![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Eden Lestrange - 16.07.2024 Przy ognisku
Mogła się domyślić, że Alastor nie będzie chciał się bawić w sztywne uprzejmości. Cieszyła się, że zrezygnował z uścisku dłoni; cieszyła się, że dzieląca ich różnica wzrostu pozwoliła na ukrycie zaskoczonej twarzy w jego objęciach. Kiedy odsunęli się od siebie, nie wyglądała już tak źle jak wcześniej - może nadal wydawała się nieco niemrawa, ale kolor ponownie zagościł na jej twarzy i chyba odnalazła ducha, którego wyzionęła na widok niezapowiedzianej imprezy. Nie nacieszyła się wigorem zbyt długo. Kolejne pytanie Millie, związane z odwiedzinami w szpitalu, sprawiło, że serce opadło jej do żołądka. Odruchowo ruszyła wzrokiem w kierunku Alka, jakby chciała niemo zganić go, że w ogóle o tym wspomniał, ale finalnie ich oczy się nie spotkały. We wstydzie Eden nie było nawet krzty jego winy, przecież przyszła tam z własnej, nieprzymuszonej woli. Powinna się oduczyć szukania winnych w zasięgu własnego wzroku. Spojrzała więc inaczej, ale też na kogoś innego. Oczy spoczęły na Mildred, wyrazem dając znać, że Lestrange próbuje przeprosić. Przełknęła ślinę, ale gula w gardle nie pozwoliła na wydostanie się tak prozaicznemu słowu. Z drugiej strony nie mogła też milczeć. - Nie sądziłam, że będę mile widziana. - Mały sukces; ani nie skłamała, ani nie użyła durnej wymówki. Niemniej nadal uderzyła w struny cudzych wyrzutów sumienia, podświadomie licząc, że wybrzmią litością. Niemiłe to było ze strony Eden, ale po trochu liczyła, że Millie też poczuje się źle, że to zelży zawód i złość, które teraz niechybnie czuła. Przynajmniej tak zabrzmiała, zadając to nieszczęsne pytanie. Nagrodą pocieszenia było odwrócenie uwagi od trwogi i wstydu, gdy Alastor zdecydował się przedstawić mężczyznę stojącego obok. Eden dotychczas była tak skołowana tym natłokiem wrażeń i nieprzewidzianych wpadek, że gdyby ktoś jej powiedział, że Alexander wyrósł właśnie spod piasku, uwierzyłaby mu na słowo. Trochę nietakt z jej strony, ale gdyby Moody nie zwrócił jej uwagi, nawet nie wiedziałaby, że tutaj stoi. - Miło mi poznać - skłamała w żywe oczy z uśmiechem, myśląc w duchu, że nie dalej jak dwa tygodnie temu ochrzciła przy Alastorze całą zgraję Bellów wdzięcznym mianem przybłęd. Nawet jeśli miała klasistowską niechęć do cyrkowców, tym razem jednak nie chodziło personalnie o Alexandra. Nie było jej miło, bo nie chciała tu nikogo poznawać. Nie chciała nawet tu być. Miała nadzieję, że będzie mogła teraz obwieścić w spokoju, że musi już wracać i nikt ją tu już rozmową nie zabawi... Nieważne. Wykrakała tego Bertiego i jak w przepowiedni wyłonił się z wody. Nie umiała powstrzymać grymasu. Spojrzała oceniająco na zbliżającego się Botta, dochodząc do wniosku, że do Wenus to on się nie umywa. Zaczęła się zastanawiać, czy może to nie on pukał im w tę łódkę, gdy była w Szkocji z Alastorem, skoro ewidentnie rezyduje też w lokalnych wodach. Pukanie w dno od spodu bardzo by do niego pasowało. Nie wiedziała, co bardziej wywróciło jej żołądkiem - jak Bott nazwał ją miłym gościem, czy to podniecenie w głosie Bella, kiedy dotarło do niego, że to ten od fasolek. No, i też od prześladowania mnie, pomyślała, ale ugryzła się w język. Boleśnie, żeby nie oszaleć. - Bertie - odezwała się wreszcie na przywitanie, głos mając nieco ściśnięty. Zbierało jej się troszkę na płacz. - Czy możemy spodziewać się w niedalekim czasie fasolki o smaku morskiej wody? Albo mułu i wodorostów? - Robiła, co mogła, żeby zabrzmieć miło, ale w duchu liczyła, że odpowie twierdząco i wróci pod wodę testować smaki. Bóstwa wystawiały ją dzisiaj na wiele prób, a Eden chyba nie była ich najdzielniejszym żołnierzem. - Wybaczcie, że tak zmieniam temat, ale co to za okazja? - Zapytała wreszcie, bo myśl o tej imprezie nie mogła jej dać spokoju. - Nie chcę się wpraszać, jeśli to prywatna posiadówka - oznajmiła, ewidentnie z grzeczności, ale też mając nadzieję, że się jednak wprasza. Wtedy bez żalu będzie mogła wrócić do domu. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 16.07.2024 Gadam z Basiliusem i Atreusem przy morzu, a potem zaczepiam Thomasa F. Z miotły akurat skakała wiosną, żadnych szans, żeby Atreus przez to się gdzieś tam w Anglii wkurwiał i oczywiście, że miała doskonały powód. – Miotła oszalała, co miałam zrobić? Obiecałam sobie, że więcej na żadną nie wsiądę. I hm… no jeśli jakieś resztki zostaną, to się zastanowimy – powiedziała, podnosząc się z piasku i otrzepując szorty, a potem skierowała znowu spojrzenie na Samuela i Norę, zajętych sobą i chwilowo obojętnych na resztę świata. – Sam jest łagodny, ale… postaraj się go nie stresować. Na pewno nie czuje się zbyt dobrze w tłumie – stwierdziła z pewnym wahaniem. Widziała na jego szyi żółtą muszlę i to powinno pomóc, miała nadzieję, ale McGongall nie przywykł do takich spędów. Bywał na jarmarkach jako dziecko, jednak te zawsze miały miejsce w Dolinie. Nawet potańcówka rozgrywała się w bądź co bądź znajomej okolicy. Teraz byli z dala od Kniei, kawałek od samej Doliny nawet, z dala od lasów, pośród zielonych klifów i nad brzegiem morza. Z pewną konsternacją spojrzała na Camerona, którego okrzyki uświadomiły Brennie, że najwyraźniej… umówili się na wyścigi? Cameron i Atreus…? Nie, zaraz: sądząc po tym, że nagle ze świstem na plażę przyfrunęła miotła Heather, Wood i Bulstrode planowali urządzić sobie wyścig. Powiodła spojrzeniem od jego, do drugiego, a potem po kocach, które zajmowali, szukając oznak ewentualnego upojenia alkoholowego, butelek albo szklanek po drinkach, wyglądało jednak na to, że nie zdążyli się podpić. Może dobrze, że dochodziło do tego na początku imprezy. – Jakby to kiedykolwiek działało – mruknęła do Basiliusa, posyłając mu uśmiech. Nie rób niczego głupiego? Tym ludziom, zgromadzonym na tej plaży, nawet nie próbowała czegoś takiego mówić, bo doskonale wiedziała, że nie posłuchają. Nie żeby ona brała sobie takie porady do serca. – Postarajcie się nie połamać i nie wpaść na klify, dobrze? – powiedziała, trochę głośniej, by i Heather mogła usłyszeć. Nie, nie próbowała zniechęcać ich do wyścigu: ani trochę nie wierzyła, że mogłoby to osiągnąć skutek, co najwyżej umówiliby się potem gdzieś, gdzie nie miałby kto ich pozbierać w razie, gdyby któreś spadło… Brenna ruszyła od morza bliżej koców. Nie siadała jednak, mając zamiar obserwować wyścig. Wędrując z powrotem bliżej towarzystwa, zauważyła kolejnego niespodziewanego gościa – Geraldine Yaxley. Zakonnicy chyba tak często przebywali w towarzystwie „tych dobrych”, że świat jakoś chciał to wyrównać, skoro pchało ich ku takim ludziom. W każdym razie przystanęła akurat przy kocyku Thomasa Figga, któremu posłała uśmiech. – Zajebisty pomysł. Jeszcze utrwalić to runami i opatentować – rzuciła do niego, wskazując na grilla i samoobracające się na nim mięso. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Morpheus Longbottom - 16.07.2024 Gadam z Woodym i Jonathanem
