![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Fergus Ollivander - 14.03.2023 - Zdajesz sobie sprawę, że jak pójdziemy na stoisko Nory, to ona mnie ukatrupi samym spojrzeniem? – upewnił się, rozglądając za wspomnianym stoiskiem z wypiekami. Powinien być teraz w szpitalu, a nie szwendać się z Castielem po polanie, na której odbywał się sabat. I o ile cieszył się na samą możliwość wyjścia z nim, tak panny Figg nadal się obawiał. Nawet nie jej gniewu, bardziej rozczarowania jego nieodpowiedzialnością. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal był nieco obrażony na Flinta po ich ostatnim spotkaniu, a mimo to nie potrafił odmówić sobie jego towarzystwa w tym dniu. Chora ręka już mu tak nie doskwierała. Każdy kolejny dzień sprawiał, że niemal zapominał o tym, że cokolwiek z nią było, a przez to bezmyślnie ją nadwyrężał, by ostatecznie nieco zdrętwiała. W tym momencie jednak się oszczędzał, co jakiś czas poprawiając tylko bandaż, który zahaczał o rękaw skórzanej kurtki. Utrata krwi sprawiła, że nawet w cieplejsze dni musiał ją ubierać, przez co czuł się jak jego własna, wiecznie przemarznięta babcia. Pozwolił się Castielowi pociągnąć, czując ciepło w miejscach, gdzie palce blondyna stykały się z jego skórą. Jednak stoisko, w kierunku którego zmierzali, wywołało w nim bunt. Flint znowu coś kombinował! - Nie, nie ma mowy! Zresztą, jak wytłumaczysz Cynthii to, że masz mój portret? – zapytał cicho, wywracając przy tym oczami. Jego twarz wyrażała pełne niezadowolenie. – Może go pani po prostu transmutować w pędzel? Oddam za to całą jego sakiewkę – rzucił w kierunku Uli, licząc na dobroć malarki i ewentualną możliwość przekupstwa. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 14.03.2023 Wszystko się poplątało. Dziwne zachowanie Geraldine spowodowało niemałą niezręczność towarzyską. Herbata zamiast uspokoić, rozdrażniła swoją goryczą. Gwałtowność ducha przeraziła. A dodatkowo standardowy zamęt typowy dla festynów... I biedna Sarah proponująca mu robienie niecnych rzeczy. Polanka na uboczu? Cudowny pomysł! Jonathan uwielbiał tego typu polanki. Bardzo chętnie poszedłby tam z obiema blondynkami... i do niczego by nie doszło, bo to Jo. Rumieniąca się Sarah stanowiła niesamowity kąsek dla mężczyzny. Jakże lubił droczyć się z takimi niewinnymi, dobrze wychowanymi panienkami. Szczególnie, że nigdy do niczego z nimi nie dochodziło. — Nie wiem o czym koleżanka mówi... Czyżbym zawstydził? — Starał się nie roześmiać, gdy nazwała Geraldine jego "żoną". Cóż za zabawa. A przyjaciółka zdawała się również wkręcać w tą niesamowitą historię. — Polanka, ślub, kolejność nie ma dla mnie znaczenia — odpowiedział absolutnie nie mając pojęcia, że propozycje te były jak najbardziej poważne. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 14.03.2023 Moje silne ramię dało radę przytrzymać podejrzanego czarodzieja. Chciałam mu wymierzyć kolejną wiązankę, ale pojawili się klienci. Na zakręcony ogonek! Nie najlepszy moment sobie na to wybrali. — Hah, panowie, bardzo chętnie zabiorę się do roboty, jak tylko tego tu pana zgarnie policja — odpowiedziałam potencjalnemu klientowi [Castielowi]. Niemrawo roześmiałam się też na żart tego drugiego [Fergus]. O ile to miał być żart? Wyglądało jakby mieli przy sobie grosza zdatnego na wydatki. Muszę ich zagadać, żeby tu chwilę postali dopóki policja się nie zjawi. — Mają panowie na myśli jakąś konkretną pozę może? Uścisk podejrzanego nie zwalniał, chociaż robiło mi się już bardzo niewygodnie, przechylając się tak przez stół. Dostrzegłam jednak dwóch poważnie wyglądających czarodziejów zmierzających w moją stronę [Erik i Patrick]. Jednego