![]() |
|
[9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna (/showthread.php?tid=6255) Strony:
1
2
|
[9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Millie Moody - 05.08.2026 9.10
popołudnie, bo od rana dzieją się rzeczy Ktoś mógłby powiedzieć, że to za dużo jednego dnia (tak, na Ciebie patrzę Basilius!), ktoś mógłby powiedzieć, że to chaos i zaśmiać się złowieszczo (myślałeś, że o tym nie wspomnę Thomasie?), a jednak dla panny Moody była to w pewien sposób codzienność. Nie dojedli obiadu, bo przypomniała sobie w ostatniej chwili na wczoraj, że miała ogarnąć kilka rzeczy dla Morpheusa w Dolinie, w tym zahaczyć tak o warownie, jak i Strażnicę. Jako jego osobiste potrójne P (przynieś podaj pozamiataj) sprawdzała się świetnie, szczególnie że teleportacje opanowała do poziomu Carrowoskiego (może w jej żyłach płynęła Carrowowska krew? Nie była pewna, nigdy aż tak nie śledziła nitek rozchodzących się od jej głowy). Zatem z kotletem między zębami tepnęła ich do Doliny, podzieliła zadaneczka, żeby jak najszybciej mieli je z głowy, a finalnie spotkali się właśnie tutaj - u Abbotów. Pobrane próbki sadzy znalezione podczas październikówego sprzątania, cośtam cośtam. Gospodarze bardzo miło pozwolili im zostać jeszcze przez moment, w bezkresnym sadzie wypełnionym ciszą spokojem i zapachem biegunowo odległym od spalenizny. To było bardzo miłe. Tak leżeć z trawką w ryju. – Wiecie… mogłabym z Wami pójść do Bertiego, zobaczyć jak mu idzie z domem, ale jeszcze zacząłby zadawać pytania. To straszny plotkarz jest wiecie? Już i tak na mnie dziwnie patrzył podczas Mabon. Mówił że masz świetny gust Liszku, podobała mu się koszula, którą wybrałeś mi na te przeklętą imprezę. Ta w rybki – opowiadała rozleniwiona złocistym popołudniem, ciesząc się, że trawa jest na tyle wysoka, że mogła spokojnie położyć swoją szczupłą rękę gdzieś między pasmami i sięgać paluchami do głowy Thomasa, aby jego nieuczesane myśli były okiełznane przez niekończące się mizianie loczków (tak zwana produkcja gniazda, zamiast pomagać mu we fryzurze, raczej reglarnie ją dewastowała, a teraz dewastowała ją z podwójną zawziętością). Takie efekty i to bez herbaty grzybowej! A właśnie – Co myślisz Tommy? Powinniśmy jednego dnia przyćpać ten napar od Morfiny we trójkę. To skandal, żeby Liszek był pozbawiony możliwości jedności z naturą. Jak myślisz czym by był jak ja byłam mułem ze stawu a Ty wątpliwej jakości plażą porośniętą kępkami trawy? – Tak bardzo kochała się taplać w absurdzie. Nie odwracała głowy, uwiedziona ciepłym słońcem rozpłaszczonym na uśmiechniętej buzi. Bo buzia jakoś nie mogła przestać jej się uśmiechać. Tak bardzo nie chciała, żeby ten dzień się kończył… RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 05.08.2026 Dzisiejszy dzień przebiegał mu na cudownym nierozważaniu wszystkiego co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku godzin. Po prostu cieszył się tym co było, przyjmował z radością obecny stan rzeczy i jakby nigdy nic… Po prostu był tutaj z nimi i wspólnie wykonywał zlecone zadanie. No… To znaczy teraz to tak dokładniej to po prostu we trójkę leżeli w trawie i naprawdę dawno nie pamiętał kiedy tak bardzo nie martwił się czymkolwiek. Kto by pomyślał, że spontaniczne całowanie się na łóżku z dwójką przyjaciół okraszone wieloma niedopowiedzeniami, podziała na niego lepiej, niż jakkakolwiek herbatka wyciszająca? Na