![]() |
|
[6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel (/showthread.php?tid=3209) Strony:
1
2
|
[6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 06.05.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic 6 sierpnia 1972
Późny wieczór Olivia wysłała sowę do Brenny z samego rana. Udało jej się porozmawiać z rodziną Jasie, Josephem. Mężczyzna nie wiedział, gdzie mógł zostać zakopany naszyjnik - ale miał pewne podejrzenia. Olivia zostawiła Brennie karteczkę z adresem, chociaż doskonale wiedziała, że kobieta go zna. Ale tak na wszelki wypadek, jakby zapomniała albo zgubiła. Bo pamiętała doskonale, co Longbottom mówiła te dwa dni temu - Jasie i jej siostra nie chciały, żeby ktokolwiek znalazł naszyjnik. Faktycznie nie pomyślała o tym, że mógł zostać zabezpieczony zaklęciami, podobnie jak obszar, na którym się znajdował. Dlatego czekała. Josepha nie było na miejscu. Dworek, który niegdyś był piękny, teraz był podniszczony, opustoszały. Rodzinna posiadłość popadła w ruinę, chociaż nie wyglądało na to, by miała się zawalić. Była po prostu zaniedbana i podniszczona, ale na pierwszy rzut oka budynek wyglądał na solidny, a belki - nieprzeżarte przez korniki. Szyby były koszmarnie brudne, zasłony sprane (albo to ten kurz sprawiał takie wrażenie? Olivia nie wchodziła do środka), a ogród... No, tutaj był OGROMNY problem. O ogród musieli przestać dbać na długo, zanim nie przeprowadzili się o przeszło 100 mil od tego domu, w którym tliły się nieprzyjemne wspomnienia. Po prostu go zostawili, licząc, że kiedyś znajdzie się na niego kupiec. Dopóki jednak takowy się nie pojawiał na horyzoncie: mieli go po prostu gdzieś, zajęci swoimi sprawami i swoją rodziną. Ogród porastały chwasty i wysoka trawa - lecz te chwasty to nie były takie zwykłe rośliny. One były ogromne, z grubymi łodygami i pewnie jeszcze grubszymi korzeniami. Wyglądało to nieco upiornie, szczególnie późnym wieczorem, czyli teraz. Olivia, ubrana w kalosze i urocze ogrodniczki (uprzedziła Brenn że będą kopać, miała nawet grabie! Skąd je wytrzasnęła? Ot, zagadka), patrzyła niepewnie na to, co rozpościerało się przed nią. Cholera, powinna była wziąć siekierę. RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 07.05.2024 Brenna, pomiędzy szykowaniem potańcówka, urodzin Millie i wyprawy na wyspę, nie wspominając już o pracy i prywatnych dramatach rozgrywających się w życiu jej i jej bliskich, nie miała wprawdzie wiele czasu na przegrzebywanie źródeł odnośnie odszukiwania rzeczy, ale wypytanie w biegu paru osób bieglejszych w magii od niej prowadziło do jednego wniosku. Miały przerąbane. Nie istniał sposób pozwalający ot tak namierzyć ukryty pod ziemią przedmiot, zwłaszcza że ten chciano zakopać na dobre. Brenna nie miała większych szans uciec się do widmowidzenia - wszystko stało się tak dawno temu, że szanse na zobaczenie czegoś sensownego były bliskie zeru. Zaklęcia namierzające istniały, choćby Namiar, ale większość trzeba było najpierw nałożyć na cel, aby ten został później znaleziony. Istniała szansa, że jeśli naszyjnik obłożono potężnymi zaklęciami, zdołają znaleźć ślady magii... Ale czy ta nie powinna się już po tylu latach wyczerpać? Mechanizmy magiczne byłyby