Secrets of London
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Gabriel Montbel - 12.12.2025

Hannibal śpiewa o lataniu, Lucy lata na prawdę, Gabriel ma odlot w głowie

Ucałował jej dłoń, a potem kurtuazyjnie, niemal jak do pawany, podszedł w stronę koronkowego diabła. Białe wampirze kły lśniły teraz w pełnej krasie szerokiego uśmiechu, pamięć mięśniowa niemal sama gięła nogi do kroku raczej tanecznego, aniżeli zwykłego chodzenia.
– Moja droga, pozwól, że Ci przedstawię. Twój lot został nam umilony przez Hannibala Selwyna, gwiazdę lokalnego teatru. – powiedział gładko, łamiąc wszelkie konwenanse balu maskowego w którym wszak zabawa tożsamością winna być główną rozrywką wieczoru. Tymczasem młokos więcej odkrywał niż zakrywał, a jego głos - cóż - nie pozostawiał żadnych wątpliwości. – Hanni, to moja dobrodziejka, która udziela mi obecnie schronienia, do czasu, aż sam nie znajdę sobie odpowiednio mrocznego i obwieszonego pajęcznymi zamczyska godnego mego tytułu. Lucienne Rosewood. – Nie wiedział czy się znają i nie obchodziło go to zbytnio. Był bardziej zaintrygowany doborem krzykliwego stroju śpiewaka.

– Muszę przyznać... ciekawe. Po co to okrycie, wszak plecy masz równie piękne. – Zagadnął świdrując śmiertelnego zimnym błękitem okraszonym karminowymi świecidełkami. – Muszę zabrać Cię kochana do teatru, te kilka wersów to przedsmak tego, cóż ten artysta wyczynia na scenie. Ktoś mógłby powiedzieć o głosie, ale ciało, zwłaszcza w ruchu... Jest bliskie perfekcji. – Czy nagle poczuł się głodny? Być może. Pozostawał jednak na obcym terenie i niezręcznie byłoby brudzić go krwią jednego z gości. – Gdzież podział swoją parę? Czy wybrałeś dziś los demona wodzącego samotnych gości na pokuszenie? Przeszkadzamy Ci w polowaniu? – dopytywał z właściwym sobie taktem.

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/f6/63/3d/f6633d8522390d01697cba8b218ba913.jpg[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Atreus Bulstrode - 13.12.2025

Przy drinkach z Brenną

Wykrzywił twarz w niemym pytaniu - serio? Niby to były żarty, doskonale o tym wiedział i sam brał udział w tej grze, ale najwyraźniej też doszli do momentu gdzie zaczął wygrywać głupie nagrody. Sama wizja skrzynki takowych popłuczyn wystarczyła mu w zupełności, żeby na nowo zająć się swoim drinkiem i przepłukać nim usta, bo niemal czuł posmak tego cienkiego piwska z najgorszej możliwej meliny.

Atreus palił papierosy takie, jakie wpadły mu do ręki. Nałóg to nałóg, a ten karmił się swoimi prawami i czasem naciskał zbyt mocno, by można było sobie wybierać i przebierać. Po kieszeniach walały się tak samo te drogie (najczęściej w tych drogich szatach i wpakowane w papierośnice), jak i te najpodlejsze bo mocne i obrzydliwe (te z kolei wciąż znajdowały się w swoich kupnych opakowaniach). Jedne były na eleganckie okazje, a te drugie do pracy i dzielenia się z kolegami w przerwie od raportów.
- Zdziwiłbym się, gdyby jej tutaj nie było. Może by mi nie dano do ręki całej butelki, ale czasem mam wrażenie że to standard w domach - głównie bogatych, ale ten niuans nie przeszedł mu już przez głowę. Ognistą dawało się często w prezencie, kiedy nie przychodziły do głowy inne pomysły. Zawsze znajdowała się w barku, własnym czy cudzym i Atreus jakoś nie mógł sobie wyobrazić domu, gdzie tego alkoholu brakowało.

