[25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Stanley Andrew Borgin - 10.04.2023
adnotacja moderatoraRozliczono - Cynthia Flint - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
- 25 kwietnia 1972 -
Biuro koronera
Stanley wykazywał pociąg do nekromancji już od czasów Hogwartu. Uważał ją za ciekawą sztukę, która pozwalała na bardzo dużo. Zwłaszcza osobie, której udałoby się osiągnąć mistrzostwo w tej dziedzinie. Sam zresztą dążył do tego od wielu lat.
Po swojej tragicznie zmarłej matce zostawił całą bibliotekę książek związanych z przyrodą czy eliksirami. Była to dla niego swego rodzaju pamiątką po Anne. Jednak te pełne podręczników regały, nie pełniły tylko roli ekspozycyjnej - wręcz przeciwnie. Borgin wykorzystywał je do ukrywania swoich tajnych dokumentów - tak jak w przypadku notatnika do ukochanej sztuki, który był oprawiony w okładkę po Atlasie grzybów.
Andrew dbał o to, aby jego kompendium nie opuszczało ścian jego mieszkania. Wszak groziłoby to tym, że ktoś mógłby się dowiedzieć o jego niecodziennym hobby gdyby przeczytał kilka stron.
W ten wtorkowy poranek popełnił jednak straszliwy błąd. Zgarniając raporty z domu, zabrał ze sobą jeden dodatkowy dokument. Nie zdawał sobie z tego sprawy dopóki nie przybył do Ministerstwa. Kiedy wyjmował teczki ze swojej torby, doznał niemałego szoku - ujrzał pośród raportów swój Atlas grzybów. Nie było tutaj mowy o pomyłce. Nie miał innej książki z taką okładką w całym swoim mieszkaniu.
W takiej sytuacji nie miał innej możliwości jak po prostu nosić wszędzie ze sobą to kompendium, aby mieć pełnię kontroli nad nim. Tylko tego brakowało jakby wpadła ona w niepowołane ręce i to w samym środku Ministerstwa. Wtedy mógłby się pożegnać z karierą w tej placówce oraz własną wolnością. Na pewno skończyłby za kratami Azkabanu za coś takiego.
Stanley spojrzał na zegarek - wybiła ósma i należało zanieść raporty do biura koronera, aby mogli wypełnić swoją część dokumentów. Czym prędzej przebrał się w mundur brygadzisty, a następnie przygotował karteczkę, którą przyczepił do pierwszego dokumentu na wierzchu.
Raportów nie trzeba wypełniać w kwietniu. Są potrzebne dopiero w maju - macie trochę czasu
Nie podpisał się na wiadomości. Wystarczyło otworzyć którykolwiek z raportów, aby rozpoznać, że to on je przyniósł - z podpisu, którym sygnował każdy z protokołów albo z pisma. W końcu jeżeli ktoś już wcześniej czytał pozostawione przez niego pliki, był w stanie rozpoznać jego font.
Jako, że na miejscu nikogo nie zastał, zostawił dokumenty w tym samym miejscu co zawsze - na pierwszym biurku z brzegu, które znajdowało się zaraz po wejściu do biura. Sami się podzielą nimi tak jak to robili do tej pory Nie zamierzał mówić im co mają robić. To oni byli ekspertami w swojej dziedzinie.
Borgin popełnił jednak jeden błąd o którym jeszcze nie miał pojęcia. Wraz z raportami zostawił też swój atlas. Kiedy tutaj szedł, niósł go jako ostatnią rzecz na swoim stosie. Zapomniał o tym fakcie i pozostawił go na tamtym biurku.
Kiedy wykonał swój poranny obowiązek, ruszył szybkim krokiem na papierosa. Ostatnimi czasy niektóre rzeczy zaczęły na niego mocno wpływać i sięgnął po tę używkę jako metoda odstresowania. Nie palił jednak dużo - dwa może trzy papieroski dziennie. Mogę rzucić kiedy chcę. To nie jest uzależnienie Jednak czy tak się nie zaczynają wszystkie nałogi?
Dopalił pierwszego, a następnie sięgnął po drugiego. Sięgając po zapalniczkę pomylił się i tym samym włożył rękę do pustej kieszeni w której powinno znajdować się kompendium grzybów. Zgubił coś czego nie powinien. Zamarł w mgnieniu sekundy. W jego głowie zaczęły się snuć najgorsze myśli. Stanley był święcie przekonany, że jego życie zostało właśnie policzone, a proces przed Wizengamotem ma już gwarantowany.
Wypuścił papierosa z ust i ruszył biegiem do swojego gabinetu. Nie odnalazł w nim jednak swojego notatnika. To tylko przyspieszyło bicie jego serca, które i tak już chciało opuścić jego klatkę piersiową. Przypomniał sobie po chwili, że dzisiaj rano był przecież w biurze koronera - tam to musiałem zostawić. Nie czekając ani chwili dłużej ruszył do swoich kolegów po fachu.
Wpadł do środka jakby się co najmniej paliło. Spojrzał na pierwsze biurko, a następnie rozejrzał się po okolicy. Jednak niczego w środku nie zastał. Zarówno niczego, jak i nikogo. Po raportach i notatkach nie było śladu. A więc poszli z nimi do przełożonych
- Japierdole nie ma ich… - wydał z siebie podłamanym głosem, łapiąc się za głowę. Był na siebie wściekły. Miał jedno proste zadanie na dzisiaj, które koncertowo spierdolił już o samym poranku. Ręce mu drżały, a w głowie zagościł harmider. Nie wiedział co powinien zrobić w tym momencie - uciekać czy zostać i się przyznać? Stał tak roztrzęsiony i wryty w ziemię, aż usłyszał znajomy głos gdzieś z boku. Czy to Cynthia?
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Cynthia Flint - 12.04.2023
W przeciwieństwie do Borgina odkryła nekromancję dość późno. Zawsze chciała być uzdrowicielem, może nawet szefem brygady ratunkowej i pracować z beznadziejnymi przypadkami. Robiła wszystko, aby osiągnąć sukces i dostać się na studia medyczne, gdzie mogłaby pracować z ludźmi — ich ciałami właściwie, kroić ich i przeszczepiać narządy, odkrywać lekarstwa na wymyślne choroby, badać wpływ ziół czy grzybów niewystępujących w Wielkiej Brytanii na tkanki. A potem dostała się na staż w szpitalu w Nowym Orleanie i tam wszystko się zmieniło.
Posada koronera w Ministerstwie Magii pod okiem Lycoris Black była dobra, dawała Cynthii wiele możliwości nauki i badania najciekawszych zgonów, których ostatnimi czasy się namnożyło. Czarodzieje czystej krwi nie padali może jak muchy, jak to działo się w przypadku szlam czy pół krwi, ale stoły uginały się pod zwłokami. Za każdą śmiercią stały emocje, które nie znalazły innego ujścia — zazdrość, chciwość, nienawiść. Zmieniały się w trucizny, otwarte rany, przebite serca czy zaklęcia niewybaczalne. Od początku roku 1972 miała już styczność chyba z każdą potencjalną przyczyną śmierci.
