![]() |
|
[26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów (/showthread.php?tid=1921) |
RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Vakel Dolohov - 27.12.2023 Łut szczęścia? W pewnym sensie przewidywanie przyszłości i doznawanie wszelakich wizji opartych o cudze intencje można było przyrównać do tak zwanego farta, ale Dolohov jak już na niego przystało, we wszystkim widział coś głębszego i nawet w takim absurdzie, w czymś tak skrajnie niepoważnym, on trochę świadomie, trochę podświadomie, doszukiwał się sensu. - Jak żałosne będzie powiedzenie, że kilka minut temu straciłem przytomność na trybunach, bo doznałem nagłego objawienia Kanclerza Skarbu uwięzionego w szalecie? - Oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Wyprostowany, elegancki, nie mając już na twarzy fragmentów babeczki, którą rozgniótł czołem, zaczesał za ucho roztrzepane włosy i uśmiechnął się do niego zawadiacko, tym swoim czarującym uśmiechem numer pięć. Ale nie znajdowała się teraz przed nim gromada fanek, tylko jeden z najważniejszych ekonomistów w kraju - nikt nie spodziewał się tu pisku, po prostu oboje grali w tę swoją durną grę, jakoby się nic istotnego tutaj nie wydarzyło. Pytanie było oczywiście retoryczne, więc nie czekając na odpowiedź Malfoya, dodał ją sam. - Też tak myślę. Cóż takiego mogło równać się oswobodzeniu z kabiny toalety? Jednocześnie tak wiele i tak niewiele rzeczy - na listę dodałby na pewno strzepnięcie komuś z ramienia niewidzialnego pyłku kurzu. Nie istniało absolutnie nic, czego mogliby od siebie chcieć, no może poza Erikiem Longbottomem, ale nawet Dolohov nauczył się już, że żywi ludzie nie kwalifikowali się do kategorii przysług i przedmiotów... - Nie. Zaszantażuję cię tym, jak już będę szefem Departamentu Tajemnic, a ty będziesz chciał uciąć nam budżet na podróże w czasie czy coś tam. Machnął ręką, bo nie wiedział, jak obrócić to wszystko w dowcip. Odsunął się przy okazji od zlewu, żeby Malfoy mógł po tym wszystkim umyć ręce i chyba... ohyda, okropność - spoconą twarz? Sam spojrzał w lustro jeszcze raz, ale jego aparycja pozostawała nienaganna. To dobrze, to znaczyło przecież, że wcale nie potrzebował Peregrina poprawiającego mu włosy cały czas. Oczywiście nie powie mu tego, bo lubił mieć poprawiane włosy, szczególnie kiedy robił to Peregrin. Po prostu świadomość bezcelowości tego działania dodała mu niesamowitej otuchy. Dopiero na widok Eden lekko pobladł. - ...a moja córka? Pewnie poszła gadać z tym bęcw- ... ahhh nieważne. RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Lyssa Dolohov - 31.12.2023 Wizja, którą przedstawił odchodzący Louvain, wydawała się całkiem przyjemna. Zaszycie się z jego znajomymi w jakimś barze kusiła, szczególnie że kolegów to miał bardzo przystojnych, ale Lyssa boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, że bez Vakela przy boku, to ona absolutnie nigdzie nie pójdzie. Bo ani tego nie chciała, ani też chyba ojcu nie były w smak takie przyjęcia z panem Lestrange w roli głównej. Całe szczęście jednak, miała teraz przed sobą Lockharta, który w jakiś dziwny sposób, wcale zbytnio nie odstawał w jej głowie od reszty jej obsesji. Wydawał się jednak o wiele bardziej przyziemny, o ile tego słowa dało się użyć w tej sytuacji i nikogo nim nie obrazić. Jakby zainteresowanie nim było o wiele bardziej na miejscu, a jednak wciąż posiadające te przyjemną nutkę podekscytowania, w