pewno nie on. – Jakie mógłby tak naprawdę zadawać pytania? – spytał przymykając na chwilę oczy. Był już trochę zmęczony, ale nie w ten okropnie drenujący sposób, który zmuszał go do siedzenia w jednym miejscu i uważania na krwotoki. – Ludzie się przyjaźnią, zwłaszcza jeśli pomagają innym po pożarach. Każde z nas zna się też z każdym od dawna. Nie mamy też wypisane na twarzy, że razem… No. – Potem jednak usłyszał o koszuli i zamiast dalej dyskutować na ten temat rzucił ciche hm na znak, że może rzeczywiście miała rację. Nagle jednak uniósł się nieco na łokciach i spojrzał na nich badawczo. – Czy ja chcę w ogóle wiedzieć? Nie ważne. Nie nie chcę. Albo jednak chcę. Co braliście i nie, nie będziecie tego brać ponownie nie ważne, czy ze mną, czy bez. – Muł i trawa. Cudownie. Chociaż… Chyba powinien się trochę tego po nich spodziewać. RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Thomas Figg - 07.08.2026 Nie zasępiać się i nie rozmyślać o tym wszystkim co się dzieje - tak przecież to było takie proste. No może nie dla Thomasa, całe jego życie to było zamartwianie się i rozgrywanie w głowie scenariuszy najbardziej nawet niemożliwych, ale przecież zawsze mogło się coś wydarzyć takiego. Czy teraz w jego głowie rozgrywało się milion bardziej lub okropnie nieprawdopodobnych scenariuszy jak ta chwila błogo spędzonego czasu we trójkę mogłaby się okazać drastycznym końcem ich wspólnie spędzanego czasu? Jeszcze jak… Dlatego też, kwestia tego, że nie siedzieli w domu, tylko wyszli załatwiać rzeczy działała na plus, bo przynajmniej miał czymś zajęty umysł. A tak? Przyjemne wspomnienie tych chwil z wcześniej przeplatało się z niestworzonymi scenariuszami, które mogły się jeszcze wydarzyć i bardzo mało z nich było przyjemnych. Swoją drogą spędzanie z nimi wspólnie czasu było nad wyraz kojące i przyjemne, ale wszystko to wydawało się być zbyt ładnym snem, pytanie tylko czy obudzi się do szarej rzeczywistości czy przyjemność zmieni się w koszmar? Przymknął oczy, aby odgonić od siebie te myśli, żeby jeszcze czerpać radość z tych wspólnych momentów. - Z domem? To mu się spalił? Czy robi remont po prostu? - zapytał nagle wyrwany przez słowa Millie ze swoich rozmyślań. - Ale skoro jest plotkarzem to na pewno chcesz nas tam zabierać? - przekrzywił głowę próbując się spojrzeć na nią, co nie było takie proste jeśli nie chciał, aby przestała mu mierzwić włosy. Zaśmiał się, głośno i niewymuszenie na wspomnienie picia herbaty na poddasz u Stawu, kiedy to potem sam skończył w stawie i wyglądał jak potwór z bagien - cały w rzęsie i wodorostach. Dwa dni z siebie zmywał tem zapach potem. - Ale musisz wiedzieć Basil, że to zazwyczaj kończy się kąpielą w stawie - dodał nim przeszedł do odpowiadania. - Nie braliśmy nic, a przynajmniej nie specjalnie. to nie nasza wina, że Morpheus trzymał swoje specjalne herbaty razem z tymi normalnymi. Poza tym dobrze wspominam ten wieczór… - zakończył, bo w sumie był to jedne z wielkich skoków w tej całej ich znajomości jaka ich łączyła z Millie. Kto by pomyślał, ze wspólny trip po halucynogennej herbacie tak może zbliżać do siebie ludzi. Spoglądał tępo w niebo, patrząc na wolno płynące chmury. - Powietrzem. Bo wiesz, jest taki delikatny i praktycznie zawsze jest obok, nawet jak go nie czujesz to masz świadomość, że tu jest - dodał patrząc cały czas na jedną z