przydatne, ich powstawanie jednak było czasochłonne. I tak dalej, I tak dalej... A przekopanie całego ogrodu zajmie im wieki. Chyba że kompletnie go zrujnują za pomocą magii. Brenna miała parę pomysłów, ale i tak odczuwała pewną beznadzieję, kiedy teleportowała się w ogródku i w gąszczu roślin – najwyraźniej dziwne zjawiska powodujące gwałtowny wzrost roślinności sięgnęły i tutaj. Podobnie jak Olivia zadbała o odpowiedni strój: miała na sobie wyblakłe rybaczki, solidne, znoszone już buty, ciemną koszulkę, a w plecaku rękawiczki. Była pewna, że czegoś zapomniała. Nie mogła przypomnieć sobie czego i to trochę ją stresowało - może miała coś tutaj przynieść, ale zupełnie wyleciało jej to z pamięci? – Cześć, Livy – przywitała się wesoło, jak zwykle, jakby widok tej ziemi, cholernie dużej, i tych wszystkich roślin, nie sprawił, że jęknęła w duchu. Zagwizdała jednak, rozglądając się. – W sumie już się nie dziwię, że pozwolił nam tu kopać i nawet nie domagał się jakichś wielkich pieniędzy, tak to wszystko wygląda, że gorzej nie będzie – oświadczyła, chociaż całkiem pogodnie. Miała dziwne wrażenie, że tego domu nikt nie kupi i popadnie w jeszcze większą ruinę. A jeśli nawet, to jeżeli usuną te wszystkie rośliny, właściciel co najwyżej skorzysta. – Mam parę pomysłów, chociaż nie mam pojęcia, czy zadziałają. Po pierwsze, wykrywanie śladów magii, ale jeżeli zakopały to bardzo głęboko, wiele to nie da. Po drugie, można próbować transmutować ziemię, żeby stała się przezroczysta… ale kamienie i tak dalej i tak to utrudnią i nie próbowałam dotąd z aż tak zaawansowaną transmutacją… Jak dobrze radzisz sobie z kształtowaniem i transmutacją? – spytała. Wprawdzie sama też zgarnęła łopatę, ale jednak planowała przede wszystkim posługiwać się magią, bo bez niej to mogą tu kopać najbliższy rok i nic nie osiągną. RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 15.05.2024 - Brenna! - na widok koleżanki rozpromieniła się. Dostrzegła, że ta wygląda na niego... Nawet nie zagubioną, ale być może trochę zmęczoną? Przyjrzała się jej uważnie, ale nie dostrzegła specjalnie jakichś ostrzeżeń w postaci cieni pod oczami czy bladej cery, więc uznała, że po prostu sobie coś ubzdurała. Nie pierwszy raz zresztą. - No nie? Wygląda to okropnie. Ok-rop-nie. Jak tylko zobaczyłam, jak to wszystko jest zaniedbane, to aż mi trochę serce drgnęło. Przytaknęła, bo to była prawda: widok był naprawdę godny pożałowania. Ale to nie brak zadbanego ogrodu, w którym łatwo by mogły kopać, ją najbardziej niepokoił. Wydawało jej się, że gdzieś w tych chaszczach coś mignęło. I nie była pewna czy to było zwierzę, czy być może... Jakaś magiczna roślina? - Słuchaj, Brenn, nie chcę być pesymistką, ale myślisz, że coś tu mogło się... No wiesz - zamieszkać? - zapytała, mrużąc oczy. Wzrok miała jeszcze dobry, ale do tego mignięcia cienia doszło jeszcze dziwne wrażenie, że coś się na nich patrzy. - Albo czy hodowali tu magiczne rośliny? Takie które, no nie wiem, mogłoby nam zjeść nogę? Zaśmiała się, chociaż trochę nerwowo. Pokręciła głową, pukając się kilka razy w skroń. - Wybacz, chyba za dużo się książek naczytałam. Jeśli chodzi o ten pomysł, to myślę że może najlepiej będzie zacząć od usunięcia tej wysokiej trawy? Albo faktycznie spróbujemy zmienić ziemię na przezroczystą. Kształtowanie idzie mi całkiem dobrze, mogę spróbować wyczarować narzędzia i niech one kopią za nas. Niestety nie mamy skrzata, którego mogłabym poprosić o pomoc... Z transmutacją to wolałabym nie odpowiadać na to pytanie - no cóż - jeśli Brenna by drążyła, pewnie Olivia musiałaby podzielić się tą krępującą historią z zajęć, podczas których zmieniła sowę zamiast w piszące pióro: w kartkę ze skrzydłami, która postanowiła im spierdolić przez okno. Szukała jej potem pół dnia, by cofnąć zaklęcie. RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 16.05.2024 - Człowiek przypomina sobie, jak szybko płynie czas - stwierdziła Brenna i przez moment i jej ton, i mina były poważne, takie trochę nie pasujące do tej Brenny, jaką widywało się na co dzień, ale zaraz to wrażenie ustąpiło, rozpłynęło się wraz ze zwykłym uśmiechem. To tak naprawdę była ponura historia: utraty, upadku i zawiedzionych nadziei, świetności, która przeminęła. Jeżeli jednak nawet Longbottom zdawała sobie z tego sprawę, zamierzała zachować pogodę, przynajmniej pozorną, a teraz należało skupić się na czymś zupełnie innym. Na pytanie Olivii Brenna spojrzała w gąszcz z nieco czujniejszym wyrazem twarzy, jakby oczekiwała, że zaraz wyłoni się stamtąd trzygłowy pies, toczący pianę z pyska. A potem obejrzała się na posiadłość: na stare okna, pozasłaniane zasłonami, uszkodzony dach, zatrzaśnięte na głucho drzwi. Wyglądała jeszcze bardziej ponuro i złowrogo niż ten ogród. – Jeśli chodzi o jakieś boginy i tym podobne... to raczej myślę, że wybrałyby dom - powiedziała z wahaniem. Nie raz już miała okazję się przekonać, że w opuszczonych domostwach czarodziejów lubią zamieszkiwać różne magiczne stwory. Albo natykało się tam na niespodzianki, jak przeklęte przedmioty. Ogród to jednak trochę inna sprawa... Posiadłość nie była szczególnie zabezpieczona, a właściciele nie wydawali się bogaci, w teorii nie powinni więc hodować tutaj bardzo rzadkich, magicznych ziół. Tyle że teoria a praktyka to dwie różne sprawy... – A co do roślin... cholera, nie mam pojęcia, ale z nas dwóch to ty je prędzej ropoznasz. Nigdy nie byłam szczególnie dobra z zielarstwa. Zważywszy na to, co działo się ostatnio z roślinami w w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli nie hodowano tutaj czegoś szczególnie morderczego, to zwykle roślinki i tak mogły się nieco znarowić. I spróbować je zamordować. Nie tak dawno temu miała okazję zetknąć się choćby z tentakulami. Dwa razy. Jeden raz był absolutnie wspaniały, bo tentakula użarła Stanleya Borgina, ale tym razem nie miała nikogo, kogo chciałby rzucić trującym roślinom na pożarcie. – To... obie kształtowanie, ja zajmę się transmutacji, a ty wypatrywaniem, czy coś zielonego i kolczastego chce nas udusić? – zasugerowała, sięgając do kieszeni po różdżkę. – Zaczęłabym od obrzeży, w pobliżu murów. I to na tyłach, nie od frontu. Gdybym zakopywała coś takiego, to raczej chyba nie pod progiem – dodała, chociaż to oczywiście oznaczało, że drogę tam muszą sobie wyciąć w tym gąszczu. Brenna poprawiła plecak na ramionach i jeśli Olivia nie protestowała, skierowała się na tył domu. Machnęła różdżką, kształtując magię w niewidzialne ostrza, by zacząć wycinać im drogę pośród roślin i, możliwie, usunąć jak najwięcej chwastów oraz trawy. A potem jako pierwsza ruszyła tym, co kiedyś było ścieżką, ale przez lata znikło pośród zieleni i krzewów. Kształtowanie [roll=W] [roll=W] Czy jakaś roślina spróbuje nas zjeść? Tak/Nie [roll=1d2] RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 18.05.2024 - No niby tak, ale w sumie to jest ciemno - powiedziała, mrużąc oczy. W zasadzie to oświetlał ich blask lumos z różdżek oraz kilka unoszących się w powietrzu lampek, o które zadbała Olivia. No, kilka to było za dużo powiedziane, bo były aż trzy sztuki, ale wydawało się, że krąg światła był na tyle mocny, że powinny wszystko zobaczyć. Tylko że - no właśnie - wszystko w obrębie tego oświetlonego kręgu. Światło w ciemności mocno upośledzało wzrok, o czym Olivia nie do końca wiedziała. Nie pomyślała, że gdyby teraz wszystko pogasiły i gapiły się w ciemność, to pewnie zobaczyłyby więcej szczegółów tego upiornego ogrodu. - Ty to masz łeb. Faktycznie z tyłu byłoby bezpieczniej. Pochwaliła, bo sama tak by zrobiła, ale nie wpadła na to, że ktoś inny też byłby takim spryciarzem. Ruszyła więc za Brenną, wcześniej machając różdżką, by latarenki popłynęły w powietrzu za nimi. Jedna oświetlała brygadzistce drogę, dwie pozostałe krążyły gdzieś po bokach, tak na wszelki wypadek. Potem rzuciła podobne zaklęcie, chociaż nie było już takiej potrzeby, bo ostrza Brenny skutecznie wykosiły całkiem szeroką, łatwą do przejścia ścieżkę. Kształtowanie x 2 [roll=Z] [roll=Z] Przy latarenkach pojawiły się dwa wielkie sekatory. Idealne do ucinania suchych gałęzi, nawet tych grubszych. Zadowolona z siebie Quirke potrząsnęła głową, pozwalając by kosmyki rudych włosów rozsypały się wokół jej twarzy i... - Brenna, uważaj! - to, co wcześniej dostrzegła w ciemności, mignęło jej znowu. Teraz jednak była pewna, że to nie był cień. To było białe. Białe i duże. Odruchowo posłała w tamtą stronę nie sekator, a latarenkę, która przecież była gorszą bronią, a właściwie to żadną. Ale dzięki temu były w stanie zobaczyć, że z boku ścieżki wyrastała jakaś pojebana, wielka stokrotka, która swoją wysokością była jak połowa Brenny. Jej okalana białymi płatkami głowa była wielkości głowy dużego psa. A listki... Kurde, nie miała liści - zamiast nich z łodygi wyrastały dziwne, długie i falujące pnącza, które właśnie szybowały w kierunku dwóch kobiet. RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 19.05.2024 Niby nie mogły być pewności – siostra Jase mogła być idiotką, która zakopała przeklęty naszyjnik tuż przed progiem, tak że przechodził nad nim każdy, kto wchodził do posiadłości. Brenna miała jednak nadzieję, że kobieta wykazała się odrobiną ostrożności i może jednak mają szansę na osiągnięcie jakichś sensownych rezultatów. Zaklęcia ich obu wycięły nie tylko szeroką ścieżkę na miejscu, na którym znajdowała się ta stara, ale były też na tyle silne, aby położyć istnym pokotem wszystkie okoliczne chwasty i nadmiernie wybujałe trawy. Dzięki temu mogły swobodnie dostać się w okolice muru i dużo swobodniej zacząć swoje poszukiwania, ale najwyraźniej rozdrażniło to jedną z roślin, czego Brenna, niezbyt z nimi obeznana, sama by pewnie nie dostrzegła od razu. Może faktycznie kiedyś hodowano tutaj coś niebezpiecznego – a może coś zmutowało pod wpływem ostatnich problemów w Anglii, ale kobieta, zaalarmowana przez Olivię, zamarła aż na moment (chociaż w sytuacjach zagrożenia zwykle działała instynktownie). No bo… Mordercza stokrotka? Poważnie? – Co to do licha jest? – zapytała skonsternowana, z powodu absurdu sytuacji nawet nie mając za bardzo energii, by się przestraszyć. Machnęła różdżką i te same, niewidzialne ostrza, które wcześniej pomknęły przez ogród, wycinając roślinność, przecięły też frunące ku nim pnącza. Brenna znów poruszyła nadgarstkiem i następnie zaklęcie ucięło morderczą roślinę tuż przy ziemi, tak że ta padła na grunt i drgała jeszcze przez chwilę. Brygadzistka obserwowała ją podejrzliwie, niepewna, czego jeszcze się spodziewać w słabym świetle latarenek. Te przyciągały różne robaczki i owszem, sprawiały, że dziewczyny nie widziały poza granicą blasku, ale Brenna nie prosiła o ich gaszenie: przed nikim się nie chowały, a jednak w zupełnych ciemnościach na pewno nie znajdą tego, czego szukały. I tak miały małe szanse. – O tym w Hogwarcie na pewno nie uczyli – mruknęła, po czym rozejrzała się jeszcze raz. – Mam nadzieję, że nic nas tutaj nie zeżre – dodała, ale nie dostrzegała już niczego, co próbowałoby je zamordować... - Livy, jeśli będzie tego więcej, to lepiej, jak się stąd wyniesiemy, nie znam się na roślinach, a twoja matka wyciągnęłaby mnie z zaświatów, żeby skopać mi o ciebie tyłek, gdybyśmy tutaj umarły. Mimo to postąpiła kilka kroków ścieżką, czekając, czy coś jeszcze ją zaatakuje. A gdy to nie nastąpiło, ponownie machnęła różdżką: tym razem posypał się z niej złocisty pył. Zawirował wokół "martwej" stokrotki, na razie nie wskazując na inne ślady magii niż ta roślina, ale Brenna ruszyła wraz z nim dalej, w stronę muru... Kształtowanie (roślinka) [roll=W] [roll=W] I znowu (szukanie śladów magii) [roll=W] RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 21.05.2024 Olivia wstrzymała na chwilę oddech, gdy zorientowała się, że posłała nie to, co miała. Quirke, skup się do kurwy - to przecież sekator jest ostry, nie latarnia, która notabene minęła pierdolniętą stokrotkę o płatek (bo przecież nie o włos). Na całe szczęście, że obok była Brenna. To już któraś z kolei sytuacja, w której koleżanka ratowała jej dupę. - Oczywiście, że nie! To coś... To coś nie powinno istnieć - chciałaby powiedzieć to bardziej zdecydowanym tonem, ale chyba nie bardzo wyszło, bo głos miała drżący, zniżony niemal do szeptu. - Wiesz co, myślę że byłaby do tego zdolna. Kąciki jej ust wygięły się w uśmiechu, chociaż wcale nie chciało jej się śmiać. Próbowała rozładować sytuację. Ostrożnie przekręciła nadgarstek, by nikłe światło laterenki oświetliło truchło (czy to można było nazywać truchłem?) stokrotki. Olivia nie zamierzała się do tego zbliżać, na wypadek gdyby było ich więcej, bo przecież stokrotki zwykle rosły całymi gromadami. Ale nie wyglądało na to, by ta klątwa czy cokolwiek tutaj było, wyrastało w większej ilości. Chyba. - Mhmmm... Wygląda jak stokrotka, ale jest większa. Nie widzę też innych i ma dziwne pnącza. Powiem ci Brenn, że widziałam w swoim życiu dużo ziół i roślin, wiele z nich potrafię sama hodować, ale z czymś takim spotykam się pierwszy raz - powiedziała, marszcząc brwi. Spojrzała na złocisty pył, który zawirował wokół rośliny, ale nie popędził w inną stronę. Więc to była pojedyncza roślinka? Oby. - Jak będziemy wracać, będę chciała rzucić na to okiem, dobrze? Zapytała, ruszając za Brenną. Szły teraz dużo ostrożniej, a Olivia rozstawiła pływające w powietrzu światełka tak, żeby jak najbardziej poszerzyć krąg widzenia. Krok za krokiem udało im się dotrzeć do muru. Był porośnięty nie tylko mchem, ale i bluszczem. Bluszcz wydawał się być pełen życia, zielony i mocno wczepiony w kamień. Był też bardzo, bardzo gęsty. Tak jakby rósł tu od co najmniej kilku wieków, a nie kilku lat. - Dziwne. Dużo tego bluszczu - Olivia przekrzywiła głowę, a potem ostrożnie dotknęła jednego z liści. To był zwykły bluszcz, tylko bardzo, bardzo rozrośnięty. Jej dotyk nie sprawił, że się specjalnie poruszył czy - nie daj Merlinie - spróbował jej oddać. - To co teraz? W prawo na tyły, nie? Ruda zerknęła w tamtą stronę, ale gdy podesłała swoje latarenki, dostrzegła przeszkodę. Krzaki. Ogromne krzaki z grubymi gałęziami, splątane w jeden wielki kłąb. Gałęzie miały ostre kolce wielkości ich palca wskazującego. Szerokie to było na dwa metry. I jakieś takie... Czarne. Podejrzane. - Może jestem przesądna, ale wygląda to jak jakieś złe ciernie z baśni - odezwała się w końcu, zastanawiając się z początku, czy dzielić się z Brenn tym skojarzeniem. Ale w sumie - czemu nie? Ona nie będzie jej oceniać. Gdyby to robiła, to już dawno by się przestała z nią zadawać. RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 22.05.2024 - Czyli... albo rodzina Jase była szalonymi zielarzami i robili dziwne eksperymenty, albo przez te ostatnie wydarzenia wszystko tutaj oszalało - podsumowała Brenna, gdy Olivia oceniła, że to nie powinno istnieć. Fakt, że napadła je mordercze stokrotka, najwyraźniej okaz unikalny, zdawał się niezbyt Brennę poruszać. To nie było najdziwniejsze, co zdarzyło się tego lata. - Ewentualnie siostrzeniec chciał, żebyśmy dały mu spokój i zostawił parę niespodzianek - dodała, chociaż ton wskazywał na to, że raczej sobie żartuje. Mimo wszystko powątpiewała w próbę morderstwa, zwłaszcza za pomocą stokrotki. Bluszcz jej nie zaskoczył, trochę dlatego, że nie znając się specjalnie na roślinach nie umiała ocenić, czy rósł tutaj od dziesięciu, stu czy od tysiąca lat. Za to gdy pojawiały się przed nimi mroczne, ciemne krzaki o długich kolcach przyciągały już spojrzenie, i to nie tylko dlatego, że miała pewne obawy, czy zaraz nie spróbują ich zamordować. Pył, sypiący się z różdżki, skoncentrował się przy nich, czy raczej: pod nimi. Znikł gdzieś w gęstwinie, a zaklęcie zostało przerwane. – Mam nadzieję, że nie znajdziemy za nimi Śpiącej Królewny, bo umiem załatwić różne rzeczy, ale nie miałabym pojęcia, skąd wytrzasnąć dla niej księcia – skomentowała, rzeczywiście ani myśląc potępiać Quirke za to skojarzenie. – Jedno z dwojga. Albo są magiczne i mogą spróbować nas na przykład udusić, jak zaczniemy rzucać zaklęcia, albo jeżeli ten naszyjnik był bardzo magiczny… to schowano go gdzieś pod nimi. Hm… a może w sumie dwa z dwojga. Bo właściwie, dlaczego kobieta nie miałaby ukryć szkatuły pod ziemią, a potem zasadzić na niej jakieś potencjalnie niebezpieczne zielsko, tak dla dodatkowej ochrony? Albo to było zupełnie zwykłe zielsko, ale przekleństwo ciążące na naszyjniku w jakiś sposób na nie podziałało. Lub czystym przypadkiem ostatnie anomalie wywołały rozrost i jakąś mutację absolutnie zwykłych krzewów, które rozrosły się akurat nad miejscem ukrycia naszyjnika. Albo… -…albo pochowali w ogrodzie więcej magicznych rzeczy – dodała Brenna, której umysł oczywiście od razu zaczął tworzyć różne absurdalne teorie i możliwości. Cóż. Mogła wydawać się głupia, ale tak naprawdę czasem myślała aż za wiele. – Liv? Cofnijmy się proszę. I stań trochę za mną. Tak na wszelki wypadek… – poprosiła, zanim uniosła różdżkę, by rzucić to samo zaklęcie, co wcześniej: tym razem usiłując wyciąć złowieszczo wyglądające krzewy. Rzuty: Kształtowaniex2 [roll=W] [roll=W] Na co się natkniemy? 1 – krzaki spróbują nas zabić 2 – krzaki nie spróbują nas zabić, jest szkatułka pod nimi 3 – krzaki nie spróbują nas zabić, ukryto pod nimi coś innego [roll=1d3] RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 24.05.2024 - Zdecydowanie. Ale nie pamiętam w ich wspomnieniach niczego, co by sugerowało, że robili eksperymenty na roślinach. To raczej domena Greengrassów, wiesz... - powiedziała, drapiąc się po rudej czuprynie. Strach, który przed chwilą zdawał się ściskać jej gardło, zdawał się odpuszczać. Nawet zdobyła się na lekki uśmiech, i to wcale nie nerwowy. Na wspomnienie siostrzeńca Jasie tylko się skrzywiła. - Wiesz co, wydawał się być chamem, ale nie aż takim, żeby zastawiać na nas pułapki. Myślę, że to jednak dotyka większą część Anglii. A może rozlało się bardziej? Kurczę, nie powiem ci, bo nigdy się tym nie interesowałam - po prostu zauważyłam, że coraz więcej osób szuka silnych środków na rośliny... Swoją drogą mam tutaj taki. Olivia podciągnęła plecak do góry. Kompletnie wyleciał jej z głowy fakt, że przez chwilę miała absolutny przebłysk geniuszu gdy się pakowała i oprócz gustownych kaloszków wzięła także dwie fiolki naprawdę mocnej trucizny - trucizny, która działała wyłącznie na rośliny. No, ludziom była w stanie oparzyć ręce, ale to już naprawdę szczegół, bo jej przeznaczeniem było wyplenianie chwastów, a nie ludzi. Po prostu trzeba było uważać, ot co. - Może gdzieś tutaj jest staw i są żaby? Wiesz, niektóre żaby mogą być zaczarowanym księciem czy coś - odpowiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej. Nie, nie miała tutaj księcia na białym koniu, a chyba taki był właśnie w tej baśni. Tylko kurde... Mina jej zrzedła. - Brenna, ta baśń się nie kończyła jakoś koszmarnie i nie została przerobiona później po to, by dzieci nie płakały, jak książę... Zachowywał się niestosownie w stosunku do Śpiącej Królewny? Aj, Olivia lubiła szczęśliwe zakończenia, ale akurat istniały na tym świecie baśnie tak okrutne, że ciężko było to czytać. Ponoć wywodziły się z legend. Czy tam był smok? Odruchowo się rozejrzała. Tu chyba żadnego nie było, prawda? No bo gdzie by się schował i co by tu robił. Miała też