Myślisz, że wybrał się na wycieczkę bo wiedział jak się będziemy tutaj dobrze bawić? - zapytał, patrząc na moment do swojego kieliszka, na ciemnoczerwoną barwę drinka. Nie był przekonany co właściwie myślał o Laurencie, ale... no właśnie ale. W momencie kiedy temat został przed nim postawiony, nie mógł się nie zastanawiać co jeśli.

- Może jakiś występ? Wy na tych swoich balach sprzedajecie braci to może też coś podobnego planują? - przeniósł spojrzenie dalej, na scenę gdzie zaczęto wystawiać kolejne rzeczy, ale na ten moment nie wyglądało żeby znalazło się tam coś ciekawego. - W sumie wciąż mam te sukienkę z waszej aukcji... - przypomniał sobie nagle, bo wepchnięta gdzieś między stosy innych rzeczy, zwyczajnie wyleciała mu z pamięci.

A potem chciał jej powiedzieć o tym, że podobno w oranżerii coś pływa, ale... stała się rzecz. Atreus mrugnął i ktoś znalazł się przy Brennie. To nie tak że specjalnie uderzało to w niego, albo nie chciał się z tego zaśmiać, ale fakt że nieznajomy gadał takie głupoty... zapach, serio? Bulstrode w pierwszym momencie zesztywniał, tylko po to by zaraz wyciągnąć rękę w kierunku delikwenta i złapać go za ramię.
- Odsuń się może, co?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Victoria Lestrange - 13.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]Rozmawiam z Christem, plotkujemy, a potem uciekamy przed natrętną kobietą

Victoria parsknęła śmiechem raz jeszcze, nie mogąc już wytrzymać, zwłaszcza przy tym szepcie i konspiracji, plotkując jak przekupki.

– Dokładnie jego – to nie miała być żadna tajemnica. – Hahahaha, naprawdę tak mówił? – była w stanie w to uwierzyć! Nie od dzisiaj mówiło się, że dziewczyny miały słabość do jej młodszego kuzyna, czy to przez sławę, pieniądze, czy przez jakiś urok, który roztaczał wokół siebie, a którego ona nie dostrzegała, znając Lou od zupełnie innej strony (chociażby pokazującej jej obraźliwe gesty przez kieszeń marynarki, albo inne tego typu). – Może rzeczywiście przydałoby mu się utrzeć nosa – tym bardziej, że teraz pokazywał się w towarzystwie jej przyjaciółki, Cynthii, i wiele mogła wybaczyć swojej rodzinie, ale nie pogrywanie z bliskimi jej osobami, więc miała nadzieję, że jej kuzyn nie zrobi w tym wypadku nic głupiego.

A potem uśmiech rozciągnął jej pociągnięte szminką usta. Była z tego ogłoszenia niezmiernie dumna, bo to, faktycznie utarło nosa jej kuzynowi, który obraził ją wtedy do żywego i jeszcze posypał ranę solą wysyłając jej wyjca do pracy. Ostrzegła go wtedy, że zemści się w dużo gorszy sposób niż majstrowanie przy jego biurku, ale do tej pory nikt chyba nie połączył tego anonsu z nią. Wystarczyło to jednak, żeby ostudzić jej złość, a po Spalonej Nocy całkiem zapomniała o sprawie, uśmiechała się tylko do siebie, kiedy czytała, że matka umówiła go przez to ogłoszenie na randkę. Zemsta rzeczywiście najlepiej smakowała na chłodno. Gdyby to ktoś inny wywinął Aidanowi taki numer, to by tego kogoś dorwała w swoje ręce, ale że była to ona… Owszem, był to jej kuzyn, ale właściwie to traktowali się bardziej jak typowe rodzeństwo wychowane ze sobą, będące w podobnym wieku, czyli że mogą się ze sobą bić i robić sobie na złość, ale ktoś z zewnątrz nie ma takiego prawa.

– Mhmm, ale każda metoda jest dobra, jeśli jest skuteczna, prawda? – nawet jeśli metoda była desperacka… Ale nikt nie musiał wiedzieć, że to rzeczywiście nie Adi był autorem ogłoszenia. Wiedziała to ona, wiedział to on… Reszta mogła mu tylko wierzyć na słowo, albo i nie. – O ile wiem, to faktycznie umówił się po tym na randkę – stwierdziła jak gdyby nigdy nic, a potem odwróciła głowę do Chrisa. – Wiem o kapibarze, bo to widziałam – więc nie musiał przed nią udawać, że jest inaczej. Pamiętała doskonale jak Atreus-kapibara szarżował na Sauriela, aż Anthony się nie zlitował i przerwał zaklęcie. – Czekaj, czekaj, coś mi świta. Zignorowałam to, bo to była kolejna plotka o tym, że Atre kogoś pobił – a w pewnym okresie słyszała co kilka dni o nowym przypadku, jednego była nawet świadkiem, ale był całkowicie uzasadniony i nawet przez myśl jej nie przeszło, by go wtedy powstrzymać. Nie. Kibicowała. A potem jej myśli zajęły inne sprawy: jak poltergeist w mieszkaniu, mikstura dla wampirów umożliwiająca wyjście na słońce, plotki o jej kuzynostwie i jakichś małżeńskich zdradach i tajemniczych ślubach, wyjazd do Egiptu… i Jakoś tak rozpłynęło się jej to wszystko w pamięci. – To nie po tym weselu mówili, że się za– – ręczyłeś, ale nie dokończyła.

Wiadomo czemu.

Teraz za to myślała sobie, że to może ta kobieta, z którą był rzekomo zaręczony, nie umiała znieść odrzucenia i próbowała wrócić do Rosiera.

– Kochanie, jak możesz?! – kobieta wyglądała na autentycznie zmartwioną i urażoną, a Christopherowi udało się w końcu uwolnić koszulę z jej uścisku. Przez trzy sekundy szukała najwyraźniej odpowiednich słów, by mu odpowiedzieć, spojrzała na Victorię, jakby dopiero teraz ją zobaczyła i cofnęła jedną nogę.

– Proszę pani, to ewidentna pomyłka, proszę nie robić zamieszania – ciemnowłosa postanowiła w końcu zainterweniować, czując jakieś napięcie od Chrisa i nie czekając na dalszy rozwój sytuacji zdecydowanie pociągnęła swojego towarzysza, szybkim krokiem oddalając się od kobiety. Mogłaby przysiąc, ze usłyszała jeszcze za sobą słowa w stylu, że „ciebie też zostawi”, na co Lestrange tylko przewróciła oczami. Manewrując tak, by nie wpadli na wychodzące na środek sali pary gotowe do tańca.

– Kto to był? – odezwała się w końcu, gdy znaleźli się znów w pobliżu wejścia do sali balowej. Victoria zaprowadziła ich tutaj, gdyby jednak potrzebowali uciec przed kobietą – wtedy zawsze mogli wyjść na korytarz i na przykład do ogrodów. W całym tym zamieszaniu nie zauważyła, że coś zaczęło się dziać przy scenie.




RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Hannibal Selwyn - 13.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/5e/a6/65/5ea665b5ce31ce73c494fdadef49c4f2.jpg[/inny avek]

rozmawia z Gabrielem i Lucy

- Dziękuję, ten eliksir wycisnął ze śpiewania go jeszcze więcej przyjemności, niż zwykle! - skinął głową już-nie-skrzydlatej damie. Rozpoznał hrabiego Montbela dopiero, kiedy ten zbliżył się do niego, prezentując bardzo zębaty uśmiech.
- Witaj, Gabrielu. Ach, zatem to jest dama o której nam wspominałeś! - bez mrugnięcia okiem prześlizgnął się nad wspomnieniem tamtego pełnego rewelacji wieczoru - Jestem zaszczycony. Hrabia zdawał się być pod wielkim wrażeniem pani i teraz rozumiem, dlaczego - zwrócił się do Lucienne. Ujął jej dłoń, jako całkowitą oczywistość przyjmując fakt, że jest po wampirzemu zimna i uniósł ją do ust. Złożył na niej lekki pocałunek, nie odrywając oczu od zasłoniętej maską twarzy kobiety - Jak przebiega pobyt w Anglii?
Celowo nie pytał, jak się jej podoba. Anglia, a zwłaszcza Londyn, nie był ostatnimi czasy w najlepszej formie.

W najmniejszym stopniu nieskrępowany poddał się taksującemu go spojrzeniu wampira, niemal namacalnie łaskoczącemu jego ledwie osłoniętą skórę. Oparł się pokusie podrapania blizny (tego wieczoru już z powrotem starannie ukrytej pod magią toaletki) i tylko strzepnął z ramienia nieistniejący pyłek. Tym, co bardziej go zaskoczyło, było zdrobnienie, jego ulubione, ale niespodziewane z ust Montbela. Przez twarz Hannibala przebiegł nieokreślony, miękki wyraz, szybko zastąpiony kokieteryjnym uśmiechem.
- Jeszcze trochę komplementów, a twoja partnerka będzie zazdrosna… - odpowiedział, patrząc w oczy Gabriela. Albo głodna, pomyślał z pewną ekscytacją, zerkając na jego towarzyszkę - Obawiam się, że nie wpuściliby mnie na bal, gdybym miał na sobie choć jedną sztukę odzienia mniej. Ale, ale - jeżeli zamierzacie odwiedzić The Globe, “Ekstaza Merlina” będzie świetnym wyborem - powiedział, bo skoro Gabrielowi podobały się jego plecy, to jaki spektakl mógł być lepszy? Och, chciałby, żeby zobaczyli go w roli Merlina. Cała ta krew… 

-Dokładnie, dzisiaj jestem sam i do wzięcia - odpowiedział równie prowokacyjnie. Pochylił się konspiracyjnie ku Lucienne - Ale to dopiero po występie.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Brenna Longbottom - 14.12.2025

szarpię się z nachalnym panem przy drinkach

- Pewnie w jakimś barku się znajdzie, ale tu jej nie widzę... - powiedziała, kolejną odpowiedź posyłając już falami.
Może. A może wybrał się na oficjalną wycieczkę, żeby nikt nie pytał, dlaczego zastępca jednego z najważniejszych apartamentów nie pojawił się w Ministerstwie natychmiast, gdy świat zaczął płonąć.
Może wiedział.
A może było jeszcze gorzej: może bawił się gdzieś indziej.
Powaga dość szybko znikła jednak z jej twarzy. Zmierzyła Atreusa uważnym spojrzeniem, pełnym jakiegoś namysłu.
– Nie do końca twój rozmiar, ale jeśli trochę się ją przerobi w ramionach, jestem pewna, że będziesz w niej wyglądał szałowo.

W pierwszej chwili, gdy ktoś położył dłoń na jej ramieniu, nie zareagowała gwałtownie, a jedynie odwróciła ku niemu głowę. Mimo całej swojej paranoi w takich chwilach spodziewała się po prostu zobaczyć kogoś znajomego: nigdy nie miała problemu z kontaktem fizycznym, obejmowała bliskich chętnie, oni o tym wiedzieli, a na tej sali tak jak miała wrogów, tak i miała kilku przyjaciół. Nazwanie jej „kochaniem” też nie było znowu aż tak nadzwyczajne. Ale już kolejne słowa? Wróćmy do siebie? Wszędzie poznam twój zapach? I wreszcie próby obcałowywania?
– Hej, hej – zaprotestowała, wyrywając się z uścisku delikwenta, gdy próbował ją pocałować, w czego uniknięciu trochę pomógł jej Bulstrode, który był taki miły, że przytrzymał mężczyznę za ramię. – Idź do ogrodu otrzeźwieć albo przysięgam, że zaraz wyciągnę odznakę i aresztuję cię za napastowanie – ostrzegła, powstrzymując chęć próby obezwładnienia tego człowieka i wepchnięcia twarzą w ścianę, i na razie zadawalając się próbą odepchnięcia go, w stronę sali, nie drinków. Choć uważała, że to zdecydowanie za mało, bo nawet jeżeli z kimś ją mylił, to dziewczyna, której szukał, nie zasługiwała, by tak ją szarpać i znienacka całować, skoro ewidentnie razem już nie byli.
A i inna, nieprzyjemna myśl, przemknęła przez głowę Brenny: bo może z nikim jej nie mylił. Może miała do czynienia z podpitym wariatem, któremu o jeden drink za dużo dodał odwagi. Ktoś wysłał jej przecież tamto cholerne zdjęcie.
Ale bójka na sali balowej Lestrangów była jedną z ostatnich rzeczy, na jakie miała ochotę.

Czy pan da nam teraz spokój?
[roll=TakNie]

- Jak możesz mnie odrzucać?! - oburzył się wyraźnie, próbując uwolnić z uścisku Atreusa. - A ty tu co?! Kim dla niej jesteś?!
A Brenna naprawdę miała cholerną chęć go aresztować. Albo przynajmniej zedrzeć mu maskę i przekonać się, kto z socjety sobie na to pozwala. Tyle że obiecała matce, że nie wda się w żaden wielki skandal, ani nawet w mały skandal, a gdyby zaczęła się tutaj bić, wyrzuciłaby ich ochrona, i wyszłoby faktycznie na "skandal średniego rozmiarów", więc...
- Pan mnie z kimś myli. Chodź stąd - poprosiła, chwytając Atreusa za dłoń, bo niby wątpiła, by on się tu rzucił ot tak do bicia, ale... bywał chętny do bójki, i lepiej było zapobiegać niż potem płakać. A jak gość pójdzie za nimi? Zawsze można po drodze podejść do ochroniarzy. Albo wybiec do ogrodów, żeby nikt nie widział ewentualnej bójki.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Christopher Rosier - 14.12.2025

