Secrets of London
[19.07.1972] Tożsamość diabła - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [19.07.1972] Tożsamość diabła (/showthread.php?tid=3979)

Strony: 1 2


[19.07.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 29.09.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

19.07.1972
Niemagiczny Londyn
Brenna Longbottom i Thomas Figg



Odkryj wiadomość pozafabularną
NPC ścigany przez postacie graczy jest posądzana przez nich o bycie naśladowcą, jednak jest to przypadkowy czarnoksiężnik, który korzysta z zamętu i temu, że wszystko będzie przypisywane Voldemortowi i jego poplecznikom.

Thomas sprawdził czy wszystko czego może potrzebować znajduje się w jego podręcznej torbie. Ukontentowany zawartością zamknął ją szczelnie i zarzucił na ramię - będzie musiał wymyślić coś innego, torba była wygodna, jednak w przypadku, gdyby przyszło mu walczyć byłaby niepraktyczna. Westchnął, trzeba będzie udać się do kogoś, kto zajmuje się tworzeniem takich rzeczy, bo idealne byłoby połączenie torby z plecakiem mogolskim - ten nie ograniczał ruchów, ale za to trudniej było o jednakową dostępność do wszystkich przedmiotów. Otrzepał niewidzialny kurz ze swojej koszulki i wiedział, że musi ruszać, nie chciał żeby Brenna na niego czekała. W następnej chwili zniknął z cichym trzaskiem.
***
Figg pojawił się w umówionym zaułku, gdzie dobrze wiedział, że jego pojawienie się nie zostanie zauważone przez mugoli - odpowiednio o to zadbali wcześniej. Odetchnął widząc, że faktycznie nie ma tutaj nikogo. Zerknął na zegarek zauważył, że faktycznie pojawił się przed umówionym czasem, ale tak było nawet i lepiej. Poczuł jak przez jego ciało przechodzi fala napięcia, to była jego pierwsza faktyczna misja w terenie i co prawda zaczął ćwiczyć rzucanie zaklęć w trakcie pojedynków to jednak nie czuł się z tym zbyt pewnie. Skierował się ku wyjściu z zaułka i wyciągnął paczkę papierosów, odpalił jednego z nich umieszczając go w swych ustach. Zaciągając się dymem popatrzył w niebo, ładne niebo poprzecinane białymi chmurami - cóż za ładny dzień na uganianie się za czarnoksiężnikami zironizował w myślach i wypuścił dym przez usta.
Przypomniał sobie to co przekazał mu przyjaciółka kiedy okazało się, że jego zdolności będą nieocenione w tym właśnie zadaniu. Dotarła do nich wieść o naśladowcy śmieciożerców, który zadaje sobie trud, aby pojawiać się na mogolskich targach staroci i sprzedawać przeklęte przedmioty, które nie są niegroźne jak samokurczące się klucze, ale doprowadzają do śmierci mugoli. Mieli już potwierdzone trzy takie przypadki, jednak sprawa omijała Ministerstwo i nie była klasyfikowana jako nieszczęśliwe przypadki. Zapewne by dalej tak było, gdyby nie doniesienia o magu z Nokturnu, który przechwalał się właśnie taką działalnością - a cóż jest lepszego niż złapanie kogoś na gorącym uczynku? Właśnie dlatego do akcji wchodził on i Brenna, bo przecież nie mógł iść sam. Mieli udawać parę mugoli i sprawdzić czy faktycznie ktoś sprzedaje przeklęte przedmioty mugolom.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 29.09.2024