z nich widziałam wcześniej, jak biegał za atramentowym czarodziejem. Czyli to policja, nareszcie. Tylko mam nadzieję, że uwierzą w moją wersję wydarzeń i nie obarczą mnie konsekwencjami za ten wypadek. Ale myśli szybko się rozpłynęły, gdy tuż obok mojej głowy śmignęła noga. Noga. Bezceremonialnie napatoczyła się na moje starannie przygotowane stoisko. Kilka rysunków zostało chyba zdmuchniętych na trawę, chociaż nie miałam okazji się temu przyjrzeć, a sprawca zamieszania wgramolił się jeszcze wyżej, rozpoczynając koncert. Ale to nie piosenka przykuła moją uwagę, a spadający kapelusz z karteczką. "Datki dla głodujących artystów." No pięknie. Niech no tylko skończy śpiewać, to mu powiem co myślę o chodzeniu po cudzych stołach! Cóż za paskudny dzień! Czułam, że moje oczy zaczynały się szklić od nadchodzącego płaczu, a ciało wzbierało bólem spowodowanym pozycją. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 14.03.2023 Patrick wcale nie uważał, by szło mu jakoś szczególnie dobrze z pościgiem atramentowego człowieczka. Pudłował, przeciskał się przez tłum, a chwilami w ogóle nie udawało mu się spleść poprawnie zaklęcia. Ale to wszystko sprawiało, że nie patrzył na swoje umiejętności (albo na umiejętności Erika) wyjątkowo krytycznie.
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu biegnąc, w tłumie ludzi udało się za pierwszym razem trafić z procy w tego, w kogo chciał trafić. Oparł się rękami o uda, patrząc dziwnie na plamę atramentu. - Obiecuję, że od jutra – jeśli jeszcze będzie jakieś jutro – biorę się za treningi – wymamrotał, czując poklepanie po plecach. Podniósł przyjazny wzrok na Erika. – Szkoda, że facet nie wykorzystuje swoich umiejętności do czegoś lepszego niż tworzenie takich stworów – podsumował. Na resztę słów Erika odpowiedział, gdy już szli do stoiska Uli. - Po tym jak z nim skończymy, naprawdę zasłużyliśmy na jakiegoś pączka lub herbatę – zaproponował. Brwi Stewarda powędrowały do góry, gdy pojął, że Ula Brzęczyszczykiewicz zdołała samodzielnie złapać krytyka jej rysunków. To było niespodziewane, ale przyjemne zaskoczenie. – Zajmiesz się dziwakiem? Chcąc pomóc rysowniczce, sam zaczął zbierać jej rysunki z ziemi, składać je w jedną kupkę by na końcu umieścić z powrotem na stoisku. - Dziękujemy za pomoc – powiedział do Uli. – Mamy nadzieję, że twoje prace nie ucierpiały zanadto. – Podbródkiem wskazał się sprawcę całego zamieszania z atramentowym stworem – Chciałabyś zgłosić na niego oficjalną skargę? – zapytał, sięgając po tkwiący w kieszeni bloczek. A gdy dostrzegł jak lśniły jej oczy, dodał łagodniej - Hej, już wszystko dobrze. Jesteśmy na miejscu. Od czasu do czasu zerkał na Erika, sprawdzając jak mu szło z dziwakiem. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Orion Bulstrode - 14.03.2023 Z uprzejmym, ciepłym uśmiechem wsłuchał się w jej słowa. Zdecydowanie nie mógł odmówić jej dobrego wychowania, a z tego co słyszał od niektórych pracowników BUM'u, miała spory potencjał. Starczyło tylko odpowiednio go skierować. — W pełni rozumiem i doceniam. Z pewnością niektórzy moi koledzy woleliby bawić się w oficjalne nazewnictwo, ale osobiście nie czuję takiej potrzeby. W końcu jesteśmy dzisiaj partnerami, prawda? — dokończył jeszcze, ale rozmowa nie trwała wiele dłużej. Musieli skupić się na działaniu. Orion nie uważał się za jakiegoś wybitnego mentora, aczkolwiek nie dało mu się odmówić pewnego doświadczenia. W końcu zdołał jakoś oswoić brata z pojęciem porządku i (prawie) właściwego podejścia do pracy, także — nie było tak źle. Oczywiście nie miał zamiaru prawić jej teraz kazań, ale miał nadzieję, że w trakcie patrolu uda mu się jakoś