• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[1964, Hogwart, Skrzydło szpitalne] Najwspanialszy sport na świecie

[1964, Hogwart, Skrzydło szpitalne] Najwspanialszy sport na świecie
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#1
04.01.2023, 11:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 14:54 przez Mackenzie Greengrass.)  
Wszystko zaczęło się od: dwóch tłuczków, deszczu, wiatru i ostrej walki o kafla.
Mackenzie Greengrass stosunkowo rzadko spadała z miotły. Quidditch był całym jej zżyciem, aktywność fizyczna rzeczą, w której zawsze była najlepsza – dużo lepsza niż w magii, a krew Nottów, o której nikt nie wiedział, dawała o sobie znać. Dziś jednak mecz odbywał się w warunkach niemalże apokaliptycznych: wiejący wiatr, zacinający deszcz, utrudniający widoczność. Nagła zmiana kierunku wiatru i dwa tłuczki, z których w tym samym momencie jeden walnął ją, a drugi (chociaż Mackenzie tego nie miała szans zauważyć) Theodora Lovegooda, podobnie jak ona pędzącego ku kaflowi, doprowadziły najpierw do zderzenia w powietrzu, potem zaś do upadku z wysokości jakichś dziesięciu metrów.
Mieli tyle szczęścia, że na ziemi zalegało dość błota, aby spadnięcie na nią w plątaninie szat, kończyn i mioteł, nie zakończyło się śmiercią ani ogromną ilością złamań. Właściwie to groziło im pewnie utopienie w kałużach. Tego Mackenzie jednak nie miała okazji zobaczyć, bo gdzieś pomiędzy tłuczkiem, który złamał jej rękę, a walnięciem o glebę, straciła na moment przytomność.
Ocknęła się jakieś pięć minut później. Wciąż w szatach quidditcha, już nie czerwonych, a brązowych, tak mokrych, że można by z nich wycisnąć miskę wody. Jasne włosy, związane na czas meczu w ciasny kucyk, też zmieniły kolor, a twarz Kenzie była ubabrana błotem. Ręka promieniowała bólem, a liczne sińce i krwiaki, które powstały albo w chwili zderzenia w powietrzu, albo w sekundzie uderzenia o boisko, wyśpiewywały bolesną pieśń swojego lodu.
To nie miało jednak znaczenia.
Przekrzywiła lekko głowę, uświadamiając sobie, że ona, i drugi potwór z bagien, którego (trochę przez błoto, trochę przez to, że kręciło się jej w głowie) nie była w stanie nawet rozpoznać, są właśnie transportowani na noszach korytarzem, wiodącym prosto do skrzydła szpitalnego.
- Meeeecz? – wyjęczała, usiłując zogniskować wzrok na nauczycielce transmutacji, która sterowała jej noszami.
- Ciągle trwa, panno Greengrass. Nie złapano znicza.
Ach, te wspaniałe zasady quidditcha. (Zdaniem Mackenzie zresztą faktycznie były wspaniałe.)
Otrzeźwiała niemal natychmiast i usiadła na noszach, od czego – rzecz jasna – zakręciło się jej w głowie tak, że padła na nie z powrotem.
- Przecież ja muszę tam natychmiast wracać!
- Ze złamaną ręką i prawdopodobnie wstrząsem mózgu? Szczerze wątpię. Panie Lovegood, jak się pan czuje? – spytała kobieta, a przed nimi otworzyły się drzwi skrzydła szpitalnego…
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#2
04.01.2023, 14:25  ✶  
Niewiele pamiętał. Nie był to dobry znak.
Miał wyraźne wspomnienie tego, jak zakładał ochraniacze pod strój, jak przygotowywał miotłę, jak motywował się z pozostałymi członkami drużyny poklepując się po plecach i rzucając głośno mobilizujące hasła. Dosyć wyraźnie pamiętał brodzenie po kolana w błocie podczas wychodzenia na stadion, a potem szarpanie się z miotłą po to, by mimo dokuczającego wiatru zawisnąć w jednym miejscu w trakcie, gdy sędzia przygotowywał się do rozpoczęcia meczu.
To, co działo się po pierwszym gwizdku, było już dla niego niewyraźną, zlewającą się w jedno, ciemną plamą. Chyba najpierw prowadzili, a następnie przegrywali. A później, z jakiegoś powodu, który uciekł mu z pamięci, znalazł się w czymś bardzo mokrym, w ustach czuł posmak brudnej ziemi, a głowę wypełniał mu ból tak mocny, że czuł się tak, jakby zaraz miała mu się rozpaść na dwie części. Nie był pewien jak długo tak leżał, nie będąc w stanie się ruszyć, nim znalazł się na czymś bardziej suchym.
