![]() |
|
[lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny (/showthread.php?tid=2809) Strony:
1
2
|
[lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Samuel McGonagall - 27.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV lato 1962
rynek Doliny Godryka Dochodziło południe, żar lał się z nieba. Wszędzie było głośno, kolorowo i śmierdząco. Jarmark zawsze był dobrą okazją dla przeróżnych drobnych i większych rzemieślników do zaprezentowania swoich wyrobów, zaś zbieraczy, rolników i hodowców do wystawiania przeróżnych dóbr ukradzionych puszczy i naturze per se. To była też świetna okazja dla ulicznych artystów, barwnych ptaków, bajarzy, muzyków i całej plejady drobnych złodziejaszków. Wszyscy gadali, kupczyli, śpiewali, śmiali się, krzyczeli. Jedli. Zwierzęta beczały, dzieci dokazywały. Piętnastoletni wyrostek (rocznikowo już szesnastoletni) siedział niemalże w kucki, na niewielkim pieńku obok posępnie wyglądającej kobiety ubranej w szarości i spłowiałe zielenie. Jej wychudła twarz i podkrążone oczy, usta zwieszone w kwintę i podejrzliwie zwężone oczy za każdym razem gdy ktoś podchodził... to odstraszało potencjalnych kupców, zwłaszcza dzieci, ale kto wiedział, ten przebijał się przez nieprzychylną barierę, po najsmakowitsze skarby z samego serca Kniei. Ostatecznie wszelkich formalności dokonywał chłopak, chociaż jego oczy i serce cały czas uciekały do pięknej, haftowanej w kwiaty płóciennej torby opierającej się o jego łydkę. W tym roku nie było drewnianych zwierzątek. Matka uznała, że to głupie i dziecinne, a interesy powinny być prowadzone poważnie. Samuelowi jednak to nie przeszkadzało, nie jeśli ledwie przed dwoma godzinami ukradł kilka minut na spotkanie z Norą Figg, najpiękniejszą z dziewcząt jakie kiedykolwiek widział, a jej prezent... był tuż, tuż obok. Uszy czerwieniły mu się na samą myśl, kręcił się nerwowo na pieńku nie wiedząc co ze sobą zrobić i jak wytrzyma do wieczora, kiedy umówili się nad jeziorem, żeby razem popływać i porozmawiać. Znów. Czekał na to cały rok, ale bał się ze wszech miar, że sroga Berenika nie wypuści go z domu. Że wie. Jej oczy patrzyły tak... Jakby wiedziała wszystko. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lnQE8f1.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Brenna Longbottom - 27.02.2024 Brenna przyszła na jarmark ze starszym bratem i przez dobrą godzinę nie dawała mu żyć, dręcząc go swoim istnieniem – uwieszając się mu na ramieniu, plotąc głupoty do ucha, ciągnąc za rękę od straganu do straganu, pokazując co ciekawsze eksponaty, brudząc mu koszulę palcami lepkimi od łakoci i ogólnie będąc tak bardzo Brenną, jak tylko być się nią dało. Po tej godzinie uwolniła biednego Erika od swojego towarzystwa – on miał pewnie serdecznie dość młodszej siostry, i chciał sobie od niej trochę odpocząć (chociaż dopilnowała, żeby przypadkiem nie został sam, jeszcze by się tutaj zgubił, i nie, nie szkodziło, że byli w centrum Doliny Godryka, a on był już całkiem dorosłym Brygadzistą), a ona chciała znaleźć Sama. Odwiedzała go latem, wpadła do ośnieżonej Kniei tuż przed Yule, i potem podczas zimowych ferii nad miejscowe jezioro, skute lodem, tak że dało się po nim jeździć na łyżwach. I miała zamiar znaleźć go i w tym roku, bo Chłopiec z Kniei zdaniem Brenny potrzebował towarzystwa nie tylko zwierząt, drzew i swojej ponurej matki, ale także ludzi. Miał więc Norę, do której czasem się wymykał i miał Brennę, która nie bała się ani ciemnych oczu miejscowej Baby Jagi, ani wbiegnięcia w ciemność Kniei – zwłaszcza teraz, gdy mogła już używać czarów. – Dzień dobry – przywitała się wesoło, podchodząc prosto do nich i wyciągając z kieszeni czerwonej spódnicy monety, by dokonać zakupu, ani trochę nie zniechęcona miną matki Samuela. Dusiła tylko gdzieś w sobie słowa, które chciałaby rzucić jej w twarz – jak to, że krzywdzi własnego syna – i pytania, które chciałaby jej zadać, jak to: czy możemy ci w jakiś sposób pomóc. Czuła, że nic nie dadzą, że kobieta tylko mocniej zaciśnie usta, że będzie bardziej pilnować Samuela, a jemu zabraknie odwagi, by sprzeciwić się matce. W ten sposób też go krzywdziła. Tak mocno uzależniła go od siebie, że nie był pewny, gdzie kończy się jej wola, a gdzie zaczyna jego. Ona i Nora były chyba jedynym odstępstwem od tej zasady. Uśmiechnęła się i do niego, przekazując pieniądze za zakup, a potem samym ruchem oczu i dłoni pokazała, że będzie czekać w pobliżu, jeżeli zdoła wymknąć się matce. Wątpiła, by chciał, aby ta była świadkiem ich rozmowy. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Samuel McGonagall - 28.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lnQE8f1.jpeg[/inny avek] Instynkt Brenny nie zawiódł jej ani trochę. Nieprzychylność kobiety była aż odpychająca, zupełnie jakby rozpoznawała w młodej uśmiechniętej dziewczynie, konkurencję dla siebie o uwagę chłopca. Poruszył głową nerwowym tikiem, ptasio i ostrzegawczo, nie spuszczając kupującej ani na moment z oczu. Jej usta niemal zniknęły, tak mocno były zaciśnięte, niemalże gniewnie. Sam wyraźnie rozpogodził się na widok Brenny, choć oczywiście utrzymał konspirację "znajomości tylko z widzenia" (przynajmniej w teorii, bo oczywistym było, że nie reagował tak na każdego, kto podchodził do ich niewielkiego kramiku zlepionego transmutacyjną śliną). No i skinął głową ten mistrz intryg i sekretów, coby jego przyjaciółka bardzo dobrze wiedziała, że on doskonale wszystko wie i tak, będzie za maluśki momencik. Rzeczywiście nie minęła chwila... a Sam pojawił się obok. – Jak to dobrze, że jesteś! – zaczął entuzjastycznie, prezentując pełne uzębienie, podchodząc do niej stanowczo za blisko, niepomny na to, że ludzie mają swoje niewidzialne kręgi, do których dopuszczali innych ludzi w zależności od stopnia zażyłości. Dla Samuela były dwa – obcy lub bliski, a Brenna zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii. Szybko się zmiarkował, bardziej nosem, bo czuł jej zapach teraz mocno i wyraźnie, mały gest dzielił ich od dotyku. Odsunął się/ postępując z nogi na nogę, w dłoniach ściskając parcianą torbę. – Musimy... musimy pogadać, ja... Dostałem prezent dzisiaj i nie wiem, co mam o tym myśleć, a Ty na pewno będziesz wiedziała! – Tak jak podczas ich spotkań zwykł punktować ją ze znajomości roślin i zwierząt (nie żeby celowo, w domu robili to przecież dla zabawy!), niewątpliwie wyrażał podziw dla jej charyzmy i przede wszystkim sprawnego czytania ludzi oraz ich intencji. Czułby się pewniej, gdyby każdy typ człowieka, o którym mu mówiła, miał swoją łacińską nazwę, występowanie i pakiet zwyczajowych zachowań (och i umaszczenie! To też sporo by ułatwiło, żeby ich rozróżniać), ale miał duże zaufanie do jej oceny sytuacji. Choć otaczał ich spory tłum, zdawało się, że chłopak czuje się jak pośród zwierząt przy wodopoju. Pełno tego, ale jednak w niepisanym traktacie pokojowym każdy sobie aranżował czas odpoczynku i hydracji. – Myślisz... Myślisz, że... myślisz, że Nora mnie tak... mmm... lubi lubi?– Dotąd tylko na końcówkach, teraz już w całości: jego uszy płonęły, a oczy lśniły szkliście, bo pewnie tak jak o oddechu zapomniał o mruganiu. RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Brenna Longbottom - 29.02.2024 Przestań, miała ochotę powiedzieć Brenna i najlepiej potrząsnąć tą kobietą, bo czy ona nie widziała, jak bardzo krzywdzi swojego syna? W jaką stronę go pcha? Jak bardzo niezdrowe jest, że chce go tylko dla siebie? Powstrzymała gniewne słowa, cisnące się na usta głównie ze względu na Sama, który nie umiałby pewnie nie stanąć po stronie matki. Odeszła po prostu nieco, by zniknąć jej z oczu, ale by pozostać na tyle blisko, aby móc zostać znalezioną, gdyby chłopak wymknął się spod kurateli matki. I kiedy mu się to udało, przywitała go zwykłym uśmiechem, odpychając na bok myśli o tym, jak bardzo chciałaby móc skopać kościsty tyłek pani McGongall: bo przecież sama rozmowa nie wystarczyłaby, aby wlać jej do głowy trochę rozumu. - Część, Sam, dobrze cię widzieć - przywitała się, niezbyt przejęta tym, jak blisko podszedł. Brenna rzadko miała problemy z dotykiem czy staniem blisko innych, a Samuel był przecież jej przyjacielem. - Ojej, boję się, że trochę mnie przeceniasz - odparła, kiedy stwierdził, że ona na pewno będzie wiedziała, co myśleć o prezencie. Jasne, rozumiała ludzi trochę lepiej niż Sam, bo spędzała w ich towarzystwie znacznie więcej czasu. Ale to nie tak, że była jakaś znawczynią ludzkich charakterów. - Hm? Oczywiście, że Nora cię lubi... – odparła odruchowo na pytanie, nawet się nad nim nie zastanawiając. A jakąś sekundę później dotarło do niej, że chłopak pytał o coś zupełnie innego. Nie przyszło to Brennie w pierwszej chwili do głowy, bo ani żaden chłopiec nigdy nie interesował się nią, ani ona specjalnie się nie rozglądała, ale w jej hogwarckim gronie wiele było przecież par i nieszczęśliwych miłostek. Te płonące uszy i spojrzenie jasno wskazywały na to, co miał na myśli. – Och! Lubi – lubi – powiedziała, wsuwając palce w czuprynę, by przeczesać włosy. Czy Nora lubiła – lubiła Sama? Brenna tak naprawdę nie była w stu procentach pewna – gdyby się nad tym zastanowić, na pewno traktowała go zupełnie inaczej niż takiego Erika czy chłopców ze swojego roku. Ale Bren sama nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć. Samuel Mcgongall był uroczym chłopcem, Nora uroczą dziewczynką, jednocześnie jednak lubienie – lubienie go oznaczało bycie rzuconym na pożarcie Babie Jadze, a panna Figg w przeciwieństwie do Brenny pewnie by się takiej bała. I w jakim kierunku dalej miałoby pójść to lubienie? Przecież Nora nie zamieszka w środku lasu… Zaraz Brenna pokręciła głową, sama siebie upominając, że oni mieli po szesnaście lat, a ona za bardzo się zapędza. – Tak naprawdę nie jestem pewna – przyznała uczciwie. – Gdybym miała zgadywać, to chyba tak, ale nie pytałam, a ona nic nie mówiła. Rozumiem za to, że ty lubisz ją, pomyślała, obserwując jego minę. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Samuel McGonagall - 29.02.2024 Brenna zdecydowanie nie doceniała swojego doświadczenia. Miała je zdecydowanie większe właśnie przez pryzmat szkolnych nawet tych oglądanych z boku miłostek, niż Sam, który wiedzę o seksie i związkach czerpał z książek zoologicznych. Jego rodzice byli udanym małżeństwem, ale w opowieściach przy nim nigdy nie cofali się do okoliczności poznania i zakochania się. Przeszłość stała dla niego przesłonięta mglistymi, podsłuchanymi rozmowami sprzed lat, gdy myślał, że też będzie uczył się w Hogwarcie. Dlatego teraz słuchał jej odpowiedzi z uwagą, przygryzając nerwowo dolną wargę, wpatrzony w nią jak w wyrocznie. Mieli dopiero szesnaście lat, ale czyż nie wtedy właśnie hormony radośnie buzuję, czyż nie wtedy właśnie natura dopomina się, ażeby wyruszyć z dala od ojca i matki, podburza umysł i duszę przeciwko rodzicom tak, aby młode wyleciało z gniazda? Tylko że Sam nie miał szans na to, aby z tego gniazda wylecieć. Trzymany ciasno przy piersi, widział świat w bardzo wąskiej perspektywy, w której Wielką Atrakcją był wyjazd na jarmark do Doliny. Nie potrzebował nic więcej. Nie uważał, żeby potrzebował cokolwiek wiecej. To były słodkie cytryny, tak nazywał się ten umysłowy fikołek gwarantujący mu dobre samopoczucie. Ale Nora... Przycisnął do piersi mocno pakuneczek i obrócił się nieco nerwowo w kierunku stoiska przy którym przed chwilą rozmawiali. Bez słowa złapał Brenne za rękę i poszli w przeciwnym kierunku, oddalając się od czujnych niemal paciorkowatych oczu jego matki. – Absolutnie nie wolno Ci pytać! – Czerwień z uszu powoli infekowała policzki. Samuel zdecydowanie wpadł jak śliwka w kompot, absolutnie nie myśląc o konsekwencjach tej intensywnej sytuacji. – Ale... ale dała mi dzisiaj książkę. Zobacz, będę miał co innego do czytania niż Zagwostyjki Roślyn Wszelakych czy Leksykon Stworów Podwodnych – jego głos brzmiał inaczej, jaśniej, choć wciąż niepewnie. W końcu gdy byli już przecznicę dalej od ryneczku wyciągnął dumnie z parcianej torby bardzo ładny, oprawiony w skórę egzemplarz Baśni Braci Grimm. – I co ja mam teraz zrobić? Co ja mogę jej dać, skoro nic nie mam? – ewidentnie traktował książkę jak największy skarb. – Co jeśli... co jeśli ona będzie chciała ze mną to robić? – dodał po chwili konspiracyjnym szepto-skrzekiem. – Nie chciałbym jej zrobić krzywdy...– jęknął żałośnie i zabrał książkę z dłoni Brenny by przytulić ją mocno w poszukiwaniu komfortu. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lnQE8f1.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Brenna Longbottom - 02.03.2024 Brenna miała większą wiedzę niż Sam, problem polegał na tym, że nie zmieniało to faktu, że jej doświadczenia oscylowały gdzieś na poziomie dna morskiego. Po prostu te Samuela leżały na dnie rowu Mariańskiego. W efekcie więc niby mogła mu poradzić, ale z dużym prawdopodobieństwem niekoniecznie miały to być dobre rady. I Brenna nawet zdawała sobie z tego sprawę. Zwłaszcza że – mimo tej swojej nikłej wiedzy – przeczuwała, że największym problemem nie jest tutaj to, co czuje Sam ani to, co mogłaby czuć Nora, a raczej to, co zrobi ponurooka McGongall, tak bardzo zazdrosna o swojego syna, że uwięziła go w ramach ciasnego światka. – Spokojnie Sam, nie pójdę jej spytać „czy lubisz Sama” – zapewniła Brenna łagodnie i bardzo podstępnie, bo to przecież nie oznaczało, że nie może wspomnieć o Samuelu w zupełnie innym kontekście i poobserwować reakcji. Nora nigdy nie była dobrą aktorką, a Brenna jak na Gryfonkę zaczynała być straszliwą manipulantką. – To bardzo miło z jej strony. Jeśli chcesz, też mogę ci coś pożyczyć – powiedziała, uśmiechając się lekko. Książki chętnie mu przynosiła, ale rzadko zostawiała na dłużej – nie dlatego, że było jej ich żal, a z pewnej obawy, że nie zdołałby ukryć ich przed wzrokiem matki. – Możesz na przykład ją przeczytać – zasugerowała, bardzo starając się zachować powagę, bo dla Sama, który nie skończył jeszcze szesnastu lat i nigdy nie rozmawiał dłużej z żadną dziewczynką poza nią i Norą, to była przecież poważna kwestia. – I to bzdura, że nic nie masz, prezent wcale nie musi być kupiony, jeżeli chcesz jej coś dać, zerwij dla niej kwiaty. Nora lubi kwiaty. Albo wyrzeźb dla niej figurkę, kotka najlepiej: Figgowie bardzo lubią koty. Zresztą, Sam przecież musiał poznać Salema, który towarzyszył Norze już od kilku lat. Chwilę później jednak nawet to lekkie podejście Brenny zostało wystawione na próbę. Szarpnęła kosmyk ciemnych włosów, bo na moment zamówiła – a zdarzało się jej to rzadko. – Ona ma szesnaście lat! – obruszyła się, chociaż zaraz uświadomiła sobie, że trochę za bardzo podnosi głos. I że to szesnaście lat niekoniecznie wiele znaczy, ale Nora… Nora po prostu była odrobinkę za niewinna. – To znaczy… myślę, że nie będzie chciała… na pewno jeszcze nie teraz – zaplątała się trochę Brenna, z trudem powstrzymując tym razem nie uśmiech, a zrobienie miny bardzo nieszczęśliwej. – Przecież jeszcze nawet żadne z was nie powiedziało drugiemu, że je lubi. Nie to, że to było niezbędne, ale Brenna sądziła, że w przypadku Nory raczej było warunkiem koniecznym. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Samuel McGonagall - 05.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lnQE8f1.jpeg[/inny avek] – Och figurka, dałem jej już figurkę, ale myślę... sądzę, że to stanowczo za mało wobec tego co powinienem jej dać. – westchnął nieco żałośnie i z kieszeni wyciągnął garść monet, drobniaków, knutów danych dodatkowo "na resztę", pieniądze jego własne, z których nie musiał rozliczać się z matką. To było dziwne uczucie, normalnie bowiem, nigdy nic mu nie brakowało. Nie potrzebował pieniędzy, bo wszystko czego potrzebował ofiarowała mu Knieja. Nawet jego serdeczna przyjaciółka, stojąca przed nim Brenna była w pewnym sensie darem Kniei. To ona przyszła do niego, to tam spotkali się pierwszy raz. Z Norą było zupełnie inaczej. Dziewczynka, którą poznał, a potem kobieta się stawała, zachwycała go i przyciągała swoją odmiennością, miejskością, spontanicznością mierzoną w zupełnie innym wymiarze. I nagle zaczęło mu doskwierać, że w sumie nic nie miał. Nagle cały jego świat, to było za mało, żeby móc jej zaimponować, możliwości zdawały się zbyt skromne. Gorycz i frustracja wypełniały młodzieńcze serce, a w ciągu roku bardzo nie miał z kim o tym pomówić. Zacisnął usta. – Coś wymyślę, te kwiaty, może jakiś wieniec z kwiatów, które są tylko w Kniei? Mogę... mogę trochę wydłużyć im życie, mogę sprawić, że na moment zatrzyma się czas, to byłby... to byłby dobry pomysł tak.– mamrotał do siebie, spoglądając w kierunku puszczy, jakby miał już teraz podskoczyć, przemienić się w ptaka i lecieć, realizować swój plan. Reakcja Brenny wbiła go w konsternację, a że temat był delikatny skulił się nieco, interpretując jej słowa jako przyganę (trochę nią to było właśnie). – Sądzisz, że nie będzie miała ochoty się całować...? Wydawało mi się, że nasi rówieśnicy już to robią... Ale jak mówisz, że to za szybko... To może lepiej, to może znajdę sposób, żeby ziemia po mnie nie przyszła. – to był niewygodny temat. Opuścił głowę i zaczął skubać mankiet koszuli, rozdrapując łatę, wbijając palce w szwy. – Jakby się okazało, że mnie nie lubi, to chyba w ogóle nie byłoby problemu co nie...? Z resztą, ona i tak za moment znowu wyjedzie i znowu nie będziemy się widzieć cały rok... – bąknął pod nosem, godząc się ze stratą zanim w ogóle ta zaistniała. RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Brenna Longbottom - 06.