![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - William Lestrange - 20.03.2023 Zauważał starania kobiety, czy je doceniał... Na pewno w jakiś sposób, chociaż czasami brakowało mu swobody, z jaką wcześniej rozmawiali, przeplatając żarty z wredotą. Nie można mieć wszystkiego, o wiele prościej jest też zburzyć, coś co buduje się tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Niszcząca siła zawsze była tą prostszą opcją, chęć naprawy wymagała wysiłku i cierpliwości. Cieszył się, że obydwoje mają wystarczająco zaparcia, aby iść w dobrą stronę, przynajmniej na razie, nawet jeżeli bywało trudno, to wciąż darzył Eden ciepłymi uczuciami, czego momentami nie potrafił wytłumaczyć, ale już jakiś czas temu zorientował się, że logika nie mogła mu w tej relacji pomóc, przynajmniej nie w tej namiętnej i emocjonalnej jej części. - No oczywiście, że ja, a kto inny? - zapytał, bo spodziewał się, że żona będzie znać lepiej tradycje od niego. Być może się z nim droczyła, a on jak zwykle nie wyłapał tego z kontekstu? Zestresował się odrobinę, przeszedł go nieprzyjemny dreszcz ciepła, ale wymusił uśmiech. Z niespotykanym dla siebie refleksem, gdy twarz blondynki znalazła się w bliskiej odległości od tej jego, skradł od niej całusa. Być może w automatycznym odruchu, być może z powodu energii jaka panowała na polanie. - Wiem, że sama mogłabyś wianek zapleść i wleźć na ten pal z największym zapałem na łące, niezależność to ważna cecha, a poza tym chciałbym czytać nagłówki gazet 'Eden Lestrange - żona, mąż, landlord, a ty wciąż marudzisz na swoje życie?' - parsknął pod nosem, bo brzmiało to absurdalnie. Nie wyśmiewał się z niej w żadnym tego słowa znaczeniu, podkreślał jedynie, że wierzył w jej wytrwalość, ale zrobił to żartobliwie. - Ty musisz wybrać kwiaty, wiesz, że ja i kolory nie idziemy w parze - dodał, już trochę poważniej. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sarah Macmillan - 20.03.2023 Odwzajemniła jego uśmiech, zanosząc się przy tym delikatnym chichotem. Ani trochę nie ukrywała tego, że podobają jej się jego żarty i delikatny flirt, ale nie wykonywała w jego stronę szczególnie zdecydowanych ruchów. Jakkolwiek dziecinne to nie było, zanim to zrobi, naprawdę chciała, żeby Charlesowi się udało, żeby zeskoczył na dół i spojrzał na nią tym wzrokiem pełnym zadowolenia i euforii, żeby poczuł tę satysfakcję. Tak po prostu. Nie zamierzała czekać na niego daleko. Zamiast tego chwyciła szarfę i dołączyła do kobiet tańczących przy ogniu. Jej taniec wybijał się na ich tle, bo kilka razy potknęła się o własne nogi, ale tym razem oprócz niezdarności zrobiła to przez to, że jej oczy cały czas wpatrywały się w górę. Obkręciła się wokół własnej osi, unosząc szarfę nad swoją głową, a Charles zjechał w dół. Ogień buchnął, Macmillanówna dmuchnęła w grzywkę i zatrzymała się. Zaplątała palce w sukienkę i uniosła ją do góry, odsłaniając swoją nogę, a później skinęła głową w stronę słupa. Ewidentnie oczekiwała od niego, że tam wróci i spróbuje jeszcze raz. Skoro Lupin spróbował trzy razy, to Rookwood też mógł. Uśmiechnęła się, słysząc kolejny żart. I wrócił tam faktycznie. Znów się dla niej męczył. Wielu by pewnie powiedziało, że na nic była ta męka, ale ona się wychowała w wierze, która mówiła jasno - jeżeli coś miało mu się stać, jeżeli ci ludzie, którzy przyszli po jego rodzinę przyjdą po niego, to właśnie ofiarowana mu dzisiaj miłość miała uchronić go przed wszelkim złem. I w pewnym sensie nie zostawiła go samego, bo kiedy Sarah stawiała swoje niezdarne kroki w rytualnym tańcu, on mógł poczuć na swoich policzkach orzeźwiający powiew delikatnego wiatru, który kontrolowała. Kiedy Rookwood znalazł się znów na ziemi, Macmillanówna podeszła do niego tanecznym krokiem, oplotła tę szarfę z tyłu jego szyi, przyciągnęła go do siebie i pocałowała, dopełniając rytuał najlepiej jak potrafiła. Nie należała do tych, którzy ochronią go różdżką ani siłą woli. Znała tylko to - uczucia. Wyśpiewała mu więc tę tarczę swoim sercem. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 20.03.2023 Przez moment, gdy zeskoczyła z pala… czuła się dobrze. Przez ułamek sekundy była nieomal w euforii. Co nie powinno być możliwe, zważywszy na to, co się działo i co miało się stać. Magia Beltaine oddaliła na chwilę wizję rychłej śmierci, jeżeli nie jej, to na pewno innych zgromadzonych na polanie. Zawirowało jej wręcz w głowie, uczucia, które miały zniknąć już za moment, i na które zasadniczo nie mogła pozwolić sobie nie tylko dziś, tutaj, teraz i nie tylko wobec Atreusa. Ale roześmiała się szczerze, kiedy ją pochwalił. - Zwiedziłam połowę drzew w Dolinie. Z drugiej połowy spadłam – stwierdziła, po czym wyciągnęła ręce, by bezceremonialnie nałożyć mu jego wianek na głowę. Może i nie wykonałaby takiego gestu wobec aurora, którego nie znała najlepiej, ale rytuał robił swoje: ten dotyk zdawał się naturalny, podobnie jak próba schwycenia go za rękę. Ale nie, nie by pociągnąć go pomiędzy drzewa. A ku ogniu. Bo… - Wracamy na patrol – oświadczyła, choć nie tylko o to chodziło. Pijana magią Beltaine, i może odrobinę kierowania wyrzutami sumienia, że sama wpisała Atreusa na wartę w najniebezpieczniejszym miejscu, miała zamiar… wyciągnąć z kieszeni świecę do rytuału, by ukradkiem ją podpalić, korzystając z tłumu, zamieszania, kręcących się wokół par. By uwalić (i poparzyć) palce w gorącym wosku, a potem niby to poprawić wianek na głowie Atreusa i naznaczyć czoło trzema kroplami. (A świeczkę szybko potem zgasić: wsunąć do kieszeni, która jutro będzie pełna stearyny, ale czy w ogóle będzie jakieś jutro?) Cholerne, przywołane magią uczucie, dokonało niemal niemożliwego: na chwilę uśpiło czujność i podejrzliwość Brenny i w tym momencie po prostu nie potrafiła uwierzyć, że Bulstrode mógłby być śmierciożercą. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Daisy Lockhart - 20.03.2023 - O – wymruczała ze zdziwieniem Daisy. Nie spodziewała się, że Eden mogła być kuzynką Martina. Posłała mu rozbawione spojrzenie. – Całe szczęście, że nie powiedziałam o niej nic złego.
Młoda dziennikarka nie tylko mówiła o wianku, ale też całkiem zgrabnie zaczęła go splatać. Ale czy kierowała się jakimś konkretnym wyborem przy owym splataniu? Ciężko było stwierdzić, a gdyby ją zapytać, powiedziałaby, że wybierała te kwiaty, które jej się zwyczajnie podobały, kompletnie nie przejmując się znaczeniem, które za sobą niosły. Ostatecznie wianek stworzony przez nią prezentował się bardzo dobrze. Kiwnęła uroczyście głową, wręczając Martinowi swoje dzieło. - Pewnie, że jestem pewna. Ale nie przejmuj się, nie musisz wspinać się na żaden pal – zapewniła go szybko. A co za tym szło, nie musieli później ani tańczyć, ani nic więcej. Po prostu wzięli udział we fragmencie większej tradycji. Potem popatrzyła na towarzysza dłużej, jakby zastanawiając się nad czymś, wreszcie wzruszyła beztrosko ramionami. Sięgnęła po aparat fotograficzny. - Idę zrobić tu jeszcze parę zdjęć a potem będę się już zbierać – wyjaśniła. Kiedy Crouch robił wianek, Daisy krążyła między bawiącymi się i fotografowała to, co wydawało jej się ciekawsze. Przystanęła, gdy Brenna Longbottom wspinała się na pal i zawołała: „Pokaż im, Psujo!”. A potem, zdając sobie sprawę, że mogła zostać źle zrozumiana, schowała się w tłumie i wróciła do Martina. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Theon Travers - 20.03.2023 Znalazł się w gronie najszybszych uczestników zabawy, nie wątpił, że tak właśnie będzie, poradził sobie z umieszczeniem wianka na właściwym miejscu. Ta odrobina wysiłku zapewniła mu nieco adrenaliny, a ta wpłynęła na wszystko, co wydarzyło się w ciągu kilku kolejnych chwil. Dał się porwać nastrojowi Beltane. Magii tego święta. Kiedy Stella wpadła w jego ramiona, a następnie zdecydowała się go pocałować, nie uciekł od niej w podskokach. Obejmując blondynkę, odpowiedział jej tym samym. - Czyżbym okazał się tak nudny, że kolejny raz użyłaś uroku? – zapytał, odsuwając się nieznacznie, po czym raz jeszcze złożył pocałunek na jej ustach. Dał się ponieść chwili. Wreszcie bierze Stellę za rękę i ciągnie w kierunku stoiska, z którego udaje im się zgarnąć wino. - Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień, ale nie powiem, żebym się zawiódł. – wybiera jedno z drzew, opiera się o nie plecami, siadając na trawie. Jeszcze przez chwilę może sobie pozwolić na zabawę. Zamierza z tego korzystać. Upija kilka łyków wina, podaje alkohol Stelli. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Heather Wood - 20.03.2023 Determinacja, jaką wykazał się Cameron jej zaimponowała. Nie obchodziło jej wcale to, że zepsuł wianek, to było aktualnie najmniej istotne. Heather Wood była pełna podziwu, Lupin naprawdę się postarał. Trzy razy próbował wleźć na ten nieszczęsny pal, który był wysoki. Zupełnie zignorował swój lęk wysokości, aby zrobić to dla niej. W oczach Wood był zwycięzcą, liczyło się tylko to, że naprawdę się starał, przeszło jej przez myśl, że to ona powinna włazić na ten kawał drewna z jego wiankiem - w ich przypadku predyspozycje zdecydowanie ku temu bardziej pasowały. Jednak postanowili działać, jak tradycja nakazywała. - Nic nie zepsułeś Słońce. Jebać ten wianek. - Dostrzegła krew na jego rękach, naprawdę wiele go to kosztowało. Nie zamierzała dłużej tutaj zostać, musiała się zaopiekować Cameronem po tym niepowodzeniu. - Tak, na pewno ktoś musiał coś przy tym majstrować, zresztą wiesz, że i bez wejścia na pal jesteś jedną z moich największych miłości? - Chciała się upewnić, że Cameron o tym pamięta. - No! Chyba jeszcze nigdy Ci się to nie zdarzyło co, z Twoim lękiem wysokości... to naprawde wyczyn. - Splotła swoją dłoń z jego. - Przepraszam, tak mnie zaćmiło to Beltane, że w ogóle o tym zapomniałam. - Inaczej na pewno nigdy w życiu by go nie poprosiła o taką przysługę. - Idziemy się napić wina i odpocząć? Należy nam się chwila zapomnienia po tym całym dniu. - Rzekła jeszcze do przyjaciela. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Stella Avery - 20.03.2023 Stella potrafiła dokonać odpowiedniego wyboru. Wiedziała, że jeśli to własnie Theon weźmie od niej wianek, to na pewno uda mu się wejść na pal. Nie poprosiłaby o to byle kogo. Miała swoje standardy, do niskich one nie należały. Nie pokazałaby się też przy takiej ilości ludzi z byle kim. Poniosło ją to Beltane, ale nie miała sobie tego za złe. Czasem i ona traciła kontrolę, choć za tym nie przepadała. Na całe szczęście Yaxley jej nie odrzucił, tylko odwzajemnił pocałunek, inaczej chyba zapadłaby się pod ziemię, ale i on poczuł nastrój tego święta. Tańce, ogień, to wszystko zachęcało do przekraczania pewnych granic. - Wręcz przeciwnie, urok okazał się nie być potrzebny. - Sama się tego nie spodziewała, no ale i ją życie czasem potrafiło zaskoczyć. Pocałował ją po raz kolejny, całkiem przyjemne to było, Avery nie oponowała, odwzajemniła go nawet z pasją, dzień święty w końcu trzeba święcić. Pociągnął ją za rękę, udało im się dotrzeć do stoiska z winem, nie był to wcale zły pomysł. Stella usiadła więc przed mężczyzną, dosyć blisko, na wyciągnięcie dłoni. - Muszę przyznać, że przyjęcie Twojego zaproszenia to był wyśmienity pomysł. - Sięgła po butelkę i upiła z niej spory łyk wina, alkohol dobrze jej zrobi. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 20.03.2023 Lyssa sama chyba nie wiedziała co sobie myślała. Na pewno do tej pory nic mądrego, pomyślała gorzko, widząc jak Alastorowi rzednie mina, kiedy zaprezentowała mu wianek. Ciepłe uczucie wdzięczności które do tej pory radośnie kwitło i rozrastało się w niej, nie pozwalając całkowicie stłamsić onieśmieleniu czy wstydowi, teraz powoli zaczęło stygnąć. Uniosła więc brodę nieco wyżej, z pewnością siebie zaglądając mu w oczy. - Nie o dopełnianie czaru mi chodziło - powiedziała, uśmiechając się do niego miło, jednak tonem w którym czaiła się nagana. Jakby to on powinien czuć się winny temu, że w ogóle coś takiego sugerował, bo przecież ona przyszła do niego z tylko niewinnym prezentem. I nawet nie napomknęła nic o wspinaniu się na sam pal. Młode serduszko Lyssy jednak pękało właśnie, w odpowiedzi na to jawne odrzucenie jej uwagi. Jakaś część niej często zdawała się zapominać, że w oczach niektórych wciąż była dzieckiem. Mogła skończyć szkołę, przeprowadzić się do innego kraju, ale tak naprawdę nie było to nic warte. Patrzyła na niego, chcąc jeszcze dodać coś, ale głos wiązł jej w gardle. Powinna znaleźć sobie nie tyle kogoś w swoim wieku do obdarzania wiankami i odprawiania magicznych rytuałów, co po prostu rówieśników, z którymi mogłaby spędzać czas na tego typu wydarzeniach. Nie wiedziała jednak gdzie szukać. Jak szukać. Wszystkie znajomości i przyjaźnie które zawarła w szkole, zostały daleko, za wielką wodą. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Nora Figg - 20.03.2023 Poczuła, że Malfoy poklepał ją po plecach. Chyba znalazła dzisiaj nowego kolegę, wiedziała, że będzie musiała kiedyś porozmawiać z Erikiem o tym wszystkim, jednak nie było jej do tego spieszno. - To Szeptucha, mam z nią pewne niezbyt przyjemne doświadczenia. - Nie chciała jednak się rozgadywać na ten temat, za słabo się znali, aby opowiedziała Malfoyowi całą historię swojego życia. - Razem, razem, Elliott dorzucił nawet coś od siebie. - Nie chciała jednak wspominać o które kwiaty konkretnie chodziło, nie wiedziała, czy Malfoy sobie tego życzy. Najważniejsze, że Erik wiedział, że zrobili ten wianek razem dla niego. - Czuję, że tym razem będziemy mieli więcej szczęścia, zresztą dołączył do nas Elliott może będzie naszym talizmanem? - Uśmiechnęła się do Malfoya serdecznie, naprawdę dobrze mu życzyła. Longbottom przygotował się do wspinaczki, pozbył się okrycia wierzchniego, był gotowy aby wejść na pal. Sprawy potoczyły się bardzo szybko, nim bowiem Norka zdążyła mrugnąć Erik znalazł się na samym szczycie - wyprzedził wszystkich. Jak widać to uczucie, które łączyło go z ich dwójką musiało być prawdziwe. Nie mogło być lepiej, panna Figg poczuła jak wypełnia ją euforia - naprawdę cieszyła się z tego, że Erikowi udało się to zrobić tak perfekcyjnie, rozpierała ją duma. W końcu to był jej przyjaciel. Wiedziała, że dobrze wybrała, a uczucia, którymi go darzyła były silne, zaufanie, przyjaźń - wartości, które ich łączyły były bardzo silne. Kiedy tylko Erik pojawił się na ziemi znalazła się tuż obok niego, jednak nie rzuciła mu się na szyję, czekała na ich dzisiejszego towarzysza, nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Martin Crouch - 20.03.2023 Martinowi podobała się bezpośredniość Daisy. Dla niego mogła mówić o Eden co chciała. I tak by tego nigdzie dalej nie przekazał. Przede wszystkim dlatego, że wraz z końcem wieczoru zapomni, że w ogóle wspomnieli jego kuzynkę w rozmowie. — Nie mam takiego zamiaru — odpowiedział rzucając spojrzenie na pal jeszcze raz. Po co w ogóle miałby to robić? Przed kim miałby się popisać? A nie wyglądało to też na zabawę w jego stylu. Podziękował za wianek. Splecione kwiecie zostało ułożone na jego głowie, czego nie dane mu było doznać przez ostatnie kilka lat. Gdy był dzieckiem, siostra często bawiła się w zaplatanie, a kto byłby lepszym modelem niż nigdy nie robiący nic konkretnego Martin. Skończył swój wianek, gdy Daisy wróciła do stołu. Z zaskoczeniem zaobserwował odrobinę smutku u siebie. Dziewczyna zapowiedziała, że wkrótce opuści Beltane. Co się teraz z nim stanie? Bez słowa wręczył jej własnoręcznie zrobiony wianek |