![]() |
|
06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus (/showthread.php?tid=4344) |
06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Charles Mulciber - 03.01.2025 06 Września 1972, późny wieczór Niełatwo było uspokoić się po tym, co zdarzyło się tego dnia, parę godzin wcześniej. Chociaż Charles posprzątał i otworzył okna, to wciąż miał wrażenie, że woń alkoholu wciąż unosi się w mieszkaniu. Mulciber nie mógł pozbyć się odczucia, że pokój, w którym przebywał Baldwin, jest brudny, jakby sama obecność Malfoya zbrukała przestrzeń. Coś nienamacalnego unosiło się w powietrzu i zatruwało myśli, jak rzucona złośliwie uwaga o Scylii, która wwiercała się w mózg niczym świerzbowce w skórę, jak oszczerstwa o Scarlett, skaczące między kolejnymi myślami jak pchły na jego ohydnym szczurze. I choć niechciany gość zniknął, to zasiał ziarenko niepewności, które teraz kiełkowało, parło ku górze niczym wrzód, który tylko czekał na odpowiedni moment, by wybuchnąć i zajątrzyć się jeszcze bardziej. Charles wiedział, że to nie było jeszcze ich ostatnie spotkanie. Do prawdziwej burzy mogło dopiero dojść. Starał się zająć myśli i dłonie. Posprzątał mieszkanie po raz kolejny, po czym usiadł do kadzidełek, które obiecał Rodolphusowi. Zupełnie nie miał nastroju na nic związanego ze świeczkami, gdy te wymagały od niego skupienia i artystycznego podejścia, niemożliwego przy tak rozbudzonych emocjach. Napisał też dwa listy: jeden do siostry, by ostrzec ją przed Malfoyem, drugi zaś do Lestrange'a, informując o przesyłce, którą dla niego otrzymał, a także o gotowych kadzidłach. Dzięki oszczędności na czynszu mógł wydawać pieniądze na inne rzeczy - choćby składniki do kadzideł. Nie sądził, by Rolph odwiedził go zbyt szybko. Dzień chylił się ku końcowi i Mulciber zaczął rozumieć, że niewiele więcej zrobi, by ukoić swoje zszargane myśli. Został tylko jeden sposób na ukojenie się do snu - alkohol. Złapał za butelkę piwa i siadł na kanapie, mając nadzieję na kilka chwil oddechu przed pójściem do łóżka. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 03.01.2025 Powiedzieć, że wrzesień miał napięty, to jak nic nie powiedzieć. Te wszystkie dni od początku miesiąca powoli napinały się niczym struna, która tylko czekała na to, by pęknąć i przypieprzyć mu w mordę. Boleśnie, zostawiając ślad na policzku i pod okiem. Ale czy mógł działać inaczej? Nie - w sierpniu odpuścił, starając się szlifować własne umiejętności i uporządkować pewne sprawy, by móc skupić się na tym, co ważne. Jeszcze było lato, chociaż pogoda na to nie wskazywała. Zrobiło się chłodniej, bardziej deszczowo, a słońce chowało się za horyzontem szybciej, niż te dwa miesiące temu. To był czas, gdy trzeba było nakładać cieplejsze płaszcze, a nierzadko i szaliki. Co prawda z szalika dzisiaj zrezygnował, lecz nie z płaszcza. Mimo iż aportował się na Aleję Horyzontalną, bo tak było szybciej, to nie chciał dopuścić do tego, by chodny wiatr wślizgnął się pod jego koszulę i owiał skórę, powodując nieprzyjemne drżenie. I tak drżał, od kiedy dowiedział się o przesyłce. Agatha ostrzegała go, że to nie koniec. I gdyby faktycznie jej zapłacił kilkaset galeonów, to zapewne by się od niego w końcu odpieprzyła. A przynajmniej na to wskazywałaby logika, prawda? Lestrange jednak stał się nieufny, a jeżeli chodziło o pracownicę Dziurawego Kotła, to miał wszelkie powody by sądzić, że będzie chciała doić z niego kasę co miesiąc, jeśli nie częściej. A do tego nie mógł dopuścić. Fakt, że mógł jej nie drażnić, lecz po prostu nie mógł się powstrzymać. Ile warty był nasz związek? Mógł dać jej całkiem pokaźną sumkę, żeby przynajmniej na chwilę zamknęła mordę, lecz nie. Zamiast tego wypisał czek na 1 knut i teleportował się z uliczki. Zrobiło mu się wtedy nieco lżej na duszy, ale doskonale wiedział, że rozpętuje wojnę, która zakończy się krwawym starciem. I zapewne śmiercią kobiety, ale to już go nie obchodziło. Nie podejrzewał, że tak szybko będzie chciała wziąć na nim odwet. Nie posłużyła się sową, lecz doskonale wiedział, że przesyłka musi być od niej. Tylko ona podrzucała ręcznie lub przy pomocy innych paczki na jego wycieraczkę przed mieszkaniem na Horyzontalnej - nikt inny. Nie odpisał Charlesowi, gdy odczytał jego list. Uznał, że należy działać szybko, bo nie miał pojęcia, co może kryć się w tajemniczej przesyłce. Agatha była wariatką, na dodatek nieszczęśliwie zakochaną - to był jednak jego problem i nie mógł pozwolić, żeby Mulciber ucierpiał. Pojawił się więc przed kamienicą niemalże od razu, gdy tylko zniszczył list od Charlesa. Tak jak poprzednio zapukał, nie chcąc wchodzić tu jak do siebie. Mimo że formalnie to wciąż było jego mieszkanie, to nie miał zamiaru uznawać swojej wyższości i pokazywać jej młodemu Mulciberowi. Traktował je już nie jak własne, a jak obce. Czekał też cierpliwie, aż Mulciber wpuści go do środka, chociaż wewnętrznie odczuwał niepokój. Po kobiecie można było spodziewać się wszystkiego, również tych paskudnych rzeczy, które mogły eksplodować w mieszkaniu. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Charles Mulciber - 03.01.2025 Paczka od nieznanego Charlesowi nadawcy była niepozorna. Owinięta w brązowy papier i przewiązana sznurkiem, z nazwiskiem Rodolphusa wymalowanym na froncie, nie wydawała się w żadnym wypadku groźna. Wsunięta pod wieszak, tam, gdzie zwykle stały buty, niemal skryła się pod zostawionym wyżej płaszczem. Charles nie zaglądał do środka, nie poświęcał jej nawet więcej uwagi, niż było to potrzebne. Nie było to przecież nic takiego. Może po prostu Lestrange zapomniał zmienić adresu w jednym ze sklepów? Nie spodziewał się pośpiechu, dlatego nie sądził, by osobą, która puka do drzwi, był Rodolphus, bo typ wydał się oczywisty. Baldwin, być może z rodzinką, być może z kumplami, a być może nawet z Charlesową siostrą? Z kimkolwiek przyszedłby, szykowała się konfrontacja, na którą Mulciber nie był gotowy. Co więcej, miał dość tej sprawy i całego istnienia Baldwina Malfoya. Jeśli miał przemówić mu do rozsądku, zrobi to raz, a dobrze. Kiedy otworzył drzwi, wkładając w to zdecydowanie zbyt dużo siły, gotów był przyłożyć pierwszej osobie, która podejdzie mu pod pięści. Tym razem nie zamierzał się hamować i jeśli mieli przeprowadzić prawdziwą bitwę na korytarzu kamienicy na Horyzontalnej, to do tego właśnie dojdzie!! - Rodolphus! - Zatrzymał się w porę, a jego wściekłość nie od razu ustąpiła zaskoczeniu. - Co tu robisz?! - Zapytał, zdecydowanie niespokojny. Nie zdążył nawet upić choćby łyka z butelki, która pozostawiona została na stoliku. Kondensacja pokryła zimne naczynie warstewką kropelek. - Wejdź. Wejdź, Rolph. Wybacz, jesteś tu po paczkę? RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 04.01.2025 Gdy drzwi otworzyły się gwałtownie, a w progu stanął Charles, spinając się jakby do ciosu. Nie umknęło to jego uwadze, uniósł brwi w pytającym geście, również napinając mięśnie, jakby miał zamiar wykonać unik lub mu oddać. Zaciśnięta w pięść dłoń była widocznym tego wyrazem. - Przyszedłem - odpowiedział, jakby to była najoczywistsza oczywistość na świecie. Przeszedł przez próg mieszkania, gdy tylko Mulciber się odsunął, a potem starannie zamknął drzwi. Omiótł pomieszczenie wzrokiem nie dlatego, by się upewnić że wszystko było na miejscu, lecz po to, by sprawdzić czy nie było tu ewentualnych śladów... Tej cholernej przesyłki. - Tak, częściowo. Gdzie ona jest? Powrócił spojrzeniem do Charlesa. Nie umknęło mu to, że był zdenerwowany, lecz nawet najwięksi czarodzieje tego świata nie mogli zajmować się kilkoma rzeczami jednocześnie. Najpierw na pieprzona przesyłka, a potem reszta. Nie siląc się na wyjaśnienia, Lestrange wyciągnął różdżkę. Lekko kiwnął nią na mężczyznę, dając znać, by się odsunął. - Otwierałeś ją? Wiesz, od kogo jest? Miała jakiś podpis? Cokolwiek wydawało z niej dźwięki? - nie wyglądał na przestraszonego, chociaż... Szczękę miał zaciśniętą, wzrok ostry i bystry, jak zwykle. Głos sugerował, że coś z tą przesyłką musiało być nie tak, przecież w innym przypadku nie wyciągałby różdżki, nie dopytywałby o dźwięki z paczki, o podpisy i cokolwiek innego. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Charles Mulciber - 04.01.2025 Gdyby przyłożył Rodolphusowi - czy nie byłaby to jego mała, osobista tragedia? Lestrange zrobił dla niego wiele, a pośród tego nic, co mogłoby zaowocować ciosem w nos. Nie zasłużył na tego typu traktowanie. Charles cofnął się i wstydliwie schował za siebie dłoń, która jeszcze chwilę temu była gotowa do ataku. - Częściowo? - Złapał go za słówko, lecz nie zatrzymywał się dłużej przy tej informacji. Zamiast tego pochylił się po paczkę, by przesunąć ją na środek przejścia, chwilowo nawet chciał potraktować ją stopą, ale w porę doszedł do wniosku, że nie wypada. Paczka nie wydawała mu się dziwna, ba, była zupełnie zwyczajna! Zachowanie Rolpha było martwiące i chociaż Charles miał ochotę przekonać go, że przesyłka to nic takiego, zamknął usta w porę i posłusznie odsunął się o parę kroków, aż natrafił na podłokietnik kanapy, na którym przysiadł. - Ktoś zapukał i zostawił ją pod drzwiami. - Wyjaśnił już o wiele spokojniej. - Jest zaadresowana do ciebie, więc ją zostawiłem. Nie... nie wydawała dźwięków, zapachów, niczego. Jest po prostu paczką. Wszystko w porządku, Rolph? Prosiłem, żebyś dał mi znać, jeśli masz jakieś problemy. Mógłbym pomóc. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 04.01.2025 - Tak. Najpierw sprawdzę, co to za paczka - dopowiedział, nie spuszczając oczu z pakunku. Gdy Charles się odsunął, Lestrange machnął różdżką, by przywołać pakunek do siebie, na wysokość oczu. Obracał go przy pomocy magii delikatnie, próbując wyczuć, co może się w nim kryć. Czy szeleścił, grzechotał? Nie, wydawało się, że karton jest pusty, lecz coś wyraźnie się przewracało w środku, gdy kręcił paczką, otaczając ją wcześniej magiczną barierą, mającą pochłonąć ewentualne skutki magicznej katastrofy, gdyby do takiej doszło. Tak się jednak nie stało, nic z niej nie wyskoczyło, nic nie wybuchło. Nic a nic. Rodolphus zmarszczył brwi. - To nie są kłopoty... Chyba. Powiedział, zerkając na Mulcibera. Ostrożnie przeszedł, kierując paczką przed sobą, do salonu, by móc umieścić pakunek ostrożnie na stole. Na butelkę piwa nawet nie zwrócił uwagi, będąc zbyt zaaferowanym niespodziewaną przesyłką. - Od lat dostaję listy od swojej byłej dziewczyny - powiedział, nie próbując nawet ukryć odrazy, kryjącej się w jego głosie. - Z czasem prócz listów zaczęła mi podrzucać dziwne paczki. Myślałem, że używa sów, więc nic z tej sprawy cię nie dotknie, ale najwyraźniej nasze ostatnie spotkanie ją rozzłościło na tyle, że postanowiła sama podrzucić "prezent". Wyjaśnił, nachylając się nad pakunkiem. Ostrożnie, przy pomocy różdżki, przeciął karton, chcąc zajrzeć do środka. Wokół przesyłki wciąż migotała delikatna, srebrnawa poświata, sugerująca że zaklęcie ochronne działa. Chociaż, jak się okazało, nie było potrzebne. W środku znajdowało się kartonowe wypełnienie, a na nim: poduszeczka. Do niej przytwierdzono mózg, niewielki, ba - wręcz bardzo mały. I karteczkę. Trzymaj, wypadło Ci.
A Rodolphus odetchnął z ulgą. Mózg był zdecydowanie zwierzęcy. Szczurzy najpewniej. Raczej nic niebezpiecznego, ale na wszelki wypadek nie rozpraszał zaklęcia. Cholera wie, skąd Agatha wzięła szczura. Docinką na temat wielkości umysłu absolutnie się nie przejął. Ba, po zaskoczeniu, które pojawiło się na jego twarzy, nastąpiło lekkie rozbawienie. Pokręcił z niedowierzaniem głową. - Mi mówisz o kłopotach? - przeniósł wzrok na Mulcibera, wracając już do dawnego siebie. Zamknął paczkę. Nie była niebezpieczna, nie podejrzewał Agathy o próbę zatrucia powietrza. Mógł rozproszyć zaklęcie. - Nie ja otwieram drzwi, gotów pobić pierwszą osobę, która znajduje się za nimi. Charles, dzieje się coś, o czym powinienem wiedzieć? Lestrange schował różdżkę: nie będzie mu już potrzebna. Odetchnął z ulgą, chociaż wiedział, że musi się zająć tą sprawą, bo nie mógł dopuścić, żeby Agatha dalej robiła swoje wybryki - jemu mogła, ale nie osobom w jego otoczeniu. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Charles Mulciber - 04.01.2025 Paczka zaintrygowała Charlesa. Skoro nie musiała być kłopotami, ale równie dobrze mogła się nimi okazać, wolał nie czekać bezczynnie, a wstał, by widzieć wyraźniej jej zawartość, choć z odległości, tak jak prosił Lestrange. - Nie ma sposobu, by ją powstrzymać? - Zapytał nie tyle naiwnie, co z pewną nieładną intencją. Miał dość niemilców na jeden dzień i jeśli ta szalona dziewczyna miała zostać ostrzeżona przed skutkami wysyłania głupich prezentów, może należało właśnie ją ostrzec. Coś, co wprawiało Rolpha w taki pośpiech, a do tego sprawiało, że podchodził do paczki z taką ostrożnością, nie mogło być tolerowane. Dość mieli problemów, by dokładali je Agatha czy Baldwin. W pierwszej chwili w formie na poduszce nie rozpoznał mózgu, lecz kiedy kształt w końcu dopasował się do posiadanej na temat tego organu wiedzy, Charlie tylko uniósł brwi. - Doprawdy..? - Zapytał świata, krzyżując ręce na piersi. Spodziewał się czegoś innego, czegoś mniej żenującego. Czy byłą dziewczynę nie było stać na więcej? Nie mógł się jednak tym zająć, bo Rodolphus nie odpuścił sceny spod drzwi. Charles strzelił spojrzeniem w bok. - Miałem wcześniej niechcianego gościa, znajomego... mojej siostry. Sądziłem, że wrócił. - Wyjaśnił krótko. - Napijesz się czegoś? Mam piwo. - Wskazał na butelkę, wciąż nienaruszoną, zdobiącą stolik. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 04.01.2025 - Zawsze jest jakiś sposób - odparł enigmatycznie. Albo wiedział doskonale, co Charles miał na myśli, albo sam miał już jakiś plan. Którego po prostu nie zdążył realizować. Jaka jednak była prawda? Cóż... Rodolphus mimo całego swojego jestestwa nie lubił uciekać się do bezsensownej przemocy. Myślał, że ostatnie spotkanie z Agathą przemówi jej do rozsądku, lecz najwyraźniej trzeba było podjąć bardziej zdecydowane kroki. Jasno powiedział, że ma odczepić się