![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Loretta Lestrange - 14.03.2023 Momentalnie zamarła, gdy goblin wręczył jej serię kart, na której okładce jej negliż się znalazł. Uniosła wysoko brwi, oczy uwydatniły swą wielkość, gdy przerzucała spojrzenie z felernej talii na bliźniaka. Wszystkie gesty nastąpiły z gracją lawiny – początkowe przerażenie malujące się w roziskrzonych tęczówkach; usta rozwarte jakby chciała coś powiedzieć, a jednak nie opuszczały ich żadne barwione kompromitacją słowa; wreszcie – pąs rozlewający się po jej bladym, piegowatym obliczu i nerwowe odgarnięcie kosmyków włosów za ucho. Zachmurzyła się momentalnie, gdy Louvain wybuchł salwą śmiechu tak wydatnego, że zawartość kufla rozlała się nieznacznie na soczystą zieleń trawy. – Wspomnisz o tym na rodzinnym obiedzie, a będziesz skończony – odparła poważnym tonem, jednak kolejne zwrócenie ocząt w kierunku własnego wizerunku spuentowała nieznacznym parsknięciem śmiechem. Utknęła gdzieś pomiędzy salwą rozbawienia a szczerego oburzenia bezczeszczącego meandry myśli uporczywie. – To nawet nie jest moje ciało! – jej głos podniósł się o kilka znaczących decybeli. – Mam przecież znamię nad pośla… – urwała, widząc podchodzącego do nich Philipa – ...spytaj Notta, on coś o tym wie – skończyła, nie witając się w żaden sposób, jednak wskazując na sylwetkę mężczyzny. – Dzień dobry, Philipie – zreflektowała się po chwili, obrzucając ją pobieżnym wzrokiem, nim schowała talię kart do kieszeni. Równie pobieżnym spojrzeniem obrzuciła dwójkę czarodziejów, którzy zechcieli podejść do ich trójki z uwagi na obecność „ważnego” człowieka, jakim był Nott – określenie to w jej umyśle miało większe cudzysłowie, aniżeli treść. Starała się możliwie unikać jego wzroku i tych przeklętych dołeczków, które niegdyś skradły jej serce tak okrutnie i tak bezpardonowo. – Loretta Lestrange – przedstawiła się Cynthii i Stanley’owi. – To mój niestety-brat-bliźniak Louvain – dodała po chwili, pięknym uśmiechem obdarzając brata. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 14.03.2023 Całe szczęście, że Mavelle przykładała się do swoich treningów, bo Victoria, nie dość, ze była rozkojarzona i zajęta patrzeniem w inną stronę, to jeszcze nie miała jakiejś wybitnej kondycji. Nadrabiała za to w innych tematach – ale żeby nie móc dogonić dziecka… No zgoda, był mniejszy, zwinniejszy, łatwiej było mu się przecisnąć przez napierający tłum ludzi. W każdym razie Mavelle go złapała. Victoria zaraz też dobiegła, przeciskając się przez ludzi, którzy niestety nie rozstąpili się widząc biegnącego aurora. Albo może jej po prostu nie widzieli. - To chyba nie jest twój najszczęśliwszy dzień, co, młody? – rzuciła do złapanego przez Mavelle chłopaczka, utytłanego na twarzy w jakiejś sadzy czy ziemi. I wyciągnęła do niego dłoń wnętrzem do góry, w jasnym geście, że czeka aż zwróci jej to, co zawinął. A gdyby się opierał – jedno skuteczne Accio powinno załatwić sprawę. - I jeszcze twoje imię i nazwisko – zamierzała je sobie zapisać, ale miała całkiem dobry humor… To nie był żaden czarnoksiężnik, a ledwie złodziej. Osobiście to by go tylko postraszyła, żeby się stąd zabrał, a nie kradł, choć gdyby robił tutaj problemy i nie chciał współpracować, to kara na pewno będzie większa niż tylko spisanie. Nie zamierzała jednak wchodzić w paradę Mavelle i stawać jej okoniem, jeśli miała jakiś lepszy pomysł na rozprawienie się z niedoszłym złodziejem. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Castiel Flint - 14.03.2023 - Przeżyłeś starcie z czarnomagiczną pułapką to i dasz radę z Norą. - roześmiał się na wspomnienie wczorajszego dnia kiedy to przez obecność jej smukłych nóg i niebotycznie wysokich szpilek na trawiastym terenie doprowadziła do kraksy. Ach, wspomnienia. Nie uszanował buntu Fergusa. Naprawdę chciał zebrać ze święta jak największą ilość pamiątek. Po raz pierwszy w życiu jest tutaj i czuje, że żyje. Pierwsze dni od czasu gdy to go nękało załamanie nerwowe. Nic, tylko korzystać z dnia pełnymi garściami. - Naprawdę uważasz, że muszę z czegokolwiek tłumaczyć się mojej siostrze? - uniósł lekko brew. Kochał Cynthię jednak nie spowiadał się jej ze wszystkich swoich grzeszków a i miał pewność, że nie naruszy jego prywatności. Nie chciał teraz rozwodzić się nad tym tematem bowiem gdybanie nie przyniesie im niczego dobrego. Wybuchnął śmiechem słysząc słowa Fergusa. - Słaba próba zemsty. - poklepał go po ramieniu i pilnował aby nie uciekł. Zatrzymał wzrok na zdezorientowanej właścicielce stoiska. Dopiero na widok miny Uli rozejrzał się bardziej uważnie i dostrzegł tu nieciekawe zamieszanie. Widząc jednak na horyzoncie Erika nie musiał interweniować. Drgnął gdy nad ich głowami przeleciała... noga? Roześmiana mina zastygła na jego twarzy. Pospiesznie pomógł zebrać opadające kartki, zwoje, zapominając przy tym, że mógłby użyć różdżki. - Wszystko w porządku? Może niech pani usiądzie. Niewiele możemy pomóc poza zostawieniem tu kilku monet a to jak mniemam, może poprawić nastrój? - poczuł się w obowiązku zagaić do Uli bowiem miał tę możliwość dostrzeżenia w jej oczach zbierające się łzy. Nic dziwnego, że nad ich głowami latają dziwne przedmioty. Wnioskował, że wszystkie są po prostu zaczarowane. Taki tłum ludzi musiał przynieść niecodzienne doświadczenia. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Avelina Paxton - 14.03.2023 Avelina nigdy nie lubiła tłumów, ale Beltane było magicznym świętem i nie mogła sobie tego dnia odpuścić. Siedzenie w domu też nie było za dobre, a zwłaszcza, że nie miała nic do robienia, ponieważ szef na ten dzień kazał zamknąć miejsce pracy, aby mogła sobie poszaleć jak na młodą dziewczynę przystało. Tak też ucieszyła się, że Trevor ją zaprosił na wspólne obchodzenie tego święta. Nie chciała tu przyjść sama. Nora miała swoje stoisko, więc Avelina nie chciała jej przeszkadzać w prowadzeniu tego miejsca. Miała jednak zamiar odwiedzić jej stoisko jako pierwsze. Z Trevorem umówili się u niej, gdzie dziewczyna wręczyła mu maskę, którą kupiła jakiś czas temu w sklepie z bibelotami. Sama ubrała kolorową, zwiewną, kwiecistą sukienkę do połowy łydek z luźnymi rękawami sięgającymi niżej łokcia. Przeważał w niej kolor biały, zielony i niebieski. Na głowę nasadziła obfity wianek z polnych kwiatów, a twarz przesłoniła maską w kształcie niebieskiego motylka, która momentami sprawiała wrażenie żywej. Chciała mu towarzyszyć, aby nie był osamotniony w zasłanianiu swojej twarzy. Gdy Trevor był już gotowy razem przenieśli się na miejsce Beltane. — Pójdziemy najpierw do Nory, ma tu swoje stoisko. – powiedziała z uśmiechem i żeby nie zgubić się z nim w tłumie złapała go za dłoń. Miała nadzieję, że nikt z BUMu go tu nie zauważy, ani nie rozpozna dzięki jej pomysłowi. Uważała, że Trevor powinien się trochę rozerwać. Podeszli razem do stoiska Nory. Przywitała się z kuzynką i Salemem. Avelina od razu wylosowała dla siebie ciasteczko. !ciastko z kwiatkiem RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 14.03.2023 różaRE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Rowena Ravenclaw - 14.03.2023 Esther Moss drżała z niecierpliwości, niby od niechcenia trącając czubkami lakierowanych bucików leśną ściółkę. Od czasu do czasu zerkała to na wejście na polanę, to na zegarek na swoim nadgarstku, czując, jak ogarnia ją coraz większy niepokój. Chwilę popłakała nawet ze stresu, ale niedużo. Wreszcie jej twarz się rozjaśniła na widok Alastora. — Spóźnił się pan, panie Moody — oświadczyła niby karcąco, a zaraz potem roześmiała się promieniście pomimo świeżych śladów łez na policzkach — Żartowałam! To ja dwa razy przestawiłam zegarek z czasu zimowego na letni i zapominam go naprawić i przez to znów przyszłam za wcześnie i zastanawiałam się, gdzie wszyscy się podziali... W pewnym momencie pomyślałam nawet, że chyba pomyliłam dni... No, ale potem zaczęli przychodzić inni i już wiedziałam, że to właściwy dzień. To gadatliwe stworzenie mierzące sobie metr sześćdziesiąt w kapeluszu o ufnych błękitnych oczach i złotych puklach było nowym (choć nie do końca takim nowym - dotychczas jej praca ograniczała się do prostych wezwań w Londynie; to była jej pierwsza poważna akcja w terenie) nabytkiem Brygady Uderzeniowej. — To... od czego zaczynamy? — zapytała onieśmielona nieco faktem, że jej partnerem jest sam Alastor Moody. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Alastor Moody - 14.03.2023 Moody nie spóźnił się wcale i był tego świadomy. Gdyby się spóźnił, to by znaczyło, że spóźnili się też Longbottomowie i Mavie, a w ich niekompetencję wątpił bardziej niż w to, że Voldemort nie był prawiczkiem. Zmierzył wzrokiem dziewczynkę (bo ciężko mu było określić ją innym słowem), jaką Ministerstwo postanowiło uczynić jego partnerką i postarał się uśmiechnąć, chociaż wyszło mu to dosyć koślawo. - Płakałaś? To coś, o czym powinienem wiedzieć? - Zapytał od razu, chociaż powinien się pewnie najpierw przywitać... Aż taka bezpośredniość mogła ją pewnie spłoszyć, ale Alastor nie miał złych zamiarów. Nie podchodził też do niej negatywnie. Wiedział dobrze, że nowi Brygadziści musieli się jakoś uczyć i dobieranie ich w pary z bardziej doświadczonymi pracownikami było dla nich świetną lekcją, ale no szkoda mu była wielka, że taka młoda osoba może spotkać się dzisiaj z czymś, co ją ewidentnie przerośnie. - Usiądź, mogę przejść się sam. Napij się czegoś. - Ton jego głosu sprawiał wrażenie, że na tym chciał swoją wypowiedź skończyć, ale szybko dodał w sposób tak stanowczy i zdecydowany, jak to tylko on potrafił: - Tylko nie pij niczego ze stoisk. - A później, jak gdyby nigdy nic, o wiele miększym i spokojniejszym gestem zaoferował jej własną manierkę. - Masz tutaj wodę. - Nie miał zamiaru ryzykować, że ta stanie się kolejną ofiarą zagrywek straganiarzy podczas Beltane. !patrole5 RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 14.03.2023 VNajwiększe dziwactwo dopadło was... Jedno ze stoisk oferowało sprzedaż zaklętych przedmiotów. Piękna tiara, jaką zakupiła jedna z miejscowych czarodziejek, okazała się być obłożona kurzą klątwą. Kobieta zamieniła się w kurczaka, następnie w kurczaka zamienił się każdy, kto jej dotknął. Niektórzy odczarowywali się od razu, inni tkwili w kurzej klątwie w nieskończoność, zmuszając was do użycia zaklęć rozpraszających. Udane zaklęcie rozpraszające (wymaga rzutu kością) przemienia kurczaka w człowieka. Ostateczna liczba ofiar wynosi: [roll=1d10] Macie nieskończoną liczbę prób. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Julien Fitzpatrick - 14.03.2023 Obruszył się, gdy Cameron zadał pytanie o przygodę z syreną, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Theodore już spieszył z zapewnieniami. Rzucił Lupinowi spojrzenie wyrażające nie więcej niż 'naprawdę we mnie wątpisz?', ale było to wciąż w formie żartu. Humor Rookwoodowi dzisiaj dopisywał, a przynajmniej tak mogło się wydawać po jego energiczności i uśmiechach, które rzucał rozmówcom. - Co? Ubiera się w takie kuse rzeczy i mnie nie zaprosiła? - tego już nie mógł przepuścić mimo uszu, bo tak to tak? Cameron i heather wykluczali go z takich zabaw z kajdankami? Zerknął na Theo z uniesionymi brwiami. Jako Charles, doskonale wiedzial że Lovegood znał się z Wood jeszcze z Hogwartu, ale jako Julien musiał przecież udawać żółtodzioba w temacie - To na pewno ona, nie ma takiej drugiej rudej, zaufaj mi - zaśmiał się, przybierając ton eksperta. Rozgryzane czekoladki, które z niewiadomego powodu smakowały kebabem, a w nozdrza, jakoby znikąd wciskały zapach bzu podsycany trawą po deszczu... a przecież nie padało. Przez chwilowe zdezorientowanie nie zarejestrował poważniejszego wyrazu twarzy Theodore'a i po prostu poddał się kolejnemu smakowi, jaki go uderzył, tym razem ostremu i elektryzującemu, doslownie. Całkowicie zabił on wcześniejszy smak, jaki miał w ustach, a przyprawy okazały się tak intensywne, że aż się wzdrygnął. Na policzkach pojawiły mu się wypieki, zamrugał pare razy, gdy włosy stanęły mu dęba. Przyklepał je niedbale, gdy udało mu się otrząsnąć. Chciał się zwrócić do swoich towarzyszy, ale witając się z Macmillanówną zauważył, że rozmawiająca z nią dwójka czarodziejów ją osacza. Czując nagły zastrzyk energii przecisnął się w stronę przyjaciółki, aby stanąć u jej boku, na przeciwko Geraldine i Gio, tego drugiego mierząc uważniejszym spojrzeniem. - Ej, ej. Jak chcecie ślubu, to Sarah wam pewnie udzieli, udzielasz ślubów, nie? Na wszystko przychodzi pierwszy raz - nie myśląc wiele położył blondynce rękę na ramieniu, chciał tym okazać jej wsparcie, a... po prostu między nimi zaiskrzyło, dosłownie, bo Rookwood wciąż był pod elektryzującym wpływem pikantnej herbaty. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Alanna Carrow - 14.03.2023 W przeciwieństwie do swego towarzysza Alanna zdawała się znacznie swawolniej odchodzić do Beltane. Choć tak naprawdę nie miała powodu, żeby cokolwiek świętować. Właściwie ten dzień stanowił poniekąd ponure przypomnienie, że zasłona między światami naprawdę jest cienka, czego dowodem było jej własne istnienie – a mijał dokładnie rok, odkąd wróciła – gdzie jednocześnie pewne informacje bynajmniej nie napawały optymizmem. Ale świat był wielkim teatrem, a ona aktorką, odgrywającą rolę. I nawet jeśli nie pojawiła się tutaj, żeby brać udział we wszystkich atrakcjach – ba, nawet nie bardzo miała na to ochotę – to chociażby dla niepoznaki i tak miała zamiar zerknąć to tu, to tam. Na wargach rudowłosej błąkał się dość krzywy uśmiech; ba, nawet wysforowała się parę kroków przed towarzyszy, żeby zaraz się obrócić i przez chwilę niejako iść tyłem – jednocześnie mogąc patrzeć na rodzeństwo Rookwoodów. Raczej mało mądre, patrząc na to, jak łatwo było wpaść na kogoś innego. - Hej, Ulyssesie. Uśmiechnij się trochę, wyglądasz jakbyś przyszedł na własną stypę, a nie na święto – wytknęła dość kpiącym tonem – Nie wiesz, że skwaszona mina podczas Beltane jest wręcz zakazana? – no bo hej, święto miłości-srości i takie tam. Choć to też można było odczytać w zgoła inny sposób, sposób, z którego zdawała sobie ta trójka. I niektórzy z innych tu obecnych czarodziejów. - Ty pierwszy – zgodziła się, absolutnie się nie przejmując, że właśnie mocniej wdepnęła w grząski grunt, co z pewnością zaowocowało większym zabrudzeniem kowbojek – Potem ty i na końcu ja? – zasugerowała, zerkając na Ves. I ponownie się odwróciła, idąc już normalnie, nie jak rak. 250
|