![]() |
|
[1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave (/showthread.php?tid=5892) Strony:
1
2
|
[1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Lucy Rosewood - 25.03.2026 Paryż był irytujący. Niby uroczy i oferujący wiele możliwości, a jednak na pewno paskudny i wredny, niczym ciastko z kwaśniałym kremem. Po wydarzeniach sprzed miesiąca w rezydencji hrabiego i tym gdy inne wampiry, którym o tym powiedziała zajęły się jego sprawą, Lucy i tak postanowiła pozostać w Paryżu pod opieką tutejszych krwiopijców. I chociaż wampirzyca usilnie przekonywała siebie, że nigdy w życiu nie spojrzy już miło na cokolwiek związanego z Francją, to z każdym kolejnym dniem, Paryż intrygował ją coraz bardziej. Na razie i tak jednak spędzała swój czas siedząc w swoim małym mieszkanku, czytając książki i okazjonalnie rozmawiając z Camille, zbyt sympatyczną wampirzycą, która pomogła jej znaleźć schronienie i niestety czasami do niej zaglądała, aby namówić ją na zwiedzanie miasta. A Lucy, niestety, coraz bardziej o tym myślała. Potem jednak młodsza wampirzyca powiedziała swojej koleżance, że chyba rzeczywiście nieco pozwiedza, a ona zamiast po prostu przyjąć tę informację i dać jej spokój oznajmiła, że poprosi innego członka wampirzej społeczności, aby ją nieco oprowadził. I była przy tym zbyt miła, aby jej odmówić! Wampiry naprawdę były najgorsze. No ale już nie chciała wymyślać, więc się zgodziła. I teraz czekała w swoim niewielkim mieszkanku, aż ten cały wampir, Gustave, zapuka po nią i razem pójdą na wieczorne zwiedzanie, po którym miala nadzieję, że jednak uzna Paryż za wysoce przereklamowany, zbyt francuski i ogólnie na pewno nie czarujący. Wreszcie ktoś zapukał do drzwi, a Lucy odrzuciła czytaną książkę i podeszła otworzyć gościowi. – Rozumiem, że to ty jesteś moim dzisiejszym przewodnikiem? – spytała po francusku, nieco przechylając głowę. Stojący przed nią wampir mógł zobaczyć na oko dwudziestopięcio letnią dziewczynę, ubraną dość modny, chociaż nie aż tak bogaty, strój do wyjścia. Za nią, znajdował się mały salonik, który, chociaż dość prosty i zawalony książkami i różnymi notatkami, pokazywał, że jego mieszkanka, doskonale wiedziała, jak za sprawą kilku dobrze dobranych dodatków, stworzyć sympatyczne wnętrze. RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Gustave Delacour - 25.03.2026 Paryż bywał… wymagający — zwłaszcza dla tych, których los przywiódł do miasta z konieczności. Nie sposób było jednak odmówić mu wspaniałości, wyrafinowanej elegancji ani także przepaści klas społecznych, jaka dzieliła świat ludzi, tj. mugoli. Francuska socjeta magiczna trzymała się jednak wszelako nader dobrze, a jeszcze lepiej ta, którą tworzyły wampiry. W związku z tym, w następnym miesiącu pannę Lucy (nawiedził) zaszczycił swą obecności kolejny hrabia, diuk — tylko same kłopoty z nimi były! Kto by odróżniał te tytuły?! — Gustave Alaric Delacour, którego oblicze czas oszczędzał od dwóch dekad. — Jeśli taka jest wola mademoiselle, nie śmiałbym podawać w wątpliwość, że Camille posiada skłonność do otaczania troską tych, których uzna za godnych swej uwagi. Paryż ulegał nieustannym przemianom, jednakże pewne porządki świata trwały niewzruszenie. Winne było, aby młoda wampirzyca, która świeżo przybyła do miasta, znalazła się pod czyjąś opieką. Gustaw, którego kobieta zastała w ciszy paryskiego korytarza, został wysłany, aby uczynić jej pierwsze kroki mniej uciążliwymi. — Nie czyni tego wszak bez przyczyny. Czy zechce mademoiselle powierzyć mi tę przyjemność i być pierwszym, który ukaże jej … właściwe oblicze naszego pięknego miasta? — wampirze monstrum, które było niewiele starszej od panny Lucy, skłoniło się elegancko. Następnie podniosło swoją srębną twarz, piękne arystrokracyjne oczęta błysnęły radośnie, a usta ułożyły się w ciepły uśmiech. — Gustave Delacour. Pozostaję do dyspozycji na tyle, na ile uzna to mademoiselle za stosowne. RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Lucy Rosewood - 03.04.2026 Wola Lucy była taka, aby przejść się po Paryżu, znaleźć jakiegoś podstarzałego kawalera z zamkiem o wielkiej bibliotece, naprędko wyjść za niego, a potem jeszcze szybciej go zamordować, przejąć cały majątek i zaszyć się w wielkiej bibliotece, zamknięta przed całym światem. Niestety taki plan wymagałby od niej zbyt dużego opanowania wobec irytujących ludzi, więc pozostawał jej spacer po Paryżu z szarmanckim wampirem. I niestety nie jest brzydki. Tak bardzo chciałam aby był brzydki – pomyślała, bo naprawdę miała dosyć przystojnych wampirzych arystokratów. Liczyła więc po cichu na to, że jej przewodnik będzie miał paskudne blizny po ospie, zbyt szarą skórę jak na wampiry, lub chociaż niedorobionego wąsa. Niestety Gustave nosił na twarzy bez żadnych wyraźnych skaz arystokratyczne rysy, a przyjemny dla oka wąs zdecydowanie należał do tych, które należałoby uwiecznić na jakimś obrazie. Bez sensu. – Lucielle Lestrange – powiedziała cicho, wyuczonym gestem wyciągając do niego dłoń, tak aby złożył na niej pocałunek. Lestrange... To nazwisko jej nie pasowało, w końcu oficjalnie zostało one dla niej pochowane w 1769 roku, ale przez te wszystkie lata, które minęły od jej przemiany nie potrafiła znaleźć dla siebie lepszego. Nie będzie przecież korzystać z tego, które należało do jej stwórcy. To znaczy jakby jednak zabiła jakiegoś arystokratę, mogłaby przejąć też jego nazwisko, ale naprawdę obawiałaby się że zabiłaby swoją ofiarą zdecydowanie szybciej niż przed ślubem, gdyby tylko czymś ją bardziej zirytował. – Proszę mi powiedzieć monsieur – zaczęła płynnym francuskim – Od czego zaczniemy? I jeszcze jedno... Nawet gdy Paryż mi się nie spodoba... Proszę powiedzieć Camille, że byłam zachwycona. Nie chcę robić jej przykrości. Ona tak kocha to miasto. RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Gustave Delacour - 27.04.2026 Gustaw absolutnie nie był brzydki. A precz z takimi słowami! Akysz! Akysz! Za stosowne należałoby przyjąć, że był piękny w sposób nieziemski, powalający, niepokojący dla oka i umysłu zarazem. Co więcej, nie była to bynajmniej jego własna opinia, zatem próżność nie miała tu wiele do powiedzenia. Stanowił to fakt, potwierdzały spojrzenia innych, jak i co w jego przypadku stanowiło cechę godną odnotowania — odbicia w taflach jezior, szybach i lustrach — bezduszne świadectwa rzeczywistości, niedotyczące większości jego pobratymców! Mężczyzna, który już na tym świecie pożył (i zdążył umrzeć), znał wartość swoich rysów i niejednokrotnie korzystał z niej bez skrupułów. W przypadku panny Lucille jednakże czuł szczerą, życzliwą chęć ukazania Paryża od jak najlepiej strony. Może powinni odwiedzić świeżo wyremontowane tunele w paryskich katakumbach? — Mademoiselle Lestrange — zasmakował jej nazwisko. Cóż należało wiedzieć o Lestrangach? I cóż on sam wiedział? Niewiele ponad to, co mógł sam wyczytać z kobiety stojącej w progu drzwi mieszkania… oraz piętrzących się stosów ksiąg w tle, które przyciągnęły jego uwagę.Niosąca światło, świetlista... och, jakże piękne imię! Jak on kochał swój język ojczysty! Pocałował jej dłoń z odrobiną teatralnej elegancji, która w jego wykonaniu nie była ani przesadzona, ani sztuczna. Raczej… wyćwiczona do perfekcji. Następnie się wyprostował i zaczął gawędzić: — Proszę się nie obawiać — odwrócił się ku schodom z pewnością, że podążanie za nim było już przesądzone. — Jeśli zajdzie taka potrzeba, zaświadczę o pani zachwycie, choć obawiam się, że nie sprostam oczekiwaniom, a mimo to uzna pani Paryż za przereklamowany. W takim wypadku, będę zmuszony przyjąć, że to nie miasto zawiodło, lecz jego przewodnik — co musiałby przyznać, że byłoby dla niego porażką dotkliwą. RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Lucy Rosewood - 20.05.2026 Oczywiście jak na dobrze wychowaną damę, którą przecież, gdzieś pod tymi wszystkimi dzikszymi warstwami utkanymi ze wspomnień pragnienia krwi, złamanego serca i ucieczki przed plugawą figurą, wciąż była Lucy dała się pocałować w dłoń. Przynajmniej jej przewodnikiem był ktoś, kto nie dość że znał się na dobrych manierach, to jeszcze potrafił je bezblędnie wprowadzić w swoje (nie)życie. Uśmiechnęła się też nieznacznie i już miała zapewniać go, że nie, że to na pewno samo miasto będzie niesatysfakcjonujące, a nie przewodnik, kiedy... Dotarło do niej, że skoro chciała tak powiedzieć to najwyraźniej nieświadomie zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. I to tak łatwo! A miała przecież uważać na takich jak on i nie nabierać się na potencjalne sztuki. Mina nieznacznie jej zrzędła, a ona sama zgrabnie wyminęła Gustave'a i podeszła do stojaka, na którym wisiał dość prosty, chociaż wciąż ładny, kapelusz, który wampirzyca od razu założyła. — Proszę się nie martwić na zapas – powiedziała skupiając spojrzenie na własnych dłoniach, które właśnie poprawiały fałdkę jej bordowego redngote, inspirowanej modą męską sukni, która jak zauważyła w ostatnim czasie stała się naprawdę popularne. – Jestem pewna, że zrobi pan wszystko co w pana mocy, aby pokazać mi to miasto. Od czego zaczynamy? RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Gustave Delacour - 30.05.2026 Gustaw zatrzymał się na półpiętrze i spojrzał przez ramię. W przygaszonym świetle lamp panna Lestrange zdawała się należeć bardziej do świata kart powieści zalegających na stosach w jej mieszkaniu. Nie wyglądała na kogoś, kto przybył do Paryża z zamiarem znalezienia w nim czegokolwiek godnego uwagi. — Très élégant — zauważył z łagodnym uśmiechem, gdy minęła go, aby sięgnąć po kapelusz. — Ach, ależ właśnie od tego jestem, mademoiselle — to jest od martwienia się na zapas. Od przewidywania nieszczęść…. Taki los człowieka parającego się prawem. Z wiekiem człowiek przywiązywał się do swoich przywar jak do starych przyjaciół. — To jedna z niewielu przyjemności, które pozostają człowiekowi po siedmiu dekadach życia. Proponuję zacząć od czegoś, co rzadko pokazuje się przyjezdnym. Gdy opuścili budynek, przywitał ich chłód wiosennego wieczoru. Nad Sekwaną unosiła się srebrzysta mgła, rzędy latarni rzucały na bruk rozmyte kręgi światła. Paryż roku 1789 tętnił niepokojem, który Gustaw wyczuwał jak drżenie struny. Zgiełk mieszczaństwa, szepty o braku chleba, narastający gniew. Noc natomiast należała do innych mieszkańców Paryża. Do tych, którzy nie obawiali się upływu czasu. Szedł w milczeniu przez kilka minut aż dotarł do mniejszego placyku, gdzie czekał prywatny, elegancki powóz z herbem Delacour na drzwiach. Stangret skinął głową na widok swojego pana. — Nie musi pani obawiać się ciekawskich spojrzeń. Mój woźnica należy do tego samego świata co my i dochowa dyskrecji równie wiernie jak własnego istnienia — wyjaśnił, otwierając drzwiczki przed Lucy. — Prawdziwe serce Paryża nie bije na powierzchni. Czy zechce mi pani zaufać i pozwoli bym pokazał je pani tej nocy? RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Lucy Rosewood - 10.06.2026 Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy skomplementował jej strój, ale szybko opamiętała się i spróbowała odwrócić jego uwagę kolejnymi słowami. — Siedem dekad? Czyli to po tylu już nie ma niemalże żadnych radości? – spytała licząc że wampir przytaknie i przyzna, że to całe nieżycie nie miało najmniejszego sensu. Siedem dekad… Ona była wampirem od niemal dwudziestu, a już miała wrażenie, że wszystko co było miłe dla niej na tym świecie można było zliczyć na palcach jednej ręki. Dwie dekady… Spojrzała na wiszące w przedpokoju niewielkie lusterko w ozdobnej ramce. Wyglądała… No cóż, trochę martwo, ale młodo. A w sierpniu przecież będzie obchodzić swoje czterdzieste piąte urodziny. Czterdzieste piąte. Czy czuła się na tyle lat? Na pewno była mniej durna niż była te dwie dekady temu, ale jak pokazało jej ostatnie spotkanie z hrabią nie była to aż tak wielką zmiana. Zdecydowanie też nie myślała o sobie jako o tak dojrzałej i poważnej, jak myślała o swojej matce. A może jej matka wcale nie była wtedy poważniejsza od Lucy, tylko po prostu jej starzenie nigdy się nie zatrzymało? No cóż… Wieczna młodość była jakimś pozytywem tego… Wszystkiego. Wreszcie opuścili budynek, ale myśli Lucy wciąż krążyły wokół tych nieliczych przyjemności które jej zostały. Ile ich tak naprawdę było? Jeden. Książki. Książek było coraz więcej. Książki będą wydawane przez kolejne dekady i wieki, a ona będzie mogła poznawać nowe nurty literatury i nowe historie, które powstaną dopiero wtedy, gdy normalnie od dawna gniłaby już w trumnie. Weszła do powozu i spojrzała na swojego przewodnika. Dwa. Świat i wieczna możliwość uczenia się go. Miała czas na poznanie nowych zabytków, douczenie się historii, zobaczenie fascynujących artefaktów i… Najwyraźniej serca Paryża. Nawet nie zauważyła kiedy tak energicznie skinęła głową. – Chce pan pokazać mi katakumby? – spytała, a jej oczy rozbłysły szczerą ciekawością. – Tak, to… Poproszę. RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Gustave Delacour - 20.07.2026 — Och, jestem przekonany, że prędzej czy później zdołalibyśmy odnaleźć przynajmniej kilka przyjemności, które usprawiedliwiałyby trwanie przez kolejne stulecia. Na nasze szczęście wieczność jest niezwykle cierpliwa i nie zwykła poganiać tych, którzy jeszcze nie zdążyli wyrobić sobie o niej zdania. Słyszałem już rozmaite opinie na ten temat. Jedni twierdzą, że nieśmiertelność jest najokrutniejszym z przekleństw. Inni z kolei utrzymują, że stanowi największy dar, jaki może spotkać istotę rozumną. Podejrzewam jednak, że obie strony popełniają ten sam błąd. Czy niezbyt wiele uwagi poświęcają samej wieczności, a zbyt mało temu z kim przyszło ją dzielić? Czy miała już pani szczęście spotkać kogoś przy kim nawet wieczność wydawałaby się zaskakująco krótka? Gustaw uśmiechnął się półgębkiem, kiedy dostrzegł błysk w oczach wampirki. Większość uznałaby go za grę światła, ale on jednak utrzymywał się głównie z obserwowania ludzi. A zatem trafił! Odnotował zadowoleniem, że intuicja rodu Delacour po raz kolejny nie doznała uszczerbku. Powóz zakołysał się. Zostawiał za sobą coraz bogatsze ulice miasta. Wampir spojrzał na Lucy. — Wie pani skąd wzięły się tunele? Rzymianie wydobywali stąd wapień, z którego zbudowano Lutecję. Kiedy kamień zniknął, pozostały puste korytarze. Przez stulecia nikt nie zaprzątał sobie nimi głowy dopóki Paryż nie zaczął zapadać się pod własnym ciężarem. Piętnaście lat temu ziemia na Montmartre dosłownie otworzyła się pod nogami mieszkańców. Ulice popękały. Jego Królewska Mość powołała specjalny urząd, którego jedynym zadaniem stało się ratowanie miasta przed… nim samym. Inżynierowie zaczęli wzmacniać tunele, katalogować je, podtrzymywać sklepienia. Praca rozsądna, żmudna i zupełnie pozbawiona splendoru dlatego oczywiście nikt nie poświęca jej tyle uwagi na ile zasługuje — na jego ustach zatańczył uśmiech. — Niestety, pod ziemią nie kończyły się problemy Paryża. Czy była pani kiedyś na cmentarzu Świętych Niewiniątek? RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Lucy Rosewood - 17.08.2026 Lucy otworzyła usta, aby zaprzeczyć… Czemu tak właściwie? Chyba wszystkiemu. Kiedy wspomniał, że mogliby nauczyć się czerpania przyjemności z ich wiecznego życia, chciała zadrwić z niego. Jednak gdy chwilę później powiedział o tych, którzy uważali, że wieczność nie ma sensu… Nagle w jej głowie pojawiło się wiele kontrargumentów. Na całe szczęście kolejne przemyślenia mogła skrytykować bez większych oporów. – Oh tak. Szczęście współdzielenia wieczności – odpowiedziała takim tonem, jakby mówiła o wyjątkowo paskudnej chorobie. – Rzeczywiście myślałam, że miałam kogoś takiego. Wiesz monsieur jak się on teraz miewa? Ja nie, bo trwamy w dość silnym postanowieniu, aby nigdy więcej się do siebie nie odzywać. Wtedy, gdy była w Poisy myślała też przez chwilę, że może znalazła chociaż przyjaciela… Że może hrabia… Ale no cóż. Nie ważne. Przez dłuższy moment przyglądała się przez okienko karocy paryskiemu krajobrazowi, aż wreszcie powróciła spojrzeniem do swojego przewodnika i nieznacznie przechyliła głowę. – Ciekawe – skomentowała krótko, ale ton jej głosu był jak najbardziej szczery. – I trochę zabawne. Lutecja to dawny Paryż, prawda? Przeszłe pokolenia chciały pozostawić przyszłym miasto, a tymczasem przy okazji dodały do niego szczyptę samozniszczenia. – Uśmiechnęła się wyraźnie rozbawiona tą myślą. – A o cmentarzu nic nie wiem. Skąd ta nazwa? Pochowano tam wrogów publicznych któregoś króla, a po latach, ludność zorientowała się, że może niesłusznie? Czy może wręcz przeciwnie? Leży tam ktoś, komu śmierć się należała, ale Francuzi z jakiegoś powodu wciąż twierdzą, że był niewinny? RE: [1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave - Gustave Delacour - 28.08.2026 — W miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. W związku z tym, nie radziłbym zbyt szybko wydawać wyroku na własną wieczność, mademoiselle. Jesteśmy jeszcze młodzi. Mamy przed sobą całe stulecia, aby zmienić zdanie — powiedział. (Przynajmniej sam usiłujesz w to wierzyć, szatańska kreaturo. Cóż innego ci pozostało skoro twoje dłonie splamione są krwią?) Powóz zatrzymał się wreszcie, a Gustaw wysiadł pierwszy. Chwilę później podał Lucy dłoń, pomagając jej zejść na bruk. Przed nimi znajdowało się niepozorne wejście, zupełnie ginące wśród zabudowań. Za nim zaczynał się świat, którego większość mieszkańców Paryża nawet nie podejrzewała. Miasto żywych zbudowane na kościach umarłych. Czyż nie brzmiało to jak odpowiednie miejsce dla dwojga wampirów? — Ach, obawiam się, że ani królewski gniew, ani późniejsza skrucha Francuzów nie miały z tym miejscem nic wspólnego. Choć przyznam, iż pomysł, aby całe pokolenie pomyliło się co do winy zmarłego, jest bardzo nasz, to jest… francuski. Cmentarz Świętych Niewiniątek był przez długie stulecia miejscem spoczynku mieszkańców Paryża. Zapełniano go tak gorliwie, jak gdyby ziemia miała nieskończoną cierpliwość. Kiedy grobów stało się zbyt wiele, a powietrze w okolicy przestało nadawać się do oddychania, władze poczęły przenosić szczątki do dawnych kamieniołomów. I tak oto umarli, których niegdyś składano w ziemi pośród kościołów, znaleźli sobie miejsce głębiej pod Paryżem. Ruszył powoli w stronę wejścia prowadzącego pod ziemię. Gustaw zatrzymał się przed wejściem i spojrzał na wampirkę. — Lecz proszę się nie obawiać. Nie przywiodłem pani tutaj, aby popsuć jej humor rozważaniami nad śmiercią. Chciałem jedynie pokazać pani, gdzie Paryż przechowuje to, o czym za dnia woli nie pamiętać. Proszę za mną. |