lasu. Długą, zwiewną, raczej w mugolskim stylu. Geraldine nie uważała za nic złego podglądanie tego, w jaki sposób nosili się mugole, ba uważała, że mają też świetne gusta muzyczne.

Gdy tak szła zupełnie donikąd natrafiła na zaułek, akurat się zatrzymała, żeby odpalić papierosa. Nie zdążyła jednak tego zrobić, bo dostrzegła dziewczynkę, raczej najpierw ją usłyszała, bo tego pisku nie zignorowałby nawet głuchy. Zainteresowała się sprawą i weszła w zaułek.

Obserwowała przez chwilę to maleństwo i zastanawiała się o co właściwie chodzi w tej całej sytuacji. Po chwili do niej dotarło. Próbowała złapać kota, szło jej to jednak raczej nieudolnie. Yaxley nie miała raczej obycia jeśli chodzi o dzieci, jednak chciała pomóc tej małej. Była w końcu myśliwą, nie powinna mieć problemu ze złapaniem kota, czyż nie?

- Mała, potrzebujesz pomocy? - Wsadziła sobie za ucho papierosa, nie zamierzała go póki co odpalać. Zbliżyła się jeszcze bardziej do dziewczynki, cóż dzisiaj nie wyglądała jakby chciała zrobić komuś krzywdę, więc nie był to najgorszy dzień na zagadywanie dzieciaków.

Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#2
07.01.2024, 22:01  ✶  

Znalazł się na Pokątnej, bo musiał uzupełnić zapas eliksirów leczących w swojej chacie. Nie raz skaleczył się podczas hodowania smoczogników, czy ogarniania reszty zwierząt w rezerwacie. Potrzebował też spory zapas maści łagodzących poparzenia i inne podobne produkty. Zaopatrzony już we wszystko chciał zajść na obiad i jakieś piwo do pubu, ale po drodze jeszcze chciał wstąpić do sklepu i kupić sobie nową parę butów, więc wybrał skrót do tego miejsca przez jeden zaułek.

Ubrany był w stare, ciężkie buty, delikatnie już zniszczone przez czas, mugolskie dżinsy i podkoszulek na szerokim ramiączku w kolorze czerni. Było mu gorąco, a dzisiejsza pogoda bardziej zachęcała do wskoczenia do jakiegoś jeziora niż szlajania się między murowanymi ścianami Ulicy Pokątnej. Wyciągnął jednego papierosa i odpalił go zaciągając się nim mocno. Wypuścił dym i ciężko westchnął. Był to męczący nawyk, ale już tak się od tego uzależnił, że nawet nie wiedział jak się tego pozbyć. Każdemu mówił, że mógł przestać palić od jutra, ale jutro było każdego dnia, nie? Tak więc już zostało. Dym zmieszany z wodą kolońską dobrej jakości to był po prostu zapach Vincenta.

Do jego uszu dotarł pisk jakiegoś dziecka, więc z ciekawości ruszył w tamtym kierunku. Dzieci to była jedyny rodzaj człowieka, którego nie nienawidził. Może i go irytowały, czasami nie umiał się z nimi obchodzić, ale nie mógł powiedzieć, że ich nienawidził, bo one jeszcze nie były skalane fałszywością ludzkiego istnienia, były szczere i zawsze mówiły, co myślały. W końcu dotarł do źródła i dostrzegł tam kobietę. Nie widział jej twarzy, stała tyłem do niej, a dziewczynka chlipała w niebogłosy.

– Coś się dzieje? – zagadnął niepewnie.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
08.01.2024, 19:02  ✶  

Dziewczynka spoglądała na Yaxley niepewnie. Gerry nie wiedziała dlaczego, sądziła, że może wzbudzać zaufanie, szczególnie w tym stroju. - Możesz mi wszystko powiedzieć. - Nachyliła się nawet przed dzieciakiem, żeby zrównać się do jego poziomu. To powinno pomóc, nie patrzyła na nią z góry. Próbowała robić co mogła, chociaż na dzieciach znała się tyle, co wcale. Nigdy za nimi nie przepadała, nie miała instynktu macierzyńskiego, a ponoć kobiety w jej wieku już dawno powinny go mieć. Na całe szczęście, bo jeszcze by jej coś głupiego przyszło do głowy. Była psią matką, w Lithę przyniosła do domu kolejnego szczeniaka, to powinno jej wystarczyć na kolejne dziesięć lat życia.