swoim tonie o wiele bardziej jednak przypominające przyjemnie trzepoczące w brzuchu motyle, niż jakiś porywisty podmuch, który zaraz by ją wytrącił z równowagi. Znała to drugie uczucie i absolutnie jej się nie podobało, kiedy wpadała w nie bez ostrzeżenia i kontroli. Uśmiechnęła się do niego nieco szerzej i z o wiele większym przekonaniem, kiedy wypowiedział jej imię, jakby do tej pory trochę bojąc się, że jej nie rozpozna. - Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że będzie nieco bardziej - krwawo - żywo. - niestety, żadnych podstępnych zaklęć zasady całej zabawy nie przewidywały, a szkoda bo przynajmniej zabawa weszłaby na nowy poziom. Lyssa może nie znała bardzo dobrze Lestrange'a, ale podejrzewała że remis nie był mu absolutnie w smak i mógł mieć parę ciekawych pomysłów na to, jak mógłby potraktować swojego przeciwnika w zupełnie innych, o wiele mniej kontrolowanych warunkach. - Louvainowi. To... powiedzmy, że rodzina - wzruszyła ramionami, bo w zawiłości swojego powinowactwa z nim, nie chciało jej się teraz zagłębiać. - Ale i bez tego bym mu kibicowała, bo poranne wróżby nie powiedziały o panie Nottcie niczego miłego - uśmiechnęła się lekko, absolutnie niewinnie, tak jakby właśnie proklamowała własne preferencje pogodowe. Poranne wróżby przepowiedziały przede wszystkim niespodziewanego gościa i nawet jeśli Darcy aktualnie do drugiej części tego sformułowania się nie zaliczał, to na pewno spotkanie go zaliczało się niespodziewanego. - A ty? Którą stroną byłeś bardziej zainteresowany? RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Darcy Lockhart - 31.12.2023 Darcy obraziłby się pewnie śmiertelnie za takie stwierdzenie, ale Lyssa miała sporo racji. Lockhart był - poza tym, że pisał dość popularne książki - po prostu zwykłym chłopcem. Zwłaszcza w porównaniu do Louvaina i jego kolegów. Niebrzydki, ale nie zabójczo przystojny, piszący o ważnych wydarzeniach, ale nie biorący w nich udziału, obserwujący pojedynki, ale rzadko sam wyciągający różdżkę. Miły, i kryjący pod tą warstwą sympatyczności odrobinę zawiści i odrobinę samolubstwa, ale żadnych wielkich emocji oraz mrocznych tajemnic. Dość uprzejmy, by pomóc staruszce wstać z chodnika, gdyby się przewróciła, nie dość okrutny, by zrobić jej krzywdę osobiście z jakiegokolwiek powodu i nie dość odważny, aby wyprowadzić taką z płonącego domu. Mający za sobą dwa mało ważne związki i kilka niekoniecznie udanych randek, ale zupełnie nie nadający się na kogoś, kto często łamie dziewczynom serca. Może dlatego tak dobrze zapamiętał Lyssę. Ich spotkanie miało w sobie posmak tajemnicy i baśniowości, a takie rzeczy nie przydarzały się mu często. - Nie było to słynne starcie Grindewalda i Dumbledore'a - przyznał dyplomatycznie i uśmiechnął się na jej stwierdzenie o kartach. Uprzejmie. Bo tak, podchodził do wróżenia z pewnym lekceważeniem, ale nie miał zamiaru tego pokazać przy dziewczynie, która siedziała na pojedynku obok Dołohowa. – A co takiego powiedziały karty o panie Nottcie, jeżeli to nie tajemnica? – zapytał, spoglądając w stronę, w którą odszedł Nott i jego znajomi, ale nie mógł już ich dojrzeć. Prawdopodobnie mógłby się wprosić na jedno z tych after party. Podejrzewał, że nie zostałby wyrzucony. Ale nie chciał – stanowiłby tam tylko tło i pozostawałby tego boleśnie świadomy. – Jako przedstawiciel prasy muszę zachować neutralność. Mam zamiar obiektywnie