Secrets of London
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Laurence Lestrange - 11.12.2025

Z Rodolphusem przy stole z przekąskami. Ratuję go z niezręcznej sytuacji.

Kobieta, która zaczepiała jego rozmówcę, okazała się nie być kimś znajomym. Mężczyzna nie potwierdził, jakoby ona była jego towarzyszką dzisiejszego wieczora. A wszelkie jego ruchy dystansu od niej, jasno o tym sugerowały.

- Szanowna Pani.
Zwrócił się do kobiety z szacunkiem, licząc że otrzyma od niej swoją uwagę. Spojrzenie, albo jakieś słowo. Nic takiego nie otrzymał. Kobieta go jakby, nie słyszała. Winnym była muzyka? Nie chciał posuwać się do naruszania jej komfortu osobistego. Ale patrząc na jej zachowanie, ewidentnie było coś nie tak.

Zbliżył się bardziej i ostrożnie chwycił ją za ramię, odsuwając od szukającego ucieczki mężczyzny. Na ich szczęście, muzyka tymczasowo ucichła.

- Pan jasno powiedział, że Pani nie kojarzy. Prosiłbym Panią o kulturalne zachowanie i nie narzucanie się. Jeżeli to się powtórzy, będę zmuszony poprosić ochronę o wyprowadzenie Pani z balu organizowanego przez moją rodzinę. Czy Pani mnie zrozumiała?
Mówiąc to, upewnił się że na niego patrzyła. Ustawił się tak, aby to jego miała przed sobą a nie Rodolphusa. W swoim tonie był decydujący, władczy, nie ukrywając tego, jak jej zachowanie mogło źle wpłynąć na komfort męskiego grona gości. A nie chciał też, żeby skończyło się dla niej źle. Nie krył swojej tożsamości, jasno dając do zrozumienia z kim tym razem rozmawia. Niezależnie od pozycji w rodzinie, miała przed sobą Lestrange'a. A gdyby i drugi okazał się trochę bardziej odważniejszy wobec kobiet, to i miałaby dwóch przed sobą.
Tym samym, choć miała maskę, starał się spojrzeć w jej oczy. Jako uzdrowiciel, wyłapałby po źrenicach, czy była pod wpływem alkoholu, eliksiru-niespodzianki czy może po narkotykach. 

Jeżeli otrzyma od niej odpowiedź, puści ją. Jeżeli nie i znów zacznie mu coś odstawiać, odprowadzi ją do ochrony, która stała przy wyjściu. Ewentualnie, poprosi ich tutaj do siebie.


Posiadana Maska





RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lucy Rosewood - 11.12.2025

Sala balową, podchodzę z Gabrielem do Hannibala

Skrzydła niestety już zniknęły, ale uśmiech Lucy o dziwo wciąż pozostał taki sam – szeroki dla tych którzy ją już znali i dość nieznaczny dla każdej innej osoby w pomieszczeniu. Może nie czuła już poprzedniej lekkości, ale... Wciąż nie żałowała że dzisiaj tu przyszła. I pomyśleć, że zakładała, że już nigdy więcej nie zatańczy w należącym do jej rodziny domu. Hah... Zakładała również, że nigdy nie zatańczy z tym konkretnym wampirem na oficjalnym przyjęciu zważywszy na to, co wydarzyło się ostatnio. Powinna była zakląć jego maskę, aby zamieniła się w winorośle. Tak w ramach odwetu. Może dlatego nie powiedział jej dokładnie jaki strój zakłada?
O? – powiedziała zerkając przez ramię na jeszcze do niedawna śpiewającego roznegliżowanego diabła. – Rozumiem, że już się całkiem nieźle zapoznałeś z brytyjską kuchnią i to z tymi jej bardziej ciekawszymi odmianam  – dodała jeszcze szeptem. No cóż... Jeśli Gabriel podejrzewał, że znał tego czarodzieja, to nawet jeśli z niego pił, najwyraźniej nie wyrządził mu, zbyt, dużych szkód. – Przedstaw mnie. Bardzo chętnie.
Z tymi słowami, ruszyła od razu w stronę ich potencjalnego rozmówcy upewniając się przy tym, że Gabriel szedł wraz z nią.
Piękny utwór – zwróciła się do zamaskowanego czarodzieja.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sEEiqNc.jpeg[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Victoria Lestrange - 11.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]Rozmawiam z Christem, aż podbija do nas kobieta, która rzuca się na Rosiera i wyznaje mu miłość