Usłyszała ruch gdzieś za sobą, momentalnie wstała, złapała różdżkę w dłoń, bo nie miała pojęcia dlaczego ktoś się tutaj znalazł, a żyli w takich czasach, że lepiej uważać. Zapewne też usłyszał szloch dziewczynki, jednak jak zawsze wolała założyć najgorsze. Zasłoniła swoją sylwetką dziewczynkę, żeby nie dać jej zranić, jeśli stojący przed nią mężczyzna miał złe zamiary. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, twarz wydawała się jej być znajoma, zmrużyła oczy, żeby połączyć ją z jakimiś danymi osobowymi, szło jej to jednak bardzo trudno, Vincent mógł zauważyć po jej twarzy, że w głowie odbywa się właśnie jakiś bardzo mocno absorbujący proces.

- Właśnie próbuję to ustalić. - Odpowiedziała po chwili na jego pytanie, za to nie znalazła odpowiedzi na to, co ją nurtowało. Za cholerę nie mogła sobie przypomnieć kto przed nią stoi, chociaż wiedziała, że zna tę twarz. No nic, może przypomni jej się chwilę przed snem, czy coś, bo na pewno nie zaśnie jeśli nie pozna odpowiedzi.

- MÓJJJ koteczek - Dziewczynka postanowiła im się wtrącić do rozmowy i pokazała ręką na parapet, który znajdował się jakieś dwa metry nad ziemią. - Uciekł mi, nie mogę go zdjąć.

Geraldine przeniosła spojrzenie na ten nieszczęsny parapet i zaczęła szacować, czy da radę tam wejść, nie powinna mieć z tym problemu, bo sama miała 188 centymetrów wzrostu. Powinna się po prostu podciągnąć, tyle, że nie mogła wystraszyć kota, a ta sukienka była strzałem w kolano, cóż ewentualnie zaświeci dupą, nie byłby to pewnie pierwszy raz.

Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#4
14.01.2024, 20:35  ✶  

Gdy dziewczyna odwróciła się do niego przeszedł go jakiś nieprzyjemny cień, dreszcz, a może złość? Chrząknął lekko, ale widząc, że go nie poznała nie miał zamiaru jej ułatwiać zadania. Spojrzał na dziecko, które chciała w odruchu chronić przed nim; jego usta rozciągnęły się w cynicznym uśmiechu.

– Spokojnie Yaxley, nie krzywdzę bezbronnych w przeciwieństwie do innych – mruknął i spojrzał na zapłakane dziecko z nutką podejrzenia i gdzieś błąkającej się myśli, że może Geraldine przerzuciła się na dręczenie też dzieci, ale raczej w to wątpił. Polowała na zwierzęta dla biznesu i miał w głębi duszy gdzieś nadzieję, że kobieta nie robiła tego dla przyjemności. Słowa dziewczyny skutecznie odwróciły uwagę od tych niekomfortowych myśli, spojrzał na kota i uniósł brwi ku górze. Czyli polowanie na kota?

– Mogę spróbować go ściągnąć – Vincowi brakowały tylko trzy centymetry do dwóch metrów, więc nie powinien mieć problemu z sięgnięciem po kota – Musisz uważać jak nie chcesz, aby ci ten kot uciekał tak często. Może zrób mu jakąś smycz? – zasugerował i jeśli Ger zgodziła się na to, aby to Vinc zajął się ściągnięciem sierściucha to powoli podszedł parę kroków w stronę zwierzaka – Masz może jakiś przysmak dla niego? – zerknął na dziecko jeszcze nim podjął się próby łapania kota.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
14.01.2024, 21:12  ✶  