Wszystko docierało do niego jak przez mgłę, którą wywoływało pulsujące rwanie w okolicy czoła. Czuł, że na twarzy miał błotnistą maskę, ale nie chciało mu się jej przetrzeć. Jego ubranie było mokre, przez co wydawało się bardzo ciężkie. Gdy otwierał oczy widział jakieś światła i kształty, które nie miały większego sensu. Słyszał wokół siebie jakieś głosy, ale słowa zlewały mu się ze sobą. Skoncentrował się mocno i zdołał wychwycić z rozmowy dwa wyrazy.
Pan Lovegood. Pan Dobra-Miłość. Co za durne nazwisko. Kompletnie idiotyczne, jak u bohatera wyjątkowo kiepskiego romansu. Zaśmiał się pod nosem mimo bólu, który penetrował jego czaszkę. Co to za ofiarę losu życie pokarało takim imieniem?
Moment, chwileczkę…
Przecież to on tak się nazywał. Tak, był tego pewien. To o nim mówił kobiecy głos.
- Tak, to ja jestem Lovegood – potwierdził swoją tożsamość cichym tonem. Na wypadek, gdyby kobiecy głos go nie usłyszał, zgłosił się podnosząc rękę do góry.
- A więc dobrze widziałam, tłuczek trafił pana prosto głowę. Proszę się za dużo nie ruszać, panie Lovegood. To samo czyni się pani, panienko Greengrass. Zaraz się państwem zajmiemy – powiedziała nauczycielka przenosząc wzrok z jednego pacjenta na drugiego. Theodore nie zrozumiał prawie niczego z tego, co mówiła, ale miała spokojny ton, co sprawiło, że on również stał się spokojny.
Zatrzymali się, więc rozchylił oczy. Usłyszał inkantacje i poczuł jak czyjeś zaklęcie wysusza jego ubranie, a następnie przenosi go na coś miękkiego i ciepłego. Obrócił głowę w bok i po swojej prawej stronie ujrzał kształt, z którym działo się to samo co z nim. Zdziwił się, gdy w kształcie opadającym na łóżko rozpoznał ludzką sylwetkę. Nie był jedyną ofiarą błotnisto-wodnistej masy generującej bóle głowy?
- Kim jesteś? - spytał się towarzyszki niedoli, nie do końca świadomy faktu, że w przeciągu kilku ostatnich chwil jej nazwisko padło już wielokrotnie.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#3
04.01.2023, 14:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 15:00 przez Mackenzie Greengrass.)  
Mackenzie kręciło się w głowie. Było jej też trochę niedobrze. W przeciwieństwie do Lovegooda, pamiętała, jak się nazywa i co się stało, chociaż w ogóle o tym nie myślała. W jej umyśle odbijało się bowiem wciąż i wciąż jedno zdanie.
Mecz.
Mecz wciąż trwał.
Ta myśl sprawiała, że ból schodził na dalszy plan.
Oczywiście, Hogwart to nie była profesjonalna liga. Tu najczęściej wygrywał ten zespół, którego szukający zdobywał znicza - chociaż Mackenzie naprawdę wychodziła z siebie i stawała obok, aby punkty zdobyte przy bramkach też się liczyły i nawet nalegała, by pałkarze skupiali się na bronieniu szukającej, i przypadkiem nie zawracali sobie głowy nią.
Wiedziała to wszystko, ale to i tak nie miało znaczenia.
- Ale... pani profesor... mecz...
- Odbędzie się bez pani. Jak sobie wyobrażasz zdobywanie goli ze złamaną ręką, panno Greengrass? - odparła nauczycielka surowym tonem, po czym przetransportowała Mackenzie na łóżko, wcześniej wyczarowując na nim narzutę, by całe to błoto nie uwaliło posłania. Ledwo kobieta wyszła, zapewne aby zawołać z sąsiedniego pomieszczenia pielęgniarkę, Mackenzie z pewnym trudem usiadła.
Podparła się przy tym odruchowo ręką i jęknęła, bo na całe nieszczęście profesor miała rację. Kość jak nic była złamała. Może nawet z przemieszczeniem. Przez moment przed oczyma Greengrass zatańczyły wszystkie gwiazdy, a ona sama śmiertelnie pobladła pod błotem. Pochyliła się, czoło opierając o kolana, gdy w uszach narósł świst, zwiastujący rychłe omdlenie.
