![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 02.12.2023 WerbenaGdy tylko purpurowe kwiaty werbeny znalazły się na twojej głowie, poczułeś wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Jesteś przekonany, że tej nocy złe moce się ciebie nie imają; wypełnia cię radość i spoglądasz w przyszłość z przekonaniem, że wszystko jakoś się ułoży.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Edge - 02.12.2023 Jak wiele złych rzeczy może ci się przytrafić jednego dnia? Bell generalnie nie miał szczególnie udanego życia, ale ostatnie dwa miesiące dobitnie przypominały mu o tym, że jego pech potrafił bić wszelkie rekordy, a zaznaczam tutaj - na tym etapie myślał sobie tak: jego siostra była frajerką o lepkich dłoniach i mysim móżdżku skłaniającym ją do wymierzania ciosów w nie tego człowieka co trzeba. Gdyby wiedział kogo dokładnie obracała sobie za cel - lewą rękę Lorda Voldemorta, postrach wszystkich lokalnych mugolaków, Aurora pnącego się po jakiś tam szczebelkach kariery, to pewnie zarechotałby dziko, a później opuściłby sabat tak szybko, że by się kurzyło. Całowanie się w wianku to kusząca wizja, ale w takich chwilach człowiek chciał się po prostu spić i iść spać. Nie wiedział. Poza tym musiał tkwić w tu i teraz, jakoś oddychać. Idiotyczny flirt, agresja i przerysowana gra aktorska były jedynym, co potrafiło zamaskować jego stres, więc brnął w to dalej. - No weź, nawet umyłem włosy - pisnął, próbując nie upuścić piwa, kiedy działy się te wszystkie pojebane rzeczy. Odepchnięcie przez tego typa to jedno, ale kopnięcie w łydkę przez własną siostrę było już szóstym kręgiem żenady i prawdę mówiąc, pewnie by się z tym piwem wywalił, gdyby nie to, że... Haha, jakież on miał niesamowite szczęście do tych zimnych typów z gazetek. Flynn wyrżnąłby się pewnie z tym piwem na wydeptaną trawę, gdyby Steward nie pomógł mu w utrzymaniu równowagi. W odpowiedzi na to został zmierzony nieco skołowanym spojrzeniem, bo okropnie dużo tu było wątków do połączenia. Okradziony przez Fiery koleś wabił się Chester - zakodowane. Ten drugi chciał się nim zająć - zakodowane, ale bardzo dwuznacznym tonem głosu. Był tak samo zimny jak Atreus - zakodowane. Był dzień, to nie mógł być wampir. Ghoul? Coś innego? Pracownik Ministerstwa? Flynn orientował się w świecie szeroko, śledził informacje z uwagą, ale Patrick był trochę jak cień swoich towarzyszy - gdzieś tam pewnie wymieniony na stronach Proroka, ale ileż on miał sekund na to, żeby sobie o tym przypomnieć? O wiele za mało, żeby zmieścić w tym cokolwiek poza westchnieniem. - Ja się tylko potknąłem o pięciolatka - uniósł dłonie w bezbronnym geście, mając nadzieję, że nikt nie zauważył, jak w międzyczasie wcisnął sobie do kieszeni guzik oderwany z koszuli Chestera. Zamierzał później zmusić Fiery do tego, żeby go zeżarła. - Dzięki, słodziutki... pojawiłeś się tu tak znikąd, kiedy ta menda mnie popchnęła - mówił, zadzierając głowę do góry, bo Patrick był od niego wyższy o dobrych dziesięć centymetrów i przy tak malutkiej przestrzeni pomiędzy nimi faktycznie robiło to jakąś różnicę. Następnie upił łyk tego cudem uratowanego piwa i wzdrygnął się od gorzkiego smaku. - Smakuje jak szczyny. - I chociaż nigdy szczyn nie próbował, to był też całkowicie pewny, że po tym całym cyrku nikt nie będzie miał odwagi zadać słynnego pytania: „a próbowałeś kiedyś szczyn, żeby mieć jakieś porównanie”, bo odpowiedzi szło się domyślić, nawet jeżeli była błędna. - Chcesz to dopić? - Wyszczerzył się, modląc się w duchu do tych wszystkich wymyślonych przyjaciół Jima, żeby Patrick miał chociaż minimalne poczucie humoru. Nie odsunął się od niego. Stał bardzo blisko, a niech go zaziębi. Spojrzenie przeniósł z niego na te dzieciaki wcinające watę. Jedna z nich leżała na ziemi, ale przecież obowiązywała zasada trzydziestu sekund (wychował się w niedostatku, więc nawet i trzech minut albo i dni) więc spróbował tę watę translokować. Rzucam zaklęcie: Bezróżdżkowo, niewerbalnie, podnoszę watę cukrową z ziemi, odrywam zabrudzony kawałek, a resztę formuję w kształt słonika, z trąbą i w ogóle. Unosi się przed dzieciakiem. [roll=Z] Nie udało się? Nic straconego. Uznaję, że to przez to, że nie podniosłem ręki, więc tym razem macham przy tym dłonią i próbuję jeszcze raz? [roll=Z] Nadal się nie udało? Mówię siarczyste: - Kurwa m- znaczy oooojejj. I uśmiecham się do Stewarda przyjaźnie. Jeżeli to nie odwróci ich uwagi od kradzieży, to już nic nie pomoże. Da Fiery sygnał do tego, żeby udawała poród. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Laurence Selwyn - 02.12.2023 Miotały nim skrajne emocje. Z jednej strony rozczulenie rozlewało się ciepłem wewnątrz jego ciała, gdy obserwował Garricka i Septimę porozumiewających się swoim własnym językiem sugestywnych spojrzeń i chichotów, którego być może nie rozumiał, lecz uśmiech wkradał się na usta, gdy im towarzyszył. W opozycji do tego stał głos, chropowaty i nieprzyjemny, który pojawiał się znikąd, burząc to, co do tej pory zbudował Laurence, kusząc powrotem do dawnego życia. To on sprawił, że szedł teraz obok nich z rękoma w kieszeni, zbyt onieśmielony, by się odezwać. — W sumie lat to nie odejmuje — przyznał mu rację, wodząc wzrokiem za mężczyzną z wiankiem. Zapomniał o tym człowieku w tej samej chwili, w której zniknął z jego pola widzenia. Szkoda, odezwał się nieśmiały głos w jego głowie. Sam najchętniej wsunąłbyś kwiaty w loki Garricka, obsypał nimi go całego i patrzył jak ich delikatne płatki w sposób, w jaki ty nigdy się nie odważyłeś. Odgonił od siebie te myśli niczym natrętną muchę, a one tak jak mucha wracały po chwili, stając się jeszcze bardziej irytujące. Weź się w garść, powtarzał sobie w duchu. Tęsknota za bliskością, to rozpaczliwe, rozdzierające pragnienie poczucia wspólnoty z innym człowiekiem, w żaden sposób go nie usprawiedliwiało Selwyna. Nie miał prawa; nie po tym, jak przez lata z pełną świadomością go od siebie odsuwał. Najwidoczniej, nie tylko jego. — Baw się dobrze — posłał jej serdeczny uśmiech, choć gdzieś w jego ciemnych tęczówkach czaił się lęk, że to on jest powodem, dla którego Septima postanowiła się od nich oddalić. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nierozsądne, że przecież to młoda kobieta, osobny but, który miał swoje życie i swoich znajomych, a jej decyzja nie miała nic wspólnego z tym, że nieświadomie uczynił coś niestosownego. Zostali sami i Laurence nie wiedział, co powinien powiedzieć. Milczał więc przez chwilę, spacerując obok Garricka, wsłuchując się w tembr jego głosu, tak rozkosznie kojącego. — Będąc szczerym — podjął temat, kładąc szczególny nacisk na słowo "szczerym", po czym rzucił pośpieszne spojrzenie na twarz Garricka, jakby chciał upewnić się, czy nie spotka się z dezaprobatą z jego strony — to niezbyt przepadam za tymi kamieniami. Kojarzą mi się z moim pierwszym filmem. Nie tym pierwszym-pierwszym, ale tym, w którym byłem statystą jako dzieciak. Uhhh... Na samo wspomnienie mam wrażenie, że piecze mnie skóra — poruszył niespokojnie ramionami, chcąc strząsnąć z nich coś niewidzialnego, lecz z całą pewnością obmierzłego — Ale... z tobą jest tu jakoś inaczej... przyjemniej i bardziej sielsko. Jakie zaklęcie na mnie rzuciłeś? Posłał mu zawadiacki uśmiech i dał lekkiego kuksańca w bok. Jakby znów byli młodzi. Jakby ostatnie sześć lat nigdy nie miało miejsca. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cathal Shafiq - 02.12.2023 Brwi Cathala powędrowały w górę, kiedy wspomniał, że jego siostra niedługo zostanie panią Black. Przystanął na moment, w milczeniu, przetwarzając informacje uzyskane i posiadane – a więc jednak chodziło o tę Eunice, najwyraźniej przegapił informacje o rozwodzie, a pan Black bardzo szybko się po tym rozstaniu pocieszył. Powstrzymał cisnące się na usta słowa odnośnie tego, że pan Black ma krótką przewidywaną długość życia, ruszając wreszcie za Letą i Ulyssesem. – Dziękuję, ale obawiam się, że marna byłaby ze mnie kobieta – skwitował tylko słowa Alethei, jak zwykle niezbyt przejęty jej paplaniną. – A tobie poślubić Ulyssesa nie pozwolę, to w końcu mój przyjaciel. Nie wypada życzyć mu takiego losu – zakpił jeszcze, rzucając mu nieco rozbawione spojrzenie, kiedy stwierdził, że przebaczyłby mu i wiek, i wzrost. – Tak, twoja rodzina bardzo dba o to, aby czysta krew Rookwoodów nie wyginęła. Nie krępuj się, w razie czego. Najwyżej rozejdą się plotki i twojego ojca krew zaleje. Inna sprawa, że Cathal miał pewne Opinie na temat Rookwoodów, podyktowane głównie tym, jak bardzo Ulysses starał się, aby Shafiq nie miał z nimi wiele wspólnego. Co nie było teraz trudne, gdy od lat rzadko bywał w Little Hangleton, ale w przeszłości już wymagało jednak pewnych starań. Abbott wepchnęła wianek i jemu, i Cathal spojrzał na trzymane w ręku kwiaty z jakby odrobiną kpiny. Zważywszy na jego wzrost i postawę, nie wątpił, że w takim wianku będzie wyglądał co najmniej zabawnie i sam pewnie by w tej kolejce nie stanął, gdyby nie pociągnęła ich tutaj Leta. Ale i nie wzbraniał się gwałtownie przed jego przyjęciem. – Możesz komuś je wręczyć, żebyś tylko potem nie marudziła – oświadczył, ruszając dalej. – To nie twój ojciec…? – zapytał, oglądając się w tłumie ku miejscu, gdzie zaczynało się coś na kształt zamieszania. Ale może tylko mu się zdawało. !wianki RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 02.12.2023 SzałwiaPod ciężarem szałwiowego wianku twoje myśli stają się klarowne, zaś umysł przypomina niewzruszoną skałę. Nic nie jest w stanie cię skrzywdzić - nie pod względem emocjonalnym - zaś zdystansowanie do własnych uczuć pomaga ci znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Effimery Trelawney - 02.12.2023 Egzaltowana w sposób niejasny i burzliwy, pamiętając felerny ostatni sabat, nie była chętna, aby zawitać również na Lithii – goniło ją w końcu niejasne poczucie obowiązku wobec kowenu, którego kapłanki stały już przy ognisku, otulając go splecionymi ramionami. Uśmiech kwitł na jej wargach prędko i buńczucznie, tak jakby nawet mary przeszłości nie były w stanie zepsuć jej szampańskiego nastroju – w gruncie rzeczy taka była; pogodna, wrażliwa na krzywdę ludzką i przede wszystkim: przekonana w twierdzeniu, że na świecie powinno być więcej miłości, a mniej spychania na margines ludzki. Westchnięcie zamarło na wargach, gdy kierowała spojrzenie na Heather; prędko jednak błysnęła zębami w ten charakterystyczny dla niej sposób – gdzie policzki podchodziły jej pod oczy, ograniczając nieznacznie pole widzenia. Ubrana w letnią sukienkę, jedną z tych bardziej eleganckich – nie nazbyt, była w końcu biedna – którą dostała od Alastora na któreś święta bożego narodzenia. Nigdy nie pytała, kto mu pomógł w wyborze, kuzyn w końcu nie miał rozeznania w modzie damskiej i porywach dziewczęcych serc; na rozciągłości życia starał się ją rozumieć i wspierać w mętnej drodze dorastania – nie wiedział jednak zbyt wiele na temat tego, czym nastolatki się interesują. A Effie była do bólu babska. Lubiła kwiaty, ładne sukienki i magnolie odpiłowane gdzieś przy skwerze; prawdopodobnie dlatego jej naturalnie rumiane policzki zostały muśnięte odrobiną różu, a burza loków opadała na ramiona w nieco bardziej ujarzmiony sposób. Wystroiła się, to było jasne. Miała słabość do żonkili i białych konwalii. – Chodźmy do ogniska – zawyrokowała. – Heath, czy kiedykolwiek czułaś się tak, że lokujesz uczucia w kimś nieodpowiednim? W złodzieju lub zbóju? Bo mam mętlik w głowie – rzekła, wykazując się szczerością. Myślała oczywiście o Fletcherze. Jakkolwiek bardzo usiłowała odgonić myśli o ich przypadkowym pocałunku, tak bardziej wżynał się on w kanwę umysłu, stając się niespieralnym. Westchnęła ciężko, dając znać o swojej bolączce – po raz pierwszy w życiu tak bardzo korciło ją do złego; do przeżycia przygody – o czym wszak mogła myśleć dziewczyna jej pokroju, jak nie o perseidach i niebezpiecznych uniesieniach? Starała się zapomnieć o Billym, o jego miękkich wargach i butnej osobowości. Z konsternacji wyrwała ją dłoń Heather, oplatająca ciasno jej ramię; zachichotała jak mała dziewczynka, zataczając się odrobinę, aż jej wzrok spoczął na ognisku. Rozejrzała się, szukając znajomych twarzy, po czym szturchnęła Wood pod żebro. – Czy to nie Cami? – zabrzmiała pytaniem. Chciała dodać coś jeszcze; w jakiś sposób zaanonsować zaczepienie go – wzrok jednak spoczął na językach ognia wymykających się z ogniska, na feerię barw czynioną przez upalny, letni dzień zmieszany z aksamitem płomiennego ciepła. Zapatrzyła się odrobinę za bardzo… !płomienie RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 02.12.2023 Effimery TrelawneyW pożodze dostrzegasz dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze; zdaje ci się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Czujesz, jak wypełnia cię determinacja - twoja walka jeszcze się nie skończyła.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 02.12.2023 - Mam być zazdrosny o własnego brata? - zapytał, unosząc kącik ust. Oczywistym było, że żartował - to nie tak, że zawsze miał kija w dupie. Oczywiście najczęściej był poważny i jego poczucie humoru było... inne, lecz w towarzystwie Bellatrix wydawał się być zupełnie innym człowiekiem. Bardziej ludzkim. - Myślę, że najpierw trzeba by ogarnąć jego samego, a niestety nie wiem jak to zrobić. Musi sobie sam z tym poradzić, mogę być tylko obok, wie że w razie czego mu pomogę. Miał przynajmniej nadzieję, że Rabastan to wiedział. Mówił mu to wprost, ale czy brat wziął sobie jego słowa do serca? Nie miał pojęcia, czasem nie był w stanie go zrozumieć. Nie potrafił. Stanął posłusznie za nią w kolejce, odmawiając gdy jedna z kobiet wyciągnęła wianek w jego stronę. Za żadne skarby, prędzej by go zjadł, niż założył na głowę. Trix za to wyglądała przepięknie. Na krótki moment spojrzenie Rolpha ociepliło się. Pociągnął narzeczoną w bok, by nie przeszkadzali innym, lecz zatrzymał się nagle, pozwalając by wpadła mu w ramiona. Nie dał jej jednak czasu na reakcję - widząc ją w tym wianku nie mógł się powstrzymać przed złożeniem na jej ustach pocałunku. Zwykle starał się nie okazywać czułości w miejscach publicznych, ale nie dostrzegł nikogo znajomego, a sama atmosfera tego miejsca udzielała mu się na tyle, że postanowił na krótki moment się zapomnieć. - Nie sądziłem, że możesz wyglądać jeszcze piękniej niż zwykle - powiedział, odruchowo poprawiając jej wianek tak, by był prosto włożony na głowę narzeczonej. - Co teraz chcesz zrobić? Zatańczyć wokół ogniska czy poprosić Matkę o dziecko? Uniósł brew, a na jego ustach błądził uśmiech, nieco kpiący. Znał jej podejście do tego tematu, tak jak ona znała jego. Byli na to za młodzi, z tego też powodu odwlekali ślub. Żeby później nie musieli bronić się przed napastliwymi wymaganiami społecznymi. Bo teraz nie wypadało, ale potem będzie trzeba. A oni przecież zostali stworzeni do większych, ważniejszych celów. Poza tym ogromnym egoizmem byłoby sprowadzanie dziecka na świat, w którym roiło się od szlam. Najpierw wypadałoby ten świat nieco oczyścić. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 02.12.2023 Chester nie życzył sobie jakiekolwiek kontaktu z tym mężczyzną, który zdecydowanie przekroczył granice jego nietykalności oraz zburzył jego nienaganny wizerunek. Przekroczenie pięćdziesiątego roku życia nie sprawiło, że przestał przywiązywać wagę do sprawności fizycznej i naprawdę nie miał się czego wstydzić. Po odepchnięciu od siebie tego mężczyzny, sięgnął od razu po swoją różdżkę aby przywrócić swoją koszulę do pożądanego stanu, usuwając nawet plamę z piwa. Myślał także o swoich wnukach, o które jako ich opiekun do czasu przyjścia ich rodziców, musiał zadbać. Tylko ostatnia łamaga jest w stanie potknąć się o dziecko, którego stanem to on będzie się zajmować i próbować je uspokoić. — Niedługo będziecie mieć babcię. — Zapewnił chłopców zgodnie z tym, że rozważał poszukanie dla siebie nowej partnerki. W końcu jest wdowcem od dziesięciu lat. Niedługo stanowiło dosyć odległą perspektywę w czasie, bo przy jego boku powinna stanąć odpowiednia kobieta. Jeśli szukał dla syna idealnej kandydatki na żonę to względem samego siebie nie mógł nie kierować się swoimi kryteriami. — Tak. Ta kobieta próbowała mnie okraść i chciała najwyraźniej uciec z moją sakiewką. — Chester zamierzał rozwiązać tę sprawę z udziałem Brygadzistów, jednak skoro całe to zamieszanie ściągnęło tutaj Stewarda, to zamierzał na tym skorzystać. Nie musiał tym samym legitymować się przed pierwszym napotkanym Brygadzistą i tłumaczyć mu całej sprawy, jak zwyczajny cywil. — Z kolei ten tutaj starał się odwrócić moją uwagę. — Wytłumaczył Patrickowi z niezadowoleniem w głosie. — Oczywiście. Jeśli mogę zasugerować... od razu zabierz ich do aresztu na dobę albo dwie. Jak ją spiszesz i wypuścisz to z pewnością spróbuje okraść kogoś innego. Tego tu najlepiej usunąć z widoku publicznego, aby nie gorszył świętujących swoim wizerunkiem i zachowaniem. — Przystał na to z miejsca. Kierując się swoim doświadczeniem, doskonale wiedział że jeśli pozwoli się odejść złodziejom (nawet jeśli przyłapani na gorącym uczynku ostatecznie oddadzą cudzą własność, jak to miało miejsce w tym przypadku), to lada moment spróbują okraść kogoś innego. Odzyskaną sakiewkę schował tam, gdzie jej miejsce - do wewnętrznej kieszeni marynarki. Chester z kolei bardzo nie lubił zboczeńców, którzy pchali się z rękami tam, gdzie nie powinni. Nie patrzył też przychylnym okiem na obscenicznie ubrane osoby. Nie był też zwolennikiem taryfy ulgowej dla tych, którzy weszli mu w drogę. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Avelina Paxton - 02.12.2023 Uśmiech z jej twarzy nie znikał, a Alexander świetnie sobie radził z odwracaniem jej uwagi, z rozbawianiem jej, co ją naprawdę mocno zaskoczyło, bo zwykle była bardziej sarkastyczna i nie miła, gdy poznawała nowe osoby. Może to ta jego aura? Charyzma? Coś w oczach? Nie wiedziała, ale też nie chciała się nad tym roztrząsać. Mężczyzna był czarujący, a udowodnił to tym, że się przed nią skłonił. Zapewne było to spowodowane jego pracą, ale Avelinie to nie przeszkadzało. Jeszcze nie spotkała takiej osoby jak on, a to zawsze dodatkowe doświadczenie. – Będę pamiętać – odparła. Swoje spjrzenie skierowała na niego, aby patrzeć, gdy do niej mówił. Pokiwała głową myśląc nad tymi słowami. – Coś w tym jest, ale to taka przyjemniejsza magia. Mam więcej siły i może przetrwam ten czas bez zasypiania na stojąco, więc się może nie znudzisz tutaj ze mną – uśmiechnęła się i rozejrzała dookoła. Za ich plecami działo się jakieś zamieszanie, ale Ave się nad tym nie skupiała, jej głowa była wystarczająco zmęczona i zaspana, aby mogła myśleć o tym otoczeniu tutaj. – Tylko nie odlatuj za daleko, obiecałeś mnie odprowadzić – lekko uderzyła go swoim bokiem w żartobliwym geście. Siły nie miała, więc nawet nie była pewna, czy Alex to poczuł. – Nie, nie zjadłam nic – wyznała szczerze, bo z kłamstwem jej było często na bakier. Czasami się zdarzyło, ale nie miała w tym wielkiej wprawy, a nie miała też potrzeby okłamywania swojego towarzysza, bo prędzej, czy później by się o tym dowiedział słysząc burczenie w brzuchu. – Mignęło mi stanowisko z grillowanymi warzywami, więc mogę sobie coś kupić do jedzenia i przejdziemy się na ognisko, co ty na to? – zaproponowała – Ciekawi mnie to jak to wygląda, ale sama nigdy nie pchałam się w ręce wróżbitek – odpowiedziała na jego pytanie. |