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] – Wartości prezentów nie mierzy się w tym, ile kosztowały – westchnęła Brenna, ale w głębi serca trochę zaczynała rozumieć, dlaczego dla niektórych to był problem. Była już na tyle „dorosła”, by pojmować pewne prawidłowości – między innymi tę, że sama mogła mieć bardzo nonszalancki stosunek do pieniędzy, bo po prostu miała ich całe garście. Dostawała większe kieszonkowe niż większość jej znajomych, kupowano jej wszystko, czego tylko zapragnęła i czego wcale nie chciała, a gdy skończyła siedemnaście lat, nagle stała się bogata: bo uzyskała dostęp do skrytki, do której rodzice wpłacili sporo galeonów już wiele lat temu, i do której później popłynął strumień spadku po dziadku Potterze. – Moi rodzice mają w sierpniu rocznicę ślubu – powiedziała, wsuwając dłonie do kieszeni. – Mama lubi kwiaty. Pomyślałam, że zdobędziesz mi dla nich kwiatki, które rosną tylko w Kniei, a ja je od ciebie odkupię. Jeśli chcesz kupić za te pieniądze coś Norze tutaj, mogę ci właściwie dać je już teraz – stwierdziła, obserwując Samuela. Czuła się prawie winna. To była manipulacja i to ta z bardziej oczywistych – zwykle Brenna była w nich nieco subtelniejsza. Ale i… Sam był trochę naiwny i nie była pewna, czy w ogóle przejrzy podstęp. Ale przykro było patrzeć na gorycz, z jaką patrzył na te pojedyncze drobniaki na swojej dłoni. Najchętniej wyciągnęłaby po prostu z kieszeni garść sykli i wrzuciła mu je w rękę, ale nie czułby się dobrze z takim prezentem. – Och – mruknęła, czując się teraz już nie tylko winna, ale i trochę głupio, kiedy Samuel wyjaśnił, że chodziło mu o całowanie. Do licha. I co ona miała mu na to odpowiedzieć? Zwłaszcza, że faktycznie nie będą się widzieli znowu przez całe tygodnie… – Dlaczego ziemia miałaby po ciebie przyjść? – spytała, głównie żeby zagrać na czas. – Myślę Sam, że hm, jeśli Nora faktycznie cię lubi, to by chciała. I że… eee… to nic złego – wybrnęła w końcu. Naprawdę wybrał marną osobę do pytania o rady, zważywszy na to, że może i miała siedemnaście lat, ale akurat ona nigdy nikogo nie całowała. RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Samuel McGonagall - 06.03.2024 Niby to wiedział, a jednak... nie obserwował ludzi zbyt wiele, słyszał jednak rozmowy dziewcząt na temat tego co rozpalało ich wyobraźnię. Słyszał w końcu opowieści Nory, nastoletnie fantazje na temat księcia na białym koniu, którym zdecydowanie nie był (wciąż nie widział za bardzo sensu nauki jazdy konnej, skoro sam mógł być niedźwiedziem i czuć prawdziwie pęd pod nogami, mógł być ptakiem i czuć pęd między lotkami...). Słuchając jednak opowiesci o rocznicy, wziął bardzo głęboki wdech i przez moment nie chciał go wypuścić. – Mogłabyś to dla mnie zrobić? – zapytał z nadzieją i po tonie mogła od razu zgadnąć, że się zgodził. Taka była Brenna, że znajdowała rozwiązania, niemalże natychmiast udzielała odpowiedzi, wskazówek, kierunków. Teraz też ten wytrych zadziałał i to jak skutecznie, wyraźnie bowiem chłopak się rozpogodził, ani przez moment nie podejrzewając podstępu. Sam nie był naiwny, przynajmniej nie aż tak jakby to się zdawało, przy osobach bliskich. Jego zasieki były dość wysokie, zorientowanie na zewnętrzne zagrożenie. Gdy jednak przychodziło do wewnętrznego kręgu... och, łykał wszystko jak młody pelikan. Dlaczego miałby zakładać, że ktoś dopuszczony tak blisko mógłby chcieć go zmanipulować? Wykorzystać? – Zrobię to, przyniosę Ci tak rzadkie okazy, że nawet moja matka nie miałaby pojęcia skąd je wziąłem.– obiecywał solennie i jego rozmówczyni mogła wiedzieć, że tak się stanie, a za bukiet (pomijając wartości estetyczne) z pewnością wiele alchemików zapłaciłoby całkiem sporo. Szczęściem mogła mieć ufność, że chłopiec z dziczy cytował z pamięci leksykony botaniczne, z pewnością więc umiał rozpoznać trujące rośliny, które w bukiecie byłyby złym pomysłem. – Ta ziemia ech... no ja mam taką... mmm... chorobę. – uciekł oczami na boki, bo to przecież też była tajemnica, chociaż nie aż taka, bo System o niej wiedział. Co więcej – wiedział o tym ojciec Brenny, ale chyba oboje nie byli do końca tego świadomi, na pewno nie wtedy, na skraju jednego z rynków Doliny Godryka. – Kiedy mam... kiedy mam silne emocje, czy to jest strach, czy gniew, ale też takie pozytywne, jak... jak jestem szczęśliwy za bardzo... emm... no to wtedy moja energia mówi roślinom, że mają rosnąć. Bardzo.– tłumaczył to prosto, tak jak jemu wytłumaczono to kilka lat temu. Żadne z rodziców nie znało się na klątwach, nie na tyle, by przynieść mu wiedzę tak dokładną jak miało to miejsce w innych dziedzinach jego egzystencji. – No i... to nie są miłe rośliny. One mają kolce, są trujące, czasem... czasem też ziemia się trzęsie jak to jest bardzo źle i ja... Kiedyś no... kiedyś miałem problem, żeby to ogarniać. Teraz jest dużo lepiej. – zapewnił ją od razu, na wypadek gdyby nagle chciała przestać się z nim lubić, albo chciała odejść w obawie, że witka z ziemi zdzieli ją po twarzy. Choć w sumie, zważywszy na to jak silne potrafiły być jego ataki, witka po twarzy byłaby bardzo łagodnym i zabawnym kuksańcem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lnQE8f1.jpeg[/inny avek] RE: [lato 1962] Dziewczyna z Doliny - Brenna Longbottom - 06.03.2024 To nie tak, że chciała wykorzystać Sama. Brenna jeszcze nie umiała wykorzystywać ludzi - manipulowania w tym celu miała dopiero się nauczyć. I właściwie jej matka naprawdę lubiła kwiaty, Longbottom więc szczerze zamierzała ten przyniesiony bukiet rodzicom podarować. Manipulacja tkwiła w tym, że tak naprawdę go nie potrzebowała. Ale kiedy masz bardzo dużo pieniędzy, potrzebujesz bardziej ludzi niż rzeczy materialnych, a Sam był jej przyjacielem i nie chciała, żeby stał z nieszczęśliwą miną, zapatrzony w garść drobniaków. - Pewnie. Tylko bardzo proszę, nie zrywaj ich w miejscach, w których mogłoby ci coś grozić, dobrze? - poprosiła. McGongall dzięki znajomości Kniei i swojej ptasiej postaci mógł zawędrować do miejsc, które omijali nawet najbardziej uzdolnieni czarodzieje, ale były zakątki, których i on nie powinien odwiedzać. - Wolisz funty czy sykle? - spytała, wsuwając dłoń do kieszeni, by wydobyć portfel, gotowa wcisnąć w rękę Samuela banknot albo kilka srebrnych monet. Kiedy McGongall wspomniał, że ma "taką chorobę" obserwowała go po prostu przez chwilę. Nie była najbardziej wprawioną w sprawach klątw osobą - wiedziała co nieco, bo niekiedy Castiel plótł coś o klątwach, ale tak naprawdę nie wszystko rozumiała. Spontaniczny wzrost groźnych roślin? Nie miała pojęcia, o czym mówi Samuel: chociaż natychmiast postanowiła, że to sprawdzi i przetrząśnie tego wieczora książki w bibliotece w Warowni, w poszukiwaniu jakichś wskazówek. Nie przestraszyła się. Nie mogła, bo była dziewczyną żyjącą w świecie, w którym z jednej strony niewiele było strachu, bezpiecznym w ochronie rodziny, z drugiej była kimś, komu od dziecka towarzyszyły wspomnienia umarłych. Nie potrafiła jeszcze po prostu przyjąć do wiadomości, że ta przypadłość Sama mogłaby być dla niej zagrożeniem. Nie wydawała się więc ani trochę chętna do ucieczki w przerażeniu. - W takim wypadku bardzo uważaj przy Norze, kwiatki lubi, ale jak to mają być takie nieprzyjazne, to lepiej, żeby jej nie zaatakowały - poinstruowała po prostu, jak gdyby nigdy nic. Bo sama nie umiała przestraszyć się paru roślinek, nieświadoma, jak bardzo niebezpieczna była moc Samuela, ale Nora była dziewczynką, którą w opinii Brenny należało chronić. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] |