Secrets of London
[13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek (/showthread.php?tid=3746)

Strony: 1 2 3


[13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jonathan Selwyn - 13.08.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - osiągnięcie Piszę więc jestem - Jessie Kelly
Rozliczono - Jonathan Selwyn - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Jonathan wszedł do szpitala świętego Munga na umówione spotkanie w sprawie Kambodży w wyśmienitym nastroju, nawet jeśli późnopopołudniowy termin rozmowy, poprzedzony całym dniem w biurze, był daleka od idealnych. Natomiast już niecałą, godzinę później wychodził z budynkuł w nastroju bardziej niż poddenerwowanym. Był gotowy na to, że na spotkaniu może paść kilka mniej wygodnym kwestii w sprawie tego całego przedsięwzięcia, nad którym właśnie pracował OMSHM. Jonathan jednak absolutnie nie spodziewał się tego, że zamiast zdania w stylu przepraszam, ale coś tam coś tam magimedyczny żargon coś tam rośliny, usłyszy pytanie, od zaznajomionego uzdrowiciela, z którym prowadził rozmowy, o samopoczucia jego chrześniaka, a gdy zmartwiony dopytał o szczegóły dowiedział się, że Jessie trafił do nich wczoraj po ugryzieniu wampira! Wampira! Całe szczęście, że Selwyn dowiedział się o tym, jak już i tak miał wychodzić, bo inaczej chyba by zaryzykował zerwanie dobrych stosunków z Mungiem, byle tylko jak najszybciej zadać młodemu Kelly kilka pytań.
Selwyn wyszedł z budynku i teleportował się na aleję Horyzontalną nie zwlekając, ani chwili. Martwił się, ale to musiał był tylko zbieg okoliczności, prawda? W Londynie na pewno było też trochę wampirów, a ten którego podobizna  tkwiła mu przed oczami siedział sobie teraz we Francji wśród swoich paskudnych róż. Jessie z pewnością po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i natknął się na jakiegoś innego wampira. Tylko co Jessie robił, że znalazł się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie? I czy ktoś już dorwał tamtego wampira? Charlotte? Czy Charlotte wiedziała? Chyba nie, bo w Proroku Codziennym nie było jeszcze informacji na temat oszałamiającej blondynki, która wymordowała wszystkie lokalne wampiry. Z drugiej strony Lottie pewnie nie zostawiłaby po sobie, ani śladu, więc wszystko jeszcze było możliwe.
Nie musiał nawet wchodzić do mieszkania rodziny Kelly, by porozmawiać z chrześniakiem, bo oto zobaczył Jessiego siedzącego w zaparkowanym przy budynku samochodzie wraz z merdającym ogonem Benjim. Jonathan mimowolnie uśmiechnął się na ten widok, bo po pierwsze, pies wyglądał na szalenie zadowolonego z życia, a po drugie widząc opartą o fotel czuprynę w kolorze ciemnego brązu nie mógł nie pomyśleć o ojcu chłopaka, a przed oczami stanął mu bardzo podobny obrazek. Dwudziestokilkuletni Ned Kelly w samochodzie przed domem w Ameryce, uśmiechnięty jak zwykle i proponujący, że nauczy go prowadzić, chociaż Selwyn taktycznie odmówił.
Jonathan podszedł szybkim krokiem do samochodu. Wyglądał na zdecydowanie bardziej biurową wersję samego siebie z teczką w ręku, ubrany w elegancki ciemny garnitur.
Wracasz z przejażdżki? – spytał widząc, że szyba w aucie jest opuszczoną. Uśmiechał się tak, jak zwykle, ale czujne spojrzenie Selwyna dokładnie analizowało twarz i szyję chrześniaka.


RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jessie Kelly - 14.08.2024

Kiedy Jessie wrócił wreszcie do domu, jego mama i rodzeństwo już spali i nie obudziło ich nawet szczekanie Benjiego, podekscytowanego powrotem Pana, którego Jessie próbował jak najszybciej uciszyć. Po rozmowie z Brenną miał już dość pytań na tę noc i w tamtym momencie wolał uniknąć konfrontacji z rozbudzoną Ritą albo, co gorsza, mamą. Na szczęście wszyscy spali, a kiedy Jessie obudził się już w ciągu dnia, w mieszkaniu był sam.

I właśnie wtedy, kiedy był już wyspany, realia zdarzenia z nocy zaczęły do niego wracać w pełni swojej siły. Wampir, którego nakryli, uciekł. I obiecał, że po nich wróci. Takich gróźb nie powinno się lekceważyć.

Przejażdżka była tym, czego właściwie potrzebował, żeby oczyścić głowę. Wsiąść za kierownicę, jechać po prostu przed siebie, zatrzymać się w jakimś zupełnie losowym miejscu, gdzie nie było nikogo i niczego, i po prostu spędzić tam trochę czasu sam ze sobą, na świeżym powietrzu. Zabrał ze sobą Benjiego i na polanie, niedaleko której się zatrzymał, przez około godzinę rzucał mu piłkę, za którą pies ganiał, jak szalony, dopóki nie zabrakło mu sił. To był dobry moment, żeby wracać.

Samochód zaparkował na tym samym miejscu przed kamienicą, co zwykle, zgasił silnik, ale z samochodu nie wychodził. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje palce, luźno oparte na kierownicy. W podobny sposób na kierownicy układały się palce jego ojca, kiedy, jeszcze w Ameryce, pokazywał małemu Jasperowi, jak działa kierownica i wszystkie te inne ustrojstwa w samochodzie.

Jessie rzadko wspominał głośno ojca. Czasami coś mu się wymknęło w rozmowie z matką czy rodzeństwem i odpowiadał, gdy których z wujków wspominał Neda Kelly, ale sam raczej nie zaczynał rozmowy na ten temat. Ta rana jeszcze nie do końca się zabliźniła.

Benji szczekał raz i wdrapał się na uda Jaspera, merdając ogonkiem i wpatrując się w chłopaka błyszczącymi oczami. Na twarzy Jessiego pojawił się delikatny uśmiech i jednak z jego dłoni znalazła się na karku i grzbiecie psa, powoli gładząc jego futro.

Pojawienie się wuja trochę go zaskoczyło.

-Och... Hej, wuju - przywitał się i wysiadł wreszcie z samochodu. -Tak, pomyślałem, że Benjiemu dobrze zrobi wybieganie się na jakiejś polanie.

Benji znowu szczeknął, krążąc wokół Jonathana i wokół własnej osi, podskakując i machając łapkami, podekscytowany widokiem wuja Selwyna.

-Wracasz z pracy, wuju? - spytał Jessie. -Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? Czegoś innego?




RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jonathan Selwyn - 18.08.2024

Gdy Jessie wysiadł z samochodu, Jonathan bezceremonialnie złapał go za ramiona, zachowując przy tym jednak pewną ostrożność, i ponownie przyjrzał mu się bardzo uważnie i dopiero po chwili dotarło do niego, że może wypadałoby wyjaśnić chrześniakowi, czemu jego najlepszy wujek dziwnie się zachowuje.
Tak. Z pracy. Akurat byłem na rozmowie w szpitalu. Usłyszałem co się wczoraj stało. Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Widzisz mnie wyraźnie?Nie kręci ci się w głowie? Co powiedzieli lekarze?Może jednak powinieneś usiąść? Boli cię coś? Jeśli tak to pewnie powinniśmy iść do Munga. Powiedzieli, że może cię coś boleć? Na pewno możesz prowadzić? Wyspałeś się dzisiaj? Nie powinieneś teraz spać? Albo chociaż odpoczywać? Nie czujesz pragnienia krwi, prawda? Jest ci zimno?Może powinniśmy kupić ci jakiś zestaw herbat na wzmocnienie. I jakieś ciastka. – Śladów po ugryzieniu na pierwszy rzut oka już nie było, a sam Jessie nie wydawał się chorobliwie blady, niepokojąco blady, nieco niepokojąco blady, ani nawet trochę blady, więc chyba było dobrze. Worów pod oczami też nie miał i nie wyglądał na szczególnie straumatyzowanego, zwłaszcza że najwidoczniej przed chwilę bez przeszkód kierował samochodem. Selwyn był też pewny, że gdyby magimedycy mieli choćby najmniejsze podejrzenie, że Jessiemu groziła przemiana nie wypuścili by go tak szybko. Chyba było dobrze. Odetchnął z i potarł jeszcze prawę ramię chłopaka w geście troski i uwolnił go ze swoich sideł. Dalej jednak pozostawało kilka spraw, którego go niepokoiły. Po pierwsze, kto śmiał atakował jego chrześniaka? Czy był to ktoś kogo dobrze znał, czy też przypadkowy wampir? Po drugie jakim prawem ktoś śmiał atakować jego chrześniaka? Nikt nie miał prawa nawet skrytykować chociażby fyzury Jessiego, nie że było jej coś do zarzucenia oczywiście, a co dopiero wgryzać mu się w szyję i wysysać krew! Selwyn oczywiście nie popierał morderstwa, ale jednak były pewne zasadnione przypadki.


RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jessie Kelly - 18.08.2024

Kiedy Jessie wysiadł z samochodu, a Jonathan złapał go za ramiona, Jessie znieruchomiał. I stał tak, nieruchomo, kiedy Jonathan mu się przyglądał, wpatrując się w wuja z małym szokiem, bo czy on coś zrobił? Jonathan nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby nie stało się nic. Potem jednak nadeszła fala pytań, których Jessie w sumie powinien się spodziewać, ale nie spodziewał się ich tak szybko.

O Merlinie, powiedzieli mu, pomyślał i uśmiechnął się trochę nerwowo.

-Eee... Nie. Tak. Wyraźniej się nie da. Nie. Że mnie zwiążą, jak nie przestanę gadać. Nie trzeba. Nie. Nie ma takiej potrzeby. Powiedzieli, że mogę czuć mrowienie. Nie mówili nic o prowadzeniu samochodu. Spałem trochę. Pewnie tak, ale nie jestem senny. Właśnie odpoczywam. Nie, fuj! - w tym momencie na jego twarzy pojawił się grymas. -Nie. Bardzo docenia, ale nie ma takiej potrzeby, wuju. Dlaczego byłeś w szpitalu? Coś się stało? Wszystko w porządku?

Jonathan nie wyglądał, jakby coś mu dolegało, ale przecież bez powodu nie odwiedzałby szpitala. A może to nie jemu się coś stało, a komuś z Ministerstwa? A jeśli coś się stało mamie, Ricie albo wujkom i on o niczym jeszcze nie wiedział?

-Ze mną wszystko w porządku, wuju. To nie było nic wielkiego. Natknąłem się na wampira, ugryzł mnie i uciekł. Nawet nie pił krwi, raczej chyba próbował mnie przestraszyć. Dziewczyna, z której faktycznie pił krew, jest w Mungu, a wampira będą szukać - poklepał wuja po dłoni, która wciąż spoczywała na jego ramieniu. -Ale nie stójmy tak tutaj. Chodźmy do środka. Przygotuję herbatę.




RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jonathan Selwyn - 20.08.2024