od Bellatrix i słowa dotrzymała, zapomniał jednak, że kobieta miała tendencję do utrudniania mu życia na różne sposoby - i to mogło się odbić na Charlesie. Ale nie chciał przyjmować za niego ciosów. Agathy trzeba było się po prostu pozbyć. Odłożył pudełko, które wcześniej zamknął, na podłogę. Przesunął je bez cienia odrazy na twarzy. W gorszych rzeczach przyszło mu się babrać, szczurzy mózg nie robił na nim żadnego wrażenia. Gdy sprawa z paczką się wyjaśniła, mógł bezczelnie wrócić do wwiercania wzroku w Mulcibera. Niechciany gość? Ach, Charles, w co ty się wpakowałeś? - Zrobił ci coś? - zapytał bez ogródek, ignorując próbę zmiany tematu. Na piwo nawet nie spojrzał, na moment nie spuszczał z niego wzroku. Co więcej: podszedł do Charlesa i ujął podbródek między kciuk i palec wskazujący, chcąc przyjrzeć się jego twarzy. Jakby szukał ran, zaczerwienień czy jakiegokolwiek śladu po ewentualnej fizycznej przemocy, której "znajomy" siostry mógł się dopuścić. - Jeżeli chcesz, możemy nałożyć zabezpieczenie na mieszkanie, żeby nie mógł tu wejść bez zaproszenia. Mógłby też po prostu powiedzieć siostrze, żeby trzymała swoich kumpli pod butem, lecz podejrzewał, że Mulciber z jakiegoś powodu nie chciał tego robić. Tak jak tamten znajomy to nie był tylko znajomy, lecz w to nie wnikał. Nie podobało mu się, że ktokolwiek nieproszony mógłby przyjść do tego mieszkania. Nie widział jednak śladów uderzeń, więc chyba nie doszło do rękoczynów? Oczywiście Charles mógł dostać pięścią w brzuch czy kolanem w krocze, lecz wtedy zapewne nie byłby tak żywy i energiczny, jeżeli "znajomy" wyszedł niedawno. - Pijesz sam? - zapytał w końcu, unosząc lekko brew. Samotne picie alkoholu... Czy to nie była pierwsza ostrzegawcza lampka, która się zapalała? Według niego Charles powinien bardziej o siebie dbać. W szczególności, że wszedł w posiadanie informacji, które nie były bezpieczne. Alkohol temu nie sprzyjał, a gdy piło się samemu w domowym zaciszu, łatwo było stracić kontrolę. - Próbujesz coś odreagować? A może się mylił i wciąganie go do organizacji nie było dobrym pomysłem? Chociaż poradził sobie znakomicie, to przecież różnił się od niego samego. Miał bardziej kruchą psychikę, więcej ludzkich odruchów. Może nie radził sobie z tym, czego się dowiedział? RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Charles Mulciber - 04.01.2025 Charlie wierzył w przemoc. Może to szkoła tak go nauczyła, może samo wychowanie ojca-aurora sprawiło, że miał przykład, który jasno dawał do zrozumienia, że w razie problemów najlepiej było uciec się do paskudnych zaklęć albo siły pięści. Nie znaczyło to, że korzystał z niej od razu, lecz kiedy słowa nie wystarczyły, należało działać inaczej. Agatha, będąc kobietą, być może tego nie rozumiała, lecz Charles miał nadzieję, że Rolph w porę pokaże dziewczynie, że nie należy denerwować go bzdurnymi paczkami. W tym równaniu, nie widział problemu, jaki sytuacja miałaby sprawić jemu. Był przecież po to, by pomóc Rolphowi. Za to sprawa Baldwina była wyłącznie jego problemem. Chciał dalej unikać spojrzenia Rolpha, ale ten skutecznie wziął sprawy we własne ręce, i to dosłownie, a Mulciber nie walczył, gdy poczuł delikatny dotyk na swoim podbródku. - To ja zrobiłem jemu. - Wyjaśnił, mając nadzieję, że zajęty twarzą Lestrange nie zauważy zaczerwienionych knykci. Uśmiechnął się kącikiem ust. - Potrafię się obronić, Rolph. Ale to zabezpieczenie byłoby całkiem przydatne. Za twoim pozwoleniem, sam je nałożę, jak odłożę trochę na specjalistę. Brak konieczności płacenia czynszu nie sprawiał, że Charles stawał się bogaczem, bo wciąż miał wiele wydatków, nawet tych nieoczywistych. Opracowywanie nowych świeczek samo w sobie było dość kosztowne. - To tylko jedno piwo, żeby wyciszyć się przed snem. - Wyjaśnił i nagle zrobiło mu się wstyd. Czy to źle, że chciał napić się alkoholu, jak dorosły człowiek? Nie robił tego często, nie miał zamiaru zapijać smutków, a jedynie odprężyć się odrobinę. - Ten znajomy mówił wiele rzeczy, chyba tylko po to, żeby mnie zdenerwować i skołować. - Charlie powstrzymał westchnienie, które pchało się na jego usta. RE: 06.09.1972 - Help me, I'm losing myself. Charles i Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 04.01.2025 To ja zrobiłem jemu... Rodolphus uniósł kącik ust, gdy usłyszał, że nie musiał się o niego martwić. Nie zjechał spojrzeniem w dół, by dostrzec zaczerwienione knykcie, bo wciąż studiował spojrzenie Charlesa. Nie okłamałby go, ale odruchowo chciał sprawdzić, czy wyczyta coś z jego twarzy. - Oczywiście, że potrafisz, nigdy w to nie wątpiłem - powiedział w końcu, robiąc krok w przód, by zmniejszyć dystans. Pochylił głowę, by złożyć na czubku jego głowy pocałunek, a później objąć go w talii ramionami. - Co nie zmienia faktu, że się niepokoję, gdy może ci się stać krzywda. Nie lubił, gdy ktoś psuł to, co jego. A zdecydowanie uznawał Mulcibera za swojego. Kimkolwiek ten znajomy był, to gdyby nawet wyrwał jeden jedyny włosek z jego głowy, straciłby rękę. - Nie chciałbym obarczać cię dodatkowymi kosztami - czy w zasadzie jakimikolwiek kosztami. Nie tylko dlatego, że formalnie mieszkanie wciąż było jego: lecz też dlatego, że i tak powinien był je zabezpieczyć, zanim się nie wyprowadził. Nie pomyślał wtedy o tym, po prostu nałożył nietrwałe zaklęcia i tyle. Może jednak czas było pomyśleć o czymś bardziej trwałym i skutecznym? Słysząc tę kiepską wymówkę Rodolphus pokręcił głową. Alkohol nie uspokajał, tak samo jak papierosy, lecz nie zamierzał mu prawić morałów. W końcu był u siebie, oddał mu to lokum na nieokreślony czas, starał się nie nadużywać jakichkolwiek swoich przewag w stosunku do Mulcibera. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie zareagował na alkohol, który niszczył umysł. Paskudna, ogólnodostępna używka, która trwale wyżerała dziury w mózgu, sprawiała że człowiek się upadlał i zachowywał inaczej niż zwykle. - Pokłóciłeś się z siostrą i stanął w jej obronie? - zapytał, odsuwając się nieco. Sam miał brata, wiedział jak to było między rodzeństwem. - Jeśli tak, to pewnie chciał po prostu wyprowadzić cię z równowagi. Lub nasłała go twoja siostra. Rodzeństwo potrafi być... Cóż, sam dobrze wiesz jak jest, masz brata i siostrę. Dodał nieco uspokajającym tonem. Nie planował stać przy stole przez cały wieczór, a skoro już upewnił się, że z paczką było wszystko w porządku, a Charlesowi nic nie groziło, nie zaszkodzi żeby został na chwilę. Ciekawiło go, czym Mulciber mógł sobie nagrabić u siostrzyczki. Usiadł na kanapie, opierając łokieć wygodnie na podłokietniku. - Ale jeśli chcesz rady, to nie denerwuj kobiet. Obojętnie czy są z rodziny, czy nie. Mężczyźni zwykli ich nie doceniać, ale potrafią być bardzo brutalne i skuteczne w swoich działaniach - on o tym doskonale wiedział. Victoria, Bellatrix, Agatha, jego własna matka... Czy taka Chang, którą mieli okazję spotkać. Ale zdecydowanie najgorszym sortem były baby, które ukrywały swoją prawdziwą naturę pod płaszczykiem bycia słodką, niewinną istotką. |