Na razie wiedzieli jedno, wielkie nic.
Ktoś mógł mordować mugoli za pomocą magii, ale nie musiał. Ktoś mógł sprzedawać przeklęte przedmioty celowo, ale równie dobrze mógł też rozprowadzać je niechcący – o ile w ogóle istniały – jak ze słynną już kolekcją czarownicy Iony. Różne szepty tu i ówdzie sugerowały, że coś jest na rzeczy, ale jeszcze nie wystarczająco wiele, aby aurorzy się za to wzięli… a może i wzięli się, Brenna jednak nie była pewna, jak wygląda sprawa, bo jeżeli nawet tam trafiła, do kogoś, kogo nie znała. Sprawdziła mugolską prasę i te cztery zgony, o których donosiła, mogły równie dobrze być spowodowane przyczynami naturalnymi, jak klątwą. Jeżeli były jakieś choroby czy inne dziwne wydarzenia, to o tym nie pisano.
Wiadomości, które dotarły do uszu Thomasa, były jednak niepokojące i pchały ku tej najgorszej możliwości: jakiś czarnoksiężnik faktycznie zabawiał się, być może by przetestować klątwy, Brenna uznała więc, że nie zaszkodzi rozejrzeć się po targowisku, o którym usłyszał Figg. Nie puściłaby go samego, a z kolei sama to mogłaby tam chodzić przez kolejne pół roku i jeżeli czarnoksiężnik nie cuchnął czarną magią na pół mili, nie miała żadnych szans zorientować się, że cokolwiek jest nie tak. Thomas był jednak klątwołamaczem i znał się na magicznych przedmiotach znacznie lepiej niż ona.
– Cześć, Tommy – rzuciła, docierając na miejsce spotkania minutę po nim. Miała na sobie rybaczki i koszulę z długimi rękawami, tak mugolskie w kroju, ja tylko się dało, chociaż wykonane pewnie z trochę lepszych materiałów niż nosiłby zwykle mugol. Pozbyła się biżuterii i ulubionego zegarka, zbyt specyficznego, jak na chodzenie z nim po magicznym Londynie. Daszek czapki, nasadzonej na ciemne włosy, rzucał cień na jej twarz: trochę odmienioną. Specjalny puder Potterów sprawił, że cera stała się blada mimo lata, z nosa znikły piegi, które pojawiały się zwykle u Brenny w lipcu i sierpniu, a sam nos został trochę „poprawiony” umiejętnością Potterów. Brenna nie cieszyła się taką popularnością, jak jej brat, ale nie chciała, aby czarnoksiężnik przypadkiem rozpoznał Brygadzistkę.
– Jakieś wskazówki? – spytała, a jej spojrzenie powędrowało w stronę miejsca, do którego mieli zmierzać. – Tak z perspektywy klątwołamacza.
Wątpiła, aby czarnoksiężnik znał społeczność mugoli, którymi pogardzał, tak dobrze, by w ogóle się nie wyróżniać, ale… problem polegał na tym, że niektórzy mugole też bywali dziwakami, a z kolei Brenna mogła tutaj łatwo się pomylić, bo to też nie tak, że spędzała w niemagicznym Londynie pół życia.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 30.09.2024

- Brenn- przywitał się z nią uśmiechem i machając wolną ręką, rzucił też niedopałek na ziemię i przydeptał go nogą, aby na pewno do końca zgasić. Dopiero teraz przyjrzał się przyjaciółce i aż uniósł brwi w górę, bo gdyby nie zwrócił uwagi i nie wiedział, że ma spotkać się właśnie z panną Longbottom to by na ulic przeszedł obok niej nie zauważając, że to właśnie ona. Sam nie zadbał o zmianę wyglądu - po prostu o tym nie pomyślał, no ale też nie był rozpoznawalną postacią w czarodziejskim świecie. To jedno, nie pomyślał też o tym, że o wiele lepiej iść incognito, żeby potem nie zostać przypadkiem rozpoznanym - nauczka na przyszłość. Sam ubrany był dość typowo dla siebie w koszulę (fioletową) i beżowe luźne spodnie, a na ramieniu nieodłączna torba, w której nosił swoje przybory.- Nie musiałaś się dla mnie aż tak wystroić - rzucił jeszcze żartobliwie, bo przecież wiedział, że to nie on był powodem jej zmienionej aparycji.
- Tak, nie dotykaj niczego. Szczególnie gdy ktoś ci coś oferuje, dotykaj oczami, a już zwłaszcza biżuterię, nie mówię już, że wszystko może być przeklęte, ale są cwaniaczki, które w taki sposób wciskają przedmioty - co prawda była to raczej modła w azjatyckich i bliskowschodnich straganów, ale lepiej przekazać uliczne mądrości niż potem nadziać się na natrętnego sprzedawcę.
- Skorzystajmy też z tego - powiedział sięgając do torby i podając jej maleńki fałszoskop - wersja przenośna i mogąca być noszona w kieszeni. - Ta wersja nie błyska, powinna nas ostrzec przed jakimiś podstępami, problem taki, że kiedy ktoś będzie chciał nas naciągnąć na kupienie czegoś bezwartościowego również może się uaktywnić, ale lepszego sposobu poza rzucaniem zaklęć nie ma. W przypadku wykrycia podstępu lub czarnej magii zacznie wibrować w kieszeni - wyjaśnił podając kobiecie jeden z przedmiotów, a drugi wciskając do własnej kieszeni. - To czego będziemy szukać to właśnie takie przedmioty codziennego użytku, które można spokojnie używać każdego dnia, aby mugole zwrócili na nie uwagę i chcieli je kupić - coś w stylu przyborów kuchennych, biżuterii - zerknął na Brennę czy jest gotowa dotarcie na teren targu nie zajmie im długo, ledwie przecznicę dalej był specjalnie wydzielony plac, ale lepiej było się spieszyć, co jeżeli faktycznie ten czarnoksiężnik tam był i sprzedawał przeklęte przedmioty? Poczuje się lepiej, kiedy już sprawdzą ten problem.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 01.10.2024