— Już... Już.... — podziękował obojgu, swojemu bratu z krwi i temu przez więzy duchowe i wyprostował się. Poklepał się zaciśniętą pięścią w klatkę piersiową, jeszcze kaszlnął kilkukrotnie i złapał w końcu normalny oddech. Tego nie planował, ale kontynuował, na typowy braterski sposób. — Zobacz go. Jaka rzeźba. Jedyny sześciopak, jaki ty masz, to ten z piwem. — Oczywiście w głosie Morpheusa pobrzmiewała odległa zazdrość. Bertie nie dość, że wyglądał jak jeden z bohaterów Illiady lub Kalewali, to jeszcze miał w rękach talent piekarski, dużo galeonów w skrytce i mógł jeść tyle słodyczy, ile jego dusza zapragnie i nie przybierać ani grama tłuszczu. Sam najmłodszy z synów Godryka musiał przed sobą przyznać, że zaniedbał się okrutnie i miał kształt bliższy workowi kartofli. Ni to chudy, ni to gruby, strasznie prostokątny i jeszcze na domiar złego, był niski. Nawet szpakowate włosy nie mogły mu w tym pomóc. — Isaak to dobry chłopak, daj mu spokój. Chyba mu średnio idzie po powrocie z tej... Nie pamiętam, gdzie był, jakiś taki rosyjsko brzmiący kraj. Zrobił wywiad z młodym Mulciberem i podobno była z tego... I znów piwo poszło mu nosem, na pauzie, gdy zauważył dwa gołąbki, Hardwicka i Yaxley, trzymających się za rączki. No tego jeszcze nie grali, pomimo równościowych poglądów Zakonu Feniksa. Co było z tymi morderczymi, czystokrwistymi blondynami, które sprowadzają na drogę uroczych mugolackich chłopców? — Hryja. Już, może jednak wezmę drinka, to piwo mi nie służy. Patrzcie tych. Ostracyzm społeczny dla Yaxley jak tylko wyjdą poza to grono. Ciekawe czy rodzice ją wydziedziczą, jak Charlotte... Pamiętasz Charlie, Clemensie? Rozejrzał się dookoła i zauważył czyjegoś nietkniętego drinka, a że był bardzo zmęczonym i bardzo leniwy, tak to jest gdy doba ma trzydzieści dwie godziny, ale organizm działa na trybie klasycznych długości dziennych, to go sobie wziął. Znalezione, nie kradzione. Napił się i zaczął robić się przejrzysty. — I widzisz, nie potrzebuję rad sercowych od ciebie Jonny, wystarczy że zniknę i problem z głowy. !drinkzniespodzianką [inny avek]https://64.media.tumblr.com/17b767e375eae39e4cc24019b17e6586/748699d318824a27-1a/s500x750/8a14a6dce0c18f0403a35ce2238e7880e42a703c.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 16.07.2024 Ten drink jest prawie przezroczysty… a gdy go wypijasz, też stajesz się na chwilę niewidzialny! RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 17.07.2024 przy morzu z Brenną i Basiliusem, potem Brenna od nas odchodzi, a Atre gwiżdże żeby zwrócić uwagę i krzyczy do Heather i Camerona jak tam to ściganie
Atreus skrzywił się lekko i spojrzał na kuzyna znacząco no bo doprawdy, czy on mu wyglądał na rozsądnego? Nie był teraz w pracy, żeby robić jakieś umysłowe wygibasy i brać jakoś bardziej pod uwagę to, co mogło pójść nie tak. Rozsądek zatem, nie wchodził tutaj w grę, szczególnie kiedy wypił dopiero tyle co nic, no zaledwie jedno piwko i to jeszcze nie całe. Nawet tego nie czuł i nie mogło mieć to jakiegokolwiek wpływu na jego jazdę. - Wbrew obiegowej opinii, twojej znaczy, skakanie z miotły może być całkiem fajnym zajęciem - rzucił, bo nawet jeśli chwilę temu z mało pewną miną zapewniał, żeby kuzyn tego nie próbował, to nie znaczyło że on sam tego nie robił i że mu się to nie podobało. Najlepiej, jego zdaniem, skakało się z miotły do wody. To zawsze była dobra rozrywka i w miarę też chyba bezpieczna, w końcu byli ludzie co skakali na przykład z klifów. Fajnie się też skakało z miotły na miotłę, ale to już była wyższa szkoła