Secrets of London
[22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester (/showthread.php?tid=1057)

Strony: 1 2


[22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Chester Rookwood - 09.03.2023

22.11.1970
Posiadłość Rookwoodów, Little Hangleton
Vespera Rookwood & Ulysses Rookwood & Augustus Rookwood & Chester Rookwood


Sam złożył Czarnemu Panu przysięgę wierności, jako jeden z pierwszych jego popleczników. Służył mu na długo przed ogłoszeniem przez niego manifestu w tym dniu. Większość członków jego rodu z własnej woli stanęła przy boku Lorda Voldemorta i przysięgła mu wierność. Chester tego samego oczekiwał od swoich dzieci, Vespery i Ulyssesa. Tym bardziej, że służbę Czarnemu Panu postrzegał jako prawdziwy zaszczyt. Oddając temu czarnoksiężnikowi na służbę swoją córkę i swojego syna, wprowadzał ich na tę niebezpieczną ścieżkę. Tę samą, którą sam kroczył zgodnie z wolą ich Pana. To dla nich, swoich potomków, chciał pomóc Lordowi Voldemortowi stworzyć nowy, lepszy... czysty świat. Jednym z jego dążeń było pozostawienie swoim potomkom świata wolnego od wszelkiego niemagicznego plugastwa, jakie teraz w nim się roiło.
Jako wierny sługa Czarnego Pana i jego prawica kroczył niebezpieczną ścieżką, którą podążanie mogło na pewnym etapie kosztować go wolność albo nawet życie. Jako rodzic nie powinien ciągnąć za sobą córki i syna, jednak oczekiwał tego od nich. Stanowiło to prawdziwy zaszczyt dla niego jako ojca, wiernego sługi Czarnego Pana. Wiedział, że ta dwójka była oddana wyłącznie jemu, swojemu ojcu zgodnie z ich wychowaniem. Zostali wychowaniu w szacunku i absolutnym posłuszeństwie względem swoich rodziców. Podobnie jak on został wychowany. Zrobią wszystko, co im rozkaże. Jako pośrednik między Czarnym Panem a jego poplecznikowi miał kontrolę nad sytuacją.
Oddał ich na służbę Lordowi Voldemortowi z chwilą rozpoczęcia swojej własnej posługi. W ten sposób uprzedził ten i tak nieuchronny moment w ich życiu, ale znając mocne i słabe strony swoich dzieci będzie w stanie w dalszym ciągu oddelegowywać tę dwójkę do zadań zgodnie z ich predyspozycjami i ograniczeniem czyhającego na nich ryzyka. Nie były to zwykłe pionki, które zamierzał przesuwać po szachownicy zgodnie z ich przeznaczeniem, wpisując w swoje działania ryzyko zbicia ich przez przeciwnika po pierwszym ruchu. Nie byli mięsem armatnim, które poświęci bez mrugnięcia okiem. Jedno z nich w przyszłości, jeśli go zabraknie, być może dokona tego, czego nie udałoby mu się osiągnąć za życia.
Z racji, że służył Czarnemu Panu na długo przed ogłoszeniem przez manifestu w dniu 18 listopada 1970 roku i do tego tego wykonał wiele zadań dla niego, nieraz angażując w to swoje dzieci. Dla tego czarnoksiężnika gromadził przydatne informacje czy zabijając na jego rozkaz. Za swoje oddanie został naznaczony Mrocznym Znakiem i mianowany Prawą Rękę tego czarodzieja.
Prawie cztery dni temu Lord Voldemort ogłosił światu czarodziejów swój manifest, o którym wiedział niejako wcześniej. Spodziewał się tego, co miało nadejść i jego dzieci również powinni. Powinien pomówić z nimi wcześniej, najlepiej w dniu ogłoszenia tego manifestu. Był jednak zajęty obowiązkami zawodowymi i obowiązkami Prawej Ręki ich Pana, bowiem musiał omówić wiele spraw z Robertem, swoim wspólnikiem i nadzorował pierwsze oficjalne ataki. Dlatego zamierzał zrobić to teraz. Czekał na ich przybycie do utrzymanego w ciemnych barwach gabinetu, którego centrum stanowiło hebanowe biurko i wygodne krzesło. Przy nim zawsze sporządzał niektóre raporty i pisał większość listów. Oczekując na przybycie córki i syna, stał oparty o front tego mebla i palił papierosa.
Wejdźcie — Wychrypiał tuż po usłyszeniu pukania do drzwi prowadzących do tego pomieszczenia. Założył, że przyszli razem jak to często mieli w zwyczaju. Nauczeni byli również, że tutaj nie mogli wchodzić bez pukania i pozwolenia. Bo tutaj pracował albo prowadził niektóre ważne i poufne rozmowy. Nie był typem człowieka, lubiącego jak mu się przeszkadza bez wyraźnego powodu.


RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Vespera Rookwood - 10.03.2023

Vespera od początku wiedziała jaka będzie jej rola, nigdy temu nie przeczyła i nigdy się nie buntowała. Miała zostać żoną, potem matką, zajmować miejsce na uboczu jako obserwator. To pierwsze i drugie jakoś za bardzo jej nie wychodziło, ale mimo wszystko nadal miała wsparcie swojego ojca i chyba tylko to ją trzymało przy zdrowych zmysłach, że nie została przez niego odrzucona. Lubiła chaos – oczywiście – ale nigdy nie przyszłoby jej do głowy, aby wprowadzać ten chaos w życie jej ojca. Miał swoje wady, był zaborczy i żądny posłuszeństwa, które wręcz zaprogramował w umyśle Vespery. Nie liczyło się to, czy zgadzała się z wolą swojego rodziciela, a to, że miała wykonywać jego polecenia. W pewnym sensie było to nawet wygodne, ponieważ nie musiała się skupiać na wyborach – miała jeden wybór – to co powie jej tata.

W życiu poza rodzinnym już nie było tak łatwo. Była pewna swojej wartości, tego kim jest i co za cel chce osiągnąć. Nie miała zamiaru słuchać się obcych ludzi i tak też traktowała swoich mężów, mimo młodego wieku, gdy pierwszy raz wychodziła za mąż nie miała zamiaru podporządkować się obcemu człowiekowi. Jedyną osobą, której mogła się podporządkować był jej ojciec, z którym żyła odkąd przyszła na ten świat i tak miało być zawsze. Słuchała się tych, których wskazał jej ojciec – Czarny Pan, Robert Mulciber. To osoby wskazane przez Chestera i tych osób miała się słuchać za wszelką cenę – nawet cenę życia.

Vespera od kilku miesięcy zaczynała wracać do życia. Częściej można było zobaczyć na jej ustach charakterystyczny dla niej złośliwy uśmieszek, jej skóra nabrała koloru, a spod oczu zniknęły cienie. Zaczęła bardziej o siebie dbać. Jej bliscy wiedzieli, dlaczego była taka wykończona przedtem. Było to spowodowane jej nienormalnym mężem, który próbował ją zabić, a którego została zmuszona się pozbyć wraz z bratem tego roku. Teraz była innym człowiekiem niż wcześniej, a brat z ojcem mogli odetchnąć. Była w stanie skupić się teraz na ważniejszych sprawach niż martwienie się o własne życie, we własnym łożu. Szła obok swojego brata do gabinetu swojego ojca – nie była jednak równo obok niego, pozwoliła mu prowadzić. Zawsze tak robiła – uroiła sobie, że w ten sposób okazuje mu szacunek, że zawsze jest tuż za nim i zawsze może na nią liczyć – tak jak ona mogła liczyć na niego w najciemniejszych momentach swojego życia.

— Jak myślisz o co może chodzić? – zapytała nim jeszcze dotarli do gabinetu Chestera.

Chciała znać jego zdanie, jego myśli, chciała wiedzieć na co on się przygotowuje ewentualnie zmieniając swoje zdanie na temat tego spotkania. Vespera podejrzewała, że chodziło o manifest ich Pana, ale ciekawiło ją, co jeszcze ojciec dla nich szykuje. Może jakaś ciekawa misja, aby pokazać plugastwu kto rządzi. Vespera chętnie uczestniczyła w atakach mimo, że nie była za bardzo bojowo nastawiona do świata. Zdecydowanie wolała inteligentne atakowanie z ukrycia, wchodzenie w przeszłość przeciwnika i katowanie go jego własnymi brudami. To był jej żywioł, który z chęcią wykonywała. Nie wahała się przed krzywdzeniem ludzi, nie przejmowała się bólem, który mogła sprawić innym – nawet kobietom. Sama była kobietą i nie miała litości wobec nich.

Manifest Czarnego Pana był w jej oczach dobrym posunięciem, wszyscy powinni wiedzieć, co jest słuszne i kto jest prawdziwym przywódcą, a plugastwo tego świata powinno samo siebie pozbyć, aby ułatwić sobie życie.

Gdy dotarli pod gabinet ojca pozwoliła bratu zapukać, a gdy usłyszeli pozwolenie weszła tuż za nim. Stała prosto, z dumnie uniesionym podbródkiem. Znała to miejsce bardzo dobrze, a mimo to rozglądała się tak, jakby była tu pierwszy raz. Szukała nowych rzeczy, które mogły się tu pojawić od jej ostatniej wizyty – w końcu skupiła wzrok na ojcu czekając na jego słowa.




RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Ulysses Rookwood - 13.03.2023