Dni płynęły szybko, gubiła się w zachodach i wschodach słońca, biorąc niemalże wszystkie nadgodziny lub zostając po nocach, aby móc się uczyć. Była piekielnie ambitna, chciała coś osiągnąć, dopóki mogła — i nie tylko na płaszczyźnie autopsyjnej, magii leczniczej czy eliksirów oraz ziół. Cynthię interesowały też infernusy, rytuały, czarna magia i paskudne sposoby na wyniszczenie organizmu od środka. Czy było lepsze miejsce niż prosektorium, aby ćwiczyć? Po zakończonej sekcji, wydanych raportach — rodziny często pozwalały na dodatkowe badania ciał, dopóki ich wygląd zewnętrzny — w przypadku klasycznego pochówku, a nie spalenia, nie ulegał zmianie.
Dzisiejszy dzień niczym się nie różnił. Skończyła Pannę Matyldę, której ktoś zadał ranę kłutą, a potem potraktował bombardą i chociaż zszywanie jej było czasochłonne, przy odpowiednich ubraniach mogła być częścią otwartego pogrzebu. Wypełniła raport, zamknęła teczki i wyszła na chwilę po kawę, korzystając z krótkiej przerwy. Przyszła nad ranem, bezsenność dawała jej w kość w ostatnich dniach mocniej niż zwykle pomimo spożytego eliksiru. Gdy wróciła z rogalikiem i pachnącym, aromatycznym i mocnym cappuccino, dostrzegła stos papierów na biurku. Nie włożyła kitla, wciąż miała chwilę i chciała ją wykorzystać, zanim sprawdzi kolejne ciało, które dowieźli przed ósmą. I przechodząc koło biurka, dostrzegła książkę o wdzięcznej nazwie "Atlas Grzybów", która była najbardziej niedorzeczną rzeczą, jaką widziała w tym biurze od kilkunastu miesięcy. Brew jej drgnęła, gdy otworzywszy pierwszą z teczek, dostrzegła podpis i znany charakter pisma. Od kiedy Stanley interesował się muchomorami?
- Możesz zanieść raporty do biura, są w kartonie przy biurku Panny Black, później rozdzielę te nowe. Idź potem na lunch, a po południu pomożesz mi z naszym Jane Doe. Dziękuje Marcus.
Młody stażysta wyszedł z kanciapy przynależącej do biura, kłaniając się Borginowi i pośpiesznie ruszył po pudełko, aby wykonać swoją pracę. Po jego wyjściu nastała cisza.
Cynthia siedziała na kanapie z kawą w ręku, prosto i elegancko, o nienagannie wyprasowanej spódnicy i pogrążona była w lekturze, która z grzybami niewiele miała wspólnego. Rogalika nawet nie tknęła, wciąż leżał w paczce na stoliku. Upiła łyk kawy, przerzucając stronę, a gdy dotarło do niej, że ktoś na nią patrzy, uniosła twarz i wbiła w mężczyznę spojrzenie błękitnych tęczówek.
- Stanley. W czym mogę pomóc? Mój stażysta już niesie raporty z ostatniego tygodnia na Twoje biurko, minęliście się. - brzmiała jak zwykle pogodnie i niewinnie, była to jedna z jej ulubionych i najlepiej wyuczonych masek do Ministerstwa. Taka, która dawała największe profity. Mógł zauważyć, że książkę przeniosła tak, aby nie widział jej treści, jedynie okładkę.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Stanley Andrew Borgin - 13.04.2023
Borgin nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś przechodził czy nawet ukłonił się na przywitanie. Był zbyt przejęty faktem, że jego atlas mógł wpaść w niepowołane ręce czyli takie, które nie były jego własnymi.
Nie mylił się. Postawił dobrą diagnozę - to była Cynthia. Dziewczyna z którą współpracą była istną przyjemnością. W końcu raporty wypełnione pod jej okiem były zawsze na czas, a najczęściej nawet dużo przed czasem, czego nie można było powiedzieć o Stanleyu i jego kolegach z działu - oni zawsze oddawali dokumenty w ostatniej chwili i to w ilościach hurtowych. Co więcej należało dodać to fakt, że miała bardziej "ludzkie" nastawienie w porównaniu do swojej przełożonej, Lycoris, którą też zdążył już poznać. Chociaż czy można oceniać kogoś w skali "bycia człowiekiem" jeżeli na co dzień obcuje z trupami?
Informacja jaką otrzymał od niej, lekko zbiła go z tropu. Jeżeli ten stażysta wracał do niego z jakimiś aktami, czy to oznaczało, że ma tam też jego zgubę? A może wysłała swojego podwładnego aby go zajął, a ona w tym czasie wykorzysta kupiony jej czas na doniesienie na niego? Te jak i wiele innych myśli krążyło teraz w jego głowie. Nie dawały mu spokoju, atakowały ponownie z każdą kolejną sekundą mimo próby odrzucenia ich.
- Minęliśmy się? - powtórzył, a głowę pochylił lekki w lewo z ciekawością. Ujrzał co jego koleżanka trzymała w dłoniach. Tę okładkę rozpoznałby wszędzie i o każdej porze dnia czy nocy. Nie było mowy o pomyłce - Tak... Pewnie tak było... - stwierdził wypowiadając słowa powoli. Chwilę później zaczął rozglądać się po pomieszczeniu aby upewnić się, że nikogo więcej w nim nie ma. Zwrócił również uwagę na to czy drzwi były zamknięte.
Zostali tutaj we dwójkę. Nie było żadnej innej żywej duszy - Nie będzie świadków. Stał tak przez dłuższą chwilę, przyglądając się Cynthii. Starał się za wszelką cenę wyczytać jej intencje. Zrozumieć co będzie próbowała zrobić albo to co już zrobiła.
Przewidywał najgorsze, dlatego jego prawa ręka mimowolnie powędrowała pod pelerynę. Wolał mieć swoją różdżkę w gotowości, niż dać się zaskoczyć. Ruszył powolnym krokiem w jej stronę. W tym pomieszczeniu było tak cicho, że jedyny dźwięk jaki dało się usłyszeć to podeszwy butów Stanleya, które stąpały po podłodze.
Prawda była taka, że nie chciał jej zrobić krzywdy. Był jednak gotowy stanąć w obronie własnej gdyby coś poszło nie po jego myśli - chciał przecież tylko odzyskać swoją własność.
- Nie chodzi mi raczej o raporty… - zatrzymał się kilka kroków przed nią, a następnie utkwił swój wzrok w trzymanej przez nią książce dając jej do zrozumienia co go tu sprowadza. Cynthia raczej nie potrzebowała jakiegoś dodatkowego wytłumaczenia aby zrozumieć, czym zawdzięcza sobie jego wizytę w swoich skromnych progach - Zostawiłem tutaj przypadkiem pewną książkę… Może ją widziałaś? - przeniósł swój wzrok z atlasu na dziewczynę. To było pytanie retoryczne - w końcu trzymała ją w dłoniach. A raczej wątpliwe było to, że ktokolwiek trzymałby tutaj jakiś atlas grzybów.
Podparł się lewą dłonią, która do tej pory była wolna. Prawa zaś nadal była schowana pod wierzchnią częścią munduru - Zapytam wprost. Bez zbędnego owijania w bawełnę - zaczął temat. Stanley potrzebował się dowiedzieć ilu potencjalnych czytelników miało jego dzieło. Taka informacja pozwoliłaby mu na oszacowanie jak wielkie ma w teraz kłopoty - Kto ją przeglądał? - zabrzmiał śmiertelnie poważne. Zapewne gdyby miał jakiś uśmiech na twarzy to ten zniknąłby w momencie wypowiedzenia tych słów - tak się jednak nie stało, ponieważ minę miał czysto grobową. Nie było tutaj miejsca na żarty - w tej chwili ważyły się jego losy.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Cynthia Flint - 13.04.2023
Gdyby był bardziej uważny, lepiej pilnował terminów — pewnie nic by się nie wydarzyło. Kontrola oraz perfekcja w pracy sprawiały, że trudno było o pomyłki, bo sprawdzało się trzy razy wszystko, zanim przeszło do następnego zajęcia. Było to czasochłonne, ale skuteczne, a z biegiem lat pracowało się coraz szybciej, lepiej. Nie musiała poświęcić jego osobie dłużej niż sekundowego spojrzenia, aby dostrzec zdenerwowanie, być może nawet zakrawające na panikę. Zaczynała studia od uzdrawiania pod pracę w Mungu, gdzie zdążyła szkolić się dwa lata, zanim przeszła do trupów i kostnicy. Zauważyła drżenie na szyi — jabłka Adama lub niewielkiej żyłki, jednej z tętnic, dostrzegła zbielałe kostki przy dłoni, a także rozmiar źrenic. A więc to jego? Błękitne tęczówki ze spokojem przesunęły po kolejnym fragmencie tekstu, a ona sama kiwnęła głową z delikatnym uśmiechem, który idealnie odzwierciedlał kreację niewinnej i łagodnej dziewczyny, jednej z ulubienic tutejszych pracowników.
Lubiła mieć ludzi w garści, lubiła, gdy byli jej winni przysługi lub wymuszać na nich działania, na które niekoniecznie mieli ochotę. Nagle Borgin stał się ciekawym pionkiem w prowadzonej przez nią grze, nową możliwością. Wartym uwagi?
- Tak. - przytaknęła łagodnie, bez cienia zdenerwowania, dostrzegając, jak zerka na książkę, gdy podniosła na ułamek sekundy spojrzenie znad rozdziału. Poprawiła się na kanapie, zaintrygowana ewentualnym rozwojem wydarzeń. Jej umysł analizował możliwe scenariusze, szukał potencjalnie dobrych zakończeń.
Reakcja mężczyzny, jego rozglądanie, zmiana wyrazu twarzy, zmiana brzmienia głosu — wszystko to nakierowywało ją na myśl, że gotowy był na wszystko, aby obronić swój sekret. Groził jej, sprawdzał grunt. Czy Cynthia się bała? Nie. Miała upośledzony wachlarz emocjonalny, a od momentu, w którym umarła jej matka przed jej oczami, jej mózg uznał, że nie ma nic bardziej przerażającego i nie potrafiła odczuwać strachu, jak normalny człowiek. Wyczuwać zagrożenia. Chciwie łapała każdą intensywniejszą emocję, która, chociaż na chwilę uwolniłaby ją z lodowej zbroi, pozwoliła coś poczuć, jakikolwiek dreszcz. Interesujące. Jego dłoń drgnęła delikatnie w stronę peleryny, cisza nastała po tym, jak zaskrzypiały deski, gdy do niej podszedł. Jasnowłosa wyprostowała głowę i wbiła w niego spojrzenie.
- Ah, rozumiem. Atlas grzybów. - zaczęła ze spokojem, posyłając mu zadziorny uśmiech i przeniosła wzrok z jego twarzy na trzymany przez siebie egzemplarz, którym poruszyła wymownie. Zamknęła go, kładąc sobie na kolanach i przesuwając dłonią po okładce palcami, stuknęła w nią paznokciami, intensywnie czerwonymi. - Zdaje się, że wpadła mi w ręce. Powinieneś lepiej pilnować swoich sekretów Stanley, nigdy nie wiesz, kto mógł je poznać.
Wyciągnęła w jego stronę dłoń, w którą złapała tomik i przekręciła głowę na bok, nie odrywając wzroku od jego oczu, nie przerywając tej chwilowej ciszy żadnym westchnięciem, żadnym zbędnym słowem. Sprawdzała go? Może odrobinę. Była jednak na swoim terytorium. Marcus go widział i widział książkę, którą trzymała, chociaż nie znał jej zawartości. Znała wszystkie punkty witalne na jego ciele, różdżka tkwiła gdzieś na kanapie przy jej udzie, a w podwiązce pod sukienką tkwił skalpel. Nie bała się. Wolną dłonią zgarnęła jasny kosmyk za ucho. - Informacje o bardzo.. Rzadkich grzybach są w tej książce. Musisz jej lepiej pilnować, zwłaszcza gdy dookoła tylu Czarodziejów, którzy chętnie by te grzyby zebrali. Jako trofeum.
Nie groziła mu, nie podniosła głosu i nie mówiła wprost, chociaż miała nadzieję, że zrozumie jej aluzję. Jej pracownik mógł wrócić w każdym momencie, a lepiej, aby ktoś tak młody i tak podatny na wpływy nie wiedział o lekturach, które mężczyzna czytał. - Chyba jesteś mi coś winien. - zauważyła niewinnie, wzruszając ramionami. - Napijesz się kawy?
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Stanley Andrew Borgin - 13.04.2023
W tym wszystkim najgorsza była jedna rzecz - racja słów Cynthii. Jednym zdaniem podsumowała dokładnie to co mógł zrobić, aby do takiej sytuacji nie dopuścić. Wystarczyło jej lepiej pilnować. To przecież takie proste...
Z drugiej strony gdyby to było takie proste to by jej tu nie zostawił. Moment roztargnienia czy chwilowe poczucie dobrze wykonanej pracy wystarczyły aby na ułamek sekundy zapomniał o swoim dziele. I właśnie przez tą chwilową niedyspozycję przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę.
Do tej pory to Stanley był drapieżnikiem. To on wybierał sobie ofiarę, którą osaczał, a następnie przedstawiał zasady swojej gry - nierównej, wykorzystującej wszelkie słabości przeciwnika. Iście niegodnej i nawet nie honorowej. Przed laty pewnie by się tym przejął i postąpił inaczej. Jednak czasy się zmieniły. A wraz ze zmianą czasów zmienił się również on - na lepsze lub na gorsze. Nie jemu było to oceniać.
Ale teraz rolę się odwróciły - kontrolę przejęła Cynthia. Czuł, że teraz to on został pionkiem w tej chorej grze zwanej zależnością. Od jej każdej zachcianki zależało jego być albo nie być w Ministerstwie, gdzie posada w BUMie to był i tak najmniejsz pikuś w tym wszystkim. Za coś takiego cela w Azkabanie była przyznawana w trybie ekspresowym bez wielkich - jeżeli jakichkolwiek - szans na obronę przed zarzutami. Zdanie Ministerstwa Magii na temat tej sztuki było proste i wyraźne - żadnej nekromancji.
- Powinienem - przyznał, a następnie wyciągnął swoją prawą dłoń spod płaszcza. Przez krótki moment się wahał ale wyciągnął dłoń po atlas, który następnie szybko schował w kieszeni marynarki pod odzieniem wierzchnim - Ale tego nie zrobiłem i dlatego właśnie rozmawiamy - stwierdził zgodnie z faktem. Przeważne po za szybkim "cześć", nie mieli czasu na dłuższe pogawędki. Każdy miał swoje obowiązki. Każdy gdzieś się spieszył. Ich kontakt w głównej mierze ograniczał się do wypełniania raportów oraz czytania podpisów osoby, która go wykonała. Niby nie dużo, a jednak wystarczająco aby poznać swojego kompana czy towarzysza w niedoli, któremu również przypadła (nie) przyjemność wypełnienia akt.
Oparł ręce o najbliższy blat, a następnie spuścił wzrok. Potrzebował się zastanowić. Przemyśleć co powinien zrobić dalej. Przymknął oczy i ciężko westchnął słysząc jej kolejne słowa - Oni nie doceniają tej sztuki. Podążają ślepo za ideami, które wtoczyła im do głów i żył instytucja zwana Ministerstwem Magii - rozpoczął swój wywód. Nie wiedząc jednak nadal ile osób mogło 'rzucić okiem' na zawartość tego tomiku - Góra powiedziała, że należy się tego wystrzegać i bać. To Ci wielcy czarodziejowie tak właśnie robią... - podkreślił 'potęgę' swoich kolegów i koleżanek z pogardą w głosie - Nie można być najlepszym, a nawet dobrym jeżeli nie opanuje się każdej dziedziny magii - uniósł głowę do góry i otworzył oczy, a następnie spojrzał na sufit - Ich przerażają same grzyby, a co dopiero grzybobranie... - pokiwał głową ściskając pięść na blacie. Urząd w którym przyszło im pracować był niby taki wielki, otwarty i chętny do szerzenia pomocy, a jednak był zarządzany przez zamknięte głowy, które krytykowały wszelkie próby obcowania z tą sztuką.
Złapał się za twarz aby lekko ścisnąć oczy, a następnie odwrócił głowę w kierunku Cynthii. Wziął głęboki wdech i wydech - Dziękuję i przepraszam - zjechał dłonią po twarzy zatrzymując się na brodzie - Dziękuję, że ją znalazłaś i schowałaś - Stanley założył, że jednak nie doniosła na niego. W końcu nie było słychać żadnego biegu w ich kierunku - Przepraszam za problem. To się więcej nie powtórzy. Chwilowa niedyspozycja... - zapewnił. Gdyby ktoś przypadkiem wpadł na Cynthie, kiedy ta oddawała się lekturze atlasu grzybów, mogła być mieć również nie mały problem. Może nie taki jak on ale jednak jakiś.
Sięgnął do kieszeni z której sprawnym ruchem wyciągnął paczkę papierosów - Napiję, chociaż chyba miałem już wystarczającą pobudkę dzisiaj. Można tu palić? - zapytał swojej rozmówczyni. A może należałoby raczej określić ją jako wyrocznie?
- Co byś chciała aby ta sprawa nie ujrzała światła dziennego? - spojrzał się wprost w jej błękitne oczy. Tym razem jednak oczekiwał odpowiedzi lub zapewnienia, że ta nic nie zrobi z tą kwestią. Nie miał zamiaru się ruszyć z tego pomieszczenia bez usłyszenia tego co chciał usłyszeć - Aby została naszą małą, słodką tajemnicą... - kontynuował - No chyba, że zależy Ci na szybkim awansie. To wydanie grzybiarza może dużo pomóc - specjalnie używał zamienników odnoszących się do swojej książki. W ten sposób tylko oni mieli pojęcie o czym mowa. Gdyby nagle ktoś wszedł to nie miałby pojęcia o czym aktualnie jest mowa - co akurat było bardzo korzystne - Czy przysługa u mnie będzie wystarczająca nagrodą za ten trud, który musiałaś podjąć? - uniósł kąciki ust. Daleko mu jednak było od uśmiechu.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Cynthia Flint - 13.04.2023
Ludzie w całej swojej głupocie i braku umiejętności wyciągania wniosków i lekcji z własnych błędów mieli w swoim gatunku przedstawicieli bystrych oraz chętnych do nauki. Stanley pracował w najbardziej wymagającym departamencie Ministerstwa Magii, nie licząc Niewymownych. Nie było mowy, aby pozwalał sobie na takie niedopatrzenia w normalnych okolicznościach-coś musiało go rozproszyć, odwrócić jego uwagę i doprowadzić małymi krokami do tego, że do Cynthia tkwiła z jego Atlasem Grzybów w dłoni.
Miała manię kontroli, była paskudna pod względem dopinania wszystkiego na ostatni guzik, pod względem utrzymywania porządku. Kosztem czego ucierpiała jej swoboda i spontaniczność, której wcale już chyba nie miała. Dostosowywanie twarzy, zachowań pod standardy panujące w Brytyjskim towarzystwie sprawiały, że zapominała o swojej własnej. A tutaj Borgin sprawił, że książka wywołała w niej impuls zaciekawienia, który palcami chwyciła dość mocno, jak wszystko, czego chciała.
Był jej ptaszyną w klatce, doskonale o tym wiedziała i tworzyło to mnóstwo możliwości, mnóstwo do uzyskania. Doniesienie na niego nie przyniosłoby żadnego pożytku poza ewentualnym awansem, na którym wcale jej nie zależało, bo wciąż miała mnóstwo do nauczenia się od Lycoris czy chociażby Williama. Nie osiągnęła szczytu swoich zdolności w obecnym miejscu swojego życia i nie chciała z niego rezygnować przez tak łatwą możliwość. Zresztą, awans w tym burdelu nie był trudny, wystarczyło pociągnąć za odpowiednie sznurki, ubrać dostatecznie głęboki dekolt. Co to było za wyzwanie?
Wiedziała, że nie wyciągnie różdżki, intuicja.
- Los płata figle, przeznaczenie plącze swoje nici. Seria niefortunnych zdarzeń nie zawsze prowadzi do katastrofy. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na jeszcze jeden niewinny uśmiech, który mógłby złagodzić sytuację. Żyło się prościej, gdy ludzie Cię nie doceniali, nie mieli wówczas oczekiwań. Nie mieli okazji wypić wcześniej wspólnej kawy, a nagle mogła pozwolić sobie na dowolną prośbę, bo wiedziała — a raczej domyślała się na podstawie obserwacji i jego zachowania, jak ważna dla mężczyzny była ta praca. I ten Atlas. Obserwowała go w milczeniu, nienachalnie. Nie poganiała, nie mówiła też zbyt dużo, bo w gruncie rzeczy, wolała się nie odzywać, jeśli nie istniała taka potrzeba. Nie wiedziała jeszcze, że trafiła na prawdziwego gadułę. Mówił jednak z sensem, bardzo jasno i klarownie, nagle przestał być słoneczny i promienisty. Dostrzegła czające się w jego oczach ciemne chmury, jakiś mrok w gestach i w tonie głosu, gdy twarz pozbawiona była uśmiechu, którym zwykle obdarzał innych.