– Ja też niespecjalnie – przyznała cicho i nawet dało się słyszeć krótki chichot. – Ale nie mów tego mojemu kuzynowi, bo jeszcze go to zaboli – miała rzecz jasna na myśli Louvaina, który przez jakiś czas profesjonalnie grał w quidditcha, póki nie nabawił się kontuzji. – Moja najmłodsza siostra za to złapała bakcyla, jak była na przerwie wakacyjnej w domu to cały czas trajkotała o lataniu na miotle, quidditchu i że chciałaby należeć do szkolnej drużyny – Victoria przy tym westchnęła, niemalże cierpiętniczo, ale po prawdzie, to była ze swojej dwunastoletniej siostry bardzo dumna i cierpliwie wysłuchiwała jej gadania, a nawet obiecała jej, że jeśli się do tej drużyny dostanie, to kupi jej miotłę… Nie była tylko pewna jak to teraz będzie stało w obliczu Spalonej Nocy, nie interesowała się zbytnio, czy i jakie sklepy miotlarskie przetrwały. W najgorszym wypadku ściągnie dla niej miotłę zza granicy.

Na kolejne uwagi już głośniej parsknęła śmiechem, aż niewinnie zakryła sobie usta dłonią w rękawiczce.

– Mówisz o Atreusie? – wprawdzie wiedziała głównie o tej pierwszej części, bo przemienił się w kapibarę na jej oczach, tuż obok niej i trwało to aż Anthony Shafiq nie rozproszył zaklęcia. Ale jakoś umknęła jej część dalsza o bójce i zakochiwaniu się w cudzej partnerce… Albo zwyczajnie zapomniała. To były tamte dziwaczne eliksiry, czy nie tak? PO tamtej kapibarze piła jedynie alkohol, który wcześniej tknął Sauriel, nie chcąc się przypadkiem zamienić w zwierzątko. – Bójka o dziewczynę? – zapytała jeszcze i uniosła brwi, lecz maska to zakryła. Czy może mówił o jakimś innym znajomym? Pomyślała o Atreusie przez tę kapibarę i przez to, że w zasadzie wszyscy znali się od szczenięcych lat, ale wcale nie była przekonana, czy nie miał na myśli kogoś innego. – Nie no, są jakieś granice. Bez amortencji – a przynajmniej tak sądziła, że jej rodzina nie posunęłaby się do czegoś takiego, bo skutki mogłyby być opłakane, a nie potrzebowali skandalu na miarę wesela u Blacków, choć tam kropką nad i był cyrk mugolaków.

– Podobało, lubię muzykę – ale fakt: to nie był wybór Christophera, a coś, co wymusił na nim eliksir. Silny eliksir, to trzeba było przyznać, ale czy czegoś innego można się było spodziewać po rodzinie, która słynęła z alchemików? Chris miał teraz nawet u boku kobietę, która traktowała warzenie eliksirów jako swoje hobby, a wymagało przecież mnóstwa oddania.

Cokolwiek jednak Victoria planowała powiedzieć jeszcze, utonęło w scenie, jaka się właśnie rozegrała. Lestrange otworzyła usta, ale wtedy jakaś kobieta, której twarzy nie rozpoznała przez maskę, podeszła do nich i ignorując obecność Victorii, która nadal trzymała Rosiera za ramię, wyrzuciła wyznanie miłosne do Christophera, po czym zbliżyła się do niego tak blisko, że aż stanęła na palcach, ewidentnie w jednym tylko celu – by zbliżyć się do jego twarzy, zmuszając go wręcz do pochylenia się, co spowodowało, że wypchnęła nieco Victorię, która musiała się lekko cofnąć. Nie tyle, że z wyboru, co ta nieznajoma kobieta po prostu wepchnęła się w kadr. Victorię tak to zaskoczyło, że zamrugała w szoku, zupełnie niegotowa na takie zachowanie, nie wiedziała też co powinna zrobić i w ogóle…

– Em… czy powinnam… – sobie pójść? Zostawić ich samych? Czy powinni sobie wyjaśnić to i owo? Christopher chyba nie przyszedł tutaj dzisiaj z Victorią po to, by w jakiejś innej dziewczynie wzbudzić zazdrość? Czy może dokładnie to zrobił?




RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Jonathan Selwyn - 12.12.2025

Rozglądam sie po gościach w sali balowej

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=D4gJuMf.jpeg[/inny avek]

Jonathan przechadzał się na razie pomiędzy  uczestnikami zabawy, próbując rozpoznać kto mógłby być za jaką maską. Oczywiście namierzył też wzrokiem tego jednego czarodzieja, który pod swoją szatą skrywał bliźniaczy medalion, ale uznał, że podejdzie do niego i jego partnerki dopiero za chwilę. W końcu z pewnością będzie mieć jeszcze czas, aby sprawdzić jaka aura otaczała Burkę, a chciał wykorzystać ten moment na przyjrzenie się innym. Prawdę mówiąc szalenie żałował, że nie mógł sprawdzić dzisiejszej partnerki Shafiqa wcześniej, przed zabawą. Przecież nie mogli być pewni, że kobieta nie jest tak naprawdę szalenie zakochana w Anthonym i nie spróbuję założyć mu na palec obrączki przy pierwszej lepszej okazji. A będą dzisiaj tańce! Był przekonany, że nic tak nie zauroczało człowieka jak tańczenie z Anthonym, więc jeśli jeszcze się w nim nie zakochała, to, w zależności jaką osobą była, mogła zakochać się w nim szalenie szybko!

Otrząsnął się z tych myśli i podszedł do cześci sali balowej przeznaczonej na począstunek, częstując się zwykłym alkoholowym drinkiem i przyglądał się otoczeniu, aż wreszcie jego wzrok padł na mężczyznę w czarno-złotej masce i pasującym do tego kostiumie. Nie miał na razie pojęcia kim on był, ale na rozgrzewkę spróbował zobaczyć jego aurę.

Edytuję, bo zapomniałam rzucić kostką

Aurowidzenie, percepcja III
[roll=Z]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Baba Jaga - 12.12.2025

Rodolphus



Byłeś w tragicznej wręcz sytuacji, chcąc zniknąć i żeby wszyscy dali ci spokój. Laurence oczywiście, próbował ci jakoś pomóc z kobietą, która ci się napatoczyła, ale gdzieś między jedną niezręcznością, a drugą, zdałeś sobie sprawę że ktoś cię obserwuje.

Niby nie było to nic dziwnego, w końcu był to bal i dodatkowo maskowy - skryte twarze podsycały jakieś poczucie tajemnicy, którą mimowolnie aż chciało się rozwiązać. No, przynajmniej niektórzy mogli mieć na to ochotę, a już najpewniej ci którzy nie musieli się bronić vege pasztecikami przed niechcianym kontaktem.
Twoją obserwatorką nie była uzewnętrzniająca się ku tobie kobieta, a nieznajoma która znajdowała się po drugiej stronie stolików z przekąskami, koło jednej z kolumn które miejscami wspierały salę balową. Stała, uśmiechała się lekko i wachlowała rozłożystym wachlarzem.

Nie była ubrana jakoś przesadnie krzykliwie, wybrawszy na ten wieczór przepiękną suknię z czarnego materiału, który skrzył przy każdym jej ruchu, łapiąc najdrobniejsze promienie światła. Jej maska, również czarna, zakrywała połowę twarzy, ale dla kontrastu była biała.

Niby nic. Niby wyglądała tak co druga panna, która krążyła po tej sali i która stawiała na bezpieczne rozwiązania w ubiorze, ale cholera, znałeś to przenikliwe spojrzenie. Znałeś te oczy, pewną wyższość z jaką na ciebie spoglądała i sylwetka też po chwili zastanowienia wydała się znajoma. Skojarzenie było początkowo odległe, ale im dłużej się w nią wpatrywałeś, im częściej wracałeś spojrzeniem do niej, tym to uczucie stawało się bardziej uciążliwe.

W końcu jej usta wygięły się w prowokacyjnym uśmiechu. Wyglądała, jakby pasowała do całej tej czystokrwistej układanki. Jakby od dziecka nosiła te misterne, drogie szary i bawiła się na balach. Nie ważne jak bardzo się nad tym głowiłeś, stała przez tobą Agatha.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AwRmc8T.png[/inny avek]

zadanie od mistrza gry
Stoisz oko w oko ze swoją Szaloną Ex. Jak kobieta dostała się na bal maskowy pozostaje istną zagadką, bo na pewno nie znajdowała się na żadnej oficjalnej liście gości. Oto jednak była, jak najbardziej materialna i doskonale wiedziałeś, jak problematyczna czasami być potrafiła. Oczywiście, możesz zignorować jej istnienie; może to wystarczy i Agatha będzie bawić się znakomicie bez zaczepiania ciebie. Z drugiej jednak strony... w jakiś sposób zasłużyła sobie na miano twojej Szalonej Ex. Najlepiej jednak byłoby z nią porozmawiać bez ryzykowania skandalu lub nieprzyjemności.

Co postanowisz z nią zrobić - zależy od ciebie. Pamiętaj jednak, by przy podjęciu decyzji oznaczyć mnie na discordzie lub w swoim poście. Nie musisz też robić tego od razu, jednak ważne by zrobić to do końca trwania wydarzenia.




RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Mirabella Plunkett - 12.12.2025

Narracja


Na wejściu zrobił się mały przestój - wielu z gości balu postanowiło spróbować eliksirów, które przygotowała rodzina Lestrange. Efekty wielu z nich były spektakularne - wspaniałe skrzydła, czysty śpiew czy zianie ogniem to miał być dopiero początek. Jeżeli ktoś zauważył przemiany w elfy, to albo nie dał po sobie tego poznać, albo szeptał po kątach cichutko, nie chcąc psuć atmosfery. A ta była... Wyjątkowo spokojna, mimo tego, co działo się przy stolikach z eliksirami.

Muzyka, która wypełniała salę balową, na moment przycichła. Scena, na której znajdowały się dryfujące w powietrzu instrumenty, opustoszała. Światło nieco przygasło, lecz nie zgasło całkowicie. Muzyka również nie przestała wypełniać uszu gości. Po krótkiej przerwie, która trwała zaledwie ułamek sekundy, rozbrzmiała na nowo. Była spokojna, taneczna - idealna do tańca w parach, jeżeli ktoś miałby ochotę. Parkiet na ten moment był pusty, ale powoli zaczął się zapełniać ludźmi. Eleganckie, balowe suknie skrzące się w słabym świetle mieszały się z czarnymi i białymi garniturami, a stukot obcasów wypełnił salę, zmuszając muzykę do podgłośnienia swoich tonów. Pierwsza para pojawiła się na parkiecie. Wysoki mężczyzna z niezwykle szczupłą kobietą zajęli miejsca. Dłoń na talii, druga dłoń spleciona z dłonią partnerki - dwa obroty i do pierwszej pary dołączyła kolejna i kolejna. Część gości podeszła do stołu z drinkami, a część do stolika z przekąskami. Wiele osób cicho ze sobą rozmawiało, lecz nikt na razie nie opuszczał sali.

Być może miało to związek z faktem, że na pustą do tej pory scenę wpłynął stolik, przykryty czerwonym aksamitem. Nikt jeszcze się przy nim nie pojawił - służba uwijała się jak mróweczki, przy pomocy magii ustawiając nie tylko stolik, ale również zamknięte, małe skrzyneczki. Wszystko to wyglądało tak, jakby miała odbyć się tu za chwilę licytacja. Muzyka i pary na parkiecie miały dać rodzinie czas na przygotowanie wszystkiego, na zrobienie odpowiedniego wrażenia - zbudowanie napięcia. Bo na zaproszeniu nie było przecież żadnych szczegółów, dotyczących tego wydarzenia.

Następna narracja pojawi się 19.12 (piątek). Nie obowiązuje tu kolejka ani limit postów, nadal można dołączać do wydarzenia i rzucać kostkami. Można też opuścić salę balową. Powitanie gości oraz start licytacji przewiduję w następnej narracji, wtedy też pojawią się krótkie zasady udziału dla chętnych.



RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Brenna Longbottom - 12.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]
– Dobrze wiedzieć, postaram się coś u nich zamówić w tym typie na wynos, specjalnie dla ciebie – przyrzekła. Nijak nie skomentowała ognistej whiskey, chociaż pomyślała, że to też w pewnym sensie coś o nim mówiło: jak alkohol to najmocniejszy.
Dlatego, że ogółem lubił wybory ekstremalne, czy może ognista pozwalała szybciej się upić – szybciej zapomnieć?
Aż pożałowała, że nie przyjrzała się wcześniej, jakie papierosy palił, bo chociaż większość gliniarzy wybierała raczej te najtańsze, to teraz przyszło jej do głowy, że Atreus pewnie stawiał albo na najdroższe, albo na te uważane za najpaskudniejsze i najbardziej mocne.
– Jej chyba nie ma w dzisiejszym menu, ale daj znać, gdybyś chciał uciec stąd do pubu – rzuciła tylko, nijak nie zdradzając się z tymi przemyśleniami i na moment znów zwracając spojrzenie na ogniste drinki. Układała sobie w głowie to, co usłyszała, i myślała, że właściwie to zwykła plotka, że kobiety mogły się mylić, że to faktycznie mogła być niewinna wycieczka… a jednak zniknięcie konkretnie na tę datę, Lestrange’a i zastępcy tego konkretnego departamentu…
Wiedziałeś, że Laurence Lestrange najwyraźniej spędził Spaloną Noc za granicą? – spytała, tym razem falami, aby ich przypadkiem ktoś nie usłyszał dokładnie tak samo, jak jej. Zwykle takie informacje zachowywała raczej dla siebie, by je starannie sprawdzić, a potem ewentualnie przekazać Patrickowi czy omówić z członkami rodziny wciągniętymi w zakonne sprawy… ale jakoś nie chciała udawać, że nic nie usłyszała. Nie mogła sobie nawet wmawiać, że zupełnie go to nie interesuje, bo zwracał jej nie tak dawno temu uwagę na fakt, że posiadłość rodu Burke nie ucierpiała.
- Ciekawe co planują - rzuciła zaraz nieobowiązująco, by spojrzeć ku miejscu, gdzie właśnie zaczęto ustawiać skrzynki i podwyższenie. Zakładała początkowo, że to po prostu jakieś występy: licytacje nieraz przygotowywała sama, i to zazwyczaj zajmowało mnóstwo czasu i ciężko było zrobić po cichu. Ale być może Lestrangowie wyciągali tu jakieś skarby z podziemi albo ściągnięte z Francji?

!balmaskowy


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 12.12.2025

- Kochanie... Wróćmy do siebie. Kocham cię, słyszysz? Wiem, że to ty, zawsze poznam twój zapach. Nigdy cię nie zapomnę.
Nieznajoma osoba próbuje cię pocałować. Jeżeli chcesz pociągnąć ten wątek, możesz poprosić kogoś z mistrzów gry lub znajomego, by poprowadził tajemniczą postać z konta Barda. MG Mirabella Plunkett przekaże takiej osobie wszystkie potrzebne informacje, potrzebne do rozegrania sceny.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Robert Albert Crouch - 12.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mOJXUSJ.jpeg[/inny avek]
Uśmiecham się do Brenny, łapię spadającą Urd i proszę ją do tańca.

Uśmiechnęła się do niego kobieta, a on jakimś cudem wyczuł od niej dobro. Nie miał pojęcia, czy był to jakiś szósty zmysł wybudzony eliksirem. Podejrzewał też, że za maską mogła się kryć Brenna Longbottom, krewniaczka jego byłej żony. Odwzajemnił więc uśmiech. Cieszyło go, że w strukturach Ministerstwa i w magicznej socjecie pozostały jeszcze osoby o czystych sercach.

Już miał przyjrzeć się innym obecnym na balu osobistościom, spróbować rozgryźć skryte za maskami twarze. Jednak jego wzrok przykuła nietuzinkowa kobieta. Wzniosła się ona ponad podłogę, pofrunęła na białych, pierzastych skrzydłach. W sukni o tej samej barwie przypominała stworzenie niemal anielskie. Zahipnotyzowany mężczyzna, niemal nie zauważył, że w pewnym momencie piękność zaczęła upadać. Dopiero w ostatniej chwili wyciągnął ręce, by ją złapać.

Nie znał jej. Nie podejrzewał, kim była. A może to dobrze? Anonimowość zawsze dodawała flirtowi szczypty pikanterii.

— Złapać taką kobietę w ramiona to zaszczyt — uśmiechnął się do niej. — Spadła mi pani z nieba, możnaby rzec.

Odstawił ją bezpiecznie na ziemię. Zauważył, że kilka białych piórek osiadło na jego czarnej koszuli.

— Myślę, że Lestrange'owie chronią tajemnic swoich przepisów i nie dadzą nam zajrzeć do receptur — zaśmiał się. — Ale te drinki rzeczywiście wyglądają wybornie.

Wtedy właśnie w sali rozległa się nowa muzyka. Przez chwilę wzrok Roberta przyciągnęła para, która weszła na parkiet. Potem zjawiły się kolejne i kolejne...

