![]() |
|
[wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona (/showthread.php?tid=4277) Strony:
1
2
|
[wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Alice Bletchley - 11.12.2024 Magiczne targi książki nie były tak wielkimi wydarzeniami, jak te u mugoli. Odbywały się na świeżym powietrzu, na początku września i przypominały raczej jarmark. Tłumy zastępowane zostawały przez garstkę zainteresowanych, często nie w wieku młodym, lecz około emerytalnym. Alice czuła się w tym towarzystwie dość dziwacznie. Miała jedynie dwadzieścia cztery lata, a do tego była rozpoznawana. Nie jakoś szeroko, lecz w ciągu tej godziny zdarzyło się jej (około trzy razy), że podeszła do niej jakaś kobieta z pytaniem o ostatnie przedstawienie, a szczególnie o zakulisowe ploteczki, o których Alice, jako dobra koleżanka, nie mogła specjalnie rozprawiać. Jednak był jeszcze jeden powód, dlaczego czuła się niezręcznie. Były nim niezliczone kopie "Trzech nocy w Keannwood" autorstwa niejakiej Diany Darlington. Znajdowały się one nie tylko na stoiskach, ale i w rękach uczestników i uczestniczek targów. Alice nie spodziewała się takiego fenomenu, chociaż mogła się tego domyślić wcześniej. Dokładniej, w momencie, w którym jej wydawca przekierował do niej pierwszy list opiewający uroki lorda Berkeleya. A potem był drugi, dopytujący, jak potoczą się losy jego i panny Harvey. Na początku było to dla Alice miłe, dopiero później stało się z lekka przerażające. Bo przecież wraz ze wzrostem uwagi nad jej książką, pojawiały się coraz to nowe oczekiwania. A jeszcze nawet nie mogła się przemóc do przeczytania recenzji. Przechadzając się pomiędzy stoiskami, zauważyła kobietę, która wyróżniała się z towarzystwa przede wszystkim wiekiem. Była dużo młodsza niż zgromadzone wokół starsze panie. Alice uznała, że w takim, a nie innym kręgu, dobrze by było się przywitać. Może mogła dowiedzieć się, co o "Trzech nocach..." sądzi pokolenie jej własne, a nie to bardziej zbliżone do jej mamy. Dlatego podeszła do rudowłosej nieznajomej, która pochylała się właśnie nad powieścią "Smoczy król". — Hej, chciałabym się przywitać. Jako, że nie widziałam tu zbyt wiele osób w naszym wieku — zagadnęła z uśmiechem. Już dawno oduczyła się tego początkowego wrażenia, że podchodzenie do kogoś z takimi słowami było jakimś "przeszkadzaniem". Owszem, zdarzały się takie przypadki. ale były raczej rzadkie. Ktoś musiał być naprawdę zirytowany lub antypatyczny, żeby tak zareagować. Szczególnie na wydarzeniu takim jak targi książki. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Mona Rowle - 14.12.2024 Nie było ogromną tajemnicą, że Rowle lubiła książki. Właściwie było to bardziej oczywiste niż fakt, że nocą słońce nie świeciło, a mimo to jej obecność na magicznych targach książki nie wzbudzała większego zainteresowania. Prawdopobnie dlatego, że nie potrafiła porywać pięknymi słowami i majestatycznymi opisami, nie znała się na literaturze ani nawet językach w ten naukowych sposób. Ale wiedziała, że przynajmniej lubiła książki pożerać. W ostatnim czasie sięgała nawet po te nieco kiczowate romanse, które czytały… No… Prawie wszystkie obecne panie na wydarzeniu. Nie robiła sobie z tego wielkich wyrzutów, ponieważ czytanie było dla niej formą czystej przyjemności. Jasne i proste. Jednakże tytuł, który aktualnie zaprzątał jej myśli wcale nie była kiepskim romansem. ,,Trzy noce w Keannwood’’ pochłonęła ją jak walijskie bagno, a z takiego trudno było się wydostać. Z jaką żałością uświadomiła sobie kilka dni wcześniej, że nie było drugiego tomu! Autorka zostawiła historię lorda Berkeleya i panny Harvey w takim momencie, że Mona niemalże krzyknęła na głos w środku pracy, kiedy powinna była nadzorować karmienie młodych smoczogników. Otóż dziękowała bogom, że nikt jej nie przyłapał, ponieważ siedziała w kącie, a Zębatek próbował podkraść się do wiadra wypełnionego martwymi szczurami. Jej reputacja osoby zawsze skupionej na pracy mogłaby być doszczętnie zrujnowana! Nie zauważyła, że ktoś się do niej zbliżył, pochylona nad ,,Smoczym królem”, którego czytała już zresztą wcześniej, ale z braku innych tytułów i tak wzięła go w dłonie. Kobieta obok niej była prześliczna jak dziki kwiat w polu. I na pewno młodsza od większości zebranych na targach, a przy tym wyglądała dość znajomo. Przez chwilę Mona próbowała sobie przypomnieć skąd mogła ją kojarzyć. — O cześć! To prawda, myślałam, że jestem tu wyłącznym fanem… Młodym fanem literatury — zerknęła dyskretnie na starsze panie rozmawiające o „Trzech nocach w Keannwood” obok nich. — Nawet próbowałam wmieszać się w tłum, ale coś mi nie wyszło… Przepraszam, czy miałyśmy szansę wcześniej się spotkać? Wydaje mi się, że gdzieś już widziałam twoją twarz… Londyński… Teatr? — jej usta czasem działały szybciej niż ona. Przyjrzała się kobiecie uważniej. Pyk i lampka się zapaliła! — Czekaj… Alice Bletchley, prawda? Widziałam cię w ,,Smoku, koniu i wilkołaku’’! — rozpromieniła się. Miała nadzieję, że nie zabrzmiała zbyt entuzjastycznie przed nową poznaną, bo czy nie byłoby to trochę dziwne? Jej mama była z Selwynów, a Selwynowie zajmowali się teatrem, oczywiste więc i Mona musiała kojarzyć co nieco. — Ach przepraszam. Mona jestem! Mona Rowle — odparła i wyciągnęła rękę, aby przywitać się. — Gdybym wiedziała, że spotkam aktorkę, chyba ubrałabym się lepiej — dodała przyjaźnie. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Alice Bletchley - 14.12.2024 Alice uśmiechnęła się do rudowłosej. Coś jej wyglądała na miłą, ale Bletchley nie wiedziała, że aż tak. Mona - bo tak się nazywała nieznajoma młoda kobieta - wydawała się być niezwykle entuzjastyczna i niosła ze sobą mnóstwo pozytywnej energii. A w dodatku, znała Alice z teatru! To zawsze było miłe, szczególnie jak było się na tym etapie kariery, kiedy nie było się ganianą przez reporterów gwiazdą, a osobą, którą po prostu ludzie czasem rozpoznawali w raczej pozytywnym świetle. — To ja — wzruszyła ramionami. — Och tak, "Smok, koń i wilkołak". Jedna z najdziwniejszych sztuk, jakie wystawiał nasz teatr. Zresztą wtedy za produkcję odpowiadał jakiś instytut, dokładnie nie pamiętam nazwy. Ale, jak jesteś Rowle'em, a w tytule jest smok, rzeczywiście trzeba pójść. Choć powiem ci, że miejscami nieroześmianie się na scenie było bardzo trudne. Alice pamiętała tamtą "artystyczną" sztukę. Zwykle była otwarta na takie doświadczenia, ale jak jeden z jej kolegów musiał biegać w samych gatkach z workiem na głowie, cały backstage zwijał się ze śmiechu. Poza reżyserem, który uważał, że wszyscy dookoła nie rozumieli jego wizji inspirowanej undergroundowymi klubami towarzyskimi. — Wiem, że to zabrzmi pretensjonalnie, ale żadna ze mnie wielka aktorka, więc nie ma co się martwić o strój. Szczególnie, że jesteś świetnie ubrana — z uśmiechem pochwaliła Monę. Sama Alice ubrana była w prostą sukienkę w kratę i czarne bolerko. Może nie był to strój od Rosierów, ale Bletchley zawsze lubiła ładnie się wystroić. Zupełnie nie jak panna Harvey, której w głowie siedziały tylko dzieła wielkich poetów, których z zamiłowaniem czytała. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Mona Rowle - 18.12.2024 Jej świętej pamięci mama zawsze twierdziła, że rudowłosa była wystarczająco przyzwoita na grzeczne towarzystwo, dopóki się nie odezwała. A ci nieszczęści kuzyni z Selwynów oczywiście musieli ją wyciągnąć na tę sztukę, bo przecież trzeba było liznąć kultury. Co z tego, że sama Mona mimo upływu lat miała ochotę zrobić fikołka na myśl o powrocie na Horyzontalną i nie mogła pojąć dlaczego musiała rezygnować z wolnego dnia, żeby oglądać jakiś mugolopodobny dramat o nagich mężczyznach noszących materiałowe worki na głowie… Kiedy wolała przeznaczyć ten czas na… No… Cokolwiek innego! — Tak jak o tym wspominasz, to rzeczywiście ich wizja Opalookiego była… Daleka od realiów — odparła bardziej przyjaźniej niż krytycznie, ponieważ to nie była pierwsza sytuacja, kiedy coś związanego z jej pracą miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. — No i średnio zrozumiałam też zakończenie. Te worki na głowie… To była jakaś metafora? Ach, co za słodka panienka (bo tak Mona od razu ją w myślach ochrzciła) z tej Bletchleyównej była. Nie dość, że przesympatyczna i śliczna jak skowronek, to jeszcze pochwaliła jej strój! Szkoda tylko, że Rowle była w swoich roboczych ubraniach, rzadko też zwracała uwagę na to, w co się ubierała. — W tym czym jestem teraz, karmię smoczogniki — powiedziała, bo Mona nie byłaby Moną, gdyby nie wspomniała o dowolnym gadzie w rozmowie. — Dosłownie! Raz taki mały z Archangielska próbował przeżuć mi rękaw, a ja go po prostu potem zszyłam. Nie sądziłam, że ktoś nazwie to strojem wartym uwagi — wyszczerzyła się. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Alice Bletchley - 23.12.2024 Pokręciła głową na pytanie o "metaforę", a spojrzeniem przekazywała dwa słowa: "szkoda gadać". Tamta sztuka, mimo że była akurat znana przez Monę, nie osiągnęła specjalnego sukcesu komercyjnego. Recenzje nie zachwalały specjalnie przedstawienia, choć, co było dość miłe, pisały, że aktorzy trochę ratowali ten koszmarny scenariusz. A instytut oraz "The Globe" zerwali współpracę na amen. — Te szwy właśnie świetnie wyglądają! Mają taki rustykalny sznyt — odparła Alice z uśmiechem. — Do tego pasują ci. Wiesz, rozwiany rudy włos, iskra w oku i ciuchy do karmienia smoków. O tobie właśnie mogliby napisać książkę! Jakąś przygodową sagę. Powstrzymała się przed dalszymi opisami, dlatego, że mogła jeszcze sobą zdradzić to, że czasem zdarzało się jej gadać w stylu, którym pisała "Kroniki Kensington". Zawsze przecież dbała, żeby przedstawiać swoje bohaterki jako kobiety wyjątkowe i niezależne, panie własnego losu. Natomiast mężczyznom dawała pole na wrażliwość i odejście od standardów męskości narzuconych przez społeczeństwo. Potem łączyła te dwie strony w pary. Chociaż... planowała też w przyszłości zawrzeć w książkach z serii związek dwóch kobiet. A może też dwóch mężczyzn? A może w ogóle oburzyłaby te wszystkie starsze czytelniczki i połączyła bohaterów w trójkąt miłosny? RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Mona Rowle - 11.02.2025 Mona w porę ugryzła się w język zanim pozwoliła sobie na kolejny odruch zawodowego zrzędy, już otwierała usta, żeby wytłumaczyć kobiecie, że smoczogniki to właściwie nawet pod smoki nie podchodziły, a ludzie notorycznie je mylili, co z kolei prowadziło do naprawdę paskudnych konsekwencji— jeśli Mona zaczęłaby rzucać wyjaśnieniami, to Bletchleyówna z pewnością dołączyłaby do listy tych, którzy polubili ją dopóki Rowle nie zaczęła się odzywać. Więc nie. Nie tym razem. Nie miała problemu ze znajdowaniem znajomych, ale przyjaźnie… Te zawsze przychodziły trudniej. Zwłaszcza po tym, jak straciła jednocześnie i przyjaciela, i chłopaka. Więc jeśli Alice była kimś z kim mogłaby się zaprzyjaźnić, to może warto było dla odmiany nie sabotować tego na starcie? — Nie jestem przekonana, żeby był ze mnie jakikolwiek odpowiedni materiał na powieść. Poza tym jestem zdania, że każdej dobrej książce nie powinno brakować romansu, a u mnie to… Średnio — odparła. No i masz babo placek. Mona patrzyła na Alice i z każdą chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że nowo poznana kobieta była przesłodką kruszyną. Ale ona? Bohaterka jakiejś sagi przygodowej? Dobry bogowie, gdyby ktoś kiedyś postanowił napisać o niej książkę, to skończyłaby dokładnie tak samo, jak ta sztuka, o której właśnie rozmawiały. Czyli kompletnym kiczem. Aktorzy w materiałowych workach na głowie, dramatyczne monologi, a wszystko to okraszone budżetem niższym niż cena przyzwoitej peleryny. Jeśli Mona miałaby być dowolnym dziełem literackim, to nie ,,Smok, koń i wilkołak”, ale najwyżej jako ,,Koński targ” — inna sztuka, którą Jonathan kiedyś pokazał jej z miną niewiniątka i która od tamtej pory nieprzyjemnie siedziała jej w głowie. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Alice Bletchley - 22.02.2025 [roll=PO] Och... No to palnęła! Zdawała sobie sprawę z tego, że zaledwie wspomnienie o pewnych sprawach mogło w ludziach wywoływać najbardziej bolesne wspomnienia. Czy Mona mogła przeżyć kiedyś miłosny zawód? A może miała nawet złamane serce przez jakiegoś faceta. On musiał naprawdę być głupcem, żeby odrzucić taką kobietę. Przecież wyglądała jak milion galeonów, była przesympatyczna i urocza. Alice zmrużyła oczy i nie mogła się oprzeć, by nie zajrzeć do aury Mony. Niestety, dziś nie była w formie. Cały stres związany ze sprzedażą jej własnej książki trochę ją przytłoczył. Niestety nie dała rady w tym słońcu nawet przebłysku aury Mony. Co nie zmieniało faktu, że nawet bez magicznych zdolności była w stanie zauważyć jej smutek. – Wiesz, że silna bohaterka wcale nie potrzebuje romansu? Wyobraź sobie, że ma do wyboru bycie z jakąś łajzą albo prowadzenie życia szczęśliwej singielki, która nie musi się zajmować rozterkami faceta i robi to, co jej się tylko podoba. Wybór jest jasny, nie? – chwyciła egzemplarz debiutu Diany Darlington. – Takie książki to sama nieprawda. Jeśli autorka ma choć trochę oleju w głowie, to w następnych częściach napisze historię kobiety, która wcale mężczyzny nie potrzebuje. Takiej, która jest ponad to. W sumie był to dobry pomysł. Choć Alice nie wiedziała, jak zareagują na to jej starsze czytelniczki. Bo jak to tak kobieta bez męża? To przecież nie tak jak Matka nakazała! W sumie lekkie zirytowanie takich pań wydało się Alice największą zaletą tego pomysłu. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Mona Rowle - 01.03.2025 Gdy młody Icarus Prewett zerwał z równie młodą Moną tamtego lipcowego wieczoru prawie osiem lat temu, był to zawód miłosny — ten najzwyczajniejszy i najpospolitszy, ale znany każdemu, kto chociaż raz pozwolił komuś pozamieszkiwać w swoim sercu. Jednakże gdy potem kolejny raz kruk wracał bez odpowiedzi, miała wrażenie, że coś brutalnie rozrywało jej duszę na strzępy kawałek po kawałku. Ostatnią wiadomość wysłała rok temu. Wrzesień, 1967. Mona już wtedy była świadoma, że utraciła swoją bratnią duszę. W tej chwili nie miało to już znaczenia. Odpowiedzi nie było. Nigdy nie przyszła, a ból nie zniknął, ale z czasem stracił na ostrości i osadził się na tyle głęboko, aby mogła już nie wybuchać płaczem przy każdej możliwej okazji. A słowa Alice uderzyły ją niespodziewanie. Otworzyła szerzej oczy, potem usta. — Tak sądzisz? — zapytała niepewnie i zwróciła wzrok na ziemię. Nie każdemu pisana była miłość romantyczna. Jeśli rzeczywiście nie było w tym nic złego, jeśli mogła to przyjąć nie jako porażkę, lecz jako wybór — to może już dawno powinna była ruszyć dalej? Po wysłuchaniu Alice zamiast odpowiedzi, roześmiała się cicho rozbawiona surową krytyką, chociaż coś w niej domagało się obrony pani Diany Darlington, której twórczość jakkolwiek niespodziewanie przypadła jej do gustu i nawet jeśli nie wiedziała i może miała nigdy się nie dowiedzieć, że ta stała we własnej osobie przed nią. — Ejże, akurat bardzo odpowiada mi sposób, w jaki poprowadzono tu romans. Naprawdę czułam, że czytam coś nowego, innego, świeżego. Co sądzisz o tym tomie, bo widzę, że go czytałaś? I no była również kwestia tych nieszczęsnych książek. Alice chyba była pierwszą osobą, która mówiła o tym otwarcie i zdawała się myśleć podobnie, jak ona. Mona nigdy nie bała się myśleć inaczej niż reszta, ale nie miała z kim podzielić się tymi myślami, bo otoczona ludźmi, z którymi łączyły ją jedynie obowiązki, rzadko kiedy mogła pozwolić sobie na podobne rozmowy. Przesadą było dzielić się tym, co czytała z ewentualnymi współpracownikami, z ojcem rozmawiać o tym to byłaby fatalna katastrofa, z Reginą nie miała kontaktu od dłuższego czasu, cud był, jak odpisała z tych swoich podróży, a Levi był Levim. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Alice Bletchley - 01.03.2025 Romanse w życiu Alice, mimo, że uwielbiała o nich pisać, nie były czymś, co ją jakoś zachwyciło. Była kiedyś z jednym chłopakiem, który wcale znowu taki zły nie był. Troszczył się dość umiarkowanie, ale nie zrobił nigdy nic, co by mogło ją od niego odepchnąć. Po prostu... ten związek nie był taki, jakim sobie go wyobrażała. A jakie konkretnie było to wyobrażenie? Nie do końca była w stanie powiedzieć... Może to z nią był jakiś problem? Może jej oczekiwania były wygórowane? A może... po prostu miłość jeszcze po prostu do niej nie przyszła? Tylko, czy to dziwne, że nie bardzo chciała być z kolejnym facetem? — Tak myślisz? Cóż, Diana Darlington rzeczywiście ma swoje momenty — uśmiechnęła się. — Chociaż wydaje mi się, że nad wieloma rzeczami musi popracować. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i mam nadzieję, że w następnych książkach będzie troszkę odważniejsza. Mam wrażenie, że czasem jest poprawna, gdy zamiast tego mogłaby być nawet nowatorką. Cóż... może w następnym tomie mogła zamieścić mezalians, który by sprawił, że wszystkie konserwatywnie ukierunkowane panie z czystokrwistych rodów by krew zalała? A gdyby napisała związek czarownicy i mugola? Nie mugolaka, lecz kompletnie pozbawionego magicznych zdolności przedstawiciela drugiego świata. Przecież takie związki istniały... może mogła zbadać temat? Poczytać biografie takich par? Na pewno świadczyło to, że miała dużo roboty, ale zamierzała zrobić coś, co dla wielu autorów było bardzo trudne — stworzyć lepszą drugą część. RE: [wrzesień, 1968] Pomiędzy wierszami - Alice & Mona - Mona Rowle - 07.03.2025 — Odważniejsza? — zważyła pod każdym możliwym kątem. — Wydaje mi się, że pani Diana już teraz igra z ogniem. Ale jeśli zamierza rozpalić jeszcze większy płomień… Jestem ciekawa, kogo tym razem spali na popiół — odparła i przesunęła palcami po grzbiecie wcześniej czytanego Smoczego króla. Więcej iskry, więcej ryzyka — czy jak tam starzy Rowlowie mawiali. — Mhm, ja uwielbiam ją. Zazwyczaj sięgam po te wszystkie… — wykonała niedbały gest ręką, wskazując na stosy książek wokół nich na wystawionych straganach. Targi książki były istnym chaosem, ale takim, w którym każdy miłośnik literatury potrafił odnaleźć swój własny rytm. Rzędy stoisk uginały się pod ciężarem opowieści z najróżniejszych światów, a romanse oczywiście miały swoje również miejsce. I było ich najwięcej. — Romansidła, bo fajnie jest poczytać o miłości, której nigdy nie było dane nam doświadczyć — zawahała się na momencik. Na bogów, kiedy przestanie myśleć o tym Prewecie? Nic dobrego, a na co to komu. — Ale pani Diana zrobiła na mnie wrazenie na samym wejściu. Ta książka ma sens, a co najważniejsze rzeczywiście odnosi się wrażenie jakby chciała coś powiedzieć czytelnikowi. Jakby traktowała go jak równego sobie, a nie jak bezmyślnego odbiorcę ckliwych westchnień i przewidywalnych uniesień — jej usta wygięły się w zaczepnym uśmiechu. — Nie robi z niego antyintelektualnej pierdoły — skwitowała. |