zrelacjonować całe wydarzenie – powiedział, o dziwo nawet prawie szczerze, bo Louvain miał odrobinę więcej jego sympatii z racji na to, że go tu zaprosił, ale faktycznie planował zachować tym razem umiar w swoich komentarzach co do zawodników, ich rodzin i sekundantów. RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Lyssa Dolohov - 18.01.2024 Ah, cóż to by był za pojedynek, gdyby Louvain i Nott faktycznie popisali się chociaż ułamkiem mocy, która można było przypisać do przytoczonego przez Darcy'ego pojedynku. Niewątpliwie byłoby to coś wartego oglądania, ale po chwili Lyssa zaczęła się zastanawiać, czy tego typu walka nie skończyłaby się zwyczajnie tragicznie. Nie mogła z pełnym przekonaniem zadeklarować, że Lestange'a znała, ale coś podpowiadało jej, że mężczyzna był z kategorii tych, którzy robią rzeczy w pełni i całym sobą. Doprowadzało to natomiast to prostego wniosku, że Philipp w takim starciu zostałby zwyczajnie skasowany z materii rzeczywistości. Nie wiedziała jak się z tymi wnioskami czuła, ale w gruncie rzeczy chyba jej to imponowało. Uśmiechnęła się do Lockharta zdawkowo, widząc jego uprzejmy uśmiech. Był to jeden z tych, które pozostawały na tyle miłe, by nikogo nie urazić, jednak na tyle wyuczone, by dało się zrozumieć, że poruszony temat w jakiś sposób nie należał do tych pasjonujących. Nad wyraz często dało się zobaczyć tego typu grymasy, kiedy wspominało się o całym tym wróżeniu i przeznaczeniu, ale prawdę powiedziawszy, Lyssa sama była tą, która rozdawała tego typu uśmiechy. Nigdy nie robiła tego jednak w stosunku do ojca czy Peregrinusa. - Powiedzmy, że jego intencje nie były... szczere - uśmiechnęła się do niego ładnie, specjalnie wypowiadając ostatnie słowo jakby po chwili zastanowienia. Nawet nie próbowała też sprostowywać tematu kart, bo jeszcze by się okazało, że nawet jeśli Darcy patrzy na wróżbiarstwo z grzeczną rezerwą, to doskonale wie że z fusów wróżyło się osobie, która filiżankę opróżniła. A jeszcze tego brakowało, że przyłapałby ją na kłamstwie, nawet jeśli tak niewinnym. Obejrzała się za Nottem, chyba tylko dlatego, że zrobił to sam Darcy. Sama chętnie poszłaby na afterparty Louvaina. Ba! Pewnie nawet zaoferowałaby Lockhartowi swoje towarzystwo gdyby tylko mogła. Jej ojciec jednak gdzieś pobiegł, a Eden rozpłynęła się w tłumie, najwyraźniej wiedząc dokładnie gdzie powinna szukać wróżbity. Może i Lyssa nie miała pięciu lat, ale część niej strasznie wykręcała się przed tym, żeby tak radośnie zniknąć, prowadząc towarzyszącego jej chłopaka pod ramię. - Szkoda - westchnęła, wykrzywiając przy tym wargi i wyraźnie rozczarowana jego odpowiedzią. - Może to i lepiej, że prasa postanawia być obiektywna. Ale może chociaż na ucho? RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Darcy Lockhart - 18.01.2024 – Jego intencje nie były czyste w przypadku tego pojedynku czy w ogólności? - spytał Darcy. Pewnie nawet gdyby przyłapał Lyssę na kłamstwie, nie przejąłby się tym ani trochę. Był Ślizgonem i Lockhartem, kłamstwa ciągle padały z jego ust, a co gorsza niekiedy były to łgarstwa, które on sam miał za prawdę. Nie miał może daru swojej siostry, która potrafiła przekonać człowieka, że godzinę wcześniej uratowała Ministra Magii, ale umiał kłamać naprawdę bardzo, bardzo przekonująco. - W gruncie rzeczy jest na swój sposób intrygujące, czy gdyby wygrał pan Nott, oznaczałoby to, że panna Lestrange nie