To dobrze. To jeszcze lepiej. Świetnie. Na pewno? Mi też tak kiedyś powiedzieli, dobra robota, moja krew. W sumie to właśnie i tak siedziałeś. Nawet szyja? Ale jeśli coś cię zaboli to pójdziemy. I czujesz mrowienie? A powiedziałeś im o takiej możliwości? No dobrze. Odpoczynek nie musi oznaczać spania. Tak tylko się kontrolnie pytam. – Wyglądało jednak na to, że Jessie naprawdę żył i miał żyć, co rozwiązywało jedynie połowę jego zmartwień. Machnął ręką i uśmiechnął się do niego dla podkreślenia słów, które miał zaraz powiedzieć. – Tak, wszystko w porządku. Nie byłem tam w sprawach zdrowotnych. Po prostu musimy coś dogadać w pracy z uzdrowicielami. Zapotrzebowania na zamienniki i inne takie. – Obecnie jedna z pilniejszych rzeczy w całym biurze, a przynajmniej taka, która zajmowała wszystkim najwięcej przestrzeni w głowie, ale na obecną chwilę nie było to takie istotne.
Dobrze. To dobrze – powiedział, chociaż nie uważał, by ta sytuacja klasyfikowała się jako dobrze, a co gorsza brzmiała ona tak, jak coś w co on mógłby się wpakować, a potem zapewniać wszystkich, że nic mu się nie stało. dopiero w tym momencie przypomniał sobie, że był z nimi ktoś jeszcze. Jonathan uśmiechnął się po raz kolejny i przywitał się z wesołym psem, który był zachwycony tym, że teraz miał przy sobie dwóch człowieków, zamiast jednego, nawet jeśli po chwili stracił zainteresowanie Selwynem i wrócił do swojego pana.
Razem we trójkę udali się do mieszkania rodziny Kelly, ale gdy tylko weszli do kuchni Jonathan stanowczo oznajmił, że Jessie ma usiąść, a on machnięciem różdżki zaczął parzyć wodę na herbatę.
To nie było nic wielkiego.
A co jeśli było? Co jeśli Jonathan znał tego wampira? Albo tamten wampir znał tamtego wampira? Albo był to jedynie przypadkowy wampir, ale wrednie postanowi przyczepić się do Jessiego, a Ministerstwo Magii zawiedzie, tak jak do tej pory zawodziło raz po raz w walce ze Śmierciożercami?
Jessie – zaczął, tonem głosy, jakby rozpoczynał kolejną z pogawędek. – Pamiętasz jak wyglądał ten wampir?


RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jessie Kelly - 21.08.2024

-Czy ty na pewno powinieneś być zadowolony, że nie chcę współpracować z uzdrowicielami? - zaśmiał się lekko, trochę rozbawiony tym, jak ta rozmowa do tej pory przebiegała. -Nie, szyja mnie nie boli, a mrowienie tak, poczułem, ale chyba za bardzo o tym wtedy myślałem - o tym, co powiedziała mu Brenna i trochę o groźbie od samego wampira. -Odnośnie samochodu, to mogłem zapomnieć - na chwilę uciekł wzrokiem gdzieś w bok - im o tym powiedzieć, a oni nie pytali.

Jego brew uniosła się lekko, a oczy przesunęły się szybko po sylwetce wuja, jakby chciał sprawdzić, czy na pewno Jonathan nie kuśtykał, albo na jego garniturze nie dostrzeże żadnych śladów krwi.

Benji, zadowolony z atencji, którą otrzymał od człowieka, który go tak dzielnie uratował, przywitał się z Jonathanem już bez skakania na jego nogę, ale z szalenie merdającym ogonem, polizał go po dłoni i zaraz wrócił do Jessiego. Najwidoczniej były to ostatki sił, które był w stanie z siebie wykrzesać po bieganinie, którą Jessie zafundował mu na oddalonej polanie.

"To nie było nic wielkiego" i podobne temu teksty nigdy nie oznaczały, że to "nie było nic takiego", kiedy te słowa wypowiadała osoba, której coś się stało, i za tym zawsze stało coś więcej. W przypadku Jessiego była to wizja zeznawania, ale również groźba ze strony wampira.

Obiecał, że wróci. Wróci po niego i po Dorę.

Tego jednak Jonathan nie musiał wiedzieć, podobnie jak nie musiały o tym wiedzieć Charlotte i Rita.

Po wejściu do mieszkania Benji od razu pobiegł do swojej miski z wodą, stojącej w kącie salonu, i pewnie by się położył plackiem, gdyby obie miski nie stały w stojaczku, dzięki któremu woda i psie jedzenie nie lądowały na podłodze.

Jessie nie zdążył nawet zapytać wuja, jaką chciał herbatę, kiedy został uciszony z nakazem posadzenia swojego tyłka na krześle.

-Wiesz, że jestem w stanie przygotować nam herbatę, prawda? - nawet jeśli troska Jonathana mogłaby być nawet wzruszająca. -Nie zemdleję tylko dlatego, że będę stał. Wuju, na pewno wszystko u ciebie w porządku?

