![]() |
|
[23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości (/showthread.php?tid=3873) Strony:
1
2
|
[23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 11.09.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI Brenna sporą część nocy i większość dnia tkwiła w Ministerstwie Magii, a potem w domu wiedźmy, zaledwie rzut kamieniem od Księżycowego Stawu. Trzeba było posprzątać ten bałagan – a to oznaczało ustalenie wspólnej wersji wydarzeń, oficjalne znalezienie kobiety przy okazji sprawdzania anonimowego donosu, niewspominanie o pożarze w Księżycowym Stawie (jakby nie było, sama Lydia tam nawet nie była…), i absolutne niewspominanie o Dorze. Trzeba było nie tylko załatwić robotę papierkową, przesłuchanie, upewnić się, że robota nie trafi do jakiegoś aurora, który mógłby za dokładnie kopać – nie że zrobili coś nielegalnego, bo akurat nie, naprawdę trafili przypadkiem na nekromantkę w sąsiedztwie, i po prostu nie dali się zamordować, ale ot Brenna nie chciała, by obcy ludzie wiedzieli, że urządzają Księżycowy Staw – i tak dalej, i tak dalej. Wiedźma, i tak na wpół oszalała, chwilowo została aresztowana. Kilkudziesięcioletnie ciało znad stawu, jednej z sióstr Julius zapewne, trafiło na stół w prosektorium. Domek na skraju wioski sprawdzono, znaleziono tam różne paskudne rzeczy, a Brenna w duchu po prostu postanowiła w przyszłości kupić ten kawałek ziemi, na którym stał, by uniknąć problemów – jak miło być bogatym, można w problemy rzucać pieniędzmi. To mogła powiedzieć na głos, ale to, co myślała – że lepiej dla nich byłoby pewnie, gdyby Lydia utonęła i mogli zamieść sprawę pod dywan – już nie. Nie powinni słyszeć tego z jej ust. Nawet ją samą przerażało nie tyle, jak bardzo bezlitosne stawały się jej myśli z powodu wojny, a raczej to, że przeczuwała, że prędzej czy później mogą przejść w czyny. Że pewnie przejdą w czyny. Nie dało się brać udziału na wojnie i nie ubrudzić sobie rąk. Na razie jednak mieli to zrobić dosłownie. Sprawa Lydii, niestety, opóźniła nieco prace w Stawie. Po powrocie Brenna od razu wzięła się więc błyskawicznie do pracy. Upewniła, że z kuchni znikły resztki starego jedzenia, wywaliła ciała szczurów z pułapek i miejsca, gdzie wyłożono trutkę, sprawdziła czy zabezpieczono elementy, które mogły się rozsypać... jak poręcz schodów... i teraz nadszedł czas na ciąg dalszy. – Wiem, że ogródek to najmniejszy problem, ale smutno się na to patrzy – powiedziała Brenna, wodząc spojrzeniem po wypalonych resztkach żywopłotowego labiryntu, widocznych w promieniach słońca, powoli chylącemu się ku zachodowi. To był długi dzień, i nastąpił po długiej nocy i równie długim dniu. Myślała w tej chwili o tym, co trzeba zrobić w Stawie i... i jednocześnie, że właściwie to ludzie chyba po tym wszystkim zasługują na to, żeby trochę odpocząć, i że jak tylko wróci do domu, powinna zająć się zorganizowaniem czegoś miłego. Może na jakiejś plaży. Nienawidzonej plaży. Na której nie bywają nekromanci. – Ale cóż… to będzie musiało poczekać. Najpierw, w każdym razie, mechanizmy. Nic niebezpiecznego, bo jeszcze wpadną w to jakieś mugolskie dzieciaki. Albo nasi. Trzeba to ogarnąć tak, żeby bramy i tylnej furtki nie dało się otworzyć bez klucza, to zdaje mi się najprostsze, da się zrobić? Oczywiście, czarodzieje jakoś to obejdą. Teleportacja do miejsca nieznanego była ryzykowna, ale i tak mogli spróbować albo przelecą nad murem, ale zawsze było to jakieś zabezpieczenie. – Jakieś blokady na okna, na drzwi. Żeby wejść bez kluczy, żeby musieli je rozwalić, przynajmniej będziemy od razu wiedzieć, że był tu ktoś, kto nie powinien. Masz jakieś pomysły łatwe w realizacji? RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 11.09.2024 Ostatnie dwa dni, które spędził w Księżycowym Stawie i okolicy obfitowały w dość niecodzienne wydarzenia. Nie wspominając już o Lydii i jej neoromantycznych tworach, ale też specjalnej herbatce, która zaserwowała im Millie i po której samodzielnie sprawdził jak bardzo zamulony jest staw przy tym budynku, aż po pochówek szczątek nasłanego na nich kościotrupa. Cały ten repertuar nie mieścił się ani trochę w typowych wydarzeniach z dnia, ale w sumie czym był dla Thomasa typowy dzień? Sam spędził nieco czasu na Pokątnej, pomagając Norze i zajmując się zabezpieczaniem ksiąg ukradzionych Lydii, aby przypadkiem Mabel nie wpadła na nie, tego nie chciał - miał je potem przeglądać razem z Dorą, więc na razie też ich nie ruszał po prostu zadbał, aby nikt ich nie czytał, do czego wykorzystał swój zabezpieczony kufer. Musiał też porozmawiać jeszcze z Brenną na temat tego ich planu z urządzeniem swoistego działu ksiąg zakazanych w Stawie i kącika do badań, w końcu sam się zaoferował, że poruszy te sprawę. - Spytaj Nory, powinna mieć coś na porost roślin albo wiedzieć co może pomóc - co jak co, ale jego siostra miała rękę do roślin i warzenia eliksirów, sam korzystał z jej pomocy jeśli chodziło o trudniejsze twory. Okolica wbrew pozorom byłą ładna, wymagała jedynie trochę opiekuńczej reki kogoś kto miał dryg do roślin - ale totalnie widział ich siedzących ich na werandzie z kubkami ciepłej herbaty w jesienne popołudnie, szkoda tylko, że wizja ta zapewne się nie spełni przez wojnę. Westchnął zdając sobie sprawę, że wiele osób zostanie bezpowrotnie obdartych z najlepszych lat swojego życia, niekiedy przez traumę jaką na nich wywrą przyszłe wydarzenia, a niekiedy przez śmierć - nie podobało mu się to, ale nie zamierzał się cofać. - Zapewne chciałabyś też coś co nie będzie podatne na alohomorę? - zadał to pytanie, choć tak naprawdę dobrze znał odpowiedź, takie mechanizmy, które dałoby się otworzyć zaklęciem znanym uczniom Hogwartu nie były im potrzebne. - To będzie dość proste, jednak patrząc na liczbę okien nieco żmudne zajęcie - jednak na bezpieczeństwie się nie oszczędzało, ani pieniędzy ani czasu, dobrze o tym wiedział. Na szczęście to o czym mówiła już kiedyś miał opracowane, w swoim specjalnym notesie posiadał przygotowane plany, kwestia polegała jedynie na przygotowaniu mechanizmów i ich montażu. - Na drzwi i bramę najlepiej będzie zastosować magiczne zamki, które