[11.10.1972] With you went so much of me - Atreus Bulstrode - 11.04.2026
Dzień szeptów
Brenna & Atreus
![[Obrazek: 996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/99/6b/a1/996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg)
Nie chciał zbytnio zatrzymywać się w miejscu i myśleć o tym, że w sumie to mieli dzisiaj jedenasty października, który jakby nie patrzeć, sprzyjał tylko wszelkim rozterkom i utrudniał nieco skoncentrowanie się na pracy. Ojciec wziął nawet dzień wolny w pracy, idąc za namową matki by udali się do Szkocji i tam oddali długowiecznej tradycji. Pewnie liczyła na to, że ukoi to chociaż nieco zszargane nerwy i niespokojne serce. Może dzisiaj przynajmniej nie opróżni paru kieliszków do sucha, jak to zdarzało jej się od ostatniego miesiąca. Jej synowie i mąż też cierpieli, ale Atreus miał wrażenie że nic nie mogło równać się z poczuciem straty matki.
Pomimo tej swojej niechęci, i tak odwrócił się w stronę z której wiał wiatr. Podmuch nadchodził od morza i jedno należało przyznać ich podejrzanemu - wybrał sobie wręcz bajeczne miejsce na ulokowanie swojego domku. Mieszkał niemal nad samym klifem i wystarczyło parędziesiąt metrów by dojść do jego granicy, a tam rozpościerał się niesamowity widok na pełne morze, otoczone cienkim paskiem plaży. Patrzył i zastanawiał się, czy to wszystko musiało się tak skończyć. Czy to co Florence zobaczyła w ogniu, faktycznie było jej pisane od samego początku, czy może jednak był chociaż ułamek szans na to, by wszystko potoczyło się inaczej. Wizje prekognitów były ścieżkami i zawsze zdawał się uważać że póki na którąś się nie weszło, to nie mogła się do końca spełnić, ale... ale teraz nie był tego już taki pewien.
Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza, przez chwilę błądząc w nich palcami, aż te wreszcie nie zaczepiły się na znajomym kształcie. Wyłowił paczkę papierosów, wysunął jednego z nich, a potem sięgnął po różdżkę. Odpalił go z namysłem, mając wrażenie jakby robił wszystko nieco bardziej powoli, chyba poddając się jakiejś zadumie, która ciążyła mu wraz z datą. Wraz z tradycją, w której nie chciał szczególnie brać udziału, ale zapraszała go z otwartymi rękoma.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Brenna Longbottom - 11.04.2026
Oczywiście, że pamiętała, że dziś Dzień Szeptów. Mimo to nie sądziła, że skończy gdzieś na walijskich plażach, w okolicach wybrzeży Pembrokeshire, jednego z tych miejsc, gdzie tradycyjnie tych szeptów nasłuchiwano. Ten dzień pracy jakoś nie chciał się skończyć, a wczorajszy i dzisiejszy zlewały się ze sobą wręcz, przerwane zaledwie paroma godzinami poza robotą, i nawet nie pomyślała o braniu udziału w tradycji. Ale potem wreszcie wypłynął adres, pod którym być – może – rezydował – Blount. Okolica, przynajmniej póki co, okazała się absolutnie pozbawiona śladów czarnomagicznej aktywności oraz wskazówek, co do tożsamości, za to…
Dom był akurat tutaj.
Ironia losu.
Nie mogła nie pomyśleć o wuju: od Beltane upłynęło więcej czasu niż od Spalonej Nocy, ale myśli same umykały ku niemu, ku dniu pogrzebu, ku późniejszym, drobniejszym stratom. Ale choć przez chwilę wpatrywała się gdzieś ku morzu, oświetlanemu przez promienie zniżającego się ku wodzie słońca i nasłuchiwała wiatru, jakby spodziewając się, że faktycznie usłyszy, jak ten niesie ze sobą głosy, zaraz jej spojrzenie i myśli uciekły ku Atreusowi. Śmierć Derwina bolała, ale wiedziała, że strata Erika bolałaby znacznie bardziej, i nieważne, jak mocno udawał, że wszystko w porządku, nie dało się w to uwierzyć. Przez moment zastanawiała się, czy powinna coś powiedzieć, a jeśli tak, to co właściwie, ale w końcu zamiast tego po prostu po chwili zawahania sięgnęła ku jego dłoni, w której akurat nie trzymał papierosa.
Zastanawiała się też, czy to byłby dobry moment na wystrzelenie, że hej, w sumie to pewnie się domyślasz, ale tak dla porządku, jeśli już czasem zdarza mi się wyjść z pracy, to załatwiam różne rzeczy przeciwko śmierciożercom po godzinach. Chyba marna chwila, zważywszy na ponury nastrój Atreusa.
– Nikt cię nie dorwał wczoraj na tej całej klątwie poltergeista? – spytała w końcu, po długiej chwili, gdy ciszę wypełniał tylko szum wiatru. Żadnych szeptów, żadnych głosów. Umarli nie mówią, pomyślała Brenna. Odeszli i ich głosy zamilkły na zawsze.
Kosteczki
1 – Atre coś słyszy
2 – Bren coś słyszy
3 – na razie nikt nic nie słyszy
[roll=1d3]
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Atreus Bulstrode - 12.04.2026
Człowiek aż miał ochotę wziąć i przysiąść na trawie, prawie że na skraju klifu i zostać tak na chwilę. Bezruch wydawał się właściwy, ale Atreus zdawał sobie sprawę z tego, że uciekał się do niego przede wszystkim wtedy, kiedy miał jakiś problem. Taki, którego nie dało się rozwiązać pięściami i który nie chciał odejść, nie ważne jak mocno bił i zdzierał dłonie. A brak siostry wydawał się takim właśnie problemem. Bezkresnym, jak niebo stapiające się z morzem, które miał teraz przez oczami.
Wciąż miał list, który mu napisała. Nie mógłby go przecież od tak wyrzucić, nie kiedy była to ostatnia rzecz stworzona jej ręką, ale pomimo tego sentymentu, koperta wciąż pozostawała nieotwarta. Jakaś jego część zwyczajnie bała się, że póki jest tak zły i smutny, cokolwiek nie przeczyta w środku tylko go pogrąży. Pewnie nie było tam nic, co ukorzeniałoby w nim te wszystkie kłębiące się teraz wewnątrz emocje, dlatego czytając te słowa tylko czułby się, jakby Florence rozczarował. A tego nie mógł zrobić, bo byłaby to ostatnia rzecz z jaką by został. Dlatego nosił go ze sobą. Przekładał z płaszcza do koszuli, z koszuli do spodni, ze spodni do kieszeni szat. Zawsze przy nim, jak najbliżej i na wyciągnięcie ręki. Nawet teraz miał go przy sobie i mógłby przysiąc, że od miejsca w którym go schował czuł ciepło.
Czuł jej obecność.
Nie zwracał większej uwagi na otoczenie, ale kiedy Brenna sięgnęła po jego dłoń, nie wzdrygnął się nawet. Zamiast tego zacisnął mocniej palce, powoli wypuszczając dym z płuc i przez moment jeszcze spoglądając w dal, niczym bohater jakichś cholernych obrazów z okresu romantyzmu. Pewnie też nawet by się nie zdziwił, gdyby wybrała sobie ten moment na wszelkie zwierzanie się z poza biurowych działalności, bo tak, to że coś może być na rzeczy, podejrzewał od jakiegoś czasu. Nie mógł jednak powiedzieć, że mu to przeszkadzało. Bo cokolwiek Brenna robiła, nie mogła robić tego na rzecz Śmierciożerców. Nie ze swoją paranoją, listą strat i głośnym zdaniem na ich temat.
- Nie. Poszedłem do domu spać. Tam nie ma mnie kto dorwać. Z resztą, raczej nikt nie zadaje sercowych pytań na korytarzach ministerstwa nieprowokowany - mruknął. Wrócili też do biura zwyczajnie późno, rozmijając się z większością osób i dzięki temu mając za towarzystwo głównie nocną zmianę. On też darował sobie dalsze interakcje z Victorią, jakby bojąc się że ta przełamie swoją własną obrazę i dalej zacznie wkładać kij w mrowisko. Bycie szczerym zupełnie go nie bawiło. Albo raczej nie podobało mu się, kiedy nie miał opcji wykręcenia się. - A ciebie?
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Brenna Longbottom - 12.04.2026
Nie sądziła, żeby był zaskoczony, bo pewne rzeczy wiedział, a sama w szklarni Lestrangów powiedziała, że chyba o pewnych rzeczach powinni pogadać… tylko tamto miejsce, gdzie nie mogli być całkiem pewni, czy ktoś nie siedzi za jakimś krzakiem, wydawało się jej marnym. A potem skończyła z Victorią gdzieś w Szkocji, później rozmawiały w Lindisfarne, i zaraz później sprawę zepchnęły nieco na bok bójka z Nottem oraz klątwa, a dziś to korytarze Ministerstwa też się totalnie nie nadawały.
I ten moment z kolei był jednocześnie dobry, i zły. Dobry, bo byli tu sami tylko z wiatrem, bardzo daleko od wszystkich znanych sobie ludzi. Zły, bo sama myśl o tradycji Dnia Szeptów wypełniała tę pustkę wokół nich myślami, od których zwykle wolało się uciec, by łatwiej było żyć swoim życiem. Wspomnieniami i jakimś poczuciem straty. A jednocześnie wiedziała, że może się wstrzymać chwilę, dając mu ten moment skupienia na tym, czego na co dzień unikał, to powinna powiedzieć co i jak dziś, inaczej nie zrobi tego nigdy. A o ile nie byłoby fair proszenie innych, żeby ot powierzyli mu swoje życie, to na pewno nie było też fair nie powiedzieć wprost tego, co zostawało dotąd niewypowiedziane.
Nie czuła obecności wuja. Nie czuła obecności nikogo z tych, których straciła. I nie była pewna, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie.
– Nic specjalnego, zresztą pewnie bym nawet nie zauważyła, że coś na mnie leży.
Tak naprawdę pytań wprost spodziewałaby się co najwyżej od Heather i Victorii, ewentualnie od matki, ale jakby przynajmniej przy tych dwóch pierwszych do tej pory stosowała uniki głównie dlatego, że nie bardzo wiedziała, co im odpowiedzieć.
– Rozmawiałam tylko z Victorią, a ona i tak dorwała mnie już wcześniej. Wzięła to zaplecze trochę do siebie.
Dobra, kostkoXD
1 – Atre coś słyszy
2 – Bren coś słyszy
3 – jakieś dziwne wołanie słyszą oboje gdzieś przy klifach idealna okazja, żeby się spierdolić
[roll=1d3]
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Atreus Bulstrode - 12.04.2026
Nie był pewien czy faktycznie tę obecność siostry czuł, czy może tylko bardzo, ale to bardzo chciał czuć. Może była to tylko żałoba i smutek. Na początku czuł zwyczajny szok i łapał się możliwości, że wszystko były tylko jednym kłamstwem. Ktoś coś źle zobaczył, ktoś pomylił ją z kimś innym. Ale potem przyszedł pogrzeb. Pogrzeb, którym musiał się po części zająć, wciąż pokiereszowany po Spalonej Nocy. Pogrzeb, który nosił ze sobą złość, palącą i czerwoną w swoim kolorze, z którą ciężko było mu sobie poradzić. W pewnym momencie zaczął się trochę targować z siłą wyższą, jakby mógł w ten sposób uprosić cofnięcie ostatecznego wyroku. Wszystko po tym zjechało gdzieś w dół. W lepki marazm, z którego ciężko było się otrząsnąć, tylko po to żeby powoli zacząć wracać do normalności (a wszystko to robił w ekspresowym tempie, przez wzgląd na realia forkowe).
- Nie dziwi mnie to - ale z drugiej strony nie wyglądał, jakby miał zamiar coś z tym zrobić. Nie pierwszy, nie ostatni raz Lestrange była na niego obrażona. Wiedział, że bywał obcesowy, szczególnie kiedy się denerwował i niecierpliwił, ale rzadko kiedy w ogóle przepraszał. Szedł co najwyżej na ugody, wyczekiwał samoistnego rozwiązania napięcia, lub przeskakiwał nad wszystkim do normalności, udając że niewiele się stało. Wiedział, że Victoria znała te schematy, pytanie jednak na ile tym razem wzięła wszystko do siebie. - Przejdzie jej - podsumował wreszcie, wykrzywiając lekko usta w jakimś grymasie, a potem zmarszczył brwi, zerkając na Brennę. - Co mówiłaś? - szepty wydawały niekoherentne i ciężkie do wyłuskania z nich informacji, nawet po chwili zastanowienia. Wciąż jednak rozsądek podpowiadał mu, że to ona coś mówiła, a nie wiatr szeptał słowa zmarłych.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Brenna Longbottom - 13.04.2026
Mógł być bardziej wyczulony niż Brenna na pewno rzeczy, choćby dlatego, że odwiedził Limbo. Albo po prostu bardziej otwarty. Może zrobiła się w pewnym sensie zbyt zmęczona, aby potrafiła naprawdę słuchać. Lub Florence pozostawiła mu słowa niewypowiedziane, i chciałaby aby go dosięgły, gdy ci, o których mimowolnie myślała Brenna stojąc na klifach walijskiego wybrzeża, nie wątpili, że ona wie – lub mieli innych, którym woleliby szepnąć parę słów, które poniesie między światami wiatr.
Już nawet powiedzenie tego "nie dziwi mnie to" stanowiło pewnego rodzaju ustępstwo z jego strony. Atreus łatwo unosił się złością i nie przebierał w słowach, za to niechętnie jakiekolwiek problemy omawiał albo przepraszał. Brenna przyjmowała to spokojnie, trochę bo taki już miała charakter, że mało co brała do siebie, trochę, bo kiedy to faktycznie się liczyło, albo się przełamywał, albo przynajmniej doskonale udawał, że to robi, tak że nigdy nie wyszło to poza jej granice.
Milczała po prostu, a gdy się odezwał znowu, przeniosła spojrzenie z morza ku niemu.
– Hm? Nic nie mówiłam – stwierdziła, jakoś cicho, niepewna, czy Atreus coś usłyszał, czy tylko się mu zdawało lub bardzo chciał usłyszeć. Na moment zacisnęła palce mocniej, i wręcz wstrzymała oddech, jakby próbując coś wychwycić w tym szumie fal i wiatru… i…
Czy usłyszała dalekie wołanie czy to tylko jej wyobraźnia?
Uniosła wolną dłoń i potarła policzek i ucho, ale po chwili znów zdało się jej, że słyszy jakiś dźwięk, choć pewnie zupełnie inny niż to, co moment temu słyszał Atreus. Obróciła głowę na prawo, skąd jak wydawało się jej docierało coś do jej uszu.
– Ale teraz… zdaje mi się że coś stamtąd słychać… – przyznała, jakoś odruchowo robiąc krok w takim kierunku. Tyle że teraz… teraz znowu słyszała tylko wiatr. – Ale pewnie mi się wydawało i to tylko wiatr.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Atreus Bulstrode - 13.04.2026
Może sam chciał coś słyszeć, a może faktycznie chodziło jakieś wyczucie, które przyniosło ze sobą limbo. W każdej innej sytuacji, zdając sobie sprawę że słyszał jakieś podejrzane szepty na końcu świata, obruszyłby się wyraźnie i zirytował, czy aby cos nie zamierzało mieszać mu w głowie. Na moment więc zastygł, samemu wytężając słuch, ale poza wiatrem przeczesującym trawy, ciężko było się doszukać czegokolwiek konkretnego w otoczeniu. Zaciągnął się więc ostatni raz papierosem i dogasił go, rzucając zwyczajnie pod nogi bo szanowny pan właściciel domku, wydawał się podchodzić do śmiecenia z podobną niedbałością; pod murkiem dało się zauważyć cienki szlak rzuconych niedopałków.
- Pewnie tak - przyznał jej rację, bo wiatr wydawał się mimo wszystko najbardziej prawdopodobnym sprawcą. Bulstrode mimowolnie zastanawiał się, jak można było mieszkać na aż takim odludziu i jeszcze czymś co wyglądało, jakby ktoś niechcący to tu w sumie postawił. Domek wcale nie wydawał się w kiepskim stanie, ale zdawał się wyglądać w tym krajobrazie niemal obco.
- Byłaś o kogoś, żeby ci ten nos obejrzał? - postanowił się upewnić, odwracając twarz w jej stronę i przyglądając się jej przez chwilę, doszukując wszelkich znamion wczorajszego wypadku.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Brenna Longbottom - 13.04.2026
Rzut
Wiatr. To tylko wiatr. Nie była pewna, czy cieszy ją, czy martwi, że się z nią zgodził. Czy chciała, aby żywioł naprawdę przyniósł jej szepty spoza świata? Czy bardziej pragnęła z niektórymi porozmawiać, czy bała się tego, co mieliby jej to przekazania? A przecież nigdy nie uważała się za tchórza…
Papieros skończył gdzieś na skałach, Atreus obrócił się i ten moment zamyślenia jakby przeminął.
- Dan wczoraj jak wróciłam z Tori do Ministerstwa dał mi jakąś maść, jest w porządku - stwierdziła po prostu, bo z policzka faktycznie znikła wszelka opuchlizna, warga też nie była już opuchnięta, trzeba było przyjrzeć się uważnie, aby jeszcze dostrzec trochę zaczerwienienia w kąciku warg i zsinienie, które ukryła ot po odrobiną pudru, nakładanego zwykle w niewielkiej dawce tylko na takie okazje. Magiczne specyfiki miały tę niewątpliwą zaletę, że pozwalały szybko wyleczyć obrażenia, z którymi inaczej trzeba by się borykać parę dni, i dzięki temu Brenny nikt dziś nie pytał, czy jest ofiarą przemocy domowej…
…chociaż po prawdzie pewnie i tak by nie pytali, bo przy różnych okazjach zdarzało się jej tu czy tam trochę oberwać.
– Zaczynam mieć chyba paranoję, bo znowu zdaje mi się, że coś słyszę… – mruknęła i jemu też przez moment zdawało się, że słyszy wołanie, i to całkiem ukierunkowane. Brenna wciąż nie była pewna, ile jest w tym jej wyobraźni, ile szeptów umarłych a ile po prostu odgłosu fal uderzających o klify, ale tak na wszelki wypadek pociągnęła go w tamtą stronę… krok, dwa, trzy, choć głosy zaraz umilkły i może dlatego podjęła, czując jak coś przewraca się jej w żołądku. – Pamiętasz, w Maida Vale mówiłam, że powinnam ci coś powie…
Atreus nie dowiedział się, co takiego Brenna powinna mu powiedzieć.
Bo podążając za dziwnym, dalekim wołaniem, szeptem niosącym przez wiatr, w jednej chwili stali na stałym gruncie, a w kolejnym nagle zjeżdżali gdzieś w dół: coś na klifach w pobliżu domu Blounta najwyraźniej zostało zamaskowane zaklęciem i właśnie albo znaleźli coś, co ten chciał ukryć, albo właśnie wpadli w pułapkę. Na szczęście raczej stoczyli się niż po prostu spadli z dużej odległości, ale nie uchroniło to Brenny przed ponabijaniem sobie siniaków i paroma skaleczeniami, kiedy najpierw przekoziołkowali po twardej powierzchni, a później wpadli w piasek.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Atreus Bulstrode - 13.04.2026
rzut XD
Pokiwał głową, bo przynajmniej tyle, że faktycznie coś z tym zrobiła, a nie próbowała samodzielnie się sińców jakoś pozbyć. W sumie ciekawe czy w ogóle była do tego zdolna, jeśli chodziło o zmianę twarzy, ale chyba nie było co teraz się nad tym nadmiernie rozwodzić. Tym bardziej że myśli ciągnęły gdzieś w bok, co dziwnych dźwięków, które czasem wpadały w ucho. Coś dało się podchwycić, ale kiedy się na tym koncentrował, to miał wrażenie że zaraz przycichało jakby drocząc się nieznośnie. W końcu rozbrzmiało coś na kształt wołania i obydwoje ruszyli w tamtym kierunku. Krok, parę kolejnych, podczas których oddalili się nieco od domku, tylko po to by znowu w pewnym momencie otoczyła ich cisza.
Pamiętasz? Pamiętał. Nie zamierzał pytać sam, ale skoro chciała mu powiedzieć teraz, to nie zamierzał oponować. Szkoda tylko, że nie zdążyła.
Ziemia zadrżała i rozstąpiła się. No dobrze, było to pewnie dość przerysowane porównanie, ale grunt zarwał się pod ich nogami i oboje poddali się grawitacji. Polecieli w dół, tocząc się po kamieniach, gdzie każdy boleśnie wrzynał się w ciało. Wreszcie znaleźli się na dole i lądowanie wycisnęło Atreusowi powietrze z płuc, gdy jakiś głaz wbił mu się boleśnie w plecy. Zdecydowanie miał mniej szczęścia niż Brenna, która i tak dość się poobijała. On jednak, oprócz siniaków czy drobnych skaleczeń, rozciął sobie jeszcze nogę - oczywiście, że znowu ją a nie cokolwiek innego - ale jeszcze nie do końca był tego świadomy. Kręciło mu się w głowie, wszystko bolało, ale kiedy otworzył oczy to niebo było w dokładnie tym samym miejscu.
- Żyjesz? - stęknął ciężko, głosem pełnym bólu. Spróbował się poruszyć, ale ciało zaprotestowało.
RE: [11.10.1972] With you went so much of me - Brenna Longbottom - 14.04.2026
Brenna mogłaby pewnie siniaki jako tako ukryć, ale nie wyleczyć: zmieniłyby może kolor, nie oznaczałoby to jednak naprawy uszkodzonej skóry ani opuchlizny. Nie chciało się jej w to bawić, skoro można było po prostu posmarować twarz maścią i przy okazji przestawało boleć. Może miewała skłonności do bagatelizowania swoich obrażeń, ale to nie tak, że unikała uzdrowicieli i leczenia jak morowej zarazy, a w tym wypadku oberwała całkiem mocno.
Może mieli pecha albo szczęście, zważywszy na to, że znaleźli w sumie to, czego tu szukali. Coś podejrzanego. Może zaprowadziły ich tu szepty ofiar Blounta, może zwykły przypadek. A może świat dawał Brennie jakieś znaki, że powinna się zamknąć, bo upadek wyrwał jej dech z płuc.
– Żyję – wykrztusiła, chociaż gdy spróbowała usiąść, zakręciło się jej w głowie, a w uszach zaświszczało. Znów zdawało się jej, że coś słyszy, że ktoś ją woła, i nie wiedziała, czy to rezultat walnięcia się w skroń, gdzie teraz powstawał nowy siniak, czy tylko wiatr tak zawodzi, czy może jednak niesie ze sobą głosy, w których naprawdę słyszy swoje imię.
Pewnie po prostu szumiało jej w głowie po uderzeniu. Przynajmniej tyle, że kości zdawały się całe i choć na pewno nabiła sobie siniaki na żebrach, nie bolały aż tak, by wskazywać na pęknięcia...
Gdy zamrugała kilka razy i odzyskała ostrość widzenia, rozejrzała się za Atreusem i przy okazji dostrzegła, że dało się tu zejść i bez staczania, i że chyba są przy jakiejś skrytej czarami niedużej pieczarze – pewnie jakiejś kryjówce Blounta – na razie jednak widząc krew na ubraniach aurora przesunęła się po piasku bliżej niego, ignorując resztę.
– Ty też żyjesz, ale chyba ledwo. Nie wstawaj. Możesz ruszać tą nogą? - spytała, mając wielką nadzieję, że nie uszkodził kręgosłupa ani niczego w środku, bo rana nogi to jeszcze jakoś ogarną i go stąd przetransportują, ale poważniejsze obrażenia… Uzdrowiciele pewnie by to poskładali, ale pechowo nie była medykiem. A Atreus jeszcze lubił takich unikać: Brenna podejrzewała, że nawet nie dał się nikomu obejrzeć z tym całym kaszlem po Spalonej.
Pochyliła się ku niemu, chcąc sprawdzić, czy nie rozbił sobie głowy i upewnić, że przypadkiem nie spróbuje od razu wstawać.
|