![]() |
|
[ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora (/showthread.php?tid=1381) |
[ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 08.05.2023 Środek września był doskonałym momentem na odwiedzenie Turcji. Turystów było ponad połowę mniej, morze wciąż było ciepłe, a temperatura w ciągu dnia sięgała do 26 stopni, a nie powyżej 30 stopni, jak miało to jeszcze miejsce w sierpniu. Dało się czuć na twarzy chłodniejsze podmuchy wiatru, a słońce czasem schowało się za chmurami, zapewniając pełne cienia popołudnia. Posiadłość znajdowała się u podnóży miasteczka oddalonego o kilka kilometrów od jednej z większych i popularniejszych aglomeracji miejskich w kraju, dzięki czemu Pandora miała dużo możliwości na zaplanowanie czasu oraz tego, co chciała mu pokazać. A nie było to łatwe, zważywszy na upodobania i sposób bycia Niedźwiadka. Dom był duży i jasny, wykonany z kamienia z dodatkiem białych dech, miał dwa piętra, a za nim rozciągał się ogród i stajnie. Rozsypane po budynku tarasy pełne były kolorowych kwiatów, podobnie jak przy podwójnych drzwiach tkwiły donice z roślinami. Mieszkali w nim dziadkowie, ich dzieci wraz z rodzicami — wszyscy żyli we względnej harmonii pod jednym dachem, korzystając z wielu udogodnień, o które zadbała głowa rodziny, włącznie z odpowiednim personelem. Nawet jej ojciec — typowy Anglik, który marudził przy wyższych temperaturach, lubił tu przyjeżdżać, jeśli miał czas i spędzać czas w altance ogrodowej czy znajdującej się niewielkim, osobnym budynku na tyłach łaźni. W Turcji wszystko było na pokaz i to był jednej z głównych powodów, dla których strasznie nie lubiła tkwić w domu zbyt długo. Przytłaczał ją, uznawała to wszystko za niepotrzebne. Budynek i bez wszystkich tych udziwnień i dodatku był ładny architektonicznie, ale zginął w nadmiarze kwiatów. Z prawej strony rzucały się w oczy wysokie, kolorowe okna z witraży, które tkwiły tu od kilkudziesięciu lat, przedstawiające jakieś kalejdoskopowe wzory. Oczywiście uprzedziła o swoim gościu, więc otwierający mu drzwi chłopak, wcale nie był zaskoczony wizytą. Uśmiechnął się szeroko, skłaniając głową na przywitanie i wpuścił go do chłodnego i przestronnego holu, gdzie było jeszcze więcej kwiatów w wazonach oraz donicach, a ściany zdobiły obrazy w złotych ramkach. Drewniane meble były ciężkie i stare, o mosiężnych klameczkach. Na podłodze oczywiście były dywany — dominowała tam czerwień i beże. Widocznie Pandora od razu poinstruowała pracownika, aby ten zaprowadził go do niej do pokoju, bo brunet o dużych, złotawych oczach skierował się w stronę schodów, które prowadziły na wyższe piętra. Jej pokój był na drugim, zresztą ten, który był przygotowany dla Islandczyka również. Mógł czuć na sobie wiele zaciekawionych spojrzeń, ale wszyscy witali się z uśmiechem i gościnnością, niezależnie czy należeli do rodziny, czy do pracowników. Na korytarzu dało się słyszeć podniesione głosy, za co odprowadzający go chłopak przeprosił tylko za pomocą zakłopotanego uśmiechu i krótkiego komentarza, żeby nie zwracał na to uwagi. Widocznie tego typu dyskusje nie były niczym nowym, zwłaszcza gdy spotkały się dwa silne charaktery o zupełnie różnych podejściach do życia. - Czemu jesteś taka uparta? Oczywiście, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Co tym razem powiesz ojcu? Jak będziesz taka wybredna, to nigdy Cię nie wydam za mąż. - głos należał do kobiety, stanowczy i o dziwo, przyjemny dla ucha. - W przeciwieństwie do Ciebie, ojciec ma odrobinę zdrowego rozsądku i przynajmniej próbuje słuchać, co do niego mówię. - drugi głos był mu dobrze znany, chociaż gdy mówiła tak szybko i głośno, dało się słyszeć wdzierający się na siłę akcent. - Twój ojciec nie ma o tym pojęcia. Mogłabyś przynajmniej spróbować, korona by Ci z głowy nie spadła dziecko. Gdy ja byłam w Twoim wieku, miałaś już dziesięć lat! - Nie spadła, bo w przeciwieństwie do Ciebie, jej nie noszę. No i widzisz, jak Ci to wyszło? Gdy drzwi się otworzyły, obydwie zamilkły i spojrzały w ich stronę — Pandora w swoich obciętych na krótko dzwonach, które pozbawione nogawek sięgały jej połowy uda i jasnej koszulce jakiegoś mugolskiego zespołu, za dużej o kilka rozmiarów, umorusana na policzku oraz dłoniach smarem z tkwiącym za uchem ołówkiem, oraz małym śrubokrętem. Stojąca naprzeciw niej kobieta nie była stara — na upartego można było nazwać je siostrami, bo jej matka przesadnie dbała o zachowywanie młodości. Ubrana w elegancką sukienkę i z kokiem, miała na sobie makijaż oraz mnóstwo biżuterii. Twarz Prewettówny momentalnie złagodniała i obdarzyła go szerokim uśmiechem, jakby niedowierzająco w to, że faktycznie zdecydował się Turcję odwiedzić i nawet ruszyła w jego stronę, ale matka zasłoniła jej drogę ręką, na no ta ściągnęła brwi i spojrzała na nią zaskoczona. - Pandora, jeśli nie umiesz się zachowywać, jak młoda dama, to idź i przynajmniej się doprowadź do porządku i ubierz, jak jedna. Co Twój przyjaciel sobie pomyśli? - Zapewniam Cię, że jemu to nie robi różnicy. I doprowadziłabym się do ładu, gdybyś nie robiła mi od czterdziestu minut wywodu, mamo. - stwierdziła zgodnie z prawdą, bo miała przecież w planach pozbycia się tego smaru z rąk. - Mnie robi. I kochanie.. - nawet nie musiała odwracać w stronę córki głowy, aby dostrzec, że brała w rękę kolejną koszulkę, która leżała luźno na krześle. - Nie ubieraj się proszę, jak pracownik mugolskiej budowy lub gość szemranych klubów. Masz mnóstwo odpowiednich strojów. Dziewczyna zacisnęła usta, kręcąc głową z niedowierzaniem i uniosła dłonie, poruszając palcami, tak jakby miała swoją matkę za chwilę udusić. Była okropna! Wywróciła oczami, następnie posyłając mu przepraszające spojrzenie i zgarnęła pierwszy lepszy materiał z wieszaka, który wystawał z uchylonej szafy, kierując się następie do należącej do pokoju łazienki. - Musisz jej wybaczyć, mój Drogi. Jest niesforna, ale to dobra dziewczyna. - kobieta podeszła do niego z uśmiechem, przyglądając mu się badawczo zielonymi oczyma. Miała surowe spojrzenie, ale nie wydawała się przesadnie straszną kobietą, przynajmniej dla gości. Władcza aura nieco przygasła.- Mam nadzieję, że nie sprawiła Ci zbyt dużo kłopotów. I dziękuje, że się nią zająłeś, gdy była na jednej z tych swoich.. Wycieczek. Opowiadała mi trochę o Tobie. Poleciłam przygotować Ci gościnną sypialnię, czuj się proszę, jak u siebie. Potem przyślę Ci kogoś, żebyś nie musiał się niczym przejmować. Podróż Ci dobrze minęła? Od razu mówiła do niego na Ty, zupełnie nie przejmując się faktem, że widziała go pierwszy raz na oczy. Gdy drzwi od łazienki otworzyły się gwałtownie, Ayday odwróciła głowę i zmierzyła córkę wzrokiem, wzdychając ciężko i podchodząc do niej, poprawiła jej sukienkę. - Ileż byłoby łatwiej moje dziecko, gdybyś była chłopcem. Pamiętaj, o ósmej. Nie spóźnij się. - Taką mamy umowę, jakie mam wyjście? Godzina, nie dłużej. - Oczywiście Twój przyjaciel może również do nas dołączyć. Zejdziecie do ogrodu na herbatę? - Nie. Kobieta machnęła ręką na córkę, powracając do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się pogodnie, kierując jednocześnie w stronę drzwi. - Mam nadzieję, że później będziemy mieli okazję porozmawiać. Layla potem będzie do Twojej dyspozycji. Gdy kobieta zniknęła za drzwiami, Pandora podbiegła i je zamknęła, marudząc coś pod nosem po turecku, prawdopodobnie pytając bogów, dlaczego jej matka musi być akurat tak nieznośna. - Nie słuchaj jej, nie przejmuj się nią, ignoruj ją. - poinstruowała go ze wzruszeniem ramion, a zirytowaną wcześniej twarz rozjaśnił już znacznie bardziej pasujący do Pandory uśmiech. - A więc jednak się trochę za mną stęskniłeś? - zapytała zadziornie, poprawiając ramiączka od prostej, białej sukienki, którą złapała z szafy, a potem podbiegła do niego, przytulając go na przywitanie. Wciąż z tym śrubokrętem za uchem, którego zapomniała wyjąć. - Nie chcesz iść na tę herbatę, prawda? - zapytała jeszcze z nadzieją w głosie, opadając na całe stopy, bo wcześniej musiała stanąć na palcach, żeby dosięgnąć i przesuwając rękoma z jego szyi, na ramiona. Pokój Pandory był dużym pomieszczeniem o kształcie prostokąta i był tak samo chaotyczny, jak ona. W prawym krańcu od drzwi znajdowało się łóżko otoczone jasnym baldachimem i ze skrzynią w nogach, a przy nim wejście na uchylony taras. Nad nim tkwiła przybita do ściany półka, gdzie mógł dostrzec mnóstwo drobiazgów — wliczając w to wianek, który jej zrobił, a także pluszową owcę. Przy łóżku stały również nocne szafki, na których tkwiły stosy książek. W oknie obok wejścia na balkon stał teleskop, a naprzeciw niego były drzwi prowadzące do łazienki. Poza tym w pokoju znajdowało się również narożne biurko pełne przedmiotów w różnym stadium budowy oraz narzędzi, nad którym ściana pełna była rysunków. Przy ścianie stała drabina, obok niej wysoki regał, pełen książek. Miała niewielką toaletkę, gdzie poza małą szkatułką i szczotką do włosów, również tkwiły książki, nawet taka o Islandii. Jeden z parapetów został przerobiony na siedzisko pełne poduch, a przy nim znajdował się niewielki stolik. Było tu kilka kwiatów w kolorowych donicach i w przeciwieństwie do reszty domu, miała drewnianą podłogę z niewielkim dywanikiem przy łóżku. Gdyby spojrzał do góry, dostrzegłby pomalowany na granatowo sufit, na którym były narysowane gwiazdy i podpisane białą farbą konstelację, a także księżyc. Gdzieś zza regału wyglądała głowa pegaza, również narysowana czarną farbą na ścianie. Pandora wbijała w niego wzrok, widocznie się nad czymś zastanawiając. Bo przecież wiedziała, jak nieznośna mogła być jej rodzina (jakby sama taka nie była) i musiała znaleźć najlepsze rozwiązanie, żeby mu tego oszczędzić. Nie wspominając już o tym, że była pewna obaw odnośnie do tematów, które mogły poruszyć jej kuzyni oraz kuzynki. Słysząc skrzypnięcie, ściągnęła brwi i odwróciła twarz w stronę drzwi. - Prywatność w tym domu nie istnieje. Merlin mi świadkiem, że kiedyś ich zabije. Nie przejmuj się, jak się stąd wydostaniemy, to będzie lepiej. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 08.05.2023 A więc się stało. Nie było już odwrotu - kalendarz wskazywał jedno. 23 września, to dziś. Podróż do Turcji. Hjalmar lekko obawiał się tego co może go tam spotkać. Do domu miał bardzo daleko, a w dodatku nie znał nawet języka w którym tam mówiono. To i tak był najmniejszy pikuś - nie znał zwyczajów, tradycji, kultury... Nie znał niczego. Nie wiedział jak się powinien tam zachować, co należy robić, a czego nie. Zapewne gdyby miał nastawienie Pandory, to już dawno zakupiłby dwa, a może nawet trzy podręczniki o kraju Orientu, który łączył dwa kontynenty. Jako, że był jednak upartym miśkiem, który do Islandii był przywiązany jak do niczego innego, nie zaopatrzył się w żadne książki o jej ojczyźnie. Jakoś to będzie. Zawsze jakoś jest Z tą myślą udał się do swojego przyjaciela, który miał pomóc mu z aportacją niemal pod wprost wskazany adres. Po niedługiej, lecz całkiem nie przyjemnej podróży, znalazł się w miejscu docelowym. Pogoda była zaskakująco dobra. Sam Nordgersim mógłby stwierdzić, że panuje tutaj upał i żar, który lał się z nieba. Miał wrażenie, że słońce gra z nim w swego rodzaju podchody. Za każdą jego próbą schronienia się przed nim, gorący gigant zachodził za chmurę, stwarzając pozór cienia, co zachęcało Hjalmara do opuszczenia swojej dotychczasowej kryjówki - niestety moment później, wracało z podwójną siłą, demonstrują mu dosadnie, kto tu rządzi i czemu akurat nie on. Poddał się po kilku próbach wygrania tej nierównej walki, a następnie skierował swoje kroki na wskazany adres. No proszę bardzo. To chyba tu Islandczyk miał przeświadczenie, że życie tutaj wygląda inaczej ale nie spodziewał się, że różnica jest aż tak diametralna. Coś co było uznawane za cud architektury na jego rodzinnej wyspie, tutaj mogło być uznane za jakiś zabytek czy pamiątkę kulturową o którą należało dbać. Jakieś witraże, kwiaty, krzewa, drzewy... Tego był po prostu ogrom. Bez większego wysiłku można było dostrzec ogrom ingerencji człowieka w okolicy, co nie było aż tak częstym widokiem na Islandii. Nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do drzwi i zapukał. Marzył teraz tylko o tym aby skryć swoją niemal bladą twarz przez tym wrednym słońcem - Góðan dag.... Znaczy no... Dzień dobry - odparł bezmyślnie po Islandzku aby po chwili się zreflektować i powrócić na bardziej międzynarodowy język. Zdziwił się, że drzwi zostały mu tak szybko otworzone. To jakoś kuzyn? Wzruszył ramionami i wszedł do środka, rozglądając się po pomieszczeniu w którym się właśnie znalazł. Momentalnie poczuł się jak jakiś okaz w muzeum. Czuł, że każdy jego krok, ruch, a nawet najmniejszy oddech jest obserwowany i oceniany. Poczuł się lekko nieswojo ale postanowił dalej dumnie kroczyć do przodu. Witał się z każdą napotkaną osobą, która miała tylko ochotę na wymienienie takiej grzeczności z nim. Pewnym krokiem pokonał schody, rzucając co chwilę okiem na wszystko co go otaczało. Odwiedził dopiero jedno pomieszczenie, a już był święcie przekonany o tym, że nie widział czegoś takiego nigdy - Nic się nie dzieje - uspokoił chłopaka, machając ręką i odwzajemniając uśmiech. To nie była jego wina, że Pandora była uparta jak osioł i zapewne toczyła jakiś krwawy bój w tym momencie. No zaczyna się nieźle... Zatrzymał się kilka kroków przed drzwiami, a następnie zaczął sobie przejeżdżać po brodzie w oczekiwaniu na rozwój sytuacji. Na całe szczęście nie musiał na to za długo czekać. Drzwi otworzyły się na oścież, a on sam mimowolnie się wyprostował, wypychając pierś do przodu, zyskując tym samym kilka centymetrów wzrostu. A druga kobieta kim była? Siostrą? Nie pamiętał aby Pandora wspominała coś o swoim rodzeństwie. Mogła mu to mówić ale on po prostu nie przyswoił tej wiedzy. Odwzajemnił uśmiech w jej kierunku, lekko unosząc lewy kącik ust. Jak małe dziecko... Pokiwał tylko przecząco głową kiedy dojrzał ubrudzony policzek. Nie spodziewał się zobaczyć chyba niczego innego. Słowa elegantszej z kobiety sprawiły, że sam zaczął przyglądać się swojemu ubiorowi. Miał założoną lnianą koszulę, która była rozpięta na jakieś dwa lub trzy guziki z powodu gorącej temperatury jaka tu panowała. Na nogach zaś ubrał całkiem luźne spodnie z podobnego materiału co koszula. Buty też miał raczej wygodne, aniżeli galowe. W wielkim skrócie wyglądał tak samo jak zawsze z tą różnicą, że dzisiaj nie miał na wierzchu koszuli flanelowej. Przez plecy miał przerzucony plecak wykonany ze skóry jakiegoś zwierzęcia. Pracownik mugolskiej budowy? Z ich dwójki to przecież Hjalmar tak właśnie wyglądał. Jakby co najmniej przed chwilą urwał się z kuźni... A nie czekaj. Tak właśnie było. Wzruszył ramionami na minę Prewettówny jakby chciał powiedzieć Mus to mus. Nic nie zrobisz. Szybko jednak przyjrzał się kobiecie, która zaczęła właśnie do niego mówić - Spokojnie.. - odparł kiwając głową. Już mu się spodobała jako rozmówczynia. Mówiła samą prawdę o Pandorze. Opowiadała o mnie? Ciekawe co. Że ją upiłem, a potem zjaraliśmy się na drzewie? - Nie, nie. Żadnych problemów. Bardzo grzeczna - zapewnił ją mimo lekkiej niepewności w głosie. Na szybko mógłby wymienić co najmniej pięć momentów w którym sprawiała PROBLEMY - Bardzo dziękuję za gościnę. Tak, nie było długo i całkiem przyjemnie - odparł z uśmiechem na ustach. Twarz miał bardzo pogodną. A czujny obserwator mógłby zauważyć, że zaczęła powoli łapać lekko ciemniejszy kolor jakby się opalił. Dźwięk niemal wyważanych drzwi od łazienki przykuł jego uwagę, ponieważ od razu obrócił głowę w jej kierunku. W gęście podziwu uniósł brwi na moment. Wsłuchiwał się w rozmowę kobiet, stojąc tak dalej niczym słup, który tylko zmieniał cel obserwacji kiedy zmieniał się aktualny spiker - Jasne. Dziękuję raz jeszcze za wszystko - skinął głową do niej w gęście podziękowania. Instrukcja była całkiem prosta chociaż chyba nie konieczna. Wydawała się być całkiem przyjemną rozmówczynią albo stworzyła taki pozór pierwszych kilku sekund na Hjalmarze - Przyjąłem - potwierdził jej zrozumienie zalecenia - Stęskniłem? Nie. Raczej nie, a co? - odparł, wyjmując jej śrubokręt zza ucha kiedy go przytuliła. Wolał aby przypadkiem coś jej się nie stało albo nie miała ewentualnej przewagi w broni gdyby doszło do jakichś rękoczynów. Sekundę później popełniła najgorszy z możliwym błędów jakie się dało popełnić. Dala mu możliwość wyboru. A na pewno wiedziała, że lubi się z nią przedrzeźniać - Nie chcę? - zapytał, unosząc szeroko kąciki ust w szyderczy uśmiech. W jego oczach rozpaliły małe płomyczki, które mogły świadczyć chyba tylko o jednym - jego chytrym i przebiegłym planie - Trochę chce mi się pić... Może pójdziemy? - humor mu dzisiaj dopisywał, a zwłaszcza teraz kiedy miał możliwość 'odwdzięczenia' się za powstrzymanie go przed obiciem mordy koledze w czerwcu. Rozejrzał się po pokoju, na chwilę skupiając swoją uwagę na wianku i owieczce. Nadal ma ten zawijas z badyli? Zdziwił się lekko, chociaż on sam miał przy sobie naszyjnik z niedźwiadkiem jako, że dało się teraz dostrzec rzemyk, który spoczywał na jego klatce piersiowej. - Nie może przecież być, aż tak źle - zapewnił ją, a następnie skierował swój wzrok w kierunki drzwi, które ułamek sekundy temu skrzypnęły. Czy to był atak jakiejś hordy? Albo może przyszła Layla, kimkolwiek miała być? A może po prostu tamta kobieta przyszła zwrócić uwagę Pandory na coś? To była zagadka, która miała się rozwikłać samoistnie za kilka sekund... RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 08.05.2023 Gdyby ją zapytał, uznałaby, że jego ukochana Islandia jest znacznie piękniejsza. Były tu pewne miejsca, które zapierały dech w piersiach, ale cała reszta była zbyt rozdmuchana, zbyt świecąca. Chociaż i tak było to lepsze niż ponura Anglia. Spotkanie północy z południem musiało być intensywne i pełne nieprzewidywalnych zdarzeń, tego była pewna, ale kto miał sobie z tym poradzić, jak nie Hjalmar? Pandora niezbyt często zapraszała gości, tym bardziej tak wyróżniających się sylwetką na tle pozostałych mieszkańców domu. Nic więc dziwnego, że mnóstwo par oczu wpatrywało się w niego z zaintrygowaniem, czasem kokieterią, a czasem i zazdrością — miał cały wachlarz emocji do wyboru. I tego jasne włosy, jasne oczy — wyróżniał się nawet bardziej niż ona, gdy odwiedzała północną krainę. Chłopak spojrzał na niego z odrobiną rozbawienia i wdzięcznością, otwierając przed nim drzwi i skupiając na nich tym samym uwagę, przerywając dyskusję — całe szczęście, bo jeszcze trochę i brunetka byłaby skłonna zrobić rodzicielce krzywdę, ale żeby nie było, takie rzeczy przechodzą w genach i jej matka zapewne nie raz rozważała zamknięcie jej na jakimś statku na środku oceanu, gdzie nie miałaby wyboru i musiałaby z nią współpracować. Im mniej ze sobą przebywały, tym było chyba lepiej. Jego widok od razu poprawił jej humor, nawet odechciało się wytykać Ayday tego, że zbyt młodo ją urodziła i teraz miała za swoje, bo czego oczekiwała, jak dziecko wychowywało dziecko? Zlustrowała go wzrokiem z podekscytowaniem, które tak łatwo było dostrzec w jej oczach. Nic więc dziwnego, że chciała matkę udusić, gdy ta jej zablokowała drogę ręką i uniemożliwiła przyzwoite przywitanie się z niedźwiadkiem, nie wspominając o wytykaniu jej ubioru. Jakby miał jakiekolwiek znaczenie! W spodenkach było wygodniej niż w sukienkach, nie musiała się martwić w przypadku niespodzianek w przygotowanym przez nią planie. Islandczyk wyglądał normalnie, jak typowy mężczyzna i zresztą Pani Prewett była przekonana, że u nich to aż tak nie było ważne. Wyglądał schludnie i dobrze, nic więc dziwnego, że kobieta obdarzała go pogodnym uśmiechem, kiedy ją wywaliła do łazienki. O piciu, paleniu, wapniaczkach na drzewo nie wspominała, bo mogłaby to źle znieść. Wiele o zachowaniach Pandory nie wiedziała lub zwyczajnie nie pozwalała sobie dostrzec, idealizując obraz swojej jedynej córki na tyle, ile umiała. Marzyła o ułożonej i grzecznej dziewczynie, eleganckiej i dumnej, a trafiła na to, co trafiła. Mogło być gorzej? - Doprawdy? Nie chce mi się wierzyć, musisz mieć na nią dobry wpływ. Dobrze Ci patrzy z oczu chłopcze. - roześmiała się i pokręciła głową z niedowierzaniem, wprawiając w ruch błyszczące kolczyki uwieńczone czerwonymi łezkami. - Nie dziękuj, naprawdę. Niewiele osób Pandorka przyprowadza do domu i dla mnie to sama przyjemność, móc poznać jej znajomych. - przesunęła zielonymi oczami po jego policzkach, wzdychając z zaniepokojeniem. - Layla przygotuje Ci może później kąpiel, a ja zaopatrzę Cię w odpowiednią ochronę przed słońcem, żebyś sobie nic dziecko nie zrobił. Chwilę później matka już poprawiała jej tą nieszczęsną sukienkę, a ona dostrzegła krytyczne spojrzenie w stronę włosów, ale na szczęście powstrzymała się od komentarza, obdarzając kobietę krótkim uśmiechem, pytającym, czy aby teraz było według niej odpowiednio. Na całe szczęście wyszła, a ta zamknęła za nią drzwi. - Nie mów mi, że rzuciła na Ciebie ten swój urok i jeszcze ją polubiłeś? - rzuciła jeszcze z pytającym i pełnym zwątpienia głosem, zerkając w jego kierunku, trzymając dłoń na drewnianych drzwiach. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz zwyczajnie nie mogła się powstrzymać, żeby go nie przytulić na przywitanie, co jej wcześniej brutalnie przerwano. Na jego słowa prychnęła z niezadowoleniem, robiąc smutną miną. - To niedobrze. - zauważyła krótko, a potem jej uwagę przykuł tkwiący przy szyi rzemyk. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że pozbawił ją jednego z jej ulubionych śrubokrętów, o którym całkiem zapomniała. Przesunęła palcami po jego szyi, wysuwając niedźwiadka i jak kiedyś, dotykając go w nos. - Cały czas go nosisz! - uśmiechnęła się do niego promiennie, podnosząc wzrok z wysokości jego torsu i odchylając nieco głowę do tyłu, aby odszukać błękitnych oczu. Jak stała tak blisko, różnica wzrostu była bardziej odczuwalna. Zamrugała zaskoczona jego słowami, rozchylając nieco usta. Jakby zabrał jej zabawkę, zabronił czegoś lub chciał zabrać na jedno z wielkich przyjęć, których nie lubiła. - Nie chcesz..? - powtórzyła jeszcze z odrobiną nadziei, którą jednak szybko rozwiał. Był gościem, nie mogła mu odmówić. Chrząknęła, obracając wisiorkiem w palcach z odrobiną zaniepokojenia. Czy on był świadomy, jak oni się wszyscy na niego rzucą? Pandora przy całej swojej rodzinie była aniołem, całkowicie znośnym. - Oczywiście, pójdziemy. - dodała zaraz, nim odwróciła głowę w stronę drzwi. Czego innego mogła się spodziewać jak tego skrzypienia? - Pozwól, że dam Ci przedsmak ogrodu, mój Niedźwiadku. - szepnęła tylko z nieprzyzwoicie figlarnym, odrobinę złośliwym uśmieszkiem, odkładając grzecznie wisiorek na jego tors, po czym odsunęła się bezgłośnie i podeszła do drzwi. Złapała za klamkę, przykładając ucho do drewna i uśmiechnęła się pod nosem, słysząc stłumione szepty. Wyjątkowo mogły się jej przydać one wszystkie. Gwałtownie otworzyła drzwi, a do środka wpadły trzy dziewczęta z piskiem, próbując się nie przewrócić. Za nimi weszły jeszcze dwie, w tym jedna z ciążowym brzuchem. Pandora skrzyżowała ręce na piersiach, przesuwając po ich twarzach wzrokiem. - Mogłyście zapukać. - rzuciła do tych trzech, niezwykle do siebie podobnych. Były młodsze od nich, ubrane w gustowne sukienki, które podkreślały ich pełne kształty. Miały mnóstwo biżuterii i długie, czarne włosy zaplecione w finezyjne koki z warkoczy. Dwie pozostałe były odrobinę starsze, jedna z nich miała kasztanowe włosy i jasne oczy, a ta z brzuszkiem, trochę rudawe pasma, puszczone luzem na ramiona. Były obydwie skromniej ubrane, chociaż wciąż miały mnóstwo świecidełek i pełen makijaż. - Ale że was dwie te diabły wyciągnęły, to naprawdę jestem zaskoczona. Nie powinnaś tyle chodzić Ismet. - Oh nie gniewaj się! Byłyśmy ciekawe. - odpowiedziała jej jedna z rzekomych diabłów, prostując się i uśmiechając się ślicznie. Wszystkie trzy wbijały wzrok w Islandczyka, a Pandora zaśmiała się pod nosem, przenosząc na niego błyszczące spojrzenie. - Hjalmar - moje kuzynki. Deniz, Hayat i Zehra. A te dwie to Ismet i Su. Oparła się o ścianę, przymykając drzwi i obserwowała z rozbawieniem, jak trzy dziewczęta podeszły do niego, zasypując go całym gradem pytań, a także komentując to, jak ładne miał oczy i jasne włosy. Jedna nawet nieśmiało próbowała przesunąć palcami po jego ramieniu. - Może chciałbyś pójść ze mną wieczorem na przyjęcie? - zapytała Zehir, zgarniając kokieteryjnie pasmo włosów za ucho i prostując plecy, aby wyeksponować swój naszyjnik, a Deniz szturchnęła ją z łokcia, przepychając się do przodu. Cała trojka była siedemnastym, a dziewiętnastym rokiem życia. - Może wolałbyś ze mną? Ciekawe, czy nadal będzie chciał iść na herbatkę? Ismet spojrzała na Pandorę z niedowierzaniem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a blondynem, trzymając dłoń na swoim brzuchu. Su się nie odzywała, chichocząc czasem, cała zarumieniona. - Mój brat mówił, że wieczorem chce go zabrać na piwo i do dzielnicy zabaw. - oznajmiła Hayat, krzyżując ręce na piersiach. Była najniższa, nieco drobniejsza od swoich sióstr. - Więc możesz iść ze mną, a później z nimi. Naprawdę mieszkasz na Islandii? I umiesz walczyć? Pewnie dlatego masz takie mięśnie! - Ciotka znowu Cię zmusiła? - szepnęła w jej kierunku rudowłosa, wzdychając ciężko. Była żoną jej ulubionego kuzyna, więc tym samym, jedną z ulubionych osób Pandory. Nie była też Turczynką jak pozostałe. Czekoladowe spojrzenie przesunęło się z osaczonego miśka na dziewczynę i wzruszyła ramionami, przytakując, a potem jedynie objęła ją ręką, dając całusa w polik. - Nie przejmuj się tym. - Nie powinnaś go uratować przed nimi? Wiesz, że nie odpuszczą. - Może i powinnam. - odszepnęła z westchnięciem, odsuwając się od dziewczyny ostrożnie. Podeszła do swoich kuzynek, stając między nimi, a Hjalmarem, odsuwając pewnym ruchem ich dłonie. Przekręciła głową na bok, przyglądając im się karcąco. - Nie możecie być takie nachalne i być takimi egoistkami. Trochę szacunku. A poza tym, to mój gość i wcale nie powiedziałam, że się nim podzielę. - wzruszyła ramionami, odwracając głowę przez ramię i patrząc na niego, uśmiechnęła się niewinnie. - Chyba że by chciał? RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 08.05.2023 Oczywiście, że Pani Prewett mogła trafić gorzej. Dla przykładu mogła mieć chociaż takiego syna jak Hjalmar, który przez większość swojego życia doprowadzał Dagura do szału. Sam chłopak był zdziwiony, że jego ojciec miał jeszcze jakieś włosy na głowie, które nie były szare. Sam na jego miejscu, zapewne by się przekręcił do grobu z trzy razy, widząc i słysząc, co wyrabia jego syn. W końcu listy z Durmstrangu czy wezwania do szkoły, przychodziły średnio raz na tydzień lub na dwa. Nie wspominając o wyjątkowych dniach w których to norma otrzymywanych skarg czy uwag, była przekraczana o 300 czy nawet 400%. Biorąc pod uwagę to oraz za pewne kilka czy nawet kilkanaście innych aspektów, Pandora nie była, aż taką złą córką jak mogła to sobie wyobrażać jej matka. Ledwo powstrzymał się przed wybuchnięciem śmiechu na słowa kobiety o tym, że miał dobry wpływ na jej córkę. Może i dobrze mu patrzyło z oczu, bo wzrok miał raczej niewinny albo nie wskazujący na żadne złe zamiary. Ale koniec końców podsumowałby swój wpływ na Prewettównę jako neutralny, jeżeli nie negatywny - Oczywiście - przyłożył rękę do swojej piersi na potwierdzenie swoich słów - Dziękuje - kiwnął lekko głową na podziękowanie mimo, że miał tego nie robić. Ale cóż innego miał począć w tym momencie? Stać tak po prostu i czekać, aż kobieta się oddali? Trzeba było zrobić jakieś dobre wrażenie. - Umm... Nie? - uniósł brew i odparł niepewnie. Rzuciła na niego jakiś urok, a on o tym nie wiedział? Na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, które świadczyło o niepewności co do słów dziewczyny - Przecież się zgrywam... - dodał na prychnięcie. Powinna była się przyzwyczaić do jego momentalnej zadziorności, zwłaszcza, że lubił ją ukłuć szpileczką czasami. Kiedy pozbawił Pandorę śrubokrętu, rzucił go sprawnym ruchem na łóżku aby nie wadził mu w dłoniach. Po co on miałby być mu potrzebny na dłuższą metę? Jeszcze jakby był w swojej kuźni to mógłby znaleźć dla niego jakiś użytek ale tak? - A no się tak złożyło, że noszę. Chyba zapomniałem go zdjąć? - przechylił lekko głowę, a kącik ust mimowolnie poszedł mu do góry. Nosił go po prostu pod koszulą jako część swojej garderoby - swego rodzaju biżuterię. Czasami nawet przyglądał się tej swojej miniaturowej wersji kiedy miał chwilę na zadumę nad tym wszystkim co go otaczało. A zwłaszcza kiedy przesiadywał nad fiordami, które były jego pierwszym skojarzeniem z Pandorą po ostatnim wspólnym festynie. Co takiego złego mogło być w jakiejś herbacie? Wypiją po kubeczku czy tam filiżance tego napoju i będą wolni. Uszczęśliwią jej matkę, która jak widać, chciała poznać znajomych swojej córki. Wilk syty i owca cała - Będzie dobrze - odparł, kładąc swoją dłoń na jej ramieniu aby dodać jej trochę otuchy w tym wszystkim. To wszystko mogło być dla niej trudne i Hjalmar to trochę rozumiał... No ale taka okazja, żeby ją lekko zdenerwować? Mógł już nie mieć lepszej okazji. - Ogrodu? - zdziwił się. O jakim ogrodzie teraz mówiła? Mieli iść na jakąś herbatę, a tych nie piło się w jakimś salonie albo jadalni? Nie rozumiał tego ale nie zapytał aby rozwiać swoje wątpliwości. Podążył po prostu wzrokiem za Pandorą, kiedy ta podeszła do drzwi i przez moment przysłuchiwała się dźwiękom, które nadchodziły z drugiej strony. Nordgersim w życiu się nie spodziewał, że do żyje momentu aby na własne oczy ujrzeć takie dantejskie sceny. Prewettówna sprawnym ruchem otworzyła drzwi, a do środka wlały się jakieś ciekawskie stworzenia zwane również jej kuzynkami. To miał być jakiś komitet powitalny? Pandora nie wydawała się zbytnio przejęta czy zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Czy cała ta akcja była za w czasu zaplanowana lub ukartowana? Kiwnął głową w kierunku dziewcząt, chociaż powinien je określić bardziej jako kobiety, zwłaszcza, że jedna z nich była przy nadziei - Miło mi poznać - odparł w ostatnich chwilach wolności, ponieważ moment później został zaatakowany przez stado, a może nawet watahę, drapieżników, tudzież diabłów - Umm... Dziękuje? - odpowiedział, drapiąc się po szyi z lekkiego zdenerwowania. Był teraz sam jak rodzynek w tym gronie, a krwiożercze wampiry zbliżały się nie ubłagalnie. - Przyjęcie? Wieczorem? - zapytał Zahir jako, że nie do końca wiedział o czym w tym momencie mówiła. Nikt mu nie wspominał o jakimś przyjęciu. Hjalmar nie miał ze sobą żadnego stroju galowego, a to w czym teraz paradował nadawało się co najwyżej na wspinaczkę na drzewo, a nie bale czy inne większe przyjęcia - Z Tobą? - spojrzał na Deniz, a następnie przejechał palcem raz na jedną kuzynkę, a raz na drugą. Czuł się trochę jak jakaś małpka w zoo czy obiekt na wystawie - Dzielnice zabaw? - uniósł brew na słowa Hayat, a następnie rozłożył ręce, nie wiedząc co ma postąpić. Może powinien po prostu pójść z ich trójką na raz? - Spokojnie, spokojnie... Wszystko można dogadać, ustalić... - próbował zapanować nad tłumem nastolatek ale chyba średnio mu to wychodziło - Tak, naprawdę tam mieszkam - zaczął odpowiadać na ich pytania, zerkając ukradkiem na Pandorę w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy w zaistniałej sytuacji - Coś tam się potrafi... Nie dużo ale to i tamto się zna... - dodał, kierując swoje słowa do najmniejszej z kuzynek, które go zaatakowały. Przez moment myślał nawet czy jest wysoko i czy przy ewentualnym skoku mógłby się połamać. Z piętra nie powinno być, aż tak daleko... Na pewno nie wyżej niż z tamtego drzewa wtedy... I wtedy nadeszła ona - kobieta anioł. Wybawicielka uciemiężonych. Sprawiedliwa pani. Wyrocznia dnia dzisiejszego... I zapewne mógłby tak długo wymieniać, aż do końca dnia bo Pandora stanęła pomiędzy nim, a sforą młodych dam, które ewidentnie miały jakieś plany wobec Nordgersima. I to plany o których nie do końca on sam miał pojęcie - Drogie panie... - zaczął odpowiadać. Musiał to rozegrać jakoś dyplomatycznie, aby nikogo nie obrazić - Wszystkie jesteście przepiękne i zapieracie dech w piersiach... Ale obawiam się, że nie ważne co by się działo czy nawet jakie by to nie było przyjęcie... Muszę się zgodzić ze słowami Pandory... - przeczesał sobie kilkukrotnie kitę do tyłu - Znaczy no... Musicie pertraktować z nią o czymkolwiek... Ja zresztą nawet... - rozłożył ręcę - Ég skil ekki ensku. Pandora, geturðu þýtt fyrir stelpurnar? - przeszedł płynnie na swój rodzimy język, zwracając się do swojego muru obronnego, który osłaniał go w tym momencie przed złem diabołów. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 08.05.2023 Pandora była święcie przekonana, że jej matka wymieniłaby ją na Nordgersima bez mrugnięcia okiem, gdyby jej to zaproponować. Zawsze chciała mieć syna, uważając, że z chłopami było mniej problemu, gdy przeskoczyli okres buntu i że dużo bardziej polegali na swoich rodzicielkach, niż córki. Pozwalali im wybrać sobie żonę, słuchali ich i szanowali bardziej, niż ojców — przynajmniej tak było w Turcji i w głowie Pani Prewett. Żaden więc list z Drumstrangu nie byłby jej straszny. Z brunetką było też tak, że im bardziej się na nią naciskało, gdy czegoś nie chciała zrobić, to było pewne, że zrobi na przekór. Może lepiej, że Ayday żyła w błogiej nieświadomości na pewne tematy, ale jednocześnie Turczynka wykazywała się doskonałą intuicją i niestety, dość często miała rację, jeśli chodziło o ludzi. Tym bardziej stwierdziłaby, że ma na jej córkę dobry wpływ, gdyby zobaczyła, jak sobie umiał z nią poradzić, niekiedy lepiej, niż ona i wyciągał z Pandory to, co ona ciągle próbowała. Posłała mu jeszcze uśmiech, zanim ku zadowoleniu swojej pociechy wyszła. - Ona ma taki dar, że każdego do siebie przekona i każdy ją ma za ucieleśnienie anioła. A to diabeł wcielony, naprawdę. - wyjaśniła mu z westchnięciem, pełna obaw, że mężczyzna ulegnie tej wiedźmie. Uśmiechnęła się łagodnie na widok jego zmieszania, uznając, że może jeszcze nie było za późno i cały czas miał się względem jej matki na baczności. - Wiem. Nie przyjechałbyś, gdybyś nie chciał. - kontynuowała cicho z figlarnym błyskiem w oczach, pozbywając się prychnięcia i smutku z twarzy. Trudno było jej udawać podkuwki, gdy naprawdę cieszyła się, że przyjechał. Kątem oka zerknęła, jak jej narzędzie ląduje na łóżku, sprawnie wrzucone między kołyszące się elementy cienkiego baldachimu. - Za trzy punkty. - stwierdziła lekko, wracając spojrzeniem do ozdoby, którą się bawiła. To niesamowite, jakimi drobiazgami sprawiał jej przyjemność, wywoływał tę minę małej dziewczynki, która zobaczyła najfajniejszą rzecz na świecie. - Czytałam, że to ważne, aby mieć coś wspólnego z duchowym opiekunem ze zwierzęcego świata. Powinnam Ci jeszcze zrobić bransoletkę z wilkiem. Ciesze się, że go nosisz. - przyznała ciszej, przyciskając delikatnie miśka do klatki piersiowej Islandczyka. Miał mu przynieść szczęście, trochę może pilnować i odrobinkę kojarzyć się z Lithą, którą spędzili razem. Pandora bardzo lubiła wracać do tamtej nocy, miała dużo czasu, patrząc przez pryzmat jej problemów ze spaniem. Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, którą ułożył na jej ramieniu i westchnęła cicho, przytakując. I znów ją przekonywał z dziecinną łatwością, chociaż nie był pewnie świadomy tego, co go czeka. - Martwię się po prostu o Ciebie. To.. Intensywna i duża gromada. Nie chciałabym, żebyś mi uciekł, bo jeszcze ni Ci nie pokazałam. Sama herbata nie byłaby taka zła, nawet w towarzystwie jej matki, ale Merlin jeden wiedział, kogo ta kobieta wyciągnęła już do Altanki, wiedząc doskonale, że istniało prawdopodobieństwo wyciągnięcia do niej również gościa swojej córki. Na pewno miała mnóstwo niewygodnych pytań w rękawie. - Latem pije zwykle herbatę na dworze, w altance na ogrodzie. Jest tam cień, dużo kwiatów i miejsca. Pomyślała sobie, że może w nocy lub jutro wyciągnie go na taką herbatę do swojej ulubionej części ogrodu, gdzie nie kręciło się tak wiele osób. Może mu się spodoba? W końcu Islandia była dzika i wolna, zupełnie inna niż to, czego doświadczał w tym nieszczęsnym domu. Prawda była taka, że ona praktycznie nie umiała się gniewać, a do tego znała te potworki od małego i wiedziała, iż nie odpuszczą. Zrobią wszystko, aby wykorzystać okazję do zasypiania go pytaniami oraz swoim urokiem osobistym, zapewne kojarząc blondyna z tymi swoimi książkami dla nastolatek, które czytały. Mimowolnie brew jej drgnęła, gdy jedna z dziewcząt przesunęła mu ramieniu, ale przecież to tylko młoda kuzyna. W oczach Pandory były wciąż dziećmi, jakimiś dziesięć lat za młodymi, żeby w ogóle próbować z nim flirtować. Su była cicho i przyglądała się zaciekawiona, a Ismet miała już męża, a do tego dziecko w drodze. Miała dwadzieścia trzy lata i Prewettówna uznała ją za znak z nieba, gdy kuzyn przedstawił ją podczas przyjęcia zaręczynowego, bo od razu złapały wspólny język. Stuknęła palcami w swoje ramiona, trzymając ręce skrzyżowane pod biustem. Skoro chciał iść na tę herbatkę, powinien zdobyć doświadczenie, przedsmak tego, co czaiło się w korytarzach tego budynku. Miała dużą rodzinę, intensywną, ale przecież go uprzedzała. Zacisnęła usta, powstrzymując śmiech, gdy przekrzykiwały się o zaproszenie go, próbując oczarować. Jego spojrzenie, a także słowa rudowłosej sprawiły, że ruszyła się z miejsca, oddzielając go od małych sępów. Ona zupełnie się z nimi nie cackała, bo gdyby dała sobie wejść na głowę, zrobiłyby z nią, co chciały — tak już było wcześniej, zanim odrobinę zmądrzała. Nie zmieniało to jednak faktu, że miała mnóstwo zastrzeżeń do sposobu ich wychowania. Na jego słowa ściągnęła brwi, przyglądając mu się badawczo, gdy przestała spoglądać na nieco zaskoczone nastolatki, z których dwie wyraźnie się zawstydziły. Naprawdę udajesz, że nie rozumiesz? Pięknie wybrnął, naprawdę. Przymknęła na chwilę oczy, powstrzymując parsknięcie śmiechem i chrząknęła, opierając teraz dłoń na biodrze, a drugą wskazując na Zehir. - Ty moja Panno, o ile pamiętam, jesteś zaręczona z synem sędziego, w którym byłaś tak zakochana. Sio. - wygoniła ją bez skrupułów ruchem dłoni, a ta prychnęła, tupnęła, zawstydziła się i wyszła, marudząc coś pod nosem o tym, że jest, że może kochać wielu ludzi jednocześnie. Czekoladowe tęczówki utkwiły spojrzenie w Hayat. - Ty jesteś dziesięć lat za młoda, aby rozmawiać o tej dzielnicy i słuchać rozmów Twojego ojca. Nie powiem mu nic, ale jeśli nie chcesz skończyć, jak stara panna, nie poruszaj tego tematu. - Czyli tak, jak Ty? - Powiedzmy. - machnęła ręką zupełnie nieprzejętą pyskówką dziewczyny i ją również wygoniła, tym razem odrobinę popychając w stronę drzwi. Gdy spojrzała na Deniz, ta jedynie wzruszyła ramionami i sama wyszła. - Mądra dziewczynka. Wy możecie zostać, jeśli chcecie. Uśmiechnęła się do pozostałych dwóch, skupiając spojrzenie na tej młodszej. Miała nieodparte wrażenie, że chciała cos jej powiedzieć. Pandora westchnęła, cofając się pół kroku i obróciła, przyglądając się mu z rozbawionym uśmiechem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, chociaż jej Ismet roześmiała się, kręcąc głową. - Pertraktować ze mną? Zapierające dech w piersiach? Naprawdę? A potem udajesz, że nie mówisz po angielsku? Mówiła na tyle cicho, że tylko on mógł o tym angielskim usłyszeć. - Też bym na jego miejscu się wycofała. - podeszła do nich, spoglądając na swoją kuzynkę, wciąż śmiejącymi się oczami, a potem przyjrzała się Hjalmar. - Podekscytowały się, bo jesteś wysoki i masz jasne włosy, nie gniewaj się na nie. Przechodzą etap fascynacji książkami romantycznymi. Jeśli chcesz, możesz dołączyć do mnie, mojego męża i moich kuzynów przy stoliku, Su też z nami usiądzie. Aczkolwiek przypuszczam, że w godzinę z wielu atrakcji nie skorzystasz, bo moja urocza kuzynka dłużej tam nie będzie tkwiła. Objęła Pandorę ramieniem, na co ta wywróciła oczami, bo przypomniała sobie układ z tym diabłem. Jej matką. - Moja mama wydaje dziś małe przyjęcie, muszę się pokazać na chwilę, bo ojca nie będzie. Wymyśliła sobie to wczoraj rano i myślałam, że się wykręcę, ale wyrzuciła mi naszą umowę i nie mam wyboru. Jeśli masz ochotę zobaczyć, jak wyglądają nudne i nadmuchane spotkania towarzyskie, Layla przygotuje Ci koszule i frak. - wyjaśniła mu ze spokojem, przyglądając się jego twarzy. Szła tam oczywiście za karę, jako ta krowa na wystawę i sprzedaż, co mu kiedyś wspominała, bo jedyną jej rolą było ładnie przez godzinę wyglądać i mało się odzywać, żeby matka mogła ją przedstawiać nudnym ludziom. - Potem i tak mam dla nas inne plany. - Pójdę trochę odpocząć, bawcie się dobrze. - Pandora? - Su podeszła do niej, ciągnąc ją za rękę i sugerując, aby się nachyliła. Po zdradzeniu jej małego sekretu na ucho zawstydziła się bardzo i odwróciła wzrok. - Mogłabyś? - Oczywiście. Upewnij się proszę, że Ismet dotrze bezpiecznie do siebie.- pogłaskała ją po głowie i gdy obydwie wyszły, zamknęła za nimi drzwi, tym razem na kluczyk, licząc na odrobinę spokoju. Przywarła plecami do drzwi, prostując dłonie i głowę, podnosząc na niego wzrok. - To co, idziemy na herbatkę, czy mogę Cię porwać ze sobą? RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 09.05.2023 Wszystko stało się właśnie jasne. Skoro jej rodzicielka była wcieleniem diabła, a nie daleko pada jabłko od jabłoni, to oznaczało jedno - Pandora odziedziczyła swój chaos po matce. Nie było innej możliwości. W gruncie rzeczy miała rację, pani Prewentt, zdawała się emitować aurą dobra i spokoju. Stwarzała pozór miłej i przystępnej kobiety, którą z chęcią przyłożyłoby się do własnej rany. Jednak czy to wszystko było pomyłką? Jakąś grą i zbliżenie jej do rany miało zakończyć się pokłóciem kolcami? - Ggrrhh - wydał z siebie pomruk niezadowolenia jako, że Pandora udawała smutek, a Hjalmar myślał, że naprawdę jej się zrobiło przykro po jego słowach. Gdyby miał świadomość, że go podpuszcza, to nie wyrzekłby się swojej pierwszej odpowiedzi, a tak to, że nie chciał jej skrzywdzić, zrobił to. I właśnie lekko żałował - W końcu to prezent, a ja mogłem być lekko zabiegany od czerwca i tak jakoś sobie biegał ze mną... - przyznał. Bransoletka z Wilkiem? Co jak co ale bransoletkę? To była biżuteria dla kobiet, nie prawdziwych mężczyzn. Powinna się cieszyć, że w ogóle ten rzemyk dalej nosi... Chyba, że nagle zaczęło jej ponownie zależeć na kąpieli w oceanie zaraz po zrzucie z klifu. - Nic mi nie zrobią. Nie porwą mnie. Nie skrzywdzą... Najwyżej będę się bronić lub wejdę na drzewo... - spróbował dalej dodać jej trochę otuchy do tej całej otoczki - Przypomnę, że przyjechałem tu na Twoje zaproszenie, a nie kogoś innego - zauważył jakby zapomniała, co automatycznie oznaczało, że w zamiarze miał spędzić de facto najwięcej czasu z nią, a nie kimś innym. - Ahhh.. Logiczne... - odparł kiedy dwie szare komórki połączyły się, bez przepalenia styków. Tak naprawdę można się było tego domyśleć. Pogoda była jeszcze ładna i wieczorami musiało się naprawdę dobrze siedzieć przy akompaniamencie lekkiego wiatru i ostatnich promieni słonecznych. W porównaniu z jego siostrami, kuzynki Pandory były niczym szarańcza. Nie brały jeńców i nie zostawiały nikogo na polu bitwy. A co najgorsze, nawet ze sobą nie współpracowały, tylko przeganiały w próbie zdobycia przychylności Islandczyka. Nie zdawały sobie chyba sprawy, że za tą kupą mięśni, krył się teraz mały, trochę zagubiony niedźwiadek, który był pozbawiony swojej mamy i nie do końca potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Gdyby sytuacja była inna albo chociaż lekko by się zaaklimatyzował, zapewne któraś z młodych dam miałaby szanse go przekonać ale, że były w gorącej wodzie kąpane, to ich próby spełzły na niczym innym niż poszukiwanie pomocy przez Hjalmara. Przysłuchiwał się jak Pandora pozbywa się towarzystwa z niemal policyjną precyzją. Stanęła między nimi, oddzielając zwaśnione strony, a następnie zaczęła wyjaśniać demonetki - czyli swoje kuzynki. No proszę. Zaręczona, a próbuje swoich sił u kawalera? Nie ładnie, nie ładnie młoda damo Pokiwał przecząco głową na takie zachowanie. Rozumiał, że mogła lekko oszaleć, jako, że i on by pewnie był w stanie to zrobić na ich widok. Wszak wszystkie były urodziwe i można było wybierać. Co więcej, nie musiał się nawet starać, a tylko powiedzieć - 'pójdę z Tobą' i wszystko byłoby pewnie załatwione. Zehir odpuściła całkiem szybko, a Hayat nawet odważyła się odpyskować. Mimowolnie złożył usta w dziubek i wydał z siebie ciche 'ooo' pod nosem. Gdyby rozchodziło się o jego kolegów to pewnie już by leżał tutaj i tarzał się ze śmiechu po takim pocisku. Zwłaszcza jeżeli miałoby to być skierowane do towarzysza, który odważył się coś szeptać do Pandory podczas Lithy. Najmłodsza z prowodyrek była chyba mądrzejsza od reszty i odpuściła sama. Wyszła bez zbędnej afery z Prewettówną. Uff, było blisko... - No, a co ze mną? Musiałem to jakoś załatwić. Miałem je, nie wiem, wnieść na drzewo i tam zostawić? Bo mi się przypomniało, że od początku mogłem tak udawać... A potem lekko sp.. Nie ważne - nie dokończył tłumaczenia jako, że zbliżyła się kolejna diablica? Chociaż ta wydawała się być dużo spokojniejsza od reszty. Nie spodziewał się, że będzie tutaj robić taką furorę. Gdyby wiedział o tym wcześniej, mógłby przyjeżdżać tutaj na łowy niczym jego przodkowie przed dziesięcioma wiekami. I pomyśleć, że to wszystko dzięki tej jasnej karnacji, blond włosom, niebieskim tęczówkom i nienagannej aparycji - Sądzę, że mała herbata nie powinna nikogo zabić - wypowiadając te słowa przyjrzał się Pandorze. Nie chciał jej denerwować skoro uratowała go przed pewną śmiercią od jej kuzynek. A z drugiej strony nie wypadało raczej odmówić zaproszenia - tak przynajmniej wpajano Hjalmarowi. Nie wytrzyma godziny? A to dobre. Jakoś jak siedziała pół nocy na drzewie to jej nie przeszkadzało - Umowę? - zdziwił się trochę. Pandora podpisywała jakieś umowy z własną matką? To była ciekawa kwestia - Możemy pójść ale mogłaś ostrzec. Wtedy wziąłbym jakiś swój strój galowy. Przecież ja we fraku będę wyglądać... Jak nie wiem... Pingwin? - spojrzał się na nią z uniesioną brwią. Całkowicie nie mógł sobie wyobrazić siebie w tym stroju. Gdyby dała mu znać to zabrałby ze sobą piękne futro niedźwiedzia. W takim stroju człowiek wyglądał majestatycznie i dumnie. - Kim jest Layla? - zapytał. Ciągle tylko słyszał to imię, a nadal nie miał pojęcia kto to jest. Jakaś ich kuzynka? Krawcowa? Siostra? Matka? Tutaj wszystko było możliwe jak w jakiejś telenoweli - Ale wracając jeszcze do tego przyjęcia... - powrócił wystawiając rękę aby mogła go złapać pod nią - To jeśli dasz się zaprosić to mogę pójść Ci potowarzyszyć. Oferuje gwarancję bezpieczeństwa i przeraźliwy ryk do odpędzania niepotrzebnych gapiów - zaoferował układ. Jeżeli to spotkanie miało być jakaś ustawką czy czymkolwiek na tym poziomie, Pandora mogła go bez problemowo do tego wykorzystać. Obserwował przez chwilę jak kobiety rozmawiają czy nawet szepczą coś sobie do uszu. Uniósł tylko rękę i kiwnął głową na pożegnanie kiedy końcówka kordonu powitalnego opuściła sypialnie Prewettówny - Możemy pójść na chwilę, a potem dasz mi znak i zacznę udawać, że nie wiem... Źle się czuję? I będziemy mogli się zmyć - zaproponował jej partnerstwo w małej zbrodni. Dosyć niewinnej, nie krzywdzącej nikogo. A już na pewno nie jakoś szczególnie. - Przypomniało mi się jedna rzecz. Pamiętasz Njalę? Tę rudowłosa dziewczynę z czerwca? Te samą, która chciała Cię zamordować wzrokiem i zapewne toporem gdyby miała tylko szanse? - przypomniał jej jako, że wzrok tamtej Islandki nie wyglądał na zbyt przekonany do tego aby polubić Pandore. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 09.05.2023 Diabeł nie był taki straszny, jakim go malowała. Postrzegała kobietę zupełnie inaczej, koloryzowała ze złości i przekory, gdy matka chciała próbować podejmować za nią decyzję i układać jej życie. Miała swoje własne, po co więc wyciągała ręce po to, które po swojemu chciała przeżyć jej córka? Nie umiała zrozumieć, że takie po prostu były czasy i zwyczaje. Gdyby Nordgersim jej powiedział, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i są do siebie podobne, mogłaby się zapowietrzyć ze zbulwersowania i odjąć mu kilka punktów. Bo w jej oczach wcale tak nie było, różniło je praktycznie wszystko. Pandora po prostu nie chciałaby być jak swoja matka. - Przecież to droczenie się działa w dwie strony. - zauważyła niewinnie, powstrzymując chęć przytulenia go raz jeszcze w ramach rekompensaty. Pewnie chciałby, aby owe mruknięcia wyglądały groźnie, ale w rzeczywistości były rozczulające, idealnie wpasowujące się w to, co sobą reprezentował. Nie zastanawiała się wcześniej, ile osób przed nią miało okazję oglądać uroczego miśka, zamiast wściekłego grizzly? Był rzecz jasna twardym i odważnym człowiekiem o ponadprzeciętnych zdolnościach fizycznych, ale miał takie dobre serce i bywał tak rozkosznie nieśmiały, że zachwycała się tym za każdym razem od nowa, mocniej. - Oczywiście, zabiegany i po prostu zapomniałeś go zdjąć. - przyznała mu poważnie, unosząc na chwilę brwi. Wcale nie wierzyła w to, aby zbyt wiele zajęć skłoniło go do trzymania rzemyka z miśkiem przy sobie. I myśl ta sprawiała, że była naprawdę zadowolona, nie biorąc zupełnie pod uwagę oceanu czy zrzucania z klifu, bo chociaż używał już wcześniej tego typu gróźb, zupełnie o tym zapomniała. - Prędzej by Cię przytłoczyli i zwariowałbyś od tego, na kogo patrzeć, gdy do Ciebie mówią lub gdy Cię gdzieś chcą zabrać. Jednak Ty mnie pilnowałeś i broniłeś na Islandii, to ja będę robiła to tutaj. Równowarta wymiana. - odpowiedziała w końcu ze znacznie mniej zmartwionym wyrazem twarzy i mniejszą ilością niechęci do tej całej herbatki. Gdyby był na miejscu jej ojciec lub dziadek, byłoby zupełnie inaczej. Bez nich ledwo jej matka panowała nad swoją rodziną. - Nie możesz mi mówić takich rzeczy, kiedy tak na mnie patrzysz. - rzuciła jednie, unosząc dłonie od jego ciała do swoich policzków i pokręciła z niedowierzaniem głową, cofając się pół kroku. - Mogę dodać ogrodową herbatę do programu, na jego krańcu jest znacznie ładniej, niż w tej nieszczęsnej altance. Nie było problemem spełnić jego zachcianek lub zaspokoić ciekawości, jeśli takowe miał — niezależnie, czy odnosiły się do zwyczajów, spożywanych herbat, jedzenia czy spędzania czasu z jej rodziną. Były bezwzględne i drapieżne, bo ogólnie rzecz biorąc kobiety z południa miały znacznie więcej temperamentu niż nawet te z Londynu. Wiązało się to z przekonaniem, że od setek lat to one w gruncie rzeczy rządziły w domostwach, w większości manipulując mężami i chcąc po cichu brać udział w politycznych potyczkach. Wiele tego wciąż w nich tkwiło, chociaż czasy nauczyły je odrobiny pokory, zwłaszcza gdy Turcja otworzyła się na inne kraje oraz ich zwyczaje — zdaniem Pandory znacznie ciekawsze, niż jej własne. Przegranie przez nie jednej potyczki wcale nie znaczyło, że mu odpuszczą, zwłaszcza gdy wpatrywały się w niego, jak w obrazek, co nie uszło uwadze brunetki, ale skwitowała to jedynie westchnięciem. Długo jej zajęło umiejętne ustawianie ich do pionu, bo przez wiele lat -, zwłaszcza gdy były młodsze, wchodziły jej na głowę i mogły robić, co tylko chciały. Zawsze była ulubioną kuzynką, bo pozwalała im na odrobinę więcej swobody, zachęcała do brudzenia sobie rąk i nie próbowała trzymać ich pod kloszem. Z czasem jednak obudziły się w nich ich matki, zaczęła się fascynacja makijażem, ubraniami i przede wszystkim chłopcami. Taka była chyba kolej rzeczy. Nie przypuszczała jednak, że trzy diabły miałyby w sobie tyle perswazji, a tym bardziej na tyle wpadły mu w oko, żeby im nie odmówił przy trochę innych okolicznościach. Może i lepiej. - Nie kłamała przecież. - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion na jego "ooo", zerkając na niego przez ramię z rozbawioną miną. Miała mnóstwo dystansu do tego tematu, pewnie dlatego, że gdyby faktycznie chciała, to już dawno byłaby po tym nieszczęsnym ślubie, ale świat miał zbyt dużo do zaoferowania i wciąż przecież była względnie młoda. No i było też kilka ważniejszych kwestii. Świdrowała spojrzeniem jego twarz, przytakując mu jedynie ze względnie współczującą miną, chcąc zapewne rzucić jakiś komentarz, ale Ismet wybrała doskonały moment na swoje pięć minut. Do niej jednak nie miała absolutnie żalu, była kochanym stworzeniem i nosiła pod sercem jej przyszłego ulubieńca lub ulubienice. Jej czekoladowe tęczówki krążyły pomiędzy kuzynką, a Hjalmarem. Wcale nie była zdziwiona jego popularnością, był tutaj czymś orientalnym i niezwykłym. Żaden Turek, którego by znała, nie mógł się szczycić takim wzrostem i sylwetką, nie mówiąc o przypominających niebo oczach. Przytaknęła mu jedynie, gdy ich spojrzenia spotkały się podczas wypowiadania słów o herbatce, która nie powinna nikogo zabić. Prewettówna nazwałaby siedzenie na drzewie swoim naturalnym środowiskiem przy tym, co działo się w salach bankietowych i przestronnych salonikach, które tonęły od alkoholu, plotek i przepychu. No i tam miała poza niebem oraz widokami też jego, a to było dobre oraz ciekawe towarzystwo. Otwierała usta, żeby mu odpowiedzieć, ale Ismet ją wyprzedziła, kiwając głową i zgarniając rude pasemko za ucho. - Kiedy psuła wszystkie plany swojej matki i dawała rodzicom popalić... Nie patrz tak na mnie, przecież też nie kłamię. - musiała widocznie czuć na sobie jej piorunujące spojrzenie i subtelne rozchylone w zaskoczeniu wargi, bo nie musiała aż tak wdawać się w szczegóły. - Zrobili sobie umowę. Ona może robić, co chce, a oni mogą ją zawołać, gdy będzie im potrzebna i będzie musiała być najlepszą wersją siebie, najlepiej się nie odzywając. - Robicie ze mnie jakiegoś łobuza, naprawdę. Ty byś nie narzekała, gdyby Ciebie chcieli sprzedać, jak krowę na targu? - skrzyżowała buntowniczo ramiona, prychając cicho pod nosem i przenosząc spojrzenie gdzieś na bok. Zamierzała kiedyś wyjść za mąż, ale na pewno nie za człowieka, przy którym by musiała tylko siedzieć i pachnieć, bo by umarła chyba z nudów. - Czy Ty naprawdę porównałaś się do krowy? Nie będziesz wyglądał jak pingwin. Będziesz na pewno czarujący. - rozbawiona wróciła do Islandczyka wzrokiem, obdarzając go ciepłym uśmiechem i przystąpiła z nogi na nogę, widocznie nieco zmęczona. Stan błogosławiony musiał dawać jej popalić. Pandora natomiast przesunęła palcami po ustach w zastanowieniu, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Właściwie to pingwiny były słodkie — zwłaszcza te z Grenlandii, ale była przekonana, że nie przypominający je wygląd będzie tutaj prawdziwym punktem przyciągającym spojrzenia. [b- Cóż, pingwiny też są urocze. [/b]- westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, drocząc się z nim dla chyba nowej zasady. Ruchem głowy zgarnęła do tyłu luźne pasma, które uciekły z pogrążonego w chaosie koka, który nosiła. - Wystarczy Ci koszula i ta kamizelka, na całą marynarkę będzie zbyt gorąco. Layla? To pokojówka. Trudno było stwierdzić, która z nich była bardziej zaskoczona jego gestem oraz słowami. Su przyglądała mu się badawczo, ciągle zawstydzona, zerkając trochę zza stojącej obok Pandory Ismet. - No chyba mu nie odmówisz? Sama mówiłaś, że zrobisz wszystko, żeby się dobrze bawił. - Oczywiście, że mu nie odmówię. - nie brzmiała na onieśmieloną, chociaż jej policzki zaróżowiły się subtelnie. Nie była tylko przekonana, że Pandora, której ona sama tak bardzo nie lubiła będzie dla niego towarzystwem do wytrzymania. Wysunęła jednak dłoń, podchodząc do niego i łapiąc pod nią, uśmiechnęła sie w ten charakterystyczny dla siebie sposób, widocznie pozbywając się wszystkich swoich nagłych przemyśleń i wątpliwości. Faktycznie jego towarzystwo mogło zapewnić jej spokój i jednocześnie sprawić, że ta nieszczęsna godzina nie będzie aż tak nieznośna. Gdy obydwie wyszły, a ona zamknęła drzwi i mogła przywrzeć do drewna rozgrzanymi plecami, zrobiło się jej lepiej. Swobodniej. Zaprzeczyła ruchem głowy i wyciągnęła w jego stronę dłonie z poważnym wyrazem twarzy. - Skoro pójdziesz ze mną na to przyjęcie, nie mamy czasu na herbatki i moich kuzynów. - zaczęła, odbijając się płynnym ruchem od swojej podpórki i gdy do niego podeszła, faktycznie go za ręce złapała, jak sugerowała mu chwilę wcześniej, nie chcąc atakować go z zaskoczenia. Na jego słowa przygryzła dolną wargę z zakłopotaną nieco miną, bo nie brała pod uwagę, że tamta myślała aż o toporku. - Mam nadzieję, że jej przeszło? Nie miałabym chyba dużych szans w starciu z taką bronią, nawet jeśli jestem odrobinę bardziej niż przeciętnie zwinna, ona pewnie macha tym od małego. Oczywiście, że pamiętam. Co z nią? Była naprawdę śliczna. - ściągnęła brwi, dostrzegając wskazówki na niewielkim, metalowym zegarku, który stał gdzieś na biurku, a potem ramiączka od jego plecaka. - Za dużo czasu nam zabrały. Jeździłeś kiedyś konno? - zapytała, puszczając jego dłonie i unosząc własne ręce, aby zsunąć mu z ramion ten nieszczęsny plecak, a potem odłożyć go gdzieś pod ścianę. - Zostawię Layli instrukcje na liściku. Mam nadzieję, że jesteś głodny. Wyjaśniła jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, widocznie niezbyt chętnie się od niego odsuwając, jednak faktycznie, grzecznie podeszła do biurka i nakreśliła kilka słów na kawałku oderwanego z jakiegoś szkicu pergaminu, który potem nadziała na gwóźdź wystający ze ściany. - Ta sukienka się zupełnie nie nada. - mruknęła pod nosem, patrząc na siebie i w międzyczasie zgarnęła niewielki plecak, który tkwił przygotowany pod ścianą. Złapała porzuconą wcześniej bluzkę, którą porzuciła wcześniej i wleciała do łazienki, nawet nie zamykając do końca drzwi w pośpiechu. Szybko wciągnęła znienawidzone przez matkę szorty, a do nich gładką, czarną bluzkę i wygodne buty. Wychodząc, rozpuściła włosy, łapiąc z pełnej książek toaletki szczotkę. - Jesteś w formie? Bo musimy wyjść balkonem. - oznajmiła mu jeszcze z uśmiechem, przeczesując włosy po parzystą liczbę razy z każdej strony, a potem związując je za pomocą grubej frotki w wysoką kitkę, narzuciła plecak na ramiona. Odrzuciła przedmiot na łóżko, podbiegając jeszcze po porzucony tam śrubokręt, który znów wepchnęła za ucho, marudząc coś pod nosem, że chyba wzięła wszystko. Z figlarnym uśmiechem złapała go za rękę i pociągnęła do balkonu, najpierw rozglądając się, czy droga była czysta. A potem wyjęła zza donicy najprawdziwszą, sznurkową drabinkę i pozwoliła jej opaść w dół. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 09.05.2023 Nie powinno działać w dwie strony. Tylko Hjalmar powinien mieć możliwość robić takie rzeczy. Tym bardziej jeżeli był jej gościem - No tak. Dobrze, że zrozumiałaś - odparł na jej słowa o swoim zabieganiu. Chyba w prosty sposób jej wytłumaczył jak to naprawdę było - i wcale nie tak, że chciał go po prostu nosić. - Przecież nie potrzebuje żadnej obrony przed nikim - powiedział unosząc brew. Co Pandora sobie sądziła? Że jakaś zgraja bliskowschodnich dzieciaków, ma jakąkolwiek szansę z nim? - To ja tutaj jestem zagrożeniem, a nie nikt inny - przypomniał jej - Dam sobie radę - uspokoił ją. Naprawdę się niczego nie obawiał, a już na pewno nikogo kiedy miał w zanadrzu całą gamę alternatywnych metod obrony - No to nie będę tak mówić - wzruszył ramionami. Skoro nie chciała - to nie. Kim on był aby się sprzeciwiać, tym bardziej, że był po prostu gościem. Akurat w kwestii altanki i ogrodu, to ta pierwsza opcja mu się bardziej podobała - dawała trochę cienia przed tym wszędobylskim i agresywnym słońcem, które za wszelką cenę starało się go pozbyć z tego kraju. Gdyby je wszystkie spakować i wysłać do Durmstrangu, od razu by się nauczyły trochę powagi i opanowania. To też się tyczyło Pandory, jako że miesiąc w tej szkole mógłby jej dobrze zrobić. Poranne apele, wszechobecna musztra niczym w wojsku i wysłuchiwanie rozkazów - tyle by wystarczyło aby zaczęły chodzić jak w zegarku. Kilka uwag czy skarg złożonych do rodziców dotyczących ich zachowania przez dyrektora tej placówki oświatowej, też by im nie zaszkodziło. W wielkim skrócie mówiąc, Hjalmar widział dla nich nadzieję na wyjście na prostą pod jednym warunkiem - musiały się nauczyć szwedzkiego jako, że tam obowiązywał ten język. Przejechał ręką po swoim karku kiedy Pandora zwróciła uwagę na jego mimowolną reakcję. Wyszczerzył zęby w jej kierunku jakby chciał powiedzieć - 'sorrki?'. W końcu nie spodziewał się, że miała aż taki dobry słuch, a on chciał sobie tylko nie winnie zażartować. No cóż... Głupio wyszło Z drugiej strony jego reakcja była taka bo nie miał o tym pojęcia, a jego wewnętrzne ja zatrzymało się na czasach szkolnych. Zwłaszcza jeżeli chodziło o kwestie żartów - o których Prewettówna miała już szanse się przekonać, chociażby wtedy kiedy prawie ją zepchnął z drzewa. Chaos w całej swojej krasie... Ta myśl utknęła mu w głowie kiedy rudowłosa dziewczyna tłumaczyła mu całą ideę związana z umową Pandory. Uniósł tylko brew do góry ze zdziwienia, zerkając co jakiś czas w kierunku 'buntowniczki' - Umm... Okej... - rzucił w eter moment przed tym jak właścicielka tego pokoju, zdążyła się oburzyć. Wyglądać ładnie i się nie odzywać? Bez sensu. Z każdą sekundą uświadamiał sobie, że nic a nic nie rozumie z kultury, tradycji czy zasad które tutaj panowały. To była dla niego jedna, wielka czarna magia, której przecież nie potrafił, więc tym samym nie miał możliwości pojąć - Spok... - chciał powiedzieć i spróbować ją uspokoić ale druga kobieta była szybsza - Raczej wątpię - dodał kręcąc przecząco głową. Mówiła tak pewnie aby się tutaj przypadkiem całkowicie nie załamał. Na słowa Pandory o pingwinach zmrużył oczy, którym starał się ją zabić za ten komentarz. Właśnie wymyśliła sobie kolejne zwierzę do kolekcji? Najchętniej to by ją w tym momencie wniósł na drzewo i zostawił tam na pastwę losu w ramach nauczki za te porównania. Pokojówka? To go zaskoczyło. Na Islandii nikt nie miał jakieś służby - za nią robiła rodzina. Głowa domu rozdawała każdemu zadania, które należało wykonać dla dobra rodziny. Nikt nie protestował, nikt się nie sprzeciwiał jako, że była to tradycja. Tutaj wszystko jest na odwrót... Nie rozumiał zaskoczenia kobiet. O ile jeszcze bym w stanie domyśleć się skąd wynikała reakcja Su, jako że go w ogóle nie znał, tak Pandora powinna była się spodziewać, że może coś takiego zrobić albo powiedzieć. Skoro był na miejscu, a miała tam być według ich 'umowy', to czemu Hjalmar miałby jej nie potowarzyszyć w tym wszystkim. Zawsze mógł zrobić jakąś groźną minę, kogoś przestraszyć albo po prostu wyglądać jak człowiek i też się nie odzywać jak ona... Chociaż jemu wychodziło to z dużą łatwością w porównaniu do 'czarnej owcy' Prewettów Wiedziałem Uśmiechnął się tylko na słowa dziewczyny. To było zbyt oczywiste aby się nie zgodziła. Kiedy podłapała go pod rękę, zerknął tylko w jej kierunku i lekko wyszczerzył zęby. W momencie w którym Pandora zamknęła drzwi zdawała się być trochę bardziej wyluzowana, jakby cały stres z niej upłynął. Niepokoił go trochę wyraz jej twarzy jako, że nie bardzo rozumiał jej minę. Widząc ruch jej rąk, sam je przekręcił blisko siebie jak do gry w łapki z tym, że jego były odwrócone wierzchem na dół - dawało to za równo możliwość zagrania w ową grę albo po prostu wygodnego złapania od góry - Mhm - potwierdził, kiwając powoli głową kiedy podeszła. Nadal nie wiedział na co ten jej chaośniczy umysł wpadł - Wydaje mi się, że tak. Ten ćwok co przez tyle lat nie potrafił wziąć się w garść... - zaczął mówić, przekręcając lekko głowę - Po naszych namowach i uświadomieniach, ogarnął się i się zaręczyli. Na dzień dzisiejszy stanowią szczęśliwą parę narzeczonych - poinformował Prewettówne. Hjalmar uznał, że jej to powie jako, że przy ich ostatnim spotkaniu, Pandora wydawała się być lekko przejęta związkiem, a raczej niedoszłym związkiem, tamtej dwójki. Nie skomentował, że według niego, Njala była maksymalnie ładna ale nic ponad to. Z czystym sumieniem mógłby wymienić co najmniej kilka innych kobiet, które swoją krasą i ogółem zachowania, były wyżej na liście Nordgersima. - Konno? Niee... - na jego twarzy zagościł grymas, który następnie przerodził się w strach. Skąd ona miała taki szatański pomysł. Jeszcze chwilę temu był święcie przekonany, że to jej kuzynki były demonami, a ona aniołem. Teraz jednak miał wrażenie jakby role się zamieniły. Nie optował przy próbie zdjęcia plecaka jako, że zapomniał o nim w całym tym harmiderze - No może trochę... - powiedział z lekkim poruszeniem głową. Prawdę mówiąc on był zawsze głodny i gotowy do biesiady. Nie ważne gdzie, nie ważne z kim i nie ważne o jakiej porze. Liczyła się tylko dobra zabawa, jadło i wspomnienia. A im więcej mięsa i wódki, tym lepiej. Uniósł jedynie palec jakby chciał coś powiedzieć kiedy Pandora zawinęła się do łazienki W zasadzie to ładnie w niej wyglądałaś... Uniósł tylko barki do góry w oczekiwaniu na swoją przewodniczkę. Mimo nie domkniętych drzwi, nie patrzył się jako, że nie był jakimś zboczeńcem czy innym dziwakiem. Odwrócił się plecami do przejścia do drugiego pomieszczenia w oczekiwaniu, aż ta skończy się przebierać... No i jeszcze dlatego aby go przypadkiem nic na Merlina nie pokusiło... - Ja zawsze jestem w formie - zauważył zgodnie z prawdą. Nawet po alkoholu i mocnych ziołach dawał radę wspinać się po drzewach i jedynie rzeki były w stanie go pokonać. Po kiego licha Ci śrubokręt? Zdziwił się ale nie optował kiedy pociągnęła go w kierunku balkonu, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wyciągnęła jakąś drabinkę, co wprawiło w szok Nordgersima Pół biedy z tym narzędziem. Po co Ci drabina na balkonie?! Minę miał całkowicie zszokowaną tym co właśnie ujrzał i kilka chwil zajęło mu powrócenie do swojego stanu - Pójdę przodem - oznajmił, przesuwając ją lekko na bok i wychodząc na przód. Złapał się jej, a następnie bardzo niezdarnie po niej zszedł, jako, że nie było to coś z czym miał do czynienia na codzień. Kiedy znalazł się na dole, zwrócił swoją głowę do góry i wyciągnął ręce - Czysto. Rzuć plecak - zaproponował. Nawet jeżeli chciała być Zosią-Pandosią i sama sobie poradzić z plecakiem, to trzymał ręce na wszelki wypadek, jakby powinęła jej się noga i miała polecieć na dół. Nie bardzo potrafił połączyć wszystkie fakty. Najpierw pytanie o herbatę, potem o to czy jest głodny, później jeszcze o jeździe na koniach. To były jakieś dziwne szachy, których zasad nie rozumiał. Tym samym został na łasce Prewettówny w tym wszystkim. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 09.05.2023 Z kobietami było tak, że często sobie coś w głowie wymyślały i już tak było, tak więc wszystko to było wymówką, bo wisiorek zwyczajnie mu się podobał i przynosił szczęście. Tak sobie wmówiła, a uparte iskierki zatańczyły w jej spojrzeniu, gdy tylko - przytaknęła z zaciśniętymi wargami, żeby tylko się nie roześmiać i nie droczyć z nim dalej, bo mogliby to ciągnąć w nieskończoność. - Oczywiście, że dasz. -nie wątpiła w to, że nie da, ale jakim kosztem mogło to być! Z tonu jego głosu oraz mimiki twarzy wywnioskowała jednak, że ten temat był w jego przypadku tym bezdyskusyjnym, bo nie przyjmował innej prawdy, jak swoja własna. I faktycznie, patrząc na nie, zupełnie nie potrzebował obrony, ale dziewcząt w tym domu było więcej niż trzy, a te były gorsze od dzikiej zwierzyny, na którą polował na Islandii. Na jego stwierdzenie roześmiała się tylko, kręcąc głową i trzymając jeszcze chwilę dłonie na policzkach, uznając, że czasem brał ją zbyt dosłownie. Ich kontrast był niesamowity. Umiała być poważna, gdy było trzeba, ale życie wtedy nie było takie kolorowe — przejmowała je często szarość, piętrzyły się problemy, które czasem nie były tak wielkie, jak się wydawało na pierwszy rzut oka — potęgowane właśnie brakiem optymizmu. Czy ułożona, pokorna i przyjmująca w milczeniu Pandora byłaby nadal tak zadowolona z życia, jak była teraz? Czy umiałaby siedzieć z nim po gorzałce i papierosie na drzewie całą noc? Czy umiałaby sprawić, żeby się uśmiechał? Zresztą, gdyby się nad tym zastanowił, umiał ją postawić do pionu w kilku zdaniach, to pewnie i z kuzynkami by sobie poradził, gdyby chciał. Nie miała pretensji. Nie było jeszcze chyba sytuacji, że byłaby na niego zła, a spędzili ze sobą już kilkanaście godzin. Zawsze ceniła sobie jego szczerość, nawet przy groźbach o topienie. - To głupie, nie przejmuj się tym. - machnęła ręką na jego reakcję, wzruszając ramionami. Ona była przyzwyczajona, musiała się nauczyć radzić sobie w sytuacjach, o których istnieniu w jego ojczyźnie nawet nie wiedziano. I pewnie dlatego tak lubiła tam być. - Nie będziesz wyglądał, jak pingwin. - wypaliły obydwie równocześnie, wlepiając w niego spojrzenie czekoladowych, jak i zielonych oczy. Widocznie obydwie pomyślały o tym samym, nie dając po sobie absolutnie poznać miejsca, do którego zawędrowały ich umysły. Jednej nie wypadało, druga nie chciała przesadzać. Jego wzrok sprawił, że posłała mu buziaka w powietrzu, grając oczywiście niewinną, bo co mogła zrobić? Uwielbiała magiczne i zwykłe stworzenia, a on sam się do nich porównywał. Nic oczywiście nie mogło zastąpić Niedźwiadka i Wilka, ale Pingwin i chmurowa owca tkwiły gdzieś dalej w kolejce. - To dobra dziewczyna, zadba o Ciebie. - dodała jeszcze ze spokojem, myśląc o pokojówce, która pracowała u nich od wielu lat. Była dość młoda i bardzo uczciwa, pomieszkiwała na dole, nieopodal kuchni, bo nie miała sama zbyt dobrych warunków w domu, a dziadek znał jej dziadka. Było to jednak przyjęcie głupie i mało dzikie, mające zasady, a do tego wiedział już o tym, że będzie prawdopodobnie główną atrakcją. Dlatego też zupełnie nie przypuszczała, że będzie chciał z nią iść i się męczyć, nawet jeśli była to tylko godzina. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że się nie ucieszyła. Będąc jednak z nim, nieodzywanie się wcale nie będzie takie łatwe. Była przewidywalna, ale też sama mu powiedziała chyba — nie była teraz do końca przekonana — że przecież zwykle godziła się na to, co chciał. Jej palce zacisnęły się na jego ręku, gdy się uśmiechnął. Skoro drzwi zostały zamknięte, to wszystko zostało za nimi i mogła skupić się na rzeczach ważnych oraz ekscytujących. Nie miała w zwyczaju się zamartwiać zbyt długo i chociaż nie była pewna, jak bardzo zaskoczony będzie tym, co zobaczy później, mieli do zrobienia mnóstwo innych rzeczy. Takich, które sprawiały, że znów nie mogła się przestać uśmiechać, gdy do niego podeszła i beztrosko zacisnęła palce na jego dłoniach, kciukami przesuwając po ich wewnętrznej stronie. - Nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłam na kimś tak złe wrażenie, że chciał mnie zabić toporkiem. Zdarzyło się, że ktoś chciał mnie zostawić w lesie lub wrzucić do oceanu, ewentualnie zrzucić z drzewa, ale pozbawić głowy? Auć. - zaczęła z teatralnym westchnięciem, figlarnie, widocznie odzyskując cały dobry humor. Na jego słowa wytrzeszczyła oczy, bo nie spodziewała się, że po tylu latach zbiorą się w tylko trzy miesiące. Przekręciła głowę na bok, przyglądając mu się badawczo, przyciągając go na chwilę do siebie gwałtownym ruchem. - Nie wykorzystałeś przypadkiem tego motywu zazdrości, co? Ciesze się, że im się udało! Musi być pięknie na nich patrzeć i może teraz, jeśli kiedyś ją spotkam, nie będzie chciała mnie zabić! Czeka Cię więc wesele! Naprawdę życzyła tej nieporadnej dwójce jak najlepiej. - No to dziś Ty będziesz miał dużo pierwszych razy Niedźwiadku. Kerem już pewnie wszystko przygotował. - oznajmiła mu podekscytowana, zupełnie nie zdając sobie sprawy ze strachu, który wywołała. Sam chciał chaos odwiedzić, to teraz musiał sobie z nim radzić, a ku nieszczęściu blondyna, ona miała wiele pomysłów i to był raptem początek. - Znam doskonałe miejsce, gdzie Cię zabiorę na obiad. Dodała jeszcze tajemniczo, zanim odłożyła jego plecak i poleciała doprowadzić się do porządku. Pandora zupełnie nie zwracała uwagi na to, co działo się dookoła, gdy się śpieszyła. Poprawiła koszulkę, która odsłaniała jej ramiona, wpuszczając ja w resztki dzwonów o wyższym stanie, a potem doprowadziła do ładu włosy. Jego mina sprawiła, że wybuchnęła tylko tak głośnym śmiechem, że nie zdziwiłaby się, że usłyszy ją pół domostwa, ale do tego chyba byli przyzwyczajeni. - No co? Jakoś muszę się stąd wymykać, a przejście przez dwa piętra i hol nie sprzyjają robieniu tego w tajemnicy. Dała się grzecznie przesunąć i gdy on znalazł się na dole, wyjrzała na niego z balkonu. O dziwo rzuciła mu plecak, zanim sama praktycznie zbiegła po tej drabinie, mając wprawę. Tym razem nie będzie mu wpadała w ramiona, przynajmniej nie na razie, bo nigdy nie wiadomo, jakie plany miała na pozostałe godziny, które dzieliły ich od przyjęcia. Pociągnęła go za sobą kawałek w lewo, chowając się w cieniu jednego z drzew, zagwizdała na palcach, a potem oparła dłonie na biodrach, przyglądając mu się i przypominając sobie o plecaku, który od niego wzięła i narzuciła na ramiona. - Postaraj się po prostu cieszyć chwilą, a resztę zostaw mnie. Obiecałam Ci piękne wspomnienia, nie? Rozległ się tent kopyt i zza winkla wyłonił się ten sam chłopak, który poprowadził go do jej pokoju z wielkim uśmiechem, trzymając za lejce olbrzymiego, czarnego konia — osiodłanego, gotowego do drogi. - Co ja bym bez Ciebie zrobiła Kerem? - rzuciła w jego kierunku z wdzięcznym uśmiechem, a gdy ten zaczął mówić "Pann.." - Nie musisz przy nim, nie ma tu mojej matki. - Spakowałem Ci w torbę koło siodła to, o co prosiłaś Dora. Schować drabinę? Rozmawiałem z Laylą, Twoja mama jest zbyt zajęta salą, żeby Cię potrzebowała. - Grunt to mieć dobrych wspólników. Dziękuje, weź sobie trochę wolnego, a gdyby Cię szukali, to powiedz, że byłeś ze mną. Miłego dnia! Odebrała od niego wodze, a koń prychnął, przysuwając pysk do jej ramienia. Przejechała palcami po jego szyi pieszczotliwie. - Też się za Tobą stęskniłam. Gotowy na przejażdżkę? Tylko bądź grzeczny. Obróciła się w stronę Nordgersima, wskazując ruchem głowy, aby wsiadał i udzielając mu kilku podstawowych wskazówek, a gdy udało się go skłonić, żeby znalazł się na grzbiecie, to sama płynnym ruchem wsiadła, zajmując miejsce przed nim. Oczywiście śrubokręt wrzuciła w torbę na boku zwierzęcia. - Złap się mnie i wsuń stopy w strzemiona, będzie Ci łatwiej. Gotowy? To naprawdę przyjemne. - zapewniła go, odwracając głowę przez ramię i poprawiła dłonie na wodzach, spinając konia udami. Ten prychnął, uderzając kopytem o ziemię i leniwie ruszył, bo nie chciała od razu przechodzić do szybszego chodu, aby mógł się przyzwyczaić. Słońce tkwiło za chmurami, a gdy opuścili teren posiadłości i wjechali na kamienną drogę, cień rzucały drzewa. Dookoła była dość zielono, tkwiło kilka mniejszych domostw, a przed nimi było widać zarys miasteczka. Było do niego kilka minut konno, do Antalyi prawie godzina. - Wiesz, że nie sądziłam, że do mnie przyjedziesz? - zaczęła po kilku dłuższych chwilach milczenia, przyglądając się polu, które mijali. Jej dłonie puściły skórzane paski, a koń nawet nie drgnął, podczas gdy Pandora wsunęła mu w palce wodze, odchylając się nieco do tyłu. - Wydajesz mu za pomocą nich polecenia, każdy nacisk i pociągnięcie znaczą coś innego. Będzie jechał tak, jak teraz, dopóki będziesz trzymał palce luźno. Jeśli pociągniesz i odrobinę przyciśniesz boki strzemionami, przyśpieszy. Samo pociągnięcie — krótkie i stanowcze, to znak, żeby się zatrzymał. Może nie umiała walczyć, polować i wspinać się o drzewach, ale starała się mu pokazać coś, co znała. Nie sądziła, że będzie miał z tym jakikolwiek problem — nawet jeśli potrzebowałby kilku lekcji, aby jeździć samemu, to w ten sposób wierzyła, że z łatwością utrzyma kontrolę nad zwierzęciem. Jazda nie trwała długo, a gdy dotarli na miejsce, przywiązała zwierzaka do przygotowanego w cieniu pala, gdzie miał dostęp do jedzenia oraz picia. Wyjęła mu również wędzidło z pyska, aby mógł swobodnie odpocząć. Omiotła spojrzeniem wejście do otoczonej niewysokim murem wioski, uśmiechając się pod nosem. Czasem odwiedzali ją turyści, ale tacy, których interesowała historia i sztuka, a nie wylegiwanie się na plaży. Poprawiła plecak na ramionach,- Mogłabym Cię zabrać do Antalyi, ale pomyślałam, że tu Ci się bardziej spodoba. Krótki spacer, odwiedzimy jedno miejsce i pójdziemy na obiad i dobre raki. Może być? - obróciła się wołku własnej osi, obdarzając go zaciekawionym spojrzeniem, gdy wyprostowała się, stojąc przodem do niego i odchylając nieco głowę do tyłu. Pomyślała sobie, że jak później pójdą na przyjęcie, to takiej różnicy wzrostu już nie będzie. I że w blasku południowego słońca miał naprawdę jasne oczy. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 10.05.2023 Specjalnie tak mówiły aby się przypadkiem nie zniechęcił. No ale skoro będzie dobrze wyglądać, to będzie dobrze wyglądać. W najgorszym wypadku pójdzie tam w rozpiętej lnianej koszuli - w ten sposób też będzie wyglądał zjawiskowo, a już na pewno w oczach kuzynek Pandory, które by go chyba tam napadły i nie odpuściły ani na ułamek sekundy. Nie twierdził przecież, że Layla to zła dziewczyna. Jednak prawdę mówiąc nie potrzebował żadnej pokojówki ani sługi czy kogokolwiek tego typu. Miał dwie ręce i dwie nogi. Był zdrowy i w sile wieku. Wszystko mógł zrobić sam, a tym bardziej jeżeli rozchodziło się po prostu o przyniesienie czegoś. Przyjęcie mogło być głupie, bez sensu, a nawet ustawione. Nic jednak nie szkodziło aby tam pójść i trochę posiedzieć - w ten sposób może zrozumie chociaż trochę ich kultury i zasad panujących w tej części globu. A i może jakiegoś dobrego alkoholu uda się napić czy nawet zorganizować małe zawody? Pandora miała chyba jakiś przełącznik na uśmiechanie się. Z pełnej wściekłości, o ile taka w ogóle istniała w jej gamie emocji , potrafiła w mgnieniu oka przejść do szczerego uśmiechu. Naprawdę nie pamiętasz? Uniósł brwi w zdziwieniu - To ja Ci przypomnę. Żaden problem. Luty i czerwiec. Dwa razy kiedy ktoś miał ochotę pozbawić Cię głowy - odwzajemnił uśmiech. O tyle o ile on miał nawet taki zamiar na początku roku, tak rudowłosa zapewne chciała to zrobić w trakcie Lithy. Gdyby tylko miała wtedy ze sobą jakiś toporek to Pandora pewnie byłaby dzisiaj krótsza o co najmniej kilka centymetrów - Nie wykorzystałem? - zapytał pytająco, kiedy podciągnęła go do siebie, również przekręcając głowę. Kącik ust powędrował mu do góry, a on sam ruszył brwiami jakby chciał jej przekazać jedną wiadomość - 'zgaduj' - Taa... Pięknie patrzeć... Mhm... Straciliśmy kompana. Druha do wypraw. Towarzysza do walki ze złem dnia codziennego... - posmutniał. Njala wzięła się za ich przyjaciela po zaręczynach. Zaczęła ustawiać do pionu i uczyć go życia na nowo. A ten biedak przez to nie miał już czasu dla swoich kumpla - No kiedyś na pewno - wzruszył ramionami. Nie słyszał od żadnego z wielce zakochanych aby planowali na razie jakieś wesele. Ale z drugiej strony jak z chodzenia do zaręczyn przeszli w trzy miesiące... Wszystko wskazywało więc na to, że ślub też będzie jakoś niedługo. - I tego się właśnie boję. Znaczy może nie tego, a raczej tego co wymyśliłaś - przyznał. Pandora była chaosem, więc jej pomysły też pewnie takie były. Kerem? Jakiś kolejny sługa czy kuzyn? Psiakrew dużo tych imion do zapamiętania... - Obiad? - a czy właśnie nie byli u niej w rodzinnym domu? Mogli przecież zjeść tutaj. Jakby postawiła przed nim miskę mięsa to byłby szczęśliwy jak mało kto - Hjalmar naprawdę nie potrzebował za dużo do szczęścia w kwestii posiłków. - A to nie można jak człowiek wyjść drzwiami? - zdziwił się kręcąc głową. To nie tak, że będą się o nią martwić jeżeli tak o sobie znikną bez słowa? Ta cała akcja wyglądała jak jakieś nastoletnie wymykanie się z domu... A Pandora przecież już nie była małą dziewczynką aby się bawić w takie rzeczy, co innego jej kuzynki. To była ucieczka na miarę ich mocy. Złapał plecak i nawet nie zdążył się zdziwić, a Prewettówna była już na dole. Ona chyba mieszkała na tej linie. Do tej pory w głowie miał tę nieporadną dziewczynę, która o mały włos się nie zabiła, spadając z drzewa, a tu takie zaskoczenie. Nordgersim nie dawał rady wyjść z jednego zaskoczenia, a wpadał w kolejne - ta cała Turcja już zaczęła na niego źle działać. Dał się pociągnąć, jako że i tak nie miał pojęcia jaki dalej jest plan wydarzeń. Schowali się za jakimś drzewem, a on oddał swojej przewodniczce plecak - No nie wiem. Jakieś napady kuzynek, ucieczki... Obiecywałaś wspomnienia, a nie maraton wysiłku - zauważył, a chwilę później usłyszał tent kopyt. Zostali odkryci? Tak szybko? Prawda okazała się jednak całkiem inna i mniej dramatyczna, niż zakładał to Hjalmar. Ktoś po prostu prowadził konia jakby na zawołanie Pandory lub zgodnie z czasem na wcześniej ustalony plan. Nie wsiadam na to. Idę z buta Kiedy Prewettówna rozmawiała o czymś z Keremem, on sam przyglądał się czarnemu stworzeniu, które bacznie obserwował. Nie ufam Ci gościu czterokopytny Dlaczego ze wszystkich możliwych środków transportu, zaczynając od ich własnych stóp, a na teleportacji kończąc, dziewczyna wybrała konia? - Nie, nie. Ja pójdę z buta obok. Naprawdę. Tak będzie lepiej - starał się obronić przed jej przekonaniami aby wsiadł na zwierza. Pokręcił kilka razy głową, mruknął z niezadowolenia na ten pomysł ale koniec końców, niemrawym ruchem wsiadł na tył konia. Pandora wsiadła na niego jakby to nie stanowiło dla niej żadnego problemu oraz było chlebem powszednim - Przyjemne. Mhm - odparł wkładając stopy w strzemiona, a rękoma objął jej talię. W momencie startu wycieczki, Hjalmar mimowolnie naprężył swoje wszystkie mięśnie, ściskając tym samym Prewettówne - Sorrka - przeprosił, luzując ścisk swoich dłoni. Sama sobie była winna. Mogła go ostrzec albo ostrzec konia, że ta przejażdżka może być jedną z trudniejszych w jego karierze. Jeżeli tego nie zrobiła... No to cóż. Będzie musiała się wytłumaczyć przed tą czterokopytną bestią, ponieważ on nie miał takiego zamiaru. Podróżowali przez chwilę w ciszy. Z dala od tłumu gapiów i rozwydzrzonych kuzynek Pandory, okolica wydawała się być bardzo podobna do tego co miał na Islandii. Tutaj co prawda było dużo cieplej i od razu można było zauważyć większa interwencję człowieka we wszystko ale nadal można było utrzymywać jakiś kontakt z naturą - Czemu nie? Przecież powiedziałem, że będę to będę - przyznał. Obiecał, że będzie, a słowa dotrzymywał - nie miał więc innej możliwości - O nie, nie, nie. Nie dawaj mi tego. My się nie lubimy. Nie dogadujemy się - stwierdził kiedy wciskała mu lejce w dłoń. Poczuł się przez moment jakby coś go sparaliżowało. Pokiwał głową na zrozumienie instrukcji ale nic z tym nie zrobił - dalej jechali tym samym tempem, a Hjalmar nie chciał rozgniewać tego stwora. Zwłaszcza, że słyszał o ich zapędach do kopania ludzi. Kiedy tylko mógł, zsiadł z konia i przetarł sobie twarz. To była ciężka przeprawa... Pokiwał z niedowierzaniem na swoją odwagę w tym momencie - Pod warunkiem, że wracamy pieszo - zaznaczył. Nordgersimowi było obojętne co miała w planach w tym momencie, dopóki nie rozchodziło się o powrót na koniu. Mogła go nawet zostawić na pastwę kuzynek, lokalnej ludności czy jakiegoś potwora. Wziąłby wszystko w ciemno tylko po to aby nie musieć wsiadać jeszcze raz na stojącego w cieniu rzezimieszka. |