otworzyć można jedynie specjalnie zaklętym kluczem, takich kluczy może być całkiem sporo. Będę musiał tylko nauczyć cię je wytwarzać, żebyś nie musiała za każdym razem szukać mnie do zrobienia nowego klucza - nie mówiąc już o tym, że gdyby coś mu się stało to zostałaby bez opcji wytwarzania nowych kluczy. - Okna wydaje mi się, ze zabezpieczymy zwykłym zamknięciem samozatrzaskowym, aby ludzie nie musieli pamiętać o uruchamianiu zabezpieczania i wzmocnić je magią, żeby na nie również nie działały zaklęcia otwierające - wszedł w tryb planowania i zapatrzył się na budynek i potem zerknął z powrotem na Brennę. - Ale pewnie chcesz też porozmawiać o barierach i klątwach ochronnych? - zapytał z przebiegłym uśmiechem a oczy zdawały mu się iskrzyć z radości. Będzie mógł się wykazać w tym w czym był najlepszy, znał się w końcu nie tylko na łamaniu klątw i pieczęci, ale również na ich stawianiu. - Myślę, że na pewno alarmująca bariera to podstawa, żebyśmy wiedzieli czy ktoś nie wdarł się na teren posiadłości, być może nawet bariera odpychająca... - zasępił się, bo ta druga była nieco problematyczna jeżeli chodziło o jej stawianie. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 12.09.2024 W Księżycowym Stawie już znajdowała się biblioteka, a Thomas przeglądał część umieszczonych w niej książek. Na przejrzenie czekały i kolejne – było ich tu wiele, dużo bardzo starych, mogły znaleźć się i bezużyteczne, i cenne, i – kto wie – może zawierające jakąś zakazaną wiedzę, skoro rodzina Juliusów była raczej mało przyjemna, a te książki pewnie zaczęto zbierać ze dwieście lat temu. Mogli więc umieścić tu te trzy tomy zabrane Lydii, a i nie było co obawiać się o to, kto się do nich dobierze – tu wstęp mieli tylko członkowie Zakonu, a jeśli kiedyś ktoś przeszukałby wnętrza, to cóż „panie, to Ignasa Juliusa, przeoczyliśmy, kto by przeczytał tysiąc książek?” – Nie dam rady teraz się tym zająć, nawet jeśli da mi odpowiednie środki, zresztą nie mam do tego talentu – powiedziała Brenna, kręcąc lekko głową. Chciałaby może przywrócić temu miejscu dawną świetność, ale istniały pewne priorytety. Wysprzątali dom, pozbyli się większości śmieci, ale wciąż trzeba było wykonać niezbędne naprawy, wymienić parę okien, sprowadzić kilka nowych mebli, odmalować ściany i przede wszystkim zabezpieczyć to miejsce. Nawet na to nie miała czasu nie tylko ona, ale i większość członków Zakonu. Pracowali w końcu, mieli swoje życia prywatne, a jeszcze wykonywali różne zadania dla Dumbledore’a. – Tak byłoby najlepiej, chociaż w pierwszej kolejności chcę zabezpieczyć okolicę, żeby nie biegali nam tutaj mugole. Mam nadzieję, że to, że nikt nie wie, że tutaj jesteśmy i w domu nikt się nie kręcił dwie dekady, to najlepsza ochrona, ale… zawsze dobrze zrobić tyle, ile się tylko uda – stwierdziła, ruszając na ścieżkę wiodącą ku bramie. Wyciągnęła różdżkę, i idąc celowała ją w bok, a popiół unosił się za sprawą zaklęcia, frunął wraz z nimi. Nie mogła w tej chwili zadbać naprawdę o ogród, ale mogła pozbyć się przynajmniej części popiołu, spowijającego okolicę. Jego zapach nieprzyjemnie kojarzył się jej z wonią czarnej magii. – Na początek brama, drzwi wejściowe, tylna furtka, wyjście kuchenne. Potem okna na parterze, piętrze i balkonach będzie można pomyśleć za jakiś czas – wyliczyła. Nie musieli się spieszyć, i nie chciała zająć też całego wolnego czasu Thomasa: i tak minie jeszcze ładnych parę tygodni, zanim w ogóle będą mogli faktycznie zacząć używać Księżycowego Stawu, a i Brenna nie miała pojęcia, czy i na jakie cele będzie potrzebny. Treningi, to na pewno, ale dało się je robić w ogrodzie lub w jednym z pomieszczeń na dole. Mógł stać się kryjówką, gdyby pojawił się kolejny Charlie Rookwood, kolejna Catherine Barlow, ale ludzie potrzebujący aż tak daleko idącej pomocy, chcący ukrywać się przed światem, nie zdarzali się często. Być może jakieś plany miał Dumbledore, gdy życzył sobie, aby zorganizowała lokacje dla Zakonu Feniksa – ale Brenna tych planów nie znała. – Jestem niewyuczalna, jeśli chodzi o magiczne rzemiosło, więc myślę, że po prostu dobrze zrobić tych kluczy do drzwi tutaj kilkanaście. Wezmę jeden, poślę inny Dumbledore’owi, przyda się tobie, skoro zabezpieczasz miejsce, Millie się tu podoba, no i Erik. – Bo inaczej gotów uznać, że siostra chciała tu robić jakieś niebezpieczne rzeczy poza zasięgiem jego wzroku. – Może Jonathan, chyba chciał pomóc przy urządzaniu, a reszta… będą krążyć w razie zapotrzebowania, może uda się w piwnicy albo na poddaszu zrobić jakieś pracownie? Przymknęła na moment oczy. Wizja ogromu pracy nie przerażałaby jej, gdyby nie to, że czekał ich ogrom pracy na kilku różnych frontach. – Bariery ochronne chyba trudno ustawić? Ale pieczęcie… tak, to byłby dobry pomysł. To znaczy… jeśli ustawimy pieczęcie na przykład w niektórych oknach, przez które jednak i tak nie będziemy wchodzić i wychodzić, wtedy możemy się skupić na zabezpieczeniu tylko drzwi? – spytała, zwracając na niego pytające spojrzenie. Nie była pewna, czy te pieczęcie mogliby ot tak przekraczać, ale mogli użyć ich tam, gdzie i tak nie przechodzili, bo cóż, mieli klucze. – Myślałam o jakichś fałszywych drzwiach. Wiesz, może wprawić takie w mur, obłożyć jakąś drobną klątwą, ktoś może się męczyć, by je otworzyć, a to wcale nie jest wejście – dodała, uśmiechając się do niego, trochę figlarnie. Włamywała się do różnych budynków na tyle często, że nawet nie będąc specjalistką od zabezpieczeń, miała trochę niekonwencjonalnych pomysłów. – Przed jesienią… przyda się też coś w Warowni. W Dolinie – dodała jeszcze, z westchnieniem. Wizja Morpheusa. Warownia i tak była doskonale zabezpieczona, mieszkało tam za wielu ludzi na jakieś klątwy i bariery, ale może dodatkowe pieczęcie by nie zaszkodziły. Jakiś dodatkowy zamek. – Hm… da się ustawić taki alarm? Żeby nie wył na nas? RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 12.09.2024 Pokiwał głową rozumiejąc, wszak mieli wiele innych rzeczy na głowie i nie miało to być miejsce codziennych spotkań towarzyskich, im mniej będzie na siebie zwracało uwagę tym nawet lepiej. Gdyby teraz zaczęło to przypominać