chmur. RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Millie Moody - 07.08.2026 "Że razem… no" było najdoskonalszym doprecyzowaniem tego co się obecnie działo i Milles w przeciwieństwie do czarnowidztwa Thomasa widziała nadchodzącą przyszłość w innych barwach. Dusznych i migoczących tańcem spalanych świec w pokoju w którym ktoś bardzo prędko będzie musiał nałożyć po powrocie runy wyciszające. Bardzo. Prędko. Na razie leniwie wodziła po skórze głowy " p r z y j a c i e l a " myśląc sobie jak mało wie o Bottcie jej drugi " p r z y j a c i e l ". Łagodny pomruk dobił się z piersi i przez moment pokokosiła się na miękkiej jesiennej trawi z pozoru szukając lepszego ułożenia choć trudno było o lepsze. Mogłaby… tak… umrzeć… Nie miałaby nic przeciwko. Ta chwila była warta wieczności. Nagle coś jednak ją tchnęło i zamiast podążyć za leniwą stróżką słów, jebnęła Thomasa przez ten głupi łeb. Nie żeby boleśnie, ale tak by poczuł jej irytacje. – EJ to ja byłam ziemią, a Ty wodą młotku! Co mnie nie poprawiasz! – prychnęła, szybko powracając do splatania palców z czarnymi kędziorkami i kładąc ponownie głowę na poduszce z niczego. – Szczerze mówiąc ledwie co pamiętam, poza tym, że Księżycowy Staw tym razem nie próbował mnie utopić, tylko przytulił i powiedział że będzie mnie ochraniać, a potem się okazało, że to Tommy. Ot, taka ciekawostka ćpuńska. Z resztą… Liszek jako powietrze? Nie wiem czy się nie obrazi, ale na pocieszenie w kartach powietrze to karta żelaznego miecza rozsądku. I potężnego kutasa. – Dodała lekko. – Tak tak Liszek, wiedz, że oczekiwania wobec Ciebie są wysokie. – prychnęła, nie zastanawiając się zbytnio nad tym czy wypada czy nie wypada. Zasadniczo, jej mózg wyparował gdy się całowali. Nie na samym początku, ale później, gdy nagle się okazało, że nie tylko ona jest zachłanną dziwką. Westchnęła ciężko. Do wieczora zostało tysiąc godzin. Do momentu kiedy wszyscy zasną dwa tysiące. RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 11.08.2026 Zazwyczaj Basilius nie miał najmniejszego problemu z powstrzymywaniem się, aby nie mówić głupich rzeczy. Ha! Co więcej, najczęściej nie musiał się nawet powstrzymywać, bo po prostu struktura jego mózgu nie posiadała naturalnych predyspozycji do wypluwania z siebie głupot. A jednak ten dzień ewidentnie coś pozmieniał w jego głowie, bo naprawdę musiał się bardzo mocno hamować, aby jego odpowiedzi nie były skrajnie głupie. Tak w trosce o Thomasa i Millie, którzy mogliby paść z szoku po usłyszeniu kilku tekstów. "To zazwyczaj kończy się kąpielą w stawie." A nie możemy po prostu tego zrobić bez podejrzanych herbat? "Bo wiesz, jest taki delikatny i praktycznie zawsze jest obok, nawet jak go nie czujesz to masz świadomość, że tu jest." Spokojnie, łatwo mogę zmienić ten stan rzeczy i być o wiele bardziej wyczuwalny. "Nie wiem czy się nie obrazi, ale na pocieszenie w kartach powietrze to karta żelaznego miecza rozsądku. I potężnego kutasa." Czyli jestem powietrzem. Westchnął cicho i w milczeniu spojrzał w niebo, gratulując sobie wystarczająco wytrwałych resztek rozsądku. Na ostatnie stwierdzenie Millie nie miał jednak już głupiej odpowiedzi, a jedynie przygryzł wargi. Wysokie oczekiwania… Wiedział, że nie mówiła tego całkowicie na poważnie, ale nagle ogarneły go pewne wątpliwości. Nie wobec Thomasa i Millie, te obecnie w ogóle nie pojawiały się w jego głowie. Po prostu… Kwestie fizyczności i pewnycb oczekiwań bywały… Wymagały pewnego tłumaczenie dlaczego jego energia ucieka tak szybko, a to z kolei boleśnie wiązało się pewną rozmową, której bał się przeprowadzić. I normalnie nie miałby z tym problemu, gdyby nie to że… Ta sytuacja nie była do końca normalna, a on dobrze wiedział, że z każdym kolejnym dniem robiło się to coraz bardziej niesprawiedliwe wobec Millie. – Oboje jesteście nieroformowalni – mruknął ostatecznie. – I żadnych podejrzanych herbat na mojej warcie. RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 11.08.2026 !BINGO C1 RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Pan Losu - 11.08.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: C1 wariant: 1 typ: zdarzenie Dostałeś w pracy dwa bilety – być może w ramach „uznania za wybitnie wypełnione raporty”, a może to klient użył go jako formy napiwku. Podejrzewałeś, że to próba pozbycia się nadmiaru wejściówek kiedy zorientowałeś się, że to bilet do mugolskiego kina! I to na jakiś wyciskacz łez...! Kolega zaoferował, że chętnie zamieni się na bilety do czarodziejskiego teatru... Masz ochotę zabrać gdzieś swoją drugą połówkę? Liczycie na wzruszenie, śmiech, czy na to, że światła zgasną na tyle długo, by spleść dłonie w półmroku? RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Thomas Figg - 18.08.2026 Leżał sobie leniwie patrząc w niebo, normalnie nie pozwalałby sobie na odpoczynek i rzucałby się w wir pracy, byleby mieć tylko zajętą głowę, ale przebywanie z tą dwójką równie dobrze uciszało jego wewnętrzny głos, który choć dochodził do niego to jakby miał mniejszą moc wówczas? Kto wie, może i by doszedł do tego, gdyby nie edukacyjny strzał w łeb od Millie. -Ała kurwa, za co?! - oburzył się odwracając na brzuch i patrząc na nią oskarżycielsko spomiędzy trawy. - Aaa… Bo wiesz moja droga, mogę albo skupiać się dokładnie na tym co mówisz, albo na tym jak miziasz mi włosy, jedno z dwóch. Nie oczekuj, że jak traktujesz mnie niczym kota to potem nie do końca słyszę - bo mruczenie zagłusza mi dużo słów - dokończył pokazując jej język i tym razem chowając twarz w trawie, zupełnie jakby chciał sprawdzić ile mrówek chodzi pod nimi. - Patrzycie na to ze złej strony - burknął cały czas ze schowaną trawą. Pewnie gdyby mógł to by przewrócił oczami, znaczy zrobił to ,ale nikt tego nie widział - Chodziło mi o to, że powietrze jest niezbędne do życia, no bo spróbujcie żyć bez niego, nie przetrwacie dłużej niż ile, dwie minuty? Nie chodziło mi, że jest niewidoczny czy coś takiego. Ale też że jest potrzebny, zawsze obok i spokojny Wyjrzał z trawy szczerze się do Basiliusa. - Żadne nasze herbaty nie są podejrzane, ale dobrze - zawiesił na chwilę głos i sugestywnie uniósł i opuścił kilkukrotnie brwi. - Z podejrzanymi herbatami poczekamy na nasze warty RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Millie Moody - 20.08.2026 Zazwyczaj Basilius nie miał najmniejszego problemu z powstrzymywaniem swoich ciętych ripost, a Thomas zazwyczaj nie miał problemu, by patrzeć prosto w oczy, mówiąc cokolwiek mu ślina na język przyniosła. Jeden jednak był dziwnie milczący, a drugi mamrotał rzeczy do mrówek, jak pensjonarka, która musiała wybrać trawnik, bo nie znalazła nigdzie poduszki do której mogłaby piszczeć. Moody odpowiadał ten stan rzeczy, a jej niezbyt rozwinięty poziom empatii nie zauważył rozterek malujących się na czole Prewetta. Z