- Najciemniej pod kandelabrem. Nie istniałaby biała magia, bez czarnej magii. Nie istniałaby sztuka uzdrawiania bez tej, która pozbawia życia. - odpowiedziała jedynie, nieco bardziej naturalnym dla siebie głosem. Nie tak niewinnym, nie tak miłym, przepełnionym chłodnym spokojem. Miał rację, mieli takie same poglądy i to chyba zaskoczyło ją najbardziej, bo nie spodziewała się tego i pociągu do grzybów i grzybobrania u pracownika jednostki uderzeniowej. Nowy horyzont sprawiał, że mogła zmienić perspektywę. Kilka słów mogło zmienić wszystko. Pokręciła głową, że nie było o czym mówić, odwzajemniając posłane jej spojrzenie. - Za dużo przepraszasz, za dużo dziękujesz. - zaczęła, unosząc na chwilę brwi, sugerując mu może odrobinę, że nie musi się tak starać, nie musi nosić masek, jeśli ów grzeczność takową byłą — zwłaszcza że chwilę wcześniej zastanawiał się nad wyciągnięciem różdżki w obronie atlasu. - Nie daj się złapać. Niewielu zostało znawców grzybów.
Dodała, wygładzając dłońmi ubranie. Gdy wspomniał, że się napije, kiwnęła głową — zarówno przyjmując to do wiadomości, jak i udzielając mu zgody na palenie, bo na szafce a kanciapie stała magiczna świeca, która pochłaniała cały dym. Słuchała go, kręcąc się po pomieszczeniu, jednak nie wyjęła filiżanek i nie nastawiła wody, zamiast tego sięgając z szuflady dwie kryształowe szklanki, do których wlała bursztynowego trunku, wciąż schłodzonego po nocy w odpowiednim miejscu. Gdy znalazła się przed nim, wręczając mu szklankę i znów napotkała intensywne spojrzenie jego oczu, padło właściwie pytanie. Zaśmiała się, kręcąc głową i wolną dłonią, wciąż chłodnymi od kryształu palcami, złapała jego podbródek delikatnie. Jasny warkocz zakołysał się leniwie w powietrzu.
- Nie interesuje mnie pójście na łatwiznę Stanley. Słodkie sekrety są więcej warte niż taki sposób na awans. Gdy przyjdzie odpowiednia pora, to mi się odwdzięczysz, będziesz, gdy tego będę potrzebowała. To proste. - mówiła nieco ciszej, na wypadek, gdyby ktoś miał wejść do środka. Uśmiechnęła się niewinnie raz jeszcze, po czym usiadła obok niego, zaciskając palce na szkle. Poranek przekształcił się w naprawdę interesujący dzień. Upiła odrobinę alkoholu, czując cierpki smak na wargach. - Od dawna jesteś amatorem grzybobrania?
Nie mogła odpuścić sobie tego pytania, bo temat ten nie był tak popularny w Wielkiej Brytanii, jak w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w okolicach Nowego Orleanu. Podręcznik, który miała okazję pobieżnie przejrzeć był dziełem poszukiwanym na rynku, dokładnym i dobrym, nawet przez tą krótką chwilę wertowania stronnic była w stanie coś z niego wynieść. Nie był z pewnością amatorem, nawet jeśli użyła takiego określenia odnośnie do grzybobrania chwilę wcześniej.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Stanley Andrew Borgin - 14.04.2023
Za dużo przepraszał i dziękował? Być może. W końcu to była rzecz ludzka. Coś co jeszcze jakiś czas temu było zwykłą codziennością, a teraz fasadą lub grą do zmylenia przeciwnika. Z biegiem czasu, Stanley zdał sobie sprawę, że dużo prościej przychodzi mu krzywdzenie innych osób niż uszczęśliwianie ich. Potrafił jednak zachować pozory, których większość nie była w stanie odczytać lub zrozumieć.
Z Cynthią było jednak inaczej. Ona czytała z niego prawie jak z książki. Był zbyt oczywisty w swoich działań? Może postępował według jakiegoś utartego schematu, który był jej znany? A może po prostu lata spędzone nad dogłębnym poznawaniem ludzkiego ciała pozwoliły jej osiągnąć perfekcje w tym fachu? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. I nie kwapił się aby dowiedzieć się czegoś więcej.
Odebrał od niej szklankę z bursztynowym trunkiem, który jak mniemał był zwykłym whiskey lub trucizną - chociaż teraz było mu wszystko jedno. Miłe zaskoczenie, zwłaszcza jeżeli spodziewało się otrzymać kubek gorącej lury bez smaku.
Jej zbyt ludzki gest - złapania go za podbródek - jak na kogoś z biura koronera, wprowadził go w stan zdziwienia czy nawet lekkiego szoku. Większym zdziwieniem w tym momencie mógłby być tylko taki sam gest wykonany przez jej przełożoną - Lycoris.
Uniósł swoją brew na znak zapytania, a jego twarz odruchowo drgnęła do tyłu jakby starał się zrobić unik. Bezpodstawnie - ponieważ nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo - i bezskutecznie - bo po za odchyleniem głowy na kilka milimetrów, nic się nie zmieniło.
- Prawda. Nie znam żadnych innych grzybiarzy - odpowiedział z lekkim opóźnieniem. Dopiero teraz był w stanie dojść do siebie po tym co miało miejsce przed chwilą. Jeden gest, a potrafił nawet najtwardszych mężczyzn wprowadzić w osłupienie - Jedyną osobą, z którą miałem większy kontakt i zajmowała się grzybami to był mój kompan ze szkoły - przyznał ze smutkiem w głosie - Ale porzucił te piękną pasję na rzecz ministerialnego munduru - ciepła posadka i pewny zawód zmieniały człowieka.
Pociągnął łyk ze zdobionego szkła. To był bardzo dobry alkohol. Posmakował mu. Pewnie dlatego, że jego przełyk był przyzwyczajony do spożywania możliwie najtańszego piwa, a teraz rozkoszował się iście szlachetnym trunkiem.
A więc zawarli umowę - Cynthia nic nikomu nie powie o jego sromotnikowych zapędach, a Stanley jej się za to odwdzięczy kiedy będzie tego potrzebowała. Z jednej strony było to trochę nieuczciwe bo mogła mieć zachciewajkę nawet w środku nocy, a Borgin musiałby ją spełnić. Z drugiej strony miał całe gówno do gadania w tej sprawie. Mógł jedynie przytaknąć i cieszyć się z takiego obrotu spraw.
Wsadził jednego papierosa do ust, a następnie go odpalił. Poczuł jak z pierwszym zaciągnięciem się, nikotyna zaczyna wędrować do jego płuc i układu nerwowego. Przymknął na moment oczy aby w pełni rozkoszować się zaistniałą sytuacją - Zanim odpowiem - wypuścił dym z ust i skierował otwartą paczkę w kierunku Cynthii - Zapalisz? Wiem, że to zło i nie powinno się tego robić... Ale pomaga człowiekowi - stwierdził przybierając neutralny wyraz twarzy. Gdyby nie fakt, że znajdowali się aktualnie w Ministerstwie, czułby się jak na wakacjach.
Zawahał się przez krótką chwilę. Zastanawiał się czy powinien dzielić się taką informacją ze swoją oprawczynią. Niby nie miał już nic do stracenia, ponieważ jego sekret został wydany. Ale zawsze pozostawała ta nutka niepewności.
- Jako teoretyk czy praktyk? - zapytał, biorąc sporego łyka tego pysznego roztworu alkoholowego - Jako teoretyk to będzie z... - zaciągnął się wyrobem tytoniowym dosyć średniej jakości, a jego oczy powędrowały do góry jakby się nad czymś mocno zastanawiał - 13 lat? Coś koło tego by było. Od czasów Hogwartu - ugasił końcówkę papierosa na blacie i bez żadnego zastanowienia sięgnął po kolejnego - A praktycznie... To krócej... Dużo krócej. Brak warunków do przeprowadzenia grzybozbioru więc nie ma na czym ćwiczyć - przetarł czoło i utkwił wzrok w brunatnej cieczy - Zresztą konkretne działania grzybem to niebezpieczna zabawa. Trzeba do niej podchodzić z rozwagą i szacunkiem. Zwłaszcza tym drugim - przyznał. Stanley nie raz słyszał historie jak zbyt pewni swoich umiejętności czarodzieje przekręcali się na inny świat, nie doceniając mocy jaka drzemie w grzybiarstwie.
- A Ty znasz jakichś grzybiarzy? Kogoś kto nie boi się pobrudzić sobie rąk? Gotowego wyruszyć z samego ranka, aby trafić na najdorodniejsze okazy? - zapytał. Cynthia sama zresztą stwierdziła, że bez czarnej magii nie ma białej magii - może więc znała kogoś takiego. W końcu pracowała z trupami ludzi z pogranicza obydwóch sztuk - światła i ciemności.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Cynthia Flint - 15.04.2023
Zarówno "przepraszam", jak i "dziękuje" już dawno przestały mieć dla Cynthii taką wartość, kiedyś. Były równie powszechnie, często używane, jak deklaracje wielkiej miłości. Rzucane od niechcenia, przy każdej okazji, aby zostawić w rozmówcy poczucie, że miał do czynienia z elokwentnym i dobrym człowiekiem. Nie wątpiła, że był jej w pewien sposób wdzięczny, bo mógłby wylecieć na zbity pysk lub po przesłuchaniu skończyć nawet w Azkabanie, jeśli zebrał w życiu za dużo grzybów.
Nie była to kwestia oczywistości Stanleya, jedynie doświadczenia. Była paskudną manipulatorką, znawcą ludzkich zachowań i osobą, która wykorzystywała swój wygląd i umysł, aby piąć się do góry. Ludzie głupi sami byli sobie winni. Zaletą była też umiejętność utrzymania dystansu przez ubogi wachlarz emocjonalny, bo na tej płaszczyźnie miała poważne problemy. Anatomia również pomagała, ludzkie ciało zdradzało mnóstwo samym drżeniem — inne towarzyszyło podnieceniu, inne natomiast strachowi. Podejrzenie jej o podanie mu trucizny w obecnych okolicznościach było bardzo pochopne, bo nawet jeśli ona podpisałaby autopsję Borgina i wykorzystała jedną ze swoich mieszanek, która wpływała bezpośrednio na pracę serca, trup w kanciapce podczas jej dyżuru — i to Aurora — nie byłby dobrze odebrany. Zwróciłby uwagę, której chciała uniknąć. Była to Whisky, przywieziona ze Stanów na jednym ze statków jej ojca. Uwielbiam przywozić alkohole, uzupełniać domowy barek, chociaż w domu bywał nieczęsto.
Kącik ust jej drgnął na wyraz jego oczu, kiedy to chłodne palce chwyciły rozgrzaną skórę podbródka. Nawet jeśli nie trwało to długo, wiedziała, że osiągnęła swój cel, a potem przeszli do rozmowy, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
- Gdy rośnie ryzyko zatrucia lub śmierci, grzybiarzy coraz mniej. Ludźmi przestaje kierować ciekawość, a przejmuje ich strach w czasach niespokojnych, jak te, które nadeszły. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, palcami przesuwając po jasnym warkoczu. Teraz gdy polowano na wszelkie nieprawidłowości, a jeden czarodziej donosił na drugiego w obawie przed powiązaniami, trudno było mieć pasję z listy tych trudnych, zakrytych całunem milczenia i pozbawionych akceptacji społeczeństwa, samego Ministra. Trupy akceptowano tylko przy autopsjach i na pogrzebach, potem należało ruszyć dalej. Nauka chcąca przewyższyć śmierć, splątana z potężną magią była czymś, czego wiele umysłów nie było w stanie docenić. I trzeba przyznać, że Cynthia nie uwierzyłaby w to, że Stanley potrafił, gdyby nie atlas. Zrobiła kolejnego łyka, zwilżając następnie wargi, aby pozbyć się alkoholu i odrobiny karminowej szminki przy okazji. Błękitne oczy znów powędrowały w stronę siedzącego obok mężczyzny. Mógł być pewien, że nie wykorzysta tego w głupi sposób, zostawi to niczym asa w rękawie. Marnowanie zasobów, jak i przysług nie było mądrym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy nie wiedziała jeszcze, jak mogłaby go w ogóle wykorzystać. Był zdolnym czarodziejem bojowym, znał się na grzybach. Co jeszcze? Gdy skierował paczkę w jej stronę, zastanawiała się przez chwilę. Zdarzało się jej palić, nie chciała jednak popaść w nałóg i się uzależnić — miała jakiś uraz co do dłoni palaczy, na których palcach po śmierci lub problemach z krążeniem występowały nikotynowe kręgi. Wzięła jednak papierosa.
- Z umiarem wszystko jest dla ludzi, tym bardziej, jeśli pomaga. - nie miała jak sięgnąć róźdzki, więc jedynie przysunęła się nieco i przystawiła papierosa do ust. - Mógłbyś?
Cierpki dym wypełnił jej płuca, a ona pozwoliła sobie na kilka sekund przymknąć oczy, zanim dym poleciał w powietrze. Palenie miało w sobie coś eleganckiego. Gdy odstawiła na stolik przed nimi szklankę, przysunęła popielniczkę, a świeca pochłaniająca dym samoistnie zapłonęła na szafce. Było z nimi wygodniej i nie śmierdziało.
- Oba. - odpowiedziała krótko, nie chcąc mu dalej wchodzić w słowo i słuchała, obserwując go. Szybko palił, mocno się zaciągał — jej nawyk sprawił, że pomyślała o zmniejszonej objętości płuc Borgina. To mogło być kłopotliwe przy dużym wysiłku. Uśmiechnęła się pod nosem na komediowo brzmiące zdanie o szacunku do grzybów i pracy z nimi, a gdyby wrócił teraz Marcus lub wróciłaby Lycoris, złapaliby się za głowę. Jak niedorzecznie to brzmiało, a jak skuteczne było! Doskonale rozumiała, o czym mówił, jednak w przeciwieństwie do niego, miała doskonałe warunki, przykrywki, motywy. Często dostawała niepotrzebne okazy do ćwiczeń. - Najciemniej pod kandelabrem. - powtórzyła cicho na jego pytanie, wzdychając ciężko. Nie lubiła dzielić się informacjami na swój temat, nie chciała dać mu przewagi nad sobą i sprawić, że przysługa byłaby nieważna. Zbyt mało go znała. Nie chcąc się więc jeszcze przyznawać do swoich związanych z grzybami zainteresowań, mogła zrobić coś innego. - Aby zagłuszyć Twoje obawy i troskę o własne bezpieczeństwo, a także w ramach prezentu z okazji naszego przypadkowego sekretu, mogłabym spróbować zapewnić Ci muchomora, jeśli bywasz czasem na nocnych grzybobraniach lub takich przed świtem.
Uśmiechnęła się niewinnie, całkiem przyjacielsko, co w gruncie rzeczy w ogóle do niej nie pasowało, o czym Auror mógł i miał się przekonać w najbliższym czasie. - O ile oczywiście masz dość szacunku i pokory do technik obróbki grzybów, bo są jeszcze wolne miejsca w chłodni. Mam pewne podejrzenia, dużo się szepcze w Ministerstwie.
Sięgnęła po szklankę zaraz po tym, jak znów zaciągnęła się wolno tlącym się papierosem, aby napić się whisky.
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Stanley Andrew Borgin - 16.04.2023
Kim on był aby odmówić damie ognia? Zgodnie z jej prośbą, sięgnął po zapalniczkę, a następnie odpalił papierosa Cynthii. Teraz mogli we dwójkę rozkoszować się rakotwórczym dymem, który powoli wypełniał ich płuca. Większość osób przypłacała najwyższą cenę za chwilę nikotynowego uniesienia, pozwalając sobie na moment odpoczynku, aby później wylądować w rękach osób, które trudniły się tym samym fachem co jego rozmówczyni. Nie trzeba raczej wspominać, że trafiały tutaj w stanie wiecznego snu.
Najciemniej pod kandelabrem? Zastanowił się przez chwilę nad tym, co ona mogła mieć na myśli. Jeżeli chodziło jej o niego - to fakt. Nikt się raczej nie spodziewał takiego zainteresowania po nim, co mogło być dużym zaskoczeniem. Chociaż miał wrażenie, że w tym akurat momencie, te słowa nie dotyczyły jego. Czy to mogło znaczyć, że wśród pracowników Biura Koronera również jest pociąg do grzybobrań ale nikt nie chce o tym głośno mówić?
- Tylko widzisz... Grunt w Ministerstwie jest niepewny. Grzyb może się tutaj nie przyjąć... A raczej na pewno się tutaj nie przyjmie. Trzeba by znaleźć dla niego odpowiednie miejsce - takie w którym zarodki będą miały wystarczająco miejsca. Gdzieś gdzie jest mokro i ciepło, bo w takich warunkach grzyb rośnie najlepiej - przyznał. Potrzebował do tego jakichś ruin, z dala od ciekawskich oczu gapiów. Pomocne na pewno byłyby też wszelkiej maści kadzidła - do tych akurat miał dostęp dzięki sklepowi swojego ojca, Roberta, który prowadził sprzedaż ów towarów. No i najtrudniejsze w tym wszystkim - ciało, które można by poddać procesowi zgrzybienia. Ale to też wyglądało jakby było załatwione - Jeżeli w kwestii ciepła jestem w stanie załatwić odpowiednie materiały, które mogłyby podgrzać atmosferę, tak gorzej wypada kwestia znalezienia ustronnego i chłodnego miejsca - stwierdził. Jak tak teraz się zastanawiał to nawet piwnica mogłaby być ciekawą alternatywą dla ruin czy zgliszcz. Zdawał sobie sprawę, że im potężniejszego czarodzieja ciało otrzyma, tym trudniej może być takiego kogoś wskrzesić i nad nim zapanować. Chociaż nie takie rzeczy się robiło.
- Czy ja mam wystarczająco szacunku i pokory do tego? - zadał pytanie retoryczne, a na jego twarzy zagościł zawadiacki uśmiech. Wypuścił dosyć dużo dymu, który zbierał w swoich płucach od jakiegoś czasu - Ja na ten moment czekałem połowę swojego życia - odparł. Mógłby stwierdzić, że Cynthia spadła mu z nieba i nie skłamałby w tym momencie - tak przecież było. Nie mógł trafić w lepsze miejsce ze swoim “problemem”. U niej “chętnych” królików doświadczalnych było pod dostatkiem. A i pewnie jakby ktoś “zaginął” na kilka dni, to nie wzbudziłoby to niczyjej uwagi wśród tej całej biurokratycznej agonii. Wszystko szło wyjaśnić - O ile technika obróbki grzybów jest mi rzeczą obcą, nieznaną. Tak nad wzrostem grzyba byłbym w stanie zapanować i dopilnować, aby się zbyt nie rozrósł. Jeszcze by się wymknął spod kontroli i co by wtedy było? - zakręcił lekko szklanką, a następnie dopił pozostałość swojego trunku. Odstawił puste naczynie przed siebie, by po chwili przetrzeć sobie twarz.
- Co się mówi w Ministerstwie? - zapytał z nieukrywaną ciekawością. Stanley i ludzie z jego brygady, nie mieli aż tyle czasu na pogaduszki z innymi pracownikami przez co zostali w tyle ze wszystkimi ciekawostkami czy plotkami. Teraz może jednak będzie mu dane dowiedzieć się czegoś o swoich kolegach czy innych ciekawych osobistościach. W końcu Ministerstwo było duże, a w nim pracowało jeszcze więcej osób. Było o kim gadać. Było o kim siać ferment.
