[19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Penny Weasley - 26.02.2024
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Noc z 19 na 20 marca 1972
Zaczarowane Różności, Penny & Aidan & Stanley
Wzięła sobie do serca ostrzeżenie, które usłyszała od Aidana. Podeszła do tego tematu na poważnie. Zależało jej na tym, żeby jakoś zabezpieczyć sklep. A nawet nie tyle jakoś, co naprawdę porządnie. Tak, żeby nie zdołali zniszczyć tego, na co wyłożyła wszystkie swoje pieniądze. Dwa kolejne dni (oraz noce) przeznaczyła na to, żeby całość zaplanować. I następnie wprowadzić w życie. Udało jej się uzyskać też pomoc od dawnego nauczyciela, który zwrócił jej uwagę na pewne aspekty… i przede wszystkim zachęcił do eksperymentowania.
I to właśnie całe te eksperymentowanie doprowadziło do obecnej sytuacji.
Zdenerwowana nie była w stanie powstrzymać się od obgryzania paznokci. A na Merlina! Próbowała trzymać palce z daleka od ust. I nawet jej się to udawało – przez chwilę. Raz dłuższą. Raz krótszą. Zawsze zakończoną tym samym. Palce wędrowały w niewłaściwe miejsce.
Matka by ją za to zdzieliła po łapach.
Krążąc po sklepie, czekała aż Aidan pojawi się na miejscu. Bo kogo innego miała poprosić o pomoc w sytuacji takiej jak ta obecna? Możliwości było tyle co kot napłakał. A ona bardzo, ale to bardzo nie chciała trafić do Azkabanu. Albo jakiegoś innego więzienia. Gdzie właściwie zamykali czarodziejów, którzy zabili kogoś przypadkiem? Zupełnie niechcący? Po prawdzie to nie do końca wiedziała. Cokolwiek jednak wchodziło w grę – nie zamierzała w taki sposób skończyć.
Była młoda. Całkiem ładna. I miała przed sobą jeszcze całe życie!
Mogła wiele osiągnąć.
Tym razem drzwi nie zaskrzypiały. Nie mogły, bo w zasadzie… nie do końca spełniały swoją funkcje. Smętnie wisiały na jednym zawiasie. Uchowały się chyba tylko cudem. Miały znacznie więcej szczęścia, niż znajdujące się blisko nich meble. Albo raczej – ich pozostałości. Osmalone. Kompletnie zniszczone.
A do tego jeszcze ta nieszczęsna dziura w ścianie oddzielającej sklep od zaplecza. Naprawdę nie rozumiała jak do tego doszło! To nie powinno mieć miejsca. Dlatego też co jakiś czas w tym kierunku spoglądała. Starała się jakoś to wszystko połączyć. Dlaczego doszło do wybuchu? Dlaczego tak silnie to wszystko zadziałało? Dlaczego ten cholerny nokturniany szczur, zalegał jej teraz na podłodze?
Brakowało tylko ciekawskich przechodniów, którzy zajrzeliby do sklepu.
Dobrze, że godzina była późna. I całemu temu zajściu nie towarzyszył hałas na taką skale, żeby postawić na nogi część Magicznego Londynu. Albo może i jego całość?
- Aidan! – krzyknęła, kiedy znajoma postać zjawiła się na miejscu. Poderwała się ze stołka, na którym do tej pory siedziała. Z miejsca rzuciła się w kierunku chłopaka. – Janaprawdęniechciałamgozabić! – wyrzuciła z siebie z prędkością, której obecnie nie były w stanie osiągnąć nawet najbardziej wypasione miotły wykorzystywane przez zawodowych graczy w quidditcha. – Nie wiemcosięstało. – dodała jeszcze, łapiąc go za rękę i ciągnąc w kierunku mężczyzny, który leżał prawie na samym środku sklepu. Martwy? Może. Nieprzytomny z pewnością. I w sumie, to również całkiem nieźle poturbowany. Niezła robota. Aż wypadałoby Penny pogratulować, bo osiągnąć taki efekt, to całkiem spory wyczyn.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 26.02.2024
Stanleyowi zdążył zaledwie nakreślić sytuację. Niedawno był u Penny, która zakupiła lokal niebezpiecznie blisko Nokturnu. Parkinson zdołał się dowiedzieć (opuśćmy zasłonę milczenia na to, w jaki sposób się dowiedział), że ktoś będzie na dniach próbował wymusić od rudej przyjaciółki haracz w zamian za "ochronę" sklepu. Wiadomym było, że sam nie da rady się tym zająć - musiał poprzestawiać patrole tak, żeby być w okolicy przez następne dwie noce. A jako że Stanley był jego partnerem... Musiał go po części wtajemniczyć. Aidan nie kombinował - wziął go po prostu na rozmowę i w lakonicznych słowach wyjaśnił, że to po prostu ubieganie pewnych wydarzeń. Być może będą mogli się wykazać tym, że tak szybko stawili się na miejscu? Och, to byłoby wspaniałe kłamstwo, gdyby nie to że każdy w BUM wiedział, że wykazywanie się w pracy to było ostatnie, na czym chłopakowi zależało. Ale fakt był niezaprzeczalny - znaleźli się w tej okolicy, obserwowali, z pozoru nie zwracając szczególnej uwagi na sklep Penny.
Do momentu, w którym nie usłyszeli huku, który obudziłby nieumarłego i nie przebiegli obok Zaczarowanych Różności i dostrzegli wyważonych drzwi. Aidan zapomniał chyba Stanleyowi wspomnieć, że nakazał Penny, by ta odpowiednio zabezpieczyła sklep. Miała do tego wiedzę i umiejętności, w które chyba pokładał zbyt wiele nadziei. Nie zastanawiał się długo - wystrzelił do przodu, ufając że jego partner podąży za nim tak, jak zawsze: bez zadawania głupich pytań, gdy odpowiedzi były aż nadto oczywiste i podane niemalże na tacy.
- Penny - ulżyło mu, gdy zobaczył, że ruda jest cała. Nie brakowało jej żadnej kończyny, nie krwawiła, nie była ranna na pierwszy rzut oka. Odetchnął z ulgą lecz zaledwie na kilka chwil, bo zbladł po kilku uderzeniach serca. Penny mówiła za szybko, praktycznie nie łapała oddechu między kolejnymi słowami, ale dało się wyłuskać te najważniejsze. Nie chciałam go zabić. Może lepiej by było, gdyby tu był sam, bez Stanleya? Ale mleko się rozlało, mógł tylko chwycić dziewczynę mocno za rękę, żeby ta przestała się ciskać i go ciągnąć. Widział ciało na podłodze, nie był przecież ślepy. - Kurwa. Borgin?
Odwrócił się, żeby sprawdzić, czy Stanley wpadł za nim do sklepu. Średnio miał pomysł, co w tej chwili zrobić poza tym, by Penny przestała paplać i sprowadzać na siebie podejrzenia.
- Siedź cicho - syknął, wzmacniając uścisk na jej przegubie. - Ani słowa, jasne?
Myśl, Aidan, myśl.. Najpierw niech Penny skończy gadać, bo sprowadzi na siebie nieszczęście. Potem sprawdzić, czy mężczyzna żyje. A potem... Kurwa. Co potem?
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Stanley Andrew Borgin - 26.02.2024
Na Merlina... Z Aidem współpracowali już od dłuższego czasu i wszystko było w porządku, a to miał być spokojny dyżur w nocy... Mieli zrobić całe nic i po prostu odbębnić swoje 8 godzin. No pomysł idealny - szkoda tylko, że jego wspólnik był nie tylko Parkinsonem z nazwiska.
Stanley mimo swojego wzroku, który karcił i dopytywał "na serio, Aiden?", zgodził się z nim pójść i nawet za bardzo nie marudził. Odgórne dyrektywy z Ministerstwa wymagały od nich, aby chodzili we dwójkę - tak aby mogli się w razie czego ubezpieczać.
Mniej lub bardziej zmotywowani, ruszyli do boju. Służyć, chronić i pomagać... Czy jak to tam szło. Po prostu - musieli iść.
Borginowi to w sumie nie zależało. Atreus coś mu tam pierdolił o tym kursie Aurorskim i o tym, aby go w końcu ukończył, lecz miał go gdzieś. Gdyby poszedł do biura Aurorów to nie mógłby się przecież wzajemnie wkurwiać z Brenną i jego życie utraciłoby odrobinę sensu. Stanley pozwolił więc prowadzić swojemu koledze po fachu, a sam rozkoszował się papieroskiem, opierając o jedną ze ścian. Parkinson obserwował to co mieli zbadać, a on obserwował Parkinsona obserwującego... wiadomo o co chodzi.
Co żeś nie ostrzegał, że tu jakieś wybuchu będą?! Oburzył się, wszak prawie wypadł mu papieros z buzi, a to byłaby niezła strata. Widząc jak Aidan pobiegł zgrywać bohatera, zrobił to samo ale szybkim krokiem - nie będzie się męczył na siłę. Nic więc dziwnego, że to właśnie jego partner wpadł do lokalu pierwszy, a on kilka chwil po nim.
- Co jest? - zapytał przez przymknięte usta, aby przypadkiem nie wypadła mu fajka. Zdążył się jednak uzbroić w różdżkę gdyby przyszło im zrobić cokolwiek innego, niż spisanie raportu z zajścia - No, no... Ładnie tu pierdolnęło - przyznał, kiwając głową z uznaniem, całkowicie nie zwracając uwagi na roztrzęsioną dziewczynę.
Stanley zatrzymał się i zaciągnął papierosem na ten widok. Powinni rozpocząć śledztwo czy od razu zawiadomić koronera? Z gościa to zostały co najwyżej marzenia o wzbogaceniu się i tyle. Trzeba było go zbierać miotełką i zmiotką. Nic tu po nich - Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów. Brygadzista Borgin, a to Parkinson - wydukał formułkę, którą kazano im wkuwać na kursie przygotowawczym. Zrobił to dopiero po tym jak przestał ignorować fakt, że ktoś tu jeszcze był - Proszę opowiedzieć co tu miało miejsce - mówił jakby to było mu całkowicie obojętne i w zasadzie tak było - Pani imię i nazwisko? - zapytał, otwierając swój notes. Trzeba było przesłuchać świadka, a Aiden niech się tam wykaże na placu boju. Niech ma coś od życia.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Penny Weasley - 26.02.2024
Siedź cicho. Ani słowa.
Była na tyle przerażona, że nie protestowała. Wyjątkowo podporządkowała się Parkinsonowi, zamiast tradycyjnie stawać okoniem. Robić wszystko po swojemu. Tym razem nie było na to miejsca. Stało się przecież coś, co nie powinno mieć miejsca. I w sumie, to nawet nie bardzo wiedziała, w jaki sposób do tego doszło.
Nie zarejestrowała w pore, iż poza Aidanem, na miejscu zjawił się też kolejny brygadzista. Skupiona na znajomym, przy pomocy którego była w tym momencie w stanie utrzymać się na powierzchni, nie zauważyłaby najpewniej nawet tego, że Zaczarowane Różności wypełniły się tłumem gapiów. Była w zdecydowanie zbyt dużym szoku.
W końcu to nie tak, że codziennie zdarzają się jej takie wypadki.
- Aidan? - odezwała się, kiedy drugi mężczyzna zaczął od standardowej formułki, a następnie kazał podać imię i nazwisko. Złapała go mocniej za rękę. W spojrzeniu było widać coraz większą panikę. Narastającą w niezwykle szybkim tempie. Prawdopodobnie niewiele brakowało, żeby Weasley przeżyła tutaj pełnoprawne załamanie nerwowe. Była na granicy.
Bliska tego, żeby po prostu wybuchnąć płaczem. A przy okazji pewnie pobić Parkinsona.
Za to, że nie zdążył jej z tym pomóc na czas, choć przecież obiecał.
- Ja naprawdęniechciałam! - powtórzyła kolejny raz te samo zapewnienie, które padło na samym początku. A w zasadzie to bardziej wykrzyczała. - Nie możecie mnie aresztować, powiedz mu Aidan! Powiedz mu, żetoniemojawina!
Bo przecież był brygadzistą. Musiał się z tym całym Borginem znać. Powinien był być w stanie wszystko wyjaśnić. Jakoś to załagodzić? Wyjaśnić swojemu koledze i przekonać go do tego, żeby jakoś to po prostu uprzątnęli. Po cichu. Bez zeznań, bez raportów, bez zgłaszania tego wyżej.Byli przyjaciółmi od dawna. A dla przyjaciół robiło się nie takie rzeczy. Ona byłaby gotowa na wiele.
Zwłaszcza, kiedy te wiele nie narażałoby jej bezpośrednio.
I nie było w stanie posłać prosto do Azkabanu. Bo jak już wcześniej zostało powiedziane - na Azkaban była zbyt młoda, ladna, inteligentna i inne takie. To nie było miejsce, które planowała odwiedzić kiedykolwiek.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Aidan Parkinson - 26.02.2024
Obaj mieli w dupie awanse, obaj mieli w dupie raporty... Obaj się nie wychylali. Ale coś jednak sprawiło, że i jeden, i drugi, znaleźli się w tym konkretnym czasie w tym konkretnym miejscu. Czy zgrywał bohatera? Być może - chociaż mu się to nigdy nie zdarzało. Okej, czasem miewał przebłyski, ale żeby aż pędzić? Nie, tu musiało coś być na rzeczy. I tym czymś, a raczej kimś, była Penny. Przyjaciółka, dobra znajoma - tak o niej mówił. Ta ruda wywłoka, żmija na którą trzeba uważać, bo ukąsi i to tak, że nie zatruje, ale wda się zakażenie i potem gangrena. A jednak leciał do niej, jak pies z wywieszonym jęzorem, gdy tylko usłyszał huk i dojrzał wywarzone drzwi.
- Kurwa, Stanley, odpuść - warknął w jego stronę, bo co go nagle wzięło na przestrzeganie przepisów? Przecież wiedział, że byli u jego znajomej, po co ta maskarada? Otoczył Penny ramionami i przycisnął ją do siebie, bo ta znowu zaczęła paplać. Że nie chciała, nie mogą jej aresztować. Ja pierdolę, zamknij się! - Zamiast pierdolić, zabezpiecz to co zostało z drzwi.
Zignorował załamanie Penny, i po prostu wydał polecenie Borginowi. Chociaż nie był w pozycji, by wydawać mu jakiegokolwiek polecenia, to jednak jego głowa kiwnęła w kierunku drzwi, a jedna z rąk - w stronę ciała. Stanley zajmie się drzwiami, a on ciałem.
- A ty się uspokój. Mówiłem: ani słowa! - gdyby nie był sobą, to by tupnął nogą, ale że był sobą, to nic takiego nie nastąpiło. Za to nastąpiło mocne ściśnięcie ramion dziewczyny i odciągnięcie jej na kilka dobrych centymetrów. Lekko nią potrząsnął. - A teraz po kolei. Mów, co się stało.
Upewnił się, że może ją puścić, żeby mu zaraz nie zeszła na zawał, a potem dopiero sięgnął po różdżkę. Bo to, że tu leżało ciało wcale nie oznaczało, że to ciało było martwe. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna był martwy, ale przecież to mogło być tylko wrażenie. Parkinson ostrożnie nachylił się w jego kierunku i trącił czubkiem buta głowę. Wyglądał jak szmaciana kukła. Nie wydawało się, by miał zaraz ożyć i się na nich rzucić, więc kucnął i przytknął dłoń na odległość kilku milimetrów do jego ust i nozdrzy. W sklepie panował zaduch, a akurat nie był babą, by nosić przy sobie lusterko. Obserwował, próbując wyłapać na skórze dłoni oznaki oddechu.
- Żyje, ale ledwo, nie musimy nikogo wzywać, przynajmniej na razie. A więc? - nie odwracał nieprzytomnego. Widać było, że ledwo zipie. Jego kurtka była osmalona i miała dziury. Skóra na twarzy była poprzecinana, brakowało mu też chyba włosów. Śmierdziały spalenizną. Skrzywił się, bo to nie był zapach, do którego jego nos był przyzwyczajony. Na szczęście nie był na tyle mocny, by powodować odruch wymiotny, lecz gdyby się nachylił... Zerknął kontrolnie na Borgina, sprawdzając co ten pajac robi. Jeżeli znowu będzie coś odpierdalał, to chyba wyjdzie z siebie i stanie obok.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Stanley Andrew Borgin - 28.02.2024
Co nie mogą? Co nie mogą? Byli stróżami prawami - mogli wszystko. Gdyby chcieli to mogliby tej histeryczce dowalić jeszcze, nie wiem, jakiś przemyt i podłożyć odpowiednie dowody tylko po to, aby zgadzała się historia i wersja wydarzeń. Służyć, chronić i wrabiać...
Stanley zadał bardzo proste pytanie. Najprostsze, które był w stanie dzisiaj zadać. Tyle słów cisnęło się na usta, że ciężko było to pojąć. Aidan zaraz się trochę obruszył, zupełnie jak jakaś księżniczka, co było nowością. Do tej pory nosił ministerialny mundur, a dzisiaj chyba wymienił go na sukienkę i wysokie obcasy. Borgin nie poznawał swojego wspólnika. Pojawiało się jedno, zasadnicze pytanie - powinien zacząć się o niego martwić czy udawać, że nie widzi jego odmiennego stanu?
- Ale co się tak denerwujesz panie perfekcyjny? - zapytał, przecinając pomieszczenie swoim spojrzeniem. Nie zabrakło również przewrotu oczami - Żyłka Ci zaraz pierdolnie jeżeli się nie uspokoisz - poinformował w trosce o jego zdrowie. Brakowało tutaj tylko drugiego nieboszczyka. Zaraz pewnie i ta rudowłosa panna poleciałaby jak długa, gdyby Parkinson wykitował na jej oczach - Idę, idę. Nie krzycz kurwa - dodał i zasalutował Aidanowi. Skoro taki był z niego kierownik tego wieczora, należało to uszanować i dać mu 5 minut sławy.
Mamrocząć coś pod nosem, ruszył w kierunku tych cholernych drzwi. Przyglądał się im pod różnymi kątami, chcąc dostrzec możliwie jak najwięcej szczegółów. Nie omieszkał też sobie czegoś zapisać. Musieli z tego złożyć jakiś raport, wszak nie mogli, ot tak sobie wyjść na losowy patrol. Przełożeni wymagali tego od nich, a Stanley nie miał zamiaru świecić oczami. Z drugiej strony mieli tutaj sierżanta, który bardzo forsował swoją władze. W takim razie, może to on powinien odpowiadać za przygotowanie dokumentów?
Najpewniej tak ale z Borgina był dobry kolega, nie miał zamiaru zostawić go samego na pastwę losu. Będą ślęczęć nad tym do rana ale to zrobią. Cel uświęcał środki.
Pi razy drzwi zanotował to co udało mu się dostrzec. Wszystko trzeba było spreparować w ten sposób, aby rudej nic się nie stało. Tego oczywiście jeszcze nie wiedział ale wszystkie znaki i wybuchu w tym pomieszczeniu o tym mówiły.
Stanley był grzeczny i uniżenie wykonał swoją robotę. Kiedy skończył, odwrócił się i ich spojrzenia się przecięły - Parkinsona i Borgina. Wzrok niedoszłego aurora pytał co tu się kurwa mać dzieje? Liczył na jakieś wyjaśnienia, wszak to co mu powiedział po krótce, miało się nijak do tego co tutaj widzieli.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Penny Weasley - 03.03.2024
Miała się tak po prostu uspokoić? Przecież to nigdy nie działało w ten sposób. Poza tym, w obecnej sytuacji, miała pełne prawo wpaść w panikę! Przeżyć najprawdziwsze załamanie nerwowe. Nawet pobić tego cholernego brygadzistkę, który nie wiadomo za kogo się uważał. Dupek. Gdyby tylko się na tym znała, rzuciłaby na niego jakąś wyjątkowo paskudną klątwę. Może wiecznego, upierdliwego trądziku? Tak samo paskudnego, jak jego charakter...
Zapyta później Terry'ego czy nie udostępni jej w tym celu kilku świec. Zdecydowanie.
Odetchnęła głęboko, kiedy odciągnął ją na bok. Lekko potrząsnął. Przecież będzie dobrze. To był tylko cholerny, nokturniany szczur. Najpewniej jeden z tych, przed którymi wcześniej ostrzegał ją Parkinson. Kiwnęła głową, kiedy kazał jej wszystko powiedzieć.
- W zasadzie nie do końca wiem. Skorzystałam z książki o runach i takiej jeszcze jednej, dotyczącej zabezpieczeń. Mówiłam Ci, że jakoś to wszystko załatwię, pamiętasz? No więc starałam się nad tym pracować i chyba... - zawahała się. - wydaje mi się, że skończyłam. Prawie skończyłam? W nocy. Nie wracałam do mieszkania tylko zdecydowałam się odpocząć w sklepie. Sam przecież zawsze powtarzasz, że w tych okolicach, to wieczorami jest ciut niebezpiecznie. - przypomniała mu tym samym o tym, jak kilka tygodni temu opierdolił ją za to, że razem z Terrym bawili się w jednym z tutejszych pubów. Tak jakby było to coś skrajnie głupiego. Nierozsądnego. Przecież bawili się tam tak samo jak wszyscy pozostali i nikomu nie wchodzili w drogę. No ale Parkinson zawsze zdawał się wszystko wiedzieć lepiej. - Obudził mnie huk, hałas. Na początku kompletnie tego nie ogarniałam, ale później zauważyłam jakiegoś mężczyznę, który uciekał chyba... w tamtą stronę. I tego drugiego, o, tutaj. - w tym miejscu wskazała na niedoszłego trupa. W sumie trochę szkoda. Gdyby musiała pójść na kolejną rozmowę o pracę, bo Zaczarowane Różności okazały się jednak być niewypałem, mogłaby przynajmniej powiedzieć, że skutecznie obroni lokal. Starczy raz i już nikt więcej nie zaryzykuje.
Chociaż... czy po tym zdarzeniu ktokolwiek jeszcze tego rodzaju ryzyko rzeczywiście podejmie? To było coś nad czym pewnie warto się pochylić. Porządnie to przemyśleć.
- Nie wiem co dokładnie się stało. Możliwe, że coś namieszałam przy zabezpieczaniu drzwi. - kontynuowała, zerkając w stronę Borgina, który coś przy nich robił. - Żadnych wybuchów ani podobnych temu efektów nie miałam w planach. I nawet, prawdopodobnie, nie wiedziałabym jak to powtórzyć. - było jej trochę z tego powodu smutno. Żal. Dało się to wychwycić w jej spojrzeniu. Tonie głosu. Postawie? Rzecz w zasadzie całkiem zrozumiała. Bo przecież takie zabezpieczenie, to już jedno z tych lepszych. I do tego jakże zaskakujących! Nikt by jej nie podskoczył, gdyby się rozeszło, że potrafi coś takiego wykonać. Nałożyć. Kto wie? Może zostałaby nawet nową królową Nokturnu? Do tego w tak młodym wieku...
Ah te marzenia.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Aidan Parkinson - 03.03.2024
Aidan przewrócił oczami. Gdyby mógł, to by go udusił. Dupek. W sumie to trochę go olśniło, bo przecież ze Stanleyem zachowywali się niemal identycznie. Ach, więc o to ludziom chodziło, gdy mówili, że był wkurwiający... No cóż, refleksja absolutnie żadna, nie zmieni siebie tylko dlatego, że Borgin mu posapał nad uchem. Ważne, że to nie on będzie pisał raport, bo tak w zasadzie to odkąd tylko trafił do Brygady Uderzeniowej, to raporty zawsze zwalał na innych. Przez te lata absolutnie nic się w tym nie zmieniło. Raz zrzucał to na Stalneya, raz na Brennę, która chyba żyła z tego, by robić rzeczy za innych. A Parkinson bezczelnie to wykorzystywał, bo co jak co, ale raporty to była jedna z gorszych stron pracy w Ministerstwie. Jego zawsze były złe, do poprawy - a że robił to baaardzo powoli, to zwykle ludzie po prostu tracili cierpliwość i odwalali robotę za niego. Ach, jej, jak mu było przykro z tego powodu.
Aidan westchnął. Głośno nabrał powietrza w płuca, zamknął oczy, a potem wyciągnął paczkę fajek z kieszeni i odpalił jednego. Wzorkiem tylko zapytał Stanleya, czy chce - jeśli by chciał, to by mu go dał. Nie był przecież skończonym złamasem, nawet jak tam na niego powarkiwał. Po prostu widać było, że na chwilę stracił nad sobą panowanie, a to zapewne dlatego, że ta ruda to musiała być ta znajoma, o której mówił, że będą przechodzić obok jej sklepu niedaleko. Powoli puzzle mogły dopasować się z resztą układanki.
- Ech, kurwa, Penny - westchnął, targając ciemne włosy. Co za baba. - Miałaś zabezpieczyć lokal, a nie stworzyć coś, co prawie kogoś zabije. A na pewno nie miałaś wysadzać drzwi.
Nie mieli w zasadzie za dużo czasu, bo huk był wyraźnie słyszalny. Możliwe, że zaraz zlecą się tu kolejne szczury z Nokturnu i porządni ludzie z Horyzontalnej. Tych pierwszych miał w dupie, tymi drugimi się zajmą, machając odznaką i świecąc mundurem. Ale musieli coś zrobić. Aidan przymknął oczy i zaciągnął się papierosem porządnie. Potrzebował tego, by skupić pędzące w różnych kierunkach myśli.
- Ważne, że nic ci się nie stało. Stanley, to jest Penny. Penny, to Stanley. Mamy tu mały problem, bo kilka dni temu usłyszałem, że męty z Nokturnu chcą wyłudzić od Penny haracz za "ochronę". Ten tu i jego kolega to najpewniej ci, którzy chcieli wejść do sklepu i zdemolować wnętrze, zostawić jakąś wiadomość. By potem złożyć Penny wizytę i zażądać pieniędzy za ochronę przed sobą. Kurwy - mruknął, zerkając kontrolnie na leżącego faceta. Nadal się nie ruszał. Cholera, nawet nie było mu go żal. Ale no musieli być stróżami porządku czy jak to ich się tam nazywało. Wypadałoby kogoś wezwać albo ukryć ciało. Facet żył, więc w zasadzie ta druga opcja nie wchodziła w grę, bo musieliby go zabić. - Nie wiem sam, skarbie, co robić. Spiszemy zeznania, a go zawleczemy do Munga. Nagniemy trochę prawdę, co, Stanley? Nie wiemy, co on tu robił i po co przyszedł, ale reszta może być zgodnie z prawdą. Żeby nie zmienić za dużo we wspólnej wersji, bo się pogubimy. Nic ci nie grozi, działałaś w obronie swojej własności i nie zaatakowałaś go przy użyciu różdżki. Nikt cię nie wtrąci do Azkabanu. Pozostaje tylko pytanie, czy jego koledzy się nie wkurwią, że jednak im nie wyszło, a szczur trafi do pudełka.
Mogło ich to wkurzyć, zdecydowanie. Ale równie dobrze mogło sprawić, że od sklepu będą trzymać się z daleka. Tak naprawdę trudno mu było przewidzieć, jak będzie. Spojrzał więc na Stanleya, czy ten rozumował jak on. Może miał inny pomysł?
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Stanley Andrew Borgin - 11.03.2024
W życiu było pewnych kilka rzeczy. Śmierć, podatki i to, że Stanley będzie chciał fajkę jeżeli ktoś mu to zaproponuję. Tak też było tym razem. Podszedł i kulturalne podebrał nikotynowego przyjaciela w ilości sztuk jednej. Gdyby miał to skwitować to najpewniej powiedziałby jedno - miód w gębie.
Uprzednio jednak zdążył co nie co podsłuchać. Jakieś runy, wybuchy i pościgi. Fakt, nie było nic o tym ostatnim, ale nie zmieniało to faktu, że ta koleżaneczka Aidana miała dosyć przeorane pod sufitem. Dosłownie i w przenośni. Tylko pojawiało się jedno pytanie - sama na to wpadła czy ktoś jej podsunął taki pomysł? Znając "bombowe" pomysły Parkinsona, stawał się po części pierwszym podejrzanym w zaistniałej sytuacji.
To nie był problem Stanleya. Nie jego lokal. Nie jego koleżanka. Za to jego raport. Kurwa mać. W ogólnym rozrachunku wychodziło więc, że to była i również jego sprawa. Pieprzony Aidan przeklinał go w myślach, wszak tylko tyle mógł zrobić w tej chwili. Później się rozliczą, gdzieś gdzie będą mogli się w spokoju powyzywać albo podenerwować.
Słysząc swoje imię, wyciągnał dłoń w kierunku rudowłosej dziewczyny, która okazała się nazywać Penny. Sam nie musiał tego robić, wszak zrobił już to jego szanowny kompan z brygady. Grunt, że te wszystkie miłe rzeczy mieli już za sobą i mogli przejść do działania. Przejść do sedna sprawy.
- Mhm... Okolica nie należy do tych najbardziej bezpiecznych... - skwitował, zaciągając się papierosem. Pozwolił też sobie na ekspertyzę w kwestii bezpieczeństwa, chociaż każdy kto miał z trzy szare komórki, wiedział o tym, co przed chwilą powiedział. Wsłuchiwał się dalej w to co mówił Parkinson i tylko posłał mu spojrzenie, kiedy tamten powiedział "skarbie". Gdyby byli sami albo przechadzali się po Ministerstwie, najpewniej skitowały to gwizdnięciem ale z faktu, że lubił swoje zęby, postanowił zamknąć mordę.
- No co Ci powiem. Ja tu widzę całkiem prostą zależność... - przejechał po swoim zaroście - Pan... nazwijmy go Włamywacz - wskazał wolną dłonią na odpoczywającego mężczyznę - Trochę źle trafił, czyż nie? A panna Penny akurat znajdowała się w swoim przybytku i szybko wyjaśniła mu, że próba wtargnięcia z włamaniem to całkiem zły pomysł. Wiesz, nie można kogoś skazać za próbę ochrony własnego życia i majątku - przykucnął przy ofierze rudowłosej, a następnie sprawdził mu puls, aby mieć pewność, że to co zaraz powie ma rację bytu - A po drugie oddycha. W Mungu się nim zajmą, postawią na nogi, a później ktoś mu postawi wyrok. On okaże skruchę, sędzia zastosuje wobec niego skrócony wyrok pod warunkiem, że zapłaci zadośćuczynienie właścicielce tego przybytku - wzruszył ramionami. Nie dodał jednego, małego faktu - wyjdzie i przyjdzie się zemścić. Tak w końcu działały te łajdaki z Nokturnu.
- Kiwka jest krótka. Mówisz nam, że wpadł i zaczął Ci grozić łapami, sugerując, że zaraz zakończy Twój żywot. Poczułaś się zagrożona, więc się zdenerwowałaś, a byłaś w trakcie czytania jakiejś fascynującej lektury o runach czy chuj wie czym. Trochę Cię poniosło i pół lokalu wyleciało z hukiem. Gość przeżył bo miał szczęście, a Ciebie w najgorszym wypadku wezwą na świadka. Proste - przekręcił oczami - Prawdę mówiąc to co powiesz po tym jak Ci groził to już obojętne. Sędzia usłyszy z zeznań najważniejszą informację. Czy to kłamstwo? Nie do końca. Miał przecież taki zamiar - wyjaśnił, wracając do zadowalania swojego raczka. No lada moment i kolejna sprawa zostanie rozwiązana, a na Nokturnie zacznie panować zasada - wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski Aidan i jego partner z brygady.
RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Penny Weasley - 13.03.2024
Prawdopodobnie warto w tym miejscu zaznaczyć, że istniało tych kilka rzeczy, które cholernie Penny drażniły. Takich, przy których nie potrafiła przejść obojętnie. Przymknąć oka. Nie zwrócić na to uwagi. I właśnie do tych rzeczy zaliczyły się papierosy. Nie dość, że szkodliwe, to jeszcze ten zapach! Ohyda jakich mało. Nawet teraz, kiedy dopiero co zaczynała powoli odzyskiwać równowagę, uspokajać się, nie była w stanie tego zignorować.
- Mówiłam już, że palenie szkodzi zdrowiu. - skarciła Parkinsona, bezceremonialnie wyjmując mu z ręki papierosa. Gasząc. Gdyby zdążyła, podobnie potraktowałaby zapewne również Stanleya, ale ten zdążył się odsunąć na odpowiednią odległość. Pozostawało jej więc posyłać w kierunku Borgina jedno z tych spojrzeń, które było w stanie powiedzieć więcej niż tysiąc słów. Nie pozostawiało wątpliwości odnośnie tego, co na temat palenia myślała. Zwłaszcza na temat palenia na terenie swojego sklepu.
- Przecież nie zrobiłam tego celowo. - oburzyła się. Bo przecież to wcale nie tak, że przeglądała książkę w poszukiwaniu tego rodzaju rozwiązań. Oczywiście, możliwe że na jedną lub dwie opcje tego typu spojrzała, ale to przecież nie jest równoznaczne z tym, że zamierzała z nich skorzystać. Przecież nie była aż tak głupia. I przede wszystkim nie chciała zniszczyć lokalu, który dopiero co zakupiła.
Teraz ważne, że nic jej się nie stało?! Nawet nie miała na to odpowiednich słów. Mogła prychnąć, ale przed tym się jakimś cudem powstrzymała. Ograniczyła się do posłania TEGO spojrzenia, do założenia rąk na wysokości klatki piersiowej. To powinno być w zasadzie całkiem zrozumiałe. Reakcja możliwa do odczytania.
Albo i niekoniecznie - czasami ludzie bywali przecież ślepi na oczywiste oczywistości.
Oczywiście wyciągniętą przez Stanleya rękę uścisnęła, ale była to tylko chwilowa zmiana. Już zaraz wszystko wróciło do wcześniejszej, niezadowolonej normy. Albo oburzonej normy? Cokolwiek.
- Czyli... czyli wszystko będzie w porządku? - zapytała, chyba nie do końca nadążając za tym co padło. Było tego całkiem sporo, a ona jakaś taka nadal wytrącona z równowagi, choć z wolna stająca znów na własnych nogach. Może należało jej to wszystko dla pewności powtórzyć? Ich decyzja. - Mamy coś spisać? Mam coś jeszcze raz opowiedzieć? Kogoś wezwać? - naprawdę nie wiedziała. Bo choć jakieś rozwiązanie zaproponowali, wyraźnie opowiadając się przy tym po jej stronie, to nie bardzo wiedziała, co dalej. W jaki sposób mieli to rozegrać? W ujęciu czysto praktycznym. Możliwe, że potrzebowała, żeby ktoś ją tutaj poprowadził za rączkę. Wskazał kolejne działania i inne takie.
- I tak poza tym... co jeśli oni... tu wrócą?
|