![]() |
|
[5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus (/showthread.php?tid=1977) Strony:
1
2
|
[5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Perseus Black - 30.09.2023 Niepełna tarcza księżyca - wciąż bijąca srebrzystym światłem, pomimo znajdowania się w trzeciej kwadrze - odbijała się w filiżance pełnej smolistej kawy pozostawionej na brzegu biurka. Perseus rzucił jej zmęczone spojrzenie, po czym sięgnął po leżącą na stosie książek i jednym ruchem nadgarstka sprawił, że sprawił, że ciężka zasłona opadła na okno. Od czasu Beltane księżyc budził w nim niepokój, odbierał zdolność koncentracji i niepotrzebnie zmuszał zmysły do trwania w stanie gotowości. Przyczyn swojego trudnego do uzasadnienia lęku doszukiwał się w masowej histerii, która najwidoczniej musiała udzielać się również i jemu. Niechętnie wrócił do przeglądania notatek pozostawionych przez magipsychiatrów z dziennej zmiany. Tylko tamtego dnia przyjęto dwadzieścia siedem pacjentów skarżących się na omamy, z czego osiem postanowiono pozostawić w Lecznicy na obserwację. Wiedział, że do rana liczby te mogą być większe. Przeczesał czarne włosy palcami, wzdychając przy tym ciężko - już teraz brakowało łóżek i planowano przearanżować dawno nieużywany budynek na szpital polowy dla najlżejszych przypadków. Ale czy takie warunki będą sprzyjać rekonwalescencji? Szczerze w to wątpił, ale niewiele miał w tej kwestii do powiedzenia. Z rozmyślania wyrwało go pukanie do drzwi. Zaraz potem drzwi jego gabinetu się otworzyły i do środka weszła z jedna pielęgniarek; równie blada i zmęczona co reszta personelu. — Przepraszam za najście doktorze Black — zaczęła niepewnie — ale w pokoju wizyt czeka na pana kobieta. Kolejna ofiara tego obłędu, pomyślał. Zdziwił go nieco fakt, że czarownica nie czekała na korytarzu, ale najwidoczniej musiała zostać tam przez kogoś zaprowadzona. — Niech wejdzie, mogę się nią zająć — odparł, odsuwając na bok dokumenty. Miał nadzieję, że pielęgniarka wyjdzie i po chwili wróci z oczekującą na wizytę kobietą, ale ona stała w miejscu. Podniósł na nią zaskoczone spojrzenie. — To raczej nie jest pacjentka. Przedstawiła się jako Vespera Rookwood i sprawiała wrażenie, jakby musiała pana pilnie zobaczyć... Vespoera? W Lecznicy Dusz? Poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Czyżby coś się stało? Och, z pewnością musiało stać się coś złego; w innym wypadku nie odwiedzałaby go w pracy w środku nocy, prawda? Podniósł się gwałtownie ze swojego miejsca, aż kawa w filiżance zakołysała się niebezpiecznie jej brzegów, schował różdżkę do kieszeni i chwycił za opartą o blat mahoniową laskę. — Dziękuję za informację — odpowiedział najbardziej beznamiętnie, jak tylko potrafił, choć wewnątrz gotował się z niepokoju, a następnie razem z pielęgniarką opuścił gabinet. Przemierzając główny gmach Lecznicy modlił się w myślach do Matki o to, by jego przyjaciółce nic nie zagrażało. Wreszcie zjawił się w progu niemalże pustego pokoju odwiedzin - pomieszczenia z dużymi oknami wychodzącymi na południe, zastawionego kanapami, fotelami i stolikami, przy których pacjenci spędzali czas z odwiedzającymi ich bliskimi. Serce niemalże wyskoczyło mu z piersi na widok nocnego gościa. — Dobry wieczór, Vespero — przywitał się z nią skinieniem głowy, walcząc z chęcią porwania jej w ramiona. Pielęgniarka, która powiedziała mu o wizycie kochanki wciąż kręciła się w korytarzu za jego plecami i nasłuchiwała, zatem musiał wykazać się pełnym profesjonalizmem i powstrzymać od zdradzania wszystkim charakteru łączącej ich relacji — Co cię do mnie sprowadza? RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Vespera Rookwood - 01.10.2023 Czekała w Lecznicy na Perseusa Blacka, którego miała przyprowadzić jedna z pielęgniarek. W duchu chciałaby wejść do jego gabinetu, ale wiedziała, że to mogłoby pójść w nieodpowiednim jak na to miejsce kierunku. Wolała go odciągnąć od pracy, aby poświęcił myśli czemuś innemu. Chciała też sprawdzić, czy jest bezpieczny i czy nic mu nie grozi. Nie potrafiła zrozumieć swoich myśli, które tak uparcie kręciły się wokół niego, wokół przypadkowego kochanka. Stał się kimś, z kim chciała milczeć i leżeć o poranku przytulona do nagiego torsu. Nigdy tak o nikim nie myślała, nawet obecność jej mężów wywołała u niej obrzydzenie, a teraz Black, na którego polowała od lat wpadł w jej ręce i zaszczepił się w jej umyśle na zbyt długo. Miała nadzieję, że wyjdzie jej na spotkanie, a nie zignoruje jej pojawienie się tu. Gdyby to zrobił zapewne stałaby się jeszcze bardziej bezwzględna niż wcześniej, zapewne nigdy by już nikomu tak nie zaufała, a każdego mężczyznę trułaby swoim jadem, aby nie wchodził w jej życie z butami jak to zrobił teraz Perseus. Czekanie było chyba najgorsze, ale w końcu się pojawił. Jej krótkie włosy były starannie uczesane, lekko podkręcone, suknia którą miała na sobie sięgała niżej kolan, była zrobiona z przyjemnie połyskującego czarnego materiału satynowego. Rękawy tej sukni sięgały do łokcia. Miała dekolt w serek i luźno okalała jej biust z paskiem w talii. Uśmiechnęła się do niego zagadkowo. – Doktorze Black, mam do pana sprawę, która nie cierpi zwłoki, czy mógłby pan jednak przejść się ze mną? Nie chciałabym, aby ktokolwiek nas usłyszał – w głosie można było wyczuć nutkę chłodu, ale to raczej ze względu na obecność pielęgniarki. W środku wręcz gotowała się, aby Perseus ją przytulił, aby okazał jej te dziwne emocje, którymi tak żarliwie obdarzał ją, gdy zostawali sami. W końcu wyszli poza budynek Lecznicy z dala od tego harmidru, który dział się wokół. Widziała, że Perseus był zmęczony, a gdy oddalili się od tego miejsca w końcu zdobyła się na odwagę i złapała jego ramię delikatnie i niepewnie spoglądając na jego bladą twarz. W świetle księżyca wyglądał zdecydowanie jak śmierć, co wydawało się jej jeszcze bardziej pociągające. – Mam nadzieję, że moja wizyta cię nie wystraszyła za mocno. Ostatnio wydajesz się być mocno przepracowany, więc postanowiłam cię na chwilę odciągnąć od cudzego obłędu – szepnęła. Nie było to do niej podobne, aby wychodzić jako pierwsza na spotkanie, wolała jak to ją zapraszano, ale dla Blacka potrafiła zrobić wyjątek. !pęknięcia RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Pan Losu - 01.10.2023 Koszmar HarperBiegł w waszym kierunku. Tak szybko, że ciężko wam było zareagować. Mężczyzna pozbawiony głowy szarżował w was całą swoją mocą, a kiedy zetknął się z wami... okazał się niematerialny. Pozostawił po sobie dziwne uczucie chłodu, które nie opuściło was do końca dnia, ale nie zrobił wam krzywdy. Wbiegł pomiędzy drzewa i nie mogliście go już odnaleźć. To było tylko wrażenie, ale nie opuszczało was na krok - zdawało wam się, że czegoś lub kogoś szukał. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Perseus Black - 01.10.2023 Gdyby mógł odczytać jej myśli, byłby rozczulony jej postawą. Perseus jednak w ludzkich myślach czytać nie umiał - widział tylko aury, lecz nie zawsze ich barwy były w stanie mu cokolwiek powiedzieć. Tak było również i teraz; aura Vespery przypominała obsydian, co zamiast go uspokoić, wprawiło w jeszcze większy niepokój. Żołądek podszedł mu gardła, kiedy tajemniczy uśmiech zagościł na ustach jego rozmówczyni, zaś w uszach zaczęło nieprzyjemnie dzwonić, kiedy popłynęły pierwsze słowa. Zbyt oficjalnie, coś musiało się stać, przemknęło mu przez myśl. — Ależ oczywiście. Proszę — podsunął jej swoje ramię i wyprowadził ją z pogrążonego w półmroku pokoju. Zanim jeszcze opuścili budynek, zwrócił się do pielęgniarki - tej samej, która przyprowadziła go do Vespery - że wychodzi na zewnątrz, nie będzie go maksymalnie dwa kwadranse i że w tym czasie powinni zwracać się do innego z dyżurujących magipsychiatrów (zawsze było ich co najmniej dwóch na nocnej zmianie, a w obliczu ostatnich wydarzeń zwiększono personel do czterech uzdrowicieli). Nie zamierzał jednak opuszczać terenów Lecznicy - a przynajmniej nie oddalać się od niej zanadto, by w razie potrzeby natychmiast wrócić na posterunek. Zaprowadził ją do parku, jak nazywali las okalający kompleks budynków, będących teraz ciemnymi kształtami za ich plecami. Zaskoczyło go nagłe szarpnięcie za ramię; delikatne, acz stanowcze. Rzucił jej pytające spojrzenie, a zaraz potem pełen ulgi uśmiech zagościł na jego licu. Pochylił się nad Vesperą i złożył czuły pocałunek na jej czole. — Mon cheri, przysięgam, że jesteś najwspanialszą istotą, jaką... — urwał, dostrzegając biegnącą w ich stronę bezgłową sylwetkę. Chciał coś zrobić - zasłonić swoją towarzyszkę własnym ciałem, wyjąć różdżkę, rozprawić się z marą, ale każda z jego kończyn była niczym z ołowiu. Z przerażeniem (nie był pewien, czy z powodu szarżującej na nich istoty, czy własnej bezsilności) w oczach obserwował, jak upiór znajduje się coraz bliżej; wstrzymał oddech, gdy niematerialna sylwetka widma przeniknęła przez ich ciała i nie ruszył się z miejsca dopóki stwór nie zniknął pomiędzy groteskowo powyginanymi konarami drzew. Dopiero po dłużej chwili przeniósł spojrzenie na twarz Vespery. — Widziałaś... to? Czy to mój umysł się ze mną zabawia...? — zapytał, a głos jego stał się nagle ochrypły. Uniósł dłoń, by pogłaskać ją po policzku, a wówczas zdał sobie sprawę z tego, że cały drżał - z zimna oraz targających nim emocji. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Vespera Rookwood - 02.10.2023 Vespera wolała zachować profesjonalizm i dystans wśród ludzi, bo nie chciała mu sprawiać kłopotów, aby ktoś posądzał go o nieodpowiednie rzeczy w pracy. Wolała, aby brzmiało to tak, ze naprawdę miałaby do niego jakąś sprawę czysto prywatną, a nie to, że stęskniła się za jego głosem oraz dotykiem. Jego widok zwalał z nóg, a ona nie chciała się do tego przyznać. Było to dla niej tak trudne, że nie potrafiła sobie radzić z tymi wszystkimi, dziwnymi emocjami, które rodziły się tylko wtedy, gdy patrzyła w jego oczy. Czuła, że próbował ją czytać, czuła, że chciał zajrzeć do jej głowy i mu na to pozwoliła, aby się jej nie bał, aby znowu nie usłyszeć, że jest lodowatą suką, Królową Bez Serca. Nie chciała tych słów słyszeć od niego. Nie po tym jak spędzili razem te wszystkie dni i noce, nie po tym jak zamartwiała się o niego, gdy nie wrócił na czas z Beltane. Była wręcz wściekła, że ją wtedy tak porzucił, ale zmartwienie wzięło górą i po prostu odpuściła. Pierwszy raz w życiu przestała walczyć i miała nadzieję, że nie będzie tego żałować. Gdy pocałował jej czoło przymknęła na kilka chwil oczy i odetchnęła z ulgą. Wszystko było na swoim miejscu, a jego obecność nadal sprawiała, że był tym kim powinien być. Nie chciała się angażować. Mieli być kochankami, ale to przyjemne ciepło w środku mogło pozostać na dłużej. W końcu kiedyś będą musieli albo się rozstać, albo pomyśleć o swojej przyszłości. Po co jednak się śpieszyć, gdy mogli po prostu egzystować w tych uroczych, przypadkowych spotkaniach na sielankowe randki, które tak bardzo nie pasowały do ich wieku. Gdy nie dokończył swojego zdania spojrzała za jego spojrzeniem i wydała z siebie zduszony okrzyk. Nim się zorientowała trzymała w ręku różdżkę, ale nie zdążyła nawet wypowiedzieć inkantacji, gdy to coś wbiegło w nich pozostawiając po sobie tylko odrobinę chłodu. Jej oczy były rozszerzone w przerażeniu jeszcze chwilę patrzyła się w miejsce, gdzie zniknął, a potem poczuła dłoń Perseusa na swoim policzku i tryb bojowy zniknął. Chciała za tym pobiec, ale nie chciała zostawiać tutaj Perseusa. Serce jeszcze waliło jej odrobinę ze strachu, więc po prostu przytuliła się do jego torsu. – Widziałam – szepnęła – był to duch? Czy, co to mogło być? – zapytała drżącym odrobinę głosem. Przełknęła z trudem ślinę próbując wyrzucić z głowy strach. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Perseus Black - 08.10.2023 Vespera również to widziała. Była to jedyna pokrzepiająca myśl w całej tej sytuacji; oznaczała bowiem, że Perseus nie popadł w delirium, jak początkowo sądził. Objął ją mocno i wsunął palce w jej włosy, a następnie złożył pocałunek na jej czole. Czuł, jak drży - jemu też było zimno, choć uczucie chłodu pochodziło od zewnątrz, jakby cienka warstwa szronu zbierała się pod skórą - więc po chwili wypuścił ją ze swych ramion, tylko po to, by zdjąć swoją marynarkę i zarzucić ją na drobne ramiona czarownicy. — Chyba duch — potwierdził skinieniem głowy, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę groteskowo wygiętych konarów drzew, pośród których zniknęła postać. — Lepiej wracajmy do środka — zaproponował, choć ton jego głosu wskazywał, że nie będzie tolerował odmowy. W drodze powrotnej milczał, zaciskając palce na różdżce, aż jego knykcie zrobiły się jeszcze bielsze. Zjawa? Dlaczego akurat w Lecznicy? Dlaczego akurat teraz? Czy któryś z pacjentów stracił głowę? Zdarzyło się, że któryś od czasu do czasu uciekał - Lecznica to wszak nie Azkaban, a czarodzieje i czarownice wracali tu po rekonwalescencje, a nie by być traktowani jak więźniowie - a po jakimś czasie znajdowano ich ciała (odkąd Perseus zjawił się w Dolinie by zrobić specjalizację z magipsychiatrii, zdarzyło się to zaledwie dwa razy w ciągu blisko dekady), lecz ich śmierci były mniej tajemnicze - utopienie w bagnach i upadek z omszałych schodów. O dekapitacji nie słyszał. — Jeśli to był duch, to może związany jest z którymś z nowych pacjentów. Lub rzeczą, którą ten pacjent miał przy sobie — powiedział bardziej do siebie, niż do Vespery. Wrócili do głównego budynku, gdzie od razu zwrócił się do jednego z sanitariuszy, by informował krążący między oddziałami personel, aby nie kręcił się w pobliżu zachodniej części kompleksu, ponieważ zdawało mu się, że widział tam polujące sowy. A jak powszechnie wiadomo, czarodzieje żywili ogromny respekt względem tych stworzeń. — Nie mogłem powiedzieć prawdy, bo Lecznica podzieliłaby się na dwa obozy - bohaterów, którzy poszliby sprawdzić, czy rzeczywiście mamy bezgłowego ducha oraz panikarzy, którzy zamknęliby się w socjalnym do rana. Potrzebujemy jak najwięcej rąk do pracy — wyjaśnił jej szeptem, prowadząc ją do swojego gabinetu. Zamknął za nimi drzwi na klucz (gdyby ta wścibska pielęgniarka postanowiła wejść bez pukania), a potem podszedł do Vespery i pocałował ją; powoli i ostrożnie, z każdą kolejną sekundą nabierając coraz więcej śmiałości. Wreszcie odsunął się od kobiety z palącym uczuciem niedosytu. — Bałem się o ciebie — wyznał, jakby przepraszająco, choć wcale nie czuł się winny — Napijesz się herbaty? RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Vespera Rookwood - 09.10.2023 Wewnętrzna ciekawość została zabita przez obecność Perseusa. Wolała z nim spędzić czas niż szukać bezgłowego ducha. Widziała ich multów w Hogwarcie, ale ten wywołał u niej więcej sprzecznych emocji i ciekawości. Posłała swojemu kochankowi blady uśmiech i pozwoliła się odprowadzić do Lecznicy. Oglądała się jeszcze kilka razy za zjawą, ale nie pobiegła tam jej szukać. Nie była typem osoby, który biega po lesie, ale czasami miała sytuacje, gdzie była zmuszona do przeczesywania lasów i nie była w tym szczególnie zła. Zerknęła na niego gdy wspomniał o powiązaniu ducha z którymś z pacjentów. Ciekawe, co mogli mieć wspólnego z tego rodzaju duchem. Chętnie by zbadała jakiś przedmiot z tym związany, aby zaspokoić ludzką ciekawość. W Dolinie po Beltane działo się sporo dziwnych rzeczy, ale nie miała okazji ich badać, ani sprawdzać. – Rozumiem, nie musisz tłumaczyć mi się z takiego kłamstwa, mój Perseusu – odpowiedziała delikatnym szeptem. Lubiła jego imię, lubiła się do niego zwracać po imieniu i nazywać go swoim, mimo że doskonale zdawała sobie sprawę, że ich status związku jest bardziej nieokreślony i niepewny. Jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu. Nie musiał się jej tłumaczyć, doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak ludzie potrafili być głupi, jak potrafili narażać swoje życie, aby ich imię po prostu zasłynęło. Vepsera również lubiła być na językach innych osób, ale robiła to w sposób przebiegły i odpowiedni dla swoich celów. Odwróciła się w jego kierunku, gdy tylko usłyszała kliknięcie zamka w drzwiach i można było zauważyć, że się rozluźniła. Lubiła z nim przebywać w jednym pomieszczeniu z dala od oczu innych ludzi. Łapała się na tym, że wtedy mniej udawała, była bardziej sobą, rozluźnioną i czuła się przy nim bezpiecznie. Zarzuciła mu dłonie na kark delikatnie go głaszcząc palcem wskazującym i odwzajemniając pocałunek. Czuła jak krew napływa jej do twarzy, a w podbrzuszu delikatny i przyjemny ucisk. Zamknęła oczy i zdała się całkowicie na niego. Gdy tylko się oderwał westchnęła cicho czując niedosyt jego osoby. Spojrzała mu w oczy czując jak serce na kilka chwil zamiera. Opanuj się Vespero. – powiedziała do siebie w myślach nie chcąc wyjść na jakąś desperatkę, która tak szybko na niego poleciała. Miała być sama sobie, miała już nie szukać nikogo na stałe. – A co możesz zaproponować? – usiadła na jego biurku w miejscu, gdzie nie było żadnych dokumentów i zarzuciła nogę na nogę obserwując go uważnie. – Czemu… się o mnie bałeś? – zapytała wodząc za nim spojrzeniem. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Perseus Black - 24.10.2023 Perseus nie mógł wciąż ogarnąć rozumem tego, jak to się stało, że przy Vesperze czuł się tak dobrze, jak nigdy wcześniej przy żadnej innej kobiecie (nie licząc Lycoris, ale Lycoris była przecież jego siostrą). Wzruszenie ściskało mu gardło za każdym razem, gdy kochanka okazała mu zrozumienie, jakiego się nie spodziewał, czułość, jakiej nigdy nie zaznał od byłej żony i cierpliwość, pod wpływem której otwierał się przed nią coraz bardziej, zapraszając ją do swego świata. A poza tym, była najpiękniejszą istotą jaką znał. — Tak się składa, że trafiłaś na fanatyka herbat. Mam tu Earl Gray, zieloną, owocowe - malinowa, truskawkowa, pomarańczowa, z ziołami... chyba gdzieś jeszcze był oolong... — wyliczał, próbując przypomnieć sobie zawartość swojej sekretnej szuflady (sekretnej, ponieważ boleśnie się przekonał o tym, że niektórzy z jego kolegów mają sobie za nic własność młodszych uzdrowicieli i traktują wszystko w pokoju socjalnym jak własność, pomimo wyraźnego podpisywania puszek z herbatą!). Zaraz jednak spoważniał i ponownie przysunął się do Vespery, delikatnie muskając ustami jej czoło. Czyż odpowiedź na jej pytanie nie była oczywista? Ponieważ już dawno przegrałem nasz mały zakład, pomyślał, ujmując jej drobną dłoń, po czym ucałował każdy z jej knykci z osobna. Powoli, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół tego momentu i zapisać go sobie w pamięci. Na jego ustach pojawił się zbłąkany uśmiech, jakby samo obcowanie z tą kobietą sprawiało mu ogromną radość. — Ponieważ myśl o tym, że mogłaby stać ci się krzywda z mojej winy jest dla mnie nieznośna — odpowiedział zamiast tego, wodząc opuszkami palców po jej dłoni. — Zostaniesz tu na noc? Mam z tyłu mały pokoik, a w nim rozkładane łóżko. Nie są to może luksusy, ale... — umilkł, patrząc na nią błagalnie. Nie mógł jej pozwolić na to, by przemierzała nocą Dolinę, w której grasował bezgłowy upiór. Nie mógł również pozwolić sobie na opuszczenie Lecznicy w połowie dyżuru; nie teraz, gdy pacjentów przybywało. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Vespera Rookwood - 04.11.2023 Vespera uważała swoją wyrozumiałość za obojętność bo zawsze, gdy mówiła komuś, że rozumie, że wszystko w porządku, że nie wpłynęło to na nią źle; to nazywano ją egoistką, oschłą i oziębłą suką, panią z lodowym sercem, która nie przejmuje się niczym. Starała się utrzymać ten status, starała się pozwalać swoim partnerom żyć jak chcieli, ale to powodowało, że oni czuli się przez nią ignorowani. Nie dostrzegali jej delikatnych uśmiechów i spojrzeń pełnych pożądania. Widzieli to, że nie była o nich zazdrosna, że pozwalała im na zbyt wiele, że była zbyt oddalona. Perseus wyglądał na osobę, której właśnie to odpowiadało, że nie trzymała się go kurczowo, że pozwalała mu na jego pasje, na momenty, w których obdarowywał ją czułościami i nie był za to besztany, że nie słyszał iż jego zachowanie jest niestosowne. Ona mogła być sobą, być zdystansowana i chłodna jak lubiła, a on mógł być czuły i ciepły jak lubił. To też powodowało, że sama zaczynała mu w tym cieple ulegać, powtarzać jego ruchy i słowa jakby były jej naturalnym odruchem na jego zachowanie. Gdy zaczął wymieniać wszystkie herbaty jakie posiadał uśmiechnęła się nawet szeroko jak na nią. Rozczuliło ją to. Sprawiło, że poczuła się przyjemnie dobrze w tym miejscu, że miał swoje małe obsesje – jeśli mogła to nazwać w ten sposób w swojej głowie. Nawet trochę zachichotała. – Poproszę pomarańczową – nigdy nie rzucała swojego losu w ręce innych, więc wybrała jakąkolwiek, aby mogła czuć decyzyjność nawet w tak drobnej rzeczy jaką była herbata. Czując jego usta na swoim czole przymknęła oczy. Pozwoliła ująć mu swoją dłoń samej też dotykając jego własnych. Dreszcz przyjemności przeszedł po jej skórze od jego dotyku. Nigdy tak się nie czuła nawet z własnymi mężami, a to ją kompletnie przerażało. – Postaram się przy tobie nie wpadać w tarapaty w takim razie – spojrzała mu w oczy, a w nich mógł zobaczyć chęć pozostania w tym miejscu, z nim na ciasnej rozkładanej kanapie. – Chętnie bym tu została – szepnęła i musnęła jego usta – ale nie zasnę w tym miejscu, muszę jutro do pracy i nie chce, abyś miał przeze mnie problemy w swojej własnej pracy – szepnęła i znowu go pocałowała z cichym pomrukiem zadowolenia. Naprawdę nie chciała go zostawiać i mógł to wyczuć w jej postawie. RE: [5 maja 1972] księżyc nad wrzosowiskiem | vespera & perseus - Perseus Black - 16.11.2023 Gdyby ktoś mu powiedział, że Vespera jest prawdziwą królową lodu, tylko wzruszyłby ramionami, nie próbując nawet wchodzić w dalszą polemikę. Być może patrzył na ich relację przez przysłowiowe różowe okulary, tak charakterystyczne dla świeżych znajomości, gdy wszystkie czerwone flagami wydawały się zwyczajnymi skrawkami materiału, jednak nie potrafił doszukać się w niej mitycznego chłodu. Wszak w ciągu zaledwie kilku tygodni ich romansu otrzymał od niej więcej ciepła, niż od byłej żony w trakcie całego ich małżeństwa. A gdy w przypływie odwagi zwierzył jej się ze swej skłonności do obdarowywania płomiennymi uczuciami również mężczyzn, zaś ona nim nie wzgardziła, wiedział już, że ma do czynienia z tą jedyną. — Wszystko dla mojej pani — ukłonił się nisko z szelmowskim uśmiechem, lecz nie od razu zajął się poczęstunkiem. Bliskość Vespery była rozkosznie kojąca po całym ciężkim dniu i makabrycznej niespodziance, jaką zastali w zagajniku za Lecznicą. Poczuł się nagle niezwykle zmęczony oraz słaby; pragnął tylko złożyć głowę na jej udach i zasnąć, i spać tak długo, aż skończy się ten przeklęty maj, a po nim upalne lato i znów nadziejdzie jesień i wrzosowiska zakwitną purpurą, a sady zarumienią się od dojrzałych jabłek - wtedy będzie dobrze. Przymknął oczy i westchnął. Oczywiście, że się nie zgodziła. Co właściwie sobie myślał, proponując jej coś tak nierozważnego? Zerknął w stronę zegara wiszącego na ścianie. — Czy mogłabyś zostać ze mną jeszcze godzinę i wrócić do domu z jedną z uzdrowicielek z Little Hangleton? — zaproponował nieśmiało; nie spodziewał się, aby Vesperze uśmiechał się powrót z obcą kobietą. A może wcale nie były sobie obce? Wprawdzie uzdowicielka, o której mówił Perseus, była od Vespery blisko dwie dekady starsza, lecz w końcu mieszkały razem w jednej wiosce i ich drogi mogły wielkokrotnie się przeciąć — Albo... Albo... wyślijmy sowę po któregoś z twoich braci? Będę spokojniejszy, jeśli będziesz miała towarzystwo. To coś może nadal być na zewnątrz — odwrócił się w stronę okna, upewniając się, że wciąż zasłonięte jest ciężką kotarą. Na myśl o tym, że jakaś istota mogłaby ich obserwować przez cienką szybę przez jego kark przebiegł kolejny dreszcz. |