uciekam przed natrętną npc
– Naprawdę? Kim jest nieszczęśliwa wybranka Aidana? – spytał, odrobinę kpiąco, wyobrażając sobie tę randkę po anonsach towarzyskich. - Fakt, wcześniej słyszałem jakieś o tym, że bił się o Lorettę – przypomniał sobie Christopher. – Ale w te nie uwierzyłem, bo jednak on i twoja kuzynka słabo do siebie pasują…
Christopher niezbyt wierzył, że bez amortencji Atreus poszedłby się w takich okolicznościach bić: prędzej dziewczyna byłaby p r e t e k s t e m do bójki niż faktycznym jej powodem. Może walnąłby komuś w twarz o honor siostry, ewentualnie Elaine, skoro byli zaręczeni.
Nie zdążył wyjaśnić, że nie, zdecydowanie się nie zaręczył, bo rozpoczęła się walka o przetrwanie, a jeżeli nie o przetrwanie, to o godność osobistą i nie zniszczenie jego pięknej koszuli. Pociągnięty przez Victorię nawet się nie zawahał, czy za nią podążyć, a po chwili nawet przejął prowadzenie, tak by przeszli w pobliżu ochroniarzy, gotów, gdyby tamta kobieta rzuciła się za nimi w pogoń, popchnąć ją po prostu w ich kierunku, krzycząc coś o „złym dotyku”. A potem czmychać jeszcze dalej, choćby do samych ogrodów.
– Nie mam zielonego pojęcia – odparł uczciwie, gdy się zatrzymali, obracając głowę, czy przypadkiem kobieta ich nie goni. Nie oznaczało to, że na pewno jej nie znał. To mogła być jedna z jego klientek, która coś sobie uroiła, chociaż zwykle starał się nie szyć dla wariatek. Niektóre dobrze się kryły. To mogła być urażona modelka. Albo nawet jakaś dziewczyna, z którą się umówił: Rosier nie był największym bawidamkiem w magicznej socjecie, ale od czasu do czasu pokazywał się gdzieś z kobietami. Niezbyt wieloma jednak, z tej prostej przyczyny, że był zajęty projektami, a i nie chciał skandal – większość czystokrwistych dziewczyn nie interesowało się przecież przelotnymi romansami. – Na pewno nie moja domniemana narzeczona z wesela Blacków, to było właściwie nasze pierwsze wyjście i chyba żadne z nas nie miało ochoty na kolejne. Przez moment myślałem, że może Cressida Avery… – przyznał, już niezbyt chętnie, dłonią przesuwając po szczęce. – Spotykałem się z nią rok temu, a przysięgam, że jest absolutnie szalona, ale ją powinienem rozpoznać po jednej z tych jej wielkich fryzur.
Może niesłusznie nie spodziewał się tego wieczora problemów ze strony Avery. Tak, oczekiwał wręcz, że tu będzie, ale zakładał, że skupi się na szukaniu kolejnego kandydata na męża. Jemu szpilki zwykle wbijała bardziej w białych rękawiczkach, jak wtedy, kiedy z Moody szukali ukradzionej sukni ślubnej, w co zamieszana była Avery.
– Jesteś pewna, że przy wejściu nikomu nie zaserwowano amortencji? – westchnął tylko, zastanawiając się czy powinien przeprosić, czy nie. Nie cierpiał przepraszać, a poza tym nawet nie był pewny, czy ta scena to faktycznie jego wina!

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Atreus Bulstrode - 14.12.2025

Odchodzimy z Brenną od drinków

Ministrze ocalał domek. Laurence Lestrange pojechał sobie na wycieczkę. No wspaniale się dzieje. Aha no i jeszcze Burke cali i zdrowi - wymruczał nieco zrzędliwym tonem, ale z twarzy wyglądał tak, jakby nie do końca chciał teraz o tym rozmawiać. Nie chciał powiedzieć, że go to nie interesuje, bo tak przecież nie było, ale byli na balu. Na balu trzeba było jeść, pić i się bawić. No i słuchać plotek, które można było szczegółowo obmówić potem, w jakimś zacisznym miejscu.

Atreus zamrugał, zmrużył oczy i otaksował ją spojrzeniem. Coś w jego głowie się rodziło. Powoli rozwijało i wykluwało, formując w wyraźny kształt o ostrych krawędziach. Ona poważna nie była, ona jak najbardziej.
- Załóż się ze mną o to o coś, błagam... - powiedział cicho, bardziej do siebie jak do niej, bo to przecież brzmiało jak idealny materiał na jakikolwiek zakład.

Nie chciał się o nikogo bić i robić awantury. A najbardziej już nie chciał się bić o Brennę, trochę chyba dlatego bo zdawał sobie sprawę że gdyby tylko chciała to wcisnęłaby typa twarzą w ścianę. Coś tam, coś tam, nie chciała być ratowana, bo sama sobie mogła poradzić. Bla, bla, bla, nie chciał być jej rycerzem, bo męczyło go ratowanie wszystkich. Mógł co najwyżej upewnić się, że w krytycznej sytuacji pan znajdzie drzwi. W sumie to żałował, że postanowiła się wycofać i nie pokazała delikwentowi, że popełnił duży błąd, ale hej, nie można było mieć wszystkiego.

Zmierzył faceta kontrolnym, chłodnym spojrzeniem, strategicznie dopijając szybko resztkę swojego drinka i sięgając po następnego, akurat kiedy Longbottom złapała go za rękę i pociągnęła za sobą. Kim dla niej był? Ciekawe pytanie. Szkoda, że odpowiedzi na nie nie znał ani Atreus, ani Brenna.
- Spierdalaj - odpowiedział panu grzecznie na zadane pytania, próbując nie wylać nowego drinka, kiedy upijał z niego łyk.

czy pan za nami podąży?
[roll=TakNie]

!plonacedrinki

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 14.12.2025

Szmaragdowa zieleń
Drink, który smakuje jak mocna, ziołowa nalewka. Odrobinę przypomina w smaku absynt. Po jego wypiciu czujesz się błogo, jakbyś stąpał po chmurce, i pozytywnie patrzysz na świat przez 3 kolejki.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Brenna Longbottom - 14.12.2025

Odchodzimy od drinków i przy okazji wskazuję krótko ochronie pana, co mnie szarpał

Och, Brenna naprawdę miała ochotę walnąć temu gościowi i osobiście go stąd wyprowadzić. Nie trzeba było nawet patrzeć na jej aurę, w której na pewno błyskała irytacja, by to podirytowanie wyłapać: oglądała się jeszcze za mężczyzną, i by upewnić się, że za nimi nie idzie, i próbując zapamiętać drobne szczegóły.
Wzrost.
Chód.
Włosy.
Posturę.
Kolor oczu, które spoglądały na nią zza maski.
Nie znała go, prawda? Niemożliwe, by nie rozpoznała kogoś sobie dobrze znanego, gdyby podszedł tak blisko. Chyba prędzej uwierzyłaby, że niektórzy z jej bliskich wspierali tę drugą stronę niż że ktoś z nich próbowałby całować ją po pijanemu.
Mijając ochroniarzy pochyliła się ku jednemu, krótko szepcąc, że jeden z gości w takiej i takiej masce mógł trochę za dużo wypić, i prosząc, by zwrócili uwagę, gdyby naprzykrzał się jakimś kobietom - nie zdziwiłaby się, gdyby już obserwowali sytuację, czy nie eskaluje. A potem zatrzymała się wreszcie, już z boku sali.
– Mogłam zedrzeć mu maskę – westchnęła, trochę żałując, że tego nie zrobiła, bo teraz, choć złość opadła, nie mogła oprzeć się myśli, że to mógł nie być jakiś podpity idiota. Anonimy w szufladzie, zdjęcie przysłane bez adresu zwrotnego… – Ale jeszcze faktycznie zaczęlibyśmy się bić, a obiecałam matce, że będę unikała wielkich skandali.
Prawie było jej przykro, że jednak nie musieli wyjść do ogrodu. Mogłaby tam wepchnąć gościa do sadzawki, żeby trochę otrzeźwiał. Ale to byłby nieodwracalny koniec balu, przynajmniej dla niej i byłoby trochę głupio, bo Atreus zwyczajnie lubił takie imprezy. Odwróciła się do niego, spoglądając na kolor drinka, który zdążył zgarnąć ze stołu, a potem odruchowo upewniła się, że sukienka i maska nie ucierpiały w tej drobnej szarpaninie. I uśmiechnęła się, uznając, że ostatecznie nie pozwoli, by zepsuło jej to zupełnie humor.
– Zakład mówisz? Jeśli potrzeba ci pretekstu do przymiarki, to ja ci go chętnie dam. Masz jakieś pomysł o co? Mnie do głowy przychodzi głównie trening. – Bo w sumie nigdy nie próbowali pobić się na poważnie, nie do końca liczyła się ta wymiana ciosów na Nokturnie, kiedy walnęła mu z rozpędu, a on postanowił oddać. – Na pewno nie poker, granie z Prewettami to proszenie się o porażkę, znam wasze numery. – Basilius ją zniszczył, a Vincent po prostu zawsze oszukiwał. Wydawało się jej, że nawet nie rozumiał, że może istnieć coś takiego jak uczciwa rozgrywka. – I pytanie, co ja miałabym zrobić, gdybyś ty wygrał?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Victoria Lestrange - 15.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]Rozmawiam z Christem  blysko wejścia na salę balową

– Córka mistrza Dolohova – a przynajmniej tak napisał jej Aidan w wiadomości, nie miała powodu by mu nie wierzyć. Według niej to była bardzo niezła partia – Lyssę co prawda znała słabo, ale widziała ją w lipcu i według niej była to ładna dziewczyna. Wiedziała też co nieco od Annaleigh, bardziej martwiła się o to, czy to Aidan się na tej randce nie zbłaźnił i nie zrobił z siebie kompletnego pacana, albo czy nie zachowywał się jak dupek… a przecież potrafił. – Yyym, nie sądzę, żeby pobił się o nią dodała do tego i przekrzywiła o nią. – Wiesz, był ten cały pojedynek Lou z Nottem, Atreus był sekundantem Louvaina. No iii Loretty miało tam nie być, ale się potem pojawiła i wyobrażam sobie, że mogła być wtedy jakaś zadyma? – nie było jej przy tym, bo niedługo po zakończonym pojedynku się stamtąd ulotniła, przekonać się dokładnie, jakim Nott jest bufonem. Mogłaby mu jeszcze powiedzieć o bójce podczas Lammas… ale nie było na to czasu.


Wyjrzała zza ramienia Christophera, by się przekonać, czy tamta kobieta za nimi poszła, ale wyglądało na to, że nie.  Stanęła więc już normalnie, a nie na palcach i przyglądała się teraz Rosierowi. Wyglądał na zmieszanego i w sumie nie mogła się mu dziwić, bo pewnie też by się tak czuła na jego miejscu, ale nie wyobrażała sobie, że ktoś miałby się tak dokleić do niej, byłoby to bardziej niż idiotyczne.

– Ano, doszły do mnie takie słuchy, że tamta dziewczyna jakiś pierścionek od ciebie nosiła? – nie żeby miała jakoś dużo czasu na plotkowanie, nie słyszało się to tu, to tam, takie właśnie wiadomości. – Rozumiem, że to była bardzo ślepa plotka – tym bardziej, jeśli to było ich pierwsze wspólne wyjście i najwyraźniej niezbyt udane… Wiedziała sama jak działają plotki. Na przykład w maju gadali o niej, że wcale się nie zaręczyła, tylko wzięła ślub, co było okropnym kłamstwem. Potem, że spotyka się raz z Laurentem, raz z byłym narzeczonym… To ostatnie było prawdą, ale nie pełną, a dużo bardziej skomplikowaną. A teraz to już w ogóle nie miało to żadnego znaczenia, a Victoria starała się nie dawać po sobie poznać, jak bardzo ją to wszystko boli. – Szalona? – o Cressidzie coś tam słyszała, ale nigdy nie było im po drodze ze sobą, więc nie zostały nawet koleżankami. – Co masz na myśli? – przy „wielkich fryzurach” tylko się uśmiechnęła. – Chyba, że to, że oszalała na twoim punkcie? – tutaj Victoria nie miała jak współodczuwać, nie miała za sobą takich relacji, w których druga strona chciałaby jej robić na złość.

– Nie robiłam tych eliksirów, ale nie sądzę, żeby ktoś z mojej rodziny wpadł na to, żeby podawać ludziom amortencję – to by mogło wywołać za duży skandal. – I… Mam takie poczucie, że to jeszcze trochę za wcześnie, żeby ta panna się spiła – bal w końcu dopiero się zaczął… Nawet jeśli ktoś zjawił się pół godziny wcześniej, to jak słabą głowę musiał mieć, żeby być już pod wpływem?