Słowa Thedore'a przedarły się przez ten hałas.
- Masz amnezję, czy jak? - spytała, powoli się prostując. Nie byłaby specjalnie zdziwiona, że ktoś jej nie rozpoznaje, gdyby ten ktoś nie był członkiem drużyny quidditcha. Nie była ani najlepsza w magii, ani najładniejsza, ani nawet szczególnie towarzyska, więc jeżeli ktoś nie chodził na mecze, mógł spokojnie przegapić jej istnienie. Nawet jeżeli był w tym samym domu albo na tym samym roku.
Ale członkowie drużyn innych Domów doskonale ją znali i zwykle nienawidzi z głębi serc.
- Ścigająca Gryfonów. Ta, która trzy razy zabrała ci dziś kafla sprzed nosa. Zabrałabym czwarty, gdyby nie ten głupi wiatr. I tłuczek - przypomniała (z pewnością siebie może nie w stu procentach uzasadnioną, bo które z nich dostałoby w tym starciu kafla, gdyby nie te tłuczki, ciężko było powiedzieć). To przypomnienie też wiele o niej mówiło, bo to, że jest "ścigającą Gryfonów" uważała za istotniejsze od własnego imienia oraz nazwiska, czy jakiejkolwiek innej informacji, jaką mogłaby o sobie przekazać.
Za pocieszające w tej całej, irytującej sytuacji, mogła uznać wyłącznie to, że trafili tutaj oboje. A to oznaczało, że nie tylko Gryfoni stracili członka podstawowego składu.
Upewniwszy się, że jednak nie zemdleje, zacisnęła zęby, podjęła ostrożną próbę wstania. I - co rusz podpierając się o meble, w tym skraj łóżka Thedore'a - skierowała się ku oknu. Jeżeli się wychyli, powinna być w stanie dojrzeć boisko... Może jeśli je otworzy (chrzanić deszcz, wiatr i chłód, i tak nie mogła być bardziej mokra!) usłyszy nawet, jak komentator wykrzykuje wynik?
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#4
04.01.2023, 20:33  ✶  
Od kiedy patrzenie bolało? Gdy próbował skupić spojrzenie na jednym punkcie jego mózg odpowiadał przenikliwą, nieustępliwą migreną. Chwycił się za głowę w miejscu, które zdawało się emitować całą tę arię nieprzyjemnych doświadczeń i skrzywił się, gdy wyczuł tylko częściowo ukrytego za linią włosów guza. Gdy go dotykał zdawał się być ogromny i wyobrażał sobie, że musiał wyglądać jak mała główka wyrastająca z jego głowy.
Za to słuchanie szło mu coraz lepiej. Coraz lepiej rozróżniał słowa, tak jakby jego zmęczony mózg był zbyt wyczerpany by je dłużej mieszać ze sobą. Pytanie drugiej poszkodowanej dotarło do niego wyraźnie, ale najpierw przez kilka chwil z markotną miną musiał zastanowić nad odpowiedzią.
- Nie mam amnezji – odparł bez przekonania - Chyba. Nie jestem pewien, nie pamiętam – dodał po chwili i złapał się ponownie za głowę. Nie próbował wstawać, nie chciało mu się, poza tym miał nieodparte wrażenie, że pomieszczenie trochę wirowało. Ograniczył się do obserwacji towarzyszki niedoli i jej heroicznej, choć pozbawionej sensu podróży po skrzydle szpitalnym.
- Aha… Czyli pewnie Greengrass... – skondensował jej wywód w kilku słowach. Był to spory komplement: mógł mieć problemy ze skojarzeniem własnego imienia, słabo orientował się, co działo się wokół niego i zachowywał się tak, jakby uderzenie tłuczka wybiło mu z głowy połowę jego życiorysu, ale bez problemu połączył problematyczną dla jego zespołu graczkę z właściwym nazwiskiem, zupełnie jakby miał tę informację wyrytą w umyśle dużymi literami. Musiał zaufać jej opisowi, gdyż nie miał szans rozpoznać dziewczyny po samym wyglądzie. Wzrok wciąż płatał mu figle, a Mackenzie była poobijana. Na boisku rozpoznawał ją po charakterystycznych blond włosach, a w tym momencie miały one barwę brudu i błota.
