Secrets of London
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Hardwick - 12.06.2024

Siedzę na kocyku z Millie i Basiliusem, reaguję na pieczątkę, mówię do pokiereszowanej Brenny.

Niemal w tej samej chwili gdy Millie zatrzasnęła notatnik, Thomas spojrzał w zupełnie inną stronę, co pewnie umożliwiło mu uniknięcie losu ciekawskiego Basiliusa, nie, żeby sam nie podzielał tej ciekawości. Choć tą mógł wykorzystać w innej kwestii.
- O, a masz jakąś kartę dla mnie? Byle bym nie był na niej w sukience, po dzisiejszym dniu mam dość. - Westchnął, nadal w podziwie dla wszystkich kobiet, które nosiły ten strój z własnej woli. Zero wygody, ciągle trzeba się pilnować, ludzie ci ją zmniejszają tak, że nie można się było ruszać…
Uśmiechnął się na pochwałę swojej gry.
- Zawsze do usług w tej kwestii - odpowiedział.
A potem zaczęła się mania pieczątkowania, i nie mógł powstrzymać prychnięcia, widząc napis na czole Prewetta.
- Nie powiedziałbym, że zgadzam się z tą pieczątką. - Wyszczerzył się, po czym wskazał na swoją twarz. - Co ja mam? - zapytał.
Zaraz potem jednak Branna rozbiła się pod jego stopami, przez co przerwał grę i odłożył gitarę.
- Merlinie, żyjesz? - zapytał, dając miejsce na działanie Basiliusowi, który zapewne znacznie lepiej wiedział, co robić.
Cóż, widać nigdy nie mogli zakończyć imprezy bez pomniejszych strat, takie jednak jeszcze mógł przełknąć, szczególnie, gdy wokół nadal panowała ta radosna atmosfera.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Bard Beedle - 17.06.2024

Finalnie bardzo wiele ciał skończyło tego dnia z białymi iskrzącymi się śniegiem plamami i brokatowymi pieczęciami wyzywającymi wszystkich od kretynów. Czarne myśli Mildred pierzchły, zalewając się tak lśniącą zabawką, jak i pytaniem Thomasa o to jaką on był kartą. Nagle projekt nakładał się na projekt, nagle wszystkich trzeba było przypasować do wielkich arkanów i nagle znów nie było ran i śmierci, nawet jeśli ta stanowiła jeden z symboli. Nikt jednak według Mildred nie był odpowiednio chudy, by się do tego nadawać, za to każdy miał okazję posłuchać kłótni Moody ze starszym Longbottomem o tron Arcykapłanki, skoro to Erik ofiarował jej portret w którym stylizowana była na tajemniczą kobietę z księżycem pod bosą stopą sugerując "przydział".

Nie będę pierdoloną wieżą tylko dlatego że mnie piorun jebnął chuju – rozbrzmiewało nad spokojnym i cichym ogrodem, a zamiast wykrzknika opadła pieczątka na czoło Morpheusa, który musiał pogodzić się z przesunięciem na arcykapłana. I tak minął im ten czas na cukrowym haju (w przypadku niektórych też alkoholowym), na czasie bezpiecznym i szalonym tylko przez wzgląd na biel kremu, który był rozcierany po ich ciałach. Nie było królowej Mab, nikt nie chciał ściąć im głowy, ani pomalować białych róż na czerwone. Nikt nie chciał czerwieni tego dnia i taki właśnie, słodki i wyzuty z karminu pozostał w pamięciach tych, którzy sięgali po to wspomnienie by przywołać swojego patronusa.


Koniec sesji

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/fc/a2/ea/fca2ea243a5a3d9295397b144b785b56.jpg[/inny avek]