pomóc. Albo ona jemu. Mina nieco mu zrzedła, gdy zaklęcie nie wyszło. Nie był to co prawda pierwszy raz, gdy jakiś czas mu nie wyszedł, ale w tej sytuacji zdecydowanie nie było mu to na rękę. Nie chodziło tutaj jednak o jego ego, nic z tych rzeczy. Po prostu nie chciał pokazywać tego typu oznak słabości czy braku umiejętności przed ludźmi, gdy czasy robiły się niespokojne. Zaufanie w kompetencję aurorów było kluczowe dla zachowania spokoju, a Bulstrode zdecydowanie się nie popisał. Na szczęście Wood uratowała sytuację. — Doskonała robota. Jak widać, młodzi czarodzieje w naszych szeregach zaliczają się do znakomitych czarodziejów — rzucił zarówno do ojca jak i samej rudowłosej. Gdy już oddalili się nieco od zgromadzenia, zerknął raz jeszcze na kobietę. — Jak widać, dobrze zrobili, przydzielając mi dzisiaj partnera — zaśmiał się lekko, kręcą przy tym głową. — Chcesz się udać w jakąś konkretną stronę, czy po prostu obejdziemy okolicę? — dodał jeszcze, zerkajac na nią pytająco. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 14.03.2023 Florence była… sama nie miała pewności, jak określić emocje, jakie odczuwała. Ani „zmartwiona”, ani „poddenerwowana” nie oddawały właściwie stanu, w jakim się znajdowała. Poza tym żadna z tych emocji nie była przytłaczająca: Bulstrode spychała je po prostu gdzieś na bok, skupiając się na chwili obecnej. Czy też raczej… na przyszłości. Bo wędrowała przez tłum, czasem przystając i przypatrując się losowym osobom, i podejmując próby sprawdzenia, co takiego planowały wkrótce. Czasem wychodziło, czasem nie. I gdy wychodziło, Flo zasadniczo zwykle żałowała, że na to spojrzała, bo trafiła głównie na plany po opuszczeniu polany. Ale jednak, robiła to znowu, znowu i znowu, bo pamięć poranka Ostary wciąż była żywa w jej pamięci, słyszała pogłoski o tym, że nie ona jedna śniła niepokojące sny, a na dzisiejszym Beltaine byli jej bracia. Dlatego znalazła się tu też ona. - Mam nadzieję, że mam po prostu zwidy, ale odnoszę wrażenie, że minął mnie pacjent, który powinien leżeć na oddziale. A jeśli tak, to mam dziwne przeczucie, że jutro znowu będzie musiał na niego wrócić – stwierdziła z pewnym zamyśleniem. Nie skierowała się jednak w ślad za nim, bo po pierwsze, był dorosły, po drugie w pobliżu stoiska, gdzie go dostrzegła, panowało jakieś zamieszanie. Ktoś z kimś się szarpał, ktoś śpiewał na stole… Nie, Florence skierowała się w przeciwną stronę, by na chwilę przystanąć przy stanowisku Nory Figg. Uzdrowicielka wprawdzie nie była wielką fanką łakoci, ale tego popołudnia po chwili wahania zapłaciła odpowiednią ilość knutów i sięgnął po ciastko z wróżbą. Choć prawdzie wróżby nie działały w ten sposób. !ciastko z kwiatkiem RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 14.03.2023 krokusRE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Louvain Lestrange - 14.03.2023 Tak właściwie to liczył, że wylosuje jakiś śmieszny, a najlepiej żenujący i wstydliwy prezent dla Loretty, znając podejście do jej zaślubin. Ot takie cacuszko, personifikacja wszystkich odczuć i emocji towarzyszących temu, nadchodzącemu wydarzeniu. Gadżet do szczeniackich wybryków, bo tak mógłby w swojej ocenie nadać klasę, wylosowanemu winu, był żenujący, chociaż nie w takim wydaniu jakie oczekiwał. Stłumionym parsknięciem wyraził swoją opinie o nagrodzie, prezentując siostrzyczce zdobycz. Natomiast jej wygrana przebiła nawet jego złośliwe wyobrażenia i niewypalony, cięty dowcip. Tym razem parsknął gromko, rozlewając kufel kremowego piwo szerokim gestem do ziemi. Pochylił się do przodu, opierając się dłońmi na zgiętych kolanach, próbując zapanować nad skurczowym śmiechem. - Źle się prowadzisz, słodka, oj źle. - wydusił, próbując wyrównać oddech w przeponie. Dobrze, że to ona wylosowała ten fant, a nie on. Nie miałby ochoty, do końca życia, wracać do tego, przynajmniej, niezręcznego dowcipu jaki uknuł przed nim ten parszywiec, goblin. Pomyślał, że nic już lepszego się dzisiaj nie wydarzy. I miał rację. Bo czelności nie brakło Nottowi, by psuć tą sielankową atmosferę. - Ciebie też dobrze widzieć Nott. - odpowiedział przeciągając ciszę, aż do niezręcznej pauzy. Kłamał rzecz jasna, bo ani trochę nie przepadał za Philipem. Za tym jakiego rycerzyka robił z własnej osoby. - Napijesz się wina? - zapytał z ironicznym uśmiechem, obracając w dłoni butelkę świeżo nabytego wina. Dla sytuacji w której Nott czka jak opętany przy fanach, mógłby wrócić do szczenięcych lat i jeszcze raz podłożyć mu świnię. No bo tak, grał nieczysto i ani trochę go to nie krępowało, ani wstydziło. Był graczem wygrywającym i to, aż do ostatnich dni w swojej karierze. Wygranej czasem trzeba było pomóc, wrócić na właściwie tory, a czego sędzia na meczu nie dostrzeże, to go nie zaboli. W przeciwieństwie do Philipa, któregoś dnia. Na domiar złego do ich trójki podeszła jeszcze dwójka osób w tym przynajmniej jedna obłąkana, bo facet najwidoczniej uważał się za fana pana-rycerzyka. Pokręcił głową i przewrócił teatralnie oczami, okazując swoje całkowite zniesmaczenie sytuacją. Potem jednak przyjrzał się dokładniej towarzyszce fana Notta i rozpoznał w niej Cynthię, co od razu wywołało uśmiech na jego twarzy. Skłonił się elegancko, prostując swój prochowiec w kierunku kumpeli, jej przynajmniej nie mógł posądzać o prostackie zainteresowanie quidditchem w wydaniu Philipa Notta. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 14.03.2023 Przesunął palcami po włosach, spoglądając na niebo, na którym słońce skryło się chwilowo za chmurami. Albo i na dłużej. Niedługo zajdzie i pozostanie tylko ciemność rozjaśniania kagankami, latarniami i magicznymi światłami. Sauriel ruszył dalej przez Knieję Godryka, przez stoiska sabatu. Kolorowe stoisko Nory było widoczne z daleka. To nie było coś, czego szukałeś. Raczej coś, co atakowało cię i rzucało ci się do oczu, krzycząc, że jak tu frajerze nie zajrzysz to..! Po "to" możecie sobie już dopowiedzieć. Co prawda Nora nie kreowała się na kobietę o skłonnościach do agresji, ale Sauriel bardzo chętnie kończył to sobie: "to weźmniesz i umrzniesz!". Na całe szczęście on już był martwy, więc nie miał się czego obawiać. Spoglądał na stoisko i podchodzących to odchodzących ludzi z zaplecionymi na klatce piersiowej rękoma. Stojąc po drugiej stronie straganów w cieniu. Spoglądał na dumnego Salema i ciepło uśmiechniętą Norę. Na ludzi, którzy przychodzili kupić łakocie czy pary wymieniające się dobrociami. Takim sposobem też, niecny stalker, wystalkował to, że z niektórych ciastek dostawało się wróżbę. Dzisiejsze szczęście z kartami i super seksownym tyłeczkiem Lestrange pokazało, że już nic, ale to dosłownie nic tego dnia źle pójść nie może. Zaczepił jednego dzieciaka i dał mu kilka monet. Powiedział, żeby kupił coś dla siebie i żeby kupił mu również ciastko. To z kwiatkiem. To z wróżbą. Które dziecko by nie skorzystało? Prosta praca, a jaki słodki zarobek! Chłopaczek po chwili stania w kolejce przyniósł mu ciastko. Sauriel podrapał się w głowę, spoglądając na lilię w swoich rękach. Chuja tam znał się na kwiatkach, ale lilie były ładne. Wzruszył ramionami, dał ciastko dzieciakowi, wsunął lilię w czarne jak krucze pióra włosy i ruszył dalej przez Beltane. !ciastko z kwiatkiem RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 14.03.2023 lilia |