Secrets of London
[8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles (/showthread.php?tid=4604)

Strony: 1 2


[8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Rodolphus Lestrange - 20.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/2f/65/07/2f65075db4cdc90851cc030e99f8159c.jpg[/inny avek]
8 września
Westminster, Rozgłośnia Radiowa Nottów


Popiół sypał się z nieba wprost na przerażonych ludzi w Londynie. Trzask ognia mieszkał się z krzykami strachu, bólu i rozpaczy. Chaos, który zapanował w całym mieście, miał być zaledwie początkiem - początkiem ich chwały, przetasowania kart, ale przede wszystkim: pokazania siły. Czarne szaty łopotały na wietrze, gdy dwie wysokie sylwetki aportowały się z trzaskiem w zaułek, znajdujący się tuż przy Rozgłośni Radiowej Nottów. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo: znajdowało się najbliżej, tuż obok wejścia głównego do radia. Nieco dalej można było dostrzec budynki, które na ten moment ich zupełnie nie interesowały, acz trzeba było mieć na uwadze, że w okolicy znajdowało się nie tylko więzienie, ale także Scotland Yard i MI5. Mimo iż ich domeną miał być chaos, to nie mogli pozwolić sobie na nieprzypadkowe, chaotyczne działania.

Rodolphus się przygotował - wiedział, w którym budynku znajduje się Rozgłośnia Nottów. Wiedział, że wylądowali obok dobrej kamienicy, wiedział też że musieli wspiąć się aż na poddasze, osłonięte silnymi zaklęciami antymugolskimi. Wiedział, jak tam wejść i co musiał zrobić, by drzwi stanęły przed nimi otworem. Wiedział, że nie mogą się tam po prostu teleportować i że będą musieli przedrzeć się przez tłum ludzi, do których za chwilę dotrze informacja (o ile już nie dotarła), że Londyn płonie. Lestrange obrócił głowę w kierunku Charlesa, którego sylwetka kryła się, podobnie jak jego własna, pod długim czarnym płaszczem oraz maską. Skinął głową, jakby upewniał się, że wszystko w porządku, a potem pospiesznie ruszył w kierunku wejścia głównego do kamienicy.
- Zniszczymy sprzęt i się deportujemy dalej - powiedział cicho zniekształconym głosem, obserwując wejście do kamienicy. Na razie drzwi pozostawały zamknięte, ale to pewnie była kwestia czasu, gdy ktoś je otworzy. Na szczęście klucz nie był potrzebny, mogli pchnąć wrota, które stanęły przed nimi otworem. W środku już panował zgiełk, ludzie zaczynali się orientować. Czy musiał mówić, że jeżeli ktoś ich zaczepi, ktoś spróbuje ich powstrzymać, niezależnie od tego czy to mugol czy nie - będą musieli działać i go uciszyć?

Dudniące kroki rozbrzmiały na korytarzach, gdy Charles i Rodolphus wspinali się na górę.

Czy ktoś wyjdzie na korytarz?
[roll=TakNie]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Charles Mulciber - 25.03.2025

Nadszedł czas próby. Charlie nie do końca wiedział, co czuł, bo podekscytowanie mieszało się z obawą, że zawiedzie, chęć sprawdzenia się nie ustępowała kropelkom potu, które spływały po jego skroniach na samą myśl o zbliżeniu się do ognia. Londyn płonął, by pokazać wszystkim, że skończył się czas dominacji tych, których krew zabrudzona była niemagiczną słabością. Nadszedł czas prawdziwych czarodziejów.

Krzyk, trzask ognia, huk, gdy walił się kolejny budynek - odgłosy przerażały, lecz młody Mulciber wiedział, że to jedyna droga. Oczyścić miasto w ogniu ich chwały było łatwo i Charles naprawę cieszył się, że stanął po właściwej stronie. Nie znaczyło to jednak, że nie martwił się o brata, siostrę, Scyllę i przede wszystkim ojca. Było to poświęcenie, na które musiał być gotowy.

Wezwanie do akcji przyszło niespodziewane, lecz jednocześnie było wyczekiwane, a kiedy stawił się do akcji i zakrył twarz maską... Czy nie po to uczył się tych wszystkich zaklęć w Durmstrangu? Miał być obrońcą i nim właśnie został, gdy zakrył się czarnymi szatami, stając w armii, która miała wyzwolić ich świat. Nie wszyscy jeszcze to rozumieli, więc anonimowość była konieczna. Mimo to, wiedział, kim był jego towarzysz i czuł się dużo pewniej wiedząc, że Rudolphus jest tuż obok. Pozwolił mu dowodzić, bo przecież sam nie miał doświadczenia w służbie ich przywódcy. Czarny Pan był istotą genialną, ale jednocześnie przerażającą, był liderem, któremu warto służyć, lecz teraz to Rolph decydował o najbliższych krokach.

- Tak jest. - Przyjął polecenie, dostając się do kamienicy i razem z towarzyszem wspinając po schodach. Nie planował zostać mordercą tej nocy, lecz kiedy naprzeciw nich stanęła osoba, która mogła stać się potencjalną przeszkodą do osiągnięcia celu, zadziałał instynktownie. Nie potrzebował pomocy różdżki, uniósł tylko dłoń, by skierować jej wnętrze ku przeciwnikowi.

Działał bez zastanowienia, chciał go powstrzymać, nie sprawdzając nawet, kim był nadchodący. Chciał, by się cofnął i został tam, gdzie miał upaść. Zamierzał wyczarować utkane z magii więzy, które miały trafić przeciwnika i opleść go jak wąż dusiciel, skrząc się przy tym energią godną pioruna, która miała dodatkowo porazić nieszczęśnika. Musieli dostać się do aparatów na poddaszu.

Kształtowanie na stworzenie elektrycznych więzów, 3 kropki
[roll=Z]

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dvsxHNP.png[/inny avek]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Rodolphus Lestrange - 26.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/2f/65/07/2f65075db4cdc90851cc030e99f8159c.jpg[/inny avek]

Nie planował zostać mordercą tej nocy - nikt nie planował daty, w której ta mistyczna, cienka granica zostanie przekroczona. Według Rodolphusa bycie mordercą nie było powodem do wstydu czy odczuwania winy. Istniały o wiele gorsze rzeczy niż mordowanie - rzeczy, które w zasadzie większość osób w jego towarzystwie robiła. On sam mimo iż był mordercą dopuszczał się czynów tak strasznych, że pozbawianie innych życia było niczym w porównaniu z tym, co działo się w piwnicy w domku w Walii.

Charles był zdecydowanie cennym nabytkiem między innymi dlatego, że nie potrzebował różdżki do rzucania czarów. W połączeniu z zaklęciem, które wyszło mu doskonale, było to istną mieszanką wybuchową. On sam nie zdążył nawet sięgnąć po różdżkę, gdy mugol wychodzący z mieszkania natychmiast został oplątany elektrycznymi więzami. Z jego gardła wydobył się wrzask bólu, bo nawet nie wiedział co go trafiło i w co. Jego ciało drgało porażone: zapewne bolała go każda komórka jego jestestwa, lecz dwóch śmierciożerców już przechodziło nad jego ciałem. Żywym, bo przeżył, pozbawianie ludzi życia nie było wbrew pozorom takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Lestrange kiwnął głową tak, by Charles widział, że jest mu wdzięczny za pozbycie się tej drobnej przeszkody z ich drogi. Nie było czasu na słowne pochwały, bo mężczyzna swoim krzykiem mógł zaalarmować resztę, a musieli się przecież dostać na najwyższe piętro, do Rozgłośni. Stojący na parapecie uschnięty kwiat doniczkowy pozostał nietknięty. Lestrange nie miał czasu przygotowywać się do tego zadania, lecz wiedział już dawno, w jaki sposób dostać się do tego miejsca. Niektóre informacje nie były wcale tajne, szczególnie jeżeli miało się pieniądze i znane nazwisko. Szybkim ruchem skorzystał z kubka z wodą, który stał obok doniczki, i podlał kwiatek, wyciągając jednocześnie prawą rękę z różdżką w stronę drzwi. Ściana zamigotała, powoli ujawniając drzwi, przez które mogli wejść. O ile nie były zamknięte.

Nie mając czasu na sprawdzanie, czy ktoś zakluczył drzwi, Rodolphus wycelował różdżką w drzwi chcąc wytworzyć pęd powietrza, który by wepchnął je z całym impetem do środka

Rzucam na kształtowanie - wytworzenie pędu powietrza, który ma wywarzyć drzwi
[roll=N]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Charles Mulciber - 27.03.2025

Morderstwo było niczym, ale jednoczesne wszystkim. Nie zmieniało życia bezpośrednio, lecz waga zakończonego istnienia mogła przydusić do ziemi w sposób, który dusił, a ostatecznie doprowadzał do szaleństwa. Charlie mógł krzywić, ale czy był gotów zabić i pozostać sobą?

Wrzask mugola wcale nie brzmiał dobrze i nie napełniał Charlesa mściwą ekstazą. Mulciber rozumiał jednak, że było to jedyne wyjście, jeśli chcieli osiągnąć swój cel bez przeszkód. Być może mógł użyć innego zaklęcia, takiego, które nie oplotłoby ciała bólem niczym cruciatus, lecz nad tym już nie miał czasu się zastanawiać, bo przeskakiwał nad drżącym ciałem i brnął dalej w ślad za Rolphem.

Działania towarzysza względem kwiatka bardzo go zdziwiły, bo i nie spodziewał się, że będzie miał takie zapędy w środku akcji.

- Co ty... - Zaczął, ale nie skończył, bo sztuczka ujawniła drzwi do rozgłośni. Zresztą, zaraz ukazało się i wnętrze. Charles przezornie odwrócił się, by dostrzec, czy ktoś przypadkiem nie siedzi im na ogonie, choć być może powinien skupić się na wnętrzu.

Czy ktoś jest za nimi?
[roll=TakNie]

Ile osób jest w rozgłośni? 1 = 1, 2 = 2, 3 = 3, 4 = 4, 5 = 0
[roll=1d5]

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dvsxHNP.png[/inny avek]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Rodolphus Lestrange - 27.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/2f/65/07/2f65075db4cdc90851cc030e99f8159c.jpg[/inny avek]

Rodolphus nie oglądał się za siebie. Gdy drzwi zostały wyważone, wkroczył do Rozgłośni, unosząc różdżkę przed sobą, będąc gotowy do natychmiastowej reakcji, gdyby coś poszło nie tak. Był wieczór, a raczej już prawie noc - nie powinno być tu zbyt wiele osób. I tak było, faktycznie. Rozgłośnia Radiowa była niewielkim miejscem, lecz na pewno nie była pojedynczym pomieszczeniem. Recepcja, do której weszli niczym zwiastuny śmierci, nie była pusta. W środku znajdowała się kobieta, która wylądowała na ścianie, uderzona drzwiami. Musiała znaleźć się na linii lotu drzwi. Och jejku... Siedziała pod ścianą, wykrzywiając twarz z bólu. Czy coś złamała? Jak miała na imię, jakiej była krwi? To nie miało teraz znaczenia: mimo iż nie wyglądała, wciąż mogła stanowić zagrożenie.

Rozgłośnia miała jeszcze dwie pary drzwi. Lestrange wycelował różdżką w kobietę.
- Sprawdź wszystkie drzwi, ktoś musi nadawać komunikat - podejrzewał, że drzwi do miejsca, z którego nadawano komunikaty, były zamknięte na klucz, może nawet zabezpieczone zaklęciami, lecz Mulciber będzie musiał sobie sam poradzić. On chciał sobie porozmawiać z kobietą, która właśnie otwierała oczy. - Dobry wieczór. Siedź spokojnie, a nie stanie ci się krzywda.
Jego głos był mocno zniekształcony przez maskę, przez co zwyczajowy, łagodny ton głosu zabrzmiał jak sucha, beznamiętna groźba. I to chyba spowodowało, że kobieta zaczęła wrzeszczeć.
- Arthur! Już są! - wrzasnęła, poruszając się gwałtownie. Lestrange cmoknął. Jakby huk drzwi nie zaalarmował drugiej osoby w Rozgłośni, że ktoś tu przybył, to ta baba musiała dorzucić swoje trzy grosze. Nie spodobało mu się to: wycelował więc różdżką w jej głowę, by rzucić na kobietę zaklęcie cruciatus.

Rzucam na nekromancję (cruciatus, spaczenie III, 2 kropki) na kobietę
[roll=N]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Charles Mulciber - 27.03.2025

Korytarz był pusty. Mugole mądrze ewakuowali się na zewnątrz zamiast interesować się dwoma zakapturzonymi postaciami, które pięły się ku górze. Nie mając świadków, mogli działać.

- UWAGA DO WSZYSTKICH, KTÓRZY TEGO SŁUCHAJĄ. LONDYN PŁONIE. POWTARZAMY, LONDYN PŁONIE, STOLICA STOI W OGNIU. POD ZASŁONĄ DYMU ZAPUKANO DO DOMÓW TYCH, KTÓRZY OPIERALI SIĘ REBELII. - Brzmiał rozgorączkowany głos z pomieszczenia obok. Charles chciał udać się tam od razu, lecz zamarł, słysząc zaklęcie z ust Rolpha.

Cruciatus. Charles nigdy dotąd nie widział praktycznego użycia tej klątwy. Dotąd nie słyszał wrzasków, jakie wydawały ofiary, jakie teraz wydawała z siebie kobieta, która wbrew zdrowemu rozsądkowi ostrzegła nadającego kolegę. Jej cierpienie nie miało większego znaczenia, bo Charles wpatrywał się tylko w Rolpha. Chciałby widzieć jego twarz, gdy wypowiadał zakazane słowo, gdy z jego różdżki płynęła wyłącznie nienawiść, chęć zadania bólu, rozprawienia się z wrogami...

Musiał wyglądać niesamowicie. Rodolphus Lestrange był niesamowity. Nie było dziwnym, że Czarny Pan ufał.

- CZARNE CHMURY NAD STOLICĄ PRZYBRAŁY SYMBOL, KTÓRY ZWIASTUJE ŚMIERĆ. TO MOŻE BYĆ NASZ OSTATNI KOMUNIKAT. RATUJCIE SIĘ I NIE WYPOWIADAJCIE JEGO IMIENIA.

Dopiero głos spikera, który wrzeszczał do mikrofonu i nadawał ostrzeżenia, przywrócił go do równowagi i rozwiał chmury zachwytu nad towarzyszem i jego umiejętnościami. Arthur przynajmniej w jednym miał rację: to był jego ostatni komunikat.

Krzyki kobiety nie pozwalały dobrze ocenić, zza których drzwi nadbiegał głos Arthura, więc Charlie musiał zdać się na instynkt. W kilku długich krokach podszedł do najbliższych drzwi i pchnął je, lecz te ani drgnęły, będąc zabezpieczonymi w jakiś sposób. Przyłożył dłonie do drewna i postarał się wykrzesać z nich energię, która miała rozsadzić przeszkodę, jednocześnie obsypując wnętrze rozpędzonymi, ostrymi drzazgami.

Zaklęcie na rozwalenie drzwi, kształtowanie 3 kropki
[roll=Z]
Czy to pomieszczenie, w którym kryje się Arthur?
[roll=TakNie]

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dvsxHNP.png[/inny avek]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Rodolphus Lestrange - 27.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/2f/65/07/2f65075db4cdc90851cc030e99f8159c.jpg[/inny avek]

Rodolphusowi rzadko zdarzało się używać tego konkretnego zaklęcia, chociaż uważał, że było jednym z lepszych, do których miał dostęp jego spaczony umysł. Osobiście preferował inne formy tortur: psychiczne - wyciąganie wspomnień, mieszanie w nich, zmuszanie ofiar by przeżywały swoje najgorsze wspomnienia w kółko i w kółko. Potrafił pastwić się nad nimi tak długo, aż były całkowicie wyczerpane, potrafił łamać ich umysły i dusze tak długo, aż w końcu niemalże słyszał, jak pękały pod wpływem emocjonalnego ciężaru, którego ludzie nie potrafili znieść. Nie zawsze jednak był czas na tak finezyjne działania i trzeba było sięgać do bardziej praktycznych, klasycznych sposobów. Klątwa cruciatus była jedną z nich. Sprawiała, że każda komórka ciała płonęła żywym ogniem, bolała w tak niewyobrażalny sposób, że z gardła nawet najbardziej odpornego człowieka wydzierał się przeraźliwy krzyk bólu. Tak było i w tym przypadku: kobieta wrzasnęła, a jej ciało wykrzywiło się pod nienaturalnym kątem. Upadła na podłogę, próbując wydrapać sobie żyły, w których płynął niewidoczny ogień, lecz zaklęcie uniemożliwiało jej poruszanie się w kontrolowany sposób. Wyła więc, bo tego już nie dało się nazwać krzykiem. Jej wycie odbijało się od ścian i wtłaczało się siłą do uszu dwójki Śmierciożerców, którzy znajdowali się w Rozgłośni Radiowej.

Jaką minę miał w tej chwili Rodolphus? Nie wiadomo: na twarzy miał maskę, lecz przez szpary w niej widać było srebrzyste, błyszczące spojrzenie. Spojrzenie pełne ekstazy, niewypowiedzianej przyjemności, która przeszywała jego własne ciało raz za razem, gdy kolejne sekundy wydłużały się dla krzyczącej kobiety w nieskończoność. Jego uśmiech, ukryty przed innymi, był iście paskudny. Odsłonięte zęby, perwersyjne zadowolenie, które odczuwał patrząc na wijącą się w bólu ofiarę. Wszystko to trwało zaledwie chwilę, maleńki ułamek czasu, lecz dla tej dwójki było to niczym wieczność.
- Prosiłem, byś była cicho - powiedział, przerywając to, co robił. Kątem oka nadal dostrzegał Charlesa, który siłował się z drzwiami. Skrzywił się pod maską, bo wiedział że wcale nie mieli aż tak dużo czasu, jak by chcieli. Wycelował różdżką w drzwi, przy których stał Mulciber, chcąc zrobić z nimi dokładnie to, co zrobił z drzwiami do recepcji: po prostu je rozwalić.

Rzucam na kształtowanie - wytworzenie pędu powietrza, który ma wyważyć drzwi
[roll=N]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Charles Mulciber - 27.03.2025

Rolph pokazał się w nowym świetle, które również rzuciło parę promieni na przyszłość Charlesa. Miał zamiar poprosić kolegę o możliwość nauki, gdy tylko będzie ku temu okazja. Zaklęcie musiało być przydatne, a i Mulciber wiedział, na kim mógłby użyć tego typu zaklęcia. Jeśli po cruciatusie Baldwin nie odczepi się od Scarlett, Charles będzie musiał poszukać kogoś, kto pokaże mu tajniki posługiwania się zaklęciem najbardziej zakazanym z tych niewybaczalnych. Wtedy pozbędzie się go raz a dobrze.

Sprawa pozbycia się Malfoya musiała jeszcze poczekać, bo przed śmierciożercą i naśladowcą stała przeszkoda w postaci drzwi i czarodzieja za nimi. Kobieta była już unieszkodliwiona.

- Dam sobie radę. - Burknął zniekształconym głosem w kierunku Rodolphusa, gdy i on próbował zniszczyć drzwi, jednak nie udała mu się ta sztuka. Nie rozpoznał własnego głosu, ale musiał pamiętać, że wciąż był Charlesem Mulciberem. Musiał pokazać, że jego nazwisko wciąż znaczyło więcej, aniżeli chujowe świeczki i uśmiechy w kierunku pacjentów pani Dolohov.

Skoro oba zaklęcia destrukcyjne nie zadziałały, Charles doszedł do wniosku, że musi ciążyć na nich zaklęcie ochronne, które tę magię w jakiś sposób rozpraszały. Energia ledwie rozeszła się po deskach, nie naruszając ich w większym stopniu. Skoro zaklęcia nie działały, musieli przejść do rękoczynów.

Obiecał sobie, że będzie ćwiczył, by odzyskać dawną siłę. Jeszcze do tego nie doszło, ale wciąż mógł spróbować. Odsunął się nieco, by z małego wyskoku kopnąć drzwi na wysokości zamka, tuż obok klamki, tak, by wybić ewentualną zapadkę. Mógł mieć tylko nadzieję, że drzwi nie zabezpieczono również przed siłą fizyczną!