ma honoru, czy może że po prostu on tegoż nie naruszył. Choć gdybym miał zgadywać, chciał jedynie udowodnić, że jest lepszy w walce niż pan Lestrange - stwierdził i przez ułamek sekundy w jego jasnych oczach pobłyskiwało coś na kształt rozbawienia: czego wcale nie chciał ujawniać przed światem. Bo tak naprawdę Darcy miał ten cały pojedynek za trochę absurdalny, i to nie tylko dlatego, że zazdrościł wszystkim zaangażowanym, zarówno pojedynkującym się, jak ich sekundantom. Wygłoszenie tutaj takiej opinii byłoby jednak bardzo mało popularne, ani więc myślał przyznawać, że w jego oczach dwóch idiotów tłukło się o honor kobiety, która ten zgubiła już w Hogwarcie i zdaniem Darcy'ego po prostu musiała zrobić wszystko, by każdy mężczyzna patrzył na nią. Jak dobrze, że jego kochana, najwspanialsza siostrzyczka, która rzecz jasna nie miała sobie równych nigdzie na świecie (no dobrze, mogłaby z nią rywalizować Eunice, ale to zupełnie co innego) nie robiła żadnych rzeczy, przez które Darcy musiałby walczyć o jej honor! (Nie to, że faktycznie by to zrobił. Po prostu obsmarował by takiego delikwenta bezlitośnie w anonimowym artykule albo rozpuścił na jego temat obsceniczne plotki.) Kąciki warg drgnęły mu lekko i pochylił się odrobinę, jakby chciał zdradzić wielką tajemnicę - chociaż nie do samego ucha Lyssy, byłoby to w końcu niestosowne... - Muszę przyznać, że Louvain Lestrange wzbudza trochę więcej mojej sympatii - powiedział cicho. Mogło to być związane z tym, że obaj byli Ślizgonami, ale równie dobrze wpływ na taką opinię mogły wywrzeć przesłane mu galeony i fakty, że Lestrange wybrał Darcy'ego do zapowiedzenia i zrelacjonowania pojedynku. To miło łechtało próżność Lockharta. – Jest tu panienka sama? – spytał, prostując się. Rozejrzał się, gdy zdał sobie sprawę, że trybuny właściwie już opustoszały, a gdzieś znikł Vakel, u boku którego widział ją wcześniej. – Mam pomóc znaleźć twoich towarzyszy albo odprowadzić cię do domu? Żyli w świecie czarów, i prawdopodobnie przeciętna kobieta, spacerująca tuż przed zmierzchem po magicznych ulicach, miała statystycznie podobne szanse do przeciętnego mężczyzny, aby w razie jakiś kłopotów posłać potencjalnych napastników na ścianę. Ale Darcy lubił uważać się za dżentelmena i uważał, że nie wypada ot tak się teraz pożegnać. RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Lyssa Dolohov - 18.01.2024 Lyssa przekrzywiła lekko głowę w odpowiedzi na jego pytanie, uśmiechając się przy tym znacząco. T a j e m n i c a, mówiło jej lekko rozbawione spojrzenie, jakby faktycznie było tutaj cokolwiek do ukrywania. Ale przecież sam przed chwilą zarzekał się, że zależało mu na obiektywności, czy więc tego typu kłamstewka nie mogły na to jakkolwiek wpłynąć? - Najpierw należałoby zdefiniować, czy Loretta w ogóle posiada ten honor - prychnęła obcesowo, w tym momencie praktycznie sięgając do tych wszystkim momentów, w których Dolohov z największą pasją wymyślał pannę Lestrange od niezliczonej ilości rzeczy. Szczerze, to Lyssa sama się w tym już gubiła, kim Loretta była, a kim nie, ale wszystko najwyraźniej dało się zamknąć w tym, że wywoływała kontrowersje. - Chyba niestety znaczyłoby to zaledwie tyle, że pan Nott okazał się mieć większe szczęście niż mu się należało. Jakkolwiek ładnie takie pojedynki nie wyglądają na papierze, w gruncie rzeczy są one bezsensowne - wzruszyła przy tym ramionami. Było w tej całej