jazdy i trzeba było umiejętnie wycelować w drążek. - No no, jacy jesteście łaskawi, dziękuję - mruknął, teatralnie wręcz oburzony, ale zaraz uśmiechnął się szerzej. - Jak był taki straszny, to było mnie zawołać - mruknął jeszcze, wyraźnie rozbawiony że kuzyn przestraszył się jakiegoś tam niedźwiedzia, potem naopowiadał o tym jakichś strasznych historii, a na sam koniec jeszcze poskarżył Brennie. Wszystko, niczym wisienka na torcie zwieńczał fakt, że to nie był niedźwiedź, a animag. - Skoro jest zmienia się w niedźwiedzia to może jest jak niedźwiedź i jak mu znajdziesz trochę miodu to cię szybciej polubi - zasugerował ze złośliwym uśmiechem. - Basil, jak robię to wszystko dla Ciebie, rozumiesz to? - zapytał, stając nim twarzą w twarz i kładąc mu dłonie na barkach. - Ta ruda zołza naśmiewała się okropnie z twojego nieszczęścia, więc musiałem bronić twojego honoru. Jak się z tej miotły spierdolę w tym wyścigu ku twej czci to przepraszam - powiedział nagle śmiertelnie poważnym tonem, tylko po to by zaraz uśmiechnął się do Brenny szelmowsko. - Dobrze. Ale jak jednak spadnę to obiecaj, że potrzymasz mnie za rękę w szpitalu, dobrze? - tak na osłodę życia i pewnie zaraz po tym jak Florence by mu zrobiła tyradę życia. Albo gorzej, nie powiedziałaby nic. Puścił Prewetta, klepiąc go lekko po ramieniu, a potem obejrzał się gdzie ta gówniara i jej gówniarski chłopak, co się do niego rzucał jako ostatni. Heather zdążyła już przyzwać miotłę i coś tam jeszcze mówiła do Lupina, dlatego Atreus gwizdnął na nich przez palce, chcąc zwrócić ich uwagę. - Jak tam panie ścigający z głównego składu Wichrów z Carlisle? Lecisz czy grzejesz kocyk? - rzucił, uśmiechając się złośliwie, zaraz unosząc lekko rękę w której trzymał miotłę, a drugą wskazując na nią i dając Heather znak, że już jest gotowy i czeka. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Jonathan Selwyn - 17.07.2024 Przy stołach z Woodym i lewitującą szklanką [inny avek]https://64.media.tumblr.com/cfcf414aef37b03069ae848453cffdd7/27cd02011efc0b99-23/s500x750/8ae748cfb26eec883d5c6a9555c2ec4809cdfdbd.pnj[/inny avek] Gdyby był odrobinę wredniejszy powiedziałby, że jeszcze, Woody, jeszcze z nikim o nią nie konkuruje, ale oczywiście nie powiedział tego. Tak samo jak nie powiedział, że w sumie to gdzieś tam w ich niciach, jakieś pożądanie i miłość jeszcze dogorywają, więc czarodziej, jakieś szanse ma. Oczywiście odczytywał cudze nici, jedynie na wyraźną prośbę innych, więc o niczym takim pojęcia nie miał. Jonathan jeszcze raz zerknął na cukrowego Adonisa, wyrzeźbionego z lukru przez chyba samą Matkę, kiedy uznała, że potrzebuje więcej przystojnych czarodziejów na tym świecie, a potem powrócił do swoich rozmówców. Jeśli chodziło o mężczyzn miał nieco inny, bardzo specyficzny gust, do którego cukrowy bożek się jednak nie zaliczał. – Clemy, ja nie mam problemu z kapeluszami kochany. Sam w wielu wyglądam obłędnie i zgadzam się, że mogłyby bardziej powrócić do łask. — Chociaż nie wyglądał w nich tak obłędnie jak w diademach. – Po prostu pionierzy każdej dziedziny popełniają nie raz niewybaczalne błędy, a w historii mody jest nim krój twoich czapek. Prawdę mówiąc Woody nie wyglądał w tych swoich kapeluszach, aż tak tragicznie. Z jakiegoś powodu naprawdę potrafił je nosić, ale do tego Selwyn przyzna się dopiero w liście odczytanym na jego pogrzebie, gdy sam już dawno będzie martwy. – Z Polski – dopowiedział na temat Isaaca. – Pracuje w moim biurze. Isaac jest... Dobrym pracownikiem, chociaż może trochę nazbyt energicznym, ale wątpię, abyś się musiał nim przejmować. – Nawet nie potrzebował patrzeć na ich nici, aby być tego pewnym. – Zatrute? – Żachnął się na tę sugestię. – Morphy, powiedz mi jako bezstronny świadek, czy ja kiedykolwiek kogoś otrułem, aby słyszeć od kogokolwiek takie oskarżenia? Jakby naprawdę potrzebował kogoś otruć to pewnie i tak wziąłby najpierw kilka lekcji u Lottie, na której wspomnienie uśmiechnął się. Nie oczywiście dlatego, że została wydziedziczona, a na myśl jak do tego wszystkiego doszło. – Jeśli wyjdą – powiedział przypatrując się nieco parze na plaży. – Myślicie, że to jest aż tak poważne, aby młoda Yaxley ryzykowała? A może wakacyjna zabawa? Nie czekał ma odpowiedź. Po prostu zerknął na nici. Nie ważne jednak co zobaczył, ważne było to czego, a raczej kogo, nie zobaczył chwilę później. Morpheus, który najpierw zakrztusił się piwem dwa razy, teraz po prostu zanikał, tak że chyba powinien wziąść coś na odporność, bo robił się niewyraźny, aż pozostała po nim jedynie lewitujaca szklanka z drinkiem. – Morphy? – spytał kontrolnie, próbując patrzeć się w miejsce gdzie powinna być twarz przyjaciela, ale nieco źle oszacował wzrost młodszego Longnottoma w efekcie czego jego ciemne oczy skierowane były na klatkę piersiową czarodzieja. Rzucam na nici łączące Thomasa i Geraldine [roll=Z] [roll=Z] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Nora Figg - 17.07.2024 Norka stoi z Samuelem niedaleko ogniska [inny avek]https://64.media.tumblr.com/5b921153fae084d26d640c9d06bb68c1/1e7fc23431341ff0-3b/s400x600/123ebe0611947f0ce3a24151b26b9fca980f52f2.gif[/inny avek] Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej ujarzmić Samuela. Wydawał się jej być dzisiaj dziwnie spokojny, ale to dobrze, w końcu chciała dla niego jak najlepiej. Zależało jej na tym, aby czuł się dobrze wśród jej najbliższych, by niczym się nie przejmował, aby nigdy nie powtórzyła się ta sytuacja przy śniadaniu, kiedy doszło do ogromnego nieporozumienia. Teraz było zupełnie inaczej, stali tutaj razem, przy wszystkich czule się obejmując, nie dało się ich nie zauważyć. Panna Figg najwyraźniej chciała, aby każdy widział jej szczęście, chociaż może nie był to odpowiedni moment, w końcu wojna trwała, ale z drugiej strony, kiedy jeśli nie teraz? Może był to właśnie idealny moment. - Wiesz, że wystarczy, że po prostu zawsze będziesz prawda? Nie potrzebuję gwiazdki z nieba. - Nie była aż tak zachłanna. Nie potrzebowała niczego więcej, tylko tego, aby znowu pojawił się w jej życiu, tylko tym razem na zawsze. Zresztą doszli już do tego, że tak się stanie. Był pierścionek, wspólne plany, cała reszta. Teraz wszystko miało się ułożyć. Norka również ze względu na swoją muszelkę zachowywała się nieco inaczej. Nie patrzyła na innych, tylko robiła to na co miała ochotę, także zupełnie nie przejmowała się tym, że ich migdalenie się na tej plaży może wydawać się komuś nie na miejscu. Zerknęła jeszcze na mieniący się w słońcu pierścionek, który był naprawdę prześliczny. Tego nikt jej już nie zerwie, zostanie na zawsze na jej palcu. Tkwili więc tak wtuleni w swoje ramiona, jakby cały świat nie istniał, nie było tych wszystkich ludzi wokół, a jutro miało nie być, chociaż gdzieś tam pojawiał się niepokój, że powinna mu powiedzieć o tajemnicy, którą skrywała, aby to wszystko nie wymknęło jej się z dłoni po raz drugi. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Cameron Lupin - 17.07.2024 Rozmawiam z Heather, po czym idę z nią do Atreusa i Basiliusa. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0c808be6b8627a0395f18b5cfee7c49e/d6f69fa0f3673bf7-7b/s250x400/c21c00690e173b0f433858f73577888398981b09.pnj[/inny avek]
Chociaż podczas obecnego stażu w Szpitalu św. Munga Cameron zdążył zetknąć się pary razy ze śmiercią i stanami do niej zbliżonymi, tak widział też prawdziwe cuda na salach operacyjnych, do których wstęp mieli najwybitniejsi uzdrowiciele i medycy w Londynie. Czasem oberwanie klątwą mogło równać się wylądowaniem pięć metrów pod ziemią, ale zdarzało się też, że eksperci od magii leczniczej potrafili ściągnąć czarodziejów i czarownice z granicy między życiem a śmiercią. Może dlatego właśnie zakładał, że między trzydziestymi urodzinami a grobem było jeszcze miejsce na miotłę inwalidzką. Bądź co bądź, kalectwo mogło nawiedzić człowieka nie tylko w związku z poważnym wypadkiem, ale też starością czy nieprzewidzianymi wypadkami. Była w tym dużo większa losowość. Nawet biorąc pod uwagę to, że obecnie po kraju latały grupy zamaskowanych terrorystów. Lupin pokręcił głową i zaśmiał się krótko na wzmiankę o działalności rodziców swojej dziewczyny. Niestety, nie było im dane dłużej na ten temat pożartować, ponieważ zjawił się Atreus i... Rzeczy zaczęły się po prostu... Dziać. — Nie słyszałaś o szczęściu początkującego? — sapnął do Heather przyciszonym głosem, co by Bulstrode nie usłyszał. Gdzieś z tyłu głowy zaświeciła mu się lampka, że z miotlarstwem i quidditchem to nie miał za wiele wspólnego od dobrych kilku lat, ale przecież... Nikt mu nie będzie się dowalał do jego kobiety, prawda? — M-musimy m-y bronić honoru n-naszego nazwiska. To znaczy p-p-przyszłego nazwiska, c'nie? Zazwyczaj to on był tym odpowiedzialnym w związku, więc może powinien był zauważyć, że coś było naprawdę nie w porządku, skoro jego własna narzeczona mówiła mu, że coś było z nim nie tak. Ale przecież nie mógł tak zostawić tej sprawy! Heather rzuciłaby się w jego obronie jak lwica, gdyby - chociażby - Florence Bulstrode postanowiła go zaczepić. Skoro mieli wieść długie i szczęśliwe życie, to powinien zachowywać się podobnie. — P-poza tym, to nie może być takie trudne. Lataliście wokół zamku na treningach w Hogwarcie, prawda? — Wbił w nią pełne nadziei spojrzenie. — Skoro zwykłe nastolatki to potrafiły, to... Cz-czemu nie ja? Zanim Ruda zdołała mu jeszcze raz wytłumaczyć, czemu ten pomysł był fatalny, Atreus ich do siebie przywołał. Policzki Camerona pokryły się intensywną czerwienią, gdy ten użył nazwy drużyny. Nie odważył się jednak zerknąć na innych gości ogniska z obawy, że zobaczy w ich oczach... Niezrozumienie. Bo Wichry z Carlisle były grupą całkowicie fikcyjną, którą wymyślił niecałe dwie minuty temu. — T-tak! Tak, idziemy! — Pociągnął Heather za rękę. — Macie wolną miotłę czy mam lecieć z moim kochanie? RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Heather Wood - 17.07.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/e8e0aae280540e5b00da3f0924415392/967dd03ae158ec06-4d/s500x750/27d44c3129792b3b5a3d9cabf07aed5e0c780d2a.pnj[/inny avek] Podchodzimy do Atreuska Ruda stała i spoglądała na Camerona z niedowierzaniem. Dlaczego on to sobie robił? Czy na pewno było z nim wszystko w porządku? Nienawidził wysokości, nigdy z nimi nie latał, przecież od samego patrzenia na nich na niebie robiło mu się niedobrze. Chyba do reszty go pomyliło. Znaczy argument, jaki jej przedstawił, czyli chronienie ich przyszłego nazwiska nawet do niej przemawiał, ale przecież ona mogła to zrobić sama. Grała w quidditcha od lat, mało kto był jej w stanie dorównać. Wiadomo, Atreus był cwanym lisem i mógł się pokusić o jakieś sztuczki, więc musiała być czujna. Podparła się o swoją miotłę, wpatrywała się w chłopaka dłuższą chwilę. Kimże była, żeby zabraniać mu lecieć? No jego narzeczoną, miała nadzieję, że nie spierdoli się z klifów, bo to by była zdecydowanie jej wina. Odetchnęła jednak głęboko, nigdy nie należała do tych specjalnie rozsądnych osób. - Jak się zabijesz, to cię znajdę i zabiję drugi raz. - Tak, to była groźba. Atreus ich zawołał. Czas najwyższy więc rozpocząć wyścig, Cameron pociągnął ją za rękę, posłała mu zabójcze spojrzenie. - Na pewno nie lecisz z twoim kochaniem, bo zamierzam to wygrać. - Wolała uniknąć przemierzania nieba z balastem, była pewna, że sama może to wygrać, z Lupinem zdecydowanie mogłoby być jej trudniej. - Zorganizuj sobie jakąś miotłę, zobacz, tam ktoś zostawił swoją. - Pokazała mu palcem na miotłę leżącą na piasku. Ktoś chujowo ją zaparkował. Podeszła więc do Bulstrode'a. Wysłuchała, którędy mieli się ścigać, poczekała, aż Cameron do nich dołączy. Cóż, kiedy usłyszała komendę startu odepchnęła się stopami od ziemi i ruszyła w pizdu. [roll=1d100] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Cameron Lupin - 18.07.2024 Rozmawiam z Heather, a potem biorę udział w wyścigu miotlarskim.
— Miałem powiedzieć to samo, ale potrzeba obrony twojego dobrego imienia zwyciężyła — mruknął pod nosem, gdy skierowali się w stronę Bulstrode'a. Pokiwał głową na komentarz Rudej. Może i nie znał się za bardzo na miotlarstwie, ale ogarniał jeden dosyć prosty fakt: każdy środek transportu miał swoje limity ciężkości. A lot w dwie osoby mógł zdecydowanie utrudnić Heather bezpieczne manewrowanie w przestworzach. To pewnie dlatego pałkarze nie latają na jednej miotle, pomyślał przelotnie, raz jeszcze wykazując się brakiem zrozumienia zasad quidditcha. Nie minęło dużo czasu, a Lupin wrócił z pożyczoną miotłą na linię startu. Nie wiedział, do kogo należała, ale prawdę mówiąc, nie bardzo chciał się nad tym zastanawiać. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie to, aby nie zbłaźnić się przed tymi wszystkimi ''ekspertami'', którzy zapewne będą oglądać ich podniebne popisy. Cameron przełknął głośno ślinę i przejechał spoconą dłonią po trzonku. — Obyś przyniosła mi dziś szczęście — wymruczał, stając po lewej stronie od Heather, czekając na odpowiednią komendę. Dopiero teraz zaczynało do niego docierać, jak idiotyczny był to pomysł. Przecież jak do tej pory nie wsiadał na ten środek transportu z prostego powodu: bał się wypadku. Bał się uszkodzeń ciała. Bał się tego, że złamie sobie nadgarstek w kluczowym miejscu, co nie pozwoli mu na przeprowadzanie skomplikowanych zabiegów magicznych w przyszłości. A teraz... A teraz ryzykował tym wszystkim, tylko po to, aby utrzeć nosa Bulstrode'owi. Cameron wziął głęboki oddech i dosiadł miotełki, a wraz z nadejściem odpowiedniego sygnału dźwiękowego, odbił się stopami od ziemi, lecąc w górę. Gdy tylko znalazł się na wysokości dziesięciu centymetrów nad ziemią, zaczął się intensywnie modlić i przepraszać Matkę Naturę za wszystkie swoje grzeszki, jakimi mógł ją obrazić w ciągu ostatnich kilku lat. Dobry Merlinie, miej swoje dziecko w opiece...
[roll=1d100] [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0c808be6b8627a0395f18b5cfee7c49e/d6f69fa0f3673bf7-7b/s250x400/c21c00690e173b0f433858f73577888398981b09.pnj[/inny avek]
[roll=1d100] |