Pytanie Jonathana brzmiało tak, jak powinno brzmieć normalnie zadane pytanie w trakcie pogawędki, bez nerwów w głosie, bez drżenia rąk.

-Blondyn - odpowiedział powoli, przyglądając się wujowi w zastanowieniu. -Trochę wyższy ode mnie. Sprawa trafiła do Ministerstwa, do kogoś, kto tego nie zleje, więc chyba nie ma się czym przejmować.




RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jonathan Selwyn - 23.08.2024

Jonathan zastanowił się przez chwilę. Rzeczywiście w zdrowotnym interesie jego chrześniaka było to, aby żył w jak najlepszej zgodzie z otaczającymi go uzdrowicielami, ale jednak nie mógł nie poczuć jakiejś dumy, gdy usłyszał, jak to Jessie najwyraźniej zaczął mówić tyle, że poproszono go, aby przestał.
Hm... Pewnie nie – powiedział, klepiąc go jednak przy tym po ramieniu. – Jessie proszę, nie wkurzaj uzdrowicieli. Znacznie łatwiej im jest tamować krawienie, kiedy nie są zirytowani. Uwierz mi wiem to z pierwszej ręki. – To znaczy, kiedyś, gdy był jeszcze ambasadorem we Francji, przyjmowal pewnego ważnego gościa politycznego, który wpadł na wieżę z kieliszków, a gdy na miejsce przybył magimedyk, aby go połatać, ten pijany, jeszcze krzyczał, że nie wierzy we współczesna magimedycynę. – I wspominaj o samochodzie.
Może i porady były słuszne, ale sam wykład Selwyna, wypowiedziany był w taki sposób, że młody Kelly na próżno doszukiwałbym się w nim jakiekolwiek surowości.
Wiem, ale i tak usiądź. Nie jest ci zimno? Przynieść ci koc? – dodał, gdy już zaczął robić tę herbatę. Może i nie wymagało to dużo energii, ale i tak nie zamierzał pozwolić Jessiemu na robienie czegoś innego poza siedzenie. – Hm, mogłem kupić po drodze jakąś czekoladę. Przydałaby się tobie. Tak. Oczywiście, że wszystko w porządku poza tym, że jakaś... pijawka próbowała wyssać z cebie krew. Naprawdę nie rozumiem co niektórzy sobie myślą. Atakować tak ludzi!
Oczywiście, że nie wszystko było w porządku. Ktoś próbował zaatakować Jessiego. Wampir. Jonathan paradoksalnie miał tylko nadzieję, że na liście wampirów, z którymi miał problem (bo przecież do samych wampirów nic osobiście nie miał) dołączy drugie nazwisko, bo gdyby okazało się, że za tym wszystkim jednak stał on... Nie. Prawdopodobieństwo było naprawdę nikłe.
Gdy Jessie zaczął opowiadać, jak wyglądał jego napastnik, Selwyn taktycznie odwrócił się w stronę szafek i wyciągnął dwa kubki, tak by na chwilę stał odwrócony do chrześniaka. Blondyn. Dobrze. Chyba było dobrze.
Jasny blondyn? – upewnił się, wypełniając herbatą naczynia. – Czy taki bardziej ciemny, tak że można byłoby to w ciemności pomylić z innym kolorem? Jak się ubierał? Na ile lat mniej więcej wyglądał? Jakieś znaki charakterystyczne? – Już miał pomyśleć, że jeśli Ministerstwo zajmie się sprawą tak, jak zajmowało się Śmierciożercami, to Londyn jeszcze długo będzie miał dzikiego wampira na wolności, ale zawahał się i zmarszczył brwi. – Do kogo? – spytał, powracając spojrzeniem w stronę Jessiego.


RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jessie Kelly - 24.08.2024

Gdyby tylko chodziło o gadanie tak długo, by kazano mu się wreszcie zamknąć... Jessie nie chciał nawet pozwolić im obejrzeć rany ani dokładnie go zbadać, czy aby ugryzienie nie wywoła jakichś dolegliwości, albo czy nie zmieni człowieka w drugiego wampira. Skończył jednak gadać i grzecznie poczekał, aż w końcu przestaną go oglądać i macać (co nie znaczy, że był tak zupełnie posłuszny) tylko dlatego, że nie chciał dostać tej odznaki Złego Pacjenta.

-Postaram się o tym pamiętać - ale jego ton wskazywał, że była na to mała szansa.

Oczywiście, jeżeli faktycznie stanie mu się krzywda, będzie grzecznie poddawał się badaniom i, oczywiście, wspomni o samochodzie, ale teraz, gdy chodziło właściwie o niegroźne przebicie skóry, cała ta szopka nie była potrzebna.

-Nie, wszystko jest w porządku - wręcz przeciwnie, było mu ciepło. -Powinniśmy mieć chyba jeszcze jakieś ciastka.

I wbrew przykazaniu wuja Jessie podniósł tyłek z krzesła i zaczął otwierać i zamykać po kolei wszystkie szafki w poszukiwaniu opakowania ciastek, które pamiętał, że jeszcze wczoraj chował.

-Wysysała krew z kogoś innego, więc na mnie już raczej nie miał miejsca - powiedział, zamykając ostatnią z szafek.

Tak właśnie znalazł ciastka. Z drugiej szafki wyjął talerzyk, na który przełożył słodycze i postawił je na stole, by Jonathan mógł brać je bez krępacji. -Nie, żebym go usprawiedliwiał, ale to ja się tam władowałem. Miałem pecha - wzruszył ramionami.

Na kolejne pytania Jonathana odpowiedział dopiero po dłuższej chwili, podczas której przyglądał się uważnie wujowi.

-...Powiedziałem "blondyn"? - zmarszczył brwi przez własną pomyłkę. Chyba jednak za mało spał. -Przepraszam, wuju. Jasny brąz, wyższy ode mnie. Miał trzy piegi na policzku. Ubierał się właściwie normalnie. Spodnie, czarny T-shirt... Niebieska koszula w kratę.

To zaskoczyło nawet jego - jeszcze kilka godzin temu był w stanie prawie dokładnie opisać wampira Brennie, a teraz zaczynały umykać mu fakty, o czym zdawał sobie sprawę, gdy usłyszał to na głos. Tak jak kolor jego włosów. Wampir nie był blondynem, ale z jakiegoś powodu właśnie to określenie padło w rozmowie.

-Do Brenny Longbottom, więc raczej nie mamy powodów do zmartwień, nie uważasz?




RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jonathan Selwyn - 24.08.2024

Jonathan uznał, że nie ma sensu protestować i dał Jessiemu wyjąć z półki ciastka, które potem jedynie podsunął chrześniakowi, dając mu znać, że to on z ich dwójki zdecydowanie bardziej potrzebował piegusków z czekoladą.
Mógł też po prostu nie wysysać z nikogo krwi bez zgody – powiedział. Nie uważał, aby wampiry były pomiotami samej czarnej magii, które należało gdzies zamknąć, lub najlepiej zlikwidować. Oczywiście, że nie. Szczerze wierzył, że każda tego typu osoba mogła z powodzeniem zintegrować się na nowo z ich społeczeństwem, którego przecież przed śmiercią byli częścią. Dlatego też tak się wkurzał, gdy słyszał o tego typu wybrykach, które nie dość że szkodziły tym, którzy walczyli z żądzą krwi, to jeszcze jego chrześniakowi!
Pokręcił głową.
Powinieneś móc się ładować gdzie tylko zechcesz bez ryzyka ugryzienia przez wampira. Tej dziewczynie nic się nie stało? – rzucił jedynie, a potem poczuł, jak supeł, który dopiero co się rozluźnił, nagle ponownie zaciska mu się w żołądku. Czyli to nie był blondyn! Teraz kolor włosów się zgadzał. Teraz... Na całe szczęście zanim zaczął dramatyzować na dobre, usłyszał jeszcze więcej szczegółów, a z serca spadł mu kamień. Trzy piegi na policzku, styl ubioru... Nie. To nie był on.
Był może podobny do kogoś kogo znasz? – spytał jeszcze profilaktycznie, chociaż wątpił, by odpowiedź była twierdząca, a nawet jeśli by była, to Jessie nie powie Tak, w sumie to ten wampir śmiesznie nawet przypominał wujka Anthony'ego tylko był nieco brzydszy i bardziej francuski.
A potem jeszcze usłyszał, że wszystkim ma się zająć Brenna. Czyli rzeczywiście zostanie to rozwiązane i nie musiał się o to martwić.
Tak. Rzeczywiście sprawa trafiła w dobre ręce – powiedział, posyłając Jessiemu szeroki uśmiech, ale zaraz potem spoważniał i położył rękę na ramieniu chłopaka. – Jessie, proszę uważaj na siebie, dobrze? Wiem, że to bywa trudne, ale czasem lepiej postawić na te nudniejsze rozwiązania, niż pchać się w te bardziej ryzykowne.
Nie wiedział, czy Jessie po prostu natknął się na wampira, a ten od razu zaatakował, czy też młody Kelly postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zainterweniować, ale nie chciał by... No cóż. By jego chrześniak pakował się w kłopoty, tak jak on sam, czy też inni przedstawiciele tej rodziny, włączając w to oczywiście pozostałych wujków.


RE: [13.07.72, późne popołudnie] Chrzestny wie lepiej, niż mama, wujek i drugi wujek - Jessie Kelly - 24.08.2024

To właśnie ta część całej sytuacji, której nie jesteśmy pewni, pomyślał, ale na głos już tego nie mówił.

Dziewczyna, z której żywił się wampir, wciąż była nieprzytomna, kiedy Jessiego opatrywano i w końcu pozwolono mu wrócić do domu. Żaden z uzdrowicieli również nie chciał udzielić mu żadnej informacji o niej, ponieważ nie był członkiem jej rodziny. Jasper nie mógł więc powiedzieć, że ta dziewczyna wyraziła zgodę, a wampir przeholował, albo Jonathan trafił w tym momencie w punkt i dziewczyna wcale się nie zgodziła, albo nawet nie została zapytana o zgodę.

-Dziewczyna nadal jest w Mungu - powiedział, sięgając po ciastko. -Kiedy ją znalazłem, była już ledwo przytomna, a uzdrowiciele nie chcieli mi nic o niej powiedzieć. Kiedy poczuje się lepiej, prawdopodobnie złoży zeznania i wtedy się okaże, czy faktycznie zgodziła się na to ugryzienie, czy ten wampir po prostu ją napadł.

Trochę rozbawił go fakt, że Jonathan nie widział nic złego w jego "pakowaniu się gdziekolwiek", a nawet twierdził, że Jessie powinien móc to robić bez obawy o swoje życie lub zdrowie. Czy mówiłby tak samo, gdyby ten "wypadek" zdarzył się na Śmiertelnym Nokturnie? Na szczęście Jasper nie miał powodów, by odwiedzać tę konkretną uliczkę, gdzie typy spod ciemnej gwiazdy uwiły swoje gniazdka, ale taka jednorazowa myśl przeszła mu po głowie.

-W sumie to tak - wgryzł się w ciastko. -Kiedy się uśmiechnął, wyglądał trochę, jak Filgott. To jeden z goblinów, z którymi pracuję. Dość zrzędliwy, ale opowiada ciekawe historie o swojej mamie.

A czy naprawdę ten wampir przypominał kogoś, kogo Jessie znał? Hm... Może, gdyby był ładniejszy i miał ciemniejsze włosy, to wyglądałby trochę, jak wujek Morpheus?

Dłoń, w której trzymał ciastko, była blisko jego otwartych ust, kiedy Jonathan, z tym poważnym wyrazem twarzy, położył dłoń na jego ramieniu. Supeł ścisnął się boleśnie w jego żołądku.

-Staram się, wuju - westchnął, odsuwając ciastko. -Najwidoczniej odziedziczyłem po kimś talent do pakowania się w kłopoty - po Jonathanie? -Było ciemno, coś zauważyłem i chciałem to sprawdzić. Miałem nadzieję, że to jakaś parka się obściskiwała, ale... - to nie była obściskująca się parka.