05.05.2024, 21:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2024, 22:45 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - osiągnięcie Bajarz IV
Domek letniskowy, do którego Astaroth włamał się razem z Daisy sprawiał wrażenie, jakby najlepsze lata miał już dawno za sobą. Był niewielkich rozmiarów, przeznaczony raczej dla pojedynczej osoby lub pary, niż dla większej rodziny. Poza salono-sypialnią, w której umieszczono podwójne łóżko, szafkę nocną, niewielką szafę i biurko, była jeszcze niezbyt interesująca łazienka (prysznic, toaleta, umywalka i lustro nad nią) oraz mikroskopijnych rozmiarów kuchnia z lodówką turystyczną i blatem roboczym wielkości najwyżej metra. Na szczęście był czysty i chyba gotowy na przyjęcie nowych gości (zmieniono pościel i leżały świeże ręczniki a w łazience był świeży papier toaletowy i kostka mydła).
Daisy zapaliła światło a potem zbliżyła się do jednego z okien, by zasłonić firanki. Do świtu Astarothowi pozostało najwyżej dwie, może trzy godziny. Dziennikarka usiadła na łóżku, coraz bardziej wykończona.
Tymczasem Yaxley, dostrzegł coś, co przypominało płomienie na środku jeziora. Daisy ziewnęła i zamrugała, próbując odegnać od siebie senność. Wyprawa do Ośrodka Windermere, przedarcie się przez siatkę i włamanie do domku musiało ją potężnie zmęczyć, nawet jeśli za wszelką cenę próbowała nie dać tego po sobie poznać.
- Myślisz, że ten historyk pomylił żywe trupy z tym co siedzi w wodzie? – zapytała. – Szkoda, że nie udało nam się zebrać żadnego materiału. Rankiem pójdę na dwór i zrobię kilka zdjęć. Może też uda mi się podpytać kogoś, może jakiegoś brygadzistę, czy coś udało im się ustalić. – Ziewnęła. – Wyniesiemy się stąd wieczorem. – Nie dodała już: kiedy będziesz mógł bezpiecznie wyjść na dwór.
Płomienie znowu pojawiły się na środku jeziora. Znowu nikłe, małe, przypominające raczej ognisko niż prawdziwy pożar. Astaroth dostrzegł jeszcze coś, a właściwie kogoś. Wyglądało na to, że nie byli jedynymi ludźmi, którzy nielegalnie próbowali przedostać się na teren ośrodka. Przy jednym z drzew Yaxley dostrzegł męską sylwetkę. Z boku wyglądało to mniej więcej tak, jakby człowiek ten, najpewniej mugol (choć równie dobrze mógł być to jakiś kolejny dziennikarz - czarodziej bądź czarodziej - pasjonat ekstremalnych wrażeń), próbował dostać się na molo Ośrodka Windermere, w stronę przycumowanych tam łodzi.
Czyżby również on dostrzegł ogień i chciał sprawdzić, co też oznaczał? Czy zdawał sobie sprawę z tego, że w jeziorze kryło się niebezpieczeństwo? I dlaczego żaden z krążących po okolicy brygadzistów i aurorów nie skierował się w stronę molo?
Od strony łóżka dobiegło do Astarotha ciche pochrapywanie. Daisy ledwie ściągnęła buty, zwinęła się w kłębek jak mały kotek i zasnęła. Najwidoczniej jej wiara w szlachetne intentencje i dobre serce przebywającego w jej towarzystwie wampira była bezgraniczna.