Aktywność fizyczna na wyważenie drzwi, 1 kropka
[roll=O]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dvsxHNP.png[/inny avek]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Rodolphus Lestrange - 27.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/2f/65/07/2f65075db4cdc90851cc030e99f8159c.jpg[/inny avek]

Gdy Charles spróbował wyważyć drzwi przy użyciu siły, ale te ani drgnęły, Lestrange tylko uniósł brwi. Nie żeby jego zaklęcie było lepsze, bo najwyraźniej rzucił je w pośpiechu lub po prostu niedostatecznie się skupił, ale skoro Mulciber tak bardzo chciał zająć się tym sam...
- Okej - co więcej mógł powiedzieć? I pewnie gdyby nie drugie drzwi, które też były na jego celowniku, to usiadłby wygodnie na jednym z foteli, które znajdowały się w recepcji, i podziwiał zmagania naśladowcy z jakże godnym przeciwnikiem. - Tylko się pospiesz.

Złośliwości jednak trzeba było odłożyć na bok, bo słyszał wyraźnie nadawany komunikat. Nie potrzebowali kolejnego, w którym mężczyzna poinformuje Londyn, że Śmierciożercy dotarli już do Rozgłośni. Lestrange ruszył i wzorem Mulcibera najpierw sprawdził, czy drzwi są otwarte. Tych na szczęście nikt nie zakluczał: może dlatego, że nie były pieprzonym archiwum, do którego dostęp mieli nieliczni. To był pokój, w którym nadano ostatni komunikat i, najwyraźniej, szykowano się do nadawania kolejnego. Widział mężczyznę przy magicznym nadajniku i mikrofonie, który próbował ustawić jakiś przełącznik. Normalnie pewnie grzecznie by poprosił, żeby się od niego odsunął i trzymał rączki przy sobie, ale zegar tykał.

Tik, tak, tik, tak.

Nie było czasu: Rodolphus wycelował różdżką w mężczyznę, który właśnie spojrzał mu w oczy ze strachem, i spróbował rzucić na niego urok, by zmusić go do odejścia od magicznej radiostacji.

Rzut na zauroczenie - zmuszenie typa żeby grzecznie odsunął się od radiostacji
[roll=PO]


RE: [8.09.1972] Monster | Rodolphus, Charles - Charles Mulciber - 27.03.2025

A więc to tak?! Drzwi stanęły na przeciwko pana Mulcibera?

Skoro były zabezpieczone, znaczyło to, że coś się za nimi kryje. Charlie nie wiedział jeszcze, czy to składzik starego sprzętu, czy miejsce ukrycia mugolskich sierotek, ale zamierzał to sprawdzić w ten czy inny sposób. Doszedł już do tego, że drzwi nie reagują na magię zbyt dobrze (a może to magia nie była zbyt dobra), a w wątłym ciele Mulcibera jest za mało siły, by dać im radę w ten sposób. Rolph pozostawił mu wolną rękę.

Przynajmniej Rodolphus był w stanie zmierzyć się z kim, kto rzeczywiście przedstawiał jakieś wyzwanie, bo składał się z krwi i kości, a może nawet odrobiny magii. Arthur, jak zrozumiał Charles, znajdował się w pokoju obok, obsługując maszynerię używaną do radia. Lestrange z pewnością poradzi sobie sam, a nim spalą ten grajdołek, musieli dowiedzieć się, co jest za zamkniętymi drzwiami.

- Gdzie klucz?! - Warknął w kierunku kobiety, którą chwilę wcześniej Rolph potraktował cruciatusem. Ona mogła być pomocna, musiała być, jeśli nie chciała oberwać po raz drugi.

Kolejna próba wyważenia drzwi musiała zadziałać. Charlie znów odsunął się na kilka kroków, by następnie z rozpędu spróbować wyważyć drzwi barkiem.

Aktywność fizyczna na wyważenie drzwi, 1 kropka
[roll=O]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dvsxHNP.png[/inny avek]