Czyli to nie było złudne wrażenie. Skoro on znał ją, to i ona powinna znać jego. Jak zwykle jednak nie mogła połączyć twarzy z nazwiskiem. Bardzo ją to irytowało, bo wiele by to ułatwiło. Najwyraźniej wiedział, czym się zajmuje, skoro wysilił się na ten nie do końca miły komentarz, musiał też tym gardzić. Nie był jedyny, przywykła do tego. Mało kto rozumiał to, czym się zajmowała. Łatwo przychodziło osądzanie, szczególnie, kiedy nie miało się pojęcia, jak dokładnie wygląda praca drugiej osoby. Pomagała bezbronnym, którzy nie potrafili sobie poradzić ze stworzeniami, które uprzykrzały im życie i były bardzo niebezpieczne. Ryzykowała swoje życie, aby pomagać innym. W oczach niektórych była po prostu zabójcą, najwyraźniej on należał do tych osób. Trudno, nie zamierzała udowadniać, że jest inaczej, nie uszczęśliwi wszystkich.

- Nie wiem do czego pijesz, ale ja nie atakuję ludzi. - Odpowiedziała z irytacją w głosie. No, może czasami, kiedy ktoś nadepnął jej na odcisk korzystała z pięści, aby trochę rozładować złość, aczkolwiek nie zabijała ludzi. Przynajmniej, jak na razie. Kto wie bowiem, do czego będzie zmuszona w przyszłości, szczególnie, że czasy były bardzo niebezpieczne.

Geraldine zmierzyła go wzrokiem, był od niej wyższy, miał lepsze predyspozycje chociaż ona posiadała umiejętności, które mogły jej bez mniejszego problemu pomóc złapać kota. Może chciała zobaczyć, jak się wspina, bo nie do końca wierzyła, że przechytrzy to zwierzę? Najwyżej później się dołączy do zabawy. - To spróbuj, tylko nie spadnij, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny.

- Ale koty ponoć lubią chodzić własnymi ścieżkami, nie chcę mu tego zabierać. - Powiedziała dziewczynka trochę zdziwiona tym, że wspomniał o smyczy. - Na smyczy chodzą psy, nie koty. - Dodała jeszcze. - Nie mam żadnego przysmaku. - Powiedziała jeszcze smutnym głosem.

Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#6
19.01.2024, 19:10  ✶  

– To będziesz musiała go tak często łapać – odparł dzieciakowi.

Vincent nigdy nie przepadał za kotami. Były wręcz nieznośnymi, złośliwymi, leniwymi sierściuchami. Wolał psy, swoje smoczogniki i inne dzikie zwierzęta. Teraz jednak miał zamiar ściągnąć kota dla jakiegoś małego, nieznośnego, zasmarkanego dzieciaka. Do tego spotkał Gerldine, której nie miał zamiaru przyznawać się do tego kim jest, bo po co tej wstrętnej żmii taka informacja, hm? Podszedł powoli i ostrożnie do miejsca, gdzie siedział kot. Zrobił jakieś dziwne kici, kici i spróbował po niego sięgnąć. Kot spojrzał na niego, miauknął i machnął nerwowo ogonem. Vincent zauważył, że było coś nie tak, ale nie miał zamiaru się zrazić. Już prawie go miał, czuł wręcz futro pod palcami, ale wstrętny pchlarz zasyczał i zadrapał go w dłoń przeskakując w inne miejsce. Nie będzie tak łatwo jak można było się spodziewać.

– Trzeba wymyślić coś innego – mruknął bardziej do siebie i podszedł do Geraldine. – Nie ma sensu ganianie tego kota po całej ulicy, to pieprzony kot. Trzeba go jakoś zwabić w jedno miejsce, w pułapkę. – mruknął. Nie wiedział czemu chciał tu zostać i pomóc. Mógł po prostu stanąć z boku i chichrać się z tego jak Yaxley będzie biegać po zaułku i gonić kota, ale jakoś chyba żal mu było tej małej.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
20.01.2024, 16:06  ✶  

- To się dopiero okaże. - Odburknęła dziewczynka chyba nie do końca zadowolona z tego, co powiedział Vincent. Gdyby tylko Prewett i Geraldine wiedzieli jak często gubi tego kota, zapewne wcale by jej nie pomogli, na całe szczęście żadne z nich nie miało o tym pojęcia.

Coś ich łączyło, bo Yaxley też należała do tej części ludzi którzy woleli psy. Sama w końcu miała dwa w domu, kotów trochę się bała, bo były nieobliczalne i mogły zaatakować w najmniej odpowiednim momencie. Psy zdecydowanie jej zdaniem były prawdziwymi przyjaciółmi, nie wyobrażała sobie życia bez tych dwóch swoich.

Wpatrywała się z daleka jak Vincent miauczy do kota, niesamowicie bawił ją ten widok. Wtedy też żaróweczka w jej głowie postanowiła się zapalić. Dotarło do niej kim jest. Przypomniała sobie, że znali się z Hogwartu, że grali w przeciwnych drużynach, że często dochodziło między nimi do spięć, ale było to tak dawno, że wyparła to z pamięci. Wróciło. Wiedziała już czemu traktował ją z góry, zabawne, bo jeden z członków jego rodziny ostatnio nawet prosił ją o pomoc podczas pewnej ekspedycji, jak widać nie wszyscy cenili jej kunszt.

Kot zdecydowanie nie chciał dać się złapać, bo syknął na Prewetta i go podrapał. - Czyżby pan Prewett nie był w stanie poradzić sobie z zwyczajnym kotem? - Odparła z rozbawieniem, przy okazji chciała dać mu do zrozumienia, że połączyła kropki i wie kim jest.

Miała chęć rzucić na kota zwykłe Accio, żeby sprawdzić, czy uda jej się go ściągnąć do siebie zaklęciem, bała się jednak, że uszkodzi zwierzę, a rozpaczy dziewczynki po stracie kociego przyjaciela by nie zniosła. Spojrzała na deskę, a raczej kawałek patyka, który stał oparty o ścianę. Miała pewien pomysł, ciekawe, czy uda się jej go zrealizować. - Spróbuję stworzyć linę, będzie ją można później złapać Mruczka.- Oznajmiła co zamierza zrobić, żeby Prewett nie musiał się domyślać. Wyciągnęła różdżkę, a później mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało przetransmutować ten kawałek drewna w linię. Nie wiedziała jednak, czy jej się uda.

Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#8
20.01.2024, 19:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2024, 16:03 przez Vincent Prewett.)  

Zignorował dziecko, nie miał zamiaru się kłócić ze smarkiem, a wszem i wobec wiadome było, że dzieci i ryby głosu nie mają, nie? Rodzice tej dziewczynki powinni się nią chyba lepiej zaopiekować. Dziwne było, że ona i kot byli bez opieki. Może wspomni o tym kiedyś Brennie, że szlaja się tu taki smark bez opieki.

Gdy Gerladine powiedziała do niego po nazwisku na jego ustach zatańczył cyniczny uśmiech. Pokręcił głową i spojrzał na nią.

– Brawo, zadzwonił gdzie powinno, co? – zapytał z delikatnie drwiącym tonem głosu. – Jak taka mądra, poluj. Chętnie popatrzę – odparł i założył ręce na klatce dając jej pole do popisu. Ze zmianą deski w linę poradziła sobie zaskakująco dobrze i nie mógł się do tego jakoś szczególnie przypierdolić, ale nie na tym jej zadanie się kończyło. – A masz jakiś plan aby zwabić tego sierściucha w jedno miejsca? Bo z tego co wiem to koty mogą tak skakać cały dzień i machać na ciebie tym ogonem. Pewnie się jeszcze śmieje w środku jak jakiś demon, czy coś – wzruszył ramieniem jakby go to ni grzało ni ziębiło.

– Gdzie są twoi rodzice, co? – zwrócił się nagle do dziecka patrząc na nią z góry. – Nie powinnaś być w szkole? – tak, nie wiedział totalnie jak działają dzieci i kiedy powinny być w szkole, już dawno zapomniał jak to jest być uczniem, albo po prostu nie przykładał do tego za bardzo wagi.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
21.01.2024, 14:18  ✶  

- Oj zadzwonił, nie wiem tylko, czy to dobrze. - Nie do końca miło wspominała szkolne czasy, szczególnie jeśli chodzi o uczniów Slytherinu, często wplątywała się w jakieś kłótnie, a czasem dochodziło nawet do rękoczynów, bo Gerry bardzo lubiła kłopoty, a do tego miała nieokrzesany temperament, który tylko to zaogniał. Siedziało to w niej głęboko, bo nawet do dzisiaj niezbyt przyjemnie myślała o tych z domu węża. Miała wrażenie, że czuli się lepsi od wszystkich, istotna dla nich była czysta krew i te zupełnie niepotrzebne nikomu konwenanse, którymi ona sama gardziła.

- To patrz, gwarantuję, że nigdy więcej nie zobaczysz takiego popisu, obyś nie przeoczył żadnego szczegółu. - Na całe szczęście udało jej się perfekcyjnie wykonać zaklęcie, nie ma się co oszukiwać, transmutacja należała do jednych z jej ulubionych dziedzin magii. Nie bez powodu opanowała ją na tyle, że była skunksim animagiem - o tym jednak wiedział mało kto, bo nigdy nie dopisała się do tego śmiesznego spisu.

Wzięła do ręki linę, sznurek, jak zwał tak zwał, na którym zawiązała sporą pętlę, niezbyt jednak dużą, aby jej się z niej kocur przypadkiem nie wymknął. - Walczyłam z gorszymi demonami od kotów Prewett. - Udało jej się nawet umknąć widmom, więc ten kocur nie powinien być problemem. - Nie zamierzam go wabić, to trzeba zrobić szybko, żeby nie miał czasu na ucieczkę. - Spróbuje niczym cowboy na dzikim zachodzie złapać kota w lasso, które sama wydziergała chwilę temu, to nie powinno być szczególnie skomplikowane, prawda?

- Są wakacje, dlaczego miałabym być w szkole? - Dziewczynka spoglądała na Vinca, jakby urwał się z choinki. - Rodzice są w pracy, tu niedaleko, byłam tam z nimi, ale kot mi uciekł. - Widać było, że coraz bardziej się denerwuje, że wynikną z tego większe kłopoty.

Sama Geraldine ignorowała ich rozmowę, zajęta była śledzeniem ruchów kota, który spoglądał na nią swoimi oczami, musiała zadziałać intuicja, bo nie była w stanie przewidzieć, w którą stronę skoczy teraz. Zbliżyła się do niego, aby zachęcić go do ruchu i zarzuciła swoje lasso, ciekawe, czy trafiła.


Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#10
21.01.2024, 18:17  ✶  

Wzruszył ramieniem, gdy dziecko powiedziało o wakacjach. W sumie zgadzałoby się, nie? Ciepło było, więc jakoś tak chyba zaczynało się wolne w szkołach, a ci rodzice to powinni dostać po łbie, że puszczają teraz takiego smarka samopas po ulicy. Sam latał często bez opieki, ale no wojna wisiała w powietrzu, ataki były zakorzenione w ich głowach dosyć mocno, prawda? A tu takie małe coś, z mlekiem pod nosem ryczy w zaułkach i prosi obcych o pomoc. Porażka.

Parsknął pod nosem, gdy zobaczył jak lina zahaczyła o uszy kota, prawie go miała, ale futrzak sprytnie wyślizgnął się spod sznurka i przeskoczył na schody przeciwpożarowe. W tym momencie Geraldine zamachnęła się kolejny raz i w ostatniej chwili złapała go za łapkę.

– No Yaxley. Szacunek – pokręcił głową z cichym śmiechem. Wiedział jednak, że z kotem może być trudniej, bo te pchlarze to jednak były sprytne, ale przecież jej tego nie powie, że nie ujmuje to jej umiejętnościom. Wyciągnął różdżkę i machnął w stronę kota zaklęcie pętające, aby go związało za łapki i nie mógł się ruszać. W końcu nie będę się z nim szamotać i ciągnąć go za tą nieszczęsną łapkę.


Rzut N 1d100 - 74
Sukces!

Rzut N 1d100 - 14
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2461), Vincent Prewett (1598)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa