Secrets of London
1972, Wiosna, Ostara | Na ratunek przyszła wiosna - Stragany - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 1972, Wiosna, Ostara | Na ratunek przyszła wiosna - Stragany (/showthread.php?tid=550)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12


RE: 1972, Wiosna, Ostara | Na ratunek przyszła wiosna - Stragany - Stella Avery - 29.05.2023

Stella uśmiechnęła się promiennie do nieznajomej, w końcu nie musiała się odzywać, zainteresowała się jej zgubą - to był naprawdę miłe. Wiekszość osób pewnie przeszłaby obok i zupełnie zignorowała temat. Nie wiedzieć czemu, ta dziewczyna postanowiła ją zaczepić. Poprawiło jej to nawet humor, sama świadomość, że są jeszcze takie osoby, które nie mają innych gdzieś. Jakby to jajko było tego wyznacznikiem...

- Dziękuję! - Zbliżyła się do rudowłosej, aby przejąć zgubę. Nie miała dzisiaj szczęścia i była to jej jedyna zdobycz, no ale nie ma się co dziwić. Stella należała raczej do tej grupy osób, która nie do końca odnajdywała się w zabawach tego typu. Powoli biegała, jej orientacja w terenie nie istniała, a do tego nie potrafiła dostrzec tych jaj z daleka. Odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu.

Kobieta mogła zobaczyć zmianę nastroju na twarzy Stelli. Nie umiała ukrywać uczuć, które zaczęły ją wypełniać. Wróciła myślami do Kordelii, to z nią zazwyczaj spędzała te święta. Razem biegały po lesie, zawsze w doskonałych nastrojach. Szczególnie, że ich matka pomagała przygotowywać te sabaty, od dziecka były nauczone traktowac te dni wyjątkowo. Zawsze razem. Teraz na tym świecie została tylko ona. Sama. Kordelia odebrała sobie życie, a jej siostra znalazła jej zimne ciało w wannie - nie było w nim życia. Choć próbowała wspominać ją jako tą wesołą, prominenną dziewczynę, to za każdym razem kiedy o niej myślała przed jej oczy wracał obraz jej martwej, tak jak ją wtedy znalazła. Nie potrafiła się wyzbyć tego widoku.

- Nie zgubiłam się. Zostałam sama. - Podkreśliła to ostatnie słowo. Łzy zaczęły jej napływać do oczu, jeszcze chwila, moment, a pęknie. Po co właściwie się tutaj pojawiła? Powinna wiedzieć, że tak to się skończy.




RE: 1972, Wiosna, Ostara | Na ratunek przyszła wiosna - Stragany - Alanna Carrow - 17.06.2023

Ten uśmiech! Zabolało mocniej. Kiedyś… kiedyś go widywała często, kiedyś sama go wywoływała, teraz zaś… och, jak dawno nie widziała takiego wyrazu twarzy swojej siostry. Swojej – a jednak nie miała już prawa jej tak nazywać. Inne ciało, inna krew, zerwana przez śmierć więź. Chyba jedyne, co je teraz łączyło, to wspomnienia i związane z nimi pragnienia. Niby wystarczyłoby tylko po nie sięgnąć, ale och! Gdyby to było takie proste! Gdyby tylko…
  - Naprawdę nie ma za co – stwierdziła miękko, starając się ze wszystkich sił mówić normalnie. Wyglądać normalnie. Nie rozsypać się na nieskończoną ilość kawałeczków, które rozniósłby wiatr na wszystkie możliwe możliwe strony, jak najdalej stąd. Tam, gdzie nawet nie sięgała myślą.
  Cholerne jajko. Cholerna chęć znalezienia się blisko siostry, cholerna Ostara. Tak bardzo nie tak powinno to wszystko wyglądać – przecież w istocie był to czas, kiedy normalnie znajdowałyby się razem w lesie. Kiedy razem szukałyby pochowanych czekoladek, mimo iż już dość dawno opuściły ten dziecięcy wiek, w którym właśnie hasało beztrosko. Wszelkie kłopoty odpływały hen, daleko, istniało tylko tu i teraz. Tyle że już nie było Stelli i Clare. Już nie było dwóch sióstr, chichoczących pomiędzy drzewami.
  Była Stella i Alanna – tak bardzo sobie obce, jak to było możliwe w czarodziejskim świecie. Och, gdyby śmierć odebrała również i pamięć! Gdyby… wtedy z pewnością łatwiej byłoby odnaleźć się w tym świecie, łatwiej przetrwać i… nie musieć tak cierpieć.
  Choć to podobno ból świadczył o tym, iż żyło się naprawdę. Podobno. Z drugiej strony, to jednak była dość samolubna myśl. Wszak teraz obie niosły swój ciężar, a gdyby faktycznie poprzednie życie rozwiało się w mrokach niepamięci, to nadal pozostawałaby młodsza z sióstr Avery. Nadal myśląca, iż starsza targnęła się na swoje życie – choć to nie tak przecież było. Morderstwo doskonałe, można rzec – bo przecież brakowało śladów obcej ingerencji. Morderstwo, które przypadkiem przydarzyło się wręcz w idealnym czasie – bo tak łatwo było zawyrokować, że ta uśmiechnięta blondyneczka w ten sposób sprzeciwiła się losowi, jaki zgotowali jej rodzice. Bądź też nie udźwignęła – o czym naprawdę mało kto wiedział – zerwania relacji przez ukochanego.
  Choć to też zakrawało na swego rodzaju ironię – w końcu jeśli kogoś prawdziwie się kochało, to robiło wszystko, by pozostać przy nim, a nie dać się poprowadzić niczym bydlę na rzeź, prawda…? Ot, stara i głupia, jak się okazywało.
  Zostałam sama. Nawet nie zauważyła, kiedy zacisnęła mocno dłoń w pięść – bardzo mocno, tak, że paznokcie wbiły się w skórę. Ból otrzeźwiał – dobrze, bo niewiele brakowało, żeby się złamała. Coś, do czego nie mogła dopuścić, za wszelką cenę. Bo tak, chciała teraz mocno do siebie przytulić Stellę. Chciała jej szepnąć na ucho, że nie jest sama, nigdy nie będzie, że siostra zawsze nad nią czuwa, nawet jeśli nie jest w stanie tego zauważyć. Że stara się – nadal – choć trochę ją chronić. Było to trudne, owszem, prawie niemożliwe, zwłaszcza jeśli łączyć to z faktem, iż musiała pozostawać niezauważona. Chciała zdjąć choć trochę ciężaru z barków Avery, najlepiej cały, ale… nie mogła.
  Przynajmniej jeszcze nie, bo – jak miała nadzieję – kiedyś jednak uda się spełnić marzenie, które nosiła głęboko w sobie. Jedno z co najmniej dwóch.
  Zamiast tego wszystkiego, zmusiła się do posłania kolejnego uśmiechu. Uprzejmego, ciepłego, może nawet nieco współczującego. Coś, na co prawdziwa Carrow raczej nie powinna była się zdobyć.
  - Nigdy nie będziesz sama – wyrzekła cicho, starając się zignorować charakterystyczny ucisk w gardle. I koniec końców, jednak nie wytrzymała. Nagle mocno przytuliła do siebie Stellę, czując przy tym, jak w jej własnych oczach wzbierają łzy. I choć chciała, by ta chwila trwała wieczność, to tak nie mogło pozostać. Nie wypuszczając dziewczyny z objęć ostrożnie wygrzebała z rękawa różdżkę. Subtelny gest i…
  … chwilę później znikała w tłumie, pozostawiając Avery z pewną plamą w pamięci.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Zaklęcie za zgodą graczki.

Postać opuszcza sesję

612/1496



RE: 1972, Wiosna, Ostara | Na ratunek przyszła wiosna - Stragany - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.05.2024

Udało im się z Theseusem jakoś załatać jego rękę ugryzioną przez goblina. Spacerowali jeszcze długo, cieszyli się sabatem mimo niepowodzeń spowodowanych przez przebiegłą istotę.

Ger miała do Ostary sentyment, w końcu był to dzień jej urodzin, a zarazem wyznaczała początek wiosny, było też w tym trochę mistycyzmu, do którego niby podchodziła sceptycznie, ale nie do końca. Symboliczny moment, kiedy dzień wygrywa z nocą, co sugerowało jej, że może jest stworzona do czegoś większego. Lubiła czuć się wyjątkowa. Może i brat bliźniak ją zawiódł i był to pierwszy raz kiedy razem nie zbierali jajek, jak mieli w zwyczaju od lat nie zmieniło to jednak tego, że ten dzień i tak był wyjątkowy, może czuła lekkie rozczarowanie, ale chyba powinna do tego przywyknąć. Ich drogi miały zacząć rozchodzić się na dobre. Niestety. Nie chciała się z tym pogodzić, ale co innego mogła zrobić, jak na niego wpłynąć? Przecież siłą go tu nie przyciągnie.

Na całe szczęście nie była tutaj sama, miała Theseusa, który był dla niej niemalże, jak członek rodziny, to wynagradzało jej nieobecność Theona, z nim również dobrze się bawiła, nie mogła narzekać. Przynajmniej było zabawnie i bez rodzinnych dramatów. Obejrzeli chyba każdy stragan, gdzie zakupili bardzo dużo drobnych pierdół, chociaż nie miała w zwyczaju tego robić, ale następna taka możliwość będzie dopiero w Beltane. Jej głównym przedmiotem zainteresowania okazał się być oczywiście alkohol. Lubiła mieć go sporo w swoim barku, a ten sabatowy był całkiem niezłej jakości, w końcu był tworzony przez rzemieślników. Ojciec od dawna jej wpajał, że nie ma nic lepszego od pysznego bimbru. Ceniła sobie jego zdanie nawet w takich banalnych sprawach, także niosła ze sobą całą torbę wypełnioną butelkami z najróżniejszymi trunkami, pozostało wierzyć, że nie mają one jakichś dziwnych dodatków i nie spowodują, że oślepnie.

Nie mogli tu chodzić wiecznie bez celu, także kiedy przeszli już wszystkie stoiska, napełnili żołądki, to mogli opuścić Dolinę Godryka. Teleportowali się z Thesem do Londynu, gdzie mogli zacząć kosztować tych trunków, ktore tutaj zakupili.

Ten dzień był wyjątkowy, kończyła dzisiaj dwadzieścia dziewięć lat. Miała zamiar go odpowiednio celebrować. Musieli odpuścić sabat, żeby w pełni móc się tym nacieszyć, to nie tak, że nie lubiła Ostary, jednak chciała poczuć się chociaż odrobinę wyjątkowo, bo to w końcu było też jej święto, a nie tylko oficjalne świętowanie wiosny. Od zawsze musiała dzielić te dwa święta na ten jeden dzień i nigdy nie lubiła tego robić. Ktoś jej kiedyś powiedział, że gorsze od urodzin w sabat były tylko urodziny przed sabatem, bo o nich też nikt nigdy nie pamiętał, tylko skupiali się na tym, aby odpowiednio przygotować się do świętowania. Była w tym prawda. Nie, żeby żałowała, że to były jej urodziny, chociaż może trochę, na to jednak nie miała większego wpływu, czyż nie? Nie mogła zrobić z tym nic innego, jak tylko i wyłącznie się z tym pogodzić. Zamierzała jednak odpowiednio celebrować ten dzień, bo już w przyszłym roku przekroczy magiczną liczbę trzydziestych urodzin i chyba dłużej nie będzie mogła udawać, że nie jest dorosła. Chciała więc się odpowiednio nacieszyć tym ostatnim rokiem i ostatnimi urodzinami.


Postać opuszcza sesję