– Cios prosto w serce – westchnęła Brenna na słowa Thomasa, teatralnym gestem układając dłoń na klatce piersiowej. Drobna zmiana twarzy była dla niej wręcz rutyną, po części dlatego, że matka już dawno nauczyła jej tego typu transmutacji, po części, bo ryzyko rozpoznania u niej było odrobinę za duże, gdyby wystąpiła pod własną postacią. Nawet nie chodziło o jakąś pychę i przekonanie, że każdy ją kojarzył, bo Brenna uważała, że zawsze pozostaje w cieniu swojego brata, jasnowłosego i jasnookiego księcia z Doliny Godryka. Była po prostu gliną. Jeśli ten człowiek miał już kiedyś problemy z prawem, mógł na Brennę wpaść.
– Kurde, a miałam zamiar wszystko macać jak leci – powiedziała, robiąc przy tym niby to smutną minę. By nie dotykać przedmiotów, które mogły być potencjalnie przeklęte, to wpadła, ale najwyraźniej nie istniał żaden sposób na to, aby po prostu dało się wypatrzeć, że z takim coś nie tak. Nie żeby się dziwiła. Życie byłoby wtedy zbyt proste. – Myślałam o wzięciu rękawiczek, ale jest na tyle ciepło, że to trochę za bardzo zwracałoby uwagę. O, niezły pomysł. Sam je zrobiłeś?
Przyjęła fałszoskop, obróciła go ciekawie w dłoni, a potem ostrożnie umieściła w kieszeni. Oczywiście, problem polegał na tym, że pewnie będzie wirował też na próbę sprzedania im jakiegoś szmelcu albo przedstawienia zawyżonej ceny, ale zawsze mogło to trochę ułatwić sprawę.
Szkoda, że nie ma tu Mav, pomyślała z żalem, bo ona wyczułaby zapach czarnej magii, niewyczuwalny dla nich. Ale Brenna zdusiła tę myśl szybko. Nie mogła myśleć o takich rzeczach. Musiała nauczyć się radzić sobie bez kuzynki, dla której konflikt, tkwiące w głowie wspomnienia Derwina, śmierć ukochanego wuja i Zimni… to okazało się być trochę za wiele.
– Jeśli nic nie znajdziemy, zmienię się w jakimś zaułku, wyczarujemy obrożę i spróbujemy w ten sposób.
Chociaż wolała tego uniknąć, bo ostatecznie zmieniała się w wilczycę, nie psa. W środku miasta wprawdzie większość uzna pewnie, że to wielki wilczur, ale wciąż lepiej było traktować to wyjście jako ostateczność.
– To co? Ruszamy?
Wsunęła obie dłonie do kieszeni, też dlatego, by nie sięgnąć po coś odruchowo i ruszyła w stronę targowiska.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 02.10.2024

Uśmiechnął się jedynie przepraszająco, bo nie wiedział co innego może zrobić, jednego się nauczył, nie brnąć w niektóre rzeczy zbyt daleko, bo jest się na straconej pozycji od samego startu.
- Uwierz mi, nawet ja często mam ochotę brać wszystko do ręki i oglądać, a nie jest mi wcale taki obcy świat mugoli - odpowiedział rozbawiony i poklepał ją po ramieniu. Dotykanie przedmiotów było najłatwiejszym sposobem na sprawdzenie czy są przeklęte, ale również niezwykle krótkowzrocznym - jeszcze rozpoznanie przeklętych czarną magią przedmiotów można było dokonać nieco sprawniej, jednak nie każda klątwa była czarnomagiczna i tutaj już tworzył się problem. Doprawdy, ktoś by mógł kiedyś w końcu wpaść na jakiś genialny pomysł i stworzyć okulary do wykrywania magii w przedmiotach. - Musiałabyś się ubrać jak snobka, wiesz taki odpowiedni Malfoy'ów w świecie mugoli. Wtedy bym mógł robić za twojego lokaja, kurde czemu nie pomyśleliśmy o tym wcześniej - pewnie by ciągnął temat dłużej, gdyby nie zapytała o fałszoskop. - Trochę zmodyfikowałem, żeby nie świecił i nie piszczał, skoro to wersja kieszonkowa to lepiej żeby była nieco bardziej dyskretna - szczera prawda, w sumie nigdy by nie pomyślał o robieniu czegoś takiego gdyby nie wymagała tego kiedyś sytuacja, pamiętał jak prosił go o coś takiego jedne z aurorów w stanach, którego spotkał w jednym z barów na Brooklynie.
Uniósł brwi patrząc na Brennę po słowach o przemianie i obroży - brzmiało to dość specyficznie, o ile pamiętał jej formą była wilczyca, a nie pies - dlatego miał nadzieję, że obejdzie się bez uwłaczania jej dzikiej naturze. - Mam nadzieję, że nie będziesz zmuszona do tego - powiedział z delikatnym uśmiechem i skinął jej głową. Poprawił jeszcze torbę na ramieniu i skinął głową.
- Tak nie ma co zwlekać - zgodził się i ruszyli w stronę pobliskiego placyku.
Droga minęła im szybko, na krótkiej rozmowie o dosłownie wszystkim i niczym, bo żadnego poważnego tematu nie byliby w stanie poruszyć obecnie.
Targ wyglądał jak typowy targ staroci, brak tu było ładnie ułożonych stanowisk, każdy rozkładał się jak mógł, niektórzy na ziemi na kawałku koca czy prześcieradła, żeby przedmioty nie stały na samej ziemii. Przegląda tutaj mieli najróżniejszy, ludzie z zabawkami, zastawami stołowymi, figurkami porcelanowymi, obrazami, płytami vinylowymi - tutaj można było kupić niemal wszystko i nic.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 02.10.2024

– Lubię niemagiczny Londyn. Zwłaszcza pobliską pizzerię. I księgarnie – przyznała Brenna. Jej wiedza o mugolach była taka… trochę powyżej przeciętnej, jeżeli szło o czarodziejów, chociaż na poziomie bardziej zdolności poruszania się w ich świecie niż prawdziwego zrozumienia. Znała mugoli w Dolinie, wiedziała, jak się ubierają, czytałam mugolskie książki – choć pewnych rzeczy w nich nie rozumiała – umiała poruszać się po niemagicznym Londynie, zawsze nosiła w kieszeni kilka funtów, miała kilka lokali, które lubiła (chociaż zwykle nie umywały się do czarodziejskich: to czego w świecie czarów zdaniem Brenny brakowało, to były pizze i chińskie makarony). W metrze jednak musiałaby pewnie prosić o pomoc, miewała kłopoty z resztą i tak dalej… no ale Thomas nie musiał się martwić, że jak jakiś Weasley będzie chciała koniecznie obejrzeć kolekcję winyli. W jej podejściu do mugoli brakowało fascynacji – przynajmniej jak długo nie chodziło o Władcę Pierści czy Diunę – nie było nawet jakiegoś wielkiego zainteresowania, ot po prostu to, że Brenna lubiła wściubiać wszędzie nos i wiedzieć, co kryło się rzut kamieniem od ścieżek, którymi zwykle krążyła.
– Ja też, nie chciałabym, żeby ktoś się przestraszył wilka – odparła lekko, bo jeśli szło o jakieś urazy na honorze to… niezbyt się tym przejmowała. Animagię traktowała głównie użytkowo: pomagała w pracy i pozwalała jej lepiej dbać o brata. To było najważniejsze. Lubiła w wilczej postaci przemieszczać się po lesie, ale nie utożsamiała się z tą formą tak mocno, jak choćby Samuel z własnymi.
Ledwo weszli na targowisko, a zaczęła się rozglądać. Spoglądała nie tyleż na same wystawiane towary, co na sprzedawców. Czasem na takich targowiskach na przykład rodzicom towarzyszyły dzieci, i Brenna zakładała, że tacy nie będą pierwszymi podejrzanymi. Czy ktoś wyróżniał się strojem, fryzurą, zachowaniem? Przy kim czuć będzie mocniej zapach papierosów – niby nic niezwykłego, prawie każdy mugol teraz palalił, ale zawsze było to coś, na co warto zwrócić uwagę. Które stoisko będzie mniejsze niż inne, bo Brenna zakładała, że raczej czarodziejowi nie zależało na zarobku, a na sprzedaniu konkretnej liczby przeklętych przedmiotów… a przekleństwa przecież nie rzucało się tak łatwo…
Percepcja
[roll=Z]


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 03.10.2024

- Tak, ma on w sobie coś, magicznego? Nie, bardziej urzekającego - zgodził się z bo sam również lubił wycieczki do niemagicznego Londynu, zresztą nie tylko tego miasta. Uwielbiał szwendać się po nieznanych uliczkach i odkrywać nowe miejsca - ileż to razy tak specjalnie gubił się, tylko po to żeby odnaleźć nowe urzekające miejsce, czy to właśnie mugolski biblioteka, park, jakiś zabytkowy budynek czy nawet knajpa z jedzeniem.
- Oj niedoceniasz mugoli. Przejawiaj zadziwiający brak instynktu samozachowawczego i by próbowali bez pytania pogłaskać, a nie uciekać ze strachu - stwierdził rozbawiony, wciąż mając w pamięci te specyficzne jednostki, które nie bały się lwów, tygrysów czy traktowały niedźwiedzie tak jak on koty. Nie mógł wyjść z podziwu jak blisko i beztrosko są w stanie podejść czasami do całkowicie dzikich zwierząt. jeszcze kiedyś może jej opowie o tych spotkaniach z tymi dość szalonymi ludźmi teraz czas było skupić się na poszukiwaniach.
Przechadzali się wśród stoisk, gdzie naprawdę można było dostrzec najprzeróżniejsze rzeczy. Fłaszoskopy co jakiś czas delikatnie wibrowały w ich kieszeniach, jednak nic nie wzbudzało ich zainteresowania, wszystko wyglądało do bólu normalnie, nic nie wzbudzało podejrzeń, poza niektórymi cenami za talerze czy pojedyncze łyżki. Nic nie wskazywało, aby czarnoksiężnik, o którym dowiedział się Thomas miałby tu faktycznie się znajdować. I wtem Brenna mogła wyłapać nieco mocniejsze wibracje swojego fałszoskopu, kiedy to zbliżyli się do zdawać by się mogło kolejnego zwykłego stoiska, gdzie przysadzisty mężczyzna o mysich włosach sprzedawał zdawać by się mogło normalne rzeczy. Trochę zarobionych srebrnych sztućców, trochę biżuterii, ale nic co by się na pierwszy rzut oka mocno wybijało. Tylko, że Brenna nie przeglądała pobieżnie stoisk, to co zwróciło jej uwagę to fakt, że jeden z wisiorków był w kształcie hipogryfa, a subtelna woń natychmiast przywiodła jej skojarzenie czarnej magii. Kolejną cenną wskazówką był fakt, że ceny przy poszczególnych przedmiotach wydawały na stosunkowo niskie, biorąc pod uwagę, materiały z jakich były wykonane i wiek przedmiotów.
- Może zainteresowana będzie pani, którymś z wisiorków? Czyste złoto i platyna, najlepsze dzieła włoskich mistrzów jubilerstwa z czasów renesansu! - zachwalał swoje produkty mężczyzna obsługujący to właśnie stoisko. Gdyby tylko uważnie zerknęła za jego stół, mogłaby dostrzec nie do końca schowaną pod płaszczem czarodziejską tiarę zwisającą na oparciu krzesła za nim.
Thomas zerknął zaciekawiony na przyjaciółkę, zatrzymywali się przy niektórych stoiskach, jednak teraz i on czuł wibracje w kieszeni, dlatego zerknął pytająco na kobietę.
- Może zechce pan coś kupić dla swojej towarzyszki? Proszę śmiało przymierzać i wybierać co najbardziej pasuje - zachęcał przez cały czas mężczyzna, sprawiał wrażenie przyjaznego i pogodnego, a jednak Thomas miał dziwne przeczucie w jego obecności.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 03.10.2024

