12.01.2023, 00:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:03 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Z boku Tower Bridge wydawał się budowlą tyleż majestatyczną, co swoją majestatycznością przygniatającą obydwa brzegi Tamizy. Położony w pobliżu Tower of London, mimo iż wybudowany przeszło osiem wieków później, nawiązywał do tamtej budowli stylem architektonicznym. Majestatyczny wydawał się nawet z poziomu pełnej przejeżdżających samochodów ulicy. Na tym wyrazie tracił dopiero wyżej, podczas marszu po ciasnych, otoczonych metalowymi zaporami, zawieszonych między dwiema wieżami, pomostach.
Patrick sam nie wiedział, co pociągało go w chodzeniu po nich. Może chodziło o wysokość, o te trzydzieści cztery metry nad jezdnią i kolejne dziesięć, które dzieliło od wody. Z góry wszystko wyglądało inaczej. Świat był mniejszy, mniej chaotyczny, ułożony jak puzzle i prostszy do zrozumienia. W teorii, Steward mógłby – wsiąść na miotłę i wzbić się w niebo, ale tam byłby sam jak palec. Tu stał w otoczeniu bezimiennych mugoli, mimowolnie udając, że chociaż częściowo należał do jakiejś większej grupy.
Bo może właśnie chodziło o przenikające go na wskroś poczucie osamotnienia. Patrząc z góry, świat wydawał się prostszy, ale też bardziej odległy. A bywały takie chwile w życiu, gdy należało nabrać dystansu. Sprawa Emily Hill i jej zaginionego syna, Lyndona, była jedną z takich spraw. Zwłaszcza, że chociaż pośrednio, wiązała się z innym chłopcem, który dawno temu stracił rodziców.
Patrick oparł się o barierkę pomostu i zapatrzył na pływające po Tamizie statki.
Jakkolwiek strasznie by to nie zabrzmiało, wcale nie był pewien, czy powinien ratować Lyndona Hilla. Od czasu, gdy wspólnie z Brenną Longbottom przeszukiwał dom Emily, minęły dwa dni. Dwa dni, podczas których zdołał ustalić trochę potrzebnych informacji i chociaż myślał za dużo, to nie potrafił podjąć żadnej sensownej decyzji. Jeszcze w sypialni zmarłej znalazł notes a przeglądając go rozpoznał kobiece pismo. Niespełna dwa miesiące wcześniej otrzymał anonimowy list, którego nadawca znał ten najbardziej skrywany z jego sekretów rodzinnych.
Dodanie dwóch do dwóch, kiedy się już posiadało wszystkie informacje, nie zajęło mu wiele czasu, ale podjęcie decyzji…
W najbardziej banalnym ze wszystkich porównań, w Stewardzie bitwę toczyły dwa wilki. Ten pierwszy, prawy i dzielny; chciał ruszać na ratunek Lyndonowi. Drugi, rozsądniejszy, cichszy i chroniący jego własne sekrety, głośno oponował.
Patrick tkwił w marazmie. Oparł się łokciami o barierkę i ukrył twarz w dłoniach. Naprawdę nie potrafił podjąć tej jednej, zdaje się najwłaściwszej decyzji. Na szali nie leżało tylko jego życie i reputacja. Leżały też interesy Zakonu Feniksa, dziadkowie i dobre imię wujka dyplomaty. Przeciwwagę stanowił niewinny chłopiec. Ośmiolatek, który do niedawna miał tylko mamę a teraz był sierotą.
Właśnie dlatego napisał do Florence z prośbą o spotkanie a teraz na nią czekał. Podał jej godzinę i miejsce. Tu niedaleko była przytulna mugolska kawiarnia, w której mogli porozmawiać. Tylko Patrick wciąż nie wiedział jak właściwie powinien zacząć tę rozmowę…
Patrick sam nie wiedział, co pociągało go w chodzeniu po nich. Może chodziło o wysokość, o te trzydzieści cztery metry nad jezdnią i kolejne dziesięć, które dzieliło od wody. Z góry wszystko wyglądało inaczej. Świat był mniejszy, mniej chaotyczny, ułożony jak puzzle i prostszy do zrozumienia. W teorii, Steward mógłby – wsiąść na miotłę i wzbić się w niebo, ale tam byłby sam jak palec. Tu stał w otoczeniu bezimiennych mugoli, mimowolnie udając, że chociaż częściowo należał do jakiejś większej grupy.
Bo może właśnie chodziło o przenikające go na wskroś poczucie osamotnienia. Patrząc z góry, świat wydawał się prostszy, ale też bardziej odległy. A bywały takie chwile w życiu, gdy należało nabrać dystansu. Sprawa Emily Hill i jej zaginionego syna, Lyndona, była jedną z takich spraw. Zwłaszcza, że chociaż pośrednio, wiązała się z innym chłopcem, który dawno temu stracił rodziców.
Patrick oparł się o barierkę pomostu i zapatrzył na pływające po Tamizie statki.
Jakkolwiek strasznie by to nie zabrzmiało, wcale nie był pewien, czy powinien ratować Lyndona Hilla. Od czasu, gdy wspólnie z Brenną Longbottom przeszukiwał dom Emily, minęły dwa dni. Dwa dni, podczas których zdołał ustalić trochę potrzebnych informacji i chociaż myślał za dużo, to nie potrafił podjąć żadnej sensownej decyzji. Jeszcze w sypialni zmarłej znalazł notes a przeglądając go rozpoznał kobiece pismo. Niespełna dwa miesiące wcześniej otrzymał anonimowy list, którego nadawca znał ten najbardziej skrywany z jego sekretów rodzinnych.
Dodanie dwóch do dwóch, kiedy się już posiadało wszystkie informacje, nie zajęło mu wiele czasu, ale podjęcie decyzji…
W najbardziej banalnym ze wszystkich porównań, w Stewardzie bitwę toczyły dwa wilki. Ten pierwszy, prawy i dzielny; chciał ruszać na ratunek Lyndonowi. Drugi, rozsądniejszy, cichszy i chroniący jego własne sekrety, głośno oponował.
Patrick tkwił w marazmie. Oparł się łokciami o barierkę i ukrył twarz w dłoniach. Naprawdę nie potrafił podjąć tej jednej, zdaje się najwłaściwszej decyzji. Na szali nie leżało tylko jego życie i reputacja. Leżały też interesy Zakonu Feniksa, dziadkowie i dobre imię wujka dyplomaty. Przeciwwagę stanowił niewinny chłopiec. Ośmiolatek, który do niedawna miał tylko mamę a teraz był sierotą.
Właśnie dlatego napisał do Florence z prośbą o spotkanie a teraz na nią czekał. Podał jej godzinę i miejsce. Tu niedaleko była przytulna mugolska kawiarnia, w której mogli porozmawiać. Tylko Patrick wciąż nie wiedział jak właściwie powinien zacząć tę rozmowę…