sytuacji coś niewątpliwie zabawnego i nawet nie dziwiła się rozbawionym iskierkom, które tańczyły w jego spojrzeniu. - Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że jeśli wykorzystasz ten motyw w jakiejś swojej książce, okaże się on o wiele bardziej porywający - mrugnęła jeszcze do niego wesoło. Mimowolnie sama nieco pochyliła się, kiedy przysunął się do niej w poufałym geście, chcąc podzielić się z nią tą jakże wielką tajemnicą, która przecież wcale taka ogromna nie była. Ale w tym kontraście było coś zwyczajnie zabawnego. - Ah, widzę że stoisz po właściwej stronie - rzuciła, uśmiechając się do niego porozumiewawczo, jakby fakt że oboje opowiadali się za Louvainem cokolwiek miał zmieniać. - Nie. Przyszłam z ojcem, ale on gdzieś zniknął - rzuciła, rozglądając się mimowolnie w stronę, gdzie wcześniej pognał Vakel, przygryzając przy tym usta w konsternacji. - A razem z nim Eden, więc nawet nie wiem czy czekać czy... - Lyssa zastrzygła uchem, bo wizja bycia odprowadzoną do domu, szczególnie przez niego, niezmiernie jej się spodobała. Przez moment wahała się, wyraźnie zastanawiając co zrobi Dolohov kiedy zorientuje się, że córka mu zniknęła i czy w ogóle miała tego wieczoru ochotę na ewentualny konkurs krzyków w należącej do niego kamienicy. W końcu jednak skinęła głową. - Bardzo chętnie pozwolę się odprowadzić - oznajmiła, uśmiechając się do niego filuternie i mając nadzieję, że ojciec za bardzo nie skrzyczy Eden, za to że ją zgubiła. RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Darcy Lockhart - 18.01.2024 - Nie wypada mi tego oceniać. Gdybym to zrobił, mógłbym wyjść tylko albo na głupca, albo na gbura – stwierdził Darcy, ale uśmiech cisnący się mu na usta sugerował i co chciałby powiedzieć (i co pewnie powiedziałby, gdyby rozmawiał z Daisy, a może nawet czego mówić by nie musiał, bo ona ujęłaby to jeszcze dobitniej), i że opinie dziewczyny albo się mu podobają, albo przynajmniej go bawią. – Zapewniam, że pojedynki, jakie opisuję, są dużo bardziej porywające. Ale ten tutaj nie poruszył mnie na tyle, by być inspiracją – stwierdził wesoło. Sam jej w końcu wspomniał, że niektóre wydarzenia poruszają wyobraźnię i zostają w pamięci… Ale też pojedynek, chociaż stanowił bardzo ciekawe zjawisko, nie był czymś, co Darcy chciałby przenosić na karty swojej książki. Zwłaszcza, że gdyby ludzie rozpoznali w postaciach pojedynkujących się, to przysporzyłoby tym panom jeszcze więcej popularności. Przynosił im sławę poprzez swoje artykuły, nie miał zamiaru wspierać ich jeszcze książkami. Nawet jeśli byliby czarnymi charakterami, mogłaby zadziałać tutaj zasada: nieważne, jak mówią, byleby mówili… – Zawsze stoję po właściwej stronie. Drgnął lekko, gdy dziewczyna wspomniała o Eden. To imię kojarzyło mu się jednoznacznie, z kobietą, do której kiedyś po cichu wzdychał, a która obecnie była wyłącznie „siostrą Eunice”. Każda myśl o młodej Malfoyównie (a myślał o niej bardzo często) była jednak słodko – gorzka, bo pałał do niej uczuciem zrodzonym z mieszaniny przyjaźni, magii Beltane i autentycznego przywiązania, jakie pojawiło się gdzieś w międzyczasie, a jednocześnie zły był na nią okrutnie: że wolała podążać za przykazami ojca niż za sercem. Niż za Darcym Lockhartem. Czasem aż sam nie wiedział, czy bardziej ją kocha, czy jej nienawidzi i zżymał się w duchu, bo o takich emocjach miło było pisać albo je sobie wyobrażać, za to bardzo niemiło - doświadczać. – I nie bał się, że ktoś panienkę porwie? – skomentował jednak z uśmiechem, starając się chwilowo odepchnąć myśli o Eunice gdzieś na bok, po czym zaoferował Lyssie ramię, dwornym gestem. Przez moment wyobrażał sobie, że jest bohaterem swojej ostatniej książki, którego doskonałe maniery sprawiały, że panny wzdychały do niego jak Anglia długa i szeroka… Wyprostował się nawet jeszcze bardziej, i minę przybrał nieco dumną, wszak będzie odprowadzał do domu młodą damę!