- Jeżeli poznałabyś kogoś kto również dzieli pasję do grzybów to możesz dać mi znać - poprosił, gasząc papierosa w popielniczce, która stała nieopodal nich - Poobserwuję taką osobę, ocenię czy można jej zaufać. Może nawet zaoferuję współpracę w tej kwestii - wypuścił powietrze przez przymknięte usta by po chwili zaczął lekko pokasływać. Nie przyzwyczaił się jeszcze do palenia. Wszak powrócił do niego nie dalej niż tydzień czy dwa temu. Nadal były momenty w których czuł kłucie w swoich płucach i musiał po prostu odkaszlnąć - Tylko wiesz. To muszą być prawdziwi koneserzy grzybów. Nie żaden pierwszy, lepszy Marcus, który odbywa tutaj staż - zaznaczył. Grzybiarzy było mało, a dopuszczenie nieodpowiedniej osoby do ich środowiska groziło tylko jednym - unicestwieniem całej grupy. A wszystkim z nich zależało na szybkim i pewnym wzroście… Niczym grzyby po deszczu…
RE: [25 kwietnia 1972] Widziałaś mój atlas grzybów? || Stanley & Cynthia - Cynthia Flint - 01.05.2023
Nie paliła często, nie chcąc się uzależnić, a jednak zdarzały się tak nietypowe lub warte celebrowania okazje, że papieros był bardziej odpowiedni, niż kieliszek szampana. Z początku odnalezienie grzybowego atlasu było niepokojące, jednak teraz dostrzegała w tym więcej pożytku i możliwości, niż faktycznie złego. U Borgina warto było mieć przysługę. Jej jasne oczy przyglądały się jego twarzy, gdy odpalała z płomyka papierosa, czując, jak dym wypełnia płuca.
I co właściwie powinnam z nim zrobić?
Nie czuła się na tyle komfortowo, nie ufała mu na tyle, aby pozostać sobą, a jednak fakt, jak zareagowała na znalezisko i wobec niego sprawiał, że noszenie tak uroczej i potulnej maski nie miało najmniejszego sensu. Kłopotliwa sytuacja. Jej umysł zdawał się pracować na najwyższych obrotach, trybiki próbowały dostrzec najlepsze rozwiązanie. Takie sytuacje, chociaż rzadkie i odrobinę ekscytujące, były również ryzykowne. Tkwili chwile w milczeniu, podczas gdy świeczka pochłaniała ulatniający się z używki, szary dym o intensywnym zapachu. Drobna sugestia z jej strony zdawała się zadziałać, dostrzegła to w jego twarzy, tylko czy powiązał grzybobrania bezpośrednio z nią, czy może pomyślał o Lyrcoris? Gdy mówił, nie cofnęła spojrzenia, wciąż siedząc prosto i trzymając papierosa w palcach, zwilżyła usta, przytakując. Ministerstwo było niepewnym gruntem, istotnie, ale tutaj zwykle nie szukano, zwłaszcza gdy pracownik miał dobrą reputację lub sympatię kogoś, kto był na wyższym stanowisku.
- Muszę przyznać Stanley, nikt, kto na Ciebie spojrzy, nie pomyśli o Twojej pasji do hodowania grzybów i sprawdzania ich możliwości. - skomentowała z delikatnym wzruszeniem ramion, wprawiając w ruch jasne, mieniące się srebrem pasmo włosów. Ostrożnie prowadziła rozmowę, skupiała się głównie na tym, co on mówił i sugerował, nie chcąc dać mu żadnych powodów do podejrzeń. Skąd miała wiedzieć, czy mogła mu ufać.
- W porcie są odpowiednie miejsca dla grzybów, jest wilgotno i chłodno, zwłaszcza w odpowiednich magazynach. - zauważyła jeszcze ot tak, odrobinę może sugerując jej ojca. Nie była pewna, jakie miał poglądy polityczne i jak funkcjonował w społeczeństwie magicznym, ale intuicja podpowiadała jej, że znalazłby wspólny język z jej ojcem. Ona sama miała wiedzę, jakieś materiały przywiezione z Nowego Orleanu i dostęp do ciał, ale brakowało jej doświadczenia praktycznego i pewności siebie, aby podejmować się próby wskrzeszenia. Zwłaszcza że faktycznie, im większa moc czarodzieja, tym trudniej będzie nad nim panować. Przecież nawet zaklęcie imperiusa zdolne jednostki umiały przełamać, szczególnie rzucone przez słabszego od siebie oprawcę. Cynthia wsunęła się głębiej w kanapę, wciąż zastanawiając się nad całą tą sytuacją. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że doskonale radziłaby sobie sama w próbach z grzybami, zawsze było pewniej we dwie osoby. Nie wątpiła w swoje umiejętności, nigdy nie wątpiła też w siebie, ale takie przedsięwzięcia były zwyczajnie trudne i niebezpieczne. Odkąd zaczęła pracować jako koroner, nabrała dużo szacunku i dystansu do śmierci, którą widywała każdego dnia.
Gdy powtórzył jej słowa, przytaknęła jedynie głową, wracając do niego wzrokiem, a następnie upijając trochę z kieliszka. Uśmiech sprawił, że odrobinę drgnęła jej brew, bo takowego u Borgina jeszcze nie miała okazji oglądać, jednak nie skomentowała tego, ani jego pewności siebie względem czasu, który poświęcił na przygotowania.
- Intrygujący z Ciebie człowiek.
Skwitowała jedynie z tajemniczym błyskiem w oczach i minimalnie uniesionymi kącikami ust ku górze, odstawiając złapaną wcześniej szklankę na stolik, gdzie było jej miejsce. - Namawiasz mnie do plotkowania?
W jej głosie rozbrzmiała nuta rozbawienia, pokręciła delikatnie głową. Umiała słuchać i obserwować, krojąc ludzi, było na to naprawdę wiele czasu. Po strzepnięciu z papierosa nadmiaru popiołu i chwilowej obserwacji pochłaniającego go żaru znów przysunęła go do ust, wypełniając płuca. - Im mocniej na scenie politycznej lawiruje ten Czarnoksiężnik, tym więcej amatorów zbierania wyłania się z cienia.
Zdradziła tylko jedną, maleńką ploteczkę, która mogłaby go najbardziej zainteresować i zasugerowała w ten sposób ostrożność, chociaż nie sądziła, aby pracownicy tej instytucji byli na tyle zaniepokojeni działaniem Czarnego Pana, aby podejrzewać o zdradę własne biuro.
- A czy Ty jesteś godny zaufania? - zapytała po chwili milczenia, odkładając spalonego papierosa w popielniczkę, przenosząc na nią wzrok. Oczekiwał umiejętności i lojalności, ale co on mógł oferować? Skąd mogła wiedzieć, że ujawnienie się nie byłoby dla niej ryzykiem i perspektywą Azkabanu? Przecież był Aurorem, uwierzą mu na takie oskarżenia. - Marcus ma potencjał, ale nie zostanie tutaj. Wróci do Munga, do zwykłych sekcji, jest zbyt wrażliwy. A mamy tu naprawdę.. Nietypowe przypadki.
Począwszy od ofiar morderstw, aż po rytuały, które były znacznie gorsze. Nawet ta sprawa z człowiekiem, który wycinał ludziom serca, nad którą siedziała Brenna. Miały z Lycoris mnóstwo pracy przy sekcjach i próbach ustalenia tożsamości. Ułożyła dłonie na swoich kolanach, unosząc głowę i powracając błękitem oczu na jego twarz, przyglądała mu się uważnie. - Masz duże wymagania, ale być może znajdzie się ktoś o odpowiednich kwalifikacjach. Muszę się upewnić, czy faktycznie ta osoba jest zainteresowana grzybami na poważnie.
|