resztą… ignorowanie wszelkich symptomów jego stanu zdrowotnego było w pewien sposób kluczowe w ich relacji. Toksyczne, niezdrowe na dłuższą metę… Kluczowe. Tymczasem rozochocony umysł dziewczyny (i bardzo, bardzo rozochocona wyobraźnia) szybował już sobie hen daleko opierając się na skojarzeniach, które się posypały. Przysunęła się nieco bliżej głowy Thomasa, żeby ten na pewno dobrze ją słyszał, co nie przeszkadzało jej bardzo intensywnie wpatrywać się w Basiliusa, ostatecznie w końcu mówiła o nim… – Pan chyba nigdy nie latał na miotle w niepogodę. Powietrze, to też huragan, niszczycielska siła niewidzialnej determinacji, która albo napierdala Ci w twarz i zmusza do latania zygzakiem, albo ņapierdala Ci w plecy i sprawia, że lecisz piętnaście razy szybciej… Żeby nie wspomnieć o błyskawicach, to też domena powietrza. A jedna pierdolnęła mnie już jakiś czas temu, nie życzę tego najgorszemu wrogowi… chociaż nie, kilku by się znalazło, których też mogłoby jebnąć. – wolną dłonią sięgnęła po wystającą znad innych ździebeł trawkę, kłosik, który pozbawiła zagnieżdżenia w ziemi i zawadiacko wsadziła go sobie między zęby. Zapaliłaby sobie, ale może poczeka aż zmienią okolicę. Może. Drugą dłonią wróciła do głaskania Tommy'ego, nawet jeśli uprzedzał, że wtedy jej nie słucha. Być może jednak dotarło do niego, gdy tuż nad uchem dodała: – Wiesz, że bez wody też jest trudno żyć, prawda? – żadnej herbaty by się nie zaparzyło. I jak go nieco wkurwiało ją takie rozlazłe nastawienie do niej Figga po tej cholernej herbacie, ale nie dało się ukryć, że miękła. Miękła jak cholera mając ich obu obok. Było to bardziej odurzające niż wszystkie grzyby świata. – Wieczorem gramy. Bez kantów na fanty. Nie przyjmuje odmowy – oznajmiła, opadając na zielone poszycie i patrząc w październikowe złote niebo. Gdyby nie to, że coś ją łaskotało w szyję byłoby wybitnie idealnie… RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 29.08.2026 To było… Dziwne. Miłe, ale dziwne. To w jaki sposób mówili o nim porównując go do powietrza. To jak w ogóle do niego mówili. Jak w wesołych słownych przepychankach, wyczuwał ten ciepły ton skierowany w jego stronę, który zapewne również oni mogli usłyszeć w jego własnym głosie. To wszystko… W pewien sposób dodawało temu co wydarzyło się wcześniej w Księżycowym Stawie jeszcze przyjemniejszych barw. Miłe i dziwne, a jednak było w tym zdecydowanie więcej komfortu, niż niezręcznych emocji. – Myślę, że ogólnie brak jakiegokolwiek z żywiołów byłby całkiem niekorzystny dla zdrowia i normalnego funkcjonowania człowieka i całego społeczeństwa – powiedział w końcu, a na jego twarzy niekontrolowanie pojawił się całkiem szeroki uśmiech. Nagle przekręcił się na brzuch i spojrzał na pozostałą dwójką, najwyraźniej zafascynowany odbywającą się obok niego rozmową o głaskaniu, nawet jeśli był tylko jej biernym słuchaczem. – Thomasie, powiedz mi tak szczerze. Czy w takim razie jest też sposób w jaki możemy cię dotykać, abyś słuchał nas bardziej? Bo byłoby to na dłuższą metę całkiem przydatne i… – Przymknął na chwilę oczy, po czym wziął naprawdę bardzo głęboki oddech, wyrażający załamanie samym sobą, zakrył twarz dłońmi i ukrył ją w trawie. – Nie, nie ważne – mruknął spośród zielonych źdźbeł. – Nie komentujcie. Już usłyszałem jak to brzmi. Nie było tematu. Nie o to mi chodziło. Karty brzmią dobrze. Fanty też. Normalne fanty. |