– W takim wypadku z przyjemnością odprowadzę cię do domu – oświadczył, i niezależnie od tego, czy przyjęła jego ramię, czy też nie, wraz z nią ruszył do wyjścia. Na ten niezbyt długi spacer, jaki dzielił ich od kamienicy Dolohovów. Lyssa i Darcy
Postacie opuszczają sesję
RE: [26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów - Vakel Dolohov - 15.02.2024 Rozmawiał jeszcze dłuższy moment z blond bliźniakami, którzy stali się jego towarzyszami w kolejnym zetknięciu z Absolutem i odrobinę krztusił się niemal całkowitym brakiem powagi tejże sytuacji. Co to miało być? Jakaś parodia jego życia...? Czy gdzieś tam czekali na niego fotoreporterzy z ukrytą kamerą, rejestrujący jego reakcję na tak absurdalne wydarzenie? Oby nie, ale na wszelki wypadek uśmiechał się ładnie, chociaż nie było o to szczególnie ciężko, bo sytuacja pozostawała mimo wszystko zabawna, a on w całej swojej drętwości nie był kimś pozbawionym poczucia humoru. Powstrzymywał się przed mówieniem durnych dowcipów, bo jego słowa zbyt często były cytowane w gazetach, ale często myślał sobie różne durne rzeczy i posyłał porozumiewawcze spojrzenia tym, których żarty trafiły do jego serca. Miła pogawędka miłą pogawędką, ale wciąż musiał się ogarnąć i znaleźć córkę, a to...! To nie było takie proste! Bo Lyssa nic sobie nie zrobiła z tego, że stary piernik stracił przytomność i zagubił się w toalecie i postanowiła pójść do domu z tym całym panem Darcym, a Dolohov nie miał o tym pojęcia. Mógłby teraz rzucać jakieś zaklęcia i męczyć się niemożebnie z próbami dostrzeżenia jej trzecim okiem, albo po prostu iść do domu i użyć do tego szklanej kuli, ale coś mu w tym przeszkodziło - ten jeden pyłek, pewnie ten irytujacy niewidzialny pylek, który wszyscy zawsze strzepywali ze swojego ramienia w chwilach kiedy byli zestresowani, zatańczył mu koło nosa i... - A... a... apsik!! Kichnął tak głośno i niemajestatycznie jak się tylko dało, w dodatku tak silnie, że poczuł, jak traci grunt pod nogami i był już gotów na kolejne w tym sezonie zderzenie z podłogą, ale ono nigdy nie nadeszło. Nadeszło za to rozrywające żołądek uczucie porażki, w akompaniamencie głośnego jak diabli świstu teleportacji. Czy to był koniec? To miał być JEGO KONIEC? Irytujący wir, w jakim się znalazł nie chciał go z siebie wypuścić - cholerny miesiąc miłości zupełnie nie rozumiał, że tym, kogo Vakel kochał najbardziej, był on sam! Myślał o sobie, o tym jak bardzo chciał wrócić, jak wiele miał jeszcze do zrobienia, jak bardzo nie chciał przychodzić na ten durny pojedynek. Dopiero po dobrej minucie ciągnięcia we wszystkie strony i pogodzenia się z nadejściem roszczepienia, po którym nie poskłada go nawet Anka, Dolohov pomyślał o swojej córce - o samotnym powrocie do domu, o tym jak położy się spać, widząc puste mieszkanie, o tym jak wstanie i ojca dalej nie będzie i... - Lyssa? Pojawił się naprzeciwko niej. Postać opuszcza sesję
|