- Wiesz może jak skończył się mecz? - spytał się gryfonki. Nie tylko na boisku był dwa kroki za nią. Mimo wymiany zdań między nauczycielką a Greengrass jakimś cudem do jego świadomości wciąż nie dotarła informacja, że mecz jeszcze trwał. Przekonany, że już dawno było po wszystkim, wpatrywał się w przeciwniczkę będącą coraz bliżej swojego celu.
Otworzenie okna niewiele pomogło. Wiatr z radością wdarł się do środka, wywiewając wszystkie kartki ułożone na pobliskim stoliku. Niemiłosiernie dudnił i w tandemie z deszczówką spływająca po rynnach zagłuszał to, co działo się na stadionie. Mimo to był przekonany, że usłyszał krzyk komentatora, z którego rozpoznał słowo „Gryffindor”. Niestety, nie było sposobu, by powiedzieć, czy zdobyli punkt, czy złapali znicz, czy może wprost przeciwnie, dostawali baty. Zaraz potem mógłby przysiąc, że usłyszał ten sam głos wykrzykujący nazwisko jego koleżanki z drużyny, ale pełna informacja o tym, co się z nią działo, była zagłuszona przez warunki pogodowe.

@Mackenzie Greengrass
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#5
04.01.2023, 22:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 21:36 przez Mackenzie Greengrass.)  
- „Nie pamiętam” brzmi jak definicja amnezji. O jasny szlag – jęknęła Mackenzie, podpierając się na moment o parapet, bo krótka przechadzka po skrzydle szpitalnym odebrała jej większość energii i zaowocowała tym, że po pierwsze, znów zrobiło się jej niedobrze, po drugie, wszystkie obrażenia zaprotestowały przeciwko ruchowi.
Ktoś inny być może zmartwiłby się stanem kolegi, który najwyraźniej oberwał bardzo mocno. I to może po części przez nią, nie wiedziała w końcu, że oberwał tłuczkiem – mogła podejrzewać, że skutkiem było to, że zrzuciła go z miotły.
Jeżeli szło o Mackenzie, to tak trywialne rzeczy nie mogły zaprzątać jej blond (tudzież błotonobrązowej), obolałej głowy, gdy nie znała wyniku. Wprawdzie wygrana albo przegrana nie odbierała jeszcze żadnej drużynie walk o finał, a Lovegood był jednym z nielicznych zawodników, których Mackenzie uznawał u Puchonów za „znośnych”, ale i tak się martwiła. Znicz bywał nieprzewidywalny. Mógł na przykład wpaść prosto w usta szukającego Puchonów.
- Nie skończył się – odpowiedziała krótko, po czym z kolejnym jęknięciem wychyliła się przez parapet, podpierając przy tym zdrową ręką. Krople deszczu zaczęły uderzać o twarz, wiatr świszczał w uszach, dołączając do świstu już i tak w jej głowie obecnego, ale mogła dostrzec kawałek boiska i latające w oddali postacie.
Niestety, nie umiała ich od siebie odróżnić. Nadstawiła uszu, zagryzając wargę z nerwów, aż w ustach poczuła smak błota i krwi. Tak, twarz też miała ubrudzoną.
- Grają dalej. Bez nas – powiedziała, takim tonem, jakby granie bez nich, no dobrze, bez niej, było według Mackenzie Greengrass straszliwym przewinieniem. - Gryffindor właśnie zdobył gol, i chyba prowadzimy dwudziestoma punktami, ale teraz przy kaflu jest wasza ścigająca, atakuje bramkę… cholera, krzyczą i zagłuszyli komentatora, nie wiem, czy trafiła, czy spudłowała - zrelacjonowała odruchowo, bo może nie litowała się nad Theodorem na tyle, żeby przejąć się jego obrażeniami, ale już na pewno dość, aby przekazać mu, co usłyszała, bo przecież nie trzyma się zawodnika quidditcha w niepewności, co do wyniku meczu. Takich rzeczy po prostu się nie robi. To byłoby absolutnie nieludzkie. – Jeżeli tego tłuczka wbił we mnie Billy, osobiście go uduszę – obiecała sobie na głos. Billy był pałkarzem Gryfonów i to całkiem dobrym pałkarzem, który miał sporo siły, ale czasem w zaaferowaniu nie był dostatecznie dokładny.
Nieważne, jak bardzo chciała słuchać i obserwować dalej. Zakazany Las i fragment boiska zaczęły rozmazywać się przed jej oczyma, więc odwróciła się i bardzo powoli osunęła na szpitalną podłogę, plecami podpierając się o ścianę.

