![]() |
|
[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają (/showthread.php?tid=2232) |
[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 08.11.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz III Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Fabuła Catherine Barlow - etap II. Sesję prowadzi Brenna L. Catherine Barlow nie chciała być znaleziona, przynajmniej na razie. Wiedzieli, że zagubiona, wciąż w nocnej koszuli, w jednym pantoflu, niepewna, komu ufać, a komu nie, trafiła do niemagicznego Londynu. Początkowo czekała w Regent's Park na Jasona Meadowesa, ale najpewniej po pewnym czasie - godzinie, dwóch, trzech czy pięciu? - zrozumiała wreszcie, że on nigdy po nią nie przyjdzie. Nie umiała się teleportować, nie potrafiła korzystać z fal. Wiedziała już, że nie może ufać Ministerstwu. Idąc do najbliższych przyjaciół, naraziłaby ich, a w centrum niemagicznego Londynu, nie miała jak poinformować swoich paru kontaktów w Zakonie, że potrzebuje pomocy. Podążyła więc za planem, który być może uzgodnili z Jasonem lub który zrodził się w jej spanikowanym umyśle, kiedy nad ranem uświadomiła sobie, że jest sama i pozbawiona pomocy. Mavelle, Erik i Dora, przekonali się na King’s Cross, że wsiadła do pociągu – i sprawdzając rozkład byli w stanie zawęzić możliwości. Heather Wood zaś zabrała z domu, w którym Jason się ukrywał, pocztówkę z nazwą pewnej miejscowości. Znajdującej się na rozkładzie jednego z pociągów, odjeżdżających z peronu, na którym Mav wyczuła zapach Catherine. Podpisał ją niejaki Jonathan. A Brenna mogła wiedzieć, że ten był przyrodnim bratem Meadowesa. Bracia nie dorastali razem, nie każdy więc wiedział o tym, że w istocie byli dość mocno ze sobą związani... i być może właśnie do niego Jase zdecydował się posłać Catherine. Uzbrojeni w te wszystkie informacje Cain, Heather, Erik i Mavelle zostali posłani do miasteczka, położonego trzy godziny drogi od Londynu, z nadzieją, że znajdą tam jakiś trop. * Dom, w którym mieszkał Jonathan Meadowes, był niewielki, położony na osiedlu, które lata świetności miało już za sobą. Na miejsce przybyli już po zmroku i mieli okazję minąć grupkę mugoli, która nie zaczepiła ich chyba tylko dlatego, że mieli do czynienia z dwoma rosłymi mężczyznami, i parkę nastolatków, pijących w cieniu jednej z bram. Nie mogli być pewni, czy nikt nie został wysłany, by sprawdzić dom Jonathana. Śmierciożercy mogli również chwycić trop Catherine albo dowiedzieć się jakoś o jego istnieniu i zdecydować o obserwacji. Nie wiedzieli nawet, po której stronie stoi sam Jonathan - ponieważ więc mieli z nim porozmawiać, chętnym Brenna odrobinę… ulepszyła na jakiś czas twarze. Gdzieś z oddali dobiegały pijackie nawoływania, z jednego z domów spory kawałek dalej - dźwięki muzyki. Wszystkie okna w domu, przed którym stali, były ciemne, a te parterowe dodatkowo pozasłaniane. Wokół płotu rósł wysoki żywopłot, utrudniający zajrzenie do ogrodu, bez pokonania furtki. /- w razie pytań prośba o kontakt na dc - proszę każde z was o wykonanie w pierwszej części rzuty na percepcję - tura do godziny 20 11.11.23. Nie musicie trzymać się żadnej kolejki RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 08.11.2023 Musieli działać. Kto wiedział, gdzie aktualnie była Catherine Barlow? Na pewno potrzebowała pomocy, skoro udało jej się wyrwać z rąk śmierciożerców. Może oni również jej szukali. Ważne było, aby zakon trafił na nią pierwszy. Nie mogli pozwolić na to, aby zginęła kolejna osoba. Szczególnie po tym, co spotkało Jasona. Poświęcił swoje życie, aby ją uratować. Wood była nieco przygnębiona tym, co się działo. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Wolała udawać, że wszystko jest w porządku i nic jej nie rusza. Nienawidziła rozmawiać z kimkolwiek o tym, co ją gryzło. Udało im się dotrzeć przed dom Jonathana bez żadnych problemów. Podróż przebiegła całkiem szybko, szczególnie, że towarzystwo było naprawdę wyborne. Wiedziała, że może liczyć na swoich kompanów w razie niebezpieczeństwa. Z Erikiem nawet walczyła ramię w ramię w czasie Beltane. - To co, idziemy do środka? - Zapytała cicho. Może powinni najpierw sprawdzić, czy dom nie ma jakichś zabezpieczeń, kto wie, czy jego mieszkańcy nie przygotowali się na ewentualne towarzystwo. Ruda, a właściwie dzisiaj nie ruda, bo skorzystała z umiejętności Brenny i poprosiła, aby zmieniła ją w piękną, blond włosą niewiastę (co prawda włosy potraktowała eliksirem, za to na jej twarzy nie było dzisiaj ani jednego piega) skupiła się na obserwacji okolicy. Mogli mieć w końcu towarzystwo. Śmierciożercy też mieli swoje wtyki i mogli ich uprzedzić. W tle było słychać pijackie nawoływanie, muzyka z domu obok również docierała do jej uszu, za to miejsce, do którego mieli wejść wydawało się być opuszczone. Jakby coś kryło się w jego wnętrzu, a nikt z zewnątrz nie miał prawa zobaczyć chociażby najdrobniejszego szczegółu. Heather rozglądała się uważnie, być może uda jej się dostrzec coś ciekawego w okolicy. [roll=Z] [roll= RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 08.11.2023 Podobno oczy są zwierciadłem duszy. Erik nie miał bladego pojęcia, co mogliby dojrzeć postronni, gdyby teraz zmierzyli się ze wzrokiem jego błękitnych oczu. W przeciwieństwie do Heather, pozwolił Brennie całkowicie transformować swój wygląd. Bądź co bądź, jej dar wywodził się z linii rodu Potterów, a nie miał powodu, aby pozostawać nieufny wobec umiejętności krewniaków swojej matki. Wprawdzie zdarzały się sytuacje, gdy zmiana nie do końca wychodziła, jak trzeba... Jednak tym razem udała się wyśmienicie. Przeglądając się w witrynie jednego ze sklepów jakie minęli na osiedlu, zastanawiał się, czy w ogóle uda im się zdążyć na czas. Misja w Londynie... Mogła pójść lepiej. Mieszkanie Catherine okazało się puste, ale trop prowadzący na King's Cross popchnął sprawę nieco dalej. Szkoda tylko, że Śmierciożercy nas ubiegli, pomyślał z przekąsem. Wprawdzie nie byli w stu procentach pewni, że to oni ich ubiegli do mieszkania Barlowe, jednak i tak Longbottom nie chciał, aby się to powtórzyło. — Możemy tu zostać i poczekać, aż ktoś inny tu przyjdzie — mruknął, gładząc się po bujnym zaroście na twarzy. — To jest, o ile oni nie przyszli tu pierwsi i nie czekają na nasz ruch. Wepchnął dłonie do kieszeni spodni, z lekkim wstrętem zerkając na bok, gdy gdzieś w oddali rozległy się okrzyki na wpół pijanych mężczyzn. Niezła dzielnica. Ale może właśnie o to chodziło? Może tutaj zadawano mniej pytań i wszyscy byli zajęci swoimi własnymi sprawami, zamiast interesować się, co słychać u sąsiadów. Zwłaszcza u takich u których o tej porze huczała głośna muzyka. — Powinniśmy zaczekać? — Zerknął na Mavelle i Caina. [roll=N]
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek]
RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 09.11.2023 Mówić o tym, jaki syf uderzył w podwórko aurorów to byłoby niedomówienie, kiedy nagle świadek się... rozpłynął. No bo w końcu to takie normalne i naturalne, że cenni świadkowie znikają zaraz po tym, jak jego strażnik zostaje trafiony klątwą. Totalnie. Mówić dalej o tym, jakie gówno opadło na Ministerstwo - szkoda gadać. Gdyby Cain miał się wdać w nałogowy nałóg to w zasadzie była to idealna okazja do tego. Mógłby zacząć już regularnie zacząć przy sobie nosić piersiówkę albo paczkę papierosów - i z tych ostatnich jarałby jedno za drugim. Człowiek inaczej spoglądał na osoby, które uznawał za "towarzyszy". Choć nie to, żeby Cain kiedykolwiek był ufny i chętny do zbliżania się do ludzi. A przynajmniej nie w taki sposób, w jaki ktokolwiek normalny pomyślałby o nawiązywaniu znajomości. Tak czy siak - gówno w wiatrak pierdolnęło, a wiatrak nadal się kręcił. Scysje, presje i nacisk jakoś odrobinę przeskakiwał nad głową Bletchleya, bo za bardzo zajmowało go proste, wykalkulowane pytanie: kto zdradził. A cała reszta kompletnie niewykalkulowana żałoba za człowiekiem, który może święty nie był, ale przecież nie dało się być świętym w tym zawodzie. Przynajmniej on w to nie wierzył. Takim sposobem zjawił się tu z pozostałymi, korzystając ze zmienionej twarzy. Czasami spoglądanie długo w ten sam punkt tworzyło złudzenia optyczne. W przyszłości mieli to nazwać chorobą oczu, ewentualnie niedoborem snu, ale człowiekowi wyobraźnia potrafiła podpowiadać niestworzone rzeczy, kiedy ciemna noc pochłaniała wszystko i wszystkich. Noc, której nie mogłeś przeskoczyć zwykłym wytężaniem oczu. Tam, gdzie oczy zawodziły, tam działał słuch. Z nim zaś - ooo, niestworzone historie! Głośniej trzaśnie gałązka i zaraz przyjdzie nam przysięgać, że w tych ciemnościach czai się potwór, który był ledwo cieniem złożonym z okolicznych krzewów. Nie ważne, jak długo spoglądał na budynek, wydawał się on taki sam. Spojrzał na okolice zastanawiając się nad realnymi szansami na podpytanie sąsiadów o to co w trawie piszczy i czy czasem nie widzieli super podejrzanych typów w totalnie nie rzucających się pelerynkach przechodzących akurat tędy, ale wyglądało na to, że poza młodzieżą gdzieś dalej ruchu tu za bardzo nie było. - Mogę się wczuć w jednego z tutejszych mugoli i spróbować zrobić jakieś zamieszanie przy domu. - W razie czego ktoś z nich mógł zareagować. A może mieliby wtedy możliwość zaobserwowania jakiegokolwiek ruchu, choćby dlatego, żeby ktoś potencjalnie z domu chciałby sprawdzić, co się dzieje? W końcu skoro nieopodal była impreza to o kłopoty bywało nietrudno. - Jeśli tam są to przynoszenie walki na ich przygotowany teren będzie super. Ale zaklęć na przenikanie oczami przez ścianę jeszcze nie wynaleziono. - Z tego, co mu było wiadomo. Cain wydawał się całkowicie spokojny, wyluzowany, jak zwykle z tendencją do "żarcików" - ale tak było w zasadzie zawsze. Mogli poobserwować, ale tkwić tutaj całą noc? Cóż... w zasadzie Bletchley mógłby. Natomiast na ile czas działał na ich niekorzyść, a na korzyść wroga? To odpowiadało samo za siebie. [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 10.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] Pogoń za Barlow trwała. Bones nadal nie miała zielonego pojęcia, czy ktoś się zorientował, co tak naprawdę robili przed jej londyńskim domem; z pewnością byłaby o wiele spokojniejsza, gdyby miała gwarancję, że tak, że żadne niepożądane oczy na nich wtedy nie spoczęły, że nikt nie dorwał tym samym informacji, których istnienie bardzo chciałaby schować przed całym światem. W całym tym burdelu jednak najważniejszym było, że Catherine nadal żyła – i miała też najszczerszą nadzieję, że ten stan nie ulegnie zmianie, zanim zdążą ją znaleźć. Po odnalezieniu zresztą również nie – nie po to wszak jej szukali, by pozwolić na wymazanie jej istnienia, tak po prostu. Nie, jeśli trzeba będzie… jeśli trzeba będzie, to prędzej złożą – a przynajmniej Mavelle była na to gotowa – własne życia w ofierze, byleby tylko ocalić tę, którą mieli ochronić. Była w tym wszystkim jakaś ponura determinacja – by osiągnąć zamierzone cele i… … naprawdę była gotowa sięgnąć po dość drastyczne środki, bez bawienia się w jakiekolwiek ceregiele. Własne życie było oczywiście ostatecznością – ale i też czymś, czego nie dało się całkowicie wykluczyć. Bo przecież z pewnością ci, którzy zabili Meadowesa, nie uznali nagle, że już po sprawie, niech sobie panienka hasa po świecie, przecież nic takiego się nie stało. I tak, skorzystała ze zdolności Brenny bez mrugnięcia okiem; przez Beltane jej twarz pojawiła się w prasie, więc wolała nie ryzykować, iż ktoś-coś skojarzy, to raz, a dwa – po co miała użerać się raz za razem z magią i odnawiać co chwila zaklęcia, by utrzymać nową facjatę na miejscu? No, po co? Szkoda zachodu. Tak że Mavelle-nieMavelle stała teraz obok swoich towarzyszy, dość ponuro wpatrując się w dom, w którym mieszkał Jonathan. Usta niemalże zamieniły się w wąską linię; tak, nie była zachwycona tym, co widziała, jeszcze mniej zachwycał ją fakt, że w całej tej ekipie tylko ona jedna, jedyna potrafiła posługiwać się falami. A to utrudniało, jeśli mieliby się rozdzielić. - Nie sądzę, że powinniśmy – odparła cicho na pytanie Erika. Czekanie… czekanie na co? Na to, aż w końcu przybędą śmierciożercy? Na to, by okazało się, że już dawno po ich wizycie? Na to, że bardzo-być-może oni tam właśnie siedzieli i poczynali sobie w sposób, który zelektryzuje wszystkich, gdy tylko prasa się o tym dowie, pozostawiając jednocześnie po sobie bardzo gorzki smak porażki? Nie, czekanie nie wchodziło specjalnie w grę, ale też… szlag. Nie bardzo widziała ładowanie się na pałę, całą ekipą, chociaż zmrok działał tu trochę na ich korzyść. Trochę. Ale… - Może dajcie mi chwilę? Spróbuję powęszyć, może coś dam radę wstępnie wyłapać – podsunęła. Generalnie planowała obejść cały ten dom, uważnie niuchając – z niezapalonym papierosem w ustach, leniwie przetrząsając kieszenie własnej kurtki w poszukiwaniu zapałek, które nigdy nie znajdowały się w jej kieszeniach. Ot, „chyba zgubiłam tu zapałki” czy coś w ten deseń… … no, chyba że towarzystwo bardzo, bardzo nie chciało jej puścić na ten mały spacerek, to już kapkę inna sprawa kaloszy. [roll=PO] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 10.11.2023 Żadne dźwięki i nic, co mogliby zobaczyć przez gęsty żywopłot, nie wskazywało ani na to, że w domu ktokolwiek jest. Nie widzieli jednak także śladów bytności śmierciożerców – mroczny znak nie drżał na niebie, w nozdrza nie uderzał smród czarnej magii, furtka nie wyglądała na uszkodzoną… Erik jednak, spoglądając ku niej, mógł dostrzec drobny, błękitnawy błysk. Ledwo zamrugał, ten znikł i nie zobaczył go więcej. Może to było złudzenie? A może na wejście rzucono jakieś zaklęcie? Nikt nie zwrócił uwagi na Mavelle, obchodzącą budynek. Panował półmrok, przechodniów nie było wiele i tylko gdzieś z oddali jeden z podpitych mężczyzn zawołał, że może chciałaby się do nich przyłączyć. Bez większych przeszkód mogła jednak krążyć po okolicy i próbować wychwycić zapachy. Wonie mieszały się ze sobą. Czuła tropy wielu osób, alkohol, mocny smród dymu – nie dobiegał jednak od domu Jonathana i równie dobrze mógł być po prostu wonią papierosów, nie czymkolwiek podejrzanym. Nigdy nie spotkała przyrodniego brata Jasona, nie była więc w stanie rozpoznać jego zapachu, ale w pewnym momencie… …wyłapała subtelną woń. Catherine Barlow prawdopodobnie tu była. Jeżeli nie teraz, to jakiś czas temu. W pobliżu tego domu albo nawet w jego środku. Cain z kolei, stojąc pod domem Jonathana Meadowesa, czuł się… dziwnie. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Czuł na sobie czyjeś natarczywe spojrzenie. Włoski na karku stawały mu dęba. I gdy się rozejrzał, wyłapał cień, czający się za firanką w domu po drugiej stronie ulicy. Był to zwykły, mugolski budynek, niczym się nie wyróżniający i nie tak pozamykany jak ten Jasona. Przed domem stał stary samochód, na trawniku porzucono dziecięcy rowerek. I ktoś stał tam w oknie, przypatrując się ludziom przed domem Jasona. Tura do: 13.11, godzina 21. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 11.11.2023 Nie spodziewał się ujrzeć symbolu Czarnego Pana zawieszonego nad domostwem. Może myślał zbyt pozytywnie? Nawet nie brał pod uwagę to, że mogli działać zbyt opieszale. Odkąd tylko dostali pierwsze informacje od razu rzucili się do roboty, aby znaleźć zaginioną, toteż Erik nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że ich działania mogły pójść na marne. Wprawdzie Beltane nie potoczyło się w stu procentach po ich myśli, ale koniec końców udało im się przepędzić Śmierciożerców z polany, czyż nie? Musieli znaleźć Barlow w jednym kawałku. Nie było innej opcji. Longbottom pozwolił Mavelle i Cainowi oddalić się nieco, a sam zwrócił uwagę na pobłyskującą furtkę. Zmarszczył brwi, rozglądając się najpierw na lewo, potem na prawo, a następnie znowu na lewo. Zaklinanie niektórych domostw nie było niczym niezwykłym. Czarodzieje jakoś musieli chronić swoją prywatność. Chociażby Warownia, pomyślał Erik. Nie musiał szukać daleko, aby znaleźć odpowiedni przykład. Nawet w bogatych dzielnicach zamieszkanych przez innych czarodziejów, większość wolała zainwestować w dobre zabezpieczenia, a co dopiero tutaj? — Heather? — rzucił do rudowłosej, nie odwracając się w jej stronę. — Spróbuj mnie nieco zasłonić z boku, dobrze? Chyba ktoś tu bawił się magią ochronną. Odczekał, aż dziewczyna zmieni pozycję. Wprawdzie ulica była wyludniona, ale nie chciał też machać różdżką bez potrzeby na środku ulicy. A co takiego zamierzał zrobić? Cóż, zidentyfikowanie magicznego zabezpieczenia mogło nie być proste i szybkie, ale zdjęcie... Magia rozproszenia była rozległa, a Erik zamierzał to wykorzystać. Bez względu na to, czy była to ochrona, pułapka, czy alarm, była spora szansa na to, że ułatwią sobie zadanie. A też nie chciał ponownie wołać Mavelle i Caina tylko po to, aby poprosić o zgodę. To chyba tylko przyciągnęłoby do nich dodatkowo uwagę, gdyby musieli się naradzać przy każdym kroku, czyż nie? — I... Ekhm. Mam nadzieję, że to zadziała — dodał jeszcze, zerkając na pannę Wood kątem oka. Czy mógł liczyć, że ta się w razie czego wtrąci i również spróbuje rozplątać ciążący na wejściu czar? (Rozproszenie) Zdjęcie zaklęcia z furtki
[roll=O][roll=O] [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 11.11.2023 Och tak, noska Mavelle niewiele rzeczy było w stanie oszukać. Przede wszystkim niewiele ludzi wpadało na pomysł, że ktoś będzie chodził i węszył za ich zapachem. +10 dla Zakonu Feniksa. Nie zamierzał wychodzić przed szereg, bo i nie mógł się nawet równać z ich królową śledztwa, a nie było potrzeby zwracać na siebie więcej uwagi niż powinno. Jedna osoba kręcąca się koło domu wystarczyła. On by jednak poczekał. Ale on należał do tych, którzy mogli siedzieć godzinami w miejscu czekając na odpowiedni moment. Mógł chodzić tygodniami i kręcić się, żeby w końcu znaleźć słaby punkt. Mógł - ale tutaj nie było teraz czasu. Nie było danych tych godzin ani tygodni. Znał to uczucie. Uczucie obserwowania. A może to jednak to złudzenie, ta moc nocy, która przesunęła się przez jego umysł? Gdzie była nieprawidłowość? Wyglądać zupełnie niepodejrzanie i jednocześnie nadal rozglądać się, żeby szukać źródła swych paranoi i nieufności - oto była sztuka. Więc ją grał. To było tylko kolejne z przedstawień do wykonania, gdzie wszystko wydawało się być pod kontrolą. Ich kontrolą. - Ktoś nas obserwuje. Dom po drugiej stronie ulicy. - Mruknął, stając przez chwilę plecami do tamtego okna, zanim odsunął się od Erika i Heather, spojrzał ostatni raz na Mavelle i wyszedł bardziej na ulicę. W ciemności okna niczego prawie nie było widać, ale za to oni, w blasku latarni ulicznych, mogli stać się jak kaczki na odstrzał. Nie wspominając o tym, jaki piękny był widok na sam budynek, przy którym chcieli działać. Zmęczonym ruchem sięgnął do kieszeni i stanął przy latarni, wyciągając z tej kieszeni wisiorek. To, co zazwyczaj nosił na szyi, albo przynajmniej zawsze przy sobie. Kryształ na rzemieniu, któremu pozwolił bujać się na boki w leniwym rytmie. Tak jakby się po prostu bawił wisiorkiem czekając na swoich kompanów, aż skończą robić co robią, albo czekając n dziewczynę, czy kumpli, z którymi miał iść pić. Oparł się niedbale i nonszalancko o samą latarnię. Czy ta osoba, ta sylwetka, to zwykły mugol? Czy może jednak ktoś, kto żywił wobec nich złe intencje? Cain ustawił się tak, żeby być bliżej ulicy, między tym oknem a swoimi towarzyszami. Próbuje wprowadzić jegomościa w stan hipnozy i wtłoczyć do jego głowy sugestię, że niewiele teraz widzi, stracił z oczu tamtą dziewuchę, która kręciła się przy domu, gdyby się wychylił z tego okienka widziałby więcej... a może lepiej będzie zbadać sprawę z pierwszej osoby? Na hipnozę [roll=PO] [roll=PO] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 12.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] Niesamowite, jak wiele informacji można było wyłapać właśnie z pomocą węchu – i jak niewiele osób w ogóle myślała o tym, żeby spróbować zamaskować własną woń. Ale dobrze, bardzo dobrze – przynajmniej dla Bones i organizacji, jakie sobą reprezentowała – bo niezwykle czuły nosek mimo wszystko pozwalał na wyciągnięcie dodatkowych szczegółów, które normalnie zapewne pozostałyby niezauważonymi, a tym samym całe dochodzenie brałoby w łeb. Ewentualnie było mocno utrudnione. Dom, wokół którego węszyła, nie wywoływał żadnych pozytywnych skojarzeń; nie zachęcał nijak do zbliżenia się do niego. Mało tego, wyglądało, jakby nikogo w nim nie było – w końcu pora nie była aż tak późna, żeby posądzać lokatorów o udanie się na spoczynek. A jednak… ciemność. Nie miała też specjalnie wielkiej nadziei na to, że coś wyczuje, gdy ruszała na obchód wokół domu. Smród dymu budził niepokój łagodzony faktem, że nie dochodził jednak od domu Meadowesa; ale wciąż, mogła to być jedynie woń papierosów bądź… bądź jednak uwolniono tu czarnomagiczne zaklęcia, od których na samą myśl jeżył się włos na karku kobiety. Gdyby tylko mogła z całą pewnością rozsądzić, co tak naprawdę tu wyczuwa… gdyby tylko. I jeszcze ci pijacy – niestety przykuła ich uwagę. Mysl, żeby jednak podejść i spróbować ich podpytać pierzchła tak szybko, jak się pojawiła; może i była całkiem pewna, że w razie czego poradziłaby sobie z nimi, ale i też obawiała się, że to „w razie czego” mogłoby zanadto eskalować. Stąd też po prostu zbyła ze śmiechem w głosie, że może kiedy indziej, bo teraz nie da rady i postarała się jak najszybciej zniknąć im z oczu. W każdym razie, pochwyciła tę nutę, na której jej najbardziej zależało. Złożyli wszystko w całość, więc wydawało się, że nie mogło dojśc do pomyłki i Catherine w istocie musiała przybyć dokładnie tutaj – ale też po drodze mogły się wydarzyć różne rzeczy. Mogła zmienić zdanie. Mogła nie trafić do Meadowesa. Mogła zostać dopadnięta przez kogoś innego… … ale wyglądało na to, że udało jej się tu dotrzeć. Jednak. Tylko co dalej? Zatrzymała się na chwilę, próbując złapać porządnie tę woń, ocenić, dokąd ona prowadziła. Choć znowu, nie mogła specjalnie długo tu stać, jeszcze przykuje niepożądaną uwagę… Dlatego jednak ruszyła dalej, żeby zakończyć tę małą wycieczkę – o ile nie wyczuła nic więcej, bo w takim przypadku po prostu zdecydowałaby się poniuchać jeszcze troszkę – i wrócić do towarzyszy, z krótkim, cichym komunikatem: - Była tu. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 12.11.2023 Wood nie zobaczyła nic ciekawego. Za bardzo była skupiona na dotykaniu pasma blond włosów, żeby coś innego rzuciło jej się w oczy. Zafascynowana była tym, jak wspaniale zadziałał eliksir, może powinna częściej sięgać po takie wynalazki? Z zamyślenia wyrwała ją prośba Erika, oczywiście, że mu pomoże! Skoro wujek prosił, nie mogła odmówić. - Tak jest! - Powiedziała z entuzjazmem, po czym przystanęła z boku, żeby zasłonić mężczyznę. Nie było to wcale takie proste zważając na to, że Wood nie należała, nawet w przebraniu do wysokich osób. Robiła jednak, co mogła, aby umożliwić mu rzucenie zaklęć. - Na pewno zadziała, jesteś profesjonalistą. - Ruda była idealnym motywatorem dla innych do pracy, potrafiła działać cuda jeśli chodzi o mówienie miłych słów i wspieranie całego zespołu, z którym przyszło jej pracować, chociaż tyle mogła zrobić, skoro nic nie zauważyła. Wtedy jeszcze odezwał się Cain. Miała chęć się odwrócić i spojrzeć w miejsce, o którym wspomniał, jednak tego nie zrobiła, bo to byłaby głupota. Zdradziłaby, że wiedzą, że ktoś na nich spogląda. Starała się jednak jeszcze bardziej zasłonić Erika, jakby coś to będzie żywą tarczą i go ochroni przed padającymi zaklęciami, o ile w ogóle jakieś miałyby się pojawić. To się nazywało prawdziwym poświęceniem. Wpadła jednak na jeden pomysł, którego oczywiście z nikim nie konsultowała. Ciemność powinna być ich przyjacielem, wyczarowała więc, wypowiedziała głośno zaklęcie, a raczej spróbowała wyczarować siłę, która zgasiłaby najbliższą ich latarnię, miała rozbić szkło i żarówkę, żeby osobnik, który ich podglądał nie miał możliwości dalej tego robić. kształtowanie siły, która zniszczy żarówkę w najbliższej latarni[roll=Z] Mavelle zakończyła swój obchód i po chwili wróciła do nich z całkiem dobrą informacją. - Może dalej tu być? - Wolała się upewnić, skoro była, to wcale nie oznaczało, że już nie. Chyba czas to sprawdzić. |