Wezwanie do gabinetu ojca nie zaniepokoiło Ulyssesa, choć zdawał sobie sprawę, że pewnie powinno. Nieczęsto tam gościł. Jeszcze rzadziej we dwójkę. Nigdy też nie próbował się tam niepostrzeżenie przedostać by myszkować po kątach. Traktował gabinet rodzica jak rodzaj chesterowej tajemnicy. Skrywały się w nim różne rzeczy, długo dotykające tylko obrębu pracy, później i innych, różnych spraw. Każdy miał prawo do własnych sekretów.
Ale teraz został tam wezwany. I to razem z Vesperą.
- O Lorda Voldemorta – odpowiedział niemal natychmiast siostrze. Głos miał cichy, pozbawiony emocji, które mogłyby (i pewnie powinny) towarzyszyć szczególnie dwóm ostatnim słowom. Nie musiał zastanawiać się nad jakimkolwiek innym powodem, który sprawiłby, że ojciec zechciałby ich widzieć w swoim gabinecie.
Ulysses nie zastanawiał się nad tym, czy wystąpienie Czarnego Pana było właściwe czy takie nie było. Jak wiele rzeczy w swoim życiu, uznał z góry, że skoro Chester Rookwood uważał, że było właściwe to było właściwe. Nie pozostawało tu nic więcej do rozmyślania, analizowania, zastanawiania się lub kwestionowania.
Ojciec był ojcem. Miał rację tylko z uwagi na to, że tak zadecydowała biologia. Być może młody Rookwood powinien się jakoś zbuntować, powiedzieć głośno: „nie”, ale nigdy tego nie zrobił. Sprawa mugoli i szlam zresztą nie była taką, która mogłaby go sprowokować do sprzeciwiania się ojcu. Nigdy się nimi nie interesował. Nie zastanawiał się nad nimi. To nie tak, że jakoś szczególnie ich nienawidził, raczej nie obchodzili go. Pochodzili ze zbyt różnych światów, które stykały się tylko przez pracę, ale i w niej wykonywał jedynie swoje zadania. Nie współczuł ofiarom przypadkowego użycia magii, nie współczuł też szczególnie ofiarom innych napaści magicznych, z góry uznając, że ten świat właśnie tak był skonstruowany: magia była potężna, potrafiła sprawiać cuda, ale potrafiła również zabijać. Mugole nie posiadali magii, nie mogli więc zwyciężyć w starciu z nią.
Przystanął przed wejściem do gabinetu Chestera. Odruchowo wyprostował się bardziej, choć właściwie ciągle był wyprostowany. Minimalnie napięła się linia jego ramion – namacalny znak, że był jeszcze bardziej spięty. Uniósł kościstą rękę i zapukał powoli. Wsłuchał się w dźwięk, który wydawały jego knykcie uderzające o ciemne drewno. Pamiętał ten odgłos, tak jak każdy inny moment, gdy tu przychodził, jak dotyk śliskiej powierzchni na palcach, gładkość klamki i jej chłód, gdy za nią pociągał.
Tak jak zawsze brakowało mu słów, właściwych słów, które potrafiłyby opisać wszystko, co kłębiło się w jego głowie, tak jednocześnie potrafił doskonale odbierać rzeczywistość. Widział więcej niż inni, ale tylko w obrębie tego, co było namacalnie poznawalne. Jak zrozumienie cudzych motywacji przychodziło mu z trudem, tak pewnie lepiej od Vespery wiedział, że jej tęczówki nie były wcale jednolicie brązowe, ale posiadały ciemniejsze plamki, a on umiał nawet podać ich rozmieszczenie.
Pchnął drzwi do gabinetu, gdy usłyszał głos Chestera Rookwooda. Wszedł z siostrą do środka. W odróżnieniu od niej, nie przyglądał się jednak z uwagą zmianom, które tu zaszły, ba, w ogóle nie był nimi zainteresowany (to sekret, ojca sekret, nie warto przyglądać się cudzym sekretom), ale skupił całą uwagę na sylwetce siedzącego za biurkiem mężczyzny. Przystanął przed jego obliczem.
Ulysses zmarszczył brwi, jakby nie do końca wiedział, jak powinien się teraz zachować. Usiąść? Stać jak słup soli? Odezwać się? Milczeć? W jaki sposób inni ludzie tak łatwo podejmowali decyzję o tym, co należało powiedzieć i zrobić w danej sytuacji? Jemu to naprawdę przychodziło z trudem. Jakaś część młodego Rookwooda najchętniej powiedziałaby teraz: „tato”.
Ale siedzący za biurkiem Chester wcale nie wyglądał na tatę. Był poważny, gniewny, owładnięty czymś, czego Ulysses nie rozumiał, ale szanował. Czymś co go przerażało jednocześnie i wydawało mu się dziwnie znajome, jakby te same emocje tkwiły również w nim, tylko nie potrafił ich w tym momencie odnaleźć.
- Wzywałeś nas, ojcze – odezwał się wreszcie, ale tylko z uwagi na to, że Vespera milczała.
613



RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Chester Rookwood - 04.04.2023

