Secrets of London
[31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger (/showthread.php?tid=3575)

Strony: 1 2


[31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.07.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

Jakoś tak się złożyło, że James, który miał zostać tutaj na noc przypadkowo zamieszkał ze swoim rodzeństwem. Nie, żeby to przeszkadzało pannie Yaxley, ale nieco komplikowało jej życie. Czuła, że teraz będzie ją kontrolowało dwóch braci, co nieco ją przerastało, zważając na to, że od dawna nikt nie śledził jej czynów. Musiała do tego przywyknąć i nieco zmienić swój tryb życia, mniej pić, albo robić to tak, żeby nie widzieli i ograniczyć przyprowadzanie do domu na noc swoich typów. Nie było to wcale takie proste, bo zdarzało jej się zapominać o tym, jak wygląda sytuacja, szczególnie po wypiciu kilku głębszych. Póki co, żaden z braci jednak nie wpierdalał się w jej życie, więc może nawet jej się udawało jakoś to wszystko ogarniać, chociaż nie była w najlepszym stanie psychicznym przez te akcje Thorana. Jak na razie jednak nie wspomniała starszemu z braci o tym problemie, bo nie chciała go niepokoić, jak zwykle wolała wszystkim zająć się sama. Ten typ tak miał.

Zbliżało się Lammas, już jutro miała wystąpić na scenie na jarmarku jako reprezentantka Artemis. Nieco się tym denerwowała, bo Gerry nie była osobą, która lubiła występować publicznie, nawet jeśli miała jedynie strzelać z łuku, co robiła przecież doskonale. Nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania, ale jakoś to ogarnie.

By zająć czymś myśli zaczęła zamiatać swoje mieszkanie, nie zdarzało się to zbyt często, więc była to całkiem miła odmiana. Machała tą miotłą w przód i w tył bardzo mocno zaangażowana. Szło jej całkiem nieźle, jak na osobę, która raczej nie zajmowała się sprzątaniem, to było zajęcie Triss skrzatki rodziców, która wpadała do nich do mieszkania raz w tygodniu, aby posprzątać tę jaskinię.

Wjechała w końcu z tą miotłą do kuchni, w której zastała swojego brata. - Przeeesuń się. - Rzuciła do niego, żeby się ruszył, bo nie mogła dokładnie tego zrobić, kiedy tak stał w miejscu.




RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 12.07.2024

[inny avek]https://ew.com/thmb/Pklrevw53-vXH-Ev1HyFj2KDESA=/1500x0/filters:no_upscale():max_bytes(150000):strip_icc()/Jason-Momoa-111022_4-c3d4635ae4fa416ea088b1cb368598f8.jpg[/inny avek]
Czuł szczęście, będąc znów pojednany z rodziną. Co prawda wpadł dość niezapowiedzianie, jednakże w miarę ciepłe przyjęcie zdołało odepchnąć powrót-niespodziankę na dalszy plan. Budząc się, czuł wręcz dziwny spokój. Niby był już tu tydzień, jednakże nadal nie był w stanie przywyknąć do nowych warunków. Będąc w podróżach dosyć szybko ewakuował się z miejsc, w których nocował, by ruszyć dalej w świat. Tutaj jednak sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Był w domu i nie wiedział, co począć dalej. Wstał z wyrka i zaczął się rozciągać, co by pobudzić swoje ciało do dzisiejszego funkcjonowania. W głowie wciąż tłukły mu się myśli o tym, jak najlepiej spożytkować ten dzień.
Kawa - Skwitował szybko i ubierając się, ruszył do kuchni. Stała pusta, co mogło oznaczać, że reszta wciąż spała. Tym lepiej. Doceniał poranny spokój i brak chaosu. Zaparzył więc wodę i przygotował sobie kawę. Spoglądając przez okno, dostrzegł plakat zapowiadający nadchodzący Lammas. Wziął łyk kawy i myślami zaczął odpływać gdzieś w nieznane. W głowie krążyły również myśli, czy by może nie zahaczyć o nadchodzące święto. Wtedy to, z transu wybudziła go Geraldine, która swym marudnym głosem kazała mu ustąpić. Jason szybko odwrócił się, zamieszczając na swej twarzy szeroki uśmiech.
Siostrzyczko! Pozwól, że pomogę! - Migiem odłożył kawę na stół i pobiegł szukać miotły. Po chwili wrócił, zaś jego siostra pewnie nie takiego widoku się spodziewała. Prawie kompletnie nagi stanął przed nią z miotłą w ręku. Jedyną częścią jego ubioru był pasek z materiału, oplatający jego pas, który również idealnie wpasowywał się w przerwę między jego pośladkami. Z przodu zaś luźno zwisał kawałek materiału. Całość nazywała się "Malo" i był częścią tradycyjnego ubioru ludzi na Hawajach. James szybko podążył śladami siostry i zaczął ogarniać mieszkanie, zamiatając wraz z nią.


RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.07.2024

Nie do końca chyba jeszcze przywykła do obecności starszego brata. Naprawdę się starała, ale nie było to wcale takie proste po tym, kiedy zniknął z jej życia na naprawdę długi czas. Miała wrażenie również, że wrócił z tej podróży nieco odmieniony, chyba przesiąknął kulturą tych miejsc, poprzez które podróżował. Nie było w tym nic złego, oczywiście, chociaż niektóre z jego zachowań komuś jak ona mogły wydawać się nieco ekscentryczne.

Jak chociażby to, w jakim stroju zastała go w swojej kuchni. Przestała zamiatać i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nie odezwała się słowem, jednak nie dało się nie odczuć, że jej spojrzenie jest dosyć mocno karcące.

- Dlaczego? - Było to pierwsze słowo, które udało jej się z siebie wyrzucić. Nie mogła zrozumieć tego stroju, może jak opowie jej coś więcej o jego pochodzeniu to przestanie na niego patrzeć w ten sposób.

Jej mieszkanie powoli zmieniało się w dom wariatów, właściwie to przecież i ona sama była bardzo bliska od zwariowania więc idealnie pasowała do tego potłuczonego, starszego brata i młodszego wampira. Nie czuła jednak, że dobrze to o niej świadczy.

Jak tak dalej pójdzie, to w tym towarzystwie faktycznie ochujeje albo ocipieje.

Wyrwał się jednak z entuzjazmem do miotły, może we dwójkę pójdzie im to szybciej. Wróciła więc do tego od czego zaczęła wizytę w tym pomieszczeniu, zamiatała bardzo żwawo, wpatrywała się przy tym w podłogę, żeby nie daj Merlinie nie zawiesić na dłużej wzroku na tyłku swojego brata, bo było to dla niej dosyć mocno niekomfortowe doświadczenie.




RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 23.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/b9847459d8e210a0235523c7d310af7f/4a96ce801d37a642-7c/s400x600/7be4350bbf22895eaf36186a86208e5da05f9771.gifv[/inny avek]
Co? Ten strój? - James zaśmiał się głośno, ciągle zamiatając kuchnię.
Nie będę Cię zanudzał historią tego stroju. - Skwitował trochę opiekuńczo, ale stanowczo. Nie chciało mu się zbytnio tłumaczyć tego, skąd pochodził i czy w ogóle coś oznaczał ten strój. Stopniowo kontynuował zamiatanie kuchni, nucąc jakąś bliżej nieznaną piosenkę. Całkowicie się tego nie spodziewał, ale po części wydawało mu się, że był w swoim żywiole. Coś sprawiało, że zwykłe zamiatanie podłogi sprawiało mu częściową przyjemność. Możliwe, że miało to związek z faktem, że był z rodziną. Zbyt długie oderwanie się od nich sprawiło, że cieszył się nawet takimi głupimi rzeczami, jak zamiatanie.
Chleb! Upieczmy go! - Szybka myśl przeszła mu przez głowę i niemalże w identycznym czasie została wykrzyczana na głos. Może po prostu głupi pomysł wpadł do głowy, ale z drugiej strony spędzenie czasu z rodziną - chociażby tylko z siostrą - sprawiało, że ten pomysł wcale nie wydawał się taki beznadziejny. Ciekawiło go, co sądziła o tym pomyśle, toteż z uśmiechem na twarzy patrzał na nią, niemalże nie dając jej szansy na odmowę. Kto w końcu odmówiłby takiemu wielkiemu pluszowemu misiowi, jak on?


RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.07.2024

- No tak, ten strój. - Co niby innego. Był naprawdę bardzo ekscentryczny, Ger nie do końca przywykła do tego, że ktoś łaził po jej mieszkaniu półnagi (poza nią).

- Dlaczego zakładasz, że by mnie to nudziło, co? - Nie podobało jej się takie podejście. Naprawdę była ciekawa jego przyzwyczajeń, wiedziała, że wynikały z tego, co przeżył, kiedy podróżował. To było dla niej ważne, aby poznać go lepiej, bo niby spędzili razem całe dzieciństwo, ale jednak miała wrażenie, że nie byli już tymi samymi osobami, które znali kiedyś tam. Ludzie się zmieniali, przez doświadczenia, które ich kształtowały, a ich dzieciństwo minęło już dawno temu.

Zamiatała całkiem żwawo kuchnię, dawno nie było tu tak czysto, Gerry nie przykładała szczególnej wagi do tego, aby w mieszkaniu panował porządek.

- Myślisz, że damy radę? - Kto go tam wiedział, jakich zajęć próbował podczas swoich podróży. Ona miała świadomość, że czasem miewała problem nawet z podgrzaniem wody na herbatę, dlatego zazwyczaj piła whisky, bo ją wystarczało wlać do szklanki i była gotowa do spożycia.

Miał rację. Nie była w stanie mu odmówić, kiedy tak na nią patrzył. - Mam chyba coś, w czym można to upiec, Triss zostawiła u nas jakąś blaszkę. - Zabawne, że tak łatwo przyszło jej uznanie mieszkania jako wspólnego, mimo, że przecież było jej własnością. Skrzatka rodziców bardzo często przynosiła tutaj jedzenie, aby nie zdechła z głodu, więc dzięki niej miała jakikolwiek sprzęt kuchenny. - Mąkę też mam, czego jeszcze nam trzeba? - Miała nadzieję, że on będzie się na tym znał bardziej, niż ona.




RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 25.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/b9847459d8e210a0235523c7d310af7f/4a96ce801d37a642-7c/s400x600/7be4350bbf22895eaf36186a86208e5da05f9771.gifv[/inny avek]
W sumie miała rację. Nie chciał jej zanudzać, ale również nic nie wskazywało na to, że historia może jej nie zaciekawić. Kończył powoli zamiatanie, po czym rozprostował całe ciało. Chwilę tak stał, zaglądając w przeszłość i szukając wspomnień związanych ze strojem. Widać było, że to dobre wspomnienia, bowiem na jego twarzy zagościł delikatny, szczery uśmiech.
- Byłem na Hawajach. Nie pamiętam, na jakie monstrum polowałem, nie było to coś wartego zapamiętania. W każdym razie gdy wszystko się zakończyło, udało mi się zostać na parę nocy razem z jedną z hawajskich czarodziejskich rodzin. - Spojrzał na nią, w jego oczach widać było blask. - Nawet nie wiesz, jak tamci ludzie są gościnni. Fakt, mają swoje problemy, i nie wiem jak w przypadku innych, ale w moim przyjęli mnie jak swego. Tańce, śpiewy i zabawy trwały całymi nocami, dzień w dzień. Jedno z niewielu miejsc, w których mógłbym zamieszkać na dobre. Na pożegnanie dali mi ten strój. Tradycyjny ubiór, nazywany "Malo".
Skończywszy opowiadać, usiadł na chwilę na krześle, pogrążając się we wspomnieniach. Trwało to kilka sekund, bo szybko zdołał powrócić do rzeczywistości na jej zainteresowanie wobec pieczenia chleba.
- No jasne! Jak nie my to kto? - Szybko skwitował jej pytanie. Co prawda czytał w jej listach, że miała problemy z gotowaniem itp, ale miał nadzieję że poprawiła swoje umiejętności od tego czasu. Oh, jak on się mylił.
Szybko podszedł do niej i objął ją jedną ręką, dorzucając cwaniacki uśmieszek.
- Triss, huh? Koleżanka, dziewczyna, a może żona? - To ostatnie dodał z maślanymi oczami, mając przed sobą wizję ominiętego ślubu.
- Drożdże, woda i trochę soli. - Dodał resztę składników. Wyciągnąłby je sam, gdyby tylko wiedział, gdzie co jest. Nadal się nie zadomowił.


RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.07.2024

Cóż, Geraldine chciała się dowiedzieć co nieco o przygodach swojego starszego brata. Nie było go w domu przecież tyle czasu, że wypadałoby go pociągnąć trochę za język. Szczególnie, że wydawało jej się, iż przyjechał nieco odmieniony, przynajmniej duchowo. Kto wie, gdzie się zapuszczał i co właściwie tam przeżył. Ona może również nie siedziała ciągle w Wielkiej Brytanii, jednak nie była, aż tak długo w drodze jak on. Przez moment wydawało jej się, że nigdy tu nie wróci, że tak bardzo spodobało mu się takie życie, że już nie będzie chciał nigdzie osiąść na dłużej. Coś jednak skłoniło go do powrotu, nie był to jednak jeszcze moment, w którym chciała go o to zapytać. Jak na razie chciała się skupić na tym, żeby opowiedział jej o swoich przygodach, najlepiej o wszystkich.

- Fakt, na Hawajach chyba jeszcze nigdy nie byłam, mówisz więc, że polecasz? - To, co mówił brzmiało całkiem atrakcyjnie, Gerry szukała jakiejś destynacji na jesienne wakacje, bo czuła, że będzie to moment, w którym wreszcie przyjdzie jej nieco odetchnąć, jak już uda jej się pozbyć Thorana. Może więc Hawaje to nie był taki głupi pomysł?

- Trochę się tego obawiam, mam nadzieję, że twoje umiejętności kulinarne są na wyższym poziomie niż moje. - Jeśli nie, to na pewno będą mieć problem. Miała nadzieję, że nie podpalą chaty, ale warto było dzień sabatu święcić. Pieczenie chleba nie powinno być jakoś szczególnie skomplikowane, czyż nie?

- Czyja żona? Czyś ty ochujał? Nie pamiętasz Triss? Skrzatki naszych rodziców? - Mógł nie pamiętać, w sumie dosyć długo nie było. Matka nie przepadała za tą skrzatką, bo uważała, że za bardzo zbliżyła się do ojca, Ger wręcz przeciwnie bo stworzenie wykazywało jej sporo cierpliwości i dbało o to, aby nie zdechła z głodu, ani nie mieszkała w syfie.

Wysunęła się z jego objęcia i zaczęła szukać składników, o których wspomniał. Na pewno miała gdzieś drożdże, udało jej się je nawet zlokalizować, wyciągnęła również sól. Wszystko położyła na blacie. Spoglądała na te składniki dłuższą chwilę. - Dobra, i co teraz? - Chyba ona nie do końca zdawała sobie sprawę, jak to wszystko złożyć w chleb.




RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 25.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/b9847459d8e210a0235523c7d310af7f/4a96ce801d37a642-7c/s400x600/7be4350bbf22895eaf36186a86208e5da05f9771.gifv[/inny avek]
- Jasne, że polecam. Jedno z lepszych miejsc. - W sumie nie raz chciał się cofnąć do tamtych czasów. Sam fakt, że Ger zainteresowała się taką opcją była świetna. Może kiedyś znów tam wróci i przedstawi siostrę? Z zaakceptowaniem nie powinno być problemu.
- Coś tam podłapałem na wyjazdach. - Skwitował lekko zamyślony. Fakt, żaden z niego Gordon Ramsay, ale na brak jakichkolwiek umiejętności kulinarnych nie mógł narzekać. Szkoda, że robienie chleba nie było jedną z nich. Akurat tutaj miał cichutką nadzieję, że jego siostra jakoś w cudowny i magiczny sposób nauczyła się tego. "Nadzieja Matką Głupich" mawiają.
- Oh... Ta Triss. Słuchaj, jestem otwartym człowiekiem i przenigdy bym cię nie znieważył gdybyś skłaniała się w stronę skrzatów. - Szybko dodał z udawaną powagą i opiekuńczością. - Na pewno mają wiele zalet, zaś ich wady są całkiem.... Niewielkie. - Parsknął śmiechem, jednak szybko przywdział poważną twarz, co by nie urazić nikogo. Pamiętał Triss. Nie była wobec Jasona jakoś specjalnie przyjazna, z drugiej strony zaś nie nienawidziła go. Ot po prostu akceptowali swoją obecność i żyli w swoich światach.
Ger przyniosła składniki i rozłożyła na stole. James w międzyczasie zdołał złapać miskę i ułożyć ją obok reszty składników. Stali tak przez chwilę i oboje wpatrywali się w to wszystko. Dało się wyczuć, że oboje czekali na pierwszy ruch drugiej osoby. Jako, że James był starszy, przejął pałeczkę. Szybko chwycił za składniki i wrzucił do miski. Nie wiedział, jakich proporcji użyć, więc w głębi duszy modlił się do wszystkiego, co możliwe by coś z tego wyszło, najlepiej chleb. Wodę oczywiście zdążył już podgrzać do letniej, bo zimna chyba by nie działała. Tak to zmieszał wszystko, potłukł pięściami i klepnął soczyście. - Voilà! - Krzyknął, wrzucając składniki do przygotowanej wcześniej przez Ger blaszce. Radość widniała na jego twarzy, bowiem czuł, że dobrze mu szło. Na koniec przykrył naczynie ręcznikiem i odstawił na bok. - Teraz mamy ze dwie godziny czekania. To ja zrobię kawę. - Podgrzał wodę i ekspresem przygotował dwie filiżanki. - A jakie historie ty mi możesz opowiedzieć? - Zasiadł na krześle, wpatrując się w siostrę.


RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.07.2024

- Zapamiętam to sobie. - Cóż, najlepiej pewnie sprawdzić na własnej skórze, czy to co mówił było prawdą, nie, żeby nie wierzyła, jednak gusta były różne, każde miejsce mogło zachwycić w inny sposób. Z drugiej jednak strony chętnie odwiedzi Hawaje, bo akurat jeszcze tam nie miała okazji być. Jeszcze nie myślała o tym z kim zamierza wybrać się na wakacje jesienią, będzie musiała dokładnie przemyśleć kogo wziąć sobie za kompana. Czuła, że spora część jej znajomych tak jak i ona może potrzebować odpoczynku, bo to lato okazało się być naprawdę wyczerpujące.

- To dobrze, bo ja niestety nic. - Zawsze trzymała się z daleka od kuchni, rękoma i nogami broniła się przed gotowaniem.

- Weź, nie jestem aż tak zdesperowana. - Może i była starą panną, jednak na pewno nie był to jeszcze taki poziom staropanieństwa, że wypadałoby się już zacząć interesować skrzatami domowymi.

Gerry udało się nawiązać nawet całkiem przyjacielską relację ze skrzatką ojca, cóż nie ma się co dziwić, Triss miała świadomość, że Geraldine była ulubienicą Gerarda, więc i ona chciała być dla niej miła, co było całkiem pomocne w życiu codziennym. Triss przychodziła do niej doglądać psy, gdy ona wyjeżdżała na dłużej, więc nie musiała się martwić o swoje zwierzaki.