@Theodore Lovegood
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#6
05.01.2023, 16:04  ✶  
Podanie definicji amnezji zmusiło go do ponownego przemyślenia sprawy. Przymknął oczy, mocno je zaciskając i wysilił swoje szare komórki do granic możliwości. Sam mecz wciąż był dla niego czarną dziurą, ale wokół niego istniały wspomnienia, do których potrafił sięgnąć jeśli się mocno, ale to bardzo mocno postarał.
- Na pewno wszystko jest ok - zawyrokował otwierając oczy tonem medycznego speca, którym nie był. Przemyślenia wytworzyły w nim silne przekonanie, że w jego głowie wszystko się z czasem naprostuje, zasklepi i ułoży w właściwy sposób, tak jak przy złamanej ręce, która przy odpowiedniej opiece się zrasta i można jej używać tak jak wcześniej.
Relacje na żywo przeciwniczki przyjął ze skrzywioną miną, tak jakby ktoś ponownie rzucił go na murawę stadionu i kazał jeść błoto.
- Niemożliwe żebyśmy przegrywali. Musiałaś źle usłyszeć – odparł z dużym przekonaniem, jakby jej pomyłka nie ulegała żadnych wątpliwościom. Mimo wyeliminowania najlepszej zawodniczki gryfonów jego drużyna wciąż nie dawała sobie rady? Jeśli to, co mówiła dziewczyna było prawdą, to należała im się solidna bura i dodatkowe treningi przed lekcjami. Jak Hufflepuff miał wygrać puchar jeśli szło im jak po grudzie nawet wtedy, gdy los im sprzyjał?
Nie, nie mógł w to uwierzyć. To było niemożliwe. Wszyscy puchoni w drużynie ciężko trenowali, a gryfońscy pałkarze najwyraźniej wbijali tłuczki we własnych zawodników. Nie mogli aż tak odstawać. Musiała się pomylić.
- Greengrass? - zapytał się podnosząc lekko głowę. Widok dziewczyny zsuwającej się powoli na ziemię zaniepokoił go i zapomniał na chwilę o wyniku meczu. Przeszło mu przez chwilę przez głowę, że powinien zawołać panią profesor, ale szybko zmienił zdanie. Słabnąca niewiasta obudziła w nim rycerskie instynkty. Sam się wszystkim zajmie i bohatersko ocali dzień.
- Poczekaj, pomogę ci – obiecał jej i ruszył ją uratować. A raczej chciał ruszyć, gdyż jego misja ratunkowa napotkała pierwszy, krytyczny problem już na samym starcie i nie miał pewności, czy sobie z nim poradzi. Gdy usiadł ból głowy się nasilił, a obraz przed oczyma dynamicznie zawirował, zupełnie jakby trzęsienie ziemi zaczęło poruszać murami Hogwartu.
- Mackenzie, jak się czujesz? - zapytał na wszelki wypadek, dla pewności. Może było jej już lepiej i mógł z czystym sumieniem wrócić do leniwego odpoczywania?

@Mackenzie Greengrass
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#7
05.01.2023, 17:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 18:15 przez Mackenzie Greengrass.)  
- Przegrywaliście minutę temu. Te wrzaski teraz mogą być na waszą część – mruknęła. W końcu jeden gol był warty dziesięć punktów, więc jeżeli Puchonka zdołała strzelić (Mackenzie przeklinała w duchu własną niedyspozycję i to, że nie mogła przeszkodzić tej w zdobyciu tego punktu), Puchonom wystarczył jeszcze jeden strzał, by wyrównali… A tak się starała zapewnić im prowadzenie!
Nie wspominając o tym, że w tej pogodzie złapanie znicza było prawie cudem, nie dało się przewidzieć, kto to zrobi. Pewnie dlatego tak długo to wszystko trwało.
Jeżeli przegrają z Hufflepuffem w ten sposób, to chyba skoczę z tego okna, pomyślała Mackenzie z pewną rozpaczą. Tak, quidditch był dla niej absolutnie najważniejszy, a były członek drużyny, obecnie od paru miesięcy grający profesjonalnie twierdził nawet, że ta się z tego żyć, więc ku rozczarowaniu matki coraz mniej przykładała się do eliksirów i numerologii, a coraz bardziej do latania…
- I co to znaczy, że to niemożliwe? – oburzyła się nagle, gdy do jej nie do końca pracującej normalnie (a raczej: pracującej jeszcze mniej normalnie niż zwykle) głowy dotarła sugestia, że absolutnie nie powinni przegrywać. – Prowadzimy w tabeli!
Natychmiast pożałowała tego podniesienia głosu i zdrową ręką złapała się za głowę. Miała wrażenie, że bolą ją nawet cebulki włosów.
- Cudownie – zapewniła z poziomu podłogi, zastanawiając się, czy zwymiotuje, czy zemdleje, i czy jeżeli tylko zwymiotuje, to zdoła wspiąć się na parapet i znowu spojrzeć na boisko. Brzmiała jednak bardzo przekonująco, jakby faktycznie bycie połamaną, obitą i bliską utraty przytomności przez własną głupotę, było dokładnie takim stanem, jaki lubiła. – Wprost cudownie. Dawno nie czułam się lepiej. Siedź na łóżku, Lovegood, nie dam rady zebrać cię z podłogi.
Miała problem z zebraniem samej siebie, a on zdawał się ciągle na wpół zorientowany w czasie i przestrzeni. No naprawdę, tak od razu zakładać, że nie mogą przegrywać!
- Panno Greegrass! – okrzyk padł od strony przejścia w głąb skrzydła szpitalnego. W progu stanęła zziajana pielęgniarka, pewnie sprowadzona przez nauczycielkę. – Co panna wyrabia! Do łóżka, natychmiast. Panie Lovegood? Dlaczego pan nie leży, tylko siedzi? Na litość Merlina, od dawna mówię, że tego strasznego sportu należałoby zakazać…
- Quidditch to najwspanialszy sport na świecie – wyrzuciła z siebie Mackenzie, gdy pielęgniarka zbierała ją z podłogi. Jęknęła, kiedy ta, nieświadoma dokładnie obrażeń, ruszyła złamaną rękę. Kobieta pokręciła głową, kiedy odkryła to złamanie.
- Tak, złamane kości też na pewno są najwspanialsze na świecie. Panie Lovegood, co pana boli? – dopytywała pielęgniarka, ciągnąc Greengrass ku łóżku. Ta, o dziwo, nawet nie protestowała zbyt gorliwie, mimo tego, że oddalała się od okna i przez tę całą zawieję słyszała tylko pojedyncze słowa, wywrzaskiwane przez komentatora. Za mało, aby móc śledzić przebieg meczu.
Pielęgniarka, mrucząc coś pod nosem, zaświeciła jej różdżką w oczy, ledwo zdołała położyć dziewczynę z powrotem na łóżku.
- Wzrokiem za moim palcem, proszę… Te okropne tłuczki! Pewnie uderzyły was tłuczki, prawda? Tę grę wymyślił jakiś sadysta!

@Theodore Lovegood
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#8
05.01.2023, 21:49  ✶  
- Oby tak było – skomentował przedstawiony przez gryfonkę potencjalny przebieg wydarzeń. Był częścią zespołu puchonów. Wierzył w nich i był ślepo przekonany, że potrafią wygrać z każdym, niezależnie od tego, czy rywalizowali z kimś z przodu czy z tyłu tabeli. Gdyby było inaczej, to nawet by nie wychodził na boisko.
- Prowadzicie, bo w tym sezonie jeszcze nie graliście z nami – stanął w obronie swojej drużyny i również złapał się za głowę, bo podniesienie przez nią głosu wpłynęło również na jego układ nerwowy. Hałas, podobnie jak światło, dotyk i prawdopodobnie każda inna rzecz na świecie powiększał jego ból głowy.
Nie uwierzył jej zapewnieniom. Choć czuł, że miała całkowitą rację, że nie powinien się ruszać, to chciał spróbować. Nim jednak znalazł w sobie odwagę do tego, by wstać, w sali pojawiła się pielęgniarka. Theodore był pod wielkim wrażeniem jej umiejętności chodzenia. Bez problemu pokonała dystans dzielący ją i Mackenzie mimo tego, że cała podłoga się trzęsła i falowała. Nie miał pojęcia jakim cudem ani razu się nie zachwiała. Nie byłby w stanie pomóc Greengrass z tak dużą gracją i efektywnością, więc w głębi serca cieszył się, że pojawiła się w odpowiednim momencie.
- Ja tylko pomagam koleżance - wyjaśnił czemu nie leżał i trochę spokojniejszy o los wszystkich w szpitalu upadł na poduszkę, po czym wsłuchał się w rozmowę pacjentki z lekarką.
- Eee… Nic a nic. Wszystko ze mną dobrze – spytany o swój stan zdrowia skłamał z gracją trolla w składzie porcelany. Liczył po cichu na to, że pielęgniarka pozwoli mu wrócić na boisko. Oczywiście po tym jak ściany i podłoga się uspokoją, a w głowie przestanie mu dudnić.
Kobieta odwróciła na chwilę wzrok od blondynki. Jej doświadczonemu oku wystarczył tylko jedno spojrzenie na rozbiegane oczy puchona i guz na czole. Nie musiała nawet świecić mu różdżką przed nosem.
- Panie Lovegood, proszę mi powiedzieć, ile to jest trzy plus trzy? - zapytała pielęgniarka ponownie większość swojej uwagi skupiając na gryfonce. Ruszała różdżką na boki i obserwowała czy jej oczy wędrowały za światłem.
- Cztery? - odparł zaskoczony zagwozdką chłopak. Nie był zachwycony: było to podchwytliwe pytanie. Nie fair. W Quidditchu, najpiękniejszym sporcie na świecie, póki utrzymywało się na miotle, i tak liczyło się punkty dziesiątkami, więc w tym momencie nie musiał wiedzieć ile to jest trzy plus trzy. Na pytanie o tłuczki nie odpowiedział zaś wcale, bo nie pamiętał co się wydarzyło.
- Za chwilę dam panu eliksiry i zioła nasenne, powinno to przynieść ulgę – Pielęgniarka spodziewała się tego typu odpowiedzi od chłopca, ale i tak nie udało jej się powstrzymać uśmiechu, który wyrósł jej na twarzy - A my, panno Greengrass, pomęczymy się trochę dłużej. Trzeba się zająć tym złamaniem. Tym razem proszę się nigdzie nie ruszać, zaraz przyjdę – wyjaśniła i schowała różdżkę. Musiała przynieść wszystkie specyfiki potrzebne jej pacjentom, więc upewniwszy się, że oboje leżą i nie mają zamiaru wstawać, zostawiła ich jeszcze raz na chwilę samych.

@Mackenzie Greengrass
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#9
05.01.2023, 22:33  ✶  
- Żartujesz sobie? Wasz obrońca b o i się kafla - prychnęła Mackenzie. No dobrze, może wyolbrzymiała. Troszeczkę. Ale jakoś dziś trzy razy przerzuciła ten kafel tuż koło niego bez żadnych problemów, prawda? Poza tym, o ile w sytuacjach towarzyskich jej pewność siebie oscylowała w okolicach zera, a na historii magii czy OPCM była czasem jak zagubione dziecko we mgle, tak w przypadku quidditcha jej przekonanie o własnych umiejętnościach było tak solidne, że jeszcze trochę i można by je wykorzystywać w roli tarana. Czemu zresztą zaraz dała wyraz, kontynuując. - A drugi ścigający zdaje się tego kafla wypuszczać, kiedy tylko widzi, że lecę w jego stronę... Może mu powiem, że zwaliłam cię z miotły celowo, bo nie oddałeś kafla, to w następnym meczu sam mi go rzuci…
Posłusznie znosiła to całe świecenie w oczy i poruszanie palcami, chociaż od tego jeszcze bardziej kręciło się jej w głowie. Z trudem powstrzymała prychnięcie, gdy Lovegood został zapytany, ile to jest trzy plus trzy i padła taka odpowiedź. Co poradzić, dziewczyna nigdy nie należała do tych najbardziej sympatycznych, a teraz dodatkowo niepokoiła się o wynik meczu.
- Ale... niech pani da mi eliksir, a to złamanie po prostu zaleczy! Nie potrzebuję środków przeciwbólowych! - zawołała Mackenzie za kobietą, gdy ta ruszyła do drzwi, po drodze machnięciem różdżki zamykając okno. Pielęgniarka albo nie usłyszała, albo udała, że nie słyszy. Zrezygnowana Greengrass opadła na łóżko.
Nie oberwała w głowę tak mocno jak Theodore. Była pewna, że parę łyków eliksiru wystarczy, aby znowu mogła wsiąść na miotłę. Złamanie przecież dało się wyleczyć w parę minut! Skoro wytrzymała ból łamanej kości, na pewno wytrzyma też ból zrastanych, prawda? Po co to przedłużać jakimś znieczulaniem...
Wszelkie nadzieje o powrocie na boisko umarły jednak brutalnie zmiażdżone, kiedy pielęgniarka zamknęła za sobą drzwi.
- Na pewno mogłaby to zaleczyć w pięć minut. Chce nas tu przetrzymać, żebyśmy nie wrócili na boisko - powiedziała ponurym tonem. Po czym, wbrew wszelkim zaleceniom, znów usiadła. Porzuciła już myśl o przyłączeniu się do gry, bo nawet ona wiedziała, kiedy sytuacja była przegrana, ale skoro już musiała tutaj zostać, mogła przynajmniej pozbyć się tych zabłoconych butów. Zaczęła walczyć z nimi prawą ręką, co jakiś czas przeklinając pod nosem. Nie tylko z powodu tego, że tak podstawowa czynność była ciężka, kiedy do dyspozycji miałeś jedną dłoń, a w twojej głowie coś boleśnie się obijało od środka. Bardziej ze względu na ogólne zdenerwowanie: obrażeniami i tym, że ostatecznie nie miała wpływu na wynik meczu. Ze złością cisnęła butem o podłogę, już trochę ubrudzoną jej wcześniejszymi wycieczkami w tę i z powrotem.

@Theodore Lovegood
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#10
06.01.2023, 00:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2023, 00:42 przez Theodore Lovegood.)  
I pomyśleć, że chciał jej pomóc. Że uprzejmie ryzykował dla niej zawrotami głowy, był gotowy na podróż w stronę okna przez szaleńczo kiwającą się posadzkę, a co dostał w zamian? Potwarze. Oczernianie. Złośliwe komentarze w stronę jego dobrych znajomych. Przyjaciół, z którymi przeszedł przez niejedną boiskową wojnę. To nie było w porządku. Z niego można było kpić, można było podsumowywać jego zdolności matematyczne złośliwymi prychnięciami, nie obchodziło go to, ale jego koledzy byli nie do ruszenia.
- Ach tak? To może pogadamy o Billy’im? Nasi pałkarze żartują sobie, że w meczach z wami nie są potrzebni, bo on wykonuje całą brudną robotę za nich – zripostował drwiącym tonem. Nie przychodziło mu łatwo wyolbrzymianie wad innych, zwłaszcza że gryfoni mieli całkiem zgrany zespół, ale Mackenzie sama mu pomogła wspominając wcześniej o kiepskiej celności ich pałkarza.
- A wasza druga ścigająca? Słyszałem, jak mówiła, że wolałaby być w drużynie ślizgonów, bo ma dość śmierdzących skarpetek waszej szukającej – dodał i uśmiechnął się złośliwie. Nie wiedział, co wybitnie złego mógłby jeszcze powiedzieć o lwach, więc zrobił to, co zawsze szło mu wyśmienicie: zaczął zmyślać. Małe kłamstwo, by ochronić dobre imię swojej drużyny, jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Wcześniej się przyglądał z ciekawości jej podróżom, ale stracił swoje całe zainteresowanie mimo tego, że dalej ją gdzieś nosiło. Znudzonym ruchem obrócił głowę w stronę sufitu i utkwił spojrzenie w tańczącym przed jego oczyma tynku. Nie zamierzał jej już składać obietnic pomocy nawet gdyby zwaliłaby się z łóżka przez swoje pląsy.
- Uleczyć złamanie w pięć minut? Nie sądzę - Człowiek, który nie potrafił dodać do siebie dwóch małych cyfr, próbował wprowadzić trochę rozsądku do rozmowy. Nawet w pełni władz umysłowych o magii uzdrowicielskiej wiedział tyle co nic, ale intuicja podpowiadała mu, że jej optymistyczne założenie było bardzo chybione – Założę się, że nawet po rzuceniu zaklęcia na twoją rękę minie trochę czasu zanim będziesz mogła swobodnie nią ruszać. Nieprędko sobie potrenujesz. Ja za to miałbym jeszcze szanse wrócić dzisiaj do gry – dodał i westchnął marzycielsko. Gdyby tylko nie ból głowy, zawroty, guz, problemy z pamięcią, otarcia, potłuczenia, sprzeciw pielęgniarki, sprzeciw profesor transmutacji, problemy z orientacją, cofająca się do gardła zawartość żołądka, rozkojarzenie, niemożność skoncentrowania się, wrażliwość na światło, wrażliwość na hałas, problemy w wstaniem, gdyby tylko nie tych kilka małych problemów, to mógłby wrócić do gry. Tak blisko, a tak daleko.

@Mackenzie Greengrass
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mackenzie Greengrass (3275), Theodore Lovegood (3147)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa