Secrets of London
[6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu (/showthread.php?tid=3254)

Strony: 1 2


[6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Millie Moody - 14.05.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]
6.08 - wieczór
Warownia Longbottomów - kuchnia

To nie miało być przyjęcie niespodzianka, tylko legitna impreza spodziankowa, bo przecież mogła powiedzieć co na niej chciała. I to było ok, przecież nie mogła mieć za złe Brennie, że ta chciała jej sprawić przyjemność. Co prawda gdyby mogła wybrać to poszłaby z Alastorem na ryby. Nienawidziła być na rybach, to było kurewsko w chuj nudne, ale obecność brata przez tyle godzin w jednym jebanym miejscu, brata, który nigdzie nie znikał, nigdzie się nie spieszył, nigdzie nie miał dodatkowego dyżuru, dodatkowej sprawy, dodatkowych cudzych kurwa raportów do uzupełnienia. Brata który myślał, że se tylko łowi, że należy do swojego ulubionego zajęcia, ale był tylko jej. No. Marzenie ściętej głowy, bo przecież nie na Aliku świat stoi, inni ludzie nadal istnieli. Dlatego nie została u Bertiego w przede dniu imprezy. Chciała, żeby Alastor się wyspał, bo przecież pewnie by czuwał, co jakiś czas ją budził i upewniał się że śpiączka nie wróciła. A Warownia była w chuj bezpieczna. Najbezpieczniejsza buda w całej wsi.

Nie miała ochoty by z kimkolwiek rozmawiać. Już wystarczyło jej czujne spojrzenie papy Morfiny i to nie na jej dupie (której z resztą nie miała) czy cyckach (tu również deficyt), ale na jebanej głowie dociążonej lekami. Zmieniłaś się powiedział, coś mu nie stykało z nią, ale oczywiście nie było czasu by pogadać. Nie miała ochoty na to z resztą. Stresowała się jutrzejszym dniem. Stresowała się koszmarami, które może przyniosą jej Ci, których kochała (bo serce Mildred było bardzo pojemne, ale nikt nie musiał kurwa tego wiedzieć), stresowała się, że będzie ich zbyt wiele, że nie da sobie z nimi rady, że po środku kolorowego party zacznie płakać i krzyczeć, bo głupio podczas swojego przyjęcia otwierać notes i rysować portrety. Rysować trupy. Bała się.

Ale teraz siedziała w kuchni nad całą wielką tacą babeczek, które upierdalała zielonym kremem maślanym, a potem próbowała transmutować masę w gładka masę, co kończyło się tym, że krem wyglądał jak mech. Reversed transmutology bejb! Nawet i takie beztalencie magiczne potrafiło obejść system! Powtarzalność pracy przynosiła jej ukojenie, gdzieśtam przytłumione dźwięki tętniącego życiem domostwa nie były aż przytłaczające, pomagały nie myśleć o jutrze i o tym co ją czeka. W misce obok leżały cukrowe grzybki, paskudnie słodkie, chrupiące w zębach. Miała przeczucie, że za moment może ich zabraknąć bo znikały szybciej niż przyrastały na dekorowanych babeczkach.


RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Erik Longbottom - 15.05.2024

Życie Erika w ciągu ostatnich dwóch tygodni zmieniło się w istną karuzelę wrażeń. I pomyśleć, że zalążka tych wszystkich kłopotów można było szukać w tym, że Longbottom zgodził się sekundować na pojedynku Philipa Notta, który postanowił sprawdzić się w boju z jednym z mężczyzn z rodu Lestrange. Wprawdzie sam spór między czarodziejami nie miał nic wspólnego z nastrojami detektywa, jednak tuż po tym wydarzeniu miała miejsce pełnia, która zdecydowanie nie skończyła się na niego najlepiej.

Popijawa ze skrzacim bimbrem w roli głównej, desperacki list do Selwyna, wizyta u niego, nagły wyjazd o Little Hangleton, noc spędzonego u Anthony'ego, stresy w pracy związane z tymi wszystkimi nagłymi zmianami. Coś go nawet podkusiło, żeby szukać relaksu w łaźniach miejskich, gdzie natknął się na nikogo innego, jak Vakela Dolohova. A potem już poszło z górki: obchody Lammas w centrum Londynu, potańcówka Brenny i jej pokłosie oraz wisienka na torcie: wesele Perseusza Blacka, z którego wrócił kompletnie styrany.

Większość dnia Erik spędził w sypialni, odsypiając imprezę, która przeciągnęła się do późnych godzin nocnych i dopiero późnym popołudniem, żeby nie powiedzieć, że wieczorem wyściubił nos poza swój pokój i skierował się do kuchni. Kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że to właśnie tutaj wraz z Norą i Morfeuszem wlewał w siebie zapasy pędzonego przez Malwę alkoholu. Wzdrygnął się i poprawił wiązanie grubego granatowego szlafroka. Szklanka wody czy soku pomarańczowego i wróci spać. Bądź co bądź, następnego dnia miał się zjawić na imprezie z okazji...

Jeszcze przed jedenastymi urodzinami wiedziałem, że jestem czarodziejem, ale nie podejrzewałem, że potrafię powoływać swoje myśli do życia. Co za niespodzianka — odezwał się, stając jak wryty na widok Mildred. Uśmiechnął się niepewnie, nie do końca wiedząc, co dziewczyna tutaj robi. Większość dnia spędził na górze. Brenna pewnie mu zostawiła jakąś notkę. Albo krzyknęła z dołu, że Moody wpadła w odwiedziny. Kolejny zwykły dzień w Warowni. — Miło cię widzieć, Mills.

Wyjął z szafki czystą szklanką i nalał sobie przy stole trochę świeżego soku. Przy okazji schłodził też szkło zaklęciem Glacius. Westchnął z zadowoleniem, gdy po gardle spłynął wychłodzony sok. Dopiero wtedy zbliżył się do dziewczyny, aby przyjrzeć się, co tak właściwie wyrabia w kuchni.

Widzę, że praca wre — skomentował, postanawiając jednak nie sięgać po słodkie przekąski. Kto wie, czy przypadkiem nie były wypełnione jakimś zaklętym nadzieniem. Zmarszczył lekko czoło, zerkając na Mildred. — Od dawna tu tak siedzisz?



RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Millie Moody - 15.05.2024

Być może gdyby oboje oglądali mugolską telewizję, mogliby się przekomarzać na temat faktu, że Wednesday Addams była wzorowana na Mildred. Nic tylko zapleść warkocze, bo sztywność sylwetki i wielkie wytrzeszczone gały osadzone w lisiej twarzy - to wszystko już było.

— Tak — odpowiedziała mu sucho, dziwnie, kuląc ramiona jakby sama jego obecność zastraszała ją. Myśli powołujące do życia koszmary, myśli stające się rzeczywistością. Czy powinna mu mówić? Czy powinna wspomnieć, że powoli łączy kropki i zaczyna oddzielać ziarno od plew, zaczyna widzieć które plastyczne okropieństwa są jej, a które są...

— Masz dużo myśli, dobrze że ich tu wszystkich nie ma. — utkwiła wzrok w babeczce i zasadzila obok siebie dwa grzyby które nigdy w naturze nie wyrosłyby obok siebie. — Pomóc Ci je uporzadkować? — zapytała nagle, głucho dziwacznie, wciąż tkwiąc nieruchomo na krześle jak owca licząca na to, że bezruch uchroni ją przed wilczymi kłami zatopionymi w swoim gardle.

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]


RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Erik Longbottom - 15.05.2024

Nie byłby to pierwszy raz, kiedy niemagowie inspirowali się czarodziejami i czarownicami oraz ich tradycjami w swojej twórczości. Chociaż czystokrwiści konserwatyści mogli psioczyć całe dnie i noce na to, że mugole byli gorszym gatunkiem, tak nie ulegało wątpliwości, że obie społeczności żyły zaskakująco blisko siebie, jak na to, jak bardzo starały się ze sobą koegzystować. A ciężko było też wymazać lata historii, gdy magia nie była wcale tak pilnie strzeżonym sekretem i czarodzieje mogli sobie pozwolić na dużo większą swobodą względem tego, czym dzielić się ze swoimi pozbawionymi mistycznych darów sąsiadami. Gdyby twórcy Wedsnesday wiedzieli o istnieniu Mildred, ta na pewno zostałaby ujęta gdzieś jako główna inspiracja.

Nawet bardzo dobrze — odbił piłeczkę, siadając przy stole i zajmując miejsce naprzeciwko przyjaciółki. — Świadomość wszystkich swojej myśli i strzępków przeszłości w każdej sekundzie życia byłoby nadzwyczaj męczące. Podejrzewam, że nawet najwybitniejsi wróżbici mieliby z tym problem, chociaż wybiegają swoimi myślami poza granice otaczającej nas tereźniejszości.

Westchnął cicho, odstawiając szklankę z niedopitym sokiem na bok. Założył ręce na piersi, taksując Mildred badawczym spojrzeniem. Dziewczyna nie należała do tych, które lubiły wymieniać się filozoficznymi komentarzami. Przynajmniej nie z nim. Z Morfeuszem pewnie było jej łatwiej, biorąc pod uwagę pokrewne dary, chociaż czy nawet przy wujaszku Longbottomie próbowałaby się z nim w gierkach słownych i próbach odpowiedzenie na tysiące pytań pozbawionych prostych odpowiedzi? A jednak coś w jej tonie głosu sugerowało mu, że czuła, że coś jest na rzeczy.

A co? — zapytał niby bez zainteresowania. — Twoja talia tarota cię świerzbi?

Uniósł pytająco brwi. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy mu wróżyła, jednak... Chyba nikt nie wróżył dla niego bezpośrednio po tak intensywnym ciągu zdarzeń. Mimowolnie przypomniał sobie swoje rozmowy z Vakelem podczas ostatnich paru spotkań. Skoro to emocje były znakami drogowymi dla jasnowidzów, to przyszłość Erika musiała przypominać skrzyżowanie z co najmniej kilkoma sprzecznymi ze sobą symbolami. Z drugiej strony, druga taka sytuacja mogła nie zdarzyć się zbyt szybko.

Tylko, jeśli to ty jesteś gotowa — zdecydował z lekkim wahaniem, pozostawiając finalną decyzję w rękach panny Moody.



RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Millie Moody - 16.05.2024

– Dżiz, skończ pierdolić jak Morfina błagam, nawet nie wiesz jak się cieszę, że ten stary dziad dał mi dzisiaj spokój. – bąknęła na te wszystkie strzępki przeszłości i ograniczenia ludzkiego mózgu i te rzesze wybitnych wróżbitów. Ale może dobrze, może teraz zabrzmiała bardziej swojsko, bardziej jak ona, a nie skorupa wyzuta z elektryczności, którą ją napędzała. Teraz te iskry były przygaszone, ale nie zgasły. Jeszcze nie.

– Czy jestem gotowa? Na Ciebie zawsze Longbottom, jak tylko będziesz chciał – kolejne wyładowanie, kolejny trzask formującego się pioruna kulistego. Erik, mimo że miał wszelkie predyspozycje ku temu żeby Millie na niego leciała (skrzyżowanie dwumetrowego wilkołaka z czyściuchowym elegancikiem, czegoż więcej chcieć?), mógł zaliczać ją do grona swoich przyjaciółek, których nie trzeba było upychać w szerokim friendzonie. Moody nigdy nie dała mu odczuć, że pod wulgarnymi dosrywkami kryje się jakakolwiek chęć na cokolwiek więcej. A spróbowałby ją zapytać, upewnić się – zabiłaby go śmiechem.

Czarownica wzięła różdżkę i z cichym cmoknięciem wezwała przed Erika pięć różnych filiżanek: eteryczną białą, z delikatnym kwietnym wzorem; czerwoną, przypominającą bardziej kubek; przaśną malowaną w scenki rodzajowe z polowania, podłużną i półprzezroczystą, przypominającą bardziej kielich kwiatu niż filiżankę oraz czarną jak włosy Millie, której uchwytem były dwa złożone krucze skrzydła. Zaraz potem, kolejnym ruchem różdżki, Moody wsypała pięć różnych suszów z puszek poustawianych równo za swoją głową.
– Rozgrzejmy się na herbacianych śmieciach, dziś full service dla mojego ulubionego klienta. – Zmrużyła złociste oczy przejmując w inicjatywę, nawet jeśli jej ramiona wciąż były zaciśnięte obronnie. – Zalej, wychlej zobaczymy o co się potkniesz w najbliższym czasie.

Gdy Erik ujął wybraną dowolną filiżankę i wypił, okazało się, że jest to najzwyklejsza czarna herbata, pozbawiona suszonych owoców, płatków kwiatów czy innych aromatów, a gdy oddał filiżankę Moody, ta zobaczyła w niej:

[roll=Symbol]

– Hej wielkoludzie, nie jest tak źle. Słońce to dobry znak, dobrze Ci zrobi na takie pochmurne czoło.


[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]


RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Erik Longbottom - 18.05.2024

Jesteś pewna, że masz go dosyć? — Wyszczerzył zęby na jej komentarz. — Ostatnio coraz częściej słucham Morfeusza i mam wrażenie, że trochę załapałem z tych jego modlitw. — Uniósł obie dłonie w taki sposób, że opuszki palców znajdowały się mniej więcej na wysokości jego oczu. — O Słoneczny Boże! Tyś jest synem... Hyperiona. Tyś jest samotnym strażnikiem nieba. Dajesz nam... życie i oddzielasz noc od dnia - proszę, wycofaj swe... oślepiające promienie oraz blask. Pozwól nam w... swej łasce zobaczyć Twój złoty dysk... w pełnej krasie!

Modulował swój głos w taki sposób, aby zbliżyć go do tonu, jaki zdecydowanie zbyt często towarzyszył wujowi, gdy wznosił kolejne modły do jednego z bożków greckiego panteonu. Mimowolnie wzdrygnął się, gdy zdał sobie sprawę, że niecałe dwa tygodni zarzekał się, że niedługo też zacznie tak gadać, a teraz jego domysły stały się faktem. Cóż to była za projekcja myśli? Rozejrzał się z lekkim niesmakiem po kuchni. Prawdę mówiąc, nawet nie wiedział, czy to był prawdziwy tekst. Miał szczątkową wiedzą na temat obcych bóstw, jaką czerpał głównie od Morfeusza i Anthony'ego, jednak był też całkiem niezłym mówcą. A najlepsi oratorzy to taki, którzy potrafili wpleść własne wywody między słowa-klucze, czyż nie?

(Charyzma) Czy Erik brzmi pewnie podczas recytowanie modlitwy ku chwale Heliosa?
[roll=Z]

Nie wiedział, czy faktycznie uda mu się zaskoczyć Millie, jednak jego dalsze chęci sparodiowania jeszcze paru zachowań rodzinnego jasnowidza momentalnie obróciły się w niwecz, gdy Moody nieoczekiwanie zaczęła z nim flirtować. Ponownie błysnął zębami, jednak teraz miał dużo bardziej niewesołą minę. Jego relacje z kobietami były proste, a jednak tak skomplikowanie. Tak jak relacja z Norą przypominała raczej więź z rodzoną siostrą, tyle że jeszcze głębszą, tak ta z Millie... Była dla niego jak kuzynka z trzeciej wody po kisielu. Daleka rodzina, ale wciąż rodzina. Przez to sama sugestia, że mogłoby ich coś połączyć w ten sposób sprawiała, że robiło się niezręcznie.

Rozkosznie, doprawdy — wymamrotał, lustrując Mildred takim wzrokiem, jakby pokazywała mu, jak wyciskać pryszcze w najbardziej obrzydliwy sposób, jaki tylko istnieje. — Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz faceta, która poleci na ten tekst. Podejrzewam, że będzie to ten sam osobnik, który pyta, czemu idziesz pod prysznic bez niego, kiedy oświadczasz, że idziesz się umyć po służbie.

Skinął głową, gdy rozstawiła przed nim kolejne filiżanki. Przyjrzał się uważnie każdej z nich, stawiając w końcu na czarną, która mogłaby praktycznie zlać się z włosami Millie. Odczekał dłuższą chwilę, zanim herbata się nie zaparzyła, po czym pociągnął kilka długich łyków. W ten sposób w kilka mniejszych haustów wlał siebie pierwszą degustacyjną porcję suszu wróżbitki.

Widzisz? Modlitwa jednak coś dała — skomentował, po czym sięgnął po czerwony kubeczek, powoli sącząc kolejną ''kolejkę''.



RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Millie Moody - 18.05.2024

Być może intencją Erika było zabrzmieć absolutnie poważnie, dojrzale i mądrze. Być może chciał roztaczać wokół siebie nimb zajebistości taki jak papcio Morfina, któremu modlitewne pierdololo przychodziło z taką łatwością. Być może od początku miały to być tylko żarty. Ciemnowłosa dziewczynka, która za moment nie kończyła dziewiętnastu, a dwadzieścia dziewięć lat, zaśmiewała się przy tej próbie w niebogłosy.
– To chcesz żeby to słońce spierdoliło, czy żeby Ci pokazywało całą tarcze, to jest sprzeczny komunikat bejb – pokpiwała – W ogóle, Helios? Nie wolałbyś jakieś przypakowanego Aresa? Albo jak już chcesz tak mędrkować, to jest jeszcze Atena z tego co pamiętam. Skąd Ci ten Helios przyszedł do głowy? – podpytywała, a potem widząc solarny symbol z jednej strony się cieszyła dając dobre nowiny o nadchodzącym szczęściu, z drugiej...

– Kurwa Erik, teraz się skup, bo te herbaciane śmieci nas podsłuchują i układają się w myśl tego co gadamy. – rzuciła konspiracyjnym tonem. – My obserwujemy je, a one obserwują nas – wzdrygnęła się, a wzrok na moment uciekł jej w kąt kuchni, zupełnie jakby czaił się tam jakiś bogin o lśniących orzechowych oczach. Instynkt ostrzegał ją przed zagrożeniem. Tylko czemu to zagrożenie siedziało w jej głowie? Z przypływającego po kręgosłupie dreszczu wyrwał ją jego defensywny ton. Zamrugała kilkukrotnie zdziwiona. Znała ten ton, ale nie spodziewała się go po nim. Złociste czujne oczy otaksowały go, twarz, gesty, nagłe wycofanie. Nieporozumienie, którego nie miała ochoty ciągnąć.

Normalnie pewnie cisnęłaby mocniej, wyczuwając ofiarę i puszczając się ślepo w pogoń. Normalnie teraz w każdym zdaniu pojawiłaby się sugestia o erotycznym napięciu między nimi, a prędzej czy później, Miles ślepa i głucha na komfort rozmówcy, wylałaby na niego wiadro sugestywnych obrazów tego jak kreatywnie mogliby wykorzystać kuchenny stół do swoich harców. Normalnie Millie by to zrobiła, wyśmiewając bez zahamowań jego pruderyjność, sycąc się jego zmieszaniem i płonącymi policzkami.

– Ej, ja wiem, że miesiąc śpiączki i dwa kolejne w wariatkowie, więc pewnie myślisz, że jestem ostro niedoruchana i będę się rzucać na wszystkich jak kruk na padlinę. Ile się znamy, co? Dwadzieścia lat? Jakbyśmy mieli się pieprzyć, to już byśmy to zrobili, nie ważne w szkole, w pracy, na jakiejś zakrapianej imprezie... Dla mnie to jesteś gejem jak Bazyliszek, za bardzo mi zależy na Twojej przyjaźni młotku, żeby zjebać ją bezmyślnym seksem.

Ujęła czerwoną filiżankę z której Erik uraczył się suszem o równie rubinowej barwie i miodowym, lekko mdławym smaku waniliowego rooibosa. Zajrzała do ułożonych fusów i obdarzyła ją ciężkim westchnieniem.

[roll=Symbol]

Wcześniej Millie przypisałaby rozczarowanej tancerce "kosza" którego przed chwilą mu dała. Ta nić poprowadzenia rozmowy wciąż była dostępna, ale tak jak każdego ranka musiała walczyć o to, by wyjść z krainy snu, tak teraz przyszło jej zdecydować, że nie pójdzie tą drogą. Że nie chce, aby kamienie posypały się zmieniając w lawinę. Że wybierze inny, łagodniejszy szlak.

– Po wzlocie, przyjdzie upadek, czerwień przyniosła Ci barwną sukienkę kołującej tancerki, lecz w jej dłoniach jest tylko rozczarowanie. Nie przykładałabym jednak do tego aż takiej wagi, bo o ile słońce ma swój ciężar i moc, o tyle ta tancereczka nie zdoła go przyćmić. Powiedziałabym... chwilowa niedogodność. Łyżka dziegciu w beczce miodu, a sprawy których dotyczą te omeny mogą nie być nawet ze sobą powiązane.

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]


RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Erik Longbottom - 18.05.2024

Wbił zszokowane spojrzenie w Mills, a jego usta raz otwierały się i zamykały, jak u ryby wyrzuconej na brzeg jeziora, gdy ta zalewała go kolejnymi komentarzami. To się nie godziło! Dał z siebie sto procent, to chyba oczywiste, że wyszło mu wszystko idealnie. Poza tym poniekąd miał to w genach po Godryku i babci Slughorn podobnie jak Morfeusz. To było statystycznie niemożliwe, żeby ten występ mu nie wyszedł. Każdy na miejscu Moody byłby zachwycony, tylko ona nie doceniała tego, co miała przed oczami!

Chce, żeby nas olśniewało, a nie tylko oślepiało — wytłumaczył cierpliwie, zaciskając usta w wąską linię, gdy przyjaciółka ze szkolnej drużyny zanosiła się śmiechem. Jakim cudem uchowała się w takim towarzystwie jak Longbottomowie? Gdzie jakieś poszanowanie dla bóstw i dla osób przemawiających? Zero wyczucia, tylko kpina. Eh, co za publiczność. — Nie wywołuję wojen, więc nie po drodze mi z Aresem. A Atena wydaje się zbyt wyrachowana, aby jej wyroki faktycznie były mądre. A Helios... Cóż, ''Pan Słoneczko'' całkiem do mnie pasuje, nie sądzisz?

Uśmiechnął się krzywo, bez większego zaangażowania, jakby sam się jej podstawiał, aby dalej stroiła sobie z niego żarty. Zmarszczył lekko czoło, kiedy Mills zaczęła rozglądać się po kuchni, poszukując ''herbacianych śmieci''. Trudno było odgadnąć, czy była to część żartu i typowego dla Mills humoru, czy jednak kryło się za tym, coś poważniejszego. Z drugiej strony, Erik niezbyt chciał wchodzić w ten temat. Dziewczyna ledwo ukończyła leczenie, a skoro hospitalizacja trwała bite dwa miesiące, to pewnie dalej musiała sobie radzić z konsekwencjami swojego losu.

Wolałbym usłyszeć, że jestem dla ciebie, jak brat albo kuzyn — odparł z lekkim zawodem, upijając nieco herbatki. Wbił w Mills zawiedzione spojrzenie. — Sądziłem, że więcej dla ciebie znaczę. — Pociągnął teatralnie nosem, przecierając oczy, aby pozbyć się niewidzialnych łez. — Wielka to zdrada, panno Moody. Chociaż może to i lepiej. Obawiam się, że mógłbym znacznie zawyżyć twoje standardy. A to znacznie ograniczyłoby liczbę mężczyzn na rynku matrymonialnym, jakimi mogłabyś być zainteresowana.

Wprawdzie nie widział niczego złego w byciu czyimś osobistym gejem, jednak tak bezpośrednie zasugerowanie mu jego preferencji nieco go rozproszyło. Czy Millie po prostu znowu stroiła sobie żarty, idąc po linii najmniejszego oporu i sięgając po najbardziej oklepane teksty? A może kryło się za tym coś więcej? Wprawdzie wątpił, aby dziewczyna wiedziała, jednak mogła podejrzewać. Może brakowało jej twardych dowodów, ale mogła mieć parę tropów. Ewentualnie mogła uważać, że Erik po prostu był dżentelmenem. To też była całkiem niezła opcja.

Prawdę mówiąc, sądziłem, że te kilka miesięcy w odosobnieniu sprawi, że zwrócisz się ku kowenowi i przyjmiesz jakieś śluby czystości albo ciszy i poświęcisz kolejne lata pielęgnowaniu swojej więzi z Matką — odparł miękko. — Wiesz, żeby lepiej zrozumieć samą siebie.

Rozczarowanie? No po prostu cudownie, skomentował bezgłośnie kolejną wróżbę. I jaka typowa. Najpierw wielkie szczęście, a potem kapka kłopotów, żeby przypadkiem nie miał za dobrze w życiu. Na czym się skończy? Na odrzuceniu przez kogoś? Niedotrzymaniu jakiejś obietnicy? Straty małej sumy galeonów podczas gry w karty? Cóż, jeśli czekał go sukces, to może stworzy mu on przy okazji poduszkę bezpieczeństwa, dzięki której przetrwa kolejny upadek.

Zaczynam bać się tego, co będzie dalej — rzucił niezobowiązująco, sięgając po kolejną filiżankę.



RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Millie Moody - 18.05.2024

– Ach, a więc wychwalałeś pieśnią sam siebie? Chwilę tylko mnie nie było, a Twoje ego ledwie mieści się w tej kuchni panie detektywie. Jak do tego doszło? Jak tylko wrócę na służbę, masz co najmniej dziesięć patroli ze mną, trzeba przebić ten balon zanim sobie zrobisz krzywdę panie Erik Oślepiam Was Samym Swoim Ryjem Longbottom. – Brakowało jej alkoholu. Takie rozmowy po bimbrze miały lepsze uzasadnienie, każde słowo mogło łatwiej wywołać śmiech. Nie mogła pić, eliksiry, które w siebie wlewała wymagały abstynencji. Ale byłoby zabawniej, byłoby milej. Byłoby łatwiej udawać.

Wspomnienie o bracie i kuzynach wytrąciło ją nieco z równowagi. Uciekła do babeczki, nagle cukrowe grzybki były bardzo interesujące. W sumie, jakby tak zmrużyć oczy i popatrzeć pod odpowiednim kontem, Erik i Alastor mieli kilka punktów wspólnych. Wzrost, postawa, zamiłowanie do łowienia ryb. Służba, lojalność, wierność ideałom. Podążanie szlakiem wyznaczonym przez rodzinę. Problemy z futrem raz w miesiącu i oddech śmierdzący eliksirem tojadowym... A jednak, byli absolutnie oddzielnymi figurami w jej życiu, odrębnymi wyspami i paradoksalnie Mildred oddałaby bardzo wiele, by czuć się względem brata, tak jak czuła się względem Erika. Z tym drugim bowiem relację miała prostą jak budowę cepa. I jakże piękny, solidnie wykonany był to cep! Ta relacja, w przeciwieństwie do tych w których stronę zazdrośnie spoglądał Longbottom, była bezpieczna. Była czymś na czym mogła polegać i co mogła rozumieć, bez mdlistej, nęcącej ją aury tych, którzy tak jak ona potrafili zaglądać za zasłonę życia i śmierci.

Wiele słów tłukło jej się na języku, wiele myśli i jeszcze więcej emocji, ale wszystko to dociążał ciężki płaszcz zmęczenia i otumaniające leki, które nie pozwalały jej funkcjonować w tempie do którego przywykła. Czuła się tak jakby miała na siebie nałożone permanentne spowolnienie i to zdecydowanie nie było miłe uczucie. Z drugiej strony o ileż siedzenie przy kuchennym stole i podglądanie przyszłości było lepszym zajęciem niż bierne oczekiwanie na lodowate spojrzenie utkwione w jej karku, na czerń rozlewającą się po suficie i ściekająca jej na twarz?

– Słuchaj, jak na mnie to możemy się ujebać w ręce i se zrobić braterstwo krwi. Tylko czy wytrzymasz i Brenne i mnie na karku? – cmoknęła, kręcąc głową z powątpiewaniem. – Widzisz jak o Ciebie dbam? Lepiej niż Ty o moje matrymonialne standardy. Ale jeśli się znajdzie taki, co ze mną wytrzyma dłużej niż miesiąc, to wyślę go najpierw do Ciebie, zanim Alik weźmie go w obroty. Powiem mu, że bez akceptacji mojego szefa i brata nie mogę się na nic zgodzić. Albo najlepiej jakbyście go wzięli we dwóch, żebym mogła słyszeć jak kwiczy – położyła między nimi tą słodką dwuznaczność i wróciła do herbaty w czarnym jak noc kubku. Earl Grey. Bergamotka dodała goryczy, uprzednio mówiąc o problemach, które zwiastowały fusy.

[roll=Symbol]

– Widzę mmm... tak, zdecydowanie ktoś Ci spuści łomot. Będzie bolało. Albo wypuszczą kolejnego zbira, którego zamknęliśmy. Wiesz, ten gwóźdź to taki chrystusowy, jak stygmat... – umilkła nagle przypominając sobie, że przed momentem mówiła o nacinaniu dłoni do krwi, a ołówek w Lecznicy sam się w jej dłoń nie wbił. – Kurwa dobra, teraz stul dziób i daj mi pozostałe dwie filiżanki, te Wasze fusy podsłuchują lepiej niż nasz wydział wewnętrzny! – przynagliła go, bo tego już było dość. Herbata pogrywała sobie z nią gorzej niż jej własna tarotowa talia.

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]


RE: [6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu - Erik Longbottom - 18.05.2024

Wolałbym, żebyśmy nie zarazili się swoimi chorobami od siebie nawzajem — odparł, bez większego wahania odrzucając ofertę Millie. Zaśmiał się krótko na wspomnienie o siostrze. — Radzę sobie z Brenną, Norą, Danielle, Lucy i Mabel, kiedy znajdują się w jednym pomieszczeniu. Nawet kobieta z twoją... osobowością nie sprawi, że będzie mi ciężej.

Wprawdzie kuzynki Longbottomów przebywały obecnie daleko poza Doliną Godryka, jednak jeszcze niedawno całkiem często zdarzało się, że cała ta grupa kobiet przebywała razem na małym metrażu. Skoro z takich starć wychodził bez szwanku, to z Moody byłoby niewiele gorzej. Uniósł pytająco brwi, dy wspomniała o jakimś facecie, jakiego miałaby przedstawić mu i Alastorowi. Czyżby poznała kogoś podczas swojego pobytu w Lecznicy Dusz? A może jedynie teoretyzowała, chcąc mu napędzić stracha przed potencjalną konfrontacją ze swoim wyimaginowanym wybrankiem?

Przyznam, że fantazję masz całkiem niezłą. Chociaż radziłbym też zahaczyć z typem o moją siostrę. Ona też jest całkiem dobra w selekcji partnerek i partnerów dla swoich bliskich — mruknął, przypominając sobie stosunkowo niedawno widowisko randkowe, na którym Brenna prawie urwała mu głowę, gdy okazało się, że pchnął Norę ku bandzie ''hazardzistów, leniów, męt z Nokturnu i pozerów''. Cóż, każdy miał czasem słabsze pomysły. — Jak przetrwa rozmowę z nią, to wtedy porozmawiamy o skonfrontowaniu twojego lowelasa ze mną i Alastorem.

Szczęście, rozczarowanie, ból i niesprawiedliwość, podsumował w myślach dotychczasowe wróżby, zastanawiając się, w jakim stopniu są one ze sobą faktycznie powiązane. Może powinien później skonsultować te rewelacje z innymi wróżbitami ze swojego otoczenia? Na jego twarzy rozgościł się lekki uśmiech, gdy wyobraził sobie jak lata między Mildredą, Morfeuszem a Vakelem, porównując ich interpretacje i przepowiednie, aby ułożyć tę układankę w jedną logiczną całość. Och, cóż by to była za przygoda. A może byłaby to samospełniająca się przepowiednia? Jego pęd ku wiedzy sprawiłby, że zacząłby wypełniać przekazane mu wróżby?

Nie znam się za dobrze na wierzeniach mugoli — przyznał bez większych oporów. — To jakiś ich zbawca, jeśli dobrze kojarzę? Czy to znaczy, że będę cierpieć za grzechy całej reszty czarodziejów i czarownic?

Nabrał powietrza w usta, nadymając przy tym policzki. W gruncie rzeczy składało się to w całkiem logiczną historią: złote dziecko Longbottomów najpierw publicznie nawołuje do napiętnowania Śmierciożerców jako pełnoprawnych terrorystów, staje się uosobieniem walki z nadchodzącą ciemnością i nienawiścią, a koniec końców jego działania spełzają na niczym, bo społeczeństwo nie jest w stanie zjednoczyć się pod jednym sztandarem. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo okaże się, że Quidditch bardziej łączył czarodziejów niż konflikt społeczno-polityczny wstrząsający fundamentami brytyjskiej społeczności czarodziejów.

Jak zajrzę do magazynu ezoterycznego, to przynajmniej dowiem się, czy powinienem w danym tygodniu omijać ludzi albo wystrzegać się inwestowanie dużych kwot w jakieś projekty — napomknął przekornie, odstawiając poprzednią filiżankę i sięgając po następną. Co też kryło się na jej dnie? — A tutaj to na razie cierpienie, ból i przeciwności losu. Dosyć monotematycznie, biorąc pod uwagę, jak... chaotyczna bywa przyszłość.