Musieli wyglądać całkiem zabawnie, gdy tak wpatrywali się w te miskę i składniki. Ger nie zamierzała pęknąć, miała nadzieję, że brat weźmie na siebie tę odpowiedzialność i zacznie robić ten chleb. Tak byłoby lepiej, jak coś nie wyjdzie to będzie mogła na niego zrzucić to niepowodzenie.

Obserwowała go uważnie, kiedy w końcu wziął się do roboty. Nawet wyglądał na takiego, co wie, co ma robić. Nie spodziewała się tego, ale nie zamierzała komentować jego umiejętności, aby nie daj Merlinie nie wybić go z rytmu, skoro już mu tak wyśmienicie szło.

- Kurde, miło było na ciebie patrzeć, jak to mieszałeś. - Powiedziała dopiero, kiedy skończył swoje dzieło.

- Dwie godziny? To bardzo dużo czasu. - Nie znosiła czekać, ale wiedziała, że w tej sytuacji nie mają innego wyjścia. Była naprawdę wdzięczna za to, co teraz działo się w jej życiu. Cieszyła się, że jej brat wrócił do kraju, mieszkała teraz z nimi dwoma, miała ich obok siebie, rodzina była dla niej naprawdę ważna, więc wiele to dla niej znaczyło.

- Kawa, to zawsze wspaniały pomysł, nie zapomnij do niej dolać łychy. - Przecież nie będą pili takiej bez wkładki.

- Mogę ci opowiedzieć wiele historii, wszystko zależy od tego, co dokładnie cię interesuje. - Usiadła na przeciwko niego i wsadziła sobie w zęby szluga, odpaliła go po czym zaciągnęła się głęboko dymem. Nie znosiła opowiadać o sobie, ale jakoś sobie z nim poradzi i z tymi jego spytkami.




RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 26.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/b9847459d8e210a0235523c7d310af7f/4a96ce801d37a642-7c/s400x600/7be4350bbf22895eaf36186a86208e5da05f9771.gifv[/inny avek]

- Dzięki. - Skwitował z uśmiechem jej pochwałę wobec jego umiejętności kulinarnych. Nie dawał po sobie tego poznać, ale skrycie nie dowierzał, że to coś co stworzył miało w jakikolwiek sposób zamienić się w chleb. Cichaczem przemknęła mu również myśl, czy nie lepiej by było znaleźć na chwilę jakąś wymówkę i po prostu skoczyć po chleb, ale w końcu spędzał czas z siostrą, więc nie chciał przyspieszać całego procesu tworzenia pieczywa. - Niestety, ale wszystko musi się tam zmieszać i podrosnąć żeby wstawić to do piekarnika. - Dla niej dwie godziny to wiele. Dla niego przeważnie mijały bardzo szybko. Chociaż po powrocie jego poczucie czasu może się drastycznie zmienić. Kiedyś wszystko zdawało się lecieć w zastraszającym tempie. Ciągłe podróże to zapewniły. Teraz czas zwalnia, choć jeszcze tego nie dostrzegł.
- I to siostrzyczko, jest zajebisty pomysł. - Wziął Bóg wie skąd cygaro i zapalił je. Wyglądając jak Boss Mafii Hawajskiej - o ile taka istnieje - nalał do obu kubków tak zwaną "wkładkę", zaciągając buchy z cygara. Podał jej kubek i sam napił się ze swojego. Lekko go pokrzywiło, możliwe że przesadził z alkoholem ale przyzwyczai się. Zdążył zauważyć, że siostra za kołnierz nie wylewa, więc i jemu się pewnie udzieli jej nawyk - oby nie za bardzo.
- Cokolwiek! Złe, dobre, śmieszne, nudne. Dobra, bez nudnych. - W końcu musieli tam czekać dwie bite godziny. Cygaro/papieros i kawa z whisky to przecież idealna mieszanka do rozmowy. Drugą sprawą był fakt, że był ciekaw, jak jej tam życie leciało, jak jej było pod jego nieobecność. To chyba nic złego chcieć nadrobić historię własnej siostry, co nie?