![]() |
|
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć (/showthread.php?tid=1761) |
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 21.08.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka Mavelle, Brenna, AtreusBól głowy osłabł. Nie był już tak pulsujący, zdradziecki, jakby przepowiadający pojawienie się czegoś dużo potężniejszego od nich wszystkich, co zawładnęło Perłą Morza i wszystkimi, którzy się na niej znaleźli. Erik, Avelina, Sebastian, Victoria, Laurent, Stanley, Anthony, Geraldine, Danielle – wszyscy którzy z nimi przypłynęli stali się tak samo nieprzytomni jak ci, których zastali tu wcześniej. Tylko wyglądali lepiej, jeszcze nie wycieńczeni fizycznie i nie odwodnieni. Mavelle pierwsza zauważyła aportującego się Augustusa Rookwooda. Mężczyzna zrobił kilka szybkich kroków ku leżącej na podłodze Avelinie, ale i jego oczy uciekły do góry, gdy padał, ostatkiem sił udało mu się jeszcze nie polecieć na leżące nieopodal ciało jakiegoś mężczyzny. Dotykając Erika, Brenna poczuła, że zrobił się gliniasty, kompletnie przelewający się jej przez ręce. Czy była w stanie go w tym momencie przenieść ze statku na łódź? Może. A może nie, bo gdy tylko zaczęła go obejmować, Atreus zobaczył ciemną aurę statku odrywającą się razem z plecami Longbottoma z pokładu i próbującą oblepić również Brennę. Wystarczyło mrugnięcie powieki.
Atreus BulstrodeSłońce wisiało wysoko na niebie. Pokład był czysty, niemal nowy. Młoda dziewczyna o fiołkowoniebieskich oczach szła pod ramię ze swoją matką. Wyminęły Atreusa, rozmawiając przyciszonymi głosami. - Cieszę się, że wreszcie przestałaś mieć mdłości, mamo. - Nienawidzę pływać statkiem. Zrobiłam to tylko dla ciebie, skarbie. Kiedy dopłyniemy do Wielkiej Brytanii będziesz narzeczoną arystokraty. Mavelle BonesWieczór. Gwieździste niebo. Perła Morza płynęła z rozwiniętymi żaglami. Marynarz siedzący na rei, majstrował przy żaglu. - Brudasy wracać pod pokład! – krzyknął do dwóch mężczyzn, którzy właśnie pojawili się zbliżali się do burty. Im byli bliżej tym bardziej Mavelle widziała ich brudne, przepocone koszule i umorusane sadzą twarze. Ćmili fajki z tanim tytoniem. Jego zapach uderzył ją w nos. Był naprawdę jednym z najtańszych. - Skurwysyn - wyszeptał jeden z palących, gdy mijali Mavelle. Brenna LongbottomNiebo było szare i ponure. Pokład wyglądał na trochę mniej zniszczony. Leżało na nim również mniej ciał. A między nimi przechadzał się mężczyzna w mundurze aurora (tylko trochę różniącym się od tych, które obecnie noszono). Był w wieku Brenny. Mniej więcej. Złapał się rękami za głowę, najwidoczniej nie wiedząc, co powinien zrobić. - Eve? Andrew? – zapytał, kucając przy leżącej parze. Potrząsał mężczyzną. Sprawdzał puls obojga. – Obudźcie się. Proszę. Obudźcie się. Dziecięcy głos przy uchu Brenny, dużo wyraźniejszy od tego co dostrzegła: Dlaczego to się znowu powtarza? Atreus, Mavelle, BrennaMrugniecie powieki.
Całą trójką nadal znajdowali się na statku. Nadal w otoczeniu leżących, znajomych (i nieznajomych) ciał. Półprzezroczyste cienie skrywające się za drzwiami prowadzącymi do nadbudówki, znowu mignęły im na chwilę. To co dostrzegli trwało najwyżej mrugnięcie powiek, a jednak wizje (czy to w ogóle były wizje?) wydawały im się zaskakująco żywe. Tura trwa do 24.08.2023 roku do godziny 21.00
ZASADY OBOWIĄZUJĄCE W TEJ SESJI
1. Nie możecie korzystać z metawiedzy wynikającej z informacji, które przeczytacie na innych sesjach lub w wizjach innych uczestników sesji.2. Możecie się swobodnie konsultować między sobą i wymieniać informacjami dotyczącymi tego, co wasze postacie widzą w tej sesji podczas odpisów. Gdyby coś było dla was niezrozumiałe, po prostu się ze mną konsultujcie albo przez discorda/pw albo przez pytania w tym wątku. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 21.08.2023 Słyszycie? Co usłyszał Laurent? Jego pytanie wciąż dźwięczało jej w uszach. Coś przywołało tutaj Prewetta, poczuł zew morza - gdy ona żadnego przyciągania nie czuła. Coś do niego szeptało. Coś na tym statku, w jego magii... A Geraldine... co chciała im powiedzieć? Jakie "po" do cholery? - Nie wiem - przyznała szczerze Brenna, spoglądając na Atreusa. Ledwo wspomniał, że coś widzi, że nie powinni ich ruszać... natychmiast odłożyła Erika na pokład i powstrzymała odruch każący podejść do Danielle i Victorii. Ostatecznie on był aurowidzem i aurorem: wiedział o takich sprawach więcej. Nie mogła ryzykować, że w jakiś sposób ich skrzywdzi. Poderwała się. Przeniosła na kuzynkę zaniepokojone spojrzenie, wyciągnęła ręce, odruchowo, chcąc ją podtrzymać, ale nie... to chyba nie było "to", bo wzrok Mavelle pozostał przytomny. - Nie - szepnęła. - Mnie też boli głowa. Widzę widma. A coś właśnie dobija się do mojej głowy, jakby bardzo chciało ze mną pogadać - poinformowała rzeczowym tonem, bo nie, nie zamierzała niczego kryć. Nie była pewna, czy to, co czuje, ten dziwny nacisk, to moc dobra czy zła. Czy po prostu echa magii i przeżyć pasażerów są tutaj tak silne, że je odbiera albo magia statku na tyle potężna, że uruchomiała jej talent widmowidza? A może wręcz przeciwnie - coś uznało ją za słabą i próbowało opętać? Podsuwało fałszywe widoki? Wprawdzie zdawało się, że chce raczej coś jej pokazać niż zaatakować, ale... nie mogła być pewna. Zwykle udawała, że wszystko jest w porządku. Nieważne, czy była ranna, czy jej psychika albo serce właśnie się rozsypywały. Ale tutaj nie mogła twierdzić, że nic się nie dzieje - nie kiedy zatajone mogłoby to zagrozić Atreusowi i Mavelle, a także wszystkim innym, nieprzytomnym na pokładzie... O ile ona sama wciąż była przytomna. Może też leżała tu z innymi, może wcale nie było tu Bulstroda i Bones, może był to dziwny sen? W momencie, w którym to powiedziała, mrugnęła i nagle… Eve? Andrew? Spoglądała na aurora, w nieco starszym mundurze. Proszącego, by inni się obudzili. Mogła wyobrazić sobie jego strach, bo to był też jej strach. I na moment z tym lękiem zmieszała się fala żalu, bo Brenna była niemal pewna, Eve i Andrew nigdy się nie obudzili, a ten mężczyzna nie zszedł z tego statku. Może oni też z niego nie zejdą. - Dlaczego to się znowu powtarza? – zapytała mimowolnie, niby echo dziecięcego głosu. Dziecko. Oczywiście, że na tym statku musiały być jakieś dzieci… Ale co innego wiedzieć, co innego… doświadczyć. Spojrzała najpierw na Atreusa, potem na Mavelle, nieświadoma, że i oni doświadczyli przebłysku, po prostu trochę innego od tego jej. – Byli tutaj przed nami. Aurorzy. Kiedyś. Za poprzednim wynurzeniem? Zanim statek zatonął? Stracili przytomność. Poza jednym. I… jest tu coś… ktoś jeszcze. Zdezorientowane. Potrzasnęła głową, jakby próbując pozbyć się tego widoku. Nieprzytomni teraz. Nieprzytomni wtedy. Ktoś szepcący jej do ucha. Kim jesteś? Serce wciąż szaleńczo tłukło się w jej piersi, a strach na dobre zwinął się gdzieś na dnie duszy, ale Brenna choć nie była nigdy nieustraszona, potrafiła działać mimo takiego lęku. Skoro nie mogli ich stąd zabrać, musieli sprawdzić, co tu się dzieje, a w tej chwili najlepszym tropem były te sylwetki. Ruszyła w ich stronę, mijając Bulstroda, a potem obróciła się jeszcze do nich na moment. - Nie idźcie od razu za mną, na litość bogini, tylko tam zajrzę, nie wchodzę w głąb. Jeżeli coś ma mnie trafić, nie może uderzyć nas wszystkich - powiedziała. Nie, wyjątkowo nie z głupiego bohaterstwa. Ot jeżeli samo przejście dalej miało sprawić, że padnie nieprzytomna, oni musieli zostać na nogach, choćby po to, aby próbować wezwać pomoc. Szybko. Tu trzeba było całego stada specjalistów od... nie była pewna. Klątw? Teorii magii? Palce zaciskała na różdżce, gdy zbliżała się tam, gdzie zobaczyła widma. Chciała się im przyjrzeć. A potem wycelować w drzwi i najpierw na wszelki wypadek użyć na nich rozproszenia, później zaś, jeżeli nie zatrzaśnięto ich na klucz, otworzyć. (rozproszenie, jakby trza było) [roll=N] [roll=N] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 22.08.2023 Bulstrode drgnął niespokojnie, chcąc podejść do Brenny i zwyczajnie szarpnąć ją do góry za rękę. Żeby zostawiła Erika w spokoju. Żeby puściła go, a może to sprawiłoby zwyczajnie, że ta ciemna, lepka aura zostawiłaby i ją w spokoju. Nie zdążył jednak zrobić wiele, czy chociażby ocenić, czy to jak zareagowała Longbottom na jego chwilę wcześniej wypowiedziane słowa cokolwiek dało. Wystarczyło bowiem mrugnięcie powieki. Mrugnięcie, by wizja pokładu rozmyła się i zmieniła. Wciąż znajdował się w tym samym miejscu - na upiornym statku, który jednak teraz nie wyglądał już aż tak upiornie. Pokład był zadbany, jakby nie tak dawno wpuszczono na niego pierwszych pasażerów, a do tego oblany słońcem, które wisiało wysoko na niebie. Atreus podniósł spojrzenie, na młodą dziewczynę o charakterystycznych, ładnych oczach, która towarzyszyła swojej matce w spacerze po statku i odwrócił głowę w ślad za nimi kiedy kobiety go minęły. Rozmawiały jakby nigdy nic. Jakby był to kolejny, spokojny dzień na morzu. I może faktycznie taki właśnie dla nich był. Obraz zniknął tak szybko, jak się pojawił, pozostawiając go na tym samym obślizgłym, zaniedbanym i pełnym ciał pokładzie. Przez chwilę zastanawiał się nad tym co zobaczył, ale im więcej poświęcał temu myśli, tym bardziej dochodził do wniosku, że było to tylko bezużyteczne wspomnienie kogoś, kto znajdował się na tym statku zanim ten zatoną. Spojrzał na Brennę, która odezwała się pierwsza. Nie dziwiło go, że faktycznie już wcześniej na ten upiorny statek trafi wysłannicy Ministerstwa. Pytanie co sprawiało kto padał na pokład, a kto trzymał się na nogach. - Możesz to coś... złapać? - poruszył dłońmi niezbornie, chcąc jakby w ten sposób lepiej określić o co mu chodziło. O połączenie, zlokalizowanie tego, o czym mówiła. - Może to coś rozjaśniłoby nam trochę sytuację. Widziałem przez moment dwie kobiety, które przechadzały się po pokładzie. Wyglądał na nowy, a słońce świeciło na niebie. Założyłbym, że to czyjeś wspomnienie... Jego spojrzenie wodziło z Longbottom z uporem, nieco nieufne co do jej zamiarów. Nie podobało mu się rozdzielać, i wcale nie dlatego, że musiałby ją spuścić z oczu, ale z drugiej strony nie mogli stać w miejscu, bezradnie rozglądając się dookoła. - Mavelle...? - zwrócił się do Bones, podążając jednak za Brenną parę kroków, by przypadkiem nie odeszła za daleko i nie zniknęła im z oczu, a tym samym - przepadła gdzieś na statku. Zatrzymał się jednak parę kroków za nią, kiedy znalazła się przy drzwiach z wycelowaną różdżką. Słyszysz mnie? Spróbował zapytać Mav za pomocą fal, jednocześnie stukając się palcem w skroń, tym samym dając jej znać, czego właśnie próbuje. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 23.08.2023 Choć głowa bolała, to wspomnienie nie nadchodziło. I nie trzeba było słów Brenny, żeby się zorientować, że to jednak nie to – po prostu… to trwało jednak za długo, żeby nadal spodziewać się osunięcia we wspomnienia Derwina. No i wtedy nie miała praktycznie czasu, żeby się przygotować – po prostu wizje uderzały razem z reakcją ciała, jednocześnie. Zatem, to nie było to. Kolejny powód do niepokoju – bo skoro jedną przyczynę już skreśliła, to jaka mogła być inna, właściwa? Co sprawiało, że czuła się tak paskudnie? Nawet jeśli zdążył już zelżeć – to nadal było to bardzo dalekie od ideału… i nie miała zamiaru pozwolić, by stało się przeszkodą w podejmowaniu tu działań. Przecież nie wyczaruje sobie zimnego kompresu i nie usiądzie czekając, aż wszystko się samo grzecznie i ładnie rozwiąże, prawda? - Masz rację, nie – zgodziła się cicho, koncentrując się przez chwilę na Brennie. Widma. Dobija się do głowy. Jakby nie dość było ostrzeżeń – w postaci zastanych tu ciał i mdlejących towarzyszy – to pojawiały się wciąż kolejne. I choć nie było to wspomnienie Derwina, to stało się coś bardzo podobnego. Mrugnęła. I nagle znajdowała się… może nie gdzie indziej, ale z cała pewnością w innym czasie, gdy nagle widziała rozgwieżdżone niebo i marynarzy. Sama Perła też wyglądała jakoś inaczej… i aż zadrapało w gardle od tej woni, przywodzącej na myśl najgorsze speluny na Nokturnie. Mrugnięcie. I już nie było gwiazd, wszystko znów pachniało morzem, znów statek wydawał się być pozbawiony przejawów życia – jeśli nie liczyć ich, tej trójki, która ostała się na nogach. Dlaczego właśnie oni...? - Cudownie po prostu – skwitowała niewesołym tonem. Już ktoś tu był, historia najwyraźniej się powtarzała, wnioskując ze słów Brenny. Tylko co się stało wtedy z tamtymi…? Obejrzała się, spoglądając ponownie na te wszystkie ciała, jakie tu leżały, jakby odruchowo chciała się przekonać, czy odnajdzie wśród nich aurorów, o których wspomniała kuzynka. Choć, na logikę, ich już dawno powinna była zabrać woda, o ile nie udało im się opuścić Perły – Szkoda, że nie zerknęłyśmy do archiwów – mruknęła ciszej. Trudno, teraz już za późno, żeby sprawdzać, jakie sprawy z przeszłości wiązały się z Perłą, czego się dowiedzieli poprzednicy… - Widziałam noc i marynarzy – dodała zaraz, dzieląc się z towarzyszami swoją wizją. Nie miała powodów, by ją ukrywać. Sylwetki. Wbrew pozorom, najwyraźniej nie byli tu tak bardzo sami, jak można się było spodziewać. Zacisnęła palce na różdżce jednocześnie lekko ją unosząc, skinęła głową. Zaczeka, gotowa do reakcji, gdyby trzeba było. Słyszę – odparła Falami. Dobrze, to się może przydać... RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 24.08.2023 Brenna, Atreus, MavelleDrzwi prowadzące do nadbudówki otworzyły się z pewnym oporem. Klamka była śliska, mokra a wnętrze, do którego prowadziła zatęchłe i zniszczone. Zaglądając do środka Brenna nie dostrzegła półprzezroczystego, niewielkiego cienia, który z taką zaciekłością obserwował ich chwilę wcześniej. Widziała za to wielkie, drewniane schody z przegniłym dywanem i ogromny kryształowy żyrandol. Na ścianach wisiały tu nawet jakieś ramy i obrazy – teraz niestety na ich płótnach osiadło tylko błoto i glony. Kiedyś to wnętrze musiało zachwycać przepychem. Dalej, gdyby Brenna, Atreus i Mavelle weszli trochę dalej dostrzegliby atrium i znajdującą się w nim recepcję połączoną z barem. Poza długą ladą, stały tam stoliki z metalowymi, misternie wyrzeźbionymi krzesełkami i drewniane ramy po kanapach. Ból głowy. Mrugnięcie powieką.
BrennaAtrium wyglądało niewiele lepiej niż obecnie, więc po tym, że znowu widzi coś, czego właściwie nie mogła zobaczyć, Brenna mogła się domyśleć jedynie po poziomie wpadającego do środka światła. Chyba, kiedy poprzednim razem, statek się wynurzył, glony nie obsiadły jeszcze znajdujących w dachu świetlików. Auror, którego już widziała chodził po atrium, przyświecając sobie w niektórych miejscach różdżką. Wyraźnie czegoś szukał. Kucał, zaglądając pod stoliki i za ladę recepcji. Lubiłam opierać brodę na balustradzie i patrzeć na spacerujących gości. Gdybym została na górze, może mogłabym odejść? MavelleAtrium było wspaniałe. Ciemna, drewniana, bogato zdobiona boazeria łączyła się z granitową posadzką i kolumnami. Przy recepcji stał wysoki, schludnie ubrany mężczyzna w uniformie. Uśmiechał się kurtuazyjnie do trzyosobowej rodziny z mnóstwem bagaży. - Państwo Heinzelowie, to prawdziwa radość – mówił uniżenie. – Boy zaniesie państwa bagaże. Zajmują państwo jedną z najdroższych kajut na statku. Bardzo się cieszymy, że zechcieli państwo skorzystać z naszych usług. - Sir Howard już jest? – przerwał mu Heinzel. - Sir James Howard zameldował się na statku przed godziną. AtreusAtrium było wspaniałe. Ciemna, drewniana, bogato zdobiona boazeria łączyła się z granitową posadzką i kolumnami. Przy jednym ze stolików siedziała ciemnowłosa, młoda kobieta w towarzystwie matki. - James mi się oświadczy, mamo – mówiła szeptem. – On mnie kocha. - Jeśli tego nie zrobi, Marianne, jeśli tylko zawracał ci w głowie… - w głosie matki zabrzmiała groźba. - Kocha mnie – powtórzyła z uporem dziewczyna. Brenna, Mavelle, AtreusWizje rozprysły się równie szybko, jak się pojawiły. Tym razem nawet nie bolała was głowa. Tylko całą trójką mieliście poczucie, że atmosfera w tym miejscu była ciężka i ponura. Było tu też zimno. Na podłodze widać było niewielkie kałuże. Nie wyschły jak te, na pokładzie. Przy balustradzie na górze, na moment dostrzegli półprzezroczysty, niewyraźny, niewielki cień. Tura trwa do 28.08.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 24.08.2023 - Chyba nie - przyznała, dość bezradnie. Czy dało się złapać ducha? Echo? Coś jeszcze? Tak, jeżeli było się Sebastianem. Ale i on przecież z nimi nie rozmawiał, a wciskał do pudełek i potem wypuszczał, by odeszły do Limbo. Drgnęła, gdy się odezwali znowu, gdy okazało się, że oni też widzieli wspomnienia... Było to szczególnie zaskakujące u Mavelle – Atreus posiadał w końcu Trzecie Oko, nawet jeżeli objawiło się przez postrzeganie teraźniejszości, nie przeszłości. Talenty Mav leżały w innych dziedzinach, a jednak: widziała. Magia tego statku dotykała ich wszystkich i to tylko sprawiało, że więcej dreszczy przebiegało jej po kręgosłupie. Drzwi ustąpiły, gdy nacisnęła klamkę. Nie były zamknięte, nie były zaczarowane. A cień, który próbowała zobaczyć, przyjrzeć się mu, znikł bez śladu. Brenna zrobiła krok do przodu i obejrzała się na resztę. Pokręciła głową, na znak, że nic tu nie ma, a potem powoli ruszyła dalej. Zobaczyła atrium, kiedyś pewnie luksusowe, ale teraz noszące ślady długiego zaniedbana i zanurzenia. Rozejrzała się i… …mrugnięcie powiekami. - Wszedł tutaj... tamten auror – powiedziała cicho, ledwo słyszalnie. – Czegoś szukał. Ale to chyba nie jest ważne… Bo ważniejsze były słowa, które usłyszała. Dziecięcy głos. Dziewczynka. Dziecko, które nie może odejść. Brenna zadarła głowę, spoglądając wprost na balustradę. Na widoczny tam cień. Czy była duchem? Echem? A może widzieli ją tutaj, bo kiedyś tu stała: i to było kolejne wspomnienie? – Kim jesteś? – spytała bezwiednie, chociaż przecież tak naprawdę wiedziała. Pasażerką. Dzieckiem, które umarło na tym statku. Gdzieś w jego trzewiach, bo nie zostało na górze. – Dziewczynka. Chyba tutaj zginęła. Mówi… nie jestem pewna. Może mówi do mnie, a może słyszę jej myśli. Nie może odejść – wyjaśniła, z pewnym trudem, bo słowa nie od razu przeszły jej przez gardło. Mówiła rzecz jasna już nie do cienia, nie do głosu w swojej głowie, a do Atreusa i Mavelle, wzroku jednak nie odrywała od balustrady. Myślała o tym dziecku, ginącym w katastrofie. Uwięzionym tutaj od setek lat. Myślała o Mabel, która tego dnia czekała na nią i na jej brata w klubokawiarni. Też lubiła obserwować gości w kawiarni. Brenna odetchnęła i odezwała się dopiero po chwili, gdy była pewna, że jej głos nie zadrży. - ...gdybym miała zgadywać, to co widzimy to albo część magii tego statku, i w takim wypadku może być pułapką, albo ten ktoś, kto tu jest, chce nam to pokazać. Mav, też miałaś pokład? Ona widziała pokład. Atreus widział pokład. Teraz Brenna widziała atrium. Jeśli u Mav też był to wcześniej pokład (wszak Bren nie wiedziała, że znów coś widzieli: i że mogły w tych wizjach być osoby powiązane jakoś z tym, co tu się stało…), to sugerowało powiązanie wspomnień z konkretnym miejscem: tak jak w przypadku widmowidzenia, gdy potrzebowałeś zwykle punktu zaczepienia – miejsca albo przedmiotu. - Jeżeli tak, może w innych miejscach można zobaczyć więcej. Może też to, co doprowadziło do tego wszystkiego... Ale auror, którego widziałam, w wizji na pokładzie też trzymał się za głowę, więc mógł widzieć to samo. Chyba nie musiała dodawać reszty. Skoro statek zatonął i wynurzył się ponownie, on, choć przytomny, chociaż wszedł tutaj jak oni, nie zdołał nic zrobić. Nie odkrył, co tu się działo - czy statek był nawiedzony, czy przeklęty.... nie mógł nic na to zaradzić. Jeśli wejdą w głąb, mogli nigdy już nie wyjść. Tyle że dla Brenny nie miało to znaczenia, bo na pokładzie leżeli jej brat, siostra i inni nieprzytomni ludzie, a Atreus twierdził, że ich aury pulsują w rytm statku i nie powinno się ich stąd zabierać. - Ja idę – poinformowała spokojnie. – Możecie zostać i przypilnować reszty, jeżeli tak wolicie. Użyła formy „wy” tylko pro forma. Bo chociaż zeszłaby pod pokład i sama, wiedziała, że Mavelle pójdzie z nią. Mavelle zawsze dawała się jej pociągnąć wszędzie – obojętnie, czy do okna podczas przyjęcia, gdy miały kilkanaście lat, czy na mokradła pełne trupów, kiedy powoli zbliżały się do trzydziestki. Brenna mogła mieć tylko nadzieję, że tym razem nie ciągnie kuzynki na pewną śmierć. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 26.08.2023 Nie rozumiała tego ni w ząb. Przypominało to trochę wspomnienia Derwina – ale tylko trochę, bo nie czuła żadnych emocji z nimi związanych, żadnych myśli, po prostu… widziała, zupełnie jakby przeszła się do mugolskiego kina i oglądała film. Tylko tyle i aż tyle. To się nie przydarzało – nie miała takiej mocy, by zaglądać w przeszłość, mogła ją co najwyżej – i to w mocno ograniczonym zakresie – wywąchać oraz wyczytać z pozostawionych śladów. A jednak… jednak. Znów się to stało, gdy na znak dany przez Brennę, iż zagrożenie nie jest widoczne, zdecydowała się ruszyć za nią. Mrugnięcie. Przed chwilą widziała atrium nagryzione mocno przez ząb czasu, a teraz nagle patrzyła na wnętrze w czasach jego świetności. Heinzel, Howard… Mrugnięcie. I nawet jakimś cudem przestała boleć głowa – choć tyle, bo dzięki temu trochę łatwiej się myślało, ale atmosfera wciąż wręcz dusiła. A że zimno…? Czy Bones mogło być jeszcze bardziej zimno niż już było, od feralnego Beltane…? Kim jesteś? – już miała pytać, do kogo dokładnie siostra mówiła. Wszak w oczy nie rzucała się żadna ludzka sylwetka, nie, gdy rozglądała się po atrium, aż w końcu… gdzie patrzyła Brenna? Podążyła za jej spojrzeniem, w milczeniu. Ach... - Wcześniej był pokład. Teraz… teraz widziałam to miejsce, ale niezniszczone, było wspaniałe – odparła cicho na zadane pytanie. Tak. Część artystycznej duszy Mavelle doceniała takie detale – zdobiona boazeria, kolumny, jeszcze ta posadzka… - Heinzel, James Howard, mówi wam to coś? – spytała po krótkiej chwili. Jak bardzo były rozrzucone ich wizje? Brenna widziała aurora. Ona – teraz chyba Heinzela (postronnego, bezimiennego jeszcze obserwatora?), a Bulstrode…? Wcześniej mówił o kobietach, a teraz – o ile w ogóle było jakieś „teraz” – znów je ujrzał czy może coś innego…? - Chyba nie myślisz, że pójdziesz sama? – uśmiechnęła się, niewesoło, spoglądając na Brennę. Bo prędzej morze, na którym właśnie przebywali wyschłoby i przeobraziło się w góry niż Mav pozwoliła, by Longbottom szlajała się sama po tm przeklętym miejscu. Musiała iść. Nie tylko z powodu kuzynki – ale również i z powodu tych wszystkich ludzi, którzy zostali na pokładzie. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 26.08.2023 Fakt że się słyszeli był, cóż, pokrzepiający, chociaż Bulstrode posiadał jakieś dziwne, świeżbiące za kołnierzem przeczucie, że w najbardziej istotnym momencie ta droga komunikacji zaniknie. Nie wynikało go z niczego konkretnego co do tej pory napotkali, a raczej ze zwykłej myśli, że tak właśnie działo się we wszelkiego rodzaju historiach, a ten ponury statek aż prosił się o tego typu dramatyzm. Atreus sięgnął dłonią, łapiąc w nią różdżkę i unosząc ją ku górze by oświetlić sobie wnętrze atrium, kiedy zdecydowali się wszyscy we trójkę w nie zagłębić. Pomieszczenie przywitało ich kolejną wizją, tak samo w jego mniemaniu bezużyteczną jak poprzednia, a kiedy minęła, jego wzrok zwyczajnie znowu czujnie obiegł pomieszczenie, ostatecznie wspinająć się ku górze, ku balustradzie, gdzie mignął niewielki cień. - Dziewczyna którą widziałem mówiła, że jest pewna że James się jej oświadczy. Imię się zgadza, może to ten sam typ. Ona miała na imię Marianne i wydawała się przekonana, że ten ją kocha - mimowolnie wydął wargi z wyraźnym powątpiewaniem. Miał zbyt duże doświadczenie w zachowaniu, które mogło powodować podobne zapewnienia, by tak zwyczajnie w to uwierzyć. - Ale jej matka nie wydawała się tym zbyt przekonana. Brzmiała nawet nieco groźnie, chociaż nieco trywialnie w porównaniu z atmosferą tego miejsca - skomentował jakby nigdy nic, przyglądając się boazerii i mimowolnie ubolewając nad faktem, jak potraktował ją czas. Kiedy wreszcie zdecydowały się ruszyć dalej, nie powiedział nic, wyraźnie bez oporów ruszając ich śladem. Chciałby w swoim zachowaniu kierować się szlachetnymi pobudkami, jak chęć zapewnienia w ten sposób bezpieczeństwa omdlałym na pokładzie, albo zapewnienia sobie tym samym ciekawego osiągnięcia dla podbudowania kariery. Zamiast tego jednak czuł tylko irytuącą potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa osobie, która jako pierwsza z ich trójki pchała się właśnie po schodach. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 29.08.2023 Brenna, Mavelle, AtreusBy dostać się pod pokład, Brenna, Atreus i Mavelle musieli przejść jeszcze kawałek przez atrium. Zejście było ukryte nieco z boku i pewnie służyło głównie dla obsługi statku, pasażerowie w końcu byli umiejscowieni w nadbudówce górnego pokładu. I z pewnością, ze względów bezpieczeństwa, było więcej zejść pod pokład niż to, na które natrafili jako pierwsze. Musiały być poukrywane w różnych częściach pokładu, by ułatwić marynarzom pracę (a w przypadku, gdyby statek tonął, w teorii, miały pewnie również ocalić ich i innych pracowników od śmierci). To zejście miało drewniane śliskie, mokre stopnie. Poręcz poruszyła się chybotliwie i zatrzeszczała ostrzegawczo, gdy Brenna tylko jej dotknęła. Prowadziło, chyba, na jeden z dolnych pokładów ku nieprzebranej ciemności, smrodowi zgniłych ryb, soli, mułu, glonów i odgłosom kapiącej wody. Resztki światła, które docierały do tego miejsca kończyły się mniej więcej w połowie schodów. I dokładnie, gdy w tym miejscu znalazła się Longbottom, poczuła jak niespodziewanie traci grunt pod nogami. Nie, ani nie potknęła się, ani się nie poślizgnęła. To przegniłe deski nie wytrzymały ciężaru żywej osoby i runęły w dół, ciągnąc za sobą brygadzistkę. Za nimi z trzaskiem poleciała poręcz i kilka kolejnych stopni, tworząc dla schodzącej za nią Mavelle coś, co wyglądało na czarną wyrwę i urywało schody jeszcze przed połową dystansu. Bones w ostatniej chwili uniknęła upadku, zaś znajdujący się wyżej Atreus poczuł tylko uścisk w żołądku i to w momencie, gdy usłyszał odgłos spadającej Brenny i trzask przegniłych schodów. BrennaTo nie był upadek ze zbyt dużej odległości a najwyżej dwóch i pół metra. Brenna poczuła związany z nim ból, ale poza tym, że nabiła sobie kilka siniaków i zadrapań, nie odniosła większych obrażeń. Znalazła się w ciemnym, wilgotnym miejscu, najpewniej w korytarzu – nie aż tak wąskim, jak mogłoby się wydawać – bo gdyby rozłożyła ręce, nie dotknęłaby ani burty, ani ściany – choć na pewno były tu jakieś pomieszczenia. Aportacja, oczywiście, nie działała a z samą magią zaczęło się dziać coś osobliwego. Longbottom na pewno nie udałoby się wyczarować niczego, co mogłoby wybić dziurę w statku lub spalić go. Jednocześnie splecenie zwykłego lumos niosło ze sobą dość dziwny skutek: w niektórych miejscach światło rozbłyskało – stawało się jaśniejsze i mocniejsze, oświetlało ponury korytarz, resztki tapety, drewnianą podłogę i wiele drzwi (lub tylko ramy po nich), by w innych zamienić się niemal w taki płomyczek, który mogłaby uzyskać zapalając zapałkę. Tu jest ciemno i strasznie. A jeśli zejdziesz głębiej, będzie jeszcze ciemniej i straszniej. Ale jeśli chcesz, możemy tam pójść we dwie. MavelleMrugnięcie powieki Najwyżej dziewięcioletnia dziewczynka w ładnej, falbaniastej, obecnie kompletnie już niemodnej, sukience skradała się po schodach w dół. Niosła ze sobą pluszowego królika z długimi uszami. W tamtym czasie schody wyglądały na proste, ale solidne a prowadziły chyba do kwater marynarzy i innych zatrudnionych na statku. Na ścianach wisiały proste lampy a jasnozielona tapeta ze wzorem w drobne kwiatki, chociaż dużo skromniejsza niż wyżej, nadal pozostawała schludna i nieco ozdobna. Gdzieś niżej skrzypnęły drzwi i dziewczynka przylgnęła do ściany, jakby w nadziei, że nie zostanie zauważona. Było to dość naiwne z jej strony, bo na schodach nie bardzo miała się gdzie właściwie ukryć. Zaraz zresztą została zauważona przez młodą kobietę w roboczej sukience z brzydką blizną na twarzy. - Panienko Maddie, to nie jest dla ciebie miejsce – powiedziała łagodnie do dziecka. To, że znała jego imię oznaczało pewnie, że nie raz już musiała się na nie natknąć. – Twoi rodzice, z pewnością, są zaniepokojeni tym, że im zniknęłaś. - Na statku jest tak nudno… Mrugnięcie powieki. AtreusAurowidzenie Atreusa rozbłysło na krótki moment i zobaczył coś dziwnego. Statek dalej pulsował od ciemnej, nieprzyjemnej, lepkiej materii, ale pomiędzy nią pojawiały się i inne kolory. Były słabe i przypominały ludzkie aury, tylko że aury pełznące w rytm statku, jak w rytm bicia czyjegoś bardzo powolnego serca. A jeśli spojrzał w tym momencie na Mavelle albo na własne ręce, dostrzegł że również ich aury próbowały pełznąć w rytm statku, jakby opuszczały ich w niemożliwie żółwim tempie. Tura trwa do 01.09.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 29.08.2023 - Nie, tak naprawdę to nie - odparła Bones, posyłając jej uśmiech, nim odwróciła się i ruszyła dalej. To była już swojego rodzaju tradycja. Jeżeli gdzieś grunt - schody albo podłoga - mogły się rozstąpić, robiły to pod nogami Brenny. Nawiedzony statek wpisał się dokładnie w te prawa. Trzask, huk, a potem ból i Brenna nagle znalazła się na dole. Zabolało, chociaż nie było to uczucie nowe - ani upadek, ani uderzenie. Może dlatego nie była nawet szczególnie oszołomiona, za to z jej ust wyrwał się krótki, histeryczny śmiech. Nie, nie wesoły, bo to zdecydowanie nie był moment do bycia wesołym. Bones pewnie wiedziała, dlaczego, znała chociaż historie o większości ich przygód w rodzaju „wpadłam do dziury pełnej nieumarłych” albo „znalazłam czarnomagiczny artefakt, trochę dlatego, że na niego spadłam”. - Jestem cała! - zawołała, powoli się podnosząc. - Tradycji musiało stać się za dość, Mav, dopisuję to do rachunków. Mogę spróbować naprawić wam te schody... Machnęła różdżką, chcąc rzucić lumos. Zaklęcie zadziałało, a jednocześnie stało się coś dziwnego. Choć Brenna przez chwilę widziała w jego świetle tapety, sprzęty – i podłogę, przede wszystkim podłogę, bo teraz zdecydowanie zamierzała zwracać dużą uwagę na to, gdzie idzie – po chwili przybladło, jakby zgaszone niewidzialną siłą. Przypatrywała się temu ze zmarszczonymi brwiami, a potem… …potem znowu usłyszała głos. Miała dziwne uczucie, że przez „ciemno i strasznie” dziecko wcale nie rozumiało tylko braku światła. Głosik skutecznie odwrócił jej uwagę od schodów. Brenna rozejrzała się. Szukała cienia, który zobaczyli już dwa razy. Cienia dziecka. Wciągało ich w pułapkę? Pragnęło pomocy? A może tylko przylgnęło do pierwszej żywej istoty, jaką zobaczyło, a Brenna aportowała się tu pierwsza? Szło teraz z nimi, po prostu im towarzysząc, chociaż wiedziało, jak to się skończy? – Kochanie – powiedziała łagodnie, rozglądając się. Nie miała pojęcia, czy duch odpowie. Czy w ogóle ją usłyszy. Ale co szkodziło spróbować? Powinna bać się o siebie, dla tego dziecka było w końcu za późno... Ale i tak nie mogła nic poradzić na to, że jego obecność tutaj łamała jej serce. Nie krzyczała, ale i nie szeptała, osoba na skraju tej dziury być może mogła więc ją słyszeć. - Oczywiście, że możemy. Czy pamiętasz, co tu się stało, kiedy zostałaś uwięziona? Czy mogę ci jakoś pomóc? Zejść dalej? Jasne, że zejdzie dalej. Teraz mogli tylko uciekać stąd albo przeć na przód, nawet jeżeli Atreus właśnie obserwował, jak statek wykrada im aury. A Brenna nie zostawiłaby tutaj brata, siostry i przyjaciół. Na razie jednak zamiast biec dalej, zajrzała do najbliższych kajut - zwłaszcza tych, przy których wygasało światło. |