Bez zainteresowania minęła jakieś stanowisko z kocami i pościelami, kolejne, obsługiwane przez kilku obcokrajowców i parę innych, na których nie zauważyła niczego podejrzanego. Przystawała czasem przy tych mniejszych, obsługiwanych przez samotnych mężczyzn - wszak do Thomasa dotarły plotki na temat mężczyzny właśnie. I wreszcie przy jednym z nich, kiedy przyglądała się oferowanym produktom, jej wzrok padł na jedną ozdobę, niczym nie wyróżniającą się pośród innych… nie w oczach mugola.
Hipogryf.
- Dzieła włoskich mistrzów renesansu na targowisku, nie w muzeum? - spytała Brenna, ale wesołym tonem, obdarzając mężczyznę uśmiechem, ot na zasadzie wyrażenia absolutnej niewiary wobec pochodzenia biżuterii, ale przy gotowości obejrzenia jej mimo to. Była w końcu ładna. I tania.
A poza tym przeklęta.
– Nietypowy wzór. To gryf? – spytała, wskazując hipogryfa palcem, by zwrócić na charakterystyczną błyskotkę uwagę Thomasa. Mugole nie znali hipogryfów, za to gryfy już jak najbardziej. Ale na tym konkretnym zwierzę było nazbyt dokładnie oddane, aby mógł to być przypadek. - To byłby doskonały prezent dla Mabel, nie uważasz?
Oczywiście po jej trupie. Ale nie mogła tego dotknąć, nie mogła założyć, tak samo jak nie mogła zaatakować czarownika pośród tylu mugoli, czy sprowokować, żeby on zaatakował pierwszy. Nie mogła jednak też zostawić tutaj tej błyskotki, zaryzykować, że zaraz kupi ją jakiś mugol. Za to zapakowanie, by komuś wręczyć… o to mogła poprosić. Przesunęła spojrzeniem po reszcie biżuterii. Chyba cała nie była przeklęta? Ale które z tych ozdób mogły takie być?
– Proszę zapakować. Poleca pan coś jeszcze? Któreś wykonał jakiś szczególnie utalentowany mistrz? Mogłabym wziąć coś dla siebie. Tommy, może wybierzesz coś dla Nory? Są ładne i nie takie drogie, będziesz miał prezent na ślub – powiedziała, spoglądając na Thomasa, bo może on będzie w stanie lepiej niż ona wyłowić te podejrzane przedmioty. Celowo wymieniała różne imiona: po co sprzedawca miałby polecać jej kolejny, przeklęty przedmiot, gdyby oba były dla niej? Na jedną mugolkę wszak starczy jedno przekleństwo.
Uśmiechała się ciągle, ale ten uśmiech nie był szczery, nie sięgał oczu, które rzadko patrzyły na Figga z takim chłodem jak teraz. A może nawet nie spojrzała tak na niego nigdy?
Myślała o tym, że do tego stoiska zaraz podeszłaby inna, mugolska para. Że jakiś chłopak zawiesiłby wisiorek na szyi swojej partnerki: że wybraliby prezent dla innej Mabel, dla innej Nory, wraz ze srebrem podarowując im klątwę.
Cierpieliby.
Może by umarli.
Z powodu podarku, wręczonego ze szczerego serca, z powodu nienawiści kogoś, kogo nigdy nie poznali, a kto nienawidził ich za sam fakt istnienia.
W jej głowie już układały się plany, a nawet kilka, jak mogli załatwić tę sprawę tak, by mugole nie stali się jej świadkiem. Przez chwilę rozważała wezwanie wsparcia: ale gdyby stąd odeszli, a kupiliby to co przeklęte, czarownik mógłby w tym czasie zniknąć.


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 05.10.2024

Mężczyzna wyraźnie się zmieszał po pytaniu Brenny, widać było, że nie był gotów na pytania, lecz anto, że ludzie wiedzeni okazją ufali mu na słowo.
- Wie pani, to nie tych najbardziej znanych nazwisk, ale tych, którzy pracowali z nimi. Nie mniejsi mistrzowie rzemiosła, jednak zaginieniu w cieniu historii pod blaskiem swoich wspólników - aż otarł pot z czoła próbując wybrnąć ze swojego kłamstwa. Fałszoskopy wibrowały podczas całej jego przemowy.
- Widzi droga pani, to nie gryf, ale hipogryf! Widzi pani tył tego wzoru? To połączenie orła i konia, gryfy były bardziej pospolitymi stworzeniami mitologicznymi będącymi połączeniem orła i lwa. Hipogryfy to dumniejsze stworzenie, rzadziej spotykane w kulturze - to co było widoczne to fakt, że bardzo przemożnie stara się nie dotknąć żadnego z wisiorków, a już szczególnie pokazywanego. To co jednak zdradzało czarodzieja była historia. Gdyby nie pragnął "zabłysnąć", że jest to hipogryf, a nie gryf, to przecież Thomas i Brenna mogliby pomysleć, że faktycznie przypadkiem znalazły się u niego te przedmioty, jednak zdradzał się z wiedzą, której mugole nie posiadali, choć zgrabnie próbował ją maskować.
- Tak, Mabel byłaby zachwycona z tego wisiorka - zgodził się po chwili przyglądania się stoisku. Ufał zdolnością Longbottomówny i stara psie nadążyć za nią ruszając na "poszukiwanie" prezentów dla innych. teraz trochę pożałował, że nie obmyślili jakiegoś planu na wypadek, gdyby faktycznie spotkali tego czarnoksiężnika - przecież nie wyciągnie teraz różdżki i nie zacznie ciskać czarami w sprzedawcę. tego im tylko brakowało na placu pełnym mugoli. To z czego zdawał sobie sprawę to fakt, że nie mogli teraz odejść stąd jak najszybciej, bo wtedy narażali na niebezpieczeństwo innych mugoli których mogła skusić wymyślna biżuteria w śmiesznie niskich cenach. Sprytne zagranie, sprzedawać coś po taniości i udawać, ze nie zna się prawdziwej wartości przedmiotów, a jednocześnie przedstawiać je jako niemalże bezcenne - musiał przyznać, że pomysłowość na zapewnienie sobie zbytu była niezaprzeczalna.
- Wiesz, to dobry pomysł, coś dla Nory i dla Sama, przecież jemu też by wypadało coś podarować z okazji ślubu - zaczął rozglądać się po rozłożonych świecidełkach. Problemem był fakt, ze nie mógł ich w jakikolwiek sposób sprawdzić czy faktycznie dane przedmioty są przeklęte, musiał polegać na intuicji i odczytach z fałszoskopu, który wibrował to mocniej to lżej, ale bez przerwy odkąd tu podeszli. Czaili się teraz na swoją ofiarę, co jeśli odejdą i nim ustalą plan działania jakiś mugol podejdzie i zakupi przeklęty przedmiot? Zerknął na swoja towarzyszkę, przecież to normalne, ze mężczyzna w takiej kwestii zwróci się do kobiety, prawda? No nie do końca, zawsze wiedział co komu kupić (a przynajmniej w większości), teraz w Brennie szukał pomocy w czym innym. - Nie uważasz, ze dla nich idealnym prezentem byłyby te dwa wisiorki? - wskazał na znajdujące się nieco na uboczu w kształcie kwiatu i niezidentyfikowanego ptaka. - Tak, weźmiemy jeszcze te dwa - miał do nich paskudne przeczucie, a to raczej nigdy go nie zawodziło, dlatego też chciał zgarnąć to co przyprawiało fałszoskop o mocniejsze wibrowanie. Thomas przeoczył to, ale przez ułamek sekundy na twarzy sprzedawcy można było dojrzeć perfidny uśmiech, który dość szybko zniknął, a mężczyzna wyglądał jakby właśnie usłyszał, że zostanie następcą tronu angielskiego.
- Ależ oczywiście, już państwu pakuje - odezwał się uradowany, choć w jego głosie pobrzmiewały dziwne nuty, jakby prześmiewcze. Zaklaskał w dłonie i zabrał się za pakowanie wymienionych przez nich przedmiotów, co istotne nim dotknął któregokolwiek z nich założył białą rękawiczkę - powszechna czynność przez jubilerów stosowana, ale dość niecodzienny zabieg jak na sprzedawcę na pchlim targu.
- Czy może jednak pani nie zechciałaby czegoś dla siebie? tutaj mam jeszcze piękne kwiatowe bransoletki - zwrócił się jeszcze pokazując na rząd kilku srebrnych bransoletek z wygrawerowanymi kwiatowymi motywami w które wkomponowane były niewielkie kamienie szlachetne, a może ich imitacje?


RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 05.10.2024

– Skoro pan tak mówi – stwierdziła Brenna, w duchu myśląc, że czarnoksiężnik naprawdę brał mugoli za okropnych idiotów. Nie byli idiotami, a raczej… inaczej. Byli jak czarodzieje, i mądrzy, i głupi, i dobrzy, i źli. Pewnie spora część nie dałaby wiary w mistrzów renesansu, ale kupowali ozdoby, skuszeni ciekawymi wzorami i niską ceną.
I wszystko w Brennie się skręcało, kiedy myślała o tym, że jakaś matka mogłaby kupić to dla siebie i córki, że naprawdę wisiorki mogłyby stać się prezentem ślubnym… Matko Księżyca, ten człowiek wyraźnie cieszył się na myśl o zrujnowaniu czyjegoś wesela, o przekleństwie na dwójkę nowożeńców.
Gniew i obrzydzenie, jakie odczuwała, zamknęła gdzieś we wnętrzu, nie pozwalając, by zapłonęły w jej duszy ogniem. Zamiast tego był lód, spowijający ducha, sprawiający, że choć dzień był ciepły, Brennę ogarnęło zimno.
– To bardzo ciekawe, o tych hipogryfach. A te prezenty będą doskonałe – zapewniła Thomas, opuszczając głowę, przypatrując się biżuterii. Nie widziała kolejnych min czarnoksiężnika, ale nie potrzebowała ich widzieć: a nie chciała, aby on dostrzegł coś w jej oczach. – Ach, szkoda nie skorzystać z takiej okazji, prawda? Niech pan jakąś dla mnie wybierze, wszystkie są równie ładne – poprosiła, a potem wyciągnęła z kieszeni pieniądze, by mu zapłacić. Przyjęła zapakowane przedmioty i wręczyła je Figgowi, zakładając, że lepiej będzie wiedział, w jaki sposób je zabezpieczyć w torbie.
A potem…
Ujęła go pod ramię.
Wydawało się, że będzie chciała odejść, ale nie – ruszyła tylko nieco dalej, do jednego z innych stoisk, gdzie sprzedawca obsługiwał akurat trzy osoby, więc nie zwracał większej uwagi na to, że zatrzymała się, niby po to, by obejrzeć wystawione kasety VHS. Wciąż trzymała Thomasa pod ramię, tak by byli dość blisko, aby móc porozmawiać, ale inni za bardzo nie słyszeli szeptów.
Stąd wciąż mogli dostrzec stoisko czarnoksiężnika, choć czasem rozdzielali ich ludzie.
– Jedna z trzech opcji – powiedziała, bardzo cicho, i bardzo rzeczono. Nie ustalili, co zrobią, ale to nie tak, że Brenna nie miała żadnych pomysłów, a cóż, teraz przynajmniej znali mniej więcej sytuację. – Czekamy aż się spakuje, idziemy za nim. Ryzykowne, jeśli ma więcej przeklętych rzeczy, ktoś może je kupić. Zasłaniasz mnie i dyskretnie rozwalam nogę stoiska, jak wywalą się mu rzeczy, może się stąd zbierze. Opcja trzecia, chowamy się w pobliżu, zmieniam nam twarze, transmutuję ciuchy i przechodzisz w pobliżu, wpadasz na kogoś, rzucasz coś o nieostrożnych mugolach, może to go spłoszy, jak zorientuje się, że w pobliżu chodzi czarodziej… a ja czekam, żeby ruszyć za nim. Masz inne pomysły?