Secrets of London
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Perseus Black - 20.03.2023

Było przyjemnie, dopóki nie ograniczały ich zobowiązania - tego był bardziej niż pewien. Nie chciał się wiązać na stałe, nie teraz, gdy dopiero co odzyskał wolność. Lecz czy naprawdę była to wolność? Może tylko ładnie opakowana samotność? Nie, w ostatnich tygodniach Perseus nie czuł się w ogóle samotnie; może tylko wtedy, gdy leżał w tamtej piwnicy i myślał, że nie zobaczy już nigdy wschodu słońca. A później pragnął wręcz samotności, gdy bliscy tłumnie zjawiali się nad jego szpitalnym łóżkiem.
Nie wiem — odpowiedział, wpierając swoje czoło na czole Vespery — Rodzice dają mi dyskretne znaki, że oczekują, że znajdę sobie jak najszybciej nową żonę, gdy sytuacja ucichnie, ale... Nie chcę teraz o tym myśleć.
Czy rozważał kandydaturę czarownicy w jego objęciach? Tak, ale doszedł do wniosku, że to zły pomysł. Za mało się znali, poza tym obawiał się, że połączyła ich tylko pasja. Nie śmiał więc kontynuować tego tematu.
Moja krew w dużych dawkach też potrafi być trująca. Chcesz spróbować? — odparł, a następnie chwycił znajdujący się na stole nożyk, służący najprawdopodobniej do podcinania łodyg kwiatów, albo przecinania rzemyków. Naciął opuszek kciuka, na którym pojawiła się czarna kropla, a następnie wsunął palec pomiędzy jej wargi. — Nie bój się. Zaufaj mi.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 20.03.2023

Przez krótką chwilą wyraźnie się zastanawiał, aż wreszcie wzruszył ramionami i spojrzał w kierunku stołów.
- Jeśli już mamy działać przeciwko tradycji, to na całego. Jakieś preferencje co do kwiatów? - posłał jej szelmowski uśmieszek i ruszył w kierunku miejsca gdzie rozstawiono wiadra z kwiatami. Jeśli Brenna jasno nie zadeklarowała preferencji, to przez moment rozglądał się za jakimiś, które najbardziej zwróciłyby jego uwagę, a potem przysiadł do plecenia wianków.
Nawet nie przejmował się potencjalnymi krzywymi spojrzeniani starszych kobiet i Abbotówny, które odpowiedzialne były za stoły i pomagały niektórym. Najpewniej jeżyły się tylko dlatego, że dzisiejszego wieczoru nie spotka ich nic ciekawszego niż mężczyzna zaplatający wianki i to nawet nie dla własnej przyjemności, tylko w imię większego dobra. A dokładniej śledztwa.
Jeśli Longbottom wcześniej sama nie powiedziała mu dokładnie, jakie kwiaty sobie życzy w swoim wianku, sięgnął po tulipany, emulując jej własne dzieło, ale też frezje, żeby nieco przełamać monotonię. Nie interesowało go ich znaczenie, a sam wynik końcowy; ogólna prezencja i zwyczajny fakt, czy jego twór nie rozleci się przy najlżejszym dotyku. Co prawda dość spory problem stanowił fakt, jak bardzo beznadziejny był we wszystkim związanym z rzemiosłem, ale miał nadzieję że skoro pokonał go pal, to chociaż kwiaty ulegną.

[roll=T]
[roll=T]
[roll=T]

Sam był zdziwiony tym, jak dobrze mu szło. Kwiaty zaplatały się niemal same i zanim się obejrzał, mial przed sobą pełnoprawny wianek. Pokiwał głową z uznaniem sam sobie, przez moment zastanawiając się, czy przypadkiem nie minął się z powołaniem i nie powinien zostać florystą. Wstał zaraz i wrócił do Brenny, wręczając jej gotowy wianek i życząc szczęścia.

Czekam na gracza


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Theodore Lovegood - 20.03.2023

Było mu smutno, że Cameron i Julien się zgubili. W grupie zawsze było jakoś raźniej, ciekawiej i weselej. Nie załamywał się jednak, gdyż święto nadal trwało i był przekonany, że jeśli nie ich, to innych wystrzałowych ludzi napotka po drodze. Uśmiechnął się głupkowato sam do siebie.
Zerknął w stronę pali. Według Theodore była to jedna z ciekawszych części święta. Chciał się powspinać, rywalizować, jeśli nie dla miłości, to chociaż dla sportu. Walka o bycie najszybszym w trakcie wspinaczki przypominała mu o czasach, gdy w barwach puchonów konkurował z rywalami na miotle. Choć minęło od tego czasu kilka lat, to nie łatwo było zapomnieć uczucia adrenaliny uderzającej do głowy. Już zacierałby ręce, szykując się na rywalizację, gdyby nie to, że każdy wspinacz potrzebował najpierw ofiary damy, która da mu wianek.
Rozejrzał się, po czym niby to zamyślony ruszył przed siebie, by się porozglądać, podpatrzeć i posłuchać. Może ktoś interesujący trafi się po drodze?


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Alastor Moody - 20.03.2023

Wbrew temu, co można było o Moodym myśleć, lubił Beltane. Lubił zabawę i alkohol, lubił też kobiety i niejednokrotnie ścigał się tutaj, żeby zaimponować którejś z licznych wybranek. Najwyraźniej żaden rytuał nie pomógł mu w utrzymaniu którejkolwiek z nich na dłużej. Nawet magia płynąca od samych bogów nie potrafiła pomóc facetowi, przy którym można było poczuć się jedną z wielu, a przy tym i tak zostać zepchniętą na drugi plan, kiedy tylko Auror wciągnie się w wir pracy.  Nucił sobie w rytm tych bębnów, słuchając tłumaczenia się straganiarza przyłapanego na sprzedawaniu niesprawdzonego szmelcu. Typ na szczęście zwijał już manatki, ale Moody i tak pociągnął go za kołnierz i spisał wszystkie jego dane. Jutro nie omieszka złożyć raportu ze wszystkimi uwagami prosto na biurko Bones'a. Dzisiaj z rękoma splecionymi na wysokości klatki piersiowej, stał nad nim i obserwował, jak ten pakuje wszystko do płóciennych toreb. Zaraz będzie miał przerwę. Nie napije się niczego poza wodą. Nie weźmie udziału w loteriach. Mógł zaimponować jakiejś pannie, która nie miała żadnego partnera, ale...

- Hm? - Odwrócił się w stronę Lyssy, w geście zdziwienia unosząc do góry brwi. Momentalnie ukuło go uczucie chłodu. Dziesięć lat temu, chwyciłby te kwiaty, wrzuciłby je na szczyt, zanim ta zdążyłaby oprzytomnieć, a później porwał ją do szalonego tańca. W teraźniejszości oceniał samego siebie za samą myśl, która nierozważnie przeszła mu z tyłu głowy. - Ale... - Widać po nim było, że coś jest nie tak. - Przyjmuję podziękowanie i mogę wspiąć się tam dla ciebie, jeżeli o to ci chodziło, ale nie mogę dopełnić z tobą tego czaru. - Była zbyt młoda, aby mógł dostrzec w niej kobietę. Nie pomagał tu też fakt, że przez filigranową urodę, Moody brał ją za jeszcze młodszą niż była w rzeczywistości.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 20.03.2023

- Tradycje są po to, żeby je porzucać – odparła Brenna. Może nie w każdej sprawie, ale… cóż, dla niej tradycja miała sens tylko w tym przypadku, gdy chciało się ją kultywować. A zasady? Taaak, musiały istnieć. Choć jednak mało kto spodziewał się tego po Brennie... bywała wobec nich elastyczna. Zwłaszcza od początku wojny.
Krzywe spojrzenia? Też o nie zupełnie nie dbała. Wiedziała, co stanie się tu – zapewne nocą, gdy ogień stanie się najpotężniejszy. Jeżeli jutro ktoś będzie pamiętał o tym, że Brenna próbowała wspiąć się na pale w Beltaine, to będzie dziwnym gatunkiem człowieka i…
…to znaczy, że zupełnie jej nie znał. Longbottomówna w całej Dolinie Godryka słynęła z tego, że uwielbiała włazić na okoliczne drzewa. Co nie oznaczało, że spodziewała się, że tutaj pójdzie równie dobrze. Pal miał to do siebie, że był pozbawiony gałęzi.
Nie miała preferencji, co do kwiatów, a tulipany jej odpowiadały: po pierwsze zawsze lubiła te rośliny, kolorowe i mniej… rzucające się w oczy niż róże, po drugie – akurat ich symbolikę znała i nadzieja bardzo jej odpowiadała.
Przyjęła wianek z rąk Atreusa. Z jednym w ręku, z drugim na głowie, ruszyła dokładnie do tego samego pala, na którego próbował wcześniej wejść auror…

!wspinamsieZ


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 20.03.2023

Brenna Longbottom


Wspięcie się na majowy pal nie było czymś prostym, ale tobie udało się obrać dobrą taktykę. Nie byłeś najszybszy z grupy mężczyzn, która wspinała się z tobą, ale zabrakło ci do tego dosłownie sekundy. Zeskoczyłeś na dół dość zgrabnie, mogąc być zadowolonym ze swojego wyniku. Czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu.



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 20.03.2023

Ona również nie miała zamiaru brnąć w temat małżeństwa. Nie był on dla niej wcale przyjemny, a to, że nadal nie miała żadnego stałego partnera mówiło samo za siebie. Samotność doskwierała jej od zawsze, nie licząc swojej rodziny nie miała nikogo z kim mogłaby ją dzielić, aby nie czuć tej pustki. Próbowała ją zastąpić przelotnymi romansami, które burzliwie się zaczynały i tak samo się kończyły. Miała nadzieję, że znajomość z Perseusem nie będzie bolesna, ona wolała ból zadawać, a nie go czuć.

Jego bliskość była ciepła, przyjemna i taka dziwnie katująca jej umysł. Serce waliło jej szybko jak nigdy, jakby właśnie z kimś walczyła, a nie lawirowała w podnieceniu. Vespera nie myślała o ślubie z nim, nawet nie przyszło jej to do głowy. Tak dawno temat ślubu stał się dla niej odległy, że nawet nie pomyślała o tym, aby Perseus mógł zostać jej kolejnym mężem, ale jak to mówią do trzech razy sztuka i może… Nie! To nie ten czas, nie ten klimat. Tu nie chodzi o małżeństwo, które psuło pożądanie. Była to na pewno wina obrączek, a nie źle dobranych partnerów, prawda?

Gdy zadał jej pytanie o krew uniosła brwi patrząc jak chwyta nożyk i nim zdążyła zareagować patrzyła na czarną krew na jego palcu. Gdy zbliżył palce do jej ust spojrzała na niego z obawą, ale nie cofnęła się. Rozchyliła wargi, a jego kciuk wylądował w środku. Zamknęła na nim usta delikatnie się na nim zasysając. Kąciki jej ust uniosły się w figlarnym uśmiechu, a do jej głowy uderzyło dziwne uczucie, które chciało zawładnąć jej ciałem. Złapała jego nadgarstek i powoli wysunęła jego kciuka z usta patrząc na niego pytająco. Nie za bardzo rozumiała, co się działo.

— Nie ufam byle komu, doceń to. – szepnęła.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Eden Lestrange - 20.03.2023

Gdyby nie William, nie przyszłaby tutaj nawet jeśli rzekomo sam Merlin, we własnej osobie, miałby powrócić z zaświatów na tej oto polanie i w samym tylko wianku odtańczyć kongę.
Nie była pewna, czemu aż tak zmiękła w stosunku co do męża, ale wmawiała sobie, że po prostu nie chce dolewać jeszcze więcej waleriany do herbaty ojca drugim rozwodem w rodzinie. Ostatnim razem obchodziła Beltane podczas ostatniego roku Hogwartu, kiedy któraś z przyjaciółek zaciągnęła ją praktycznie siłą, licząc, że ustrzeli amanta. Mogła się założyć, że była to Sacharissa. Od tamtego czasu unikała tego święta jak ognia, bo takie stężenie zakochanych gołąbków na metr kwadratowy powinno było zostać wpisane w konwencję genewską (choć nie była pewna, czy czarodzieje jej przestrzegają) jako zbrodnia przeciwko ludzkości.
Spojrzała kątem oka na męża, kiedy rozpoczął tłumaczenie się w związku z prezentem. Uśmiechnęła się szelmowsko, widząc zakłopotanie na jego twarzy. Na szczęście stłumiła wewnętrzną potrzebę naigrywania się.
- To miłe, nie mylisz się - odparła, kiwając głową z aprobatą. Miał rację, pierścionek nie zachwycał kunsztem i owszem, liczył się gest. A więc nie opierała się, kiedy wręczył jej podarunek i założyła go na palec serdeczny, tuż nad obrączką ślubną. - Dziękuję - dodała, przypominając sobie w porę o uprzejmości. Zbliżyła się, żeby pocałować męża w policzek, ale w ostatnim momencie się zawahała. Może speszyły ją tłumy?
- Możemy zapleść wianek, ale tylko pod warunkiem, że ty go założysz - oświadczyła bezpardonowo, podszywając wypowiedź chichotem. Przekręciłaby się na lewą stronę, gdyby miała takowy założyć. Natomiast jeśli chodziło o Willa, uważała, że wyglądałby w wianku całkiem uroczo.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Mackenzie Greengrass - 20.03.2023

Mackenzie nie była specjalnie zdziwiona, że jej… kompozycje… wyglądały raczej jak siano niż prawdziwe wianki. Zdecydowanie lepiej wychodziło jej hodowanie kwiatów niż zaplatanie ich w piękne kompozycje. Z pewnym zamyśleniem na chwilę oderwała wzrok od roślin na stole, by przenieść go na pale i osoby, podejmujące próby.
Stąd wyglądało to bardzo łatwo, ale kilka osób poległo z kretesem.
I z drugiej strony, zaplatanie wianków też wyglądało łatwo (i dla wielu sąsiednich osób takim chyba było, bo Greengrass mogła obserwować, jak powstają kolejne piękne kompozycje, w tym ta Najpiękniejsza Na Całym Sabacie, autorstwa Nory Figg), a jej nie wychodziło.
W końcu Mackenzie zgarnęła garść kwiatów, z przeczuciem, że to zajmie jej znacznie więcej czasu niż początkowo sądziła. Przysiadła na obrzeżach polany na trawie i zabrała się do kolejnych prób zmuszenia pelargonii do współpracy – czyli stworzenia czegoś, co ktoś przy odrobinie dobrej woli uzna za wianek…
Po jego zapleceniu, wsunęła sobie kwiaty na głowę - a potem ruszyła ku Kniei.
[roll=T]
[roll=T]
[roll=T]

(postać nie będzie wręczać wianka npcom - jak coś plecie po prostu dla siebie, więc nie realizuję zadania)

Postać opuszcza sesję



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 20.03.2023

Atreus nie znał Brenny na tyle dobrze, żeby móc dobrze obstawiać, czy uda jej się wejść na pal. Widział jednak, jak niektorzy zauważywszy, że kobieta podeszła do słupów, klepali się nawzajem, by zwrócić uwagę innych na ten niecodzienny widok.
Bulstrode miał natomiast nadzieję, że ta polegnie haniebnie, podobnie jak on. Wtedy poczułby się lepiej.
Ale widocznie pewne geny krążyły wartko w jej rodzinie, bo panna Longbotton wykazała się taką samą sprawnościa jak Erik. Początkowo Atreus patrzył an to wszystko z powątpiewaniem, oczekując że kobieta zsunie sie zaraz na sam dół. Kiedy jednak przekroczyła pewien punkt, uniósł brwi, a potem i rozdziawił nieco usta. Czy jego dzień mógł być jeszcze gorszy? Prawdopodobnie. Kiedy jednak Brenna dotarła na samą górę, poczuł jak wypełnia go przyjemne, słodkie uczucie.
Zagwizdał przez palce z uznaniem, kiedy wreszcie znalazła sie na dole i ruszyła w jego stronę. Pewnie gdyby nie magia święta, teraz w całości pożerałaby go zazdrość. Zamiast tego, poczuł delikatne ukłucie... szacunku.
- Nie powiem, nie sądziłem że ci się uda. Że uda się za pierwszym razem - uśmiechnął się do niej, może nieco głupkowato. - Dobra robota - pochwalił ją jeszcze szczerze, przez moment jeszcze przyglądając jej się w ciszy. Tulipany były całkiem dobrym pomysłem, pomyślał spoglądając na wianek, ktory miała na głowie. Było jej w nim całkiem do twarzy.