— Może, zanim pójdziemy po drinki, uraczyłaby mnie pani tańcem? — Skłonił się jej dworsko i wyciągnął rękę.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Christopher Rosier - 12.12.2025

szarpię się z kobietą, która wyznaje mi miłość i spanikowany patrzę na Vikę

– Masz na myśli Lou? – spytał konspiracyjnym szeptem, pochylając się nieco ku niej, z uwagi na różnicę wzrostu. – Może zmienisz zdanie, jak ci powiem, że się przechwalał, że żadna dziewczyna się mu nie oprze, bo tak świetnie lata na miotle?
A może Christopher to zmyślił albo mylił go z Caiusem, Atreusem czy kimś innym z drużyny Slytherinu, ale był absolutnie pewny, że przynajmniej raz słyszał takie przechwałki w Pokoju Wspólnym Slytherinu po wygranej w jednym z meczy. Zdawało mu się, że to Lestrange, ale równie dobrze mógł to być któryś ze ścigających. Rosier, który dbał o pozycję towarzyską, nie ośmielił się wprawdzie wtedy niczego powiedzieć, ale w duchu to sobie myślał, że co to za sukces, roznieść Puchonów.
– Apropos kuzynów, słyszałem, że twój inny kuzyn w poszukiwaniu partnerki sięga po desperackie metody? – dodał jeszcze, przypominając sobie niedawne ogłoszenie z działu w Proroku Codziennym. Aidan Parkinson poszukujący partnerki przez anonse towarzyskie: Rosier śmiał się wtedy dobre trzy minuty.
– Być może – stwierdził, tym razem prostując się i spoglądając w sufit, chwilę później, kiedy wspomniała o Atreusie. – Być może pobił się o jedną z dam, goszczących wtedy na sali…
…a konkretnie to walnął w twarz Christophera, ale Rosier nie musiał się tym chwalić, prawda?
Chwilę później stało się jednak coś, co skutecznie odwróciło jego uwagę.
Pociągnięty za ramię Rosier odwrócił się odruchowo, a wypowiadane przez kobietę słowa z początku niezbyt do niego dotarły. A potem nagle zaczęła próbować go całować: co za szczęście, że był tak wysoki, że nie należało to do rzeczy łatwych i wystarczyło, że absolutnie nie dał się jej pociągnąć w dół.
– Pani mnie z kimś myli – odparł, usiłując odczepić palce, zaciśnięte na jego kołnierzu. Gniotła mu koszulę, na litość Merlina. To była jego pierwsza myśl. Druga, to że chociaż kobiety rzucające się mu do stóp mogły mile łechtać jego ego, to na pewno nie chciał skandalu na balu Lestrangów, gdzie przyszedł z jedną damą, a potem usiłowała go obcałowywać inna. I wreszcie trzecia, jak to musiało wyglądać w oczach Victorii? Jej akurat Christopher nie chciałby obrazić. – Na litość Morgany, użyłem dziś nowych perfum, nie znam cię, a jeśli nawet cię znam, to na pewno nie chcę do nikogo wracać, jestem tu dzisiaj z kimś, kogo zaprosiłem! Kim pani jest? Wypiła pani eliksir przy drzwiach? – wyrzucał z siebie, starając się wywinąć z macek… znaczy się rąk… chyba podchmielonej kobiety i rzucając Victorii nieco spanikowane spojrzenie. Czy go z kimś myliła? Czy Cressida Avery się upiła i postanowiła zrobić scenę? Czy to jakaś była modelka, zła na niego, i uznała, że narobi mu kłopotów?

Jego aura była głównie niebieska, w tym jej odcieniu świadczącym raczej o kreatywności i wyobraźni niż religijności. Parę czarnych nitek miało raczej połyskującą barwę niż tę smolistą, i niemal nikły w niebieskim - ktoś, kto lubił uchodzić za tajemniczego, niekoniecznie pragnący walczyć z porządkiem świata. Teraz migały w niej kolory świadczące o pewnym wzburzeniu i może odrobinę o zakłopotaniu.

Tak sobie rzucam, zanim zwieję, czy rozpoznam panią, czy ktoś jednak obcy
1 – Cressida 2 – jakaś obca, podpita panna 3 – jakaś szalona fanka kolekcji 4 – jakaś obca, myląca z kimś Chrisa
[roll=1d4]

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]