Chester na ten dzień nie zaplanował niezobowiązującego spotkania towarzyskiego dla najbliższej rodziny. Tym razem sprawa była znacznie poważniejsza, biorąc pod uwagę pierwsze z wydarzeń mających na celu zmianę oblicza świata, które już miało miejsce. Temat tego manifestu będzie jeszcze powracać i to niejeden raz w ich rozmowach. Oddając ich na służbę Czarnemu wiedział, że niejeden raz okażą się przydatni. Posiadali szeroki wachlarz umiejętności i potrafili być posłuszni. O to zadbał podczas wychowywania ich. Byli doskonale ułożeni.
Jak ta dwójka była młodsza to z powodu własnej przezorności nakładał na drzwi tego pomieszczenia zabezpieczenia uniemożliwiające otwarcie drzwi i utrudniające podsłuchiwanie. Jednak nie tylko przez wzgląd na wrodzoną ciekawość małych Rookwoodów, ale również przez wzgląd na wielce prawdopodobną obecność jakiegoś podsłuchiwacza. Jak każdy Auror, także i on miał pewną paranoję. Wolał aby wszystkie tajemnice tej rodziny nie ujrzały światła dziennego. Nie obyłoby się to bez poważnych konsekwencji dla nich wszystkich. Wolność miała słodki smak.
Po tym, jak ta dwójka przekroczyła próg jego gabinetu, skupił na ich swoje przenikliwe spojrzenie i odsunął od ust dłoń z papierosem. Wciąż stał przed frontem biurka, będąc zwrócony twarzą do nich. Wypuścił spomiędzy rozchylonych warg obłoczek dymu tytoniowego. Zwrócił uwagę na postawę swojej córki, stojącej prosto i z dumnie uniesionym podbródkiem. Innej od niej nie oczekiwał. Jeśli chodzi o sylwetkę jego syna to zdradzała ona odczuwane przez niego napięcie.
Chrząknął pod nosem, zwracając się na moment ku stojącej na blacie biurka popielniczce. Zmiażdżył w niej niedopałek papierosa i oparł się o front tego mebla. Ponownie zawiesił swoje spojrzenie na stojącym przed jego obliczem rodzeństwu. Zanim zabrał głos postanowił posłużyć się magią i sprawić aby potencjalny podsłuchujący słyszał tylko niezidentyfikowane brzęczenie, jakby po tym pokoju latał pokaźny rój żądlibąków.
— Masz rację, wzywałem was. Niespełna cztery dni Czarny Pan ogłosił światu czarodziejów swój manifest, o czym my jako jego wierni słudzy dowiedzieliśmy się z pewnym wyprzedzeniem. Z pewnością macie własne przemyślenia na ten temat. Chcecie mi je przekazać? Byłem zbyt zajęty abyśmy odbyli tę rozmowę wcześniej — Zwrócił się do nich poważnym tonem. Może ta dwójka została poddana rygorystycznemu wychowaniu, ale swój rozum miała. Oczekiwał od nich również szczerości.


RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Vespera Rookwood - 16.04.2023

Miała na sobie ciemną suknię, której rękawy zakrywały mroczny znak otrzymany kilka dni temu, gdy ojciec zdecydował się ją oddać na służbę Czarnemu Panu. Otrzymała go za to, że była wierna, uległa i nie sprzeciwiała się żadnym słowom jej ojca oraz Lorda Voldemorta. Nie jeden raz w przyszłości okaże się być przydatna w atakach, w przesłuchiwaniu wrogów, a jej widmowidzenie świetnie zda się podczas wyciągania z obcych informacje bez potrzeby używania zbędnych słów.

Na odpowiedź brata nic już nie powiedziała. Wiedziała, że jej brat się nie mylił. Oboje znali Chestera na tyle dobrze, aby nie łudzić się, że będzie chciał ich zapytać o samopoczucie. W ostatnim czasie raczej inny temat nie zagości między Rookwoodami. Gdy ojciec zaczął się wypowiadać chłonęła każde słowo nie siląc się na analizę, gdyż przekaz był jasny. Oczekiwał raportu dotyczącego ostatnich wydarzeń. Vespera nie zamierzała kłamać ojcu – owszem potrafiła to robić świetnie, czasami nadużywała tej umiejętności, ale jakoś przed Chesterem czuła zbyt duży respekt, a może strach, aby mu kłamać. Można było zdecydowanie zauważyć, że dziewczyna myśli nad odpowiedzią, odpowiednim doborem słów, aby jej wypowiedź brzmiała idealnie jak cała jej aparycja i otoczenie, które wokół siebie tworzyła. W jej życiu nie było miejsca na brak planu, nawet tworzony przez nią chaos był uporządkowany niezależnie od tego jak absurdalnie to brzmiało. Była perfekcjonistką, która nienawidziła, gdy coś wychodziło poza jej plan, poza ramy, które sobie ustaliła. Dlatego nigdy nie pozwalała sobie na miłość, na zbędne emocje, które miały zaprzepaścić to, do czego dążyła.

— Myślę, że była to odpowiednia pora, aby Czarny Pan pokazał światu na co go stać. Słuszne posunięcie, jednak obawiam się, że może to nam zabrać anonimowość oraz momenty na zaskoczenie, że od teraz wszelkie miejsca, w których będzie można zorganizować atak będą bardziej strzeżone niż zwykle. – Zauważyła dobierając odpowiednio słowa tak, aby nie zabrzmiały jak atak, a jak delikatna obawa jej logicznego umysłu. – Mimo wszystkich tych obaw ufam, że Czarny Pan wie co robi, że cała ta sytuacje okaże się być owocna w naszych planach, a przede wszystkim zyskamy zdecydowanie więcej popleczników, gdyż więcej osób się o nas dowie. – odpowiedziała na prawie jednym tchu. Nie chciała zabrzmieć jak ktoś kto neguje decyzje ich Pana, ale miała nadzieję, że te słowa będą dla ojca przydatne i pomoże mu to w organizacji tego, co próbują osiągnąć.




RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Ulysses Rookwood - 16.04.2023

Więc się nie mylił.
Ojciec rzeczywiście wezwał ich w związku z manifestem, który wygłosił tak niedawno Lord Voldemort. Ulysses zmarszczył ciemne brwi. Odwrócił głowę w stronę siostry. Patrzył na nią poważnym, pozbawionym głębszych emocji wzrokiem, wsłuchując się w wypowiadane przez nią słowa.
Ale co sam myślał o ujawnieniu się Czarnego Pana? Wiedział, że wcześniej czy później, ale musiało to nastąpić. Nie dało się oczyścić czarodziejskiego świata ze szlam i charłaków, bez zamanifestowania swojej obecności. Pewnych rzeczy ogólnie nie dało się zrobić po cichu, nawet jeśli bardzo by się chciało to zrobić. Ale czy to rzeczywiście była odpowiednia pora? Czy w ogóle istniała jakaś odpowiednia pora na takie manifesty? Może byłaby lepsza, gdyby Fortinbras Malfoy został Ministrem Magii? Ale czy przy obecnej strukturze w ogóle miałby na to kiedykolwiek szansę? Powoli, choć powoli, ale z każdym rokiem, malutki krok po kroczku, ale czarodziejski świat się liberalizował. Gdyby Lord Voldemort miał czekać kolejne dziesięć lat, być może rewolucja, którą planował zakończyłaby się fiaskiem zanim jeszcze by się zaczęła. I pewnie Czarny Pan to wiedział.
Tylko jak ubrać w słowa, to co myślał Ulysses? I w jakich kategoriach na to właściwie patrzył? W sumie całe jego spojrzenie na sprawę zamykało się w woli ojca. Jeśli Chester chciałby usłyszeć, co sądził, mógłby najpierw sam wyrecytować własne zdanie, a jego syn, dzięki swojej zdumiewającej pamięci, powtórzyłby jego słowa bezbłędnie.
Ale nie takiej odpowiedzi oczekiwał stary Rookwood. Młody zaś wsłuchał się w słowa siostry, szukając w nich właściwego punktu zaczepienia do własnych rozważań. Nie był jak Vespera – dumna, śliczna, dobrze wychowana (tylko obdarzona zadziwiającym pechem, gdy chodziło o wybór mężów). Rzadko wiedział, co należało powiedzieć, jeszcze rzadziej w ogóle próbował się odzywać, kiedy absolutnie nie musiał tego robić.
- Plotki o Czarnym Panie były już wcześniej – zauważył w końcu. – Więc to nie tak, że wcześniej byliśmy zupełnie anonimowi, a teraz już nie będziemy. Nadal będziemy. Tylko plotki przestaną być plotkami. Staną się namacalnymi faktami – opisał powoli. Nie wiedział, czy zrozumieli, o co mu chodziło, więc po kilku sekundach, kontynuował własną myśl. – Chodzi mi o to, że dotychczas to inni dyktowali ich brzmienie, teraz śmierciożercy mogą zrobić to samodzielnie. To może być przewaga lub zawada. – Zależało od tego, kogo właściwie mieli w swoich szeregach. Ale nad tym, musiał się raczej zastanawiać jego ojciec, nie on sam.
Co do dalszych słów siostry, nieszczególnie wiedział, jak właściwie powinien się do nich odnieść. Z jednej strony, tak – istniała szansa, że ujawnienie się Czarnego Pana zwiększy liczbę jego popleczników. I to mogłoby się odbić na korzyść ich, Rookwoodów a zwłaszcza Chestera Rookwooda. Ulysses szczerze wierzył, że ojciec zasługiwał np. na awans w Biurze Aurorów. A odpowiedni, wysoko postawiony sojusznik, mógłby pomóc mu w tym pomóc.
- Wiem, że ty, ojcze, wiesz co robisz – powiedział wreszcie.
W tym jednym zdaniu w końcu zawierało się właściwie wszystko, co sam tak naprawdę myślał o Czarnym Panie, jego postulatach i śmierciożercach. Ufał ojcu i skoro ojciec uważał, że tak trzeba było to tak trzeba było.



RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Chester Rookwood - 07.05.2023

Chester wychodził z założenia, że na wszystko jest właściwy czas i miejsce. Teraz nie był ten moment, w którym miał sposobność spędzić z nimi czas, jak ojciec z synem i córką. Nie była także pora spożywania wspólnego posiłku, sprzyjająca prowadzeniu bardziej trywialnych rozmów o ich samopoczuciu, pracy, wartych uwagi zdarzeniach, które miały miejsce danego dnia i tym podobnych rzeczach, o których zwykł dowiadywać się w takich chwilach. W dniach wolnych od pracy albo tuż po jej zakończeniu, jeśli nie wracał zbyt późno do posiadłości. Przecież nie będzie ich budzić ze snu, tym bardziej, że sam chciał udać się na zasłużony odpoczynek.

Panującą błogą ciszę podczas swojej wypowiedzi przyjmował z niejakim zadowoleniem. Nieprzerywanie mu postrzegał jako oznakę dobrego wychowania jego dzieci i okazywania szacunku swojemu rodzicowi. Wpoił tej dwójce respekt do swojej osoby. Synowie Alberta nie żyli. Jeden z nich okazał się wielkim zawodem dla całej ich rodziny. Jego bratanek, Sauriel lubił pyskować każdemu kto się napatoczył jakby nie pozostawił za sobą okresu młodzieńczego buntu. Za każdym razem doprowadzał go tym do szewskiej pasji i nierzadko chęć dokonania mordu na bratanku. Pod tym względem uważał, że miał przyzwoicie ułożone dzieci. To kolejny powód do tego aby móc się tym szczycić w odpowiednim towarzystwie.

Ze strony swoich dzieci Chester oczekiwał udzielenia mu przemyślanych odpowiedzi, w których nie będzie musiał doszukiwać się  istnienia głębszego sensu. Postrzegał Vesperę i Ulyssesa za wyjątkowo inteligentnych i nie chciał zostać zmuszonym do zmiany swojego stanowiska w kwestii inteligenci swoich potomków. Zdawał sobie z tego sprawę, że pod wieloma względami to Vespera była bardziej do niego podobna. Pozostawał świadom, że jego syn był przeciwieństwem swojej siostry. Nie był pozbawiony przymiotów, które cenił. Nie faworyzował żadnego z nich jako ojciec. Jedynie nie mógł zaprzeczyć temu, że to Vespera zajdzie daleko.

W istocie. Nie zamierzam zignorować tego, jednak my również musimy się do tego przygotować. Wielu czarodziejów zaszokują te postulaty, wielu nie potraktuje ich poważnie. Rewolucja potrzebuje czasu i po jego upływie Departament Przestrzegania Prawa zostanie postawiony w pełnej gotowości i przystosuje się do nowego zagrożenia, z którym dotąd nie mierzył na taką skalę. Będą w stanie podwoić patrole na ulicach magicznego Londynu, jednak nie zawsze dadzą radę obstawić strategiczne cele. Poplecznicy Czarnego Pana będą w ich oczach rebelią — Początkowo zgodził się z Vesperą. Brał pod uwagę kwestię anonimowości popleczników Czarnego Pana i to, że Ministerstwo będzie starało się zwalczać tę rebelię na większą skalę. Nie zmieniało to faktu, że jego córka wybiegła stosunkowo daleko w przyszłość. Była to przydatna umiejętność dla wszelkich planistów, ale sytuacja w Ministerstwie będzie zmieniać się w zależności od skali ich działań. Chester dobrze wiedział, jak funkcjonuje BUM i Biuro Aurorów. W końcu pracował w tym wydziale. Zawsze należało poznać swojego wroga przed walką z nim.

Czy rozwiałem część twoich obaw, córko? Czarny Pan wie, co robi. Nie wszyscy dotrwają do tego momentu, w którym urośniemy w siłę — Zapytał rzeczowo, nie przestając wnikliwie przyglądać się własnej córce. Oczekiwał wyłącznie szczerych odpowiedzi. W dalszych słowach Vespery nie dopatrzył się kwestionowania słuszności czynów Czarnego Pana. Pomiędzy obawami a brakiem lojalności istniała pewna granica. Niektórzy polegną, niektórzy trafią do Azkabanu którego już nie opuszczą. Niektórzy przeżyją. Ci najwierniejsi z tych ostatnich zostaną wynagrodzeni przez Lorda Voldemorta. Powinni zrobić wszystko, aby znaleźć się w tej właśnie grupie.

Niektórzy pośród nas mieli sposobność aby uczęszczać z Czarnym Panem do Hogwartu, zanim ten czarodziej przybrał to miano — Stwierdził wyłącznie, robiąc krótką pauzę na oddech. On nie miał takiej możliwości. Zdołał jednak zdobyć miesce przy boku tego czarnoksiężnika jako jego Prawa Ręka.

Jak chociażby nasze dokonania, których Ministerstwo Magii nie będzie w stanie tak łatwo wyciszyć. Ostatecznie nasz głos będzie się niósł potężnym echem po świecie czarodziejów — Sam odniósł się do słów syna, przenosząc spojrzenie na swojego syna. Nie zakwestionował jego słów. Gdy już rewolucja nabierze rozpędu zamierzał rozkręcić propagandową machinę, która będzie zalewać świat czarodziejów odpowiednimi treściami o charakterze propagandowym i antymugolskim. Do wszystkiego potrzebował jedynie czasu i odpowiednich ludzi.

Nigdy w to nie wątp, synu — Powiedział na koniec. przynajmniej na chwilę obecną. Najwyraźniej czekała ich dłuższa rozmowa.




RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Vespera Rookwood - 11.05.2023

Vespera wiedziała doskonale kiedy się odzywać i co mówić. Nauczyła się tego na własnych błędach, na relacjach, które zawierała w szkole. Zawsze starała się otaczać ludźmi, aby poznawać ich zachowania, ich słabości, ich błędy, które popełniali pod wpływem emocji. Sama nie była uch pozbawiona, ale nauczyła się nad nimi panować w jakimś drobny stopniu. Doskonale sobie zdawała sprawę, że jej brat radził sobie znacznie lepiej jeśli chodzi o działanie pod wpływem chwili, nie pozwalał na słabości związane z emocjami. Vespera pod tym względem była od niego trochę inna. Każde z nich miało za to przewagi w różnych sferach społecznych.

Gdy brat zabrał swój głos skierowała ku niemu spojrzenie swych ciemnych oczu, kąciki jej pełnych ust delikatnie unosiły się w łagodnym, tajemniczym uśmiechu. Zgadzała się z jego słowami, ale nie przerywała, nie wchodziła w słowo. Chciała, aby miał szansę na wypowiedź. Nie byli już dziećmi i Vespera panowała nad swoim zachowaniem. Jako dziecko zdarzało jej się wchodzić w zdanie, myśleć do przodu, ale wszystkiego idzie się wyuczyć – nawet aktualnego opanowania. Lubiła przebywać w obecności swojego brata, lubiła budować z nim relacje i móc na nim polegać, miała też nadzieję, że i on tak samo będzie na niej polegał, że wie iż ona zawsze będzie dla niego kiedy tylko tego będzie potrzebował. Rodziny się nie wybiera, więc chciała akceptować to jacy byli w całej swojej okazałości.

— Tak, ojcze. – odpowiedziała krótko skinąwszy przy tym głową. Nie potrafiła sobie wyobrazić tego, że jej ojciec, czy brat mogliby trafić do Azkabanu. Nie dbała o innych, dbała tylko o swoich, o najważniejszych. I jakby coś takiego miało miejsce wydarłaby ich stamtąd rękami. Uknułaby taki spisek, że zostaliby uwolnieni wbrew wszystkiemu, ale były to tylko rozważania jej umysłu. Przyszłość pokaże, co tak naprawdę się stanie, czy ktokolwiek trafi do miejsca, o którym mówił jej ojciec.

— Strach to dobra broń, ale trzeba nim operować w odpowiedni sposób inaczej może nas zgubić. Ludzie nie są głupi i wiedzą, że jesteśmy ludźmi. Możemy sprawić, że nasze poczynania będą wyglądać jak mit, legenda, sprawić, że będziemy w ich umysłach symbolizować koszmar, ale musimy to robić w rozsądny sposób inaczej może to nas zgubić. – dodała jeszcze po wypowiedzi jej ojca. Nie bała się wypowiadać takich słów, nie bała się, że ojciec pomyśli, że się mu sprzeciwia. Wręcz przeciwnie wierzyła, że jeśli poda mu kilka swoich obaw sprawi, że wszystkie znikną, a jego plan, jego cel, jego decyzję nie będą miały żadnych luk i będą idealne.

Miała nadzieję, że ją zrozumieją. Strach zawsze sprawiał, że ludzie tracili wiarę, siłę i stawali się słabi, ale trzeba było nim odpowiednio operować, aby inni nie wykorzystali tego wzbudzonego strachu przeciw nim. Historia nie raz pokazała, że tyran przegrywał, bo źle korzystał ze wzbudzonego strachu. Miała nadzieję, że i oni tak nie skończą, a ich praca nie pójdzie na marne.




RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Ulysses Rookwood - 09.06.2023

Ulysses miał napiętą linię pleców. Wyprostowany jak struna, z nieukrywanym marsem na czole (tak dobrze obrazującym, że myślał, że analizował, że zastanawiał się nad słowami, które wypowiadali jego ojciec i siostra) przypominał bardziej dziwnie wyprofilowany kamienny posąg niż żywego człowieka.
Odwrotnie do Vespery nigdy nie nabył zdolności do tego, by brylować w towarzystwie. Częściowo uniemożliwiała mu to zadziwiająca choroba, z którą się urodził. Ofiarowywała mu nieskończoną pamięć, ale odbierała to, co w kontaktach międzyludzkich było najważniejsze: zdolność do szybkiej oceny sytuacji i wyciągnięcia z niej najkorzystniejszych dla siebie wniosków. Ulysses w tłumie ludzi bywał wyraźnie zagubiony, zbyt powolny na szybkie riposty, uciekający przed bezsensowną paplaniną (bo to on, nie wszyscy dookoła, musiał później pamiętać jej przebieg już zawsze, lata później gotów wyciągnąć cudze słowa i rzucić je rozmówcy w twarz). Dopiero niedawno zrozumiał, że dla zwykłych ludzi słowa nie miały większego znaczenia, że zapełniały ciszę, wypowiadane pośpiesznie i bez zastanowienia. Świadomy ograniczeń, które stawiał mu własny umysł, Ulysses nie zabiegał o popularność.
Ba, tak naprawdę był wdzięczny Vesperze, że brylowała, skupiając na sobie uwagę otoczenia. Mogła lubić okazywane jej zainteresowanie, ale nieświadomie (albo aż nadto świadomie) ściągała z ramion młodego Rookwooda ciężar, którego nie byłby w stanie udźwignąć.
- W jaki sposób mamy się przygotować? – zapytał ojca.
Pytanie było szczere, nawet jeśli zadane jednakowo matowym tonem, co wypowiedziane wcześniej słowa. Mars na czole Ulyssesa uległ pogłębieniu. Zakładał, że skoro Chester wybrał akurat takie słowa a nie inne, musiał mieć na myśli konkretne działania. Jako jego syn nie zamierzał ich kwestionować, z góry uznając, że ojciec wiedział co dla nich wszystkich najlepsze, ale sam nie potrafił wpaść na to, co właściwie mieliby robić. Ufać Czarnemu Panu? Atakować strategiczne cele? Potrzebował Chestera by powiedział mu, jak powinien działać, jak całą trójką powinni.
W wielu czystokrwistych rodach posłuszeństwo rodzinne budowano na strachu, ale Ulysses nie bał się ojca. Nie w ten sposób, który definiowałby ich relacje jako coś opartego na przemocy i przymusie. Odwrotnie, widział w Chesterze prawego człowieka; utalentowanego aurora; oddanego męża, który walczył o życie chorującej żony i dobrego ojca, którego nie chciał zawieść. I tak czuł podskórnie, że nie był do końca takim dzieckiem, jakie rodzic mógłby sobie wymarzyć, ale większość decyzji w swoim życiu podejmował po to, by nie zawieść nadziei ojca.   
Odwrócił głowę w stronę Vespery. Patrzył na nią poważnym wzrokiem a w jego jasnych, niebieskich tęczówkach rozbłysła troska. Ich myśli pobiegły podobnym torem. Ulysses też nie chciał by ktokolwiek z ich rodziny trafił do Azkabanu. Nie widział powodu, dla którego mieliby tam trafić. Tym bardziej nie wierzył, że ktokolwiek z ich trójki mógłby umrzeć. Ojciec był zbyt sprawnym aurorem by miał polec w walce. Jego siostra mogła wyglądać niepozornie, ale w jej przypadku była to raczej zaleta, skutecznie usypiająca czujność, niż faktyczna wada. Ale, gdyby przyszło co do czego, nie spocząłby, dopóki nie wyciągnąłby ich z więzienia. Do tego nie potrzeba mu było lojalności wobec Czarnego Pana, bo był lojalny wobec swojej rodziny.
- Vespera ma rację – dodał po chwili. – Strach to broń obosieczna. Zbyt wiele strachu może sprawić, że odwrócą się od Czarnego Pana również ci, którzy mogliby opowiedzieć się po jego stronie. – A to, przynajmniej w oczach Ulyssesa czyniło sprawę jako jednoznacznie przegraną. Czystokrwistych rodów i tak nie było zbyt wiele, jeśli i wśród nich miałby pojawić się rozłam… Ile ich by zostało? Garstka? – Lepszy byłby kij i marchewka. Wzbudzanie nadziei. Umiejętne pokazanie wrogów – dodał jeszcze.
I jeśli chodziło o propagandę to akurat młody Rookwood miał już w tym pewne doświadczenie. Odbywał przecież staż w Biurze Dezinformacji w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof. Wciąż tam pracował. Wiedział jak pewne rzeczy funkcjonowały.
Na ostatnie słowa ojca tylko kiwnął głową.


RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Chester - Augustus Rookwood - 01.07.2023

Byłem spóźniony na spotkanie z własnym ojcem i, cóż, przez jakąś setną sekundy rozważałem, czy w ogóle iść na spotkanie, czy może nie sfingować własnej śmierci... A może nawet i popełnić sobie samobójstwo ukartowane na sprytne morderstwo by mieli po mojej śmierci nieco zabawy? A mordercy by nie było! Diaboliczne. Hehe. Dowcipniś ze mnie, że pożal się Merlinie...
Wracając jednak na ziemię, myślę, że przemawiało przeze mnie zestresowanie. Ręce miałem spocone, w ustach sucho. Nie przepadałem za wchodzeniem do tego gabinetu. Ojciec zapraszał nas tu rzadko i bardzo dobrze, bo nie ciągnęło mnie do tego miejsca. Myślę, że nie byłoby to kłamstwem, gdybym orzekł, że to najgorsze miejsce w tym domu. Aktualnie do tej listy dopisywałem również piwnicę, odkąd zamieszkiwał ją mniej - bądź przez pewne osoby bardziej - proszony GOŚĆ. Osoba tak ważna, że przyćmiewała swą wagą mnie i me rodzeństwo nawet razem wziętych, a nie przecież o to mi chodziło w tym całym wyścigu szczurów. Chciałem być w przyszłości gwiazdeczką naszej rodziny! Szkoda, że obcy miał większe szanse w tym wyścigu, choć przecież ja też popierałem czystość krwi. Sam z siebie! I mogłem nawet zrobić rozpierdol większy od czegokolwiek... Gdyby zaszła potrzeba, może nawet przebiłbym w knowaniach samego Grindelwalda?
Westchnąłem ciężko i do samych drzwi dotarłem już na palcach by nie robić nadmiernego hałasu. Przytknąłem ucho do drewna, ale słyszałem tylko - albo aż? - rój żądlibąków. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Czasami fantazjowałem, że pogryzły go do trupa, a potem z fascynacją oglądałem jego pożądlone truchło. Byłem wtedy małym chłopcem, chorym na umyśle małym chłopcem. Teraz zmianie uległo jedynie to, że dorosłem i byłem już mężczyzną, chorym na umyśle dorosłym mężczyzną. Ale Vespera nadal mnie kochała i to mi wystarczyło.
Zapukałem. Trzeba było wchodzić, bo z tego zdenerwowania myśli miałem coraz głupsze. Szkoda czasu na podobne mrzonki. Miałem wiele innych spraw do załatwienia w dniu dzisiejszym.
I cisza. Chciałem odruchowo zapukać raz jeszcze, ale upomniałem się w duszy, że przecież to nie było Ministerstwo Magii, tylko cholerny Little Hangleton, zwany niekiedy pieszczotliwie domem. Na domiar złego poczułem - raczej wyobraźnią, a nie stanem faktycznym - jak Mroczny Znak na moim lewym przedramieniu mnie zapiekł. Miałem wyrzuty sumienia? A może to dlatego że nie czułem się z tym tak do końca na miejscu? Niczym zdrajca?