jak odrestaurowaną posiadłość - mogłoby to rodzić pytania wśród okolicznych mieszkańców, a tego jednak by raczej woleli uniknąć. Dlatego nie zamierzał namawiać Brenny do próby odrestaurowania ogrodu, może kiedyś, jak czas im pozwoli. - No tak, nikt się nie kręcił ale to nieznaczny, że nadal tak zostanie, lepiej się zabezpieczyć na taką ewentualność - zgodził się z podążając w ślad za nią ku bramie. W myślach robił obliczenia po jej wyliczeniu co jest najważniejszym priorytetem a co innego może poczekać nieco dłużej. - Bram i drzwi oraz dolne piętra - powtórzył i zerknął na zegarek, który pokazywał mu też datę, wolał się upewnić jaki jest dokładnie dzień, aby nie przestrzelić ze swoimi obliczeniami. - Na pewno przed początkiem września uda się to zrobić - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem, co prawda trochę eliksiru energetycznego i będzie mógł zabezpieczyć też wyższe partie budynku - było to nikłe poświęcenie kosztem bezpieczeństwa. Tylko najpierw zobaczy jak mu pójdzie rozwiązywanie problemu dolnych partii domu. - Na wszelki wypadek zadbam o to, żebyś ty i Dumbledore mieli pełną specyfikację, gdyby była potrzebo dokonania zmian lub wytworzenia nowych, a ja byłby nieosiągalny - zgodził się i popatrzył na nią uważnie - Zależy jakie pracownie chcesz zrobić, można by je otoczyć jakimiś ochronnymi czarami, aby nie tworzyły zagrożenia dla reszty domostwa - tak naprawdę w tej posiadłości mogli zrobić bardzo dużo, to co ich ograniczało to pomysły i wolny czas, bo im więcej czasu włożą w działania tutaj tym mniej im zostanie na inne zadania Zakonu Odchrząknął znacząco nim zaczął, bo to był idealny moment na powiedzenie tego o czym rozmawiał wczoraj z Dorą - Myślę, że również Dora też powinna dostać klucz. Wczoraj podczas grzebania szczątek kościotrupa nasłanego przez Lydię rozmawialiśmy na temat tego, że przydałaby się tutaj jakaś pracownia do zbadania ksiąg pozostawionych przez Juliusów jak i tych które zabrałem z domku naszej przeuroczej nekromantką. Myśleliśmy o stworzeniu zabezpieczonego regału w bibliotece, aby też te mniej bezpieczne i legalne zbiory nie były aż tak powszechnie dostępne - zerknął na Brennę jak zapatruje się na ich pomysł. - Oczywiście przygotowaniem tego zająłbym się osobiście - nie żeby zakładał, że nikt inny się do tego nie nadaje, po prostu pomysł wychodził od niego, więc siłą rzeczy nie zamierzał na nikogo innego zrzucać odpowiedzialności za wykonanie tego. Bezczelnie uśmiechnął się i dwoma kciukami wskazał na samego siebie. - Dlatego masz mnie tutaj, ty mówisz trudne, a ja spędzam nad tym kilka dni i gotowe. No dobra, czasami dużo dłużej niż kilka dni, jednak jest to możliwe dzięki odpowiednim ciągom run - od żartobliwego tonu przechodził na bardziej poważny, bo jednak nie byli tutaj, żeby opowiadać sobie żarty. - Możemy podwójnego zabezpieczenia użyć, nie tylko mechanizmy ale i pieczęcie, zajmie to tylko nieco więcej czasu - per okno, ale cóż, to nie jest tak, że padnie ze zmęczenia i będzie spał przy tych oknach. - Chyba powinienem zacząć to wszystko notować - rzucił żartobliwie ale pokiwał głową. - Fałszywe drzwi obłożone klątwą, że ktokolwiek złapie za klamkę przypomni sobie o czymś ważnym co musi zrobić daleko stąd, to genialny pomysł - momentalnie podchwycił to co zaproponowała, a nawet lepiej, przypomniały m się wydarzenia z czerwca. - W czerwcu, jak odwiedziłem Hogsmeade natrafiłem na taki dziwny labirynt, który sprawił, ze nie mogłem znaleźć wyjścia, mógłbym spróbować odtworzyć coś takiego od strony ogrodu, żeby ktokolwiek tam zabłądzi nie mógł dojść do posiadłości tylko zawsze kończył tam gdzie przyszedł - podekscytowanie wręcz biło od jego osoby, uwielbiał eksperymentować i działać nad rzeczami, które nie były tak oczywiste jak machnięcie różdżką. - Ale to w nieco późniejszym czasie - sam siebie zganił za zapał, bo jednak priorytetem były inne zabezpieczenia. - Lepiej zawczasu powiem norze, że nie będę mógł jej pomagać w najbliższych dniach - miał nadzieję, że siostra to zrozumie, to nie tak, że nagle odwidziało mu się pomaganie jej, co to to nie, po prostu potrzebny był w nieco innych miejscach. Zasępił się, bo odpowiedź nie byłą tak prosta, najszybszym sposobem było użycie krwi, ale to było zbyt blisko czarnej magii, aby faktycznie rozważył takie ustawianie alarmu. - Nie jestem pewien, mam pomysł, ale go będę musiał przetestować. Szczególnie jeżeli nie chcemy marnować czasu na rzucanie ponownie tego zabezpieczenia jeśli będzie potrzeba, aby jeszcze kogoś pomijał ten alarm - zdawał sobie sprawę, że to co ich ogranicza to nie ich umiejętności, bo magia lubiła zmiany, byłą jak wartka rzeka, która z czasem lubi zmienić przebieg swojego koryta. To co rodziło problem to fakt, jak ugryźć dany temat, aby magia była stabilna w danym zabezpieczeniu. - Postaram się coś wymyślić - dodał jeszcze ze słabym uśmiechem, wiedział, że nie będzie to zabezpieczone jak Gringott, ale nie spocznie dopóki Księżycowy Staw nie będzie tak bezpieczny jak tylko zdoła go zabezpieczyć, może Dumbledor by mu mógł jakoś pomóc w tej kwestii, choćby polecić jakieś stare księgi ze zbiorów Hogwartu czy też własnych. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 13.09.2024 – Tak naprawdę nie wiemy, czy nikt się tu nie kręcił. Może Lydia ich wypłaszała, a może czasem tu włazili? W okolicy niby nie ma domów, ale… Brenna rozłożyła ręce, dość bezradnie. Księżycowy Staw był opuszczony od dawna, a chroniące go niegdyś czary, opadły przed laty. Nie rozkradziono rzeczy z posiadłości, co mogło sugerować, że mugole nie dostali się do środka, ale mogła to być zasługa miejscowej wiedźmy i teraz nic już nie chroniło tego miejsca. A żadne z nich nie chciało, aby jakiś mugol zobaczył jak używają magii. Poza tym mogło to też nieco przyhamować innych, niepożądanych gości. – Wystarczy, jeśli do września załatwimy bramę i drzwi – uspokoiła go Brenna. Sama wprawdzie „leciała” w dużej mierze na przysłanych jej przez Norę eliksirach energetycznych, ale nie zamierzała zmuszać do tego Thomasa, zwłaszcza że powinni działać sprawnie, ale nie w pędzie. Nie mogła pozwolić, aby członkowie Zakonu zaczęli tracić siły już we wrześniu. Nie, gdy to późną jesienią zapewne nadejdzie ogień. Uśmiechnęła się do Figga: bardzo starała się, aby to był normalny uśmiech, nie podszyty zmęczeniem czy niepewnością. Chociaż na pytanie, jakie chce urządzić pracownie, odpowiedź szczera brzmiałaby zapewne: a skąd mam wiedzieć? W pewnym sensie zawsze, od powstania Zakonu, a może jeszcze wcześniej, wychodziła przed szereg, ciągnąc za sobą krewnych, przyjaciół, później też nierzadko obcych ludzi, chyba głównie siłą rozpędu. Bo była rozpieszczonym bachorem, który przywykł, że ludzie idą tam, gdzie ona chce? Być może. Ale nawet jeśli planowała pewne rzeczy, jeśli w tym całym chaosie, jaki wokół siebie tworzyła, umiała zadbać o organizację i listy zadań… to nigdy nie próbowała nawet myśleć bardzo szeroko i bardzo przyszłościowo. Teraz musiała zacząć. – To się jeszcze okaże – powiedziała więc tylko, wymiatając popiół, a potem wsuwając różdżkę z powrotem do kieszeni. – Mamy kilka pracowni w Strażnicy i w tej chwili ich używanie jest chyba najsensowniejsza, ale z czasem być może przyda się tutaj sala dla ciebie, na pracę z mechanizmami i pieczęciami, czy dla Nory na eliksiry. To póki co pieśń przyszłości. Temat pogrzebu nieumarłej był o tyleż trudny, że jako Brygadzistka Brenna wiedziała, że ten powinien trafić do patologa, a jako członkini Zakonu wiedziała, że nie powinni zwracać uwagi na Księżycowy Staw. Ostatecznie do Ministerstwa trafiło więc ciało, które spoczęło nad brzegiem jeziora, gdy stoczyli tam z nim walkę. – W porządku, można o tym pomyśleć… ale chciałabym najpierw zajrzeć do tych książek – powiedziała z wahaniem. Bo być może była w nich wiedza, której nawet członkowie Zakonu nie powinni studiować. Brenna wiedziała, że nie każda nekromancja jest zła, ale aż za dobrze pamiętała upiorny uśmiech nekromantki z Afryki, śmiech czarnoksiężnika z mokradeł i spojrzenie wiedźmy z Perły Morza. Wciąż dręczył ją strach, w jaki sposób Victoria wykorzysta tkwiącą w niej energię i jakie będą konsekwencje, także dla samej Lestrange. Niektóre zapiski powinny być rzucone na pożarcie ogniu. Jeśli szło zaś o to, kto mógłby przygotować takie gabloty, tutaj akurat Brenna może i by nie walczyła, że Thomas jest najlepszym kandydatem, ale sama na pewno żadnego lepszego nie znała. – Pamiętaj, że my musimy być w stanie przez te wszystkie zabezpieczenia przejść. Księżycowy Staw właściwie nie musi stać się drugą Warownią… nawet nie powinien, więc nie spędzaj nad tym dni i nocy, Tommy. Najlepsza ochrona to w tej chwili tajemnica. Ale będę wdzięczna za wszystkie twoje sugestie, znasz się na tym sto razy lepiej ode mnie – stwierdziła, a potem roześmiała się na propozycję Thomasa. – Świetne. Gdybyśmy w Warowni nie mieli gości tak często, to chciałabym takie i tam, ale zostaniemy przy nich tutaj. I hm… może spytać Norę? Coś mi się tłucze w głowie o jednym Blackthornie, który zostawił takie żywopłoty w Hogsmeade, chyba nawet kiedyś na taki trafiłam, ale nie mam pojęcia, co to za rośliny i czy ktoś poza nim potrafiłby uzyskać taki sam efekt. Na całe szczęście mieli ludzi, którzy znali się na różnych rzeczach. Brenna nigdy nie uważała samej siebie za jakoś szczególnie utalentowaną – jej głównym atutem było widmowidzenie, dar krwi babki – ale było mnóstwo osób, do których mogła się zwrócić. Ale potrzebujemy więcej, pomyślała, oglądając się na dom, myśląc o poltergeiście na strychu. Potrzebowali choćby specjalisty od duchów. Egzorcysty albo wywoływacza. Potrzebowali hipnotyzerów… tę dziurę mógł pomóc wypełnić Jules, bo jeden Cain to było o wiele za mało. Potrzebowali wytwórców magicznych przedmiotów. Tyle że tacy ludzie, zaufani w dodatku, nie rośli na drzewach. – Tommy, powtarzam, to nie jest coś, co masz zrobić w ciągu dwóch dni. Ani dwóch tygodni – stwierdziła i poklepała go po ramieniu. Nie była pewna, na ile dobrym pomysłem była rekrutacja Panory Prewett, ale poczyniła ku temu pierwsze kroki… i cóż, miało się okazać, co dalej. – Pracuję nad pozyskaniem nam jeszcze jednej specjalistki, może mogłaby cię odciążyć. Zacznijmy w każdym razie od tego – stwierdziła, wskazując na bramę i kłódkę. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 14.09.2024 Westchnął, faktycznie to rodziło nieco problemów, gdyby mugole zapuścili się do środka Księżycowego Stawu to nie byłoby dla nich zbyt dobrze. Musieli jak najszybciej zabezpieczyć w miarę możliwość ten budynek, aby ograniczyć taką opcję nagłego wtargnięcia mugoli do ich nowej kryjówki. Pokiwał głową na znak, że rozumie. Tylko sam fakt rozumienia, nie oznaczał, że zamierzał się do tego stosować - to, że coś wystarczy zrobić nie oznacza, ze na tym zamierzał poprzestać, dobrze wiedząc, że bezpieczeństwo tego miejsca i ludzi, którzy będą w nim przebywać będzie zależało właśnie od niego. Co prawda nie była to dla niego nowość, bo na wszystkich wykopaliskach i zleceniach to od niego głownie zależało bezpieczeństwo innych, ale wówczas był na pierwszej lini za każdym razem, tutaj wyglądało to nieco inaczej. Dlatego nie zamierzał podchodzić do tego jak do sobotniego doglądania trawnika, zamierzał włożyć w to tyle czasu i sił ile tylko zgoła, a jeśli to oznaczało proszenie siostrę o eliksiry energetyzujące to był to naprawdę mały koszt. Było naprawdę mało osób, za którymi Thomas podążał bez pytania o szczegóły, ale Brenna była właśnie jedną z tych osób - dlatego nie zamierzał pytać po co, dlaczego, w jakim celu - a przynajmniej nie zanim podążył za nią ścieżką którą wytyczała. - Popytam ludzi czego będą potrzebowali, to nie jest kwestia pierwszej potrzeby, zajmiemy się tym później, na spokojnie -zgodził się z jej osądem. - Moja pracownia zazwyczaj podróżuje ze mną, nauczyłem się trzymać najpotrzebniejsze przedmioty przy sobie, wiesz brak stałego miejsca zamieszkania nie sprzyjał posiadaniu pracowni z prawdziwego zdarzenia - to była w sumie prawda, zazwyczaj posiłkował się prowizorycznymi miejscami, pytanie tylko czy pracownia z prawdziwego zdarzenia nie pozwoli mu zwiększyć potencjału jaki posiadał? Zapewne tak. Przełknął ślinę, wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale tutaj występował w nim konflikt interesów: jeden z wilków chciał się od razu zgodzić na prośbę Brenny (miał pewien problem z odmawianiem jej, tak samo jak i swojej rodzonej siostrze), ale drugi z wilków burzył się na ten pomysł, bo obiecał już Dorze, że razem zerkną na te księgi. - Wiesz co, zróbmy tak. Bo księgi te są w obcych językach. Może spotkajmy się nad nimi razem z Dorą, albo pozwól nam ocenić te książki, żebyśmy mieli choć wstępne pojęcie z czym się mierzymy. Chcieliśmy przetłumaczy tytuły, aby na ich podstawie choć wstępnie ustalić co tam znajdziemy - zerknął na Brennę, żeby wiedzieć czy coś takiego ją satysfakcjonuje, przecież nie zamierzali studiować nekromancji i latać jak naśladowcy Lydii, tworząc kolejnych nieumarłych. Thomas już zresztą w swojej przeszłości nie raz studiował czarną magię, co prawda głownie, aby przełamywać klątwy lub pieczęcie nałożone z jej pomocą, no ale to nadal było studiowanie mrocznych sztuk. Poza tym zdawał sobie sprawę, że w nadchodzących starciach będą musieli polegać na czymś więcej niż zaklęciach łaskoczących i popychających, nie mówił, że mają rzucać czarnomagicznymi zaklęciami na prawo i lewo, ale wiedząc nieco więcej o tej dziedzinie magii mogli wiedzieć lepiej jak się bronić. - Spokojnie Brenn, zdaje sobie sprawę, że zabezpieczenia nie mogą działać na nas, bo wtedy będą nie pomocą a utrapieniem dla nas samych. Chyba, że chcemy im zrobić szkołę przetrwania i radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach - zachichotał na sam pomysł stworzenia swoistego toru przeszkód z zabezpieczeń. Ale to prawda co mówiła, nie mogli przesadzać z zabezpieczenia bo każde spotkanie będzie wymagało od nich wszystkich godzin przedzierania się przez mechanizmy obronne, to mijałoby się z celem. Jeżeli nie chciała, aby spędzał nad tym dni i nocy to było już trochę za późno, nie umiał inaczej pracować, od zaczęcia danej czynności nie lubił się odrywać zanim jej nie skończył. - Pewnie, porozmawiam z Norą o tych roślinach, ona najprędzej∂jej będzie wiedziała co to za rośliny - w tym sumie leżała ich siła, że każdy potrafił coś innego i mogli uzupełniać swoje braki, bo jeżeli ktoś był dobry we wszystkim, to nic mu nie szło dobrze. zamyślił się patrząc na bramę i rozmyślając nad zamki, który będzie tu musiał umieścić. Odwrócił głowę w stronę panny Longbottom i uśmiechnął się, swoim standardowym beztroskim uśmiechem, który mogłaby przysiąc, że nie zmienił się przez te wszystkie lata od czasów Hogwartu. - Ja wiem, możesz być pewna, ze nie będę nic robić na łapu-capu tylko porządnie. Ale to też nie znaczy, że mogę się obijać i robić wszystko w ślimaczym tempie - w pierwszym odruchu drgnął na wspomnienie o kolejnej osobie, która miałaby się zajmować tym co on. Odsunął od siebie też myśli, że nie jest zbyt dobry w tym co robi i dlatego Brenna szuka kolejnych osób. Co prawda znał swoją wartość i do czego jest zdolny, to tylko głupia przelotna myśl, którą musiał przegonić nim na dobre się zagnieździ w jego umyśle. - Dodatkowa para rąk to zawsze dobra pomoc, znam ją? - zgodził się i z zaciekawieniem próbując dowiedzieć się kogo miała na myśli. - A tym się nie przejmuj, na dniach będzie gotowe - dodał jeszcze całkiem poważnie wskazując na bramę i kłódkę, wiedział, że to główny priorytet dla tego też tak to zamierzał potraktować. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 14.09.2024 Ryzykowanie własnej skóry było łatwe. Wręcz głupio łatwe, chociaż Brenna wcale nie chciała umierać i doskonale wiedziała, że byli ludzie, których swoją śmiercią by zraniła. Trochę ciężej było ryzykować, mając kogoś u swoim boku – prosiła o wsparcie, brata, do niedawna Mavelle (czasem: czasem to bolało prawie fizycznie, że nie było jej już obok, i Brenna czuła się jakby straciła niewidzialną kończynę, bo nawet jeżeli bliżej była z bratem, Mavelle mogła wciągać w rzeczy, w które nie pociągnęłaby Erika), czasem Vincenta, Heather albo innych, ale to zawsze niosło ze sobą lekki wyrzut sumienia i poczucie odpowiedzialności. Wciągała kogoś w coś, powinna zadbać, by wyszedł z tego cało. Znacznie większym ciężarem było zaufanie ludzi, którzy szli za nią albo tam, gdzie pokazała, bez pytań. – Na razie sami nie będą wiedzieli, dlatego działajmy etapowo. Zabezpieczaniem pracowni zajmiemy się, kiedy będziemy je urządzać, a to pewnie nie nastąpi wcześniej niż wiosną… Najpierw trzeba zabezpieczyć teren i dom, uporządkować budynek, urządzić pokoje, może ogarnąć szklarnie – wyliczyła Brenna. Pracownie nie wydawały się jej rzeczą pierwszej potrzeby, bo póki co ich rzemieślnicy mogli pracować albo we własnych pomieszczeniach, albo w Strażnicy. – Jeśli potrzebujesz miejsca, gdzie możesz pracować, jest Strażnica, chociaż… nie chodź tam teraz sam. W Kniei ostatnio dużo się stało – wymamrotała, krzywiąc się lekko. Ciało Derwina. Postarzała twarz Mildred Found. Widma w domu w lesie. Plakaty o zaginionym Charliem. – W porządku, tytuły, spis treści – zgodziła się, chociaż i tak zamierzała potem zerknąć na te książki. Thomas był ostatnią osobą, którą podejrzewałaby o stosowanie czarnej magii, spodziewała się też, że ten w obcych krajach miał okazję dowiedzieć się tego i owego, ale mimo wszystko nie chciała, aby trzymali w Księżycowym Stawie książki zbyt mocno wnikające w sztukę nekromancji. Wiedziała, że i tak balansują na cienkiej linii, którą łatwo przekroczyć: potrzebowali wiedzy teoretycznej, biorąc pod uwagę, z czym się mierzyli, potrzebowali też lepiej opanować zaklęcie enawerte, a przynajmniej Patrick i Mavelle potrzebowali. Jednocześnie… tak prosto było zrobić parę kroków za daleko… – Po prostu trochę się martwię, że w entuzjazmie zrobisz tyle pułapek i barier, że pozapominamy, gdzie są – powiedziała i mrugnęła do Thomasa łobuzersko. Nie podejrzewała, że nie wiedział, że oni muszą przechodzić przez teren spokojnie, ale już mógł nie wziąć pod uwagę, że jeszcze Brenna zapomni komuś o jakiejś wspomnieć… – Ale wiesz co? Jeżeli chodzi o taki tor przeszkód, to powiedzmy, że może coś takiego zrealizujemy już niedługo tylko chyba jednak nie w samym ogrodzie Stawu. Raczej w lesie przy jeziorku, na razie jednak Brenna postanowiła – wyjątkowo, bo zwykle robiła mnóstwo rzeczy na raz – skupić się na tym, o czym akurat rozmawiali. – Jasne, Dora pewnie też chętnie pomoże, wspomnę jej, że możemy rozejrzeć się po szklarni. Jak już sprawdzę, czy nie zawali się nam na głowy. Westchnęła i pokręciła głową. – Tommy, nie podejrzewam, że będziesz robić cokolwiek na łapu – capu. Boję się raczej, że będziesz to robić od świtu do nocy, kiedy nie spieszymy się aż tak. Nawet nie próbuj, rozumiesz? Jeśli cię tu zastanę nad pułapkami parę razy w dziwnych porach doby, to obiecuję, że skopię ci tyłek – oświadczyła i dźgnęła go lekko w ramię. Och, ufała, że Figg nie zrobi niczego „na odwal się”, za to zupełnie nie ufała, że nie będzie robił tych zabezpieczeń kosztem swojego snu czy zleceń, z których się utrzymywał. A nie próbowała nawet ofiarować mu pieniędzy, nie za robociznę przynajmniej, bo pewnie by ich nie przyjął. – Płacę za komponenty – dodała jednak, rzucając mu spojrzenie pt. nawet nie próbuj dyskutować. Do licha, jego ta ilość mechanizmów mogłaby doprowadzić do bankructwa, a jej skrytka w banku… może miała dno, ale na razie tego dna zdecydowanie nie było widać. – Rozmawiałam z Pandorą Prewett. Zdaje się, że nie podoba się jej sytuacja. Oferowała mi… pomóc. Po cichu. Na razie nic nie wie o Zakonie, spędza też sporo czasu w swoim nowym miejscu pracy i jeszcze nie zdecydowałam, co zrobić ani nie wiem, czy ona podtrzyma tę ofertę, ale jeśli coś się ruszy, na pewno dowiesz się pierwszy – obiecała. To że Thomas przyznawał, że przydałby się drugi specjalista, tylko wzmacniało jej determinację, żeby kogoś takiego znaleźć. – Świetnie. Jesteś najlepszy. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 15.09.2024 Pokiwał głową zdając sobie sprawę z tego, że nie mogli każdej ze swoich kryjówek przygotować w tak samo dobrym stopniu, to jednak uważał, że powinni mieć choć część rzeczy przygotowane w razie, gdyby jedna z nich stałą się niezdolna do użytku. Ale z drugiej strony rozumiał, że nie mogli całych zasobów rzucić do przygotowywania nowego miejsca. Musieli dzielić swój czas między te wszystkie zadania i jeszcze życie prywatne i obowiązki związane z pracą - powoli zaczynał rozumieć dlaczego Brenna Miałą takie problemy ze spaniem. Obawiał się, że im dalej to wszystko będzie brnęło tym bardziej każdy z nich będzie jeszcze bardziej pochłonięte przez zadania Zakonu. Odetchnął głośno, wiedział, że dorosłe życie jest zagmatwane, ale nigdy nie podejrzewał, że przyjdzie im żyć w takich czasach jak teraz. - No tak, nie myślałem o tym, żeby już zaraz biegać i zbierać informację, nie ma co się z tym spieszyć zanim nie dokonamy najpotrzebniejszych zabezpieczeń - zgodził się i popatrzył z zainteresowaniem, o wydarzeniach w Kniei jedynie słyszał z drugiej ręki, czasami miał wrażenie, że mimo powrotu omija go całkiem sporo wydarzeń i jakby nie potrafił za tym nadążyć. - Na razie nie potrzebuje konkretnego miejsca, mogę pracować nawet w moim pokoju u Nory, z czasem gdy przyjdzie moment nad zrobieniem czegoś poważniejszego wówczas zapewne zaanektuje jedno z pomieszczeń tutaj - odpowiedział zgodnie z prawdą, do tej pory nic co musiał dla nich zrobić nie wymagało stałego punktu pracy, a nawet jeśli mógł to robić w swoim pokoju na Pokątnej. - Jak będziemy mieli to gotowe to dam ci znać i ocenisz swoim detektywim okiem co powinniśmy zrobić z tymi księgami - cieszył się, że tak szybko doszli do porozumienia w tej sprawie, idealnie udało mu się pogodzić jej prośbę z tym co obiecał już Dorze, niepomny tego, że to wcale nie było trudne zadanie pogratulował sobie w duchu dyplomatycznych umiejętności jakimi się właśnie wykazał. Skrzyżował ręce na piersi i wydął policzki, jakby właśnie śmiertelnie go obraziła. - Brenno Longbottom, czy ty chcesz mnie nazwać nieroztropnym? - ale nie mógł utrzymać tej udawanej pozy zbyt długo i rozbawiony pokiwał głową na boki. W sumie to rozumiał jej obawy, przecież nie współpracowali wcześniej, to co robili wcześniej to kilka figli w Hogwarcie, ale nigdy współpraca na polu zawodowym. - Nie martw się, łamanie klątw nauczyło mnie tego, że nawet najmniejszy szczegół ma znaczenie i zazwyczaj prowadzę dziennik z wykonanych zabezpieczeń. Wtedy jest mniejsze niebezpieczeństwo, że zapomnę coś przekazać po skończonej pracy - wyjaśnił, jakkolwiek zapalony do pracy by nie był to jednak do wszystkiego podchodziło metodycznie i z opracowanym planem, nie zwykł rzucać się z gorącą głową na to co miał robić. Inaczej już dawno odwiedziliby go na oddziale przypadków beznadziejnych w Mungu albo na cmentarzu. Oczy mu się zaświeciły, bo taki tor brzmiał dość ciekawie. - Chcesz ocenić poziom członków zakonu i wskazać im nad czym powinni popracować, aby mieć większe szanse w starciu? - domyślał się, że Brenna chce przygotować ich na nieuniknione, a jednak jako BUMowiec miała w tym doświadczenie. - Chciałbym zobaczyć jak próbujesz - zażartował odstawiając udawaną pantomimę wapnia równowagi po dźgnięciu w ramię. Z szelmowskim uśmiechem popatrzył na nią jeszcze i dodał. - Czyli jako pierwsze muszę postawić zaklęcie ostrzegające mnie o twoim pojawieniu się, muszę to sobie zanotować - zażartował udając, że szuka po kieszeniach swojego notesu. - Rozumiem o co ci chodzi, ale nie martw się. Podczas wykopalisk nie zawsze mamy ten rarytas, że czas nas nie ogranicza i może pracować ile chcemy. Wbrew temu co Nora mówi o tym jakim jestem śpiochem to potrafię pracować intensywnie bez obciążania się. Czasami też nie czuje się tego upływu czasu, szczególnie gdy czujesz odpowiednie natchnienie do pracy - a czyż było lepsze natchnienie niż zapewnienie bezpieczeństwa bliskich i ludzi, którzy pracowali w tym samym celu co on, obaleniu Czarnego Pana? Być może tak, ale obecnie dla Thomasa nie istniała inna odpowiedź. - Dobrze, nie będę się spierał - zgodził się unosząc dłonie w górę w geście poddania się, bo widział po minie Brenny, że próbowanie dyskutowania o tym skończyłoby się i tak jego przegraną. Cóż za składniki, które już posiadał nie musiał płacić, więc zawsze to była jakaś luka w jej słowach. Ale to prawda, ze gdyby miał pokryć to z własnej kieszeni to byłoby krucho, jego skrytce w Gringottcie nie była zbyt pokaźna, wbrew temu co się mówiło łamanie klątw nie przynosiło ogromnych kokosów - stać go było wybierać w zleceniach zamiast łapać co popadnie, ale do bogactwa Longobottomów to brakowało mu tyle co londyńskiemu dachowcowi do lwa. - Kojarzę to imię, ale nie wiem skąd - podrapał się intensywnie po głowie, nie był na bieżąco z rodzimym rynkiem, nie głowił się też tym by nadrabiać po powrocie kto pracuje i nad czym. - Nie przypomnę sobie, może z Hogwartu, albo gdzieś słyszałem - machnął ręką, poddając się, bo wiedział, że na siłę sobie za nic nie przypomni. - Przestań, bo się jeszcze zarumienię - machnął jedną rzeką i zakrywając drugą ręka twarz jakby faktycznie zaczerwienił się na policzkach. Zawsze miło było usłyszeć jakiś komplement od innych. - Chcesz być przy instalacji czy mam po prostu ci podrzucić klucze jak już zamontuje te pierwsze zabezpieczenia? - no tak nie zapytał o jedną z istotnych kwestii, domyślał się, że przy tak zabieganej osobie jak Brenna odpowiedzią będzie jednak druga opcja, ale cóż, wolał uściślić. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 15.09.2024 – Pewnie, możesz zawsze rozłożyć się tutaj w gabinecie albo skorzystać z jakiegoś pomieszczenia w Warowni. Gabinet już częściowo uprzątnięto, ale nie był priorytetem do remontu i mieścił się kawałek od salon i na parterze, nie jak sypialnie na piętrze. Thomas mógł zasłać go choćby cały częściami mechanizmów, nie było potrzeby, żeby ktoś tam wchodził i mu przeszkadzał, a nawet gdyby coś tam wybuchło, to nic ważnego nie powinno ulec uszkodzeniu. Ale jego słowa tylko potwierdzały to, o czym mówił Dumbledore… faktycznie potrzebowali lokacji. Strażnica nie wystarczyła. Warownia nie była dedykowana Zakonowi. Odetchnęła i kiwnęła głową na kolejne słowa, choć wcale nie przyszło jej to tak łatwo. Wciąż i wciąż myślała o martwej jaszczurce, o skradzionej mocy w ciałach Zimnych, o czaszce pełnej dusz. Tak łatwo było zajść za daleko na nekromantycznej ścieżce. A musieli dowiedzieć się o nekromancji więcej. Powoli przesunęła palcami po włosach, spoglądając na moment na niebo, patrząc ku słońcu, powoli chowającemu się za murem i drzewami. Jeśli nie mogła zaufać w takiej sprawie Thomasowi i Dorze, to czy mogłaby komukolwiek? I czy gdyby nie potrafiła im zaufać, nadawała się w ogóle do działania razem z tymi ludźmi? – Entuzjastycznym – sprostowała jednak zaraz, spoglądając na Figga z uśmiechem. – Och, nie boję, że ty zapomniesz. Raczej że zrobi to ktoś inny. Ja na przykład. I przypomnę sobie, jak już pułapka pod moją nogą wybuchnie. Po prostu… no nie róbmy z tego miejsca jakiegoś toru przeszkód. Powoli. Nie mieli czasu, zdawała sobie z tego sprawę, ale też w niektórych przypadkach nie mogli sobie pozwolić na pośpiech. – Znam wasz poziom – stwierdziła Brenna w pewnym zamyśleniu. Może nie pod każdym względem, ale w Zakonie były tylko pojedyncze osoby, których nie znała naprawdę dobrze, jak Giovanni. Wiedziała, w czym się specjalizują, wiedziała, z czym sobie nie radzą, i wiedziała, co przerosłoby ich siły, a przynajmniej tak się jej zdawało. I może dlatego teraz zajmowała się tym, czym się zajmowała – sama może i oscylowała na osi przeciętności, ale potrafiła znaleźć kogoś, kto wykona konkretne zadanie. – Chodzi raczej… podczas Beltane przekonaliśmy się, że każdy może znaleźć się w trudnej sytuacji, lepiej więc to poćwiczyć. I trochę o współpracę. Nie każdy z was działał z każdym. Może na takim torze wy będziecie mogli nauczyć się więcej o sobie nawzajem. Nie wspominając już o tym, że nie mogli sobie pozwolić na błędy, a popełniali je w akcjach zbyt często. Też ona, a może zwłaszcza ona, chociaż obawiała się, że jej w zapobiegnięciu takim potknięciom nie pomoże nawet dziesięć torów przeszkód. – Uważaj, bo może będziesz miał okazję to nie tylko zobaczyć, ale i poczuć – ostrzegła żartobliwie, a potem dźgnęła go w ramię po raz drugi. – I daję słowo, że jeśli postawisz tu takie zaklęcia, to z n a j d ę sposób na ich obejście i potem skopię ci tyłek podwójnie. Poza tym ja nie wątpię, że potrafisz pracować pod presją, ale nie chcę, żebyś to robił, póki nie jest to konieczne. Z zadowoleniem przyjęła, że przy pieniądzach po prostu ustąpił. Wiedziała, że galeony bywają drażliwym tematem: ona je miała, inni nie, i nie zawsze chcieli je przyjmować. Potrafiła tę dumę zrozumieć i zwykle próbowała nie naciskać. Ale w tym przypadku on mógł zaoferować Zakonowi swój talent, doświadczenie, unikalne umiejętności… a ona pieniądze. Nawet nie były jej zasługą: zarobili je dziadek oraz matka, na swoich recepturach kosmetycznych, więc nie dawała nic, co naprawdę zdobyłaby sama. – Możliwe, że z Hogwartu, jest tylko rok starsza od ciebie. Poza tym piszą o niej czasem w prasie. Jest z głównej linii Prewettów i cóż, przyciąga uwagę, gdzie by się nie pojawiła. To śliczna kobieta. Zwyciężczyni tegorocznego rankingu Czarownicy, ale o nim Brenna nie chciała wspominać ani nawet pamiętać. Nawet nie przeszkadzałoby jej, że do niego trafiła – machnęłaby na to normalnie ręką, uznając, że to robota Erika, zwłaszcza, że umieszczono tam i ją, i Danielle, a cóż… ona niezbyt się tam nadawała, z kolei Dani może i tak, ale nie była szeroko znana – ale trafił do gazet w złym momencie. – To już zależy od tego, czy potrzebujesz mojej pomocy, tak myślę, że w sumie to pewnie raczej bardziej bym przeszkadzała. W ogóle na tych wszystkich mechanizmach i pułapkach się nie znam. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 15.09.2024 - Czy ty mi czytasz w myślach? - zapytał i zmrużył oczy, jakby faktycznie posądzał o to Brennę. - Tak właśnie myślałem, żeby na początku trochę egoistycznie w gabinecie urzędować, bo to względnie najlepsze miejsce i wiem, że nie spotkam tam przypadkowo już żadnego bogina - wzdrygnął się na wspomnienie tego stwora, którego spotkali podczas początkowego sprzątania Księżycowego Stawu pierwszego dnia, w sumie to ledwo przedwczoraj, a zdawać by się mogło, że minęło tak dużo czasu od tamtego momentu, tak wiele się zadziało. Wydawało mu się, że jego rozmówczyni na chwilę odpłynęła swoimi myślami, ale nie zamierzał jej sprowadzać na ziemię, wiedział, ze czasami taka chwila pozwalała zebrać myśli i ukierunkować działanie. - Widzisz, dlatego wszelkie pułapki, które mają robić krzywdę będę zastawiać tylko tam gdzie nigdzie nie postawisz stopy. Tak dla bezpieczeństwa - powiedział żartobliwie i poczochrał jej włosy. Doszli do konsensusu co do stawiania zabezpieczeń, wiedział już czego oczekuje Brenna i czego wręcz nie chce, a to było niezwykle istotne i pozwalało mu zaplanować wszystko nie tylko jeżeli chodzi o wykonanie ale też i czasowo, żeby nie musieli się nad tym więcej naradzać. Tym co pozostawało to pogodzić szybkość wykonania z precyzją mechanizmów i innych zabezpieczeń, ale z tym już sobie poradzi sam. - Znasz? - zapytał nieco zaskoczony tym stwierdzeniem, wręcz poczuł jak narasta w nim irracjonalny lęk powiązany z kwestią czarnej magii i tego jak był zmuszony do jej studiowania i kilkukrotnego użycia podczas przełamywania naprawdę paskudnych klątw. Ale przecież nie ukrywał tego tematu, może nie powiedział o każdym użyciu, ale wprowadził obie swoje siostry (i te prawdziwą i przyszywaną) co do sowich wojaży z klątwami poza Anglią. Potrząsnął głową i zerknął uważnie na kobietę. - Wiesz, że o czymś takim myślałem? Może niekoniecznie o jakimś torze przeszkód, ale o tym czy nie poprosić kogoś o potrenowanie pojedynków, bo nie ukrywajmy doświadczenie mam nikłe, klątwy i pułapki nie wymagają szybkiego myślenia i zdolności do walki - po prawdzie ro zastanawiał się czy właśnie nie poprosić jej albo Erika, żeby pomogli mu się podciągnąć w tej kwestii. - Próbowałem jakoś samemu to zrobić, ale no... Nie chciałbym być obciążeniem, gdy przyjdzie co do czego. Jedyne moje doświadczenie to jeden rok w Hogwarcie w klubie pojedynków, od tamtego czasu używałem magii w bardziej statycznych sytuacjach bez zaklęć lecących w moją stronę. Czasami tylko jakieś głazy się na mnie toczyły - no nie było sensu dłużej ukrywać tego, że jeśli chodzi o doświadczenie w polu to głownie posiłkowałby się intuicją i liczył na łut szczęścia, ale nie mógł sobie pozwolić na to, żeby od ślepego losu zależało czy będzie mógł z opresji wychodzić z, a nie na tarczy. - Ała, ała! dobrze już dobrze, nie bij mnie - zaśmiał się rozcierając sobie teatralnie ramię w które go dźgnęła. - Proszę cię, gdybym tu zostawił takie zaklęcie to nigdy byś się o nim nie dowiedziała, specjalnie bym na to poświęcił więcej czasu. Ale to bez sensu, bo bym marnował czas, wiec możesz być spokojna, ze nic takiego nie zrobię - między Merlinem a prawdą to faktycznie nie zamierzał nic takiego robić. Ale to dało mu pomysł nad zrobieniem zabezpieczenia o którym wcześniej rozmawiali, tylko będzie musiał jakoś wymyślić kwestię oznaczania osób, których dane zaklęcie będzie ignorować, nie chcieli przecież, aby wyło za każdym razem jak ktoś z zakonu zjawi się w środku. Nie miał problemu w akceptowaniu złota Brenny, dobrze wiedział, że są ludzie których majątek znacząco przewyższa jego nawet wyobrażenie o bogactwie i to przecież nie było tak, że on próbował od niej wyciągnąć pieniądze, po prostu miały przysłużyć się wyższemu celowi, jakim było zabezpieczenie ich kryjówki. Inna sprawa by dotyczyły gdyby chciała mu wcisnąć pieniądze za jego pracę, wtedy by jednak oponował znacznie dłużej i nie zamierzał się poddać, bo przecież robił to też i w korzyści dla siebie, a nie dlatego, żeby się wzbogacać. Jakie to dziwne, było, że pieniądze choć nie one rządziły światem, bo wiele było ważniejszych rzeczy jak zdrowie, miłość czy rodzina, a jednak ogólne poczucie braku pieniędzy spędzało sen z powiek wielu ludzi. Czy jednak osoby mnie zamożne były gorsze od innych? To nie była kwestia tego ile kto ma złota w swojej skrytce, jak wiele domków i dworków posiada. To nie pieniądze czyniły ludzi lepszych od innych, to ich czyny i działania. Decydowanie kto jest lepszy, a kto gorszy tylko dlatego, że ktoś nie posiadał mnóstwa galeonów? Często to właśnie ci którzy posiadali mniej byli bardziej skłonni do okazywania serca dla innych, a ci bogaci wywyższali się ponad innych - westchnął, Longbottomowie byli chlubnym wyjątkiem w tej całej chorej hierarchii wyznaczanej przez pieniądze. - To może mignęła mi o niej wzmianka w Proroku, nie jestem sam pewien - zmarszczył brwi patrząc na Brennę nie bardzo wiedząc, dlaczego wspomniała o urodzie Pandory, chociaż, jeżeli faktycznie przyciągała tak uwagę gdzie się nie pojawiła to znaczyło, że w przypadku dołączenia do Zakonu wszelkie misje wymagające choć dozy tajemnicy nie mogły być kierowane do niej i spotkań z nią nie mógłby ukrywać. Chociaż jako ludzie z tej samej branży mogli zawsze spotykać się w ramach współpracy. Zamyślił się - nawet jeśli nie uda się jej zrekrutować do Zakonu, to przecież była ona na tyle uzdolniona, że Brenna zwróciła na nią uwagę - wątpił, aby jedynym, dla którego chciała ją wcielić do ich organizacji była uroda panny (albo pani) Prewett. Gdyby coś poszło nie tak i jednak nie chciał popierać ich sprawy to zawsze mógłby z nią nawiązać współpracę biznesową i pokątnie uzyskać jej pomoc - tak, taki plan awaryjny brzmiał dobrze w jego głowie, na razie jednak nie zamierzał się nim dzielić, bo i po co. - Nie, bardziej pytałem pod kątem czy chcesz być świadkiem montowania tego, ale bez sensu marnować twój cenny czas na coś tak trywialnego, no chyba, że lubisz pić herbatę i patrzeć jak pracuję - rzucił żartobliwie. - Podrzucę ci klucze gdy tylko skończę dodał jeszcze i popatrzył na to jak nieliczne chmury leniwie suną po nieboskłonie pokolorowane na różowo-pomarańczowo przez chowające się słońce. Coś go tknęło ,by nagle - Możesz mi zaufać, że będę z tobą na dobre i na złe – do samego końca. I możesz mi zaufać, że dochowam każdego twojego sekretu. Ale nie możesz mi ufać, że pozwolę ci samotnie stawić czoła kłopotom. Jesteś moją siostrą, Bren - co go pchnęło do takiego stwierdzenia nagle nie wiedział, może to ta nostalgia, że wkroczyli już dawno na ścieżkę, którą pokrywał mrok i zdawał sobie sprawę, że muszą czerpać z każdej chwili, która daną było im spędzić razem? To chyba to. |