nadzieję, że tego pojebanego księcia też nie było. Zatrzymała się, a potem schowała za Brenną, jak w zasadzie przez większość ich wspólnych wypadów. Nie miała nic przeciwko, żeby to robić - ani myślała pchać się do przodu i zgrywać bohaterkę. Na wszelki wypadek jednak położyła swój plecak obok nogi, a z niego wyciągnęła pierwszą fiolkę. Chciała powiedzieć Brennie, że mogą spróbować podlać tym specyfikiem roślinkę, ale ta już zaczęła działać po swojemu. No i wyszło jak... Jak w sumie chyba się spodziewały po tym starciu ze stokrotką. Bo ostrza, które wcześniej bezproblemowo wycinały drogę w chaszczach, zaczęły piłować z nieprzyjemnym dźwiękiem ostry krzew. Tego dźwięku wcześniej nie było - przypominał trochę odgłos piłowania naprawdę grubego drewna, ale przecież gałęzie nie były aż tak grube. - Um... Brenna? - Olivia zmarszczyła brwi, słysząc też dziwny odgłos. A potem... Potem krzak zaczął się KURWA RUSZAĆ. Tak jak poprzednio pieprznięta stokrotka wyciągała w ich stronę pnącza, tak teraz ciernisty czarny krzak wystrzelił swoje gałęzie w kierunku kobiet. Olivia krzyknęła i rzuciła w jego kierunku fiolką. Rzut na AF [roll=N] RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 24.05.2024 - Wśród rodów czystej krwi. Sproutowie im nie ustępują, a jest i mnóstwo osób, które mogły kombinować na własną rękę... Ale taaak, Voldemort bardzo popsuł pewne rzeczy podczas Beltane - powiedziała Brenna. Może gdyby się nad tym zastanowiła, postarałaby się nie wymieniać imienia Voldemorta: to zaczynało budzić w Anglii dokładnie taki strach, jak pragnął właściciel, a chociaż ona wbrew temu (i zgodnie z życzeniem Albusa) nigdy przed wypowiadaniem go się nie wahała, to nie chciała niepotrzebnie straszyć Quirke. – To nic nie da. Księżniczka musiałaby pocałować żabę, by stała się księciem, ale nie mogłaby, bo by spała, póki nie pocałuje jej książę – odparła, nawet nie myśląc o tym, jaka absurdalna była ta rozmowa. Całe jej życie było ostatnio jednym wielkim absurdem, a ona była dziś cholernie zmęczona – Thoran Yaxley na Pokątnej rankiem, trup w Dolinie po południu i mordercze stokrotki po zmierzchu – więc nawet nie rozważała, że przecież nie znajdą tu żadnej królewny, i nie będzie żadnego księcia zamienionego w żabę... – Znaczy się, że ją… – zaczęła i urwała. Znała tę wersję baśni. I nie szokowała jej ona nawet, bo Brenna stykała się z gorszymi rzeczami w pracy. – Kiedyś świat był brutalniejszy i mroczniejsze były baśnie – mruknęła, po czym już po prostu uniosła różdżkę. A potem… Się zaczęło. Krzew poruszył się. Uszkodzony wprawdzie poprzednimi zaklęciami, ale wciąż morderczy z długimi kolcami. Najpierw Olivia spudłowała i fiolka rozlała się na ramię Brenny, na szczęście skryte pod materiałem. Brenna odruchowo poruszyła się i w efekcie dłoń drgnęła, a kolejne zaklęcie, mające wyciąć to cholerstwo, nie przyniosło żadnego rezultatu. Za to roślina sięgnęła kolczastymi gałązkami ku Brennie, usiłując ją pochwycić. Unik w tej chwili oznaczałby tylko tyle, że zamiast niej zostałaby schwytana Olivia, Brenna cofnęła się więc gwałtownie, popychając przy okazji Quirke. Rzut na kształtowanie [roll=W] Czy krzak uweźmie się na B, czy na O: 1 - B 2 - O [roll=1d2] |