Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Desmond Malfoy - 01.06.2024

Wychodzi z jadalni do sali bankietowej, podchodzi do Lorraine, Ambrosii i Jagody.

Lorraine, Ambrosia i Jagoda z daleka widziały, że się zbliża; nosił uderzająco jasny, beżowy garnitur, który kuzynka z pewnością rozpoznała, bo pojawiał się w nim na każdym ślubie w ostatnich latach. Jedną dłonią gładził nerwowo miękką wełną rozpiętej marynarki, w drugiej trzymał nienaruszone martini. Nawet mimo świeżych, cytrusowych perfum, czuć było od niego ciężki zapach rumu. Po rumieńcach na jego kamiennej twarzy dało się poznać, że musiał już wlać w siebie naprawdę niebagatelną ilość alkoholu. Poruszał się jednak całkiem zgrabnie, zupełnie jakby zdążył przyzwyczaić się do funkcjonowania w stanie upojenia.

Był taki zmęczony, ale nie potrafił nawet pomyśleć o tym, żeby posłuchać uporczywych sugestii swojego ciała i wrócić do domu przed czasem. Nie potrafił myśleć w ten sposób. Musiał się tu pojawić, musiał tu być, musiał wypełnić swoje obowiązki. Musiał uczestniczyć w ceremonii zawarcia małżeństwa, musiał złożyć życzenia parze młodej, musiał wręczyć im prezent, musiał zjeść wraz z bliższą i dalszą rodziną, musiał dopełnić formalności przeprowadzenia wszelkiej schematycznej rozmowy. Zdążył już zobaczyć błysk rozczarowania w oczach Ojca, ale na szczęście zaczął pić jeszcze parę godzin przed otwarciem ewentu i w tymże odrętwiałym stanie zwyczajnie nie mógł w pełni odczuć stresu, który powinien go teraz trawić.

Stanąwszy blisko Lorraine, z serdecznym uśmiechem powiódł pustym wzrokiem po trzech młodych kobietach, starając się ignorować natrętną, buczącą i skrzypiącą muzykę płynącą ze sceny.
- Witam - rzekł sucho, wbijając niepokojąco intensywne spojrzenie w oczy odzianej w czerń Jagody, której zapach przywiódł mu na myśl Mayę Chang. Jaśmin? Nie, coś bardzo podobnego. Cień jaśminu. Świeży i leśny. - Nie rozpoznaję Pani a to raczej nieczęste. Z kim mam przyjemność.
Rozczarowało go, że musi rozmawiać z kimś, kogo nie zna. Miał nadzieję, że będzie w stanie odprężyć się w towarzystwie kuzynki, najlepiej wyłącznie kuzynki. Bezwiednie upił z kieliszka, nie przerywając kontaktu wzrokowego.


!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 01.06.2024

Czy osoba obok zawsze zachowywała się w ten sposób? Och, jakże naiwnym byłeś, wybaczając jej wszystkie przewinienia - a przecież wyrządziła ci tak wiele krzywd! Gorycz wzbiera w tobie i chyba tylko obecność licznych świadków nie pozwala ci jej wylać.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Lyssa Dolohov - 01.06.2024

Niedaleko wejścia do sali bankietowej i guess

- W sumie czemu nie - uśmiechnęła się do Peregrinusa lekko. - Tylko trzeba uważać, podobno niektóre z tych drinków są specjalne - ale wystarczyło tylko rzucić spojrzeniem w okolice parkietu by zobaczyć ich przykładowe efekty, cała świta Dolohova była jednak w tym momencie zajęta czymś z goła innym.

