Secrets of London
[01.08.1972] Girls against god - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [01.08.1972] Girls against god (/showthread.php?tid=3882)

Strony: 1 2


[01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 12.09.2024

Cała wycieczka na Lammas ostatecznie przyprawiła ją o ból głowy i kiedy Lyssa pożegnała się wreszcie z Lorien, czym prędzej wróciła do kamienicy na Horyzontalnej, po drodze już nie zahaczając o żadne stoisko czy chociażby pełnoprawny sklep na alei. Był już i tak wieczór, więc część lokali albo się zamykała, albo walili do nich ludzie opuszczający miejsce sabatu, nie mówiąc już o tym że od tego całego noszenia na rękach mruczka, to jej było okropnie wręcz niewygodnie. Pierwsze więc co zrobiła po wejściu przez drzwi, to odstawiła kota na ziemię i tym samym całkowicie straciła nim zainteresowanie. Poinformowała przelotnie Peregrinusa, że mają od teraz kota, a potem zabrała się na dłuższą chwilę do swojego pokoju.

Ostatecznie, znalazła się w saloniku na piętrze, gdzie Scylla siedziała przy stole, majtając nogami i stawiając parafki w książkach Vakela. W tym czasie Lyssa ustawiła w kole świeczki, stwierdzając że w sumie obecność Greyback w niczym jej tutaj nie przeszkadzała, a może i na coś się przyda jak lusterko odmówi posłuszeństwa. No bo może skoro nie przez patrzenie wstecz to może w przód się da coś zobaczyć? O ile go oczywiście w przypływie frustracji nie potłucze, a potem nie wyrzuci do śmietnika, stwierdzając że Lestrange to może se te swoje prośby co najwyżej w wiadome miejsce wsadzić.

W końcu rozstawiła świeczki, zapaliła je i spojrzała na Greyback jeszcze raz przelotnie, ale dziewczyna jak siedziała tak siedziała, więc Mulciber usadziła się na podłodze, a potem złapała nadpalone przedmiot w dłonie. Przesunęła jeszcze palcami po jego nadpalonych fragmentach, śladach po pożarze, które tylko podsycały jej ciekawość. Dlaczego w ogóle Louvain chciał tak bardzo wiedzieć coś na jej temat. Kim była ta tajemnicza Alanna Carrow i czemu zniknęła.

- Życz mi powodzenia - wymruczała do Scylli, ale nie oczekiwała, że ta odpowie. Zamiast tego przejrzała się lusterku przelotnie, a potem zamknęła oczy, koncertując się na wizji.

[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 14.09.2024

Lyssa dobrze obstawiała. Scylla nawet nie zarejestrowała, że ktoś do pokoju wszedł i że zaczyna coś majstrować.
Naprawdę była bardzo skupiona na parafowaniu tych książek. Co prawda Mistrz Dolohov powiedział jej, że podpis nie musi być wiernie odwzorowany, bo nikt z czytelników się nawet nie zorientuje, ale Greyback się z nim nie zgadzała. Co jeśli jeden egzemplarz trafiłby do grafologa, który porównałby to z inną kopią podpisanej książki, a potem pozwałby go za oszustwo? Szanse były nikłe, ale nie były zerowe.
Tak, zdawała sobie sprawę, że Dolohov by tę batalię w sądzie wygrał samymi pieniędzmi, ale tutaj chodziło o reputację!
Scylla poświęcała temu podrabianiu autografów tyle czci i uwagi, że wystarczyłby jeden księżyc nieustannej pracy i mogłaby do curriculum vitae wpisać sobie doświadczenie w podrabianiu dokumentów. Była w fazie absolutnej fiksacji na ten temat - z pomocą magii sprawiła, aby przed jej oczyma lewitowała lupa, dzięki której dokładniej będzie zaciągać zawijasy na końcu liter. Wcześniej spędziła ze dwie godziny mrużąc oczy i nachylając się nad kartką jak goblin z wdowim garbem.
Po czym ją ni stąd ni zowąd oświeciło - czemu właściwie Vakel po prostu nie zaklął swojego pióra, żeby machało podpisy dla niego? Czy to był właśnie ten moment, kiedy wciskali jej zajęcie, bo czymś trzeba było Scyllę zająć, żeby nie wywierciła im dziury w brzuchu ciągłym dywagowaniem na tematy wszelakie? Czy znowu dała się nabrać?
Podniosła się znad książki i rozejrzała po pokoju, jakby szukała ukrytej kamery - ewentualnie Peregrinusa, który stoi w drzwiach i czeka, aż Scylla doda dwa do dwóch i się połapie w zasadach gry. Spojrzeniem napotkała tylko Lyssę, na widok której uniosła brwi w zdziwieniu. Miała wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Najbardziej jednak chciała wiedzieć, kiedy tu weszła i co właściwie robi na tej podłodze w otoczeniu świec.
- Ooo, będziemy wywoływać duchy? - Zapytała podekscytowana. W głosie Scylli czyhała swego rodzaju sensacja, jakby miały robić coś skandalicznego. Od razu wstała od stołu i ruszyła do Lyssy, kucając naprzeciwko, acz dbając należycie, by kręgu nie przekroczyć. Cokolwiek robiła, nie chciała jej przerwać. Objęła się jedynie ramionami i czekała na efekty.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Eutierria - 14.09.2024

Zdecydowałaś się zajrzeć do wspomnień zachowanych w lusterku dwukrotnie. Przy pierwszej próbie udało ci się to niemal bez problemu - co prawda poczułaś dziwne ukłucie w żołądku, ale pomyślnie zagłębiłaś się w strzępki rozmów z naprawdę odległych dni. Alanna nie mogła być kobietą, która zapraszała do swojego mieszkania zbyt wiele osób - mimo swobody w poruszaniu się w przeszłości zapamiętanej przez ten mały przedmiot, słyszałaś niewiele słów, właściwie to wszystkie stanowiły zapychacze, ślepe tropy (jakiś sąsiad przyniósł jej pocztę, dostarczono jej paczkę...), ale... słyszałaś krzyk. Krzyk słyszany przez lustro tak głośno i wyraźnie, jakby osoba trzymająca je zaniosła się nim, a później wpadła w paniczny szloch. Musiała trzymać lusterko w dłoni i pocierać w przerażeniu nadgarstek, zrywając przy tym bransoletkę będącą sznurem pereł, które spadły na podłogę i rozsypały się po niej.

Przy drugim podejściu obraz przed twoimi oczyma rozmył się i nie widziałaś nic. Upuściłaś lusterko na podłogę, rozbijając je. Czyżby czekało cię siedem lat nieszczęścia?


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 15.09.2024

Lyssa w sumie nie zwracała na Scyllę większej uwagi, przynajmniej do momentu kiedy sama się do niej nie odezwała. Dla niej to całe machanie podpisów było odrobinę głupiutkie i będące takim zajęciem, które wpychało się komuś właśnie żeby go zająć. Innym dość popularnym, które otrzymywała Greyback, było chyba parzenie herbaty i wstępne sortowanie korespondencji, na co wszystko z resztą Mulciber patrzyła z pewnym politowaniem, oczywiście znad filiżanki herbaty, którą przyniosła jej dziewczyna.
- Nie umiem wywoływać duchów - odpowiedziała jej machinalnie, skoncentrowana jeszcze na moment na lusterku, zanim przymknęła oczy, zagłębiając się w wizji.

Wszystko było tak cholernie nudne i mdłe jak flaki z olejem. Dokładnie tak samo jak odpowiedź Louvaina na pytanie, czy coś ciekawego wie o Alannie. Kobieta nie posiadała chyba zbyt wielu znajomych o ile jakichkolwiek; a to dostała pocztę, a to sąsiadka zaczepiła ją i rozmawiała przez drzwi. No tragedia poprostu. Nie wiedziec czemu, ale Lyssa oczekiwała czegoś wielkiego. Jakiejś obcej twarzy, która zdradzała swoje najmroczniejsze sekrety, ale zamiast tego krzyk zadźwięczał jej w uszach, na co mimowolnie się skrzywiła. Potem przyszedł szloch i dziewczyna sama mimowolnie potarła swój nadgarstek, jakby w ślad po Alannie.

Ale potem, kiedy spróbowała pchnąć wizję dalej i zagłębić się we wspomnienia lusterka znowu, obraz rozmył się gwałtownie. Nie widziała nic, a kiedy otuliła ją lepka ciemność, wzdrygnęła się, w panice upuszczając lusterko na podłogę. Szkło posypało się na panele.
- Ah, nic nie widzę - podniosła głos, drgający teraz panicznie, unosząc jednocześnie dłonie do oczu i pocierając je palcami. - Scylla! Scylla, jesteś tu jeszcze? - zajęczała, nawet jeśli przed chwilą, między jedną i drugą próbą, doskonale widziała te jej pokurczoną sylwetkę naprzeciwko siebie, kiedy obejmowała nogi i przyglądała jej się w wyczekiwaniu. Jak zwykle też dziwacznie. Dziewczyna drgnęła też wreszcie, jedną dłonią wciąż pocierając oczy, a drugą wyciągając przed siebie w nieporadnym geście.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 16.09.2024

Nie miała zbyt dobrego pojęcia o widmowidzeniu; tak, wiedziała, że to spoglądanie w przeszłość, ale sama wybiegała umysłem do przodu w linii czasu tak często, że cokolwiek co wydarzyło się kiedyś, blakło i przestawało mieć znaczenia. Nie interesowała się patrzeniem wstecz, więc kiedy ujrzała ten krąg i świece, pomyślała wpierw o duchach. No i zawiodła się nieco, usłyszawszy, że wcale żadnych dzisiaj nie spotka.
- A próbowałaś? Może drzemie w tobie ukryty talent, może jesteś mostem łączącym zaświaty z planem ziemskim? - Zabrzmiało to tak, jakby ironizowała i się z niej naśmiewała, ale Scylla pytała zupełnie szczerze. Patrzyła na nią szeroko rozwartymi oczyma, jakby zależało jej na dojściu do sedna sprawy, może nawet do nakłonienia Lyssy, aby spróbowała sztuki seansów. Greyback osobiście uważała je za niezwykle ekscytujące i zawsze cieszyła się, gdy miała okazję w nich uczestniczyć.

Czekała jednak cierpliwie na odpowiedź, widząc, że Lyssa weszła w jakiś trans. Po chwili do niej dotarło, co robi dziewczyna, bo skoro opcja z duchami nie była obecnie możliwa, to drugie w kolejce w końcu zajaśniało w umyśle Scylli widmowidzenie. Chciała opatulić kolana szczelniej rękoma, ale zachwiała się i musiała rozwiązać supeł z własnych ramion, bo inaczej wywaliłaby się prosto do kręgu. Wsparła się o jego brzeg, naruszając go nieznacznie. Miała nadzieję, że to nie wpłynie na przebieg transu.

No a potem lusterko się stłukło i Lyssa wzniosła larum.
Niedobrze, oj, niedobrze, pomyślała Scylla, łapiąc swoje policzki w dłonie. Spojrzała na rozbite szkło i westchnęła smutno. Czeka ją siedem lat nieszczęścia, a my to będziemy musieli znosić.
- Jestem, ale sobie pójdę, jeśli będziesz krzyczeć - odpowiedziała wyjątkowo spokojnym głosem, jeśli wziąć pod uwagę, że Mulciberówna jej tutaj oślepła i panikowała. Można powiedzieć, że brzmiała na zupełnie nieprzejętą sytuacją. - Siedzisz w kawałkach szkła, ptaszyno. Nie miotaj się, bo się skaleczysz  - oznajmiła łagodnie, a czułe słowo pojawiło się praktycznie znikąd. Złapała Lyssę za ręce mocnym, pewnym uściskiem, a następnie zaczęła się podnosić, żeby pomóc jej wstać i wyjść z kręgu. Nie chciała, żeby była nie tylko niewidoma, ale także kaleka i zakrwawiona. Wtedy ciężko byłoby z nią wytrzymać.
- Zaprowadzę cię do krzesełka, dobrze? A potem popatrzę ci w oczy - zaproponowała, chcąc skierować ją w kierunku stołu, przy którym wcześniej sama siedziała. Minęła chwila ciszy, zanim zorientowała się, że druga część wypowiedzi zabrzmiała... dwuznacznie. - Żeby zobaczyć, czemu oślepłaś, oczywiście - dodała, po czym uciekła wzrokiem. Nie wiedziała po co - przecież Lyssa nie widziała teraz jej zażenowania.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 16.09.2024

Lyssa nigdy nie miała ambicji zaglądać za zasłonę. Śmierć nie obchodziła jej zupełnie, albo raczej to co działo się po niej z duszami i gdzie spędzały resztę wieczności. Po prawdzie też, to duchy ją zwyczajnie obrzydzały i irytowały - nie miały za wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia i często zdarzały się takie, które zapętlały się w jednym momencie swojej egzystencji. No i przeszkadzały. Lyssa słyszała, że panoszyły się po Hogwarcie i było to dla niej absolutnie niedorzeczne, tym bardziej że jej ktoś raz wspominał, ze ta szkoła miała nadwornego poltergeista który robił sobie głupie żarty i wyglądał absolutnie niestylowo, a to była już zbrodnia nad zbrodniami, bo gdyby ona miała wyglądać okropnie po śmierci i inni ludzie mieliby ją taką widzieć to by umarła drugi raz.

Zapowietrzyła się, niby to oburzona, niby wciąż zrozpaczona bo po pierwsze, nie będzie jej Greybackówna tutaj grozić i mówić, czego ma nie robić, a po drugie nie chciała teraz zostać sama. No dobrze, w sumie to wolałaby, żeby nikt jej w takim stanie nie oglądał, ale skoro już tu Scylla była to mogła się na coś przydać, no i wolała już ją jako widownię niż ojca lub Peregrinusa.

- Przecież się nie miotam, pajączku - rzuciła, bardzo się powstrzymując, żeby nie syknąć tego w jej stronie, bo może i machała ręką jak nawiedzona, szukając w dziewczynie oparcia, ale brzęk szkła dotarł do jej na tyle przytomnego umysłu, by nie postanowiła zwyczajnie się podnieść. A może chodziło też o to, że gdyby się sama podniosła to by zaraz się całkiem wywaliła. Odetchnęła jednak wreszcie, czując uścisk Scylli i podnosząc się z jej pomocą, a potem grzecznie wędrując na krzesełko. No i najważniejsze - puszczając mimo uszu jej komentarz o zaglądanie w oczy, bo w tym momencie nie była w stanie dopatrzeć się w nim jakiegokolwiek drugiego dna.

- Oczywiście. Ale ja wiem, czemu oślepłam, Cylla, bo to lusterko jest przeklęte - powiedziała z przekąsem, ale nie tyle do Greybackowej, co do samego lusterka. - Nic w nim nie było, więc i tak było absolutnie bezwartościowe, a to wszystko było jedną wielką stratą czasu - westchnęła, może trochę smutna i rozgoryczona, ale z drugiej strony pomyślała, ze bardzo kurwa dobrze, na nic więcej niż te bzdury o poczcie i przecenie w warzywniaku Louvain nie zasługiwał.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 16.09.2024

Duchy na zamku w Hogwarcie nie wadziły Scylli, a można nawet było powiedzieć, że miała z nimi wiele wspólnego. Każdy z nich był dziwakiem na swój odmienny sposób, a jeśli poświęciło się na to trochę czasu, to z każdym szło się dogadać. Greyback spędziła więcej czasu na rozmowach w łazience z Jęczącą Martą niż z którymkolwiek kolegów z ławki. Może dogadywały się tak świetnie dlatego, że obydwie były ofiarami głupich psikusów i prześladowania? A może dlatego, że obydwie nie miały zielonego pojęcia o istnieniu aluzji?

Zapowietrzenie się Lyssy odebrała jako część szoku pourazowego związanego z nieudanym widmowidzeniem. Nie wdała się w geniusz swojego ojca, no trudno, nie każdy musi urodzić się gwiazdą. Była pewna, że jeśli Lyssa trochę poćwiczy i nie będzie już taka w gorącej wodzie kąpana, to incydenty ze stłuczonymi lusterkami się zmniejszą. Raczej nie znikną, ale Greybackówna na pewno liczyła, że koleżanka pozytywnie ją zaskoczy.

- To jak inaczej mam nazwać twoje nieporadne ruchy? Masz drgawki? - Omijałoby ją wiele kłopotów, gdyby swoje prawdziwie szczere pytania pełne troski formowała w taki sposób, by nie brzmiały jak kpina. Niestety umykało jej, że ktoś mógłby odebrać jej intencje za złe, bo nigdy by to jej do głowy nie przyszło. Zapytała, czy nie ma ataku jakiejś choroby, bo w razie czego wolałaby wezwać kogoś bardziej odpowiedzialnego.

Usadziła Lyssę na krześle i już chciała odgarniać jej włosy z twarzy, żeby faktycznie zajrzeć do tych oczu, ale została poinformowana, że poszkodowana przyczynę swojej ślepoty zna. Toteż odstąpiła od niej, stając z rękoma spuszczonymi wzdłuż tułowia. Teraz nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
- Bardzo mi przykro, że straciłaś czas na przeklęte lusterko - wyraziła wsparcie zaskakująco współczującym głosem. - Czy będziesz ślepa już na zawsze? - Na moment ciekawość wzięła górę nad Scyllą, ale błyskawicznie przypomniała sobie, że przecież miała jej tutaj pomóc. - A może potrzebujesz magomedyka? Zawołać po Panią Dolohov? - Zaproponowała, wskazując palcem na drzwi, tak w kierunku gabinetu. Wykonała ten gest w pełni świadoma, że Lyssa go nie spostrzeże.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 16.09.2024

- Tak, przedśmiertne - wymruczała dramatycznym tonem, w który włożyła całe swoje aktorskie zdolności. W sumie nie było ich aż tak wiele, bo na scenie to Lyssa chyba nigdy nie występowała na poważnie, ale powiedzmy sobie szczerze - Scylla nie była najjaśniejszą gwiazdą scenicznego firmamentu i przypominała raczej dziecko, które mama upuściła na głowę o jeden raz za dużo.

- Scylla - rzuciła poważnie, może z subtelną nutą zniecierpliwienia, czując że jej teoria była jak najbardziej prawdziwa. A jeśli nie, to chyba znaczyło że Greybackowa nigdy nie doświadczyła jasnowidzkiej porażki - co jej zdaniem było bez sensu i znaczyło że była okropnym wróżbitą, bo jak to tak prekognita bez chociażby chwili ślepoty. No i w sumie też, Lyssa bardzo nie chciała żeby Greyback była w czymś jeszcze od niej lepsza. - Jak myślisz? - zapytała, ale kiedy już tylko pierwsze słowo opuściło jej usta wiedziała, że było to złe pytanie, na które najprawdopodobniej nie uzyska zadowalającej odpowiedzi. Spojrzała więc na nią, albo raczej na tę rozmazaną plamę brązu, którą właśnie była, stojącą oczywiście jak widły w gnoju. Nie to, żeby Mulciber kiedykolwiek widziała rzeczone zjawisko. - Nie potrzebuję Annaleigh - zapewniła w pierwszej kolejności, bo nie chciała żeby ktokolwiek inny ją taką widział. - Ani nikogo innego. Ale mam pytanie, tobie nigdy nie zdarzyło się, żeby patrzenie na kogoś trzecim okiem wyłączyło ci te prawdziwe? - zapytała z przekąsem, bo dobrze wiedziała że tak, na bank tak było, a jak Scylla twierdziła inaczej to była obrzydliwą kłamczuchą. Najobrzydliwszą.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 17.09.2024

Mrugnęła kilkukrotnie, jakby resetowała swój mózg do ustawień fabrycznych, bo nie wiedziała, czy dobrze usłyszała o tej nadchodzącej śmierci. Położyła rozpostarte dłonie na swoim tułowiu jak ojciec, który szukając portfela musiał się cały wymacać, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie znalazła wielu wskazówek.
- To może ja wyślę sowę do Necronomiconu. Tam pracuje taka sympatyczna dziewczyna, na pewno ułoży cię na katafalku tak, żebyś ładnie wyszła na zdjęciu nagrobkowym - oznajmiła ze szczerą intencją, bo wiedziała, jak Lyssie na dobrym wizerunku zależy. Nigdy nie mijała lustra bez sprawdzenia jak wygląda. Co prawda według Scylli wyglądała zawsze tak samo, ale nie komentowała tego na głos, bo nie chciała oberwać.

- Jak myślę? - Zapytała tak, jakby chciała się upewnić, czy dobrze usłyszała pytanie. Nie rozumiała, czemu chciała wiedzieć, co siedzi jej w głowie. Przecież gdyby była tam jakaś sensowna odpowiedź w kwestii czasu trwania ślepoty, to by Lyssy nie pytała o to. To było chyba logiczne? - Nie lamentujesz i nie płaczesz, więc... chyba... się jeszcze kiedyś... zobaczymy? - Zatrzymywała się po każdym słowie w niepewności, dosłownie zgadując poprawną odpowiedź. Jednakże robiła to tak ostrożnie, dając Mulciberównie czas na powiedzenie jej, że nie ma racji i ma przestać się odzywać. Scylla aż tak głupia nie była, wiedziała, jak ukrócić sobie cierpienia.

Podrapała się go czubku głowy, próbując sobie przypomnieć, czy kiedyś wcześniej oślepła.
- Nie... Chyba nie? - W głosie Greybackówny zagrało zawahanie. - Znaczy, podczas wizji nie widzę świata obecnego, tego, którego z naszej perspektywy nazywamy teraźniejszym. Ale nigdy nie miałam sytuacji, w której siedzę na krzesełku i komuś z teraźniejszości mówię, że nic nie widzę i oślepłam - wyznała, zaczynając się zastanawiać czy to źle, że nie reagowała na porażki tak jak Lyssa. Lecz z drugiej strony przecież Scylla zwykle nie zaglądała w przyszłość z własnej woli, wizje po prostu do niej przychodziły. Jak miała oślepnąć, kiedy nawet nie umiała ich zatrzymać?


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 06.10.2024

- Necronomiconu? - zapytała, absolutnie nie wiedząc o co jej w tym momencie chodzi. - I gdzie ten Necronomicon niby jest, blisko chociaż? - zapytała z przekąsem, bo może i Scylla miała szczere intencje, ale takimi to podobno było piekło wybrukowane. Nie zmieniało to jednak faktu, że gdyby już miała umierać, to faktycznie chciała wyglądać dobrze na zdjęciu nagrobnym.

Lyssa zacisnęła usta w cienką linię, spoglądając na swoją rozmówczynię trochę pustawym wzrokiem. Nie wiedziała czego się spodziewała tych parę sekund temu, ale powinna przewidzieć, że ta odpowiedź tak będzie wyglądać. Trochę chciała żeby ją od tego rozbolała jeszcze bardziej głowa, bo wtedy by miała faktyczny powód by wytargać Scylkę za ucho i powiedzieć jej co o niej myśli. Ale zamiast tego uśmiechnęła się grzecznie.
- Jak już się... zobaczymy... to klnę się na boginię, Scylla... - nie dokończyła, czując że i tak będzie tego w jakiś sposób żałować.

Była okropnie wdzięczna za cały ten ostatni rok. Naprawdę. Wyjechała z Francji, przeprowadziła się do Anglii i kiedy stanęła na progu kamienicy ojca, ten przyjął ją z otwartymi ramionami. Cała ta przygoda była niezwykle dziwacznym doświadczeniem i pomijając sytuację z Annaleigh, lubiła tu mieszkać. Londyn był obrzydliwym miastem, oczywiście, ale wszyscy w tym miejscu wydawali się jakoś funkcjonować. Prawie wszyscy, bo Lyssa nie była pewna, czy akurat za obecność Greyback też była taka wdzięczna. Dziewczyna była odklejona jak sto razy przyklejana na różne powierzchnie naklejka, ledwo trzymając się rzeczywistości, jakby robiła to zaledwie z przyzwyczajenia i na słowo honoru.

Ale mimo tego, czego tez Lyssa absolutnie by nie przyznała, jej towarzystwo mogło być całkiem przyjemne. Może dlatego nie miała nic przeciwko by robić przy niej różne rzeczy.

- Niesamowite - powiedziała kwaśno. Ładna i głupia, idealne połączenie. W pewien sposób poczuła się też zraniona tą odpowiedzią, bo Greyback była przecież jej rywalką w wyścigu po uwagę Dolohova. A jak miała z nią konkurować skoro nie dość że nie była jasnowidzem to nie rozumiała tej ulotnej złożoności wróżb i nie radziła sobie aż tak dobrze ze swoim trzecim okiem?

- Przyniosłabyś mi coś do picia? - zapytała sucho, postanawiając sobie trochę odbić ten niesmak poprzez dysponowanie koleżanką, nawet jeśli w sumie już widziała całkiem dobrze.