![]() |
|
[17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +---- Dział: Biały Wiwern (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=48) +---- Wątek: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue (/showthread.php?tid=5951) Strony:
1
2
|
[17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Benjy Fenwick - 14.04.2026 Czas mijał szybciej niż powinien - gdzieś za drewnianymi drzwiami z ciężkich, wysłużonych desek, popołudnie przeszło we wczesnym wieczór, o czym świadczyły bardziej mętne, poszarzałe smugi światła wpadające do środka wraz z charakterystyczną londyńską mżawką, docierającą nawet do odległych części pomieszczenia, gdy większa liczba klientów zaczęła gęstymi falami wlewać się do lokalu - w Wiwernie zawsze tak było, minuty rozciągały się i skracały jednocześnie, zależnie od tego, ile już miałeś w sobie i z kim siedziałeś przy stole. U mnie to drugie miało dziś znacznie większe znaczenie i nawet nie próbowałem tego ukrywać. Siedziałem rozluźniony bardziej niż wcześniej, jedno ramię mając oparte o oparcie krzesła, moje palce leniwie obracały szklankę, chociaż dawno przestałem zwracać uwagę na to, co w niej było. Gdzieś za nami ktoś faktycznie zaczął śpiewać i, zgodnie z przewidywaniami, nie było to nic, co warto byłoby zapamiętać, kilka innych osób próbowało mu przy tym wtórować, a całość przypominała bardziej wycie niż cokolwiek, co można by nazwać muzyką. Powietrze zrobiło się cięższe, gęstsze od alkoholu i głosów, ale przy naszym stoliku wciąż panował ten sam, dziwnie spokojny rytm, jakbyśmy siedzieli trochę obok tego wszystkiego, nie do końca będąc częścią reszty sali. Alkohol zrobił swoje - nie na tyle, żeby zamglić myślenie, raczej rozluźnił to napięcie w mięśniach, które trzymałem pod kontrolą, odkąd wilkołak próbował zrobić ze mnie siekankę - sprawiał, że łatwiej było mi wrócić do starych nawyków, do starych odruchów… A jednym z nich było dokładnie to, co zrobiłem chwilę później… Zerknąłem na nią, upewniając się, że uwaga Pruey jest zajęta czymś innym, chociaż tak naprawdę nie miało to większego znaczenia - bardziej chodziło o samą zasadę gry niż o faktyczne ukrycie ruchu - bez pośpiechu przesunąłem nogą pod stołem, zahaczając lekko o papierową torbę przy jej stopach, jakby to był przypadek, jakbym po prostu zmieniał pozycję. Potem zrobiłem to drugi raz, już mniej przypadkowo, kącik ust drgnął mi w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy stopniowo, centymetr po centymetrze, przesuwałem torbę bliżej swojej strony, wykorzystując momenty, w których ktoś głośniej uderzył w stół obok albo podniósł głos - chaos był idealnym przykryciem. - Wiesz - rzuciłem, niby od niechcenia, unosząc spojrzenie na żonę, jakby nic się nie działo - zaczynam myśleś, sze blefujesz. - Mówiłem spokojnie, leniwie wręcz, ale pod stołem moja stopa zrobiła kolejny ruch, przyciągając torbę jeszcze bliżej. Jeszcze chwila, wystarczyłby jeden ruch… RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Prudence Fenwick - 14.04.2026 Nie spieszyli się nigdzie, więc nie musieli przejmować się upływającym czasem, a ten mijał całkiem szybko, coraz szybciej wraz z wlewanym w siebie alkoholem. Nie, żeby szczególnie się tym przejmowała. Ten dzień był tak przyjemnie zwyczajny, że nawet nie sądziła, iż może jej brakować czegoś takiego. Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, chociaż Nokturn zawsze był raczej niezbyt słoneczny, jakby promienie słońca nie do końca mogły się tutaj przebijać. Taki już panował tu klimat. Prue odwróciła się na krześle, mężczyźni, którzy stali przy barze faktycznie zaczęli śpiewać jakiś czas temu, mogliby już skończyć, zamiast tego miała wrażenie, że z każdą minutą jest to coraz głośniejsze. Próbowała zasugerować im swoim spojrzeniem, że wystarczy, tylko najwyraźniej żaden z nich nie zwracał na nią uwagi, może to i lepiej. Odwróciła się ponownie, tym razem wbiła wzrok w swojego męża, wpatrywała się w niego przez chwilę. Wydawał jej się być, aż za bardzo spokojny, być może było to mylnym wrażeniem, może tak jak i ona zaczynał powoli odczuwać wypity alkohol, który powodował całkiem przyjemną lekkość. Zapewne tak było. - Zarzucasz mi kłamstwo? - Mrugnęła, sięgnęła też odruchowo po szklankę, upiła z niej raczej skromny łyk alkoholu. No nie mogła w to uwierzyć, naprawdę sądził, że blefuje? - Specjalnie będę Cię jeszcze dłużej trzymać w niepewności, wiem, jak to jest z Twoją cierpliwością... - Gdyby nie oskarżył jej o blef, pewnie zasugerowałaby, że był to odpowiedni moment na to, aby wymienili się tym, co przygotowali, jednak w takiej sytuacji... niech się jeszcze trochę pomęczy. Nie miała zamiaru mu tego ułatwiać, nie po tym, jak zasugerował, że go okłamywała. Sama była ciekawa tego, w jaki sposób zareaguje na zawartość jej torby, no i interesowało ją to, co on postanowił wybrać dla niej, ale była gotowa jeszcze trochę poczekać, w przeciwieństwie do niego nie miała z tym większego problemu, chociaż chciałaby wiedzieć, które z nich wygra tę drobną potyczkę, szczególnie, że nie była do końca przekonana co do swojego wyboru. Oparła się nieco wygodniej na krześle, odstawiła szklankę na drewniany stół, miała wrażenie, że usłyszała jakiś dźwięk, w sumie to nie byłoby dziwne, w końcu nie byli tutaj sami. [roll=Z] na percepcję, sprawdźmy, czy Prue zobaczy, co robi Benjy RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Benjy Fenwick - 14.04.2026 Patrzyłem na nią uważnie, kiedy się odwracała, kiedy wracała spojrzeniem do mnie, kiedy próbowała zachować tę swoją legendarną kontrolę nad sytuacją, która z każdą kolejną minutą robiła się coraz bardziej… Płynna. Nie spuściłem z niej wzroku, nawet gdy odwróciła się w stronę tych idiotów, nieszczęsnych grajków przy barze, którzy najwyraźniej uznali się za kolejne objawienie muzyczne Nokturnu. Kącik ust drgnął mi lekko, gdyż jej piorunująco-gromne spojrzenie, chociaż wyraźnie miało być sugestią, żeby się zamknęli, nie robiło na nich absolutnie żadnego wrażenia - śmiałem nawet twierdzić, iż być może wcale go nie dostrzegali, tym samym jeszcze bardziej, bez wątpienia, narażając się na ostrą ocenę mojej ukochanej - ja za to miałem dzięki temu kilka dodatkowych sekund, podczas których nie przestawałem poruszać nogą pod stołem. Powoli, cierpliwie - jak na mnie, ale tym razem naprawdę widziałem już linię mety, więc byłem spokojny o swoje plany - centymetr po centymetrze, przyciągałem torbę bliżej siebie, wykorzystując każdy głośniejszy moment, każde uderzenie szkła, każdy fałsz, który rozlewał się po sali. Czułem się coraz pewniejszy w tej zagrywce, pozwalając sobie na wewnętrzny triumf, chociaż z zewnątrz pozostawałem opanowany - to było banalne, zbyt łatwe, jeśli ktoś wiedział, jak się ruszać, żeby nie rzucać się w oczy, a w tym, mimo gabarytów, miałem nie lada doświadczenie. Nie musiałem nawet spoglądać w kierunku mojego celu, wystarczyło mi przelotne zerknięcie, by go zlokalizować, później wszystko szło już całkiem gładko. - Ja? - Uniosłem lekko brew na jej słowa, jakbym był szczerze zdziwiony, może nawet lekko urażony próbą przypisania mi tak wrednych założeń. - Nigdy. - Bez wątpienia drgnęła mi przy tym jednak powieka, zdradzając dokładnie, ile było w tym prawdy - jasne, blef nie był kłamstwem, przynajmniej nie w moim odczuciu, ale nie zamierzałem tego teraz od siebie oddzielać, nie o to mi chodziło. Nie patrzyłem w dół ani przez sekundę, cała moja uwaga była skupiona na żonie. Oparłem się wygodniej, obracając szklankę pełną ognistej i upijając trochę alkoholu, by podtrzymać wrażenie, jakbym od dobrej chwili nie robił absolutnie nic podejrzanego - o ironio - w miejscu słynącym z robienia podejrzanych rzeczy. - Wiesz, co jest najgolsze w tej twojej stlategii? - Rzuciłem cicho, utrzymując z nią kontakt wzrokowy, gdy postanowiła uświadomić mnie, co do swoich planów. Uśmiechnąłem się odrobinę szerzej, tym razem nie kryjąc tego już tak bardzo, i nachyliłem się minimalnie do przodu, jakbym chciał powiedzieć coś przeznaczonego wyłącznie dla uszu Pruey, chociaż w rzeczywistości po prostu starałem się przyciągnąć jej uwagę dokładnie tam, gdzie chciałem. - To, sze im dłuszej czekasz - kontynuowałem spokojnie, jakby nic się nie działo - tym większa szansa, sze coś się wydaszy po dlose... - I właśnie wtedy lekko przesunąłem nogę, starając się zahaczyć czubkiem buta o uchwyt torby, by tym razem przyciągnąć ją już wyraźniej, bliżej swojej nogi, jakbym robił to setki razy wcześniej. Może i robiłem, tylko w innych warunkach, te były jednak wyjątkowo satysfakcjonujące, więc grzechem byłoby to zepsuć. [roll=PO] af ◉◉◉◉○ próbuję dyskretnie przesunąć torbę całkowicie na swoją stronę RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Prudence Fenwick - 14.04.2026 Była nieco rozproszona, chociaż pewnie by tego nie przyznała. Głosy dochodziły do niej z różnych stron, do tego alkohol powodował lekki szum w głowie, to nie tak, że świat zaczynał jej się już rozmywać, jednak traciła przed ognistą krążącą we krwi swoją zwyczajową precyzję. Musiała znowu zrobić się czujniejsza, bo wiedziała, że w tym towarzystwie ułamek sekundy mógł wystarczyć na uzyskanie bardzo znaczącej przewagi, a na to jeszcze nie chciała pozwolić. Wpatrywała się w męża bardzo uważnie, przeczuwała, że coś knuje, nigdy nie grał czysto, akurat tego była pewna, na pewno miał jakiś sprytny plan w zanadrzu, tak właściwie to nawet nie plan, on nie planował, ale nie byłby sobą, gdyby jakiś pomysł nie pojawił się w jego głowie. Nie zamierzała pozwolić wyprowadzić się w pole, to jeszcze nie był ten poziom upojenia alkoholowego. - Tak Ty, widzisz tu kogoś innego? - Pokręciła jeszcze głową, i sama rozejrzała się wokół nich, żeby mieć pewność, iż faktycznie byli tu tylko we dwójkę, niby wiedziała, że tak jest, ale czasem warto zweryfikować to, co się mówi. Nie umknął jej ruch pod stołem, najpierw usłyszała ten dźwięk, później dostrzegła jego długie nogi i jej papierową torbę, nie dała jednak po sobie poznać, że widzi co robi. Oczywiście, że oszukiwał, bajerował ją i próbował przy tym przywłaszczyć sobie te rzeczy, znaczy i tak miały należeć do niego, jednak w swoim czasie, to jeszcze nie był odpowiedni moment, zamierzała jak najdłużej przeciągać sytuację. Widziała co robił, nadal odwracał jej uwagę, nachylił się w jej kierunku, tym razem ona jednak nie zrobiła tego samego, siedziała jak wcześniej, bo jeśli zamierzała zareagować pod stołem... nie mogła tego zrobić, jej kończyny były na to zbyt krótkie. [a]Nie przestawała się jednak w niego wpatrywać, nie odwracała wzroku, zależało jej na tym, żeby nie wiedział, że ona wie, to mogło pozwolić jej jakoś pokrzyżować mu plany. - Tak myślisz? - Zaczęła mówić, spokojnym tonem. - Zapominasz o tym, że mam plan na większość ewentualności, zawsze staram się być krok przed tym, co może się wydarzyć. - Dodała z uśmiechem, to był idealny moment na to, aby nieco wysunąć nogę. Musiała to zrobić szybko i zgrabnie... miała jedną szansę na milion, ale nieszczególnie ją to odrzucało. Ruszyła prawą nogą, starała się nie dać po sobie poznać, że wykonała ten ruch, ale miała trochę zbyt krótkie ciało, jak na to, żeby zrobić to praktycznie niezauważalnie. Trudno, postanowiła zaryzykować - to wcale nie było dla niej takie oczywiste, ale przecież przy nim mogła sobie pozwolić na taką próbę, był jej mężem, a nie kimś obcym.[roll=O] AF na to, czy Prue uda się przejąć papierową torbę i czy przypadkiem nie spadnie z krzesła RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Benjy Fenwick - 14.04.2026 Prychnąłem cicho na jej odpowiedź, kręcąc głową z tym samym rozbawieniem, które pojawiało się u mnie zawsze wtedy, kiedy próbowała mnie złapać na słowa, jakbyśmy dalej siedzieli na korytarzu przy Wielkiej Sali i przerzucali się argumentami tylko po to, żeby wygrać. Może rzeczywiście, może faktycznie miałem czelność i może to było nawet lepsze, że oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Było w tym coś rozbrajającego, nawet jeśli próbowała to obrócić przeciwko mnie. - Fakt. Poza mną, widzę tylko jedną osobę. Taką, któla plóbuje mnie pszekonaś, sze ma wszystko pod kontlolą. - Odparłem spokojnie, z lekkim rozbawieniem w głosie. - I nie jestem pewien, czy jej wieszę. - Uśmiech, który pojawił się na mojej twarzy, był wolniejszy, bardziej świadomy. - Więc tak, chyba jednak ja… - Kiwnąłem głową, bez cienia skruchy, nawet nie próbowałem udawać, że jestem niewinny. Pod stołem torba była już praktycznie moja, czułem ją przy nodze, wystarczyło sięgnąć, przechylić się minimalnie i… Sprawdzić, co tak uparcie przede mną ukrywała. Jeszcze chwila, jeszcze jeden moment nieuwagi i— Charakterystyczny uśmieszek nie zniknął mi z twarzy ani na moment, wręcz przeciwnie, pogłębił się odrobinę, kiedy Prue spojrzała na mnie tak uważnie, jakby próbowała mnie rozłożyć na czynniki pierwsze, by złapać moment, w którym coś się wysypie. Znałem to spojrzenie, towarzyszyło mi przez całkiem wiele lat, nawet jeśli w wydaniach różniących się od tego tu i teraz, same intencje żony były dla mnie stosunkowo jasne, i właśnie dlatego nie przestawałem grać. Nie odrywałem od niej wzroku, nawet kiedy pod stołem torba była już praktycznie przy mnie, nachyliłem się wręcz odrobinę bliżej, opierając przedramiona o stół, jak gdyby w tej chwili cała moja uwaga skupiała się wyłącznie na niej - na tym, co mówiła, jak mówiła. Cała ta rozmowa, te słowa, to było jednak tylko tło dla czegoś głębszego, dla rozgrywki na zupełnie innym poziomie, w rzeczywistości liczyło się bowiem to, co działo się między ruchami, między sekundami, których nikt poza nami nie zauważał. Papier torby zaszeleścił, ale i tym razem było to tylko tło dla czyjegoś głośnego śmiechu z drugiego końca sali - idealnie. - Jest tylko jeden ploblem… - Zacząłem, przechylając lekko głowę, jakbym naprawdę rozważał jej słowa. - Ja nie jestem „większością”. Pod stołem przesunąłem stopę jeszcze odrobinę, czując, że torba była już prawie dokładnie tam, gdzie chciałem, nie zmieniłem jednak pozycji od razu po uświadomieniu sobie tego, nie cofnąłem nogi do siebie, nie przyspieszyłem, wręcz przeciwnie - zwolniłem jeszcze bardziej, jakby nic się nie wydarzyło, jakby ten ruch w ogóle nie miał znaczenia. Jeszcze chwila… Jeszcze jeden ruch i miałem mieć ją… I wtedy— Coś. Nie spojrzałem w dół, jeszcze nie - to byłoby obrzydliwe pozbawienie się momentu zaskoczenia i przewagi, jeżeli tylko mi się coś wydawało - ale coś mi nie pasowało, chodziło o delikatne przesunięcie powietrza, może minimalną zmianę, której nie potrafiłem od razu nazwać, ale ciało już ją wyłapało, zanim głowa zdążyła to przetworzyć. Zmrużyłem lekko oczy, wciąż patrząc na Pruey, próbując złapać coś w jej spojrzeniu, jakiś cień, jakąś wskazówkę… [roll=Z] percepcja ◉◉◉○○ uprzedzenie zamiarów Prue, dostrzeżenie, że chce przejąć kontrolę nad torbą RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Benjy Fenwick - 14.04.2026 Ten moment zawahania był krótszy niż mrugnięcie, ale wystarczył, bym dostrzegł milisekundową zmianę w oczach żony, ten przelotny błysk przekory, jeszcze zanim poczułem wyraźniej nacisk jej nogi - jeden ruch, który zdradzał wszystko, chociaż twarz miała spokojną, spojrzenie pewne, jakby dalej prowadziła tę samą rozmowę, niczego nie podejrzewając - gdyby nie to, jak dobrze ją znałem, może bym się na to złapał… Ale znałem, i to wystarczyło, żeby coś we mnie zareagowało natychmiast, bez zastanowienia, dokładnie tak jak kiedyś, kiedy każde z nas próbowało być o pół kroku szybsze od drugiego. Nie spojrzałem w dół, nawet przez sekundę, zamiast tego nachyliłem się jeszcze odrobinę, jakby wymieniane między nami potarczki słowne nadal były jedyną rzeczą, która mnie interesowała, i cała ta sytuacja pod stołem w ogóle nie istniała. Dzieliło nas teraz naprawdę niewiele, a ja wykorzystałem to bez wahania. Pod stołem przesunąłem nogę pewniej, już bez tej wcześniejszej ostrożności, jednocześnie mocniej zahaczając o torbę w celu przyciągnięcia prezentu w swoją stronę jednym, bardziej zdecydowanym ruchem. Napotkawszy stopę żony, tym razem nie zatrzymałem się tylko na sprawdzeniu - nacisnąłem lekko kostkę Prue bokiem mojej własnej wolnej nogi, próbując ją odsunąć, zmusić do cofnięcia ruchu. W milczeniu pokręciłem głową, zaciskając wargi i, stłumiwszy uśmiech, powoli, lecz stanowczo, dając jej wzrokiem do zrozumienia, że to nie będzie takie proste. A co było - prawda? Na tym polegała największa zabawa. Nie zamierzałem tak zwyczajnie odpuścić czegoś, co miałem już prawie w rękach, na nowo zdając się na łaskę i niełaskę planu Prue, uwzględniającego głównie wyczerpywanie mojej cierpliwości. Tym razem nie bawiłem się już w centymetry, skupiając się tak samo na odzyskaniu przewagi, jak i na tym, żeby utrudnić jej kolejny ruch. Spojrzenie miałem wbite w żonę, spokojne, pewne, cała reszta świata przestała istnieć, liczyło się tylko to, kto pierwszy się podda. Albo kto pierwszy przegapi moment. Równocześnie z nią pociągnąłem torbę w swoją stronę - szybciej niż wcześniej, lecz nadal względnie kontrolowanie, nie niczym zupełny dzikus - wykorzystując moment, w którym nacisk rozkładał się nierówno, spróbowawszy na nowo przejąć pełną kontrolę nad pakunkiem… Najlepiej jednym, płynnym ruchem. [roll=PO] af ◉◉◉◉○ odzyskanie torby RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Prudence Fenwick - 14.04.2026 Łatwo było jej się odnaleźć w tym dawnym rytmie, tak właściwie to nigdy z niego nie wypadli. To było dla nich typowe, zaczepiali się, sprawdzali swoje granice, patrzyli na ile mogą sobie pozwolić. Od zawsze tak mieli, tyle, że wreszcie robili to we właściwy sposób. Nie udawali już, że im na sobie nie zależy, nie musieli tego robić, dzięki temu to wszystko było w końcu bardzo miłym doświadczeniem, bo przecież przyjemność sprawiało im rozmawianie ze sobą w ten sposób. - Próbuje Cię przekonać? Nie, nie, zdecydowanie ma wszystko pod kontrolą. - Pokręciła jeszcze głową, nadal starała się pokazywać, że faktycznie tak jest, że sobie tego nie wymyśliła. Wydawało się, że naprawdę w to wierzy. Musiała zakładać swój sukces, czyż nie? Inaczej od razu byłaby skazana na klęskę, a do tego nie mogła dopuścić. Starała się wyczytać z jego twarzy jak najwięcej, znała go przecież, jeśli dojdzie do jakichś drobnych zmian, jeśli pojawi się w jego głowie jakiś pomysł powinna to zauważyć i bardzo szybko zareagować. Nie zamierzała pominąć niczego, nawet najbardziej delikatnego uniesienia ust, a te na dłuższą chwilę przykuły jej uwagę - złapała się na tym, że się w nie wpatrywała, bo znajdował się zbyt blisko, aby mogła to ignorować. Mrugnęła szybko, żeby przestać skupiać się na tym na czym nie powinna. Mieli tutaj rozgrywkę do wygrania i nie zamierzała oddać zwycięstwa walkowerem. - Prawda, Ty jesteś wyjątkowy, bardzo wyjątkowy, ale z wyjątkami też sobie radzę. - Mrugnęła jeszcze do niego porozumiewawczo. Miała świadomość, że wyróżniał się na tle większości, działał zupełnie inaczej niż można byłoby przewidzieć, więc tak właściwie to powinna spodziewać się niespodziewanego, ale toczyła z nim podobne rozgrywki od lat, była gotowa na wszystko, wiedziała przecież, że w ich grach raczej trudno było doszukać się jakichkolwiek zasad - liczyło się tylko to, kto będzie miał ostatnie słowo, bez względu na wszystko. Starała się skupiać na tym, co działo się pod stołem. Miała wrażenie, że jej stopa dotknęła papierowej torby. Doskonale, być może uda jej się ponownie przesunąć ją w swoim kierunku... to jednak nie mogło być zbyt proste. Nie dawała po sobie poznać, że czuła, że coś jest nie tak, zamierzała dyskretnie pociągnąć ją do siebie. Oczywiście, że jej się to nie udało. Benjy przecież był czujny, a do tego dużo bardziej zwinny od Prue. Nie poddawała się jednak, nie, nie miała w zwyczaju, nawet jeśli zdawała sobie sprawę iż była na przegranej pozycji, zawsze można przecież odwrócić los, wyciągnąć jakąś dziką kartę, czy coś. Miała wrażenie, że pod stołem działo się coś niedobrego, jej prawa noga nie mogła zahaczyć o torbę, jakby ta oddalała się gdzieś bardzo daleko. Spowodowało to, że nieco się wygięła, ale tylko odrobinę, starała się to robić niezauważalnie, chociaż to wcale nie było łatwe z nogami jej długości, cóż, robiła dobrą minę do średniej gry, ale nadal starała się, aby jej twarz wyglądała jak najbardziej naturalnie, chociaż miała ochotę zacisnąć usta i przesunąć się na krześle tak, żeby wyciągnąć nogę jak najdalej. [roll=O] AF próbuję walczyć pod stołem o torbę[/i] RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Prudence Fenwick - 14.04.2026 Nie mogło być zbyt kolorowo, czyż nie? Naprawdę myślała, że uda jej się jakoś sięgnąć po papierową torbę. Nie do końca jednak wszystko poszło tak, jak zaplanowała. Zsunęła się z krzesła odrobinę za bardzo, nie oszacowała odległości swojego tyłka od jego brzegu, okazało się być ono bardzo śliskie, okropnie śliskie. Gdy wyciągała swoją prawą nogę po raz kolejny tak, żeby jakoś uratować przed mężem swoje prezenty zsunęła się na ziemię. Tak właściwie to nie zsunęła, spektakularnie z niego spadła, jebła, pierdolnęła - w zależności, jak kto wolał to określić. Udało jej się nie uderzyć póki co głową o stół, jednak to nieszczęsne krzesło zachwiało się do tyłu i przewróciło, gdy Prue sama wylądowała twarzą pod stołem, nie uderzyła głową o podłogę, bo jakimś cudem udało jej się zatrzymać na łokciach odpowiednią odległość od tego obrzydliwego i brudnego parkietu. Zapewne zwróciło to uwagę kilku osób, sama w końcu jednak miała okazję przekonać się o tym, co działo się pod stołem i tak jak jej się wydawało - Benjy właśnie zdobywał jej pakunek. Powinna była wyjść, usiąść ponownie na krześle, jednak skoro już tam leżała, wszyscy to widzieli, to może był to odpowiedni moment na to by skoczyć na jego nogi i uniemożliwić mu to, co zamierzał zrobić. Póki co jednak się nad tym zastanawiała - nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła tego analizować. RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Benjy Fenwick - 14.04.2026 Patrzyłem na nią i dokładnie widziałem ten moment, krótki błysk skupienia, kiedy próbowała ogarnąć jednocześnie mnie, rozmowę i to, co działo się pod stołem. Znałem to spojrzenie aż za dobrze - zawsze tak wyglądała, kiedy wchodziła w grę na serio, kiedy przestawała traktować to jak żart i, cholera, to było dobre. Uśmiech nie zniknął mi z twarzy, kiedy tak uparcie próbowała utrzymać swoją wersję wydarzeń, tę kontrolę, którą rzekomo miała nad wszystkim - kiwnąłem nawet lekko głową, jakbym naprawdę jej wierzył, jakbym kupował każdą jedną rzecz, którą mówiła, nawet jeśli zamierzałem to zaraz podważyć słowami. - Yhy. Widaś. - Ton miałem zbyt łagodny, zbyt zgodny, żeby był szczery. - Asz bije po oczach. Obserwowałem ją uważnie, może nawet uważniej niż wcześniej, bo coś się zmieniło - mignęło w oczach Prudence i zgasło, a ona zaczęła wyraźniej się skupiać - właśnie wtedy wiedziałem, że ją mam. Nie całkiem, jeszcze nie, w końcu rozgrywka z Prue nie mogła być taka nudna, ale wystarczająco, żeby odrobinę przechylić szalę w konkretnym kierunku… „Prawda, ty jesteś wyjątkowy, bardzo wyjątkowy, ale z wyjątkami też sobie radzę”, słysząc te słowa, zupełnie inny niż wcześniej uśmieszek pojawił się na mojej twarzy, wpełzając tam powoli, krzywo, z cieniem rozbawienia, które brało się nie z samego zdania, tylko z całego bagażu, jaki za nim stał - zbyt dobrze ją znałem, żeby to kupić bez zastanowienia… „Wyjątkowy” - to słowo brzmiało inaczej, kiedy padało spomiędzy miękkich warg mojej ukochanej niż od kogokolwiek innego, w przypadku naszej relacji zawsze miało drugie dno, nigdy nie było tylko komplementem - „bardzo wyjątkowy” w ustach Prudence Madison Bletchley nigdy nie miało prostej struktury znaczeń, nawet jeśli w tym momencie przyznawała mi nim rację, i oboje o tym wiedzieliśmy. Kiedyś używała go, żeby mnie sprowadzić do pionu, żeby wbić szpilę tam, gdzie najbardziej bolało, przypomnieć mi, że moja pewność siebie często ocierała się o coś znacznie mniej chwalebnego… Przechyliłem lekko głowę, przyglądając jej się uważniej, jakbym próbował rozgryźć, czy tym razem powinienem potraktować to jako punkt dla mnie, choćby połowiczny i wyrównujący nasz dotychczasowy bilans rozgrywki, czy jednak coś, czym znowu próbowała mnie ustawić, tylko w bardziej wyrafinowany sposób. „Wyjątkowy”, czyli trudny, czyli niemożliwy, czyli ktoś, z kim nie dało się normalnie funkcjonować, nie dostając świra, „ciekawy przypadek, lepiej trzymać na dystans” - dokładnie tak katalogowała moją „wyjątkowość” w przeszłości, gdy toczyliśmy nasze podchody i zimne wojny, sprawiając, że to słowo brzmiało bardziej jak przytyk niż wyraz czułości. Pamiętałem każde „wyjątkowy” rzucone z tym chłodnym dystansem, który wtedy doprowadzał mnie do szału. A teraz? Teraz siedziała naprzeciwko mnie, w tym samym miejscu, i mówiła to w zupełnie innym tonie - teraz brzmiało inaczej, nie do końca łagodniej, ale… Inaczej. Było w tym coś lekkiego, ale nie do końca - świadomość, że oboje pamiętaliśmy dokładnie te same momenty, kiedy „wyjątkowy” znaczyło „niemożliwy”, „wkurzający”, „za bardzo”, coś między „dupkiem” a „problemem, którego nie da się naprawić”... I, cholera, nadal trochę taki byłem. - Wyjątkowy, co? Pamiętam, jak uszywałaś tego słowa, szeby mi udowodniś, sze jestem chodzącym ploblemem. Miło widzieś, sze podniosłaś ocenę. Tylko wiesz… - Zacząłem, przechylając lekko głowę. - To „tesz”… - Uniosłem lekko brew, przyglądając jej się z tą charakterystyczną mieszanką rozbawienia i czegoś bardziej bezczelnego, czego nigdy do końca się nie oduczyłem. - To „tesz” mi się nie podoba. Jako wyjątek lubię byś… Wyjątkowy. - Na pewno wiedziała, co miałem na myśli, nie potrzebowałem tego mówić na głos - preferowałem bycie jej jedynym problemem do rozwiązywania, całą resztą mogliśmy dzielić się razem. Pod stołem nadal trzymałem przewagę, torba była już praktycznie po mojej stronie, a jej próby, choć uparte, były… Uroczo nieskuteczne. Czułem, jak się wyginała, jak próbowała jeszcze coś ugrać, i przez moment naprawdę musiałem się powstrzymać, żeby nie zaśmiać się na głos. - Mhm… - Mruknąłem ciszej, prawie bezgłośnie, obserwując jej twarz, ani przez sekundę nie patrząc pod stół, bo i bez tego doskonale wiedziałem, co tam zastanę - stopa Prue szukała torby, próbowała ją zahaczyć, odzyskać, przejąć inicjatywę. - Jusz plawie… - Wiedziałem, jaki efekt mogło to wywołać, właśnie dlatego złamałem tę gęstą ciszę, która zapanowała między nami, patrząc na poczynania żony, której zdecydowanie nie dało się odmówić determinacji. Jaka szkoda, że podczas gdy nie można było zaprzeczyć uporowi tkwiącemu w ciele Prudence, nijak się on miał do reszty jej… Fizycznych predyspozycji. Z nas dwojga, miała zdecydowanie krótsze pole rażenia, nawet jeśli zdecydowanie wykraczała poza nie intensywnością swoich spojrzeń, i gdyby mogła mnie nimi dosięgnąć, niechybnie miałbym znacznie większy problem. Już teraz pod stołem wszystko działo się znacznie szybciej niż na powierzchni - poczułem, gdy znowu spróbowała mnie wykiwać, tym razem bardziej zdecydowanie, bardziej świadomie, jakby chciała nadrobić wcześniejszy brak skuteczności - jej stopa zahaczyła o torbę, na moment nawet ją przejęła i przez mrugnięcie oka mogło się wydawać, że to ona wygra ten ruch… Przez ułamek sekundy nie zrozumiałem, co się właśnie wydarzyło. Jeszcze przed chwilą siedziała naprzeciwko mnie, spięta, skupiona, próbująca ugrać coś pod stołem, a potem… Po prostu zniknęła - krzesło zaskrzypiało, przechyliło się, a moment później usłyszałem ten charakterystyczny dźwięk, nie do pomylenia z niczym innym. Cały ten misterny układ spojrzeń, napięcia i podstolnych manewrów - wszystko poszło w diabły z takim hukiem, że nawet ci półprzytomni artyści przy barze na moment zgubili rytm swojego wycia, i naprawdę… Przez sekundę nie byłem w stanie zrobić nic poza wpatrywaniem się w to z absolutnym niedowierzaniem - nie ruszyłem się od razu, nie rzuciłem się, żeby ją podnieść, nie zareagowałem jak ktoś rozsądny, kto właśnie zobaczył, jak jego żona spektakularnie spada z krzesła na podłogę w samym środku Wiwernu. Torba nadal znajdowała się przy mnie, zahaczona o moją stopę, lecz zamiast wykorzystać okazję, by szybko zgarnąć fanty, zrobiłem coś znacznie głupszego - a więc znacznie bardziej w moim stylu - zamrugałem, biorąc wdech nosem, po czym absurdalnie powoli zsunąłem się z krzesła. Nie dlatego, że musiałem, nie dlatego, że było to rozsądne. Po prostu… Skoro już tam była… Osunąłem się, odsuwając krzesło ciężarem własnego ciała, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, ignorując całkowicie spojrzenia, które na pewno już zaczęły się na nas kierować. Oparłem jedną rękę o stół, drugą o podłogę i po chwili znalazłem się naprzeciwko Pruey, może nie pod tym samym stołem, bo tam bym się nie zmieścił, ale zdecydowanie w tym samym absurdalnym układzie, w którym żadne z nas nie powinno się znajdować, balansując między wygodą a kompletnym brakiem godności. To był ten plan na każdą ewentualność? RE: [17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue - Prudence Fenwick - 14.04.2026 Naprawdę starała się nadążyć za wszystkim, co właśnie teraz się działo, ale to wcale nie było takie proste. Musiała ciągnąć konwersację, przewidywać dalsze możliwości, a do tego przede wszystkim ogarniać to, co działo się pod stołem. To było dosyć wiele, ale nie odpuszczała, nie chciała na to pozwolić, nie poddawała się bez walki, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że jest na przegranej pozycji. Nie ma co się oszukiwać - potrafiła oszacować swoje szanse, wiedziała, że Benjy był od niej zwinniejszy, szybszy - to było całkiem logiczne, aczkolwiek nie spowodowało tego, że się wycofała. Na pewno miała coś, czym mogła go zaskoczyć, tej myśli się trzymała, to było jedynym co mogło przechylić szalę na jej stronę. Lubiła rywalizować, lubiła rywalizować z nim, bo nigdy nie mogła mieć pewności, czego właściwie mogła się spodziewać i wzbudzało w niej to naprawdę wiele emocji. - Cieszy mnie to, że to dostrzegasz, warto jest doceniać swojego towarzysza. - Nie musiała tego dodawać, bo doskonale wiedziała, że Benjy jej nie lekceważył, nigdy tego nie robił, nawet wtedy kiedy próbowali ziać w siebie nienawiścią, zawsze był czujny, nie dawał się podejść, bo wiedział, że stać ją na wiele. Zresztą ona również zawsze do ich drobnych sprzeczek podchodziła z należytym szacunkiem. Nie trafił się nigdy nikt inny, kto potrafiłby sobie z nią radzić równie dobrze, jak on. Miała świadomość na co go stać, jakie posiadał możliwości, właśnie dlatego bardzo mocno skupiała się na otoczeniu, tyle, że wypity alkohol wcale tego nie ułatwiał. Nie była być może jakoś mocno nawalona, ale czuła już lekki szum w głowie, a to powodowało, że robiła się coraz łatwiejszym celem, czego oczywiście starała się nie pokazywać. Robienie odpowiedniego wrażenia było pierwszym krokiem do tego, aby osiągnąć sukces. Dostrzegła ten uśmieszek malujący się na jego ustach, kiedy wspomniała o jego wyjątkowości. Nie był to pierwszy raz, gdy nazwała go w ten sposób. Wcześniej też jej się to zdarzało, jednak niezupełnie brzmiało podobnie. Starała się go raczej ugodzić tymi słowami, jakby uważała, że było to coś złego, tym razem chodziło jej o coś zupełnie innego, na pewno dostrzegł różnicę, był bystry zresztą jego reakcja świadczyła o tym, że odpowiednio zrozumiał jej słowa. - Wiesz, nadal jesteś kłopotem, ale sporo się zmieniło od kiedy stałeś się moim problemem. - Podkreśliła to, nie mogła się oprzeć temu, aby tego nie zrobić. Tak właściwie to od zawsze był tylko i wyłącznie jej problemem, zdążyli już też to ustalić, tylko od niedawna mogła się do tego tak oficjalnie przyznawać, chętnie korzystała z okazji, naprawdę lubiła zaznaczać to, że był jej. Kto by się spodziewał, że zrobi się taka terytorialna. - Teraz doceniam tą wyjątkowość. - Tak właściwie to zawsze to robiła, zawsze zauważała pewne niuanse, chociaż udawała, że tego nie widzi. Sporo czasu zajęło jej ogarnięcie tego, co właściwie o nim myślała, zrozumienie tego wszystkiego, walka z uczuciami była całkiem drastyczna, ale potrzebna w tamtym momencie. Dobrze było w końcu wszystko naprowadzić na odpowiednią drogę. - Nie wątpię w to, zawsze tak miałeś, widać niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Jesteś najbardziej wyjątkowym z wyjątków. - Dodała jeszcze, aktualnie nie miała problemu z tym, żeby łechtać jego ego, wręcz przeciwnie nawet lubiła to robić. Już, prawie... tylko pogorszyło sytuację. Gdy się odezwał poczuła, że traci grunt pod nogami... nawet nie wiedziała jak bardzo dosłownie. To skłoniło ją do szybszej reakcji, ostatniej próby podczas której mogła odnieść sukces. Okropnie się przeliczyła, ale to przecież nie był pierwszy raz, zdarzało jej się już wcześniej, szkoda tylko, że upadek był dosyć bolesny. Nie spodziewała się, że krzesło się odsunie, ona się przechyli, to wszystko działo się bardzo szybko, na tyle szybko, że nie była w stanie zbytnio postawić się sile grawitacji, która postanowiła ją przyciągnąć do ziemi. No, o tyle dobrze, że udało jej się oprzeć o podłogę na łokciach, jeszcze tego brakowało, żeby dołączyła do klubu osób, które miały problemy z uzębieniem. Póki co znajdowała się pod stołem, nie spieszyło jej się jakoś szczególnie na zewnątrz, właściwie może i dobrze, że się tutaj znalazła. Miała szansę zrobić pełną ekspertyzę tego, co się tam działo, a nie wyglądało to najlepiej. Benjy już prawie przejął jej papierową torbę. Gdyby była zupełnie trzeźwa pewnie przejęłaby się tym w jakiej pozycji się znajdowała, ale, że wlała już w siebie kilka drinków to wcale nie było takie oczywiste. Zresztą znajdowali się na Nokturnie, tutaj raczej nic nie powinno nikogo dziwić, to miejsce było bardzo wyrozumiałe jeśli chodzi o osądy. Nie miała pojęcia ile czasu minęło, bo na moment, krótką chwilę zamarła pod tym stołem i analizowała całą sytuację. Po pierwsze, widziała swoją torbę tuż przy bucie swojego męża, nie sądziła, że mogła z nią coś zrobić, jednak gdy nieco przesunęła wzrok zauważyła drugą z nich, tę jego, i wtedy wpadła na ten sprytny plan, żeby to właśnie ją się zająć. Z rozmyślań nad tym, co powinna zrobić wyrwał ją widok głowy, która zupełnie niespodziewanie pojawiła się przed nią. Uśmiechnęła się, kiedy tylko ją zobaczyła, oczywiście, że musiał zajrzeć pod stół. Wpatrywała się w niego przez krótką chwilę, chciała coś powiedzieć, ale to chyba nie był odpowiedni moment, zamierzała zrealizować ten jakże sprytny plan, który przed momentem pojawił się w jej głowie. Rzuciła się przed siebie, aby złapać jego własność. [roll=O] próbuję złapać drugą torbę, jeśli nie będzie sukcesu to, czy Prue uderzy głową w stół?[/i] [roll=TakNie] |