- O. Jednak jest i sztuczka - odpowiedziała mu równie cicho, kiedy Alexander wprawił talię kart w ruch. Przyglądała się temu bez większego zainteresowania, nawet jeśli finał okazał się szczęśliwy i chłopaczyna zobaczył tę samą kartę, którą wybrał na początku. Ale kiedy pojawiła się Eden, Lyssa poczuła się nieco zmieszana. Blondynka bowiem nie wyglądała na taką, która preferowałaby tak obskórne towarzystwo. Wychudła twarz Alexandra wskazywała na problemy zdrowotne, a wcześniejsze towarzystwo Loretty, które nie uszło uwadze dziewczyny na pojedynku - na problemy umysłu. Co z tego, że Mulciber sama niewiele mogła powiedzieć o żonie Alexandra; ważne, że umiała przyjmować do wiadomości słowa, które odbijały sie od ścian kamienicy Dolohova.

Słowa ojca przyjęła z delikatnym, złośliwym uśmiechem wymierzonym cały czas w Mulcibera. Czuła się fenomenalnie, wiedząc że Vakel dołączył do tego ich małego kółeczka szyderstw, ale dość szybko jej mina spoważniała. Lyssa lubiła kiedy ktoś na nią patrzył i doceniał jaka jest ładna. Chciała się pokazywać i dlatego też zawsze wyglądała nienagannie, nawet kiedy znajdowała sie w najmniej sprzyjającym temu sytuacjach. Kiedy jednak zdała sobie sprawę z tego, że spojrzenie Alexandra prześlizguje się po niej w rej konkretny sposób, poczuła jak ją mdli. Wyraz jej twarzy nie zmienił się ale mimowolnie zacisnęła palce nieco mocniej na ramieniu Trelawneya, ledwo zauważalnie przesuwając się ni to do niego, ni to odrobinkę za jego ramię. Nagle już wcale nie chciała tutaj tak bardzo być, nawet jeśli coś skręcało ją na myśl że ona to przecież zaczęła, a teraz chciała uciec i zostawić ojca.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Peregrinus Trelawney - 02.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8UPeqfr.png[/inny avek]
Ewakuuję się z Lyssą z holu do sali bankietowej, a potem ewakuuję się i od Lyssy udanych podbojów, guwniaro

Gdyby Peregrinus wiedział, że Annaleigh czuje się w tym towarzystwie jak chwast i on przyłożył do tego stanu rzeczy rękę, poczułby w głębi duszy satysfakcję. Niestety w vakelowym kółeczku dokładali wszyscy starań, żeby nie okazać się zbyt otwarcie z tym, co czują, więc mógł jedynie mieć cichą nadzieję, że po równo niszczą sobie nawzajem humor.
Nie umknęła jego uwadze przechodząca Millie Moody. Skinął jej dyskretnie dłonią na powitanie i odprowadził wzrokiem do sali bankietowej, podziwiając kreację. Gdyby nie widział jej na własne oczy w Lecznicy Dusz, w życiu nie uwierzyłby, jak jeszcze niedawno wyglądała ta kobieta. Nawet jeśli za fasadą charakteryzacji wciąż kryła się udręczona dusza, widok kuzynki w takim wydaniu podniósł go lekko na duchu.
Dopiero Vakel odpowiadający Alexandrowi zawrócił jego myśli z tego toru i skierował je z powrotem na rozgrywający się na ich oczach cyrk. Całkiem rozbawiła go reakcja szefa, lecz o ile na wygłupy Mulcibera zareagował prychnięciem, tak w przypadku Dolohova zachował absolutnie kamienną twarz. Przy świadkach coś powstrzymywało go przed okazywaniem w stosunku do Vasilija nawet tak banalnych przejawów pozaprofesjonalnej sympatii jak uśmiech.
Jeśli zaś chodziło o rozpraszające Vakela rączki Lyssy, Trelawney nawet nie zwrócił na nie większej uwagi. Nie przeszkadzało mu, że dziewczyna uwiesiła się jego ramienia, ale też nie płakałby, gdyby uznała, że woli trzymać go na dystans. Nie przegapił natomiast momentu, w którym zacisnęła na nim mocniej palce i nie potrzebował wiele, żeby połączyć to ze spojrzeniem Alexandra. Wcześniej miał go za śmiesznego debila, teraz wykiełkowała obok tego niechęć.
Na szczęście wyglądało na to, że Mulciber i jego towarzyszka nie zamierzali się ich czepić; wręcz przeciwnie. Skorzystał więc z szansy, aby pomóc Lyssie — i sobie przy okazji — wykaraskać się z niekomfortowej sytuacji:
Więc byliśmy przy drinkach?
Przyciągnął ramię, na którym była uwieszona, bliżej siebie, i skierował kroki do sali bankietowej.
— Doceniam, że wystarał się pan o asystenta na zastępstwo, żebym miał wolny wieczór, mistrzu Dolohov — dodał jeszcze na odchodnym.
Chociaż jeśli Vakel faktycznie miałby ułożyć na asystenta tego psa Alexandra, musiałby zapewne poświęcić dużo czasu na tresurę.
Zostawiając Dolohova sam na sam z żoną, Trelawney poczuł lekkie ukłucie: czy to poczucia winy, że ewakuuje się samolubnie z tej sytuacji, czy to zazdrości o to, że to nie jego czas sam na sam.
Już od samego wejścia na bankiet natomiast dało się odczuć, że coś się tu wydarzyło, więc Peregrinusowi szybko zaczął zapominać o wcześniejszym zajściu. W strzępach podsłuchanych rozmów obiły mu się o uszy słowa jak bójka i Rosier. Wypatrzenie w tłumie Millie w wyróżniającej się kolorem sukience również nie było trudne. Tak samo jak zorientowanie się, że jest sama.
Zagryzł wnętrze policzka, myśląc nad tym, co robić dalej. Nie chciał zostawiać niepocieszonej po starciu z Alexem Lyssy, ale… ale to była Millie.
— Wybaczysz mi na chwilę? — zwrócił się do swojej weselnej partnerki. — Odłóżmy te specjalne alkohole na później. Wypijemy, słowo. Tylko nie sponiewieraj się w międzyczasie za mocno.
Głupio mu było, ale cóż: nim zdążyła odpowiedzieć, mężczyzna już lawirował między ludźmi ku charakterystycznej czarownicy w jasnej sukience. Oczy przyspawane miał do tego beżowego punktu wśród morza hebanu i szkarłatu, pilnował tylko, aby nikogo nie potrącić.
Mildred Moody. — Stanął przed nią, kryjąc skrzętnie wszystkie oznaki tego, że się o nią martwił. Przy wejściu może aż tak go to nie uderzyło, w końcu była z kimś i zakładał, że w razie czego znajdzie u swojego partnera wsparcie. A teraz została tu sama, co od razu zaświeciło w jego głowie ostrzegawczą lampkę i popchnęło go ku niej nieodpartą potrzebą, aby sprawdzić, czy się trzyma. — Gdzie się podział pani partner?


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Jonathan Selwyn - 02.06.2024

Sala jadalna, okolice drinków

Morpheus i ślub… Nie wiem, czy Wszechświat wytrzymałby takie zestawienie, ale jeśli kiedyś do tego dojdzie, to rzeczywiście powinniśmy pomyśleć nad motywem gwiezdnym. Może podniebny ogród? I tort oczywiście utrzymany by był w granacie, czerni i złocie niczym nocne niebo. To w sumie mógłby być też motyw przewodni jeśli chodzi o kolory strojów gości. I Anthony by wszystko widział. – Tak. To był dobry pomysł. Musiał kiedyś dać znać Longbottomowi, że gdyby się żenił, to oni z Charlotte już o wszystko zadbają.
Oj…
Jakby jeszcze miał jakieś wątpliwości, to wbijające się w jego ramię paznokcie Charlotte, a potem słowa przyjaciółki skutecznie utwierdziły go w przekonaniu, że chyba rzeczywiście przesadził. Na całe szczęście żadne z nich nie wyszło z roli. To by był dopiero dramat! Matka Charlotte też nie padła na miejscu, co zdecydowanie popsułoby trochę już i tak nieco dziwnie atmosferę na weselu, a jedynie szybko odeszła od nich dziwnie czerwona na twarzy, a zaraz potem, nie do końca pewne co powinny zrobić, ruszyły za nią jej przyjaciółki.
Persephone poczekaj! Pamiętaj, że uzdrowiciele zakazali ci się denerwować!
To było jednak dobre wesele.
Lottie, nie zaszedłbym tak daleko i nie przeżyłbym tego co przeżyłem, gdybym nie znał pierwszej zasady improwizacji. Powiedz tak i idź do przodu. Musisz przyznać, że twoja matka pewnie teraz nie będzie mogła spać całą noc. – Jonathan uśmiechnął się szeroko i podszedł do drinków, biorąc dwa, które wyglądały najbardziej ekstrawagancko. Jeden z nich podał czarownicy. – Dobrze. Przepraszam. Kupię ci tę kolię, ale jestem prawie pewny, że jeśli dobrze to rozegramy to jeszcze sprawimy, że to twoja matka wyjdzie na starą wiedźmę, która wraz ze swoimi koleżankami wymyśla z zawiści plotki o ciąży córki. Ja przecież nic o czymś takim nie mówiłem. A ty? – I z tymi słowami wziął łyka napoju

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 02.06.2024

Interakcje społeczne? Nie ma nic łatwiejszego, poradzisz sobie z nimi! Twój bogin? Phi! Mógłbyś stanąć z nim twarzą w twarz i nie czułbyś strachu. Innymi słowy, czujesz, jak wypełnia cię odwaga. Tylko nie pomyl jej z odważnikiem…


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Eden Lestrange - 02.06.2024

Najpierw stoję przy Vakelu z rodzinką z Alexandrem, potem odchodzimy w kierunku ogrodów i pewnie już tam na chwilę zostaniemy.


Musiała przyznać, że przez moment osiągnęła katharsis, kiedy Vakel określił jej wypowiedź mianem teatrzyku, a ona nie poczuła zupełnie nic. Nawet cień paniki nie przebiegł po jej kręgosłupie, jak to zwykle miało w zwyczaju się dziać, gdy wykonywała zły ruch w towarzystwie.
W sytuacji, kiedy coraz częściej rozważała upublicznić w przyszłości swój mezalians urodzony ze zdrady, przytyk tego rodzaju zwyczajnie spływał po niej jak po kaczce. Kto wie, może ćwiczyła wystawianie się na pośmiewisko?
Posłała mu zdziwione spojrzenie; nie była jednak zaskoczona jego opinią, bardziej wyglądała tak, jakby właśnie przypomniała sobie o jego obecności. Nadal trwała w milczeniu, przenosząc bezpłciowe spojrzenie po jego wianuszku adoratorów, których związał ze sobą krwią, obrączką oraz wypłatą, po czym wzruszyła ramionami.
Owszem, popełniłam faux-pas. I co, napiszesz o tym w kolejnej edycji swoich bajek spomiędzy mchu i paproci?
Nie czytała w myślach i gwiazdach jak lwia część tego kółka wzajemnego zniesmaczenia, ale mogła się domyślić po reakcji zgromadzonych, że mieli Axela za towarzystwo z kategorii parszywe. Nie śmiałaby z tym dywagować, nie miała zamiaru się kłócić, ani też nie chciała bronić swojego honoru w obliczu tego, że trzyma z kimś takim - właśnie dlatego milczała, nawet wtedy kiedy Mulciber odwdzięczył się pięknym za nadobne i w równie niemiły sposób postanowił uratować ją z potrzasku katastrofy wizerunkowej. Mieli rację w tym, że Alexander nie miał nieskazitelnej opinii, ale dla Eden miał jedną, jedyną wartość, której nigdy nie znalazłaby w nikim innym stojącym teraz wokół - był z nią zawsze bezbrzeżnie szczery i nie bawił się w dziecinną grę pozorów.
Dała się odciągnąć za łokieć, nie oponując przez większość drogi. Zdawała się być nieobecna duchem, jedynie ciałem. Myśli wciąż orbitowały wokół rewelacji, że zrobiła coś głupiego i świat się nie zawalił. Nieprawdopodobne, chciałoby się rzec, że cieszyła się z popełnienia błędu. Niepodobne do niej, dziwne i nie na miejscu.
Na szczęście nie ma się co martwić, Eden nie zmieniła się w mgnieniu oka na lepsze. Między wierszami obiecała sobie, że jeśli do takowego dojdzie, to Dolohova na swoje kolejne wesele zdecydowanie już nie zaprosi.

- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, w jak chorą psychicznie rodzinę się wżeniłeś - odezwała się wreszcie do Alexandra, kiedy byli o krok od wyjścia z budynku i przejścia do ogrodów. Nie zapowiadało się na to, że Eden zamierzała pociągnąć tę myśl dalej; ot tak, uraczyła go komentarzem na temat Lestrange'ów i tych wszystkich, których spotkało nieszczęście spowinowacenia się z nimi. Na Merlina, cóż za niefart, że też znają się na tej całej alchemii i nie da się ich tak prosto otruć.
Złapała Alexandra za ramię; delikatnie pociągnęła za materiał jego garnituru, dając wyraźnie znać, że chce, aby się zatrzymał. Sama otworzyła swoją kopertówkę, palcami przemknęła po przedmiotach znajdujących się wewnątrz, po czym wyjęła kawałek sztywnego papieru. Zaproszenie.
- Masz. - Wręczyła mu zaproszenie swojego męża bez większego przejęcia na samej twarzy, choć oczy jasno dawały znać, że nie jest w żadnym wypadku zadowolona. - Jeśli masz już się za kogoś podszywać, to lepiej za osobę, która na pewno się tutaj nie pojawi. Głównie dlatego, że o żadnym ślubie nie wie - wyjaśniła, po czym wyminęła Alexandra, by iść dalej w kierunku ogrodów. Nie mknęła na złamanie karku, po prostu chciała zmienić miejsce rozmowy; zupełnie jakby miała wrażenie, że jeśli zostaną w miejscu, w którym pomyślała o Williamie, ten będzie mógł ich usłyszeć.
- Czemu szukasz Louvaina? - Zagaiła, spoglądając ponad własnym ramieniem. Miała podejrzenia, ale chciała poznać detale. Choćby po to, żeby odwrócić uwagę od samej siebie.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Charlotte Kelly - 02.06.2024

Przy drinkach z Jonathanem.

– Wszechświat wytrzymał ślub moich rodziców, wytrzyma i ten. Sufit inspirowany sufitem Wielkiej Sali, koniecznie, gwiezdny płaszcz dla pana młodego i kluczowe byłoby odpowiednie oświetlenie – mówiła Charlotte, coraz bardziej zamyślona i coraz bardziej pochłonięta tą wizją, jakby była gotowa już teraz zacząć planować uroczystość. Część dekoracji trzeba by sprowadzić z Francji albo USA, koniecznie, Tony na pewno by pomógł. – Ktoś przed kaplicą wspominał, że Morpheus spotyka się z jakąś Ollivanderówną, czy coś takiego? Mam nadzieję, że to nieprawda, bo nigdy nie wybaczyłabym mu, gdybyśmy nie dowiedzieli się pierwsi.
*

Oczywiście, że nie wyszła z roli. Oburzyłaby się okropnie, gdyby Selwyn chociaż zasugerował, że mogłaby potknąć się przy łgarstwie. No naprawdę, nie znał jej po tylu latach? Po tych wszystkich nastoletnich konkursach w opowiadanie prawdy i kłamstwa i zgadywanie, co jest czym? Po tych razach, kiedy zapłakała Charlotte przekonywała nauczycieli, że Jonathan przeklął tego Ślizgona tylko dlatego, że ten ją zepchnął ze schodów? Po dniach, kiedy radośnie wybierała dekoracje ślubne, zapewniając matkę, że to będzie absolutnie piękne wesele, w duchu planując uwolnienie się od tej harpii na zawsze?
Tego to już by mu chyba nie wybaczyła za wszystkie kolie świata. Dobrze, że nie powiedział tego głośno.
– Myślisz, że rano będzie miała worki pod oczami? – spytała więc tylko z nadzieją. – Ale o czym nie mówiłeś? – zdziwiła się obłudnie, unosząc na niego niewinne spojrzenie błękitnych oczu. – Mama po prostu rozpuszcza paskudne plotki, bo nie może znieść, że przyszliśmy tutaj razem, oczywiście – stwierdziła z prawdziwym żalem, jakby postępowanie matki było ciosem prosto w jej serce. Że dwie osoby były świadkami tej rozmowy? Charlotte nic to nie obchodziło. Że jej reputacja mogła sięgnąć dna? Nieważne, jak mówią, byleby mówili. Że rody czystej krwi spluną jej pod nogi?
Już to robili, od wielu lat, a ona była o wiele szczęśliwsza niż wtedy, gdy próbowała dostosować się do woli roli.
Sięgnęła po podanego jej drinka i wypiła.

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 02.06.2024

Czy on zawsze wyglądał tak dobrze? Arystokrata pełną krasą, onyks jego oczu przecięty jadeitem - czy to nie najcenniejszy z kamieni? Czarne włosy ta doskonale komponują się z alabastrem jego skóry - wygląda jak dzieło sztuki! Jesteś absolutnie zauroczony panem młodym.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Bellatrix Black - 02.06.2024

Sala bankietowa (Parkiet)

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/a078a90d39c8460402e188302cc32811/254e1c73f8ed7afc-e9/s500x750/58e5193dcab16416c90e3fef548ca7d6b5690de8.pnj[/inny avek]

- Nie ma za co ci być wstyd, przecież nie masz z tym nic wspólnego. - Ciekawa jednak była, kto miał coś wspólnego, ale może uda jej się znaleźć odpowiedź na to pytanie nieco później, na pewno spróbuje to zrobić, żeby zaspokoić swoje zainteresowanie.

Saurielowi w tańcu mało kto mógł dorównać, widać było, że czuje muzykę. Może miało z tym coś wspólnego to, że sam grał, więc słyszał więcej niżeli zwyczajni zjadacze chleba. Przynajmniej tak się pannie Black wydawało, chociaż prawie w ogóle się na tym nie znała. Taniec z wampirem był więc prawdziwą przyjemnością, bo nie musiała się o nic martwić, Rookwood wiedział, co robi.

Kolejne zamieszanie zostało spowodowane po raz kolejny przez Atreusa. Chyba chciał dzisiaj zabłysnąć, szkoda, że wmieszał w to Rosiera, nie spodziewała się po nim podobnego zachowania. Założyła więc, że Bulstrode był za to odpowiedzialny, może trochę na wyrost, w końcu nie widzieli, co się tam dokładnie wydarzyło. - Zdecydowanie ktoś chce stąd dzisiaj wylecieć z hukiem. - Skomentowała cicho, zabawnie się patrzyło na to, jak zgrabnie ochroniarz wyprowadził tych dwóch mężczyzn, mieli całkiem delikatne metody, bo gospodarze w końcu mogli wyprosić ich z imprezy, a stosowali jedynie półśrodki. Najwyraźniej mieli bardzo wysoką tolerancję, jak na czystokrwistych, co nawet ją zdziwiło.

- Trzeba wiedzieć, kiedy można sobie pozwolić na bycie niegrzecznym. - Dodała z uśmiechem, nie zawsze warto było zwracać na siebie uwagę, były sytuacje, w których dużo lepiej być tłem, nie rzucać się w oczy i zachowywać się przyzwoicie. Szczególnie, że w tym miejscu znajdowała się cała śmietanka towarzyska czarodziejów.

Black skupiła się na tańcu, nie spoglądała na to, kto znajduje się tuż obok, bo po co. Miała w tej chwili Sauriela i niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia.