Secrets of London
[09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again (/showthread.php?tid=5998)

Strony: 1 2


[09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Atreus Bulstrode - 01.05.2026

adnotacja moderatora
Rozliczono — Atreus Bulstrode — osiągnięcie Badacz Tajemnic II
[Obrazek: b55403e492df7153486d2c78af512086.jpg]  [Obrazek: 76c84d78773d2cdde089081a5ecdf602.jpg]  [Obrazek: cbe7465bffd08f667562474a493ffa47.jpg]

3 października otrzymał od Harper oficjalne potwierdzenie, że jeśli tylko wszystkim się zajmie, to ten jego mały projekcik miał szansę wystartować. Ba, obiecał jej to przecież, że większość roboty to on odwali sam i wszystko od niego Moody dostanie gotowe, do podpisania czy oprawienia w jakąś ładną rameczkę. Cokolwiek tam się jej tylko zamarzy, ale kiedy tylko opuścił jej biuro to westchnął głęboko i boleściwie, bo dokładnie wiedział ile te jego obietnice będą wymagać od niego pracy. Dlatego pierwsze co zrobił, to napisał następnego dnia list. Ładny był, taki grzeczny i zaadresowany do biura szanownego sędziego Croucha. Grzeczny, bo była to oficjalna korespondencja Ministerialna, która prosiła o wyznaczenie dogodnej daty spotkania, bo pan auror miał sprawę. Pewnie gdyby nie fakt, że była to korespondencja oficjalna, to ton byłby nieco luźniejszy, bo jakby nie patrzeć - widywali się już tyle razy przy różnego rodzaju rozprawach, że ciężko było dalej udawać, że są sobie całkowicie obcy. Atreus co prawda nie nazwałby tego wielką przyjaźnią, ale koleżeńskie stosunki wydawały się jak najbardziej właściwym powiedzeniem. Z kolegami natomiast, o wiele lepiej było załatwiać wszystkie sprawy, szczególne te poważne. Bulstrode bowiem już dawno nauczył się, że kolesiostwo bardziej popłacało jak nie (co pewnie bardzo dużo ludzi szeptało za jego plecami, wskazując na ilość jego nazwiska w Ministerstwie).

Pracownik biura zajmujący się pilnowaniem kalendarza wyznaczył więc datę (Atreus niestety nie pamiętał, kto był w ogóle tam za te rzeczy odpowiedzialny, ale czy musiał?) i padło na dziewiąty października. Poniedziałek rano, wspaniale, nie ma to jak usiąść sobie i porozmawiać do kawki. Poprzedni dzień spędził na odsypianiu tego całego balu maskowego, który dział u Lastrangów, więc o to też można było z grzeczności zapytać. Ba, nawet i ciekawości.

Zapukał do drzwi gabinetu i odczekał grzeczny interwał czasu, zanim nie nacisnął klamki i wszedł do środka. Podniosły się na niego dwie pary oczu, bo Norwida już gdzieś nie było. W spojrzeniu Galindy odnalazł zrozumienie, a w tym praktykanta chyba odrobinę zagubienia, chociaż miał wrażenie że każdy jeden na tym stanowisku patrzył się w ten sposób na dosłownie wszystko. Atreus nie patrzył na niego na tyle długo by zainteresować się tym, co faktycznie mogło chłopakowi chodzić po głowie. Zamiast tego przypomniał się, zapytał czy Robert jest już dostępny i parę chwil później siedział w jego gabinecie.

- Cieszę się, że znalazłeś dla mnie czas - powiedział z grzecznym uśmiechem na dobry początek. - Wyobrażam sobie, ile teraz musi być pracy. W sumie cały nasz departament się pod nią ugina od Spalonej Nocy. Jakieś ciekawe przypadki trafiły do Wizengamotu w związku z tym?




RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Robert Albert Crouch - 04.05.2026

Ostatnimi czasy w biurze Roberta było nadzwyczajnie dużo pracy. Galinda tonęła w papierach, Adrian przypominał chmurę gradową, a Johna trzeba było cały czas podnosić na duchu, by nie dostał nerwowego załamania. Na szczęście już kończyli jedną sprawę papierologiczną, czyli dogłębniejszą analizę danych, które otrzymali od Laurence'a Lestrange'a. Z mieszkaniami było gorzej niż myśleli. Jednak teraz, powoli z pierwotnego chaosu, zaczęli wchodzić w etap pracy lepiej zorganizowanej i zdecydowanie spokojniejszej.

Atreus Bulstrode został przyjęty w biurze sędziowskim, a potem zaprowadzony do Robertowego gabinetu. Crouch siedział nad dokumentami, okulary do czytania osunęły mu się lekko na czubek nosa. Czuł się w nich staro, ale przynajmniej widział na papierze literki, nie zaś zamazaną szarą plamę.

— Atreusie — Sędzia wstał i z uśmiechem podał aurorowi rękę. Kiedy siadał z powrotem, zdjął z nosa okulary. — Och, żebyś wiedział. Karnych spraw jest stosunkowo mało, jak na okoliczności. Raczej mamy do czynienia z ludźmi, którzy wykorzystywali Spaloną Noc, by kraść, bić się, polewać niewinnych czerwoną farbą. Wciąż dziwi mnie to, ile było takich przypadków. W każdym razie, staramy się ogarnąć obecny chaos. Staram się załatwić mieszkania dla potrzebujących, którzy stracili swoje własne podczas Spalonej Nocy, ale przez to zatonęliśmy w papierach. Teraz jest odrobinę lepiej, rzecz jasna.

Nie wypowiedział bezpośrednio tego, co najbardziej nasuwało się na myśl przy takich rozmowach. Bowiem góra, czyli droga ministra, najzwyczajniej nie ogarniała. Natomiast ludzie mający choć odrobinę oleju w głowie ogarniali ten przeklęty bałagan, jak tylko potrafili.

— Zapowiedziałeś się, jednak nie napisałeś konkretnie, co cię sprowadza — rzekł, odkładając na bok dokumenty, nad którymi wcześniej ślęczał. — Może się czegoś napijesz? Mam herbatę, kawę i wzorem Anthony'ego Shafiqa, butelkę brandy na podorędziu.


RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Atreus Bulstrode - 12.05.2026

Fakt tego, jak niewiele ludzi zostało pociągniętych do faktycznej odpowiedzialności po Spalonej Nocy, średnio odpowiadał Atreusowi. W końcu, jakby nie patrzeć, ktoś zakroił sobie wielki zamach terrorystyczny na połowę kraju, a jedyne kogo łapali to typki od polewania farbą i złodzieje. Znaczy bumowcy łapali, bo przecież nie on, ale problem u aurorów wydawał się dokładnie taki sam. Brakowało winowajców. A co chyba była w tym wszystkim dla niego najważniejsze, to brakowało JEGO winowajcy.

- O ile nie jest to kawa wzorem Anthony'ego Shafiqa, to często się napiję. Nie wiem, czy miałbym aż tyle czasu, czy oboje byśmy go mieli, żeby siedzieć nad rozgrzewanymi na piasku czarkami - uśmiechnął się grzecznie. Nie to, że miał cokolwiek do tamtej kawy, którą jego i Victorii Shafiq zaserwował, ale na pewno nadawał się on bardziej do długich i spokojnych posiedzeń.

- Fascynuje mnie to, podobnie aż ciebie, jak dużo było takich przypadków. Farba, bicie się, polowanie. Nawet mnie w tym wszystkim okradli, głupio się przyznać, ale no zdarzyło się. Martwi mnie bardzo, że pośród tego wszystkiego, niewielu jest ludzi, którzy faktycznie wydawali się odpowiedzialni za cały ten chaos, a nie tylko z niego korzystali. Zastanawiam się Robercie, jak zapatrujesz się na tę kwestię? Czy nie milej by było, gdyby faktycznie znalazł się ktoś, kogo uwaga oscylowałaby wokół właśnie tych, którzy zorganizowali nam ten cały bajzel? Wokół, jakby nie patrzeć, morderców i osób, przez które tyle teraz nie ma domów? - zapytał, z taktownym uśmiechem przyklejonym do ust, który jednocześnie zdarzał się dziwacznie wręcz kontrastować z faktem, że nawet nie zamierzał bawić się w powolne podejście do tematu czy smalltalk. Mógł wypić kawkę, zapytać Croucha co tam, ale jakby nie patrzeć miał sprawę i nie miał zamiaru bezsensownie marnować ich wspólnego czasu.




RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Robert Albert Crouch - 12.05.2026

— Och nie, to będzie szybka i normalna kawa. Choć zapewniam cię, że ziarna mam tu równie dobre jak u Anthony'ego — uśmiechnął się.

Przeprosił na moment Atreusa i wychynął z gabinetu, by poprosić Johna o przygotowanie kawy. Cóż, zwykle wszyscy robili ją sobie sami i nie wykorzystywali w tym celu biednego praktykanta, ale zdarzały się okazje, gdy młodego trzeba było poprosić o taką drobnostkę. A i sam chłopak wolał spędzić chwilę w minikuchni, a nie nad stosami papierzysk.

Po chwili Robert znów usiadł na swoim miejscu. Oparł się o skórzane oparcie i słuchał uważnie tego co mówił Atreus. Co jakiś czas kiwał głową ze zrozumieniem.

— Doskonale wiem, o czym mówisz — przytaknął, składając dłonie na mahoniowym biurku. — Mam wrażenie, że wszyscy bezustannie biadolą, że Śmierciożercy zrobili to i tamto, ale nikt nie chce zrobić czegoś, by rzeczywiście złapać tych łotrów. A wiesz dlaczego? Bo w Wizengamocie wiele osób zgadza się chociażby z taką Philomeną Mulciber, a więc z tymi wszystkimi ideami, za którymi chowają się Śmierciożercy. Pewnie zresztą widziałeś już ten jej koszmarny wywód w Proroku. W każdym razie grupa tych pieprzonych popaprańców pozostaje mitycznym, nieuchwytnym zagrożeniem, bo okazuje się, że jak ktoś  nosi maski, to już nie da się w ogóle nic zrobić, by go złapać. Patrz, jacy są sprytni — prychnął sędzia. — Więc zgadzam się z tobą, że uwaga departamentu nie jest skierowana w dobrą stronę.

Po chwili przyszedł John z dwoma filiżankami kawy, dzbanuszkiem na mleko i cukierniczką. Robert podziękował mu z uśmiechem, a po chwili dał chłopakowi opuścić pomieszczenie.


RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Atreus Bulstrode - 14.05.2026

Ah tak, pani Philomena Mulciber. Pisała świetne artykuły, szkoda tylko że takie średnie w treści i charakterze. Chociaż pewnie gdyby nie fakt, że postanowiła przyłączyć się do nagonki na Longbottomów, to Atreus tylko ziewnąłby przeciągle na jej wzmiankę, troszkę ten problem ignorując. Ale Robert miał też rację; pewnie bardzo duża część pracowników Ministerstwa Magii popierała te jej teorie i uzasadnienia, dlaczego czysta krew to najmocniejsza krew, i tak dalej, i tak dalej. Atreus nie do końca kupował całą tę nadętą otoczkę, która dodawała wagi czemuś tak trywialnemu jak prosty fakt, że wszystko obracało się dookoła pieniędzy i wpływów.

- Czytałem - przytaknął. - A za wywodami o czystokrwistych powinnościach będą szły dalsze wskazania palcem kolejnych rodzin, które nie wpisują się w przyjęty przez nią kanon - po prawdzie to trochę go ciekawiło, kto sobie zasłużył na kolejne obwinianie. Pojawienie się filiżanek z kawą skwitował grzecznym uśmiechem i cichym podziękowaniem, wracając dość szybko do prowadzonej rozmowy. - Ale tak, jest to problem. Nie wiem na ile jest to wina osób, które mogą się z zgadzać z mecenas Mulciber, a na ile prostego faktu, że nikt do tej pory nie postanowił w tych kwestiach działać. Jestem jednak dzisiaj u ciebie właśnie z tego powodu, bo chciałbym stworzyć w naszym departamencie właśnie taką grupę. Rolą aurorów jest zajmowanie się sprawami czarnoksiężników, ale powiedzmy sobie szczerze, nie każdy czarnoksiężnik jest śmierciożercą. Dlatego wyszedłem z propozycją do Harper Moody, aby pozwoliła na powstanie grupy zadaniowej, która wzięłaby na tapetę po pierwsze samą Spaloną Noc i doniesienia z niej na temat popleczników Czarnego Pana, a następnie i inne sprawy powiązane z ich działalnością. Potrzeba mi jednak do tego dodatkowego zaplecza, w tym prawnego. Pomyślałem więc o tobie.




RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Robert Albert Crouch - 19.05.2026

Robert doskonale wiedział o nagonce na Longbottomów i już wcześniej, nawet na wokandzie, wyrażał wobec niej wyraźny sprzeciw. Okazywało się bowiem, że jedni czystokrwiści byli z jakiegoś powodu lepsi od innych. Nie chodziło przecież nigdy tylko o krew, prawda? W żyłach takiego czarodzieja miał płynąć również zestaw przekonań, jeden konkretny. Arystokratyczne przeświadczenie o własnej wyższości, przywiązanie do swego statusu tak silne, że pozwalało się na wszelkie niesprawiedliwości, a nawet często na przemoc. Wszystko z powodu mitu, w który wierzyło tak wielu.

Dlatego cieszył się, że istnieli tacy ludzie jak Atreus. Osoby, które rzeczywiście chciały coś zrobić. Schwytać Śmierciożerców, położyć kres ich zbrodniom. Robert wiedział też o siostrze Bulstrode'a, o tej tragedii, która spotkała całą ich rodzinę. Auror miał wszelkie powody, by wymierzyć sprawiedliwość. W takich przypadkach zemsta stanowiła ważną i paradoksalnie dobrą motywację.

– Oczywiście. Pomogę ci z tym, jak tylko będziesz potrzebował – rzekł, niemal wzruszony, że ktoś wreszcie postanowił coś zrobić. – Będziesz potrzebował, by przedstawić twoją sprawę przed Wizengamotem? Potrzebujesz poparcia? Czy chodzi raczej o papierologię? Oba mogę ci załatwić. Mimo wszystko sędziom nie wypada nie zgodzić się na ściganie Śmierciożerców. Jeszcze wyjdzie na to, że ktoś jest kretem – uśmiechnął się słabo. – Też pamiętaj, że nie każdy, kto z nimi współpracuje będzie czarnoksiężnikiem. Dobrze by było, gdybyś wziął też  kilku chętnych z BUM, żeby nie była to jedynie sprawa aurorów. Rozszerzenie jurysdykcji i takie tam. W każdym razie, wszystko się da załatwić. Masz może jakieś plany co do tego, kogo byś chciał w to zaangażować?


RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Atreus Bulstrode - 29.05.2026

Krew od zawsze miała swoją wagę, a niektórzy podchodzili do niej z nabożeństwem równym koniuszemu, któremu w udziale przychodziło planowanie kolejnych rozrodów. Do niego nigdy to nie przemawiało, podobnie z resztą jak i do jego rodziny (co nie broniło im dbać o czystość krwi, no bo wpływy), ale jednocześnie nie wychodził z siebie aby to wszystko negować. Dla niektórych ustawione małżeństwa były koniecznością, dla innych przykrym obowiązkiem, a Longbottomowie stali gdzieś pewnie na samym końcu tej wycieczki, biorąc pod uwagę ile w ostatnim pokoleniu było u nich czarodziejów półkrwi. Przekonania to była bardzo ładna idea, ale pewnie gdyby Crouch o nich wspomniał, to Bulstrode uśmiechnąłby się do niego grzecznie, bo było w tym przekonaniu nieco … naiwności. A przynajmniej tak to postrzegał auror.

- Dziękuję - uśmiechnął się do Roberta delikatnie, nawet szczerze i bez właściwego dla niego cwaniactwa. - Na razie chodzi mi bardziej o papierologię. Potrzeba mi kogoś rzetelnego, kto się tym zajmie, ale po tak nudnym starcie miałem też w głowie, że to do ciebie trafiałaby na tapetę większość naszych spraw, jeśli uda nam się coś ugrać. Poparcie zawsze się przyda, oczywiście - tym razem w kącikach ust zaczaił się ten szelmowski uśmiech, który rzadko kiedy go opuszczał. Gdzieś za tymi słowami kryło się dopowiedzenie, że tę część częściowo pokrywała ciocia będąca szefową całego ich departamentu. - Tak, planuję sięgnąć po parę osób z BUMu. Tak samo myślałem o konsultancie z Departamentu Tajemnic - sięgnął po kawę i upił niewielki łyk. - Jeśli chodzi o nasz departament, pomijając ciebie i mnie, to myślałem o Victorii Lestrange, Brennie Longbottom i Hestii Bletchley, więc jak widzisz, brygadzistów wziąłem pod uwagę. Może któryś z antropologów, jeśli Cynthia byłaby chętna oddać nam jednego do większości prac.




RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Robert Albert Crouch - 31.05.2026

Kiwnął głową ze zrozumieniem. Jego biuro potrafiło akurat bardzo sprawnie ogarniać wszelkie dokumentacje, może dlatego, że panowała tu całkiem przyjazna atmosfera. Robert wiedział, że istnieli sędziowie, którzy swoich pracowników, a tym bardziej praktykantów, traktowali z góry. Tak jakby nie byli to ludzie, a narzędzia do budowania czyjejś kariery. Stopnie, po których można było się wspinać. Lub jeszcze gorzej – worki do bicia, gdy coś szło nie tak i trzeba było na kimś wyładować swoje frustracje. Robert traktował swoich pracowników nie tylko z szacunkiem, ale i szczerą sympatią. Może czasem był nawet zbyt wyluzowany, ale wtedy Adrian nie bał się zwrócić mu uwagi, że może lepiej by było wziąć się do pracy zamiast urządzać sesje pogaduch przy kawie.

– Można tak zrobić, jasne. Jutro zaczniemy sporządzanie wzorów dokumentów. Przesyłać je do ciebie będziemy naszą ministerialną pocztą do biura aurorów. Albo John będzie je przynosił. No i czeka cię dużo podpisywania. Wszelkie wnioski, aneksy i zgody muszą mieć twój podpis. Przy niektórych będzie musiała podpisać się Moody, będę też potrzebował, żeby członkowie twojego nowego zespołu wypełnili odpowiednie formularze – wyjaśnił. Wyrażenie członkowie zespołu zabrzmiało trochę, jakby Atreus tworzył kapelę muzyczną. – Powiem ci, że dobrze wybrałeś kandydatów. Z Victorią Lestrange się nie znam, ale Brenna Longbottom to świetna brygadzistka. I kuzynka mojej byłej żony – zaśmiał się cicho. – Hestię Bletchley kojarzę raczej z nazwiska, ale znam jej ojca, Juliana. Kiedyś, gdy byłem jeszcze młokosem, był dla mnie miły. Milszy niż reszta aurorów, która praktykanta zwykła traktować jak element absolutnie niepożądany gdziekolwiek w ich pobliżu. Ale to dobry człowiek, który zapewne dobrze wychował swoją córkę. Nie myślałeś, żeby on też wziął w tym udział?


RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Atreus Bulstrode - 31.05.2026

Zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszędzie panowała przyjacielska atmosfera. Ba, nie musiał daleko szukać bo w samym Biurze Aurorów nie trudno było znaleźć kogoś kogo się nie lubiło. Dobrze więc było – no może nie wiedzieć, bo za mało znał ludzi tutaj – ale widzieć że wydają się czuć w swoim towarzystwie dobrze. Mówiły o tym ich aury i pewna lekkość, którą dało się zauważyć w ich podejściu.

Jak mus to mus. Nigdy nie przepadałem za pisaniem czegoś sam, ale stawianie samych parafek? Niemal jak marzenie — uśmiechnął się wesoło do Roberta, pociągając zaraz kolejny łyk swojej kawy. Dobra. Na pewno lepsza niż ta, którą mieli u siebie w biurze aurorów. — Zdążyłem trochę zapomnieć, że byłeś żonaty — przyznał bez bicia. Chyba nawet też nie do końca łapał do tej pory, że była żona Croucha była kuzynką Brenny. — Juliana też znam, ale to chyba oczywiste i faktycznie, to bardzo miły człowiek. Bardzo… ojcowski — a potem Atreus na moment umilkł, koncentrując się na kawie, ale było widać że słowa Roberta wprawiły go w zamyślenie. Czy o tym myślał? Oczywiście. Czy nie chciał Juliana w tym zespole z powodów innych niż te bardzo egoistyczne? Oczywiście. — Zdarzyło mi się. Hestia wydaje mi się świetną brygadzistką, a z nią siły i kompetencje byłyby równo rozłożone. Taka sama ilość aurorów i brygadzistów. Zdarzyło mi się z nią wcześniej pracować, szczególnie podczas Spalonej Nocy i dziewczyna ma potencjał. Potrzeba jej tylko drobnego pchnięcia, a mam wrażenie że gdyby ona i jej ojciec byli nad tym razem, mógłby pojawić się pewien konflikt — głównie odnośnie tego kto ma rację. Atreus też był świadomy że ona sam zastanawiałby się kto ma największą rację, kiedy Bletchley był tak stary. Miałby najwięcej doświadczenia z nich wszystkich. — Ale jeśli go polecasz to mogę się nad tym zastanowić, niemniej jednak chciałem to wszystko trzymać w… powiedzmy że ograniczonym gronie. Mimo wszystko nasz departament jest bardzo obciążony aktualnym nawałem pracy i nie zapowiada się żeby wiele miało się w tym temacie zmienić.




RE: [09.10.1972] If we don't do somethin’, we’ll be stuck up in the mud again - Robert Albert Crouch - 06.06.2026

Klasnął w dłonie. Cieszył się, że Atreus dobrze zareagował na informację dotyczącą podpisywania dokumentów. Niektórzy aurorzy reagowali tak, jakby mieli alergię na włókna papierowe. A i pracowników Wizengamotu traktowali czasem z dystansem, jeśli nie niechęcią. Sąd potrafił nieoczekiwanym wyrokiem spieprzyć całkiem pracochłonne śledztwo.

– To dobrze. Pierwsza porcja przyjdzie pewnie jutro – odparł z uśmiechem. – Cieszę się, że nie jestem kojarzony z moim rozwodem. Czasem wychodzą z tego niezłe afery, które zostawiają rysę na reputacji.

Może to jego kontrowersyjne polityczne poglądy przyćmiły dywagacje na temat życia prywatnego. W końcu był uważany za idealistę, naiwniaka, a nawet kogoś, kto ponoć zagrażał bezpieczeństwu państwa. Robert uważał jednak, że bez odrobiny idealizmu udział w polityce był jedynie egoistycznym dążeniem do kariery i sławy. Nic specjalnie wartego zachodu.

– To dobrze, że moje życie prywatne nie jest na językach Ministerstwa – odparł, spoglądając na zdjęcie Enid na biurku. Tęsknił za córką, szczególnie jak musiał siedzieć długie godziny w pracy. Fotografia przypominała mu jednak, że nie był jedynie sędzią, że ta rola nie determinowała jego życia.

Kiwnął głową.

– Rozumiem to doskonale. Ja też na miejscu Bletchleya bym bezustannie martwił się o bezpieczeństwo córki. Czasem staje się to ważniejsze niż jakiekolwiek obowiązki – rzekł, przypominając sobie Spaloną Noc. Z niecierpliwością wyczekiwał jakichkolwiek wieści z Hogwartu. Nawet jego dom mógł się spopielić, on mógłby zostać uderzony w twarz przy ludziach. Najważniejsze, by Enid była bezpieczna. Jakie szczęście, że akurat skończyła jedenaście lat… Szkoła Magii i Czarodziejstwa była doskonale chroniona, Dumbledore zawsze o to dbał. – Dobrze, że bierzesz młodą do zespołu. I że będzie panować równowaga. Myślę, że z takimi ludźmi możesz zrobić dużo dobrego. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z tymi bandytami. Macie jakieś tropy? Plan, od czego zacząć?