[13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
—13/07/1972—
Dolina Godryka, Zagajnik
Nikolai Petrov & Geraldine Yaxley
Dzień zachęcał do wyjścia na zewnątrz. Zresztą było lato, latem panna Yaxley większość czasu spędzała na łonie natury. Było to dla niej oczywiste. W końcu dni były długie i mogła bez mniejszego problemu gubić się w okolicznych lasach w poszukiwaniu zwierzyny. Taką już miała pracę. Nie to, żeby miała jakieś konkretne zamówienia, po prostu polowała na to, co wpadło jej w ręce.
Tak więc postąpiła i tego dnia. Uzbrojona w kuszę pojawiła się w Dolinie Godryka, którą ostatnio raczej omijała. Wiedziała, że Knieja nie jest bezpieczna, bo grasowały w niej widma, także nie zamierzała się zapuszczać w tamte okolice, ale były też inne miejsca, które mogła eksplorować.
Pogoda była piękna, nie zmieniało to jednak faktu, że do lasu ubrała się odpowiednio. W skórzane spodnie, swoje buty ze smoczej skóry, tyle, że pominęła płaszcz, ubrała dzisiaj jedynie flanelową koszulę, bo było zbyt ciepło na inne rodzaje garderoby. Włosy miała zaplecione w gruby, długi warkocz, jak zawsze, kiedy ruszała na łowy. Nie znosiła, gdy włosy przeszkadzały jej w pracy.
Była gotowa, weszła do zagajnika i ruszyła w jego głąb. Nie spieszyła się, bardziej spacerowała, liczyła na to, że los będzie dla niej szczęśliwy, chociaż miała świadomość, że okoliczne lasy mogły być opuszczone z racji na nowych mieszkańców Kniei.
Wędrowała dobrą godzinę, kiedy coś poruszyło się w krzakach, był to dobry znak. Nie biegła jednak za zwierzyną, a powoli ruszyła w jej kierunku. Przygotowała kuszę, do ewentualnego ataku.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 19.03.2024
Tej nocy znów nie mógł spać. Jego oczy same się otwierały, kręcił się z boku na bok, gapił się w sufit, ścianę, zrzucał z siebie kołdrę i znów po nią sięgał, by okryć się pod sam nos. Rano był rozdrażniony. Potrzebował się wybiegać. Odciąć się na chwilę od tych wszystkich irytujących uczuć i znów poczuć się wolnym. Jak dawniej, w Rosji, gdy wraz z garstką znajomych pozwalali sobie na więcej, niż pozwalały im zasady, gdy tylko opuszczali mury szkoły.
Czy był nieostrożny, nie pytając stryja o ewentualne pojawienie się w lesie łowców? Możliwe. Czy w ogóle powiedział stryjowi, gdzie się wybiera? Absolutnie, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Był tutaj, pośród wysokich drzew, i wdychał świeże, leśne powietrze, tak bardzo mu teraz potrzebne.
Wziął ostatni wdech, nim ciało zaczęło się zmieniać. Kości zmieniały grubość, długość i umiejscowienie. Dzieliły się. Skóra pokryła się ciemnobrunatnym futrem. Podwójne bicie serca było tak kojące. Łapy uderzyły o twardą ziemię. Niedźwiedź potrząsnął łbem i ruszył pomiędzy drzewami, łapiąc pyskiem hausty nowego powietrza, poznając naturę i napawając się zwierzęcą wolnością.
Ziemia pod jego łapami była twarda, powietrze, wypełniające jego płuca, chłodne. Brakowało mu trzeszczącego, białego śniegu, w którym mógł zatopić grzbiet i boki, gdy ciało potrzebowało orzeźwienia. Brakowało mu lodowatego powietrza, od którego bolały płuca po powrocie do ludzkiej postaci. Tęsknił za innymi, z którymi biegał beztrosko wśród drzew. Tęsknił za tym dreszczem adrenaliny, gdy w swojej animagicznej formie napotykał innego, prawdziwego niedźwiedzia, i pojawiało się ryzyko walki pomiędzy dwoma samcami.
Czy w Wielkiej Brytanii spotkałby drugiego niedźwiedzia?
Biegł dalej. Łapy uderzały o ziemię, futro chroniło skórę przed chłodem. Chciał ryczeć, dać ujście tym wszystkim emocjom, które się w nim kumulowały, ale z jego pyska wydobywały się jedynie pojedyncze powarkiwania.
Był nieroztropny, ale wolny. I to się teraz liczyło.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
Jeśli chodzi o polowania, Geraldine była trochę, jak nawiedzona. Gdy zauważała zwierzynę nie liczyło się nic więcej, tylko to, żeby ją złapać. Nie mogła zwlekać, wiedziała, że każda minuta w tym wypadku jest bardzo ważna, a nawet sekunda. Zwierzę bardzo szybko mogło jej uciec, a to była ostatnia rzecz, której chciała. Musiała je dopaść.
Może nie było to typowe zachowanie, bo normalny, rozsądny człowiek raczej starał się unikać kontaktu z dzikimi zwierzętami, ale nie panna Yaxley, ona pragnęła zdobyć trofeum. Tak została wychowana, to było jej życie - ciągłe tropienie zwierzyny, zabijanie jej i sięganie po kolejne bestie. Uwielbiała to uczucie adrenaliny i niepewność, czy aby na pewno uda się jej złapać ofiarę.
Jej dzisiejszem obiektem zainteresowania miał się okazać niedźwiedź. Skąd do licha wziął się w Dolinie niedźwiedź? Tego nie wiedziała, może widma wypędziły go z najciemniejszych zakamarków Kniei. To nie było jednak ważne, istotne przecież, że znajdował się przed nią. Mogła go dopaść.
Ruszyła w pogoń. Jej długie nogi nadawały się do tego idealnie. Przywykła do omijania wystających korzeni, do biegania między roślinnością tak, aby przypadkiem sama nie stała się ofiarą. Była wysportowana, potrafiła dogonić bestię.
Gdy znalazła się odpowiednio blisko postanowiła strzelić. Nie celowała jednak w głowę, chciała jedynie lekko zranić zwierzę, aby móc do niego podejść i zająć się resztą inaczej. Lubiła się bawić ze swoimi ofiarami, sprawiało jej to przyjemność. Może nie było to do końca zdrowe.
Oparła kuszę na swoim ramieniu i strzeliła, strzała pokmnęła w stronę niedźwiedzia. Ciekawe, czy trafi go w łapę.
[roll=PO] aktywność fizyczna
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 19.03.2024
Gdyby częściej słuchał stryja, byłby ostrożniejszy. Gdyby zamiast robić wszystko po swojemu, bez większego namysłu, wybadał wcześniej teren, byłby mądrzejszy. Gdyby potrafił się opanować, wybrałby inną metodę. Szkoła uczyła go przetrwania, a jednak popełniał tak bardzo podstawowe błędy. Powinien był zapytać. Powinien był rozmawiać. Powinien dowiedzieć się, czy te lasy były bezpieczne, by swobodnie poruszać się miedzy tymi drzewami, bez strachu o nadzianie się na strzałę jakiegoś kłusownika. Pewność siebie, a może młodzieńcza głupota, wygrały jednak z rozsądkiem i tak oto znalazł się tutaj. Do tej pory, w Rosji, nikt go nie złapał. Nikt go nie ustrzelił - tak podpowiadał mu jego młody, pobudzony adrenaliną duch. Skoro tam nic mu się nie stało, dlaczego miało się cokolwiek stać tu?
Zapominał, że to nie była Rosja. To nie były tereny, które znał. To nie były tereny, na których znali jego. To nie były tereny, na których mógł robić niemal wszystko, na co tylko miał ochotę. Powinien był się dostosować. Poznać zasady i dopiero wtedy zdecydować, czy warto było podejmować ryzyko.
Zupełnie nie spodziewał się strzały. Przystanął na chwile, potrząsnął łbem i rozejrzał się, w którą stronę powinien kierować się teraz. Ciągnęło go w głąb lasu i tam też chciał ruszyć, gdy niespodziewany, ostry ból w tylnej łapie przyćmił mu umysł. Ryknął. Łapa ugięła się pod nim.
Co to było? Co się działo? Obrócił łeb i warknął, widząc strzałę, której grot wbijał się głęboko w jego ciało. Krew sączyła się powoli z rany, brudząc ciemne futro.
Co powinien zrobić? Tego nie przemyślał. Powinien wziąć to pod uwagę, ale było już za późno... Łowca upatrzył swoją ofiarę.
Chciał się oddalić. Rana nie pozwalała mu biec tak szybko, jak biegł wcześniej, ale nie mógł tak po prostu stać w miejscu i czekać, aż pojawi się druga strzała i trafi go w inne miejsce. Aż trafi go w głowę.
Powinien się przemienić? Łowca z pewnością powstrzymałby się przed polowaniem na drugiego człowieka, a i różdżką mógłby się bronić z dystansu, a może opatrzeć ranę. A jeżeli łowca był niemagicznym? Gdyby ujawnił się przed niemagicznym, miałby jeszcze większy problem.
Rozglądał się, oddalał się. Może... Może uda mu się uciec.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
Strzała pomknęła przed siebie i nie chybiła. Uśmiech sastysfakcji pojawił się na jej twarzy, do trafiła w zwierzynę. To wcale nie było takie trudne, dobrze że potrafiła pozostawać niezauważalna w lasach, lata doświadczenia robiły swoje, nie ma się co oszukiwać.
Niedźwiedź nie spodziewał się ataku, to dawało jej przewagę. Mogła do niego dobiec, tak naprawdę nie mógł nawet stwierdzić z której strony nadejdzie. Korzystała z okazji, korzystała z chwili w której ugieła się jego łapa i ruszyła przed siebie, biegła bardzo szybko ile tylko miała sił w nogach, aby nie dać mu uciec.
Przerzuciła kuszę na plecy, sięgnęła do paska po srebrny sztylet, który miał się stać kolejnym narzędziem tortur. Nie myślała w tej chwili o różdżce, podczas polowań z magii korzystała na samym końcu, kiedy inne metody nie przynosiły oczekiwanego efektu. Teraz jednak wcale nie była zdesperowana.
Póki co nie zamierzała jeszcze strzelać, nie teraz, kiedy już go naznaczyła. Teraz chciała spojrzeć zwierzęciu w oczy i pokazać, kto je pokonał, kto odbierze mu życie.
Nie miała problemu z tym, żeby je dogonić, bo było zranione, co skutecznie je spowolniło. Po dłuższej gonitwie udało jej się do niego dobiec. Mógł poczuć jak się zbliża, jej stopy znajdowały się coraz bliżej niego, jeszcze chwila, moment, a złapie go w swoje ręce. Tylko to było jej potrzebne do szczęścia. Będzie mogła się pochwalić ojcu, że znalazła niedźwiedzia w Dolinie, tego na pewno się nie spodziewał, zresztą, jak i ona sama. Nigdy dotąd nie udało jej się spotkać bowiem na tym obszarze podobnej bestii.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 19.03.2024
Nie miał zamiaru czekać, aż go postrzelą, zabiją i powieszą głową do dołu, jako cholerne trofeum, które straci na wartości w momencie, gdy martwy niedźwiedź przemieni się znów w człowieka i polowanie na zwierzynę zmieni się w morderstwo. Nie miał zamiaru czekać, aż łowczyni go dogoni, chociaż gdzieś w tyłu głowy miał świadomość, że z ranną łapą nie będzie w stanie uciec człowiekowi, który z pewnością znał ten las, jak własną kieszeń, potrafił się po nim poruszać, a z pewnością mógł poszczycić się nieprzeciętną sprawnością fizyczną.
Nie widział jej dokładnie, ale wiedział, że się zbliżała. Niemal czuł jej oddech na swoim karku. Był głupi. Tak bardzo głupi, a rozszalałe myśli nie pozwalały mu dokładnie ocenić sytuacji.
Nie mógł uciekać w nieskończoność - nie byłby w stanie.
Co by powiedział jego Ojciec? Pft, Ojciec by go zbeształ za głupotę i nieodpowiedzialność, albo posłałby mu to spojrzenie i go zignorował.
Powinien się przemienić. W mniejszej, ludzkiej formie o wiele łatwiej będzie mu się ukryć, a i będzie mógł coś zrobić z tą raną.
Chciał wykorzystać moment, w którym Łowczyni nie była jeszcze tak blisko, by go dopaść. Uskoczyć, oddalić się, schować i wtedy się przemienić, zanim jej oczy znów go dosięgnął. I jeżeli mu się udało, schowałby się za jednym z grubych konarów.
[roll=Z]
aktywność fizyczna
Udało mu się. Udało. Na tę jedną chwilę był bezpieczny, za konarem drzewa, wracając powoli do swojej ludzkiej postaci. Przemiana nie była przyjemna, a ból w nodze tylko potęgował nieprzyjemne odczucie. Teraz wystarczyło tylko poczekać, co dalej.
Palce jednej dłoni zaciskały się na trzonku różdżki, gotowa, by wycelować, a druga otaczała strzałę, wystającą z uda.
Co teraz?
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
Ger potrafiła być szybka, naprawdę. Nie miała więc problemu z tym, żeby dogonić niedźwiedzia. Tyle, że w pewnej chwili gdzieś zniknął. Jakim kurwa cudem, zniknął? Przecież siedziała mu na ogonie, biegła za nim cały czas. Nie mógł uciec daleko, nie było takiej opcji, nie ma szans. Szczególnie, że był ranny, tak czy siak wytropiłaby go dalej po śladach krwi, które za sobą zostawiał. Przed nią się już ten misiek nie ukryje. W lewej ręce trzymała srebrny sztylet, gotowa na każdą ewentualność, kto wie, jak bowiem zareaguje rozjuszone zwierzę. Zdawała sobie sprawę, że zranienie potrafiło je bardzo rozwścieczyć.
Zauważyła ruch za konarem drzewa. - Tu jesteś. - Mruknęła pod nosem i ruszyła w jego kierunku. Była już bliska, dochodziła do miejsca, w którym widziała ruch. Tyle, że gdy podeszła do niego to zamarła.
Nie było tam niedźwiedzia, tylko człowiek. UPS.
Ona nadal nie sięgała po różdżkę, kiedy miała w ręku sztylet - czuła się bezpiecznie, nie bała się magii, nie kiedy mogła bardzo szybko obronić się dzięki sprawności fizycznej swojego ciała.
Może powinna go tu tak zostawić, udawać, że nie jest odpowiedzialna za to wydarzenie, tyle, że wtedy mogliby jej szukać, zważając na to jak wyglądała, cóż mogła się spodziewać, że jeśli wniesie gdzieś skargę, to znajdą ją prędzej, czy później. Niewiele po świecie chodziło kobiet, które wyglądały podobnie do niej. Jej 188 centymetrów wzrostu ciężko było przegapić.
Schowała sztylet, żeby go jeszcze bardziej nie wystraszyć, co za ironia, że trafiła na animaga, którym sama przecież była. Na szczęście zwierzę, w które się transmutowała raczej budziło wstręt, niżeli chciało zachęcić łowców do polowania na nie. - Trochę głupio wyszło. - Zaczęła mówić wsadzając sobie przy tym fajkę do ust, odpaliła ją swoją zapalniczką Zippo, mugolską. Zaciągnęła się dymem, żeby ułożyć sobie to wszystko w głowie.
No trafiła go, był to fakt, którego nie da się podważyć, na całe szczęście nie celowała w głowę, bo miałaby większy problem, ręką, noga, to nie było nic ważnego. - Pomóc ci wstać? - Zapytała jeszcze zachowując odpowiednią odległość między nimi, bo nie miała zamiaru podchodzić do niego, jeśli nie będzie tego potrzebował.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 19.03.2024
Sytuacja nie wyglądała dla niej ciekawie. Bo niby jak miałby wytłumaczyć kobiecie, że w jednej chwili goniła niedźwiedzia, pałętającego się samotnie po lesie, tylko po to, żeby zamiast zwierzyny znaleźć człowieka, rannego dokładnie w tym samym miejscu, w którym ustrzeliła miśka? Czy byłby w jakikolwiek sposób to wyjaśnić, bez wdawania się w zbędne szczegóły? Na brodę Merlina, czemu nie przykładał się na zajęciach, kiedy uczyli się Zaklęcia Zapomnienia?
Zacisnął zęby, złamał strzałę i odrzucił ją, nie patrząc gdzie. Grotu, tkwiącego w jego nodze, nie tykał - nie miał ze sobą nic, co mogłoby zatamować krwawienie, więc wolał go nie wyjmować.
Trochę głupio wyszło, powiedziała... Tak tylko trochę...
-Bardzo - mruknął, gdy kobieta tak po prostu odpaliła sobie papierosa.
w sumie też miał ochotę zapalić, ale chyba nie był to najlepszy moment na wspólnego papieroska.
-Zawsze tak tu strzelacie do ludzi? - spytał, niby żartem.
Mimo wszystko, nie była to wina jedynie łowczyni. Sam również był sobie winien - mógł wziąć pod uwagę ewentualne spotkanie z... Z kimkolwiek, kto mógłby wziąć spotkanie z niedźwiedziem za zagrożenie. Po części sam był sobie winien, ale absolutnie nigdy nie powiedziałby tego na głos.
Kobieta zachowywała dystans, a nawet schowała nawet swój sztylet, którym wcześniej planowała go oskórować. Gdyby planowała go jakoś zaskoczyć, może miałby szansę zareagować...
Odsunął dłoń od różdżki, oparł się nią o konar drzewa za nim i podniósł się powoli, krzywiąc się, gdy rana znów dała o sobie znać. Na szczęście nie potrzebował pomocy i chociaż noga bolała, był w stanie utrzymać się na prostych nogach, o ile nie przeniesie ciężaru ciała na tę ranną. Chociaż tyle dobrego.
-Dzięki... Nie trzeba.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
Byłaby w stanie się z tego wytłumaczyć. Miała świadomość, że istniał rejestr animagów i jeśli był jednym z nich, to powinien być do niego zapisany, chyba, że podobnie jak ona zmieniał się nielegalnie, tyle, że ona bardzo ostrożnie podchodziła do tej umiejętności, miało komu pokazywała, co umie. W przeciwieństwie do tego chłopaka, który bez oporu przed chwilą latał po lesie pod postacią niedźwiedzia. Wiedziała co widziała, na pewno jeszcze przed chwilą był miśkiem, którego dosięgnął jej grot, jej strzała.
- Nie, tylko trochę, bardzo głupio by wyszło wtedy, gdybym strzeliła ci w głowę. Na całe szczęście, to nie w nią celowałam. - Bo gdyby tylko tego chciała, to pewnie miałby teraz strzałę nie w nodze, a w głowie, a ona trupa na sumieniu. Na całe szczęście lubiła bawić się zwierzyną. Zbliżyła po raz kolejny papierosa do swych ust, robiła to bardzo powoli, delektowała się jego smakiem.
- Do ludzi nie, do zwierząt jak najbardziej. - Wyjaśniła krótko. Może nie wszyscy, ale akurat jej rodzina tym się zajmowała, nadarzyła się okazja to postanowiła z niej skorzystać. Na pewno ktoś chętnie by kupił futro z niedźwiedzia, chociażby taki Esme, nie sądziła, że często dostawał podobne komponenty, mógłby stworzyć z niego urocze wdzianko dla jakiejś bogatej panny.
- Jesteś pewien? - Podniósł się, może dosyć nieudolnie, jednak udało mu się to. Yaxley wyczuwał w jego akcencie coś innego, nie był stąd, ciekawe, to by wiele wyjaśniało. Nie zamierzała jednak wypytywać, skąd się wziął. Zresztą i ona mówiła dosyć specyficznie i bardzo niewyraźnie, bo przecież pochodziła z Walii, jednak to, w jaki sposób on mówił nie przypominało raczej żadnego z akcentu, który słyszała w Wielkiej Brytanii. Bardziej pasował jej do tych słowańskich regionów, gdzie zdarzyło jej się polować, wpatrywała się więc w niego próbując zrozumieć, co tutaj robił.
RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 20.03.2024
Faktycznie, wyszłoby bardzo głupio. To byłby chyba najgłupszy sposób na śmierć, jak można sobie wyobrazić. A wyszedł sobie, zmienił w niedźwiedzia, pobiegał, pobiegał i skończył ze strzałą w skroni. Martwy człowiek i niezadowolony łowca, który sprzed nosa stracił niedźwiedzie futro.
-Powinienem czuć się szczęściarzem?
Jakkolwiek tego nie chciał, musiał kobiecie przyznać rację, bo jeśli była doświadczonym łowcą, ustrzelenie zwierzyny w głowę nie powinno być dla niej żadnym problemem. Czyli to, że jeszcze tutaj stał, z krwawiącą nogą, rozmawiając z babką, dla której ustrzelenie człowieka nie było niczym wielkim, sądząc po jej zachowaniu, było zasługą jej jakiegoś może sadystycznego uwielbienia dramatycznych pościgów? Bo czy gonienie rannej zwierzyny, której koniec końców i tak kończyło się życie kolejną strzałą lub ostrym nożem, nie miało w sobie dramatyzmu.
Adrenalina powoli opadała.
-Do ludzi nie... Zapamiętam - oj, zapamięta i to na długo.
Jeszcze raz obejrzał ranę. Grot co prawda tamował krwawienie, ale kilka kropel wciąż było w stanie się wydostać i potoczyć się powoli w dół nogi. Kliknął językiem i mruknął pod nosem coś, co brzmiał jak Blin, kak mne ob"yasnit' eto Vladu?.
-Często tu urządzacie polowania? Jeśli kiedykolwiek znowu bym tu wyszedł, jaka jest szansa, że nie znowu oberwę strzałą?
No cóż, to było całkiem istotne pytanie, bo jeżeli faktycznie w tych rejonach kręciło się więcej łowców, oznaczało to kategoryczny zakaz przemian i wałęsania się po lasach. Żegnaj, wolności...
-Tak, jestem pewien - odpowiedział na pytanie, bo stał już w miarę prosto, czasami tylko się chwiejąc, bo przyzwyczajony był do opierania ciężaru na lewej nodze, która, o ironio, była ranna, ale stał. -Chyba nawet uda mi się wrócić do domu - dodał ciszej, bardziej do siebie, niż